Polskie forum o Super Junior

Opowiadania - Płaczący mężczyzna (13/?)

gang-aji - 2012-08-11, 23:10
Temat postu: Płaczący mężczyzna (13/?)
Próbuję się przełamać i coś napisać.. hm.





Płaczący mężczyzna.


Nie miał ochoty z kimkolwiek się dziś spotykać. Po raz kolejny wychodzenie z własnego, cichego pokoju stało się dla niego niesamowitym wyczynem.
Mimo to nie mógł od tak przykryć się kołdrą i pozostać w niej do końca dnia. Musiał wstać, wykonać dziesiątki bzdurnych, ale niezbędnych czynności i po raz kolejny zmierzyć się z odbywaniem swojej służby wojskowej.
Powtarzał sobie, że to dla dobra kraju, że jeszcze tylko trochę ponad rok i wróci do tego, co było wcześniej… wiedząc jednak, że to właśnie od tego „wcześniej” uciekł.
Powoli podnosząc się z łóżka, rzucił okiem na przeciwległą ścianę. Światło, bezczelnie przedostające się przez okienną szybę, raziło go w oczy i nieprzyjemnie przypiekało jego policzki.
Na parapet wskoczył jeden z jego kotów; mężczyzna mimowolnie się uśmiechnął, podchodząc do pupila i zatapiając dłoń w jego miękkiej, połyskliwej sierści.
- Szlag by to… - rzucił w przestrzeń.

nenn - 2012-08-12, 00:09

Liczę - i to bardzo - no to przełamanie. Czekam więc na ciąg dalszy historii o płaczącym mężczyźnie.
Nie ukrywam, że pierwsze co, to przyszedł mi na myśl Hee. Ale wydaje mi się, że jednak to nie Jego historię chcesz nam opowiedzieć. A może jednak?
Pytanie czy taka ucieczka na pewno pomoże...

gang-aji - 2012-08-12, 18:00

nenn, ja też wciąż jeszcze na nie licze, bo wciąż się jeszcze przełamuję i próbuję i mocuję się, z różnym skutkiem.
Cytat:
A może jednak?
Pytanie czy taka ucieczka na pewno pomoże...
A może jednak. No i... właśnie. Ciekawe czy pomoże, czy też nie...

Cóż, wydarzenia mogą się ze sobą nieco nie pokrywać, ostrzegam na przyszłośc. Troszkę naginam niektóre rzeczy, żeby wszystko do siebie 'pasowało'. Mam nadzieję, że nie zaburzy to nikomu odbioru...





Stoi w ciemnym, pustym pokoju.



Najtrudniej wracało mu się do pustego mieszkania. Do miejsca, o którym wiedział, że nikt na niego nie czeka. Że wszyscy zostawili go tu samego, wypełniając swoje obowiązki daleko stąd.
Nie miał im tego za złe – to była jego wina i jego błąd, że zdecydował się wciąż z nimi mieszkać podczas wykonywania swojej służby. Wtedy wydawało mu się, że tak będzie lepiej – że mimo wszystko będzie spędzał choć odrobinę czasu z tymi szaleńcami…
Wszystko jednak potoczyło się zupełnie inaczej.
Bo oni zwyczajnie nie mieli dla niego czasu, wciąż niesamowicie zajęci – najpierw przygotowaniami do nowego albumu, nagrywaniem go, potem jego promocją… a on czuł się jak ktoś niepożądany, ktoś, kogo nie powinno tu być. Jak chodzący mebel w kształcie człowieka, snujący się bez celu tu i tam w ciepłe, lecz beznadziejne wieczory.
Początkowo próbował interesować się tym, co robią poszczególni członkowie i sprawdzać, jak im idą przygotowania. Ale wraz z upływem czasu… czuł się z tym coraz gorzej.
Widział ich wszystkich, przepracowanych jak zawsze i jak zawsze dumnych z każdego osiągnięcia… i czuł się od tego wszystkiego tak skrajnie odsunięty… mimo, że wciąż mu powtarzali, że nadal jest ich częścią, że nie mogą się doczekać, aż stanie ponownie na scenie, razem z nimi…
Kiwał im wtedy głową z ironicznym uśmieszkiem i mówił, że oczywiście, że kiedy wróci, zmiecie ich wszystkich… podczas, gdy tak naprawdę czuł, że bez niego radzą sobie dużo lepiej. Że wcale nie powinien już do nich wracać, by nie sprawiać im kłopotów… Co z tego, że z całego serca pragnął znów poczuć to niesamowite uczucie spełnienia, kiedy pojawiał się na scenie i gdy śpiewał… wiedział, że być może będzie musiał z tego zrezygnować, dla dobra wszystkich.
Pośpiewał sobie, potańczył, porobił z siebie debila w programach… pora wkrótce zacząć żyć jak normalny, porządny człowiek. Nawet jeśli zwyczajne, nudne życie nie do końca mu odpowiadało…
A może wcale nie musi tego robić? Może faktycznie mógłby zostać razem z nimi, dopóki każdy z nich nie wybierze swojej ostatecznej drogi…?




Dłonie opiera o szeroki, chłodny parapet.



Miał zdecydowanie za dużo wolnego czasu. Czasu, który marnował na niekończące się użalanie nad sobą i łażenie z kąta w kąt. Czasami wędrował po pokoju w poszukiwaniu Heebuma.
- Chodź tu, panie niezależny, poważny kocie, pobawimy się – mruczał do zwierzęcia, wyciągając ku niemu ręce i podnosząc go z ziemi.
Kot zazwyczaj nie próbował uciekać ani się wyrywać, jakby wyczuwał, że jego właściciel poczuje się odrobinę lepiej, kiedy troszkę się nad nim poznęca. Zazwyczaj wpatrywał się w mężczyznę ogromnymi, kocimi oczami, z niemym wyrzutem, który tamten ostentacyjnie ignorował.

Cieszył się, że ma przynajmniej jakieś zwierzątko, które może mu potowarzyszyć w jego samotności. Że może wypełnić sobie czas i myśli wymyślaniem nowych przebrań i organizowaniem przedziwnych sesji zdjęciowych swojemu pupilowi i zaśmiewaniem się z efektów swoich poczynań.
Wszystko, by tylko przegonić tę natrętną myśl o samotności…




W ciszy wpatruje się w ciemne, nocne niebo.



- Hyung, jesteś głodny? – pukanie wyrywa go z głębokiego zamyślenia. Powolutku obraca się w kierunku, w którym powinny znajdować się, teraz ukryte przez mrok panujący w środku, drzwi.
Chciałby coś powiedzieć, zaprosić przyjaciela do środka, ale gdy tylko otwiera usta zdaje sobie sprawę z tego, że właściwie nie ma ochoty z nim rozmawiać. Że woli zostać tu sam, opierając się o parapet i obserwując rozświetlone miasto.
- Hyung, wchodzę – młodszy nie daje za wygraną i naciska klamkę. Starszy w dalszym ciągu nie mówi nic, po prostu obserwując tamtego. – Hyung, śpisz?
- Nie – odpowiada w końcu i bierze głęboki wdech. Za chwilę się zacznie. Był tego niemal pewien. Dobre rady, pytania, zmartwione spojrzenia…
Zapala się światło i razi go w oczy. Zasłania je dłonią, nerwowo zaciskając zęby.
- Nie siedź tak po ciemku, hyung. Chodź na dół, zjemy razem… - ciepły, zatroskany głos zdenerwował go jeszcze mocniej. Dlaczego ten mały nie mógł zostawić go w spokoju…?
- Nie jestem głodny – odpowiedział szorstko, nawet nie spoglądając na swojego rozmówcę.
- Ale ja specjalnie zrobiłem…
- Nie jestem – przerwał mu stanowczo, starając się nie wybuchnąć.
Przyjaciel przyglądał mu się uważnie przez chwilę, po czym westchnął cicho.
- Zostawię ci jedną porcję w lodówce… - powiedział cicho, zanim wyszedł, cichutko zamykając za sobą drzwi.
Gdy tylko mężczyzna upewnił się, że został sam, usiadł na łóżku i przyłożył dłoń do czoła.
„Głupku, mogłeś go zatrzymać. Mogłeś z nim porozmawiać. Mogłeś mu powiedzieć. Wszystko powiedzieć…”
Poczuł, jak jego własne paznokcie boleśnie znaczą jego czoło.




Jego oczy spowite są mgłą…



- I co, zejdzie do nas? – lider uniósł głowę znad miski z ryżem.
Ryeowook pokręcił głową i westchnął ciężko.
- Nie sądzę. Siedzi u siebie w pokoju i chyba nie chce nikogo widzieć.
- Zrobiliśmy mu coś? – zapytał Sungmin, pomiędzy kolejnymi kęsami. Wszyscy zamilkli na moment, próbując sobie przypomnieć, czy przypadkiem nie zawinili albo nie podpadli w czymś swojemu koledze z zespołu. Żaden jednak nie mógł sobie niczego przypomnieć.
- Tu raczej nie o to chodzi – stwierdził po jakimś czasie Wookie. – Z nim jest coś nie tak, ale nie wiem, co.
- Ktoś mógłby z nim pogadać – odezwał się Shindong, drapiąc się po głowie – ze mną pewnie nie będzie chciał rozmawiać… może Donghae?
- Przecież on nie ma czasu, kręci dramę – odpowiedział mu cicho Teukie – zresztą, wszyscy jesteśmy czymś ostatnio zajęci… - przybrał smutną minę i zmarszczył brwi, jakby próbował znaleźć jakieś rozwiązanie.
- Ja pójdę – z miejsca podniósł się Eunhyuk.
- BoA – przypomniał mu lider. Hyuk westchnął i kiwnął głową. Musiał iść niedługo poćwiczyć…
- Yesung…?
- Ja nie umiem z nim gadać…
Leeteuk wstał.
- Najem się kiedy indziej – oświadczył i nie zastanawiając się dłużej, pognał piętro wyżej.




…przepełnione bólem, zdają się spoglądać wewnątrz siebie.



Dłuższą chwilę milczeli obaj, każdy pochłonięty własnymi myślami.
- Co się dzieje? – zapytał w końcu Leeteuk, kładąc rękę na ramieniu mężczyzny. – Unikasz nas.
- Nic. Nie – odparł, stojąc do niego tyłem i zaciskając powieki.
Starszy uniósł znacząco brew i stanął przed swoim niewiele młodszym przyjacielem, który skutecznie unikał jego wzroku.
- Nie zszedłeś na dół. Siedzisz po ciemku. Odpowiadasz półsłówkami. Ignorujesz nas, jakbyśmy coś ci zrobili. Co jest? – zadał pytanie jeszcze raz tonem wyczekującym pełnej odpowiedzi.
- Nie jestem głodny, więc nie zszedłem, czy to tak trudno pojąć?
Jungsu westchnął i usiadł na krześle.
- Jasne, nie byłeś. W porządku. Ale dlaczego, do cholery, ciągle siedzisz tu sam po ciemku i gapisz się w to głupie okno?
Nie mógł mu powiedzieć. Chciał, naprawdę chciał to zrobić, ale w jednej chwili wszystkie słowa, których mógłby użyć zabrzmiały w jego głowie tak głupio i tak niepoważnie, że postanowił milczeć. Jedyne, co mógł zrobić, to spojrzeć liderowi w oczy, błagając, żeby zrozumiał wszystko bez użycia słów, bez nagle zbyt trudnego otwierania ust. Żeby pojął jego dziwny ból, chorobliwą zazdrość i irytującą samotność. By zrozumiał to wszystko…
Wiedział, że przytłacza go tym spojrzeniem, że zamiast wyjaśnić, tylko wszystko pomiesza, ale nie umiał inaczej. Nie umiał mu wyjawić, co czuje. Umiał to jedynie czuć.
Leeteuk westchnął ciężko.
- Nie mam pojęcia, dlaczego nie chcesz ze mną rozmawiać i o co ci właściwie chodzi. Słyszałem, że jutro wychodzisz gdzieś z Hongkim. Może to cię rozerwie. Tak czy inaczej – starszy jeszcze raz położył dłoń na ramieniu młodszego – jakby co, wal do mnie jak w dym, jasne?
- I po drodze natknij się na ekipę z KBS, która nagrywa tu jakiś program – rzucił cierpko – nie, dzięki.
„Tu cię boli” – pomyślał lider i uśmiechnął się delikatnie.
- Wczoraj wieczorem byli tu ostatni raz, więc nie masz się już czym przejmować – poinformował go i kiwnął głową na pożegnanie, zadowolony z rozwiązanego problemu.
- Ta… - mruknął Heechul pod nosem, szukając swojego portfela.
Wyszedł pół godziny później. Musiał się rozluźnić przed jutrzejszym, całodziennym maratonem z LoLem.
„Karaoke tam gdzie zawsze?” wysłał kilka wiadomości. I wiedział, że co najmniej połowa odpowiedzi będzie twierdząca.




Szukają odpowiedzi...



Nie mógł zrozumieć, dlaczego go to nie bawi…
Siedział na swoim ulubionym miejscu, w ulubionym pokoju i oglądał popisy szalejących kolegów, parodiujących przeróżnych znanych wykonawców.
Klaskał im i śmiał się głośno – bo tak wypadało. Bo skoro ich tu wszystkich zaprosił, powinien uśmiechać się radośnie, wylewając łzy ze śmiechu. Mało tego, powinien czynnie uczestniczyć w tym przedstawieniu, w paradzie dziwactw i wokali brzmiących bardzo pijacko.
Ale był tym wszystkim naprawdę zmęczony. Pragnął znów znaleźć się tam, skąd niedawno wyszedł w pośpiechu – z ciszy własnego pokoju.
A jednak siedział do samego końca tego spędu, udając niezwykle rozbawionego i dziękując sobie w duchu za to, że posiada jakieś aktorskie umiejętności… i jednocześnie się za nie przeklinał.
Może gdyby ich nie posiadał, gdyby nie umiał zagrać szczęśliwego nawet przed samym sobą, co ostatnio robił tak często, wszystko wyglądałoby nieco inaczej? Może ktoś zauważyłby, że nie radzi sobie z samym sobą i wciąż od czegoś ucieka…?
Może.
- Zostało jeszcze trochę tego piwa? – rzucił, szczerząc zęby w uśmiechu.

nenn - 2012-08-12, 18:54

madlejane, ja po prostu kocham Twoje teksty, styl, klimat i historie jakie tworzysz. Kochana jesteś niesamowita :*
madlejane napisał/a:
Ciekawe czy pomoże, czy też nie...
Właśnie doszłam do wniosku, że nie pomoże. Nie da się uciec od niedokończonych spraw, nierozwiązanych kwestii. One zawsze powracają i gnębią aż MUSISZ je rozwiązać. I czuje, że z Hee tak będzie.

Czyli Hee zamieszkał z zespołem na czas służby. Ciekawe rozwiązanie ale o tyle zaskakujące, że przecież chciał od TEGO uciec. Tzn może nie tyle od ludzi - choć kto wie - co na pewno od tego wszystkiego co związane było i jest z nazwą "Super Junior". Ale w sumie nie wiem dlaczego. Co się zmieniło? Czy to w Nim coś się zmieniło?
madlejane napisał/a:
A może wcale nie musi tego robić? Może faktycznie mógłby zostać razem z nimi, dopóki każdy z nich nie wybierze swojej ostatecznej drogi…?
Skąd te wątpliwości?
Doskonale rozumiem Jego poczucie odrzucenia albo takiego "zawiśnięcia w próżni". Bo wszyscy są czymś zajęci. Gdzieś się spieszą, coś robią. I to nie tak, że nie życzy im wszystkiego najlepszego. Jestem przekonana, że z całego serca chce dla Nich jak najlepiej ale ... ale wydaje mi się, że Hee czuje się jakby żył w "innym" świecie teraz.
Skąd takie wrażenie, że bez Niego będzie chłopakom lepiej? Bo nie śpiewa jak Yesung? Bo nie tańczy jak Hyuk? Bo bo bo ... ? Przecież to jakieś totalne nieporozumienie. On jest sobą i był taki od początku. Czemu nagle przestało Mu to wystarczać?
madlejane napisał/a:
dla dobra wszystkich.
Dla dobra wszystkich?? Sorry sorry ale nie kupuje >< Uważam, że tu chodzi przede wszystkim o Niego samego a nie o "wszystkich". Chyba, że czegoś nie wiem.

Samotność. Odczucie samotności będąc wśród tłumów nie jest wcale niczym niezwykłym. Wydaje mi się, że wręcz odwrotnie. Szczególnie obecnie często spotykanym ale z drugiej strony. Kto mądrze powiedział, że "człowiek nie jest bezludną wyspą". Hee nie jest sam sobie pozostawiony. Jeżeli tylko dopuści kogoś do siebie zamiast powarkiwać na co raz to kolejne osoby. Albo zdecyduje się w końcu coś powiedzieć. I wiem wiem, to nie jest łatwe ani łatwo nie przychodzi ale czy to oznacza, że ma więcej nie próbować skoro przed Teukiem się nie otworzył?
madlejane napisał/a:
Jedyne, co mógł zrobić, to spojrzeć liderowi w oczy, błagając, żeby zrozumiał wszystko bez użycia słów, bez nagle zbyt trudnego otwierania ust. Żeby pojął jego dziwny ból, chorobliwą zazdrość i irytującą samotność. By zrozumiał to wszystko…
oraz
madlejane napisał/a:
Nie umiał mu powiedzieć, co czuje. Umiał to jedynie czuć.
To są momenty które mnie najbardziej "ruszyły". Pokazują cały ten smutek, ból i zwątpienie. Pokazują to czego nie potrafi powiedzieć głośno. Co potrafi tylko czuć. Ale mnie najbardziej zasmuca to, że nawet nie próbuje ... jakby się godził na to wszystko bo uznał, że 'tak ma być' :(

Scena w kuchni, gdzie przyjaciele rozmawiają o Hee jest śliczna. Emanuje taką prawdziwą miłością i troską. Widać, że martwią się o chłopaka i chcieliby Mu pomóc. Niestety trudno jest pomóc komuś, kto chyba jeszcze sam nie wie, czy chce tej pomocy. Albo po prostu nie umie jej przyjąć.

Zakładanie masek ma "sens" (o ile w ogóle można tak powiedzieć) jedynie w przypadku gdy ma coś na celu. Gdy dzięki temu może coś "osiągnąć". Czyżby Hee tak długo już grał, że nie wie jak się pozbyć "swojej maski"?

Pisz bo czekam.

gang-aji - 2012-08-12, 22:59

nenn, omo, jaki referat! *___* to ja Cię kocham, bo Ty zawsze mi coś napiszesz jak ja coś wrzucę, ajj! <333
nenn napisał/a:
Nie da się uciec od niedokończonych spraw, nierozwiązanych kwestii.
Dokładnie, szczególnie od takich kwestii, które są w kimś głęboko ukryte i mocno zakorzenione.
nenn napisał/a:
Ale w sumie nie wiem dlaczego. Co się zmieniło? Czy to w Nim coś się zmieniło?
Napisałabym Ci już teraz odpowiedzi na te pytania, ale po pierwsze nie jestem ich do końca pewna, a po drugie - i Ty i Hee zrozumiecie to sami, prędzej czy później. Taką mam nadzieję.
nenn napisał/a:
Skąd te wątpliwości?
z jego dziwnego umysłu, który chyba za dużo myśli^^"
nenn napisał/a:
Jestem przekonana, że z całego serca chce dla Nich jak najlepiej ale ... ale wydaje mi się, że Hee czuje się jakby żył w "innym" świecie teraz.
Dokładnie tak..:)
nenn napisał/a:
Czemu nagle przestało Mu to wystarczać?
ja już wiem. On chyba jeszcze nie do końca...
nenn napisał/a:
Dla dobra wszystkich?? Sorry sorry ale nie kupuje ><
Ja też tego nie kupuję, ale co poradzisz, że on tak głupio czuje...
nenn napisał/a:
Jeżeli tylko dopuści kogoś do siebie zamiast powarkiwać na co raz to kolejne osoby. Albo zdecyduje się w końcu coś powiedzieć. I wiem wiem, to nie jest łatwe ani łatwo nie przychodzi ale czy to oznacza, że ma więcej nie próbować skoro przed Teukiem się nie otworzył?
Mogę powiedzieć tylko tyle, że będzie próbował :) A reszta też będzie się starała. Chyba, że ich makabrycznie wnerwi. To wtedy nie wiem...^^
nenn napisał/a:
Niestety trudno jest pomóc komuś, kto chyba jeszcze sam nie wie, czy chce tej pomocy. Albo po prostu nie umie jej przyjąć.
Albo jeszcze nie rozumie, że potrzebuje czyjejś pomocy. Może uważa, że da sobie radę sam z tym czymś, co go tak męczy.
nenn napisał/a:
Czyżby Hee tak długo już grał, że nie wie jak się pozbyć "swojej maski"?
Myślę, że wie, ale na razie nie chce jej jeszcze zdejmować...
nenn - 2012-08-12, 23:14

madlejane, bo ja nie potrafię obojętnie przejść obok Twoich tekstów i Ciebie samej - ale o tym doskonale już wiesz ;) - aczkolwiek nie zawsze wychodzi mi to tak jakbym chciała >< No aleee nieważne ;)

madlejane napisał/a:
Dokładnie, szczególnie od takich kwestii, które są w kimś głęboko ukryte i mocno zakorzenione.
Taaak. Mogą siedzieć uśpione i człowiekowi wydaje się, że jest wszystko w porządku. A nie jest.
Cytat:
z jego dziwnego umysłu, który chyba za dużo myśli^^"
A jednak z Hee mam coś wspólnego. Hmm powinnam się z tego cieszyć?? ;P
Cytat:
Ja też tego nie kupuję, ale co poradzisz, że on tak głupio czuje...
Sęk w tym, że nie poradzi się >< Liczę na to, że jednak dojdzie do ładu przede wszystkim z samym sobą. Tak na dobry początek.
madlejane napisał/a:
Chyba, że ich makabrycznie wnerwi. To wtedy nie wiem...^^
No cóż. Hee może przechodzić przez różne stany emocjonalne ale widzę, że pewne rzeczy są niezmienne :P I chwała Ci za to! :D
madlejane napisał/a:
Może uważa, że da sobie radę sam z tym czymś, co go tak męczy.
Ach ... rozumiem. Czyli chce być samodzielny, nie obarczać przyjaciół swoimi problemami i samemu rozwiązać problem? Tylko z tymi problemami bywa różnie. Czasami mogą się wydawać zbyt błahe aby mówić o nich innym a jednocześnie na tyle ciężkie, że się pod nimi człowiek "ugina"... No ale ok ok. Jeżeli Hee potrzebuje czasu - ode mnie go dostanie. Ty już mniej bo musisz wrzucać kolejne rozdziały jak najszybciej <nieeeee wcale nie wywieram presji. Wcale a wcale ;D >

Ech żarty żartami ale oczywiście dodasz kolejny kiedy dodasz ale nie zwlekaj zbyt długo <3

karolcia0596 - 2012-08-14, 17:30

Ach nigdy nie wiem co mam po przeczytaniu napisać że naprawdę mi się podobało?! trochę za mało...
Rozumiem Hee znakomicie te uczucia, które go ogarniają
madlejane napisał/a:
. Że wcale nie powinien już do nich wracać, by nie sprawiać im kłopotów… Co z tego, że z całego serca pragnął znów poczuć to niesamowite uczucie spełnienia, kiedy pojawiał się na scenie i gdy śpiewał… wiedział, że być może będzie musiał z tego zrezygnować, dla dobra wszystkich.

Każdy czasem tak ma że wszyscy dobrze się bawią podczas nieobecności i chociaż po powrocie ktoś podejdzie i powie "jak dobrze że jesteś czekaliśmy na ciebie" to i tak sobie pomyślimy "może im byłoby lepiej bezemnie"
madlejane napisał/a:
Hyung, jesteś głodny? – pukanie wyrywa go z głębokiego zamyślenia. Powolutku obraca się w kierunku, w którym powinny znajdować się, teraz ukryte przez mrok panujący w środku, drzwi.
Chciałby coś powiedzieć, zaprosić przyjaciela do środka, ale gdy tylko otwiera usta zdaje sobie sprawę z tego, że właściwie nie ma ochoty z nim rozmawiać. Że woli zostać tu sam, opierając się o parapet i obserwując rozświetlone miasto.
- Hyung, wchodzę – młodszy nie daje za wygraną i naciska klamkę. Starszy w dalszym ciągu nie mówi nic, po prostu obserwując tamtego. – Hyung, śpisz?

Od razu przyszedł mi do głowy drobniutki Wookie któremu szkoda przyjaciela i chce mu z całej siły pomimo bezsilności pomóc

Mi też się bardzo spodobała scena w kuchni, ale żal mi było Hee jak Hae i Hyuk byli zbyt zjeci, ale byłam dumna z Leeteuka że on poszedł jak prawdziwy LIDER *.*

Scena w barze jest taka prawdziwa pomimo iż nie miał na nic ochoty grał mam nadzieje że w końcu przestanie grać zdejmie maskę i się przed kimś otworzy

Ale się zaciekawiłam czekam na ciąg dalszy i życzę weny DZIĘKUJĘ <3

gang-aji - 2012-08-14, 17:43

nenn napisał/a:
bo ja nie potrafię obojętnie przejść obok Twoich tekstów i Ciebie samej - ale o tym doskonale już wiesz ;)
hahaha no wiem, wiem <3 i nie ukrywam, że mnie to cieszy :P
nenn napisał/a:
człowiekowi wydaje się, że jest wszystko w porządku. A nie jest.
A bardzo nie jest, ale nie ma co zdradzać za wiele~~
nenn napisał/a:
A jednak z Hee mam coś wspólnego. Hmm powinnam się z tego cieszyć?? ;P
Hmm... czy ja wiem...?
nenn napisał/a:
Liczę na to, że jednak dojdzie do ładu przede wszystkim z samym sobą. Tak na dobry początek.
Nie mam pojęcia, czy mu się uda, ale chyba będzie coś z tym robił...kiedyś.
nenn napisał/a:
Hee może przechodzić przez różne stany emocjonalne ale widzę, że pewne rzeczy są niezmienne :P I chwała Ci za to! :D
Nie mi, Heechulowi! :P
nenn napisał/a:
Czyli chce być samodzielny, nie obarczać przyjaciół swoimi problemami i samemu rozwiązać problem?
Coś w ten deseń, ale nie do końca...
nenn napisał/a:
Ty już mniej bo musisz wrzucać kolejne rozdziały jak najszybciej <nieeeee wcale nie wywieram presji. Wcale a wcale ;D >
Ja lubię taką presję, jak jej nie mam, to mi się nie podobuje takie pisanie XD Spoko, część kolejnego parta już mam, pojawi się myślę na dniach~~

karolcia0596 napisał/a:
Ach nigdy nie wiem co mam po przeczytaniu napisać że naprawdę mi się podobało?! trochę za mało...
Ale ostatecznie udało Ci się napisać dobry, zgrabny komentarz, dziękuję i doceniam, bo pisanie komentarzy też nie jest łatwe <3
karolcia0596 napisał/a:
Od razu przyszedł mi do głowy drobniutki Wookie któremu szkoda przyjaciela i chce mu z całej siły pomimo bezsilności pomóc
Taak, Wookie ma złote serce, ale nie bardzo wie, jak ma to złote serduszko pomóc Hee.
karolcia0596 napisał/a:
żal mi było Hee jak Hae i Hyuk byli zbyt zjeci, ale byłam dumna z Leeteuka że on poszedł jak prawdziwy LIDER *.*
Pierwotnie nawet lider miał do niego nie iść, ale jakoś tak wziął i tych kilka minut poświęcił... Nie chciał mieć potem poczucia winy czy coś...
karolcia0596 napisał/a:
że w końcu przestanie grać zdejmie maskę i się przed kimś otworzy
też mam taką nadzieję, ale to będzie raczej trudne...
karolcia0596 napisał/a:
Ale się zaciekawiłam czekam na ciąg dalszy i życzę weny DZIĘKUJĘ <3
Huhu wena... dawno jej u mnie nie było, ale i bez niej sobie jakoś radzę.... I to ja dziękuję <3
nenn - 2012-08-15, 00:44

Cytat:
hahaha no wiem, wiem <3 i nie ukrywam, że mnie to cieszy :P
I dobrze! Miałabyś niemały problem gdyby tak nie było ;P
madlejane napisał/a:
Hmm... czy ja wiem...?
Jakoś tak strasznie to zabrzmiało ;D
Cytat:
Nie mi, Heechulowi! :P
No to: chwała Ci Hee! ;D:D:D
madlejane napisał/a:
karolcia0596 napisał/a:
Od razu przyszedł mi do głowy drobniutki Wookie któremu szkoda przyjaciela i chce mu z całej siły pomimo bezsilności pomóc
Taak, Wookie ma złote serce, ale nie bardzo wie, jak ma to złote serduszko pomóc Hee.
Tak mnie teraz naszło ... a może Hee nie potrzebuje "złotego serducha Ryeo" tylko takiego porządnego kopniaka??
madlejane napisał/a:
Pierwotnie nawet lider miał do niego nie iść,
Jak nie Lider, to kto??
madlejane napisał/a:
karolcia0596 napisał/a:
że w końcu przestanie grać zdejmie maskę i się przed kimś otworzy
też mam taką nadzieję, ale to będzie raczej trudne...
Co mnie paradoksalnie cieszy bo oznacza to, że będzie dużoooo rozdziałów? ;P
gang-aji - 2012-08-15, 21:29

nenn napisał/a:
Jakoś tak strasznie to zabrzmiało ;D
No bo to zależy jak leży... XD Znaczy, wszystko zależy od tego, jak się potraktuje ten za dużo myślący umysł..XD
nenn napisał/a:
Tak mnie teraz naszło ... a może Hee nie potrzebuje "złotego serducha Ryeo" tylko takiego porządnego kopniaka??
Myślę, że i tego i tego, tylko w odpowiednim czasie i w odpowiednich dawkach :)
nenn napisał/a:
Jak nie Lider, to kto??
Nikt. Pierwotnie miał do niego nie iść nikt...^^
nenn napisał/a:
Co mnie paradoksalnie cieszy bo oznacza to, że będzie dużoooo rozdziałów? ;P
Tak, szykuje się Moda na sukces!

Ach... miałam dodać to szybciej, ale kilka rzeczy sprawiło mi parę problemów (niewielkich ale zawsze)... No i czuję, że po przygotowaniach jakie poczyniłam, zanim napisałam tę część, powoli zamieniam się w eksperta League of Legends, nie grając w to ani razu XDDD

___________________________________________________________


... odpowiednich rozwiązań...


Nie znosił, kiedy z samego rana budzi go natrętnie dzwoniący telefon; nie wtedy, kiedy zaledwie kilka godzin wcześniej dotarł do własnego pokoju w hotelu, potwornie zmęczony całonocnym imprezowaniem i nocną podróżą.
- Tak? - warknął do słuchawki, wolną dłonią przecierając oczy.
"Nigdy więcej jazdy busem do Kyunggi-do w środku nocy"
- Hyung, o której zaczyna się ten turniej? - usłyszał charakterystyczny głos Hongkiego, domagający się odpowiedzi.
Miał ochotę zrobić mu krzywdę. Nie tylko dlatego, że budził go tak wcześnie, ale także - a może przede wszystkim za to, że tamten brzmiał całkiem rześko, chociaż wpił od niego dużo więcej i balował o niebo intensywniej. Ale to Heechul, nie tamten czuł się, jakby ktoś przywalił go ciężkim, kamiennym blokiem.
"Robię się stary czy to coś innego?" - przemknęło mu przez myśl.
- Po południu, dzieciaku - oznajmił młodszemu, starając się brzmieć w miarę łagodnie. Nie mógł sobie dziś pozwolić na jakiekolwiek gesty lub słowa, które mogłyby obrazić jego dongsaenga; musieli dzisiaj dogadywać się jak najlepiej, by móc wygrać turniej League of Legends, na który szykowali się już od jakiegoś czasu. - A teraz, jeśli chcesz żyć, pozwól mi spać dalej.
Hongki zaśmiał się w słuchawkę.
- Nie zabijesz mnie, hyung, bo ci zabraknie jednej osoby do gry. I to zaufanej.
Heechul warknął coś niezrozumiałego.
- Okej, okej, do potem hyung. Widzimy się za parę godzin na miejscu.




... wypełniaczy czasu.



Zaspał. Naprawdę zaspał. Co prawda nie aż tak, żeby zniszczyć sobie szansę na wygraną czy też żeby zdenerwować wszystkich innych, ale z całą pewnością nie miał czasu na przygotowania.
Chwycił wszystko, co miał pod ręką, założył na siebie cokolwiek i niemal wybiegł z mieszkania. Dobrze, że zamówił taksówkę dużo wcześniej...
Na szczęście kierowca nie zadawał zbędnych pytań, a nawet gdyby to zrobił, on i tak nie zamierzał na nie odpowiadać.
W ciszy mógł więc rozbudzić się do końca i jeszcze raz przemyśleć strategię, która jego zdaniem, będzie najlepsza, by powalić przeciwników na kolana.
Dobrze mu było, mieć tak mocno wypełnione czymś myśli. W dodatku czymś, co ostatnio bardzo lubił.

- Heechul-ssi! - usłyszał przyjemny, kobiecy głos zza pleców. Obrócił się i obdarzył jego właścicielkę jednym z czarujących uśmiechów. Dla niej też musiał być miły - nie dość, że była zawodowym graczem, to jeszcze zgodziła się być z nim i Hongkim w jednej drużynie.
- Yuri-ssi, miło cię widzieć - kiwnął głową na powitanie - Hongki już jest?
- Kręci się gdzieś tu... chyba próbuje wyrobić sobie nowe znajomości - odpowiedziała; zawsze, gdy jej słuchał miał wrażenie, że za moment zmaterializuje się postać z gry, której głos podkładała ta kobieta, a którą często grywał nie tylko ze względu na jej umiejętności, ale także na jej niewątpliwe... walory estetyczne.
- Najwięcej znajomości będzie zawierał wtedy, kiedy będzie trzymał się blisko mnie - stwierdził od niechcenia.
- Mówisz to tak, jakby to była najbardziej oczywista sprawa na świecie...
Uniósł brew.
- Bo tak jest.
Oboje mieli zamiar kontynuować rozmowę jeszcze jakiś czas, jednak organizatorzy oznajmili, że najwyższa pora rozpocząć “1st League of Legends Celebrity Championships”.
Nie pozostało im nic innego, jak tylko znaleźć Hongkiego, zrobić sobie pokrzepiającą fotkę, którą Yuri niezwłocznie wrzuciła na twittera i rozpocząć grę.




Niekiedy znajduje chwilowe ukojenie.



W tym momencie istniał tylko on i jego drużyna. I przeciwnicy, których za wszelką cenę trzeba było zgładzić... i to w jak najszybszym czasie.
Wiedział, że pierwszą rundę wygrają. Chodziło jednie o to, by pokonać tamtych w spektakularny sposób - a jeśli nie było takiej możliwości, to chociaż wyjść z tego, poza tym, że zwycięsko, to jeszcze z jak najmniejszą ilością strat.
Pierwsza potyczka trwała zaledwie dwanaście minut, więc "Uniwersal Big Star Team" stwierdził początkowo, że poziom tutejszych graczy nie zachwyca.
- Więc albo jesteśmy geniuszami, albo graliśmy z cieniasami - rzucił Hongki, rozsiadając się w fotelu i przypatrując się ekranowi, na którym wciąż wyświetlała się gra, którą równolegle prowadziły inne drużyny.
- Prawdopodobnie byli to jacyś początkujący fascynaci, ale jak tak patrzę na inne teamy... reszta pojedynków nie będzie łatwa - stwierdziła kobieta rzeczowo, po czym zwróciła się do najstarszego z nich - Heechul-ssi, poprawiłeś się od naszej ostatniej gry... musisz poświęcać temu dużo czasu.
Kiwnął głową w odpowiedzi. Miała rację. Większość wolnego czasu spędzał przy komputerze, grając na przeróżnych serwerach lub przed telewizorem, oglądając nagrania z cudzych potyczek, dogłębnie je analizując.
Ta gra stała się dla niego wspaniałym wypełniaczem myśli. Przyjemniejszą alternatywą do wpatrywania się w sufit i tęsknoty za czymś nieokreślonym.
Dzięki niej mógł przenieść się z rzeczywistości, która przytłaczała go niemal w każdej minucie życia, do świata, w którym to on miał nad wszystkim kontrolę i który był dużo prostszy niż ten, w którym przyszło mu żyć. Świat, którego prawa były jasne i zrozumiałe. W którym nie liczyły się uczucia i inne skomplikowane sprawy, a jedynie przetrwanie. W którym żadne nieczyste zagrania nie miały w ogóle miejsca.
Świat dużo znośniejszy niż ten, który atakował go każdego dnia.




Czasami nawet strzępki radosnych chwil.



Kilka godzin i wiele komputerowych potyczek później z niemałą satysfakcją zdali sobie sprawę z faktu, iż przeszli do ścisłego finału. Byli o krok od zwycięstwa.
I nawet potem, kiedy po niemal dwóch godzinach trudnej walki zostali pokonani przez przeciwników, wciąż cieszyli się jak dzieci. W końcu dotarcie aż do finałów był dla nich niemałym wyczynem.
- Yaah, oni wszyscy są pro… nie mieliśmy szans – oznajmił cierpko Heechul, obejmując przyjaciół ramionami.
- Hyung, czy to nie ty mówiłeś wcześniej, że ich zmiażdżymy?
Pokręcił głową.
- Głupku, myślisz, że jakbym ci powiedział, że nie mamy z nimi szans, to wciąż byś grał tak dobrze do ostatniej minuty?
- W sumie to chyba nie.
- Na pewno nie – wtrąciła Yuri. – A tak poza tym, jestem pod wrażeniem. Byliście naprawdę świetni… nie myśleliście o tym, żeby zostać profesjonalistami?
- Hyung, to jest myśl! – wykrzyknął Hongki, po czym, próbując zażartować, kontynuował myśl. – W to wkładasz trochę więcej serca niż w występy na scenie, więc może się… - zamilkł pod morderczym spojrzeniem obojga towarzyszy. – To nie było zabawne…?
- Nie – warknął starszy. Nie lubił tego typu żartów, a ten facet chyba o tym zapomniał. Szybko się jednak otrząsnął, nie chcąc psuć nikomu nastroju. - Idziemy coś zjeść? Hongstar, ty stawiasz!
Piosenkarz pokornie przyjął swoją karę i już za chwilę widział, jak jego hyung prowadzi pogodną wymianę zdań z jakimś znajomym. Uśmiechał się jak zawsze i nie szczędził ostrych komentarzy. Hongki odetchnął z ulgą. Heechul prawdopodobnie nie wziął tego do siebie i kiedy za moment wyjdą z tego miejsca, szukając jakiejś restauracji, wszystko między nimi będzie w porządku. I będą świętować swój mały sukces. A za tydzień pojadą na wycieczkę wraz ze wszystkimi graczami. Jeśli oczywiście Heechul będzie miał wolny weekend… I ochotę na wyjazd. Bo ostatnio był chyba trochę nieswój... albo tylko tak się tylko Hongkiemu wydawało.




Jednak koniec końców, gubi uśmiech.



Bawił się naprawdę dobrze, nie mógł powiedzieć, że nie. Nawet głupie żarty Hongkiego nie denerwowały go tak bardzo.
Wydawało mu się, że ten dziwny, irytująco ponury nastrój już sobie gdzieś poszedł, że z nastaniem kolejnego dnia wróci do bycia… normalnym. Naprawdę miał taką nadzieję.
Ale kiedy tylko usłyszał dźwięk budzika, wzywającego go do wstania, po raz kolejny poczuł się niezmiernie ciężki… prawie niezdolny do poruszenia się.
- Powinienem zmienić nastawienie – mruknął do swojego odbicia w lustrze, doprowadzając do ładu swoją fryzurę – powinienem podejść do tego bardziej optymistycznie. Idę służyć narodowi! – wypiął dumnie pierś.
Co z tego, że ta służba była w gruncie rzeczy potwornie monotonnym ciągiem tych samych czynności, wymuszonych życzliwości i fałszywych uśmiechów? Przynajmniej miał teraz troszkę więcej czasu dla siebie wieczorami.
Mógł w spokoju poobserwować poprzecinany kolorowymi światłami Seul. I próbować czerpać siłę z tego światła, które tak samo jak on, musiało wykonywać swoją pracę bez względu na to, jak nudna mogłaby się wydawać.
Choćby było mu niesamowicie ciężko, choćby waliło się i paliło w jego życiu… wciąż musiał to zrobić. Wytrzymać jeszcze rok.
Nawet jeśli z każdym kolejnym dniem stawało się to coraz trudniejsze.

karolcia0596 - 2012-08-18, 22:08

O kolejna część :)
madlejane napisał/a:
powoli zamieniam się w eksperta League of Legends
i mnie zaciekawiłaś tą grą! :D
madlejane napisał/a:
Miał ochotę zrobić mu krzywdę. Nie tylko dlatego, że budził go tak wcześnie, ale także - a może przede wszystkim za to, że tamten brzmiał całkiem rześko, chociaż wpił od niego dużo więcej i balował o niebo intensywniej.
Kocham Hongkiego <3
madlejane napisał/a:
- Więc albo jesteśmy geniuszami, albo graliśmy z cieniasami - rzucił Hongki, r

GENIUSZAMI :)
madlejane napisał/a:
Dzięki niej mógł przenieść się z rzeczywistości, która przytłaczała go niemal w każdej minucie życia, do świata, w którym to on miał nad wszystkim kontrolę i który był dużo prostszy niż ten, w którym przyszło mu żyć. Świat, którego prawa były jasne i zrozumiałe.

Uch często staramy się uciekać od świata w grach lub książkach, ale on zawsze nas dopadnie...
madlejane napisał/a:
zamilkł pod morderczym spojrzeniem obojga towarzyszy. – To nie było zabawne…?

chyba też miałam niezbyt przyjazna minę dla Hongkiego żeby tak palnąć
madlejane napisał/a:
Nie – warknął starszy. Nie lubił tego typu żartów, a ten facet chyba o tym zapomniał. Szybko się jednak otrząsnął, nie chcąc psuć nikomu nastroju. - Idziemy coś zjeść? Hongstar, ty stawiasz!

Kara musi być ;P
madlejane napisał/a:
Idę służyć narodowi! – wypiął dumnie pierś.

widzę dokładnie ten moment odgania pesymistyczne myśli wpatruję się w lustro i wypina pierś jakby wrócił z ważnej misji..
madlejane napisał/a:
Choćby było mu niesamowicie ciężko, choćby waliło się i paliło w jego życiu… wciąż musiał to zrobić. Wytrzymać jeszcze rok.
Nawet jeśli z każdym kolejnym dniem stawało się to coraz trudniejsze.

Ale mi żal Hee strasznie mi smutno z tego powodu ale cóż taka już jestem i będę się o niego zamartwiać <3
Oczywiście Dziękuje za dodanie i weny wiem jak ciężko jest coś napisać więc czekam :)
Ps. bardzo ładny podpis :D

nenn - 2012-08-19, 23:23

madlejane napisał/a:
League of Legends
Tytuł coś mi mówi ale oprócz tego, że Hee w to grywa(ł) nie mam pojęcie co to za gra ^^


madlejane napisał/a:
"Nigdy więcej
Ile razy słyszałam i sama powtarzałam ten zwrot ... "nigdy więcej" do następnego razu ;P
madlejane napisał/a:
"Robię się stary czy to coś innego?" - przemknęło mu przez myśl.
Ech "starość nie radość a młodość nie wieczność". Jak nic Hee nam się starzeje ;D
Cytat:
Dobrze mu było, mieć tak mocno wypełnione czymś myśli. W dodatku czymś, co ostatnio bardzo lubił.
Dobrze, że Hee jeszcze potrafi odnaleźć coś co Go cieszy i się na tym skupić. Szczególnie w takich chwilach gdy wcale nie jest do (u)śmiechu. Oby nie zapomniał jak to się robi.
madlejane napisał/a:
także na jej niewątpliwe... walory estetyczne.
Z pewnością "niewątpliwe" ;P
Cytat:
- Najwięcej znajomości będzie zawierał wtedy, kiedy będzie trzymał się blisko mnie - stwierdził od niechcenia.
- Mówisz to tak, jakby to była najbardziej oczywista sprawa na świecie...
Uniósł brew.
- Bo tak jest.
Ta pewność siebie. I kto by pomyślał, że Hee przechodzi jakiś kryzys. Można by pomyśleć, że chłopak się najzwyczajniej w świecie przechwala gdyby nie to, że Hee wierzy, że to co mówi jest prawdą. Dla Niego to takie oczywiste przecież ^^

Tak jak cieszyłam się, że znalazł coś co pozwala Mu zapomnieć tak teraz boje się, że ten świat Go zbytnio pochłonie. Ta rzeczywistość bez "uczuć" wydaje mi się taka spokojna. Bezbolesna. Komfortowa. Po prostu bezpieczna ale ja nie chcę aby rzeczywistość gry stała się Jego jedyną alternatywą. Obym przesadzała.
madlejane napisał/a:
Świat dużo znośniejszy niż ten, który atakował go każdego dnia.
Rzadko kiedy realna rzeczywistość podoba nam się bardziej niż ta stworzona w wirtualnym świecie.
madlejane napisał/a:
W to wkładasz trochę więcej serca niż w występy na scenie, więc może się…
Żart Hongkiego zabrzmiał aż nazbyt boleśnie. Wielokrotnie zarzucano Hee, że się "nie stara". Zresztą co tu ukrywać - na samym początku też wydawało mi się, że Hee trochę olewa sprawę ale teraz już wiem, że to tylko pozory. Które mają to do siebie, że bardzo lubią mylić. Co prawda - nie zawsze - ale w przypadku Hee na pewno.

Mam nadzieję, że Hee znajdzie czas a Hongki wyciągnie Go na tę wycieczkę. Na pewno Starszemu przydałby się taki wyjazd. Może wtedy łatwiej byłoby o pewien dystans wobec siebie, zespołu i problemu.

madlejane napisał/a:
Choćby było mu niesamowicie ciężko, choćby waliło się i paliło w jego życiu… wciąż musiał to zrobić. Wytrzymać jeszcze rok.
Nawet jeśli z każdym kolejnym dniem stawało się to coraz trudniejsze.
Wiem, że to może zabrzmi banalnie ale taka jest prawda. Hee MUSI wytrzymać jeszcze rok. MUSI wstawać każdego ranka aby robić to co ma zrobić. A przy tym byłoby dobrze gdyby zrozumiał, że nawet w bezsensownej, nudnej pracy tkwi jakiś sens.


p.s.Przepraszam za mały poślizg. I za jakość tego komentarza - sama wiem, że nie jest najlepszy - ale poczekaj aż zobaczysz kolejny ;)
madlejane napisał/a:
Myślę, że i tego i tego, tylko w odpowiednim czasie i w odpowiednich dawkach :)
Jak zawsze, prawda? Mój znajomy lubi mi powtarzać, że najważniejszy jest umiar...
madlejane napisał/a:
Tak, szykuje się Moda na sukces!
Trzymam Cię za słowo!

A te słowa pisane kursywą - nie wiem czym są ani skąd - ale są śliczne <3


Czekam :*

gang-aji - 2012-08-20, 02:05

karolcia0596 napisał/a:
i mnie zaciekawiłaś tą grą! :D
nenn napisał/a:
Tytuł coś mi mówi ale oprócz tego, że Hee w to grywa(ł) nie mam pojęcie co to za gra ^^
*jest mega leniem i nie chce jej się tłumaczyć co to, z czym się je i w ogóle, wiec posłuży się linkiem* http://leagueoflegends.pl/ogrze.html
karolcia0596 napisał/a:
Kocham Hongkiego <3
I ja również~!
karolcia0596 napisał/a:
madlejane napisał/a:
- Więc albo jesteśmy geniuszami, albo graliśmy z cieniasami - rzucił Hongki, r

GENIUSZAMI :)
ja bym się jednak skłaniała ku tej drugiej opcji... ^^ Bo Koreańczycy w LoLa ponoć dosyć słabi są, mają tylko monopol na Starcrafta ~~
karolcia0596 napisał/a:
Uch często staramy się uciekać od świata w grach lub książkach, ale on zawsze nas dopadnie...
bo nie można od niego tak zupełnie się odciąć...
karolcia0596 napisał/a:
chyba też miałam niezbyt przyjazna minę dla Hongkiego
Ale wybaczyłaś mu, prawda? On nie chciał, głupio palnął...-.-"
karolcia0596 napisał/a:
widzę dokładnie ten moment odgania pesymistyczne myśli wpatruję się w lustro i wypina pierś jakby wrócił z ważnej misji..
... i szedł na kolejną, równie ważną ;)
karolcia0596 napisał/a:
więc czekam :)
to tak jeszcze góra dwa dni^^ <3
karolcia0596 napisał/a:
Ps. bardzo ładny podpis :D
wiem, też go lubię <3

nenn napisał/a:
Jak nic Hee nam się starzeje ;D
Ćśśś, bo jeszcze to usłyszy i będziesz miała u niego przechlapane :P:P
nenn napisał/a:
Dobrze, że Hee jeszcze potrafi odnaleźć coś co Go cieszy i się na tym skupić. Szczególnie w takich chwilach gdy wcale nie jest do (u)śmiechu. Oby nie zapomniał jak to się robi.
Myślę, że znalazł sobie taki wypełniacz, który zastąpi i wyrzuci jego smutek i wszystkie negatywne emocje chociaż na chwilę.
nenn napisał/a:
Ta pewność siebie. I kto by pomyślał, że Hee przechodzi jakiś kryzys.
I o to mu właśnie chodzi. Po co mają o tym wiedzieć jacyś przypadkowi ludzie, skoro nawet najbliższym nie bardzo chce o tym mówić/pokazać tego...
nenn napisał/a:
gdyby nie to, że Hee wierzy, że to co mówi jest prawdą. Dla Niego to takie oczywiste przecież ^^
No cóż... ale on serio ma tyle znajomości, że nie zdziwiłabym się, gdyby trzymanie z nim było naprawdę najkorzystniejszym wyjściem~~
nenn napisał/a:
Tak jak cieszyłam się, że znalazł coś co pozwala Mu zapomnieć tak teraz boje się, że ten świat Go zbytnio pochłonie. Ta rzeczywistość bez "uczuć" wydaje mi się taka spokojna. Bezbolesna. Komfortowa. Po prostu bezpieczna ale ja nie chcę aby rzeczywistość gry stała się Jego jedyną alternatywą. Obym przesadzała.
madlejane napisał/a:
Świat dużo znośniejszy niż ten, który atakował go każdego dnia.
Rzadko kiedy realna rzeczywistość podoba nam się bardziej niż ta stworzona w wirtualnym świecie.
Cóż, ten 'drugi' świat jest bardziej ustawiony, wszystkie emocje są jakby dość przewidywalne na tyle, na ile się da... ale faktycznie, dużo bardziej komfortowa niż to, z czym trzeba się mierzyć na co dzień... być może Hee w porę zauważy, że ta gra nie może być jego jedynym wypełniaczem^^
nenn napisał/a:
Mam nadzieję, że Hee znajdzie czas a Hongki wyciągnie Go na tę wycieczkę. Na pewno Starszemu przydałby się taki wyjazd. Może wtedy łatwiej byłoby o pewien dystans wobec siebie, zespołu i problemu.
Pojechali, pojechali~~ chodzą nawet pogłoski, że bawili się nie najgorzej ^^
nenn napisał/a:
A przy tym byłoby dobrze gdyby zrozumiał, że nawet w bezsensownej, nudnej pracy tkwi jakiś sens.
On o tym wie, tylko wszystko mu przesłania świadomość tego oczywistego faktu...
nenn napisał/a:
p.s.Przepraszam za mały poślizg. I za jakość tego komentarza - sama wiem, że nie jest najlepszy - ale poczekaj aż zobaczysz kolejny ;)
Nie szkodzi, serio <3 i jest bardzo spoko~~ aczkolwiek och, kolejny bd daebak? <33
nenn napisał/a:
Trzymam Cię za słowo!
... No to się wkopałam ^^"
nenn napisał/a:
A te słowa pisane kursywą - nie wiem czym są ani skąd - ale są śliczne <3
Skąd? Z mojej małej główki, a sam 'pomysł' płaczącego mężczyzny z kotem w ramionach... ze snu. A cóż to takiego? Cóż, to ta sama historia, tylko napisana ogólnikowo, to takie obrazy-naprowadzacze chyba :)
Aaa i bym zapomniała!
nenn napisał/a:
Z pewnością "niewątpliwe" ;P
Znaczy ja to się nie znam, ale no...^^ http://twitpic.com/9tec04 to jest ta bohaterka^^ (jak to dobrze, że wraz z kontem na tt nie usunęło się Heechulowe konto na twitpicu <3
nenn - 2012-08-20, 02:22

madlejane napisał/a:
kolejny bd daebak? <33
Nie mam pojęcia :D I szczerze wątpię ale na pewno postaram się aby był no ... po prostu odpowiedni ;) Co wyjdzie zobaczymy.
madlejane napisał/a:
Myślę, że znalazł sobie taki wypełniacz, który zastąpi i wyrzuci jego smutek i wszystkie negatywne emocje chociaż na chwilę.
Oby faktycznie to było na chwilę. Na dłuższą metę może okazać się bardzo zdradliwe.
madlejane napisał/a:
ale faktycznie, dużo bardziej komfortowa niż to, z czym trzeba się mierzyć na co dzień...
I to właśnie odróżnia światy. Rzeczywisty nie jest co do zasady komfortowy. Może dlatego jet tak fascynujący?? Tzn tak mówią a mi się wydaje, że akurat tę prawdę każdy sam musi odkryć.
madlejane napisał/a:
Pojechali, pojechali~~ chodzą nawet pogłoski, że bawili się nie najgorzej ^^
Będzie jakaś relacja mam nadzieję :D Nie liczę na fotosy aczkolwiek na pewno bym nimi nie pogardziła ;P
madlejane napisał/a:
Skąd? Z mojej małej główki, a sam 'pomysł' płaczącego mężczyzny z kotem w ramionach... ze snu. A cóż to takiego? Cóż, to ta sama historia, tylko napisana ogólnikowo, to takie obrazy-naprowadzacze chyba :)
Ześlij mi taki sen, co? <ładnie prosi> .... A te od początku pełniły dla mnie funkcję właśnie takich "naprowadzaczy" albo swoistego "opisu" następującej po nich części i się zastanawiałam czy to nie moja nadinterpretacja ;D
gang-aji - 2012-08-21, 16:38

nenn napisał/a:
postaram się aby był no ... po prostu odpowiedni ;)
Tak, jakby poprzednie nie były odpowiednie. Ale okej, okej, rozumiem XD
nenn napisał/a:
Rzeczywisty nie jest co do zasady komfortowy. Może dlatego jet tak fascynujący?? Tzn tak mówią a mi się wydaje, że akurat tę prawdę każdy sam musi odkryć.
Fascynujący, na pewno, ale przeciez nie zawsze...
nenn napisał/a:
Będzie jakaś relacja mam nadzieję :D Nie liczę na fotosy aczkolwiek na pewno bym nimi nie pogardziła ;P
Się zobaczy, co z tą relacją XDDD A fotosy to mam niestety tylko z turnieju :D:D
nenn napisał/a:
A te od początku pełniły dla mnie funkcję właśnie takich "naprowadzaczy" albo swoistego "opisu" następującej po nich części i się zastanawiałam czy to nie moja nadinterpretacja ;D
Nie, nie, dobrze to interpretujesz, dobrze :)



Ahh... zapraszam zapraszam, czytajta następną część :3
Dzisiaj dla nenn, za motywację <3





Na twarzy maluje sobie uroczy substytut szczęścia.



Przez cały tydzień nie zamykał się w ciemnym pokoju, nie zostawał sam ze sobą i swoimi myślami ani na moment, uśmiechając się do słońca jak do najlepszego przyjaciela i wesoło spacerując po sklepowych alejkach. Już dawno nie był na zakupach, od tak, tchnięty jakimś kaprysem, dziką chęcią wydania kilku won na rzeczy, które nie są mu szczególnie potrzebne, a które sprawią, że będzie wyglądał tak dobrze, jak to tylko możliwe.
Pragnął kupić coś, co zamaskuje jego podejrzaną bladość i zmęczenie. I co sprawi, że poczuje się lepiej.
- W czym mogę służyć? – usłyszał przyjazny głos ekspedientki. Westchnął. Zazwyczaj pracownice tego typu butików, do którego właśnie wstąpił, nie narzucały klientom swojej obecności, ale ta albo była tutaj nowa… albo liczyła na to, że on, bądź co bądź idol, poświęci jej odrobinę uwagi.
Wziął głęboki wdech i uśmiechnął się najdelikatniej i najprzyjaźniej, jak tylko potrafił.
- Potrzebuję garnituru, takiego na lato… - spojrzał na siebie w lustrze – może w jakimś pastelowym kolorze…?
Kobieta kiwała głową tak ochoczo, jakby od tego zależało jej życie.
- Co pan myśli o bladym różu? – podsunęła mu delikatny materiał, który natychmiast od niej odebrał, nie omieszkując musnąć jej dłoni opuszkami palców. Uniósł lekko prawy kącik ust, z satysfakcją przyglądając się, jak na twarz kobiety wpływa delikatny rumieniec.
A więc jej się podobał… więc nie stracił jednak tego czaru i uroku, który przyciągał do niego kobiety; był święcie przekonany, że zniknął wraz z jego pewnością siebie.
- Nie będę w tym wyglądał jak nieboszczyk? – przyłożył marynarkę do ciała.
- Pan, jak nieboszczyk? Ależ skądże! – ekspedientka zaprzeczyła z całą mocą.
- Tak czy inaczej, różowy nie. Może słomkowo żółty? – zaproponował, szukając wzrokiem odpowiedniego odcienia.
- Jak pan sobie życzy – podała mu garnitur w tym kolorze, ukrywając swoje niezadowolenie. Ale on i tak je zauważył.
- Według pani nie będę w tym dobrze wyglądał? – postanowił się z nią odrobinę podroczyć.
- Ależ skądże, na pewno będzie panu pasować… z nieco jaskrawszą koszulą.
Westchnął. Mógł się tego spodziewać. Niezależnie od tego, kim jest, wciąż należy do jej klienteli i jej zadaniem jest wcisnąć mu jak najwięcej rzeczy.
Normalnie zbyłby ją kilkoma słowami i sam wybierałby stroje, ale tego dnia stwierdził, że dlaczego by miał nie posłuchać czyjejś sugestii… raz na jakiś czas można się poświęcić. Szczególnie, kiedy człowiek za wszelką cenę stara się nie myśleć o niczym.
Przebierał się i przyglądał się swoim kolejnym odsłonom w ogromnym lustrze. I pozwalał, by tamta kobieta decydowała za niego.
Czuł się jak dziecko wybierające się na zakupy z mamą, ciche i posłuszne jej wyborom. Tak niecodziennie.
- Wezmę ten zestaw – oznajmił po niemal godzinie, stwierdziwszy uprzednio, że wystarczy siedzenia w jednym sklepie. Pożegnał się i posyłając ekspedientce całusa, ruszył przed siebie.
„Udawanie szczęścia też jest całkiem niezłe” – stwierdził.




Tylko po to, by po chwili pomylić go z tym prawdziwym.



- Ahjumma! – wykrzyknął, po czym mocniej ściskając torby z zakupami, podbiegł do małego, ulicznego stoiska z ddeokbokki, przelotnie oblizując usta.
- Aigoo! – starsza pani dotknęła swoich policzków, wyraźnie zaskoczona wizytą mężczyzny. – Chłopcze, gdzieś ty się podziewał! Ile to już lat minęło, odkąd byłeś tu ostatnio? – zastanawiała się, gestem nakazując mu, by usiadł.
- Co najmniej pięć, ahjumma.
Kobiecina uśmiechnęła się delikatnie.
- Wciąż mówisz do mnie ahjumma, a ja spokojnie mogłabym być twoją babcią, dzieciaku – pogroziła mu palcem, śmiejąc się pod nosem i podając mu porcję jedzenia. – Wciąż nie jesz gorących rzeczy, prawda?
Kiwnął głową.
- Nieprawda, jak taka piękna i młoda kobieta miałaby być w takim wieku, żeby być moją babcią? – prawił jej komplementy, nawet tego nie zauważając.
Rozejrzał się dookoła; okolica nie zmieniła się ani trochę, odkąd przyszedł tu po raz pierwszy, tuż po przesłuchaniu do SM… każdy jej metr był wypełniony wspomnieniami… Znów wydawało mu się, że ma kilkanaście lat i jest tym samym zadziornym, radosnym Heechulem, co wtedy…
- Nie gadaj głupot, mnie nie nabierzesz na takie gadki, ja wiem, jakie z ciebie jest ziółko, widziałam cię kilka razy w telewizji – staruszka żartowała sobie z niego w najlepsze, ciesząc się z ponownego spotkania.
- Przyłapałaś mnie, ahjumma… - zrobił smutną minę – i co teraz?
- Dzieciaku… - uśmiechnęła się – zjesz jeszcze jedną porcję mojego ddeokbokki, bo widzę, żeś jakiś taki mizerny… jesteś chory?
Zmartwienie w jej głosie sprawiło, że w sercu mężczyzny coś drgnęło.
Ale co miał jej odpowiedzieć? Że sam nie wie, jaki jest powód tej jego mizerności?
- Nie, z moim zdrowiem wszystko w porządku. Tylko tak jakoś… chyba jestem zmęczony.
- No jak to? – nie dowierzała – Ludzie mówią, że ostatnio jak odbywasz tę służbę publiczną, to masz mniej zajęć…
Wzruszył ramionami.
- Może ty się zwyczajnie nudzisz? Powiedz mi dzieciaku, masz ty kogoś?
Nie od razu zrozumiał, co kobieta miała na myśli i początkowo chciał powiedzieć, że oczywiście ma wielu przyjaciół, z którymi spędza czas, ale kiedy pojął sens jej słów nie mógł zrobić nic innego, jak tylko zaprzeczyć.
- Aj, dzieciaku, baby ci trzeba, swoje lata już masz… dzieciaki mojego najmłodszego syna są w przedszkolu, a ty wciąż się obijasz… - mimo, iż ahjumma podtrzymywała radosny ton i uśmiechała się pogodnie, on nie mógł odebrać tego jako przyjazny, nic nie znaczący przytyk.
Skrzywił się, ale nie chcąc zniszczyć tej atmosfery, mruknął coś niewyraźnie pod nosem i dokończył jedzenie. Myślał, że gdy tutaj przyjdzie, tego typu komentarze nie będą miały miejsca, nawet w żartach. I pomylił się, po raz kolejny.
Miał wrażenie, że cały świat jest przeciwko niemu, że atakuje go z każdej strony i to bez ostrzeżenia.
I mimo, że ze wszystkich sił starał się od tego uciec, nigdy mu się to nie udało.
Jak w pułapce, z której nie ma wyjścia…




By znów oderwać się od samego siebie.




Miał już wracać do domu, kiedy w kieszeni zabrzęczał jego telefon.
„Nie masz ochoty się spotkać, hyung? Znalazłem ostatnio świetny lokal.” – odczytał wiadomość od Geunsuka.
„Wróciłeś już z Japonii? Co tak szybko?”
„Stęskniłem się za tobą, hyung!”
– mężczyzna roześmiał się, stojąc na środku ulicy i przyglądając się wiadomości od młodszego kolegi. Wiedział, że jego słowa są oczywistym kłamstwem, że tak naprawdę jego towarzystwo nikomu nie było ostatnio na rękę… Bo nie potrzebowali tej przygaszonej części Kim Heechula, ale tej rozrywkowej. I na siłę próbowali go rozerwać na milion różnych sposobów. Czyżby Geunsuk dołączył do tej zgrai idiotów, która myślała, że to coś pomoże…?
„Dobra, dobra. Przyznaj się po prostu, że wszyscy cię zostawili i nie masz z kim pić.” – odpisał niemal natychmiast.
„Hyung, jak możesz w tak okrutny sposób odrzucać moją miłość?!”
„Nie narzekaj jak głupia nastolatka. Podaj mi adres… Zaraz będę, nie pij więcej i nie rozbieraj się przy niewinnych ludziach. Czaisz? ŻADNEGO STRIPTIZU W LOKALU I JEGO OKOLICACH.”
„Hyu~~~~~~~~~~ng, kocham Cię!!! Okej, poczekam aż przyjedziesz i zrobię Ci prywatne show!!! Hyung jest najlepszy!!!”

Heechul uderzył się otwartą dłonią w czoło. Było gorzej niż przypuszczał; Tamten debil najwyraźniej pił już od dłuższego czasu i najwyższa pora, żeby go stamtąd zabrać, skoro nikt inny się do tego nie kwapił. Sprawdził czy ma wystarczająco gotówki, by zapłacić pracownikom lokalu za milczenie oraz ewentualne zniszczenia i ruszył przed siebie.

Pomieszczenie, do którego wszedł, stylizowane było na późne lata siedemdziesiąte; gdzieś w głębi jakiś utalentowany chłopak siedział na wysokim krześle i grał na gitarze.
Przez chwilę rozglądał się dookoła, szukając znajomej sylwetki, ale chwile później poczuł czyjąś brodę na swoim obojczyku.
- Hyuuuuung… - przywitał go młodszy, mocno zachrypniętym głosem.
Heechul skrzywił się; ostra woń alkoholu i papierosów drażniła jego zmysł węchu.
- Miałeś przestać tyle palić… - syknął, strząsając głowę artysty z ramienia – a nie zacząć jeszcze więcej.
Geunsuk czknął i uśmiechnął się przepraszająco.
- Przygotowywaliśmy z Big Brotherem nowy koncert Team H i jakoś tak.
- Nie tłumacz mi się, nie jestem twoją matką. Ale nie dzwoń potem i nie narzekaj na płuca – starszy spojrzał na swojego przyjaciela, który głupio się do niego uśmiechał i postanowił, że nie pozwoli mu więcej wypić. – Chodź, człowieku, zawiozę cię do domu.
- Ale hyung, nie napijesz się ze mną? – zrzedła mu mina.
- Zapomnij. Jutro rano muszę być w biurze.
Geunsuk prychnął.
- Jakiś ty się zrobił poważny, hyung. Wcześniej takie rzeczy ci nie przeszkadzały…
- Wal się – warknął i odwrócił się na pięcie, ale po chwili zmienił zdanie. – Masz trzy minuty, żeby stąd wyjść, potem zostawiam cię na pastwę losu.
Z zadowoleniem obserwował, jak tamten dopija swoje piwo i kieruje się do wyjścia.
- Jestem – próbował stanąć prosto i zasalutować, ale poddał się, nie mogąc złapać równowagi.
- Widzę. Poczekaj na zewnątrz, ale nie tańcz przed przechodniami. Nie zamierzam cię potem tłumaczyć na posterunku – Hee pobiegł szybko do kasy, uregulować rachunek za przyjaciela, któremu nie przyszło to nawet do głowy.
Wybuchnął głośnym śmiechem, kiedy zobaczył Suka, który stał oparty o jakiś słup i machał szaleńczo głową, podśpiewując coś pod nosem.
- Hyuuuung – podbiegł do niego – to jedziemy do mnie, tak?
Kiwnął głową i złapał im taksówkę. Z pomocą kierowcy udało mu się zapakować, nagle pełnego sprzeciwu, kolegę do środka.
Nie minęła nawet minuta, jak młodszy oparł głowę na jego ramieniu i zaczął rozpinać guziki swojej koszuli.
- Hyuuuuuung, gorąco – jęknął, po czym, nieświadomy zagrożenia, sięgnął do jego guzików.
Heechul uśmiechnął się chytrze. Skoro tamten chciał zabawy, to będzie ją miał.
- Ach, mój dongsaeng jest dziś na mnie strasznie napalony – mruknął mu na ucho, po czym delikatnie pogładził go po policzku – poczekaj aż dotrzemy na miejsce… - popukał jego usta opuszkiem palca i oblizał wargi koniuszkiem języka, próbując się nie roześmiać. Kątem oka widział też konsternację taksówkarza – Spokojnie, ja się tylko z niego nabijam – oświadczył, zasłaniając jednocześnie uszy swojemu towarzyszowi.
- Hyuuuung… - Geunsuk przybliżył twarz do jego tak, że prawie stykali się nosami – co zamierzasz…? – próbował skupić wzrok na starszym, ale jakoś nie potrafił.
- Zobaczysz… - ciągnął dalej, przysuwając twarz jeszcze bliżej. Rozchylił wargi i udawał, że przymyka oczy.
- Hyuuuuuuuuuuung, zamierzasz mnie pocałować?
- Mhm – szepnął, po czym odepchnął od siebie kolegę i zaczął się śmiać – chyba po moim trupie, człowieku. Nie jesteśmy na scenie.
- Hyung… dlaczego mam wrażenie, że wykorzystasz to kiedyś przeciw mnie…?
- Cóż, mogłeś nie pisać, żebym przyszedł – podsumował, uśmiechając się.




Ale to napełnia jego serce jeszcze większym cierpieniem.



Oparł się o parapet i złapał za koszulę w okolicy serca. Łapał powietrze łapczywie, jak ktoś, komu go nagle zabrakło.
Kiedy znalazł się w ciszy własnego pokoju, kiedy opadło z niego wszystko to, co przeżył tego dnia, zabrakło mu tchu.
Nie wiedział, że zachowywanie się „jak zawsze” będzie czymś tak męczącym i że powrót do domu niemal go oszołomi, tak skrajnie różne było to, co pokazywał, a co czuł w samym środku.
Powolutku osunął się na ziemię, za wszelką cenę próbując wyrównać oddech.
W mroku dostrzegł dwoje kocich oczu, intensywnie w niego wpatrzonych.
- Heebummie… - wyciągnął ku nim rękę, przywołując zwierzę do siebie, by za moment schować twarz w jego miękkiej sierści. – Heebummie, co się ze mną dzieje…?
Kot poruszył się niespokojnie, kiedy poczuł na swoim grzbiecie coś wilgotnego.
Jego pan znów płakał…

nenn - 2012-08-21, 20:55

madlejane napisał/a:
A fotosy to mam niestety tylko z turnieju :D:D
Masz i się nimi nie dzielisz?! ;P

Naszła mnie luźna refleksja ... kim tak na prawdę jest Kim HeeChul? Które "ja" jest to prawdziwe?? To przed debiutem, to "sceniczne" czy może te, które nie może się teraz odnaleźć? A może po prostu to te wszystkie "ja" tworzą razem prawdziwego Hee...

madlejane napisał/a:

Na twarzy maluje sobie uroczy substytut szczęścia.

Tak się cieszę, że Hee wyszedł ze swojego pokoju! Nie ma to jak na poprawę nastroju pójść na zakupy albo do fryzjera. Widać ze zmianą fryzury postanowił nie ryzykować ale nowy garnitur to jest to ;) I to trochę takie aroganckie zachowanie, gdy sprawdzał czy jeszcze "działa" na kobiety. Choć w sumie dobrze, że tak się stało, bo przynajmniej ta sytuacja pokazała, że pewne rzeczy są nie zmieniły ;)
madlejane napisał/a:
raz na jakiś czas można się poświęcić. Szczególnie, kiedy człowiek za wszelką cenę stara się nie myśleć o niczym.
No tak, to wielkie poświęcenie posłuchać rad innej osoby ;P A On się martwi brakiem pewności siebie ...
Myślenie o niczym jest strasznie trudne >< I w ogóle tak się nie da. No chyba, że Hee faktycznie tak potrafi, to byłabym wdzięczna za jakiekolwiek wskazówki.
madlejane napisał/a:
„Udawanie szczęścia też jest całkiem niezłe” – stwierdził.
Tak, na krótką metę i gdy trzeba znaleźć jakiś punkt zaczepienia, aby znaleźć swoje własne szczęście. Bo ile można tak udawać? Udawanie okropnie męczy.
madlejane napisał/a:
Tylko po to, by po chwili pomylić go z tym prawdziwym.

Spotkanie z tą starszą kobietą też na pewno nie zaszkodziło Hee. Tym bardziej, że jak sam stwierdził nie był u niej już dłuugi czas. Co prawda wizyta nie przebiegła dokładnie po Jego myśli ale cóż - bywa i tak. Spotkanie osoby "spoza" też jest istotne bo potrafi spojrzeć na Ciebie bardziej obiektywnie. I ona od razu zauważyła, że coś jest nie tak z Hee.
Cytat:
- Może ty się zwyczajnie nudzisz? Powiedz mi dzieciaku, masz ty kogoś?
A może?? Może właśnie ta nuda, wypadnięcie z aktywnego życia SuJu zapoczątkowało obecny stan ducha? Choć w sumie nie wiem kiedy tak na prawdę Hee zorientował się, że jest inaczej. Że zbyt często płacze i ukrywa się przed przyjaciółmi.
Ojj tak!!! Że też sama o tym nie pomyślałam - Hee zdecydowanie zasługuje i potrzebuje dobrej kochanej i oddanej Mu dziewczyny! Przyjaźń przyjaźnią ale na niektóre sprawy może pomóc jedynie prawdziwa miłość ...
Ale też nie dziwię się irytacji Hee, bo samą mnie trafia szlag, gdy dochodzi do tego typu rozmów ... I nie zmieniają tego nawet dobre i szczere chęci rozmówcy.
I nie zgadzam się z końcówką - zawsze jest jakieś wyjście. Mniej/bardziej szczęśliwe ale zawsze. Trzeba tylko w końcu zdecydować, czego tak na prawdę się chce i nie być zbyt biernym, bo w końcu to świat zacznie podejmować decyzje za nas...
madlejane napisał/a:
By znów oderwać się od samego siebie.

Uwielbiam ten fragment! Jest zabawny, ironiczny i taki pełen życia. Może dlatego, że Hee tutaj nie jest pozostawiony samemu sobie, tylko wspomaga kolegę. Naprawdę wspaniały z niego przyjaciel, że się ulitował w końcu nad kumplem i poszedł po Niego ;D
Kocham to jak załatwił sprawnie sprawę w barze oraz wsadził przyjaciela do taksówki. A już sama scena gdy zaczął "zabawę" mnie rozbroiła! To takiego Hee poznałam i ostatecznie pokochałam. Wiem, że pewne zachowania zachował tylko i wyłącznie na pobyt na scenie, ale mam szczerą nadzieję, że czerpał On z nich tyle samo radości, co wszyscy fani.
madlejane napisał/a:
- Hyung… dlaczego mam wrażenie, że wykorzystasz to kiedyś przeciw mnie…?
Ale co, bo nie zrozumiałam?
Ja chcę o takim Hee jak najczęściej i najwięcej czytać! Tylko czy to wszystko faktycznie było tylko i wyłącznie "oderwaniem się od siebie samego"? :(
madlejane napisał/a:
Ale to napełnia jego serce jeszcze większym cierpieniem.

Moje serce zaczęło "płakać" razem z Heenim.
To rozpaczliwe pytanie na które nikt nie potrafi udzielić Mu odpowiedzi. Cała ta przytłaczająca atmosfera i bezsilność. Czemu nikt nie przyjdzie i po prostu Go nie przytuli?? Jeżeli trzeba to - nawet siłą - zmusi do tego >< Czasami słowa są zbędne a wystarczy kojąca obecność drugiej osoby.


Dziękuję bardzo bardzo za tę dedykację :* Mam nadzieję, że więcej motywacji nie będziesz potrzebowała ale jak coś to zawsze możesz na mnie liczyć. Zmotywować może i nie zmotywuję ale przynajmniej sobie porozmawiamy <3

gang-aji - 2012-08-21, 22:26

nenn napisał/a:
Masz i się nimi nie dzielisz?! ;P
A po co, skoro one są ogólnodostępne? XD
nenn napisał/a:
Naszła mnie luźna refleksja ... kim tak na prawdę jest Kim HeeChul? Które "ja" jest to prawdziwe?? To przed debiutem, to "sceniczne" czy może te, które nie może się teraz odnaleźć? A może po prostu to te wszystkie "ja" tworzą razem prawdziwego Hee...
Myślę, że prawdziwy Hee to ten, którego znają jego naprawdę najbardziej najbliższe i zaufane osoby. Ten cały zlepek różnych "ja", których nie udaje.
nenn napisał/a:
I to trochę takie aroganckie zachowanie, gdy sprawdzał czy jeszcze "działa" na kobiety.
Oj tam zaraz aroganckie... po prostu facet chce wiedzieć, że wciąż się może komuś podobać~~ Takie "ocho, nie jest ze mną jeszcze tak źle".
nenn napisał/a:
No tak, to wielkie poświęcenie posłuchać rad innej osoby ;P A On się martwi brakiem pewności siebie ...
Myślenie o niczym jest strasznie trudne >< I w ogóle tak się nie da. No chyba, że Hee faktycznie tak potrafi, to byłabym wdzięczna za jakiekolwiek wskazówki.
No, dla kogoś, kto zawsze myśli po swojemu, to wcale nie takie proste~~ No i on sie stara o niczym nie myśleć, ale przecież nikt nie powiedział, że mu to wychodzi :P
nenn napisał/a:
A może?? Może właśnie ta nuda, wypadnięcie z aktywnego życia SuJu zapoczątkowało obecny stan ducha?
No i tego nie da się zupełnie wykluczyć. Może nie wie, co ma ze sobą teraz zrobić mimo, że minął prawie rok.
nenn napisał/a:
Ojj tak!!! Że też sama o tym nie pomyślałam - Hee zdecydowanie zasługuje i potrzebuje dobrej kochanej i oddanej Mu dziewczyny! Przyjaźń przyjaźnią ale na niektóre sprawy może pomóc jedynie prawdziwa miłość ...
Ale znalezienie kogoś to przecież nie takie hop siup, chociaż czasem mogłoby się tak wydawać.
nenn napisał/a:
Naprawdę wspaniały z niego przyjaciel, że się ulitował w końcu nad kumplem i poszedł po Niego ;D
No, bądź co bądź, Hee to dobry przyjaciel :) W tamtym momencie musiał być takim Heechulem, jakiego potrzebował Sukkie. I takim się stał. I Sukkie, pijane biedaczysko, nabrało się na jego gierki~~
nenn napisał/a:
madlejane napisał/a:
- Hyung… dlaczego mam wrażenie, że wykorzystasz to kiedyś przeciw mnie…?
Ale co, bo nie zrozumiałam?
No, całą tę sytuację. Potem polezie za jakiś czas do jakiegoś programu i opowie jak to Suk sie do niego "zalecał" czy coś... z nim nigdy nic nie wiadomo ^^
nenn napisał/a:
Tylko czy to wszystko faktycznie było tylko i wyłącznie "oderwaniem się od siebie samego"? :(
Tak.
nenn napisał/a:
Moje serce zaczęło "płakać" razem z Heenim.
Nic nie mów, mojego już niedługo nie będzie... :<
nenn napisał/a:
Czemu nikt nie przyjdzie i po prostu Go nie przytuli?? Jeżeli trzeba to - nawet siłą - zmusi do tego >< Czasami słowa są zbędne a wystarczy kojąca obecność drugiej osoby.
Poczekaj jeszcze kilka dni i się doczekasz tej czyjejś obecności. :3

nenn napisał/a:
Dziękuję bardzo bardzo za tę dedykację :* Mam nadzieję, że więcej motywacji nie będziesz potrzebowała ale jak coś to zawsze możesz na mnie liczyć. Zmotywować może i nie zmotywuję ale przynajmniej sobie porozmawiamy <3
Proszę bardzo XD <3 Ja motywacji do pisania potrzebuję 24/7 XDDD Także...^^
karolcia0596 - 2012-08-22, 22:07

O jej kolejne części!^^
madlejane napisał/a:
uśmiechając się do słońca jak do najlepszego przyjaciela i wesoło spacerując po sklepowych alejkach

czyżby nastąpił jakiś przełom?
madlejane napisał/a:
Wziął głęboki wdech i uśmiechnął się najdelikatniej i najprzyjaźniej, jak tylko potrafił

to jest chyba jeden z najcudowniejszych widoków jednak nie tak cudowny jak prawdziwy uśmiech...
madlejane napisał/a:
Nie będę w tym wyglądał jak nieboszczyk? – przyłożył marynarkę do ciała.
- Pan, jak nieboszczyk? Ależ skądże! – ekspedientka zaprzeczyła z całą mocą.
Hee rozwalił mnie :P
madlejane napisał/a:
posyłając ekspedientce całusa, ruszył przed siebie.
Czyżby wracał dawny Hee?
madlejane napisał/a:
Aj, dzieciaku, baby ci trzeba, swoje lata już masz… dzieciaki mojego najmłodszego syna są w przedszkolu, a ty wciąż się obijasz… - mimo, iż ahjumma podtrzymywała radosny ton i uśmiechała się pogodnie, on nie mógł odebrać tego jako przyjazny, nic nie znaczący przytyk.

i w tym momencie wybuchłam śmiechem który musiałam tłumić :D
madlejane napisał/a:
Jak w pułapce, z której nie ma wyjścia…
jak mu pomóc? mam nadzieje że się taki znajdzie
madlejane napisał/a:
odczytał wiadomość od Geunsuka.

o troszkę mnie zdziwiło ale fajnie że jest :)
madlejane napisał/a:
Dobra, dobra. Przyznaj się po prostu, że wszyscy cię zostawili i nie masz z kim pić.” – odpisał niemal natychmiast.
„Hyung, jak możesz w tak okrutny sposób odrzucać moją miłość?!”
„Nie narzekaj jak głupia nastolatka. Podaj mi adres… Zaraz będę, nie pij więcej i nie rozbieraj się przy niewinnych ludziach. Czaisz? ŻADNEGO STRIPTIZU W LOKALU I JEGO OKOLICACH.”
„Hyu~~~~~~~~~~ng, kocham Cię!!!
jeden z moich ulubionych fragmentów uwielbiam go!
madlejane napisał/a:
Heechul uśmiechnął się chytrze. Skoro tamten chciał zabawy, to będzie ją miał.

oj Hee! <3 kocham go!
madlejane napisał/a:
Mhm – szepnął, po czym odepchnął od siebie kolegę i zaczął się śmiać – chyba po moim trupie, człowieku. Nie jesteśmy na scenie.
i to mi przypomniało zabawnego Hee takiego którego jeszcze nie znałam ale i tak kochałam :)
madlejane napisał/a:
Oparł się o parapet i złapał za koszulę w okolicy serca. Łapał powietrze łapczywie, jak ktoś, komu go nagle zabrakło.
Kiedy znalazł się w ciszy własnego pokoju, kiedy opadło z niego wszystko to, co przeżył tego dnia, zabrakło mu tchu.
Nie wiedział, że zachowywanie się „jak zawsze” będzie czymś tak męczącym i że powrót do domu niemal go oszołomi, tak skrajnie różne było to, co pokazywał, a co czuł w samym środku.
a jednak to jeszcze nie "ten " dzień:( aż mam łzy w oczach
madlejane napisał/a:
Jego pan znów płakał…

nie mogę opisać co się ze mną dzieje cały czas czuję że to prawda a wtedy chce mi się płakać
Dziękuję ze to napisałaś na pieszej części miałam nadzieje na drugiej się ubawiłam na trzeciej jeszcze bardziej :D a na ostatniej no cóż jeszcze nie "ten" czas nie tracę nadzieje

gang-aji - 2012-08-27, 03:12

karolcia0596, Ach, widzisz, dałaś się nabrać, jak wszyscy, na tę Heechulową grę...
Cieszę się, że chociaż troszkę radości jednak się tu znalazło... bo nie wiem ile jej tu jeszcze będzie...^^"

Ach, zapraszam do czytania~~
Dzisiaj mam ochotę na dedykejszyn dla tajnych czytelników (chociaż powinnam powiedzieć: dla tajnej czytelniczki...? No, nieważne) ;p;p


______________________________________________




Cierpieniem, które niszczy blask ciemnych tęczówek.



Zatrzaśnięty w swoim niewielkim świecie, pochłonięty sobą, nie słyszał niczego – ani pomrukiwania kota, które jeszcze do niedawna było dla niego pocieszeniem, ani tykania zegara, które zawsze doprowadzało go do szału, ale nie miał serca go wyrzucić, ponieważ dostał go od dziadka… ani nawet potwornego hałasu, jaki dochodził właśnie z niższego piętra.
Nie zauważył także, że drzwi od jego drzwi otworzyły się nagle i równie gwałtownie zostały zamknięte.
- Hyung, ratunku! – wołał od progu zdyszany Donghae, rozglądając się w poszukiwaniu Heechula – Hyukjae goni mnie od piętnastu minut i każe zjeść swoje skarpety, bo przegrałem… - mężczyzna zawiesił głos, odnajdując w półmroku skuloną sylwetkę osoby, której szukał i zaskoczony przez chwilę się w niego wpatrywał - … zakład – dokończył, gdy jego hyung podniósł głowę, by na niego spojrzeć.
Hee zmarszczył brwi, jakby próbując skojarzyć tylko jemu znane fakty.
- Ryba – wychrypiał w końcu – aha – dodał po chwili, nawiązując do wcześniejszej wypowiedzi kolego z zespołu.
Donghae zapalił światło i podszedł bliżej; kucnął przy przyjacielu i przez dłuższą chwilę przyglądał się jego twarzy, po której wciąż spływały łzy, choć teraz już znacznie wolniej.
Już dawno nie widział go tak smutnego…
- Hyung, nie płacz – objął go i ułożył sobie jego głowę na ramieniu – przecież nie znosisz płakać.
Heechul wtulił się w przyjaciela, pragnąc wchłonąć ciepło, które od niego biło.
- Używasz tych samych perfum co ja, czy zabrałeś moje? – rzucił, przytulając się jeszcze mocniej. Nie chciał zrzucać na tego chłopaka swoich problemów, więc musiał zmienić temat. I jakoś opanować te łzy, które wciąż wydostawały się z jego oczu. I przede wszystkim nie pokazać, że z całego serca łaknął tej bliskości, której właśnie doświadczał, a której tak bardzo mu brakowało…
- Wybacz, hyung, odkupię ci… - wyszeptał tamten, z czułością przesuwając dłonią po jego włosach i delikatnie się kołysząc; dokładnie tak, jak wiele lat temu robił to Hee w stosunku do niego; tak jak matka uspokaja dziecko, wystraszone nocnym koszmarem… - o ile przestaniesz już płakać.
Starszy prychnął i niezbyt mocno uszczypnął Hae w bok.
Donghae odsunął się odrobinę, po czym z uśmiechem na ustach starł ostatnie łzy z policzków Heechula.
- Hyung, jestem pewien, że Sardela zaraz mnie tu znajdzie i zmusi do okropnych rzeczy, więc pogadamy jeszcze innym razem, dobrze? – rzucił, słysząc pokrzykiwanie w korytarzu - I wszystko mi wyjaśnisz, okej? – poklepał go delikatnie po policzku.
Zanim zdążył odpowiedzieć, drzwi do pokoju ponownie się otworzyły i stanął w nich, niezmiernie z siebie zadowolony, Eunhyuk.
- Wiedziałem, że tu będziesz! – zawołał, machając parą skarpetek. – Nie unikniesz swojej kary! – powiedział, po czym zwrócił się do Heechula – wybacz, hyung, że ci przeszkadzamy.
- Ta… - westchnął i obserwował, jak zarówno Hyuk jak i Hae opuszczają pomieszczenie.

- Hae, czy on płakał…? Wtedy, w pokoju? – zapytał Hyukjae jakiś czas potem.
- Tak. Tylko jeszcze nie wiem, dlaczego.
- Dowiedz się… a jak już się dowiesz, to wtedy coś wymyślimy – stwierdził Hyuk, pewien swoich słów i jednocześnie gorąco pragnący, by nie było to nic poważnego…




Który zasłania radość.



Czy nikomu nie wpadło do głowy, że on potrzebuje, by mu trochę „poprzeszkadzano”…? Że siedząc tak w samotności, nie mogąc się do niej przyzwyczaić, potrzebuje czyjejś obecności, by móc sobie z nią jakoś poradzić? Czy naprawdę nikt jeszcze nie odgadł, jak bardzo domaga się tego jego serce?
Ale z drugiej strony, skąd mieli to wiedzieć, skoro jeszcze ani razu im o tym nie powiedział? Skoro wciąż gra towarzyskiego i radosnego i, co paradoksalne, kochającego swoją samotność…
Jednak znali go już tak długo… tak długo, że przecież powinni cokolwiek zauważyć.
Na przykład fakt, że już z nimi nie jada, że nie wita się z nikim, kiedy wraca ze służby ani kiedy oni wracają…
Wiedział, że są to tak naprawdę błahe sprawy, które łatwo przeoczyć. Ale i tak wciąż tkwił w nim niewielki kolec przepełniony żalem do każdego, komu pozwolił się trochę bliżej poznać. I wydawało mu się, wciąż mu się wydawało… że tak naprawdę, Kim Heechul jako osoba, nie artysta, nie ktoś, kto może być w czymś przydatny i pomocny… że nikogo nie obchodzi jego los. Mimo, iż raz na jakiś czas wszyscy powtarzają, jak jest dla nich ważny.
Ale kiedy zauważają, że w niczym się im nie przyda… po prostu odchodzą.
Każdy odchodzi.
Każdy w końcu zostawia go samego.
I to była wyłącznie jego wina.
Wina jego trudnego charakteru. Charakteru, nad którym pracował już od wielu lat, a który wciąż był nie taki, jak trzeba.
I właśnie dlatego wszyscy go zostawiali. Nie mogli go znieść. Jego niedoskonałości, która drażniła nawet jego samego.
Wszyscy, po kolei… Szkolni przyjaciele… A potem nawet najbliższy mu przyjaciel… ten najbliższy z najbliższych; ten, który zapewniał, że go kocha, że go nigdy nie opuści… on także zostawił go bez słowa pożegnania a jedynie z pustką…
Więc, skoro odszedł nawet on… to jest tylko kwestią czasu, kiedy zostawią go pozostali.
Zapomną o nim.
Właściwie dlaczego nie…?
Bycie całkowicie zapomnianym, a w następstwie tego zupełnie odizolowanym od świata… mogło być nawet ciekawe. Izolacja nie mogła być taka okropna, w końcu byłby z daleka od wszystkich… żyłby tylko on sam tylko w swoim pustym świecie. Spokojnie, obojętnie.
Może wtedy samotność nie byłaby tak przerażająca? Może nawet by ją polubił…?
W takim razie musiał po prostu jakoś przeczekać ten czas… żyć z daleka i obserwować, jak wszyscy o nim zapominają. Jak na dźwięk jego imienia reagują krótkim: „kto?”
Poczeka. I tak nie miał innego wyjścia.




I który nie pozwala mu ruszyć naprzód.



Donghae nie przyszedł. Ani tego samego dnia, ani następnego, ani nawet kilka dni później.
Heechul wiedział, że tak będzie. Czuł to wcześniej każdym nerwem. I myślał, że nie sprawiło mu to zbyt wielkiego zawodu… ale po raz kolejny było to jedynie kłamstwo, które powtarzał sobie za każdym razem, gdy zaczynał się czuć z tego powodu źle.
Powtarzał sobie, że tamten przyszedłby, gdyby tylko mógł. Tłumaczył swojemu zranionemu sercu, że jego dongsaeng naprawdę nie ma czasu, nawet na sen. Że na pewno o nim myśli i czeka na okazję do rozmowy… i jednocześnie nienawidził się za te złudne, w jego mniemaniu, nadzieje. Za fakt, że wciąż wierzy w takie rzeczy choć obiecywał sobie, że przestanie, że już więcej nie da się oszukać…
Miał tego naprawdę dość. Czekania na kogokolwiek, kto będzie go chciał wysłuchać.
Ponieważ nikt nie przychodził.
Ponieważ prawdopodobnie nikt nie czuł się na siłach, by zmusić go do zwierzeń.
Czy to faktycznie było takie trudne…?




Płaczący mężczyzna czuje się wszędzie nie na miejscu.



Mimo, iż bardzo tego nie chciał, po wielu gorących namowach, przystał na propozycję Hongkiego.
„Hyung, pojedźmy na wycieczkę! Wciąż mam nasze pieniądze za drugie miejsce. Będzie zabawnie, zaprosiłem też innych znajomych! No zgódź się, i tak masz wolny weekend…”
Nie rozumiał sam siebie. Ale się zgodził. Bardzo wbrew sobie i wbrew pragnieniu, by przez cały weekend po prostu wylegiwać się w łóżku…
I był Hongkiemu wdzięczny. Po raz pierwszy w życiu był wdzięczny temu namolnemu, kochanemu dziwakowi za jego wysiłek włożony w poprawienie mu humoru.
I chociaż nie do końca mu to wyszło, chociaż często dochodziło między nimi do nieporozumień, to jednak ten wyjazd, do miejsca, w którym był pierwszy raz, w którym znał go mało kto, pozwolił mu odetchnąć na krótką chwilę. I zapomnieć.
Przez ten jeden weekend… po prostu żył, nie zastanawiając się nad tym, co robił. Nie myśląc o swoich potrzebach, żalach i smutkach. Żył, nieco obojętnie, ale wygodnie.
Ale nawet obojętność go w końcu zmęczyła. Bo obojętność w obcym miejscu jest ciężarem, który trudno nieść.




Więc wciąż szuka tego swojego, odpowiedniego miejsca na ziemi.



Naprawdę myślał, że wróci do pustego mieszkania i jak zwykle położy się na łóżku albo stanie przy ulubionym parapecie i zatonie we wspomnieniach.
Ale… kiedy wszedł do własnego pokoju zauważył, że oprócz niego i kotów, w pomieszczeniu jest ktoś jeszcze.
Donghae.
Wpatrywał się w niego przez chwilę, jakby nie dowierzając w sygnały, jakie wysyłał mu zmysł wzroku. Jakby jedynie wyobraził sobie sylwetkę swojego przyjaciela, którą przecież tak często w ostatnich dniach przywoływał…
- Przepraszam, że tak wtargnąłem – usłyszał – ale obiecałem, że z tobą porozmawiam.
- Teraz…? – warknął, by po chwili ze złości na samego siebie wbić sobie paznokcie w nadgarstek.
Niezrażony jego tonem mężczyzna kiwnął głową.
- Hyung, coś bardzo mocno cię martwi, prawda? – zapytał bez ogródek, uśmiechając się zachęcająco.
Heechul usiadł na swoim ulubionym fotelu i zapatrzył się w przestrzeń. Jak miał mu to wszystko powiedzieć? Jak miał wyrazić słowami coś, czego nawet nie potrafił nazwać…?
- To nie tak… - odezwał się po jakimś czasie, próbując się skupić - … to nie tak, że martwi mnie jakaś
Konkretna rzecz, Ryba…
- Co się dzieje? – przejęta mina dongsaenga sprawiła, że starszy poczuł w środku dziwne mrowienie -
coś nie tak w twoim miejscu pracy?
- Nie, chyba nie – zastanawiał się głośno – nie mam tam żadnych problemów… odkąd przestałem prowadzić audycję w radio, już nikt się chyba na mnie nie skarży, więc szef też się nie czepia…
- A czepiał się wcześniej?
- No mówię, że jak były na mnie skargi. Że gwiazdorzę, że się panoszę, że osoba wykonująca służbę publiczną nie powinna robić takich rzeczy…
- Ale czy to nie przypadkiem szef zlecił ci prowadzenie tej audycji?
- On sam. Ale wiesz… potem wziął stronę opinii publicznej – Heechul wzruszył ramionami. - Ale miał rację, naprawdę pozwalałem sobie na zbyt wiele… - przygryzł policzek od środka i zamilkł. Czekał na jego reakcję.
Donghae powinien potwierdzić jego słowa… tak powinno być… mimo, że tak naprawdę czekał na zaprzeczenie; na to, że ktoś w końcu stwierdzi, że to nie tak, że on, Kim Heechul wcale nie przekroczył żadnej granicy, że dał sobie radę… czekał na słowa, które staną się jego pociechą i usprawiedliwieniem.
I otrzymał je. Gorące zaprzeczenie wypłynęło z zaaferowanych ust młodszego mężczyzny i sprawiły, że Hee po raz pierwszy od dłuższego czasu szczerze się uśmiechnął.
- Hyung, naprawdę nie zrobiłeś nic złego! – Hae dostrzegł jego uśmiech – o widzisz, jak ze mną pogadasz chwilę, to od razu lepiej wyglądasz. Uśmiechaj się częściej hyung.
Przytaknął i poprosił, żeby tamten już sobie poszedł. Nie dlatego, że przeszkadzała mu jego obecność – wręcz przeciwnie, pragnął jej jak mało kto. Ale wiedział, że ten facet ma z samego rana wiele zajęć i naprawdę nie chciał być przyczyną jego niewyspania. Nie mógł mu odbierać idealnej okazji do paru ładnych godzin snu.
Ale wtedy usłyszał coś, co zupełnie wytrąciło go z równowagi.
- Hyung… mogę dziś spać z tobą…?
- Niby dlaczego…? Nie masz własnego łóżka?
- Mam. Ale po prostu się za tobą stęskniłem, hyung.
- Rany… nie umiem ci odmówić, jak tak na mnie patrzysz – Heechul skrzywił się, spoglądając w oczy przyjaciela. – No kto to widział, żeby ryba patrzyła na ciebie oczami zranionego szczeniaczka…

nenn - 2012-08-29, 23:14

Ty już doskonale wiesz jaka była moja pierwsza reakcja na co poniektóre fragmenty ;D I wiesz, że bardzo mocno mocno je lubuje <3

madlejane napisał/a:
Hyukjae goni mnie od piętnastu minut i każe zjeść swoje skarpety, bo przegrałem…
Nie powiem, bardzo mądsze ze strony Hae, zakładać się o coś takiego. Czyż już nikt nie wierzy w Jego inteligencje?! :P
madlejane napisał/a:
Heechul wtulił się w przyjaciela, pragnąc wchłonąć ciepło, które od niego biło.
Oooo tak tak. Mało kto ma w sobie tyle ciepła co Hae właśnie. I dlatego tak strasznie a to strasznie się cieszę, że to właśnie On wpadł do pokoju Hee ;)
madlejane napisał/a:
Nie chciał zrzucać na tego chłopaka swoich problemów, więc musiał zmienić temat.
Takie smutne ... takie prawdziwe ...

Końcówka *.* Kocham ją. To że Hyuk też zauważył, że coś jest 'nie tak' z Hee i to, że powiedział "wymyślimy"...

madlejane napisał/a:
Czy nikomu nie wpadło do głowy, że on potrzebuje, by mu trochę „poprzeszkadzano”…?
Bo tak na prawdę to nie jest coś co łatwo można odkryć. Niestety, jeżeli nie poświęcamy komuś całej swojej uwagi, czasami jest niemożliwym aby wyłapać taką 'niemą' prośbę.
madlejane napisał/a:
Jednak znali go już tak długo… tak długo, że przecież powinni cokolwiek zauważyć.
Czy ja wiem ... tak myślę, że czasami Ci najbliżsi widzą najmniej. Choć nie zmienia to faktu, że powinni to wyłapać i wymusić prawdziwą odpowiedź.
madlejane napisał/a:
Każdy odchodzi.
Nie prawda. Nie każdy.
Hee wydaje się być totalnie zagubiony i rozgoryczony. Boje się, że może nie zauważyć, że ktoś jednak nie odszedł tylko cicho i niezmiennie trwa przy Jego boku ...
madlejane napisał/a:
. Izolacja nie mogła być taka okropna, w końcu byłby z daleka od wszystkich… żyłby tylko on sam tylko w swoim pustym świecie. Spokojnie, obojętnie.
Wszystko co wymuszają na nas okoliczności jest czymś 'nie fajnym'. Co innego z własnej nie przymuszonej woli się na coś zdecydować a co innego uczynić to w akcie desperacji. Hee nie odnalazłby się w takiej izolacji.
madlejane napisał/a:
I który nie pozwala mu ruszyć naprzód.
Nie lubię tej części bo Hee zwątpił w przyjaciela ><
madlejane napisał/a:
Czy to faktycznie było takie trudne…?
Tak, a nawet bardzo, tym bardziej, że Hee nie robi nic aby to ułatwić.

Alee ostatni 'akapit' wszystko zmienił. Strasznie się ucieszyłam jak Hee zastał Hae w swoim pokoju. Domyślam się, że problemy w pracy to jedynie wierzchołek góry lodowej ale tak bardzo się cieszę, że COKOLWIEK powiedział! Najważniejsze, że Heenim w końcu może zauważy, że nie został sam sobie. Co prawa chciał zbyć młodszego chłopaka ale całe szczęście Mu się to nie udało. Całe szczęście, że Hae powiedział moje ulubione zdanie w tej części a mianowicie
Cytat:
- Mam. Ale po prostu się za tobą stęskniłem, hyung.
*_____________________* <33333333333333333
gang-aji - 2012-09-04, 03:09

Aigoo... dziękuję za to, że wciąż to czytacie~

_________________________________________________________




Czasem szuka także ciepła.



Łóżko było na tyle duże, by obaj mogli spokojnie się na nim ułożyć, nie przeszkadzając sobie nawzajem, ale także na tyle małe, by wyczuć miłą obecność drugiej osoby.
Trzydziestoletni mężczyzna ułożył się wygodnie, pozornie nie zwracając uwagi na swojego przyjaciela. Przymknął powieki i przez moment po prostu nasłuchiwał, wyłapując pojedyncze dźwięki.
Po chwili łóżko zatrzęsło się odrobinę pod wpływem gwałtownego nacisku kolejnych kilogramów.
W pomieszczeniu przez dłuższy czas panowała zupełna cisza; nie tykał nawet zegar.
„Wreszcie padły baterie, jak dobrze.”
Jedynie cichutki i miarowy oddech kogoś innego zdradzał, że oprócz niego samego w pomieszczeniu znajduje się ktoś jeszcze.
„Czyżbyś już zasnął, Donghae?” – pomyślał i obrócił się na drugi bok, powoli otwierając oczy i napotykając wpatrzone w niego ciemne tęczówki. Uśmiechnął się delikatnie.
- Bo się jeszcze we mnie zakochasz bez pamięci… - ostrzegł, nie szczędząc ironii.
- Mogłeś ostrzec, zanim zacząłem się gapić, wiesz? – rzucił niby z wyrzutem – Teraz nie ma już dla mnie ratunku – pociągnął nosem i przytulił się do poduszki, którą jeszcze chwilę wcześniej Heechul miał pod swoją głową.
- Głupek – pstryknął młodszego przyjaciela w czoło i korzystając z faktu, że tamten rozmasowuje sobie bolące miejsce, wyrwał mu swoją własność.
- Wiedziałem, że mnie nie kochasz… - ciągnął Hae, najwyraźniej doskonale się bawiąc i zachowując się, jakby w ogóle nie był zmęczony. Heechul widział jednak, że walczy ze znużeniem i opadającymi powiekami i nie rozumiał, dlaczego jego młodszy kolega zamierza kontynuować tę pozbawioną sensu paplaninę.
- Jak to nie kocham? Myślisz, że pozwoliłbym jakiemuś przypadkowemu mężczyźnie spać w swoim łóżku?- Donghae zaprzeczył i przetarł oczy. – Idź spać – nakazał, odwracając się od niego plecami.
- Dzisiaj nie śpię, dzisiaj opowiadam ci, co u nas słychać.
- U nas?
-No, u nas w zespole.
- Jak chcesz, ja zamierzam zaraz zasnąć – starszy udawał, że jest obojętny na słowa dongsaenga. W rzeczywistości pragnął dowiedzieć się, co zmieniło się, odkąd ostatni raz sprawdzał, jak sobie radzą.
I słuchał. Przez całą, spokojną noc słuchał niskiego głosu, przedstawiającą mu wszystkie wydarzenia kilku ubiegłych tygodni.
Przerwał mu tylko raz. Wysłuchawszy o wszystkich trudnościach, z jakimi zmagali się pozostali, o dręczących ich problemach, o niepewności, jaką niosła im najbliższa przyszłość… poczuł się tak beznadziejny ze swoim dziwnym nastrojem, z wyolbrzymianiem każdej głupoty, że nie mógł tego znieść. To nie on powinien być teraz zatroskany i smutny… nie, kiedy wszyscy inni mają ku temu lepsze powody a i tak tryskają optymizmem.
To nie tak powinno wyglądać.
- Donghae…?
- Tak?
- Chyba muszę wziąć się w garść.




Chcąc uwolnić się od duchowych dręczycieli.



Codzienne wstawanie z łóżka wciąż wiązało się z ogromnym wysiłkiem, jednak za każdym razem przypominał sobie historie opowiadane tamtej nocy przez Donghae i to właśnie one powodowały, że chciał starać się bardziej. Chciał pokazać, że chociaż w pewien sposób od nich oddzielony, wciąż jest częścią grupy facetów, którzy są naprawdę silni; których słabości i niepowodzenia są po prostu kolejną z dróg samodoskonalenia.
Wychodził z dormu, nucąc pod nosem wesołe piosenki i z całych sił wmawiając sobie, że tego dnia wszystko pójdzie po jego myśli i że wcale nie jest tak źle, jak mu się wydawało.
Uczył się ignorować ciemne zakamarki swojego serca.




Próbując zwyczajnie dobrze się bawić.



Propozycja wyjazdu do Busan, w sobotni poranek niemal poderwała go na nogi. Tym bardziej, że wyszedł z nią jego kuzyn, który zazwyczaj kontaktował się z nim, gdy planował dobrze się zabawić. A nie mogło być dobrej zabawy bez Kim Heechula. Nawet jeśli to był nieco przygaszony Kim Heechul. Ale przecież jego kuzyn potrafił rozruszać nawet tych, którzy wcześniej wcale nie mieli chęci na imprezowanie, więc na pewno rozrusza też jego. Na pewno.

W pośpiechu spakował najpotrzebniejsze rzeczy i wyszedł na ulicę tak, jak stał, w piżamie. Jak szaleć to szaleć. Może i wyglądał idiotycznie, w tych śmiesznych spodenkach i bluzce w dziwne roboty, ale kogo to obchodziło? Jechał do Busan, odpoczywać, a nie do Mediolanu na pokaz mody.




Myślał, że być może odnalazł spokój.



Już dawno nie czuł się tak lekko. Mógł skakać, biegać i drzeć się w niebogłosy, wylewając alkohol na podłogę i jeść chipsy pełnymi garściami, nie martwiąc się zupełnie o nic.
- Heechul-ah! Piwo się skończyło! – zawołał jego kuzyn z drugiego końca pokoju, machając pustą puszką i śmiejąc się bez sensu.
- Moje jeszcze nie! – odkrzyknął i na dowód tego pociągnął ogromny łyk, po czym niemal zatoczył się do telewizora i odszukał leżący nieopodal mikrofon. – Ej, pośpiewajmy sobie!
- Głupku, nie ma piwa!
- To po nie idź!
- Ty jesteś chyba mniej nietrzeźwy – ocenił kuzyn, łypiąc na niego jednym okiem – Chyba, że się mylę i serio oprócz mnie i ciebie jest tu jeszcze jeden ty…
Heechul zaśmiał się gardłowo i wręczył mikrofon towarzyszowi zabawy.
- Zaraz wracam. Tylko nie jedz moich chipsów!
- Podpisałeś je, że mówisz, że są twoje?! – kuzyn podniósł głos.
- Polizałem każdego chipsa z jednej strony – odparł, mocując się z założeniem butów i spoglądając, jak jego kuzyn pochyla się nad stołem.
- Faktycznie… śmierdzą jak twoja gęba.
- Sam śmierdzisz – odgryzł się idol i jakimś cudem wydostał się na zewnątrz.
Chłodnawe, wieczorne powietrze sprawiło, że poczuł się jeszcze bardziej zamroczony. Miał jednak do wykonania ważną misję, więc wyprostował się i ruszył w głąb ulicy, chwiejąc się tylko odrobinkę.
- Głupi mózgu, a spróbuj tylko mi wyskoczyć z jakimiś głupimi myślami, to pożałujesz – wygrażał się sam sobie pod nosem.




Że zły czas stał się jedynie gorzkim wspomnieniem.



Od tamtego dnia wszystkie kolejne wypełnione były spotkaniami. I już prawie w ogóle nie przebywał nigdzie w samotności; zawsze towarzyszył mu jeszcze ktoś, kto wymagał poświęcenia mu uwagi.
Mężczyzna był zadowolony z takiego obrotu spraw, gdyż wszystko wydawało się iść gładko i czas płynął mu tak szybko, że nie miał nawet ochoty zajmować się myśleniem o sobie, a jeśli już, poświęcał się zajmowaniu raczej swoim ciałem niż duszą.
Zabiegany, głośny i żywy jak zazwyczaj nie zauważył, że tak naprawdę wszystkie te spotkania i tygodnie spędzone na przysłowiowym „korzystaniu z życia” były tylko kolejną z ucieczek, jaką nieświadomie podjął, a która wydawała się jednak być ucieczką skuteczną.




Że znów pełen sił i odwagi zmierzy się ze zwyczajnością.



Zapragnął pojechać do domu mimo, iż był tam jeszcze niedawno.
Ale po prostu musiał tam pojechać. Do miejsca, z którego pochodził, w którym wciąż mieszkali jego rodzice. Chciał im pokazać, że o nich myśli – oczywiście, równie dobrze mógł do nich zadzwonić, ale przecież nic nie zastąpi spotkania twarzą w twarz.
Dzień przed wyjazdem, tuż po wyjściu z miejsca odbywania służby, ochoczo wybrał się po prezenty dla rodziców. Długie godziny spędzał na zastanawianiu się, która sukienka bardziej spodoba się jego mamie i czy tata zechce zamienić swój ulubiony, ale mocno przechodzony garnitur na nowy.

Jak się później okazało, nie tylko on postanowił w tych dniach zażyć rodzinnego ciepła – jego starsza siostra też tam była. Heechul cieszył się z takiego obrotu spraw, ale był jednocześnie nieco zaniepokojony obecnością Heejin w domu.
- Noona – zapytał ją, kiedy w ciepłą, sierpniową noc, siedząc na ganku, pochłaniali kolejne kawałki arbuza – nie mówiłaś ostatnio, że szukasz nowych pracowników i nie możesz się wyrwać z Seulu nawet na moment? – zmarszczył brwi widząc, że jego siostra, mimo iż nie przełknęła jeszcze poprzedniego kęsa, wgryza się w soczysty miąższ.
Zbierała myśli. A więc było coś, co ją zaniepokoiło…
- Noona, powiedz mi. Co się stało, że tu jesteś…?
- Nic takiego, Heechul-ah – odparła w końcu. – Mama ostatnio nie czuła się za dobrze, więc postanowiłam jej pomóc… ale to nic takiego, serio.
- Mama… źle się czuła… i według ciebie to nic takiego? – mężczyzna spiorunował kobietę wzrokiem, żądając odpowiedzi, chcąc, by powiedziała mu wszystko, co wie na ten temat.
- Daj spokój, to pewnie przez te upały… a mama nie ma już dwudziestu lat – Heejin wypowiadała kolejne zdania, w ogóle nie spoglądając na brata – teraz tak będzie coraz częściej…
- Mama jest jeszcze młoda – zaprzeczył stanowczo – musisz coś przede mną ukrywać.
- Dochodzisz do dziwnych wniosków. Jesteś jakiś przewrażliwiony ostatnio – kobieta podniosła się z miejsca i zabrała talerze z pozostałościami po skonsumowanym owocu – nic jej nie jest – powtórzyła, zanim zniknęła w głębi domu i zostawiła Heechula sam na sam z nocnym niebem, w które wpatrywał się jeszcze przez długi czas, myśląc o wszystkim tym, co usłyszał od siostry i co sam zdążył zaobserwować.
- Heechullie, synku, chodź do środka, zmarzniesz… - ciepły, nieco chropowaty, kobiecy głos wydobył się po jakimś czasie z ciemności.
- Śpi? – dołączył do niego głęboki, męski.
- Tak… - odpowiedziała kobieta – przynieś jakiś koc, to go przykryję. Niech tu sobie śpi, musiał się bardzo martwić, że tak się tu zasiedział…
- Jak wtedy, kiedy był mały – przytaknął jego ojciec i poszedł szukać koca.
Tymczasem mężczyzna wcale nie spał, postanowił się jednak z tym nie zdradzać. Bardzo mocno chciał, żeby matczyne ręce, jak to miały w zwyczaju, znów odsłoniły kosmyki z jego czoła i by spoczął na nich delikatny pocałunek na dobranoc.
Nie musiał długo czekać na ten gest.
- Aigoo, mój Heechullie… - matka wierzchem dłoni pogładziła jego policzek – jesteś taki zmęczony ostatnio i taki zatroskany… jak mogłabym dokładać ci jeszcze więcej smutków, skoro masz tam u siebie ciężki czas…? – przykryła go kocem i ucałowała.
Nie wiedziała, że gdy zasunęła za sobą drzwi, w bladym świetle księżyca zabłyszczała pojedyncza łza.

karolcia0596 - 2012-09-04, 18:52

O już dwie części a ja ich nie przeczytałam Aish przepraszam już nadrabiam^^
madlejane napisał/a:
piętnastu minut i każe zjeść swoje skarpety, bo przegrałem…
myślałam że padnę :D
madlejane napisał/a:
Hyung, nie płacz – objął go i ułożył sobie jego głowę na ramieniu – przecież nie znosisz płakać.
Heechul wtulił się w przyjaciela, pragnąc wchłonąć ciepło, które od niego biło.
Jaki śliczny fragment po prostu dziękuję Hae <3
madlejane napisał/a:
Używasz tych samych perfum co ja, czy zabrałeś moje?
pewnie zabrał^^
madlejane napisał/a:
Dowiedz się… a jak już się dowiesz, to wtedy coś wymyślimy – stwierdził Hyuk, pewien swoich słów i jednocześnie gorąco pragnący, by nie było to nic poważnego…
Hyuk liczę na ciebie :) ty masz moc w rozmawianiu z Hee
madlejane napisał/a:
Po raz pierwszy w życiu był wdzięczny temu namolnemu, kochanemu dziwakowi za jego wysiłek włożony w poprawienie mu humoru.
ja też mówiłam już że go kocham? pewnie tak
madlejane napisał/a:
Ale… kiedy wszedł do własnego pokoju zauważył, że oprócz niego i kotów, w pomieszczeniu jest ktoś jeszcze.
Donghae.
Dziękuję
madlejane napisał/a:
Hyung, naprawdę nie zrobiłeś nic złego! – Hae dostrzegł jego uśmiech – o widzisz, jak ze mną pogadasz chwilę, to od razu lepiej wyglądasz. Uśmiechaj się częściej hyung.
zgadzam się! to było wspaniałe i poprawiało humor
madlejane napisał/a:
Hyung… mogę dziś spać z tobą…?
- Niby dlaczego…? Nie masz własnego łóżka?
- Mam. Ale po prostu się za tobą stęskniłem, hyung.

nie wiem co powiedzieć <3 odebrało mi mowę już wyobrażam sobie ich Hae tak go prosi jak mój piesek gdy chce wyjść a Hee "no dobra jak już musisz" ale tak naprawdę tego potrzebuje, po prostu miód na moje serce
madlejane napisał/a:
Bo się jeszcze we mnie zakochasz bez pamięci… - ostrzegł, nie szczędząc ironii.
się nie dziwie :)
madlejane napisał/a:
Mogłeś ostrzec, zanim zacząłem się gapić, wiesz? – rzucił niby z wyrzutem – Teraz nie ma już dla mnie ratunku – pociągnął nosem i przytulił się do poduszki, którą jeszcze chwilę wcześniej Heechul miał pod swoją głową.
jakie urocze no skoro nie ma ratunku to nie ma dla mnie by chyba nie było zakochała bym się w Hee i już <3
madlejane napisał/a:
zamierza kontynuować tę pozbawioną sensu paplaninę
takie paplaniny z przyjacielem to jedno z najfajniejszych wspomnień
madlejane napisał/a:
Wychodził z dormu, nucąc pod nosem wesołe piosenki
napewno to było Rokkugo! <3
madlejane napisał/a:
jak stał, w piżamie

to musiał być piękny widok przypomniało mi się pewne zdjęcie jedno z nowych co Hee wyglądał jak w piżamie
madlejane napisał/a:
- Mama… źle się czuła… i według ciebie to nic takiego? – mężczyzna spiorunował kobietę wzrokiem, żądając odpowiedzi, chcąc, by powiedziała mu wszystko, co wie na ten temat.
kocham jak jest troskliwy
madlejane napisał/a:
Aigoo, mój Heechullie… - matka wierzchem dłoni pogładziła jego policzek
lubię ten fragment niby 30 letni mężczyzna ale w środku chłopczyk który potrzebuje miłości jak wszyscy...
Bardzo mi się podobało masz naprawdę ogromny talent można polać się ze śmiechu albo popłakać i to jest piękne dziękuję <3

nenn - 2012-09-05, 12:03

Dziękuję, że 'obdarowałaś' Hee takim wspaniałym przyjacielem :* Dziękuję, że właśnie tak wyglądała ich "wspólna" noc. Wydaje mi się, że właśnie czegoś takiego mógł potrzebować nasz płaczący Mężczyzna. Usłyszenia co się dzieje u reszty. Zrozumienia, że choć Jego własne problemy nie są błahe czy mało ważne , to jednak są też inni, którzy również walczą ze swoimi słabościami i być może to właśnie ON może im w jakiś sposób pomóc ...
Cytat:
- Chyba muszę wziąć się w garść.
- Nie chyba. Musisz wziąć się w graść...
Cieszy mnie, że Hee postanowił zwalczyć swoją apatię. No może nie tyle zwalczyć - bo na to wydaje mi się jeszcze za słaby - ale przynajmniej zdał sobie sprawę, ze swojego stanu. Ignorowanie niekoniecznie jest dobre ale jeżeli w taki sposób postanowił zrobić swój pierwszy krok, to ja Mu w tym będę kibicować.
Cytat:
Jak szaleć to szaleć.
- Nieprawdaż??? Jak walczyć to wszystkimi znanymi sobie sposobami. Dobrze, że wyjechał. Nawet jeżeli po części 'nie był sobą' to na pewno było to lepsze niż ponowne zamknięcie się w czterech ścianach. A w pewnym momencie płacz przestaje pomagać ...
Cytat:
były tylko kolejną z ucieczek, jaką nieświadomie podjął, a która wydawała się jednak być ucieczką skuteczną.
- Już wielokrotnie mówiłam Ci co sądzę na temat ucieczek. Ale im lepiej poznaję historię Hee, tym bardziej odnoszę wrażenie, że On nie zna innego sposobu na 'wyprostowanie' siebie i tego co Go dręczy. Choć chciałabym Nim mocno potrząsnąć i powiedzieć parę słów to tak teraz myślę, że On sam musi coś zrozumieć. Wielokrotnie dostanie przysłowiowego kopniaka od losu ale wierzę, że za każdym razem będzie się podnosił. Prędzej czy później. Po prostu wierzę w Hee.

Dom. Nie wiem co teraz zrobi Heenim. Nie wiem czy wiadomość o stanie zdrowia Jego mamy coś w Nim zmieni czy nie. Ale za pewne będzie czynił sobie z tego powodu jakieś wyrzuty ... marzy mi się Jego rozmowa z mamą. Taka szczera bo wydaje mi się, że by Mu to jakoś pomogło.

Och końcówka był przepiękna <3

gang-aji - 2012-09-20, 17:26

karolcia0596,
karolcia0596 napisał/a:
pewnie zabrał^^
tak było XDD
karolcia0596 napisał/a:
to musiał być piękny widok przypomniało mi się pewne zdjęcie jedno z nowych co Hee wyglądał jak w piżamie
o to zdjęcie oparłam opis ^^
karolcia0596 napisał/a:
można polać się ze śmiechu albo popłakać
gomawo! <3

nenn,
nenn napisał/a:
Cieszy mnie, że Hee postanowił zwalczyć swoją apatię.
Czasem ma facet przebłyski silnej woli i w ogóle XD
nenn napisał/a:
Ale im lepiej poznaję historię Hee, tym bardziej odnoszę wrażenie, że On nie zna innego sposobu na 'wyprostowanie' siebie i tego co Go dręczy
Bo nie zna...
nenn napisał/a:
Wielokrotnie dostanie przysłowiowego kopniaka od losu ale wierzę, że za każdym razem będzie się podnosił. Prędzej czy później. Po prostu wierzę w Hee.
<333


Przepraszam, że tak długo niczego nie dodawałam. Walczyłam z moją własną apatią i... z uczelnią <//3 Ale już jestem~
_______________________________________





Lecz po raz kolejny…



Jednak jego przeczucia się sprawdziły. Zarówno rodzice, jak i siostra ukrywali przed nim stan zdrowia mamy.
Wiedział, że to piękne i szlachetne z ich strony, że nie chcieli go martwić widząc, że jest w nie najlepszej kondycji, ale nie mógł pozbyć się tej odrobiny rozgoryczenia, która jak zwykle, pojawiła się znienacka i zaczęła go męczyć.
Utkwił wzrok w rozgwieżdżonym niebie, szukając w nim jakiegokolwiek pocieszenia.
Jednak gwiazdy pozostały nieme, chłodno i egoistycznie świecąc dla samych siebie, zupełnie nie przejmując się problemami odległych im istot.
Były niesamowicie piękne, ale niedostępne.
Obojętne tym rodzajem obojętności, którego mu brakowało, a którego ostatnimi czasy pragnął z całego serca. By nie musieć cierpieć. By nie obwiniać się za to, że niczego nie może zrobić nawet dla własnej matki…




…zwyczajność okazała się być ciężarem.



Ani on, ani pozostali nie wracali już do tego tematu. Wszyscy postanowili cieszyć się tym, że mogą przez chwilę być razem, jak przed laty; bawiąc się i wygłupiając do późnej nocy, zajadając smakołyki przygotowane przez mamę i siostrę Heechula i po prostu odpoczywając.
Potrzebował tego. Chwili beztroski, która pozwoli mu nabrać sił. Może nie na długo, ale na pewno na jakiś czas.
Przez krótki czas mógł znów poczuć, że jest wolny od wszystkiego, co go przytłaczało.
A myśl o powrocie do Seulu z każdą kolejną godziną zaczynała napawać go jakimś dziwnym rodzajem smutku.
Nie miał jednak pojęcia czy była to jedynie niechęć związana z opuszczeniem rodziców i rodzinnego miasta, czy też kryło się za tym coś jeszcze… odpychał od siebie te myśli jak natrętne muchy powtarzając sobie, że to nie jest istotne, że przecież jakoś to będzie…
Przekonując samego siebie, że tym razem nie pozwoli na to, by coś go przytłoczyło.
Wierzył to naprawdę mocno.
Przez chwilę.
Dopóki nie znalazł się na dworcu sam, wyglądając pociągu do stolicy i ściskając w ręce duży pakunek, który jeszcze przed momentem wręczyła mu mama, prosząc, by podzielił się zawartością z przyjaciółmi z zespołu.
- Mamo, wiesz, że zjem to sam… - przypomniał sobie własne słowa i karcące spojrzenie rodzicielki.
- Ani mi się waż. Zadzwonię potem do któregoś z nich, żeby sprawdzić czy się podzieliłeś!
Uśmiechnął się delikatnie, spoglądając na tory.
I nagle, jego spokojny wcześniej umysł, przeszyła pewna myśl. Myśl, która od jakiegoś czasu pojawiała się w takich sytuacjach. I któremu towarzyszyło dziwne pragnienie… przekroczenia dozwolonej linii.
Wskoczenia na tory. I oczekiwania na rozpędzony pociąg, który miał pojawić się lada moment.
Nie rozumiał tego pragnienia i wiedział, że jest bezsensowne, ale nie mógł się od niego dostatecznie uwolnić. Szczególnie teraz miał nieodpartą ochotę zrobienia jeszcze paru kroków do przodu i czekania na to, co się stanie.
Ale to nie tak, że chciał umrzeć, chociaż wiedział, że właśnie do tego by to zaprowadziło.
Po prostu chciał tam stanąć wiedząc, że nie zdoła uciec. Twarzą w twarz z niebezpieczeństwem. Z nieuniknionym.
Tak po prostu.
Przymknął oczy. I cofnął się na bezpieczną odległość w duchu dziękując samemu sobie, że jest w stanie to kontrolować. I bojąc się, że kiedyś stanie się to niemożliwe…
… jak w dzieciństwie. Gdy nie mogąc oprzeć się pokusie, otworzył drzwi od samochodu na środku drogi, chcąc z niego wyskoczyć. Wtedy też ta myśl pojawiała się tak nagle. I któregoś dnia po prostu stracił nad nią kontrolę…
Wtedy nic się nie stało, jego siostra zareagowała błyskawicznie.
Ale teraz był sam… sam ze swoimi myślami, z dzikim, nieokiełznanym umysłem, którego czasem najzwyczajniej w świecie się bał…




Nie wiedział, że ktoś chce ten ciężar z niego zdjąć…



Fanmeeting zakończył się, jak zwykle, sukcesem i cały zespół mógł przez chwilę odetchnąć, rozwalając się na przygotowanych wcześniej kanapach bądź krzesłach i planując krótką drzemkę lub – ewentualnie, jak Siwon, wykonać kilka telefonów.
- Do kogo dzwonisz, Siwonie?
- O, hyung – Choi spojrzał na uśmiechniętego lidera – do Heechul hyunga, jak co dzień.
- Robisz to każdego dnia? – wtrącił się Yesung, kręcący się dookoła w poszukiwaniu suchego ręcznika.
- Oczywiście, wy nie?
Reszta pokręciła głowami.
- Nic więc dziwnego, że mówi ostatnio takie dziwne rzeczy… - skwitował Siwon.
- Jakie, na przykład? – Donghae podniósł wzrok znad magazynu, który właśnie przeglądał i skupił go na twarzy kolegi.
- Że go nie potrzebujemy… że nigdy go nie potrzebowaliśmy.
- Nonsens – rzucił Ryeowook – przecież powtarzaliśmy mu tysiąc razy, że nie ma racji.
- On uważa, że to tylko czcze gadanie – Siwon spojrzał na mrugający wyświetlacz telefonu – o, oddzwonił. Wybaczcie, ale serio chcę z nim porozmawiać – zwrócił się do przyjaciół – Tak, hyung? Poczekaj chwilę… - zasłonił dolną część aparatu – pomyślcie trochę nad tym, okej?




Że ktoś stara się zrozumieć…



Cisza panująca w pomieszczeniu zdawała się huczeć bardziej od jakiegokolwiek hałasu. Irytowała i przeszkadzała, nie pozwalając się skupić.
Ale przerwać jej nikt nie miał odwagi. Więc przez dłuższy czas kilku mężczyzn spoglądało na siebie w milczeniu, usiłując znaleźć odpowiednie słowa, by móc zacząć rozmowę. By nie wydać się za poważnym ani zbyt wielkim lekkoduchem. Aby trafić w sedno sprawy.
- Dobra, chłopaki, właściwie to tu nie ma się nad czym zastanawiać – pierwszy odezwał się lider widząc, że reszta raczej nie wyjdzie z inicjatywą – tylko działać.
- Jak? – padło pytanie.
- Co możemy zrobić, skoro nawet nie wiemy, co się dzieje? I czy to coś poważnego, czy tak tylko, przejściowo…
- Gdyby to było przejściowe, to już by mu przeszło.
- Przecież nie zaczniemy nagle zasypywać go telefonami i wiadomościami, bo pomyśli, że sobie z niego żartujemy.
- Najpierw powinniśmy ogarnąć, dlaczego chodzi taki struty, a dopiero potem robić coś w tym kierunku.
- Tak, ale nie możemy przecież siedzieć z nim non stop, mamy swoje zobowiązania…
- Ktoś przecież zawsze zostaje…
- No to skoro zawsze ktoś jest, to dlaczego… dlaczego wszyscy go olewamy? Bo przecież olewamy. Mniej lub bardziej, w taki lub inny sposób, ale jednak…
W pomieszczeniu ponownie zaległa cisza; i tylko zza drzwi słychać było spokojny głos Siwona rozmawiającego przez telefon.
- Wiesz, jesteśmy ludźmi, też czasem chcemy pobyć w samotności i odpocząć.
- To nie zmienia faktu, że raz na jakiś czas…
- Zresztą on chyba nie chce z nami przebywać. Zachowuje się, jakbyśmy irytowali go samym naszym istnieniem.
- A to nie jest akurat normalne?
- No nie wiem…
- Dobra, to co robimy? Leeteuk hyung, jakieś pomysły?
- Ja… nie wiem. Obserwujmy go? Bądźmy przy nim?
- Niby jak, przecież mieszkamy na różnych piętrach…
- Ostatnio mówił, że chciał obejrzeć tę dramę z Sulli…
- Ach, chcesz ją obejrzeć razem z nim, Wookie? Dobrze. O to chodzi. O takie drobiazgi.
Drzwi do sali nagle się otworzyły, ukazując stojącego w progu managera.
- Leeteuk, mogę cię prosić na moment? – zapytał.
- Jasne – lider odwrócił się jeszcze na moment do kolegów. – Obserwujcie go i jakby coś się działo, informujcie mnie, okej?
Wszyscy pokiwali głowami i odprowadzili Jungsu wzrokiem.
- Nie mówcie mu niczego, co by go naprawdę mocno zmartwiło – odezwał się, dotychczas milczący Hyukjae – jest wystarczająco przybity myślą o wojsku.
- Uważasz, że stanie się coś takiego, Hyuk? – Donghae położył mu rękę na ramieniu – Wiesz coś, czego my nie wiemy?
Eunhyuk rozejrzał się po twarzach przyjaciół. Czy oni naprawdę nie kojarzyli faktów? Naprawdę nie rozumieli, co zaczyna się dziać z ich przyjacielem…?
Westchnął i pokręcił głową.
- Po prostu nie męczcie Leeteuk hyunga. Ja się tym zajmę.




… płaczącego mężczyznę.



Musiał pokazać im, że wszystko jest w porządku. Zresztą, ostatnio naprawdę było w porządku. W miarę…
Siedząc przy stoliku, powoli rozpakował jedzenie przygotowane przez mamę. Uśmiechnął się widząc, że zapakowała wszystko tak, że nie będzie miał problemu z podzieleniem wszystkiego na pół. Ba, nawet na trzy części – w końcu jemu też należała się specjalna porcja.
Nie zastanawiając się dłużej, skierował swoje kroki do kuchni i schował smakołyki w lodówce. Spojrzał na zegar zawieszony na ścianie.
„Ktoś powinien już być na dole…”
Nie spiesząc się, zszedł na jedenaste piętro i starając się pozostać niezauważonym przez Kyu, oglądającego coś w telewizji, przemknął przez korytarz. Zostawił wszystko na stole w kuchni i wrócił do siebie.
Kładąc się na łóżku, poczuł się nagle strasznie zmęczony. Raczej nie podróżą ani czymś podobnym. Zmęczony myślą, że, począwszy od jutra, znów będzie spotykał tych samych ludzi i prowadził z nimi tak samo nudne rozmowy. Że będzie musiał po prostu wśród nich przebywać. Choć tak naprawdę sam był dla siebie wystarczająco męczącym towarzyszem. I nie potrzebował innych, nie chciał innych towarzyszy.
Jedynymi żyjącymi istotami, które nie sprawiały, że jego serce stawało się naprawdę ciężkie, były jego koty, które widząc znużenie swojego właściciela, ułożyły się obok niego, delikatnie się o niego ocierając.
Zasnął ukołysany przyjemnym mruczeniem.

karolcia0596 - 2012-09-30, 21:48

O kolejna część :)
gang-aji napisał/a:
Utkwił wzrok w rozgwieżdżonym niebie, szukając w nim jakiegokolwiek pocieszenia.
uwielbiam jak Hee spogląda w gwiazdy w sumie nie wiem dlaczego ale to takie magiczne i bardzo to lubię
gang-aji napisał/a:
Były niesamowicie piękne, ale niedostępne.
tak samo jak on
gang-aji napisał/a:
Wszyscy postanowili cieszyć się tym, że mogą przez chwilę być razem, jak przed laty; bawiąc się i wygłupiając do późnej nocy, zajadając smakołyki przygotowane przez mamę i siostrę Heechula i po prostu odpoczywając.
to musiało mu na prawdę pomóc bo gdy człowiek jest zdołowany i myśli że nic dla nikogo nie znaczy miło pobyć z kimś kto cię bezinteresownie kocha bez względu na to co zrobisz

gang-aji napisał/a:
Nie rozumiał tego pragnienia i wiedział, że jest bezsensowne, ale nie mógł się od niego dostatecznie uwolnić. Szczególnie teraz miał nieodpartą ochotę zrobienia jeszcze paru kroków do przodu i czekania na to, co się stanie.
Ale to nie tak, że chciał umrzeć, chociaż wiedział, że właśnie do tego by to zaprowadziło.
Po prostu chciał tam stanąć wiedząc, że nie zdoła uciec. Twarzą w twarz z niebezpieczeństwem. Z nieuniknionym.
Tak po prostu
ale mnie przestraszyłaś a raczej Hee
gang-aji napisał/a:
O, hyung – Choi spojrzał na uśmiechniętego lidera – do Heechul hyunga, jak co dzień.
Siwonie lubię Cie! ^^
gang-aji napisał/a:
Dobra, chłopaki, właściwie to tu nie ma się nad czym zastanawiać – pierwszy odezwał się lider widząc, że reszta raczej nie wyjdzie z inicjatywą – tylko działać.
a Leeteuka to kocham <3
gang-aji napisał/a:
Ach, chcesz ją obejrzeć razem z nim, Wookie? Dobrze. O to chodzi. O takie drobiazgi.
Wookie jest przeuroczy z tego co pamiętam to już próbował mu pomagać
gang-aji napisał/a:
Po prostu nie męczcie Leeteuk hyunga. Ja się tym zajmę.
ja na Eunhyuka liczę wydaję mi się że on już snuję jakiś poważny plan od dawna
gang-aji napisał/a:
były jego koty, które widząc znużenie swojego właściciela, ułożyły się obok niego, delikatnie się o niego ocierając.
Zasnął ukołysany przyjemnym mruczeniem.

Jakby nie było zwierzęta potrafią być przyjaciółmi nawet koty choć część ludzi w to nie wierzy
Bardzo mi się to opowiadanie podoba więc życzę weny i czekam na więcej :) i przepraszam że czytam z takim opóźnieniem *przeprasza*

nenn - 2012-10-05, 13:19

Cytat:
Lecz po raz kolejny…

Każda sytuacja ma dwie strony. Nie powinien się dziwić, że coś ukrywają przed Nim, bo od zawsze tak było jest i będzie, że chcemy uchronić najbliższych przed złymi/smutnymi wiadomościami najdłużej jak się da. A zresztą Hee sam tak robi przecież...
Ale z drugiej strony, będąc na Jego miejscu, oczywiście chciałabym wiedzieć co się dzieje. Bo późniejsze poczucie niemocy i bezsilności, gdy prawda nagle wyjdzie na jaw, może stać się jeszcze większe i cięższe do zniesienia.
Hee nie chce cierpieć, nie chce się obwiniać ... ale jeżeli przestanie, to będzie dla mnie znaczyło, że przestał cokolwiek czuć. A czy życie będzie łatwiejsze, milsze, przyjemniejsze jak "nic nie będzie czuł"? Co chciałabym przekazać Hee, to słowa pewnej piosenki: "Nie zamieniaj serca w twardy głaz, póki jeszcze serce masz" ...
Cytat:
…zwyczajność okazała się być ciężarem.

Dobrze, że pojechał do rodziny. Nabrał trochę sił. Mimo wszystko mógł odpocząć. Pomyśleć - albo właśnie nie myśleć. I nawet jeżeli sytuacja ułożyła się tak a nie inaczej, to ja zaliczyłabym ten wyjazd do udanych. Tym bardziej nie dziwi mnie niechęć do powrotu. Nie mniej wolałabym aby, jeżeli już chce się do czegoś przekonać, robił to z większym entuzjazmem i wiarą w to co mówi.
Mamusia rulez! Urocze było jak kazała się podzielić jedzeniem i uprzedziła, że zadzwoni aby skontrolować czy faktycznie to zrobił <333 Hee ma niesamowitą mamę...
Rozmyślanie na peronie - uważam, że Hee doskonale rozumie czym jest takie pragnienie, ale jeżeli nie pragnie śmierci a jedynie jakiejś adrenaliny, to niech sobie na bungee poskacze czy coś ><
Cytat:
Nie wiedział, że ktoś chce ten ciężar z niego zdjąć…

Hmm zaskoczyłaś mnie, wiesz? Nie sądziłam, że każdego dnia Siwon rozmawia z Hee... Być może dlatego, że ten w "swojej" relacji nigdy nie wspomina o tym. I ciśnie mi się pytanie - czemu nie? Czy te telefony nic nie znaczą dla Niego? A przecież są takie ważne. Są oznaką, że ktoś myśli o Nim, interesuje się. Bez względu na to czy sam tego chce.
Hee wymaga - świadomie czy nie, to inna sprawa - aby inni o Nim pamiętali. Pragnie pomocy, choć nie umie/chce (??) o nią poprosić, alee czy sam zadzwonił do któregoś z chłopaków ot, aby po prostu porozmawiać?
Cytat:
Że ktoś stara się zrozumieć…

Bardzo mi się podoba postawa Siwona. On nie potrzebował pomysłu/zachęty/polecenia aby dzwonić do Hee. Ale nie będę też jakoś strasznie potępiać reszty zespołu, bo skoro Hee wysyła takie a nie inne sygnały, to sama chyba już nie wiedziałabym co myśleć. No bo jak na siłę komuś pomóc? Chyba, że w takiej sytuacji, nie powinni się w ogóle tym przejmować i właśnie w ten sposób wyciągnąć co tak na prawdę dręczy ich przyjaciela.
Ale mamy też niezastąpionego EunHyuka <333 Jedyny (??) domyśla się co może się tak na prawdę dziać i postanowił zadziałać. Piękne ale ... nie wiem czy powinien sam się z tym zmierzyć. Gdyby wyjaśnił reszcie co miał na myśli, może łatwiej/szybciej byłoby zrealizować Jego pomysł.
Cytat:
… płaczącego mężczyznę.

Skoro jest w takim stanie, to jak może mówić, że jest "w miarę w porządku" jak nie jest? Tak się zachowując ponownie zacznie się zataczać koło ><
Ale przynajmniej posłuchał mamy i zostawił chłopakom część jedzenia dla Nich wyznaczoną ;)
Na koniec zasmuciło mnie jedno - odnoszę wrażenie, że Hee zaczyna traktować chłopaków jako "zło konieczne". Nie mówię, że robi to z premedytacją, ale jednak to na prawdę przykre ;(

gang-aji - 2012-10-05, 13:58

Ahh, bardzo ciężko odpowiedzieć na Wasze dociekliwe komentarze, nie zdradzając zbyt wiele^^"

karolcia0596 napisał/a:
uwielbiam jak Hee spogląda w gwiazdy w sumie nie wiem dlaczego ale to takie magiczne i bardzo to lubię
Ja też, on mi tak jakos bardzo pasuje do wpatrywania się w gwiazdy~~
karolcia0596 napisał/a:
to musiało mu na prawdę pomóc bo gdy człowiek jest zdołowany i myśli że nic dla nikogo nie znaczy miło pobyć z kimś kto cię bezinteresownie kocha bez względu na to co zrobisz
chyba trochę tak, bo chyba do tego ciągnie go najmocniej - do rodziny. Do tego specyficznego ciepła, którego nie ma w swojej "samotni".
karolcia0596 napisał/a:
ale mnie przestraszyłaś a raczej Hee
trolololo raczej bardziej ja~ myślisz, że skąd mi się ten 'pomysł' wziął? I nie, nie z wyobraźni -.-"
karolcia0596 napisał/a:
Wookie jest przeuroczy z tego co pamiętam to już próbował mu pomagać
Tak, próbował. Wszyscy próbowali, po swojemu i nie zawsze zauważalnie, ale jednak.
karolcia0596 napisał/a:
ja na Eunhyuka liczę wydaję mi się że on już snuję jakiś poważny plan od dawna
Może nie tyle snuje, co trzyma rękę na pulsie. I jest gotów zareagować, jeśli sytuacja by tego wymagała.

nenn napisał/a:
Hee nie chce cierpieć, nie chce się obwiniać ... ale jeżeli przestanie, to będzie dla mnie znaczyło, że przestał cokolwiek czuć. A czy życie będzie łatwiejsze, milsze, przyjemniejsze jak "nic nie będzie czuł"?
Hee jest troszke zagubiony w tym czego chce, a czego powinien chcieć. Bo z jednej strony chciałby uniknąć cierpienia, ale nie tracić emocji, a z drugiej wie, że tak się nie do końca da.
nenn napisał/a:
Rozmyślanie na peronie - uważam, że Hee doskonale rozumie czym jest takie pragnienie, ale jeżeli nie pragnie śmierci a jedynie jakiejś adrenaliny, to niech sobie na bungee poskacze czy coś ><
Tu raczej nie chodzi o adrenalinę, tylko raczej o to, żeby w końcu przekonać się, co się stanie, CO DOKŁADNIE się z nim stanie, jak już to zrobi. Najlepiej sprawdziłby to tak, żeby potem odżyć sobie, jak w grze, i powiedzieć: "acha, więc to takie uczucie". To taki... rodzaj niebezpiecznej ciekawości.
nenn napisał/a:
Hmm zaskoczyłaś mnie, wiesz? Nie sądziłam, że każdego dnia Siwon rozmawia z Hee... Być może dlatego, że ten w "swojej" relacji nigdy nie wspomina o tym. I ciśnie mi się pytanie - czemu nie? Czy te telefony nic nie znaczą dla Niego?
Bo widzisz - skoro Siwon dzwoni zawsze, to dla Hee to się stało rutyną, czymś oczywistym jak założenie butów przed wyjściem na miasto. Nad tym sie nie zastanawia jakoś głęboko. Chociaż może powinien - nawet mimo tego, że są to rozmowy na tematy naprawdę nieistotne.
nenn napisał/a:
Hee wymaga - świadomie czy nie, to inna sprawa - aby inni o Nim pamiętali. Pragnie pomocy, choć nie umie/chce (??) o nią poprosić, alee czy sam zadzwonił do któregoś z chłopaków ot, aby po prostu porozmawiać?
Hee ma swoje powody, dla których tego nie robi... One powinny się wyjaśnić za jakiś czas~~ Poza tym to nie jest tak, że reszta zespołu w ogóle się z nim nie kontaktuje ani on z nimi - po prostu częstotliwość tych kontaktów jest zupełnie inna.
nenn napisał/a:
Ale mamy też niezastąpionego EunHyuka <333 Jedyny (??) domyśla się co może się tak na prawdę dziać
Taak, na razie jest chyba jedynym, który to rozumie. Ale tylko na razie.
nenn napisał/a:
Skoro jest w takim stanie, to jak może mówić, że jest "w miarę w porządku" jak nie jest?
Bo on uważa, że nie jest tak najgorzej, skoro nie siedzi 24/7 u siebie, pod kołdrą/kocem/czymkolwiek i nie gapi się tępo w przestrzeń. Hee ma troszkę inny przelicznik tego, jak jest.
nenn napisał/a:
Na koniec zasmuciło mnie jedno - odnoszę wrażenie, że Hee zaczyna traktować chłopaków jako "zło konieczne". Nie mówię, że robi to z premedytacją, ale jednak to na prawdę przykre ;(
Troszkę tak jest, troszkę nie...
nenn - 2012-10-05, 14:40

Cytat:
Hee jest troszke zagubiony w tym czego chce, a czego powinien chcieć. Bo z jednej strony chciałby uniknąć cierpienia, ale nie tracić emocji, a z drugiej wie, że tak się nie do końca da.
Troszkę? On się zupełnie pogubił moim zdaniem >< A poza tym tak się w ogóle nie da zrobić a nie "nie do końca się da".
gang-aji napisał/a:
CO DOKŁADNIE się z nim stanie, jak już to zrobi
Co się z Nim stanie? Gdy wpadnie pod pociąg? To ja Mu mogę odpowiedzieć - albo przeżyje albo umrze. Przeżycie wiążę się z kłopotami zdrowotnymi. Także nic dobrego z tej ciekawości Mu nie przyjdzie :|
gang-aji napisał/a:
to dla Hee to się stało rutyną
Rutyna może zabić wszystko. Nawet najszczersze uczucia. To nie dobrze, że te telefony właśnie tak traktuje.
gang-aji napisał/a:
Hee ma swoje powody, dla których tego nie robi...
Oooo z pewnością Hee ma swoje powody. I jestem bardzo ciekawa jakie. Ale skoro mówisz, że niebawem się to wyjaśni, to postaram się cierpliwie poczekać.
gang-aji napisał/a:
Taak, na razie jest chyba jedynym, który to rozumie. Ale tylko na razie.
A ja chcem wiedzieć, kto jeszcze zrozumie *.* I jak dojdzie do tego, że zrozumie.
gang-aji napisał/a:
Bo on uważa, że nie jest tak najgorzej, skoro nie siedzi 24/7 u siebie, pod kołdrą/kocem/czymkolwiek i nie gapi się tępo w przestrzeń. Hee ma troszkę inny przelicznik tego, jak jest.
Hee sam w sobie jest troszeczkę inny z tego co widzę/czytam ... Inność nie jest zła o ile się ją "ogarnia", że tak powiem. A Hee, mam wrażenie, przestał to robić. Ale wiem wiem, mam czekać i sama się przekonam, jak to się wszystko rozwiąże ;)
gang-aji napisał/a:
Troszkę tak jest, troszkę nie...
Zdajesz sobie sprawę z tego, że to żadna odpowiedź? ;P

Ech i wiesz co jest "najgorsze" w Twoim opowiadaniu? Że chciałabym bez wahania i szczerze móc powiedzieć, że nie rozumiem czemu, chłopak tak a nie inaczej się zachowuje ... A nie mogę, bo niejednokrotnie, intuicyjnie chyba, domyślam się co może czuć i dlaczego. Co mi raczej nie ułatwia czytania i komentowania ;) Hmm mam nadzieję, że rozumiesz co próbuję Ci powiedzieć ;)

gang-aji - 2012-10-08, 22:08

Miało być nieco inaczej, wyszło jak wyszło~~
________________________________________




… że obserwuje go, gdy ten nie patrzy.



Kyuhyun kątem oka obserwował skradającego się hyunga, który, najwyraźniej, za wszelką cenę nie chciał być zauważony, czego Kyu zupełnie nie pojmował. Jego oczom nie umknął również fakt, iż Hee trzymał coś w rękach i to coś wyglądało zupełnie jak pudełka z jedzeniem.
Maknae zatarł ręce, chichocząc pod nosem. Powinien to wszystko zjeść sam, zanim ktokolwiek się o tym dowie?
Odczekał moment i tuż po tym, jak jego starszy kolega zamknął za sobą drzwi, czym prędzej pomknął do kuchni i jednym, szybkim ruchem otworzył lodówkę.
- Czeka mnie uczta – jego oczy stały się ogromne, a wypełniony jeszcze przed momentem przekąskami żołądek, nagle zupełnie pusty.
Nie zastanawiając się zbyt długo, wyciągnął pierwsze pudełko. Już miał je otworzyć, kiedy zauważył przyklejoną do niego karteczkę.
„Ani mi się waż, Cho!”
Westchnął. Dlaczego go to spotyka…?
Sięgnął po drugie pudełko, w nadziei, że niczego tam nie znajdzie i będzie mógł się wykręcić krótkim „ale tam nie było napisane, że nie mogę”…
„Zjedz choć odrobinę, a zginiesz!”
Kyuhyun zmarszczył brwi. Czy to było takie oczywiste, że będzie tego próbował?
Wciąż się nie poddając, sięgnął po ostatnie, największe pudełko. I po raz kolejny na wierzchu znalazła się karteczka.
„Głupi maknae.”
Tego było za wiele. Nie dość, że zabrania mu się jedzenia, to jeszcze się obraża. On tego tak nie zostawi. Bo Kyu głodny to Kyu wredny.

- Heechul, co to ma znaczyć? – Cho wszedł do pokoju hyunga bez pukania, rozglądając się dookoła w poszukiwaniu znajomej sylwetki. Dostrzegł go, leżącego na łóżku, z ulubioną manhwą w ręce i kotem na brzuchu.
- Coś nie tak, maknae bez manier? – starszy mężczyzna nie zaszczycił go nawet spojrzeniem – Czyżbyś próbował zjeść nie swoją własność?
- W takim razie czyje to jest?
- Na pewno nie twoje.
- Ej, no! – Kyuhyun podszedł bliżej i nie myśląc nad konsekwencjami swoich działań, wyrwał komiks z rąk Heechula.
- Oddaj mi to – usłyszał jego opanowany głos – albo nie, wszystko mi jedno – zmienił po chwili zdanie i przewrócił się na bok – idź już, jestem zmęczony. Jedz sobie co chcesz, nie moja sprawa.
- Hyung…? – Kyu zamarł z książką w uniesionej ręce – nie wkurzasz się? Jesteś chory czy co?
- Spieprzaj – odpowiedział mu cichy, pozbawiony emocji głos, stłumiony przez poduszkę.
- Nie – nie zgodził się młodszy, pochylając się nad Heechulem – nie zamierzam nigdzie sobie iść.
- Rób, co chcesz, wisi mi to.
Obojętność trzydziestolatka zbiła z tropu młodszego mężczyznę. Nie tak zachowywał się na co dzień Kim Heechul. Tamten był nieco bardziej… żywiołowy. Troszkę bardziej niespokojny, jak rzeka, która zerwała tamę. Ten człowiek, który leżał odwrócony do niego plecami, skulony jak embrion, był zbyt opanowany jak na swoje standardy. To było dziwne, ale Kyuhyun miał wrażenie, że jest mu to zachowanie dziwnie znajome…
Nie zmieniało to jednak faktu, że nie miał pojęcia, jak powinien się zachować.
- Hyung… zagrasz ze mną w coś?
- Nie. Nie potrzebujesz mnie – mruknął tamten w odpowiedzi.
- Do gry?
Nie otrzymał odpowiedzi.
- Głupi hyung – Kyuhyun wyszedł, kręcąc głową.
- Wiem… - wyszeptał Hee, gdy Kyu znalazł się za drzwiami.




Mężczyzna, który ma dość bezczynności.



Najgorzej mu było z myślą, że nie ma powodów do złego nastroju. A już na pewno nie do aż tak złego. I czuł się z tym tak głupio, że niezwykle trudne stawały się jego spotkania z ludźmi, który byli świadkami jego zachowań. Widział w ich oczach różne rzeczy – od zupełnej dezorientacji aż po troskę. I nie wiedział, co ma z tym zainteresowaniem wokół niego samego zrobić. Zdążył się już od tego odzwyczaić. Od tego, że ciągle jest w centrum czyjejś uwagi.
I miał także wrażenie, że to nie jemu powinno się teraz poświęcać czas. A na pewno nie powinni tego robić jego przyjaciele z zespołu, którzy nagle, nie wiedzieć, czemu, zwalili mu się na głowę, oczekując jakiejkolwiek interakcji z jego strony.
A przecież z nich wszystkich to nie on potrzebował tego wsparcia najbardziej. Nie on. Tylko Kangin, który wciąż nie może się oswoić z nową sytuacją i Leeteuk, który z dnia na dzień chodził coraz bardziej pochmurny. To im należała się uwaga.
- Manager hyung? Na ten twój ślub… tak, na ten, na którym mam być MC, a bierzesz jeszcze jakieś inne śluby…? No właśnie… wezmę ze sobą Kangina, dobra? Jak to nie wiesz, czy będzie mógł, będzie, mówił, że jest wtedy wolny… no, to w porządku. Do zobaczenia za parę dni.
Heechul potarł twarz dłońmi. To był prawdopodobnie dobry pomysł. Będą mieli okazję, żeby zjeść coś dobrego i pogadać, jak kiedyś. Może to Youngwoona otworzy. Może będzie mógł mu pomóc i przy okazji pomoże samemu sobie.
Został jeszcze Jungsu… lider był ostatnio tak zabiegany, że niełatwo było gdziekolwiek go dorwać. Jeśli nie był w pracy, to… na siłowni. A siłownia to ostatnie miejsce, w którym Hee chciałby się kiedykolwiek znaleźć.
„Hyung, znajdź dla mnie czas niedługo.”
„Coś się stało, Heechul-ah? Dzisiaj powinienem być wolny po 22. Chcesz gdzieś wyjść czy zostajemy w mieszkaniu?”
Heechul przez moment rozważał obie opcje.
„Będę u siebie.”
Postanowił, że rozwiązywanie własnych problemów zacznie od rozmowy. I być może od pomagania. Bo nie mógł zająć się sobą, kiedy wiedział, że trzeba zająć się przyjaciółmi. Bo jeśli on teraz pomoże im, to potem oni pomogą jemu. Na pewno. Bo przyjaźń to nie byle, co. Nie dla niego.




Uważa, że znalazł rozwiązanie.



Głowę miał opartą o plecy lidera i z niezwykłą uwagą chłonął każde jego słowo. Słuchał wszystkiego, co miał mu do powiedzenia. A miał wiele. Opowiadał mu o swoich obawach i zmartwieniach. O tym, czego normalnie by nie powiedział, ale nakłoniony nie znoszącą sprzeciwu postawą młodszego o kilka dni przyjaciela, nie mógł zrobić niczego innego.
Spojrzenie Heechula pochmurniało z każdą minutą.
Nawet nie zauważył, kiedy ułożył głowę na udach Jungsu i pozwolił, by ten bawił się jego włosami.
- Właściwie to wszystko to głupstwo – uciął nagle Leeteuk, zaplatając Hee niewielkiego warkoczyka.
- Ale ty lubisz przejmować się głupstwami… – uśmiechnął się delikatnie - hej, co to za warkocz?!
Jungsu zaśmiał się pogodnie i poklepał go po policzku.
- Jesteś taki słodziutki, że nie mogłem się powstrzymać.
- Głupek. Ej, ale tak na poważnie, hyung – Heechul złapał przyjaciela za rękę – rozmawiałeś już na ten temat z Youngwoonem, rozmawiałeś kiedyś ze mną. Wiesz, że nie ma się czego bać i że to szybko minie.
- Chullie, sam wiesz, że strach często wymyka się temu, co wiadome. Że lubi mieszać w głowie… - w pokoju nagle zapanowała cisza; obaj mężczyźni przymknęli powieki, jakby próbując na nowo wszystko przemyśleć.
- Hyung…
- Hee – wszedł mu w słowo starszy; jego głos drżał.
Heechul poczuł na swoim policzku łzę, która do niego nie należała. Wciąż jednak nie otwierał oczu udając, że niczego nie zauważył. Czekał, aż Leeteuk powie coś więcej.
- Ja… tak naprawdę, nie chcę być z dala od was. Nie tak długo. Przez tyle lat byliśmy wszyscy razem, a niedługo… wszystko będę musiał robić bez was, zupełnie sam. Nie będę mógł się z wami widzieć, kiedy będę chciał, nie będę mógł robić wielu rzeczy… z wami.
- … z nimi – uściślił drugi. – To boli! – warknął, gdy został pociągnięty za włosy.
- I dobrze, że boli. Mam ochotę przywalić ci tak mocno, żebyś trafił do szpitala. Jesteś debilem, Heechul.
- Ty… - szybkim ruchem podniósł się z pozycji leżącej i zrównał się wzrokiem z hyungiem. Na usta cisnęło mu się wiele niemiłych słów.
- Tak, ja też nim jestem, ale ty większym. Jak mówię, że z wami, to mam na myśli też ciebie, czaisz? Od kiedy to nie jesteś częścią nas? Od kiedy? I jakim prawem śmiesz twierdzić, że nie jesteś?
Heechul nie umiał mu na to odpowiedzieć. Patrzył mu przez chwilę w oczy, po czym spuścił wzrok.
- Od dawna nie jestem. Od dawna nie mam prawa być. Przecież jestem nikim.
Silne uderzenie zaciśniętej pięści niemal zrzuciło go z łóżka.
Nie rozumiał tego nagłego przejawu agresji. Przecież miał rację, przecież od dawna był tu jedynie „na doczepkę” i wszyscy o tym wiedzieli. On to tylko wypowiedział na głos.
- Idioto skończony! – Leeteuk nawet nie próbował się opanować – postradałeś zmysły?!
- Być może – stwierdził chłodno – ale być może to ty nie dostrzegasz oczywistych rzeczy – Hee nie próbował uchylić się od zadawanych mu policzków.
- Obudź się, debilu! Jesteś najważniejszy – lider zamarł z ręką w powietrzu – dla mnie jesteś najważniejszy. Zespół też cię potrzebuje, zrozum to w końcu!
- To ty zrozum. Nie jestem ważny, a już na pewno nie dla siebie.
Ostatni policzek i trzaśnięcie drzwiami.




Ale gubi się w plątaninie bólu, wspomnień i odrzucenia.



Bolało go serce. Czysty, fizyczny ból rozsadzał jego wnętrze, wtórując boleści, jaką zadał mu wcześniej przyjaciel. Ale było mu z tym dobrze. Przynajmniej czuł, że jeszcze żyje i na dodatek, gdzieś tam, w ciemnych zakamarkach duszy zaczęła rodzić się w nim myśl, że może to, co powiedział mu wcześniej nie jest tak do końca prawdą.
Że być może, jakiś czas temu wmówił sobie pewne rzeczy i teraz tylko robi z siebie ofiarę. I staje się dokładnie takim typem osoby, której nie znosił najbardziej. Osoby wymuszającej uwagę i współczucie.
A może zawsze taki był? I jedyne, co robił, to chował tę część siebie gdzieś, gdzie sam nie mógł jej znaleźć. I teraz, ten niechciany i zapomniany kawałek jego osobowości postanowił dać o sobie znać, irytując go tak bardzo jak padający za oknem deszcz.
Ten deszcz… z ogromną prędkością przecinający powietrze… sprawiał, że wracały wspomnienia chwil, które najchętniej wymazałby ze swojego umysłu. Wspomnienia sprzed dwóch lat, których nie chciał mieć, a które uporczywie się go trzymały i przypominały o sobie w takie deszczowe dni jak ten.
Przypominały mu kierunek, w którym się wtedy poruszał. Który nie był dobrze obranym kierunkiem, ale przynajmniej gwarantował ukojenie… Może powinien rozważyć go ponownie…?
- Heechul-ah… - w pokoju po raz kolejny pojawił się Leeteuk, tym razem jednak trzymając w dłoniach apteczkę.
Hee westchnął przeciągle. Czy nie tego właśnie chciał?
Dlaczego więc czuł, że to wszystko nie tak powinno się potoczyć? Że powinno wyglądać inaczej…?




Bardzo nieudolnie próbuje sobie pomóc.



Nigdy nie uważał alkoholu za swojego wroga. Wiedział, że jeśli tylko będzie pić z umiarem, wszystko pozostanie w jak najlepszym porządku. I nawet jeśli troszkę się upije, tak jak to zrobił tego dnia, to nic się nie stanie, każdy przecież raz na jakiś czas musi zwyczajnie się spić. A on już dawno tego nie robił. Nie w samotności.
Łzy spływały po jego bladych policzkach, tonąc gdzieś w materiale jego rękawa, którym ocierał zmęczoną płaczem twarz.
Zawsze płakał, kiedy pił w samotności. Nawet, jeśli nie miał konkretnego powodu. Ale teraz… czuł, że wszystko wali mu się na łeb na szyję, a on nie potrafi nad tym zapanować.
Spojrzał na pustą szklankę, którą trzymał w dłoni i na równie puste butelki soju, leżące na stole.
- Noona na pewno coś ma w szafce… - mruczał do siebie, pociągając nosem i rozglądając się po kuchni swojej siostry w poszukiwaniu alkoholu.
Otworzył jedną z nich i uśmiechnął się sam do siebie, widząc dwa rządki zielonkawych butelek. Jego noona była przygotowana na wszelkie okazje…
- Dwa lata temu trzymałaś tu proszki nasenne, noona… - wyszeptał, uśmiechając się cierpko do wspomnień.
- Na szczęście nie jestem tak głupia, żeby wciąż je tu mieć – usłyszał zza pleców ciepły, ale zmartwiony kobiecy głos. – Znów pijesz u mnie, sam, po ciemku?
Heechul zignorował pytanie.
- Dwa lata temu też przyszłaś, kiedy zamierzałem poczęstować się czymś z tej szafki – zaśmiał się i czknął – Noona, ty to masz timing…
- Na szczęście, Heechul, na szczęście.
Delikatne ramiona objęły jego własne.

karolcia0596 - 2012-10-09, 17:29

Podoba mi się ta część nie wiem jaka miała co prawda być ale podoba
gang-aji napisał/a:
„Ani mi się waż, Cho!”
Co za pomysłowość
gang-aji napisał/a:
Rób, co chcesz, wisi mi to.
Obojętność czasem potrafi być gorsza od złości. Tym bardziej jak ktoś nigdy taki nie był
gang-aji napisał/a:
Wiem… - wyszeptał Hee, gdy Kyu znalazł się za drzwiami.
Smutne jest to że doskonale sobie zdaję sprawę że źle postępuję że nie tego potrzebuję ale nie ma siły nic z tym robić...
gang-aji napisał/a:
Tak, ja też nim jestem, ale ty większym. Jak mówię, że z wami, to mam na myśli też ciebie, czaisz? Od kiedy to nie jesteś częścią nas? Od kiedy? I jakim prawem śmiesz twierdzić, że nie jesteś?
Heechul nie umiał mu na to odpowiedzieć. Patrzył mu przez chwilę w oczy, po czym spuścił wzrok.
- Od dawna nie jestem. Od dawna nie mam prawa być. Przecież jestem nikim.
Ten fragment aż do końca jest moim ulubionym. Czami dobrze jest dostać od przyjaciela porządnie w tym przypadku słowa nie były chyba wystarczające. Właśnie tak się zachowuje prawdziwy przyjaciel nie zostawi w potrzebie ale przemówi do słuchu
gang-aji napisał/a:
Dwa lata temu też przyszłaś, kiedy zamierzałem poczęstować się czymś z tej szafki – zaśmiał się i czknął – Noona, ty to masz timing…
Nie jestem pewna czy zrozumiałam ale jestem w lekkim szoku
gang-aji napisał/a:
Na szczęście, Heechul, na szczęście.
Delikatne ramiona objęły jego własne.
jak to dobrze że Hee ma siostrę że ktoś przy nim jest że nie jest sam
Jak już wcześniej pisałam podoba mi się będę czekać na kolejne części ^^

nenn - 2012-10-19, 19:13

Część trochę inna, bo widzę, lekkie poruszenie. Zarówno ze strony zespołu jak i samego Hee.

Karteczki na pudełkach z jedzeniem - genialne! Jak Hee musi dobrze znać swojego Maknae ^^ A swoją drogą Kyu uparty, do trzech razy próbował podwędzić żarełko ^^ Troszkę szkoda, że nie pomęczył więcej Hyunga alee widać, że i On zaczyna odczuwać "dziwne znajome uczucie/wrażenie".

Wow, Hee postanowił zadziałać. I tym razem nie tyle co ze sobą/dla siebie tak konkretnie - ale dla przyjaciół. To miło, że w ten sposób pomyślał o Kanginie i że zdecydował się porozmawiać z Teukiem. A sama rozmowa bardzo mi się podobała. Hee wyrzucił - przynajmniej po części - co myśli a i Teuk nie był Mu dłużny. I dobrze! A że przyszło do rękoczynów? Cóż, widać o facetów, to również pomaga rozładować emocje/uczucia, o których nie potrafią powiedzieć. A na koniec i tak Teuk przyszedł do przyjaciela z apteczką. Ot, przyjaźń ...

gang-aji napisał/a:

Bardzo nieudolnie próbuje sobie pomóc.
Zdecydowanie BARDZO nieudolnie ... nie podoba mi się to zachowanie. Ale całe szczęście, że Jego Siostrzyczka, ma to wyczucie czasu. I zawsze jest gotowa mocno przytulić oraz ochronić (?) swojego braciszka.
gang-aji - 2012-10-24, 22:17

karolcia0596 napisał/a:
Nie jestem pewna czy zrozumiałam ale jestem w lekkim szoku
Skoro jesteś w lekkim szoku, to znaczy, że chyba dobrze zrozumiałaś...
karolcia0596 napisał/a:
Jak już wcześniej pisałam podoba mi się będę czekać na kolejne części ^^
Gomawo! <33333

nenn napisał/a:
Jak Hee musi dobrze znać swojego Maknae ^^
Oczywiście! Jak każdego...XDD
nenn napisał/a:
A że przyszło do rękoczynów? Cóż, widać o facetów, to również pomaga rozładować emocje/uczucia, o których nie potrafią powiedzieć.
Taaak, mężczyźni lubią rozwiązywać sprawy w ten sposób XDD To ma swoje dobre i złe strony^^
nenn napisał/a:
Ale całe szczęście, że Jego Siostrzyczka, ma to wyczucie czasu.
Taak, Heenim szczęściarz~~


Aigoo pora mi chyba zabrać się za kolejnego parta, nie? :D

nenn - 2012-10-24, 22:27

gang-aji napisał/a:
goo pora mi chyba zabrać się za kolejnego parta, nie? :D
Jak rozumiem to pytanie czysto retoryczne ... tylko, że jak to ZABRAĆ?! Ja sądziłam, że jest już gotowy ... ><
gang-aji - 2012-10-24, 22:38

nenn, gotowy jest w mojej głowie (prawie), tylko nie mogę się zebrać w sobie, żeby to wszystko jakoś ubrać w słowa...><"
nenn - 2012-10-24, 22:42

gang-aji, no nie rób mi tego no! To, że ja wolno komentuje, wcale w wcale nie zwalnia Cię z obowiązku szybkiego wrzucania kolejnych tekstów! ;P
gang-aji - 2012-10-27, 03:00

Dobrze jest móc to pisać.
Dla dwóch nieustraszenie i zawsze komentujących. Dziękuję. Dzięki wam chce mi się to kontynuować, bo wiem, że mam dla kogo. Ajlobju!

_________________________________________





Rozbity jak pusta butelka soju.



Blade, mrugające światło telewizora padało na dwie ludzkie sylwetki. Jedna z nich leżała, oparta na kolanach drugiej i beznamiętnie gapiła się w wyświetlane na ekranie obrazy.
Obie chciały się odezwać, ale jakoś nie potrafiły znaleźć odpowiednich słów.
- Heechul… - spróbowała po jakimś czasie kobieta, jednak nie otrzymała od niego odpowiedzi. Mało tego, mężczyzna nie poruszył się nawet o milimetr, jakby celowo nie chcąc zareagować na dźwięk swojego imienia. – Heechul – powtórzyła, przykładając dłoń do jego zaczerwienionej twarzy.
Burknął coś pod nosem, usiłując skupić rozbiegany wzrok na twarzy siostry, co po tylu butelkach soju, ile niedawno opróżnił, było czynem niemalże niemożliwym.
- Myślałam, że mi powiesz, dlaczego postanowiłeś upić się prawie do nieprzytomności akurat w moim mieszkaniu, ale chyba już nie jesteś w stanie… - kobieta zmieniła taktykę. Teraz postanowiła go odrobinę podpuścić.
- Ale do kogo ty mówisz? – odezwał się w końcu młodszy, unosząc prawą dłoń i palcem wskazującym dotykając czubka swojego nosa – Że niby do mnie?
- A czy widzisz tu kogoś jeszcze, oprócz nas?
- A sklonowałaś się, noona, czy coś?
Kobieta zmarszczyła brwi. Nie rozumiała, co ten człowiek bredzi.
- Nie, jestem tu tylko ja. No i ty.
- A widzisz, czyli to mi się dwoi! Ciekawe, czy jak wypiję więcej, to się potroi… - Heechul podniósł się z kolan siostry i sięgnął po kolejną butelkę z alkoholem, jednak wcale w nią nie trafiając. – O, soju mi ucieka… - zauważył, machając dłonią w powietrzu – patrz, noona, jakie wredne to to. Ucieka, jak ja.
Mężczyzna niechcący strącił szkło, które potłukło się, spadając z dość wysokiego stolika.
- I ja to będę musiała sprzątać – Heejin omiotła pokój spojrzeniem i westchnęła, z powrotem skupiając się na swoim bracie, który tymczasem sturlał się z kanapy i na czworaka dotarł do pozostałości po butelce.
- Widzisz, ja też jestem taki roztrzaskany. I niczego już we mnie nie ma. I teraz nadaję się tylko do wyrzucenia.
Kobieta przykucnęła przy Hee.
- Noona, bo ty zaraz powiesz, że gadam głupoty, bla bla bla.
- Całe życie gadasz głupoty – wzruszyła ramionami.
Heechul zaśmiał się głupkowato i trącił potłuczone denko palcem. Po chwili poczuł znajome pieczenie; na opuszce wykwitła niewielka kropla krwi.
- Ale noona, potłuczonego człowieka nikt nie potrzebuje. Zniszczonego człowieka trzeba się pozbyć. – to mówiąc, cofnął się w stronę kanapy, na którą wdrapał się niezgrabnie, by chwilę potem zasnąć głębokim snem.
Heejin, zbierając odłamki i sprzątając dookoła, usiłowała zrozumieć, co brat próbował jej przekazać. Dlaczego uważał, że jest „roztrzaskany”? Czy stało się coś, co sprawiło, że wyglądał tak jak wtedy, gdy tchnięty jakimś irracjonalnym pomysłem pijanego idioty, próbował pozbawić się życia?
Co mogła zrobić, żeby się tego dowiedzieć i żeby mu pomóc?
Przecież zazwyczaj nie rozmawiali ze sobą zbyt wiele…




Zaprogramowany na życie.



Miał wrażenie, że zachowuje się jak robot. Jak maszyna zaprojektowana do wykonywania swoich zadań, tylko że z bijącym sercem, które przysparzało mu jedynie bólu.
Wstawał, wychodził z domu, jechał do miejsca odbywania służby, tam spędzał kilka godzin na czynnościach, których potem nawet nie pamiętał, potem włóczył się po mieście, chodził pograć w LoLa, spotykał się ze znajomymi, rozdawał przyklejone uśmiechy. Czasami pozował do fotografii, raz po raz ulegając prośbom fanów.
A po powrocie rzucał się na łóżko, nie sprawdzając nawet, czy Heebum ma co jeść. I leżał tak dłuższą chwilę, zupełnie bez ruchu, oddychając bardzo powoli; tak, jakby nawet to było dla niego ciężarem.
Miał wrażenie, że zapętlił się w tej, tak zwanej „normalności”, która wbrew pozorom nie była jego normalnością.
Jedyne, czego był pewien to fakt, że musiał się z tej pętli jakoś wydostać. I jednocześnie nie opuszczało go poczucie, że tak się nie da.
Że wyrwać się może tylko w jeden sposób. Sposób, który przerażał go i pociągał jednocześnie. Był jak ciemna zasłona, która skrywała tajemnicę, którą jednak odkryje, kiedy przekroczy bezpieczną granicę.
Coraz częściej chciał ją przekroczyć i zerwać tę zasłonę. Nawet jeśli porażające światło, jakie się za nią znajduje, miałoby wypalić mu oczy.
Wszystko, byle tylko poczuć się wreszcie wolnym od własnego umysłu, który nie pozwalał mu normalnie funkcjonować…




Pozbawiony nawet przyjaźni ze słowami…



Wszystkie uczucia, które gromadziły się w jego sercu i stawały się jego dręczycielami, przelewał zazwyczaj w muzykę lub słowa, pozbywając się w ten sposób ich nadmiaru.
Pozwalał wyrazom mówić za niego; opowiadać historie, za którymi kryła się cząstka jego samego i która mieściła w sobie jego problemy, z których nie potrafił się nikomu zwierzyć.
Proces twórczy, który był dla niego jak magia, powodująca, że wszystko co złe, rozpływało się nagle, jakby dzięki czarodziejskiemu zaklęciu.
Ale te czary niedawno przestały działać. I wszystkie zmartwienia, nie potrafiąc odnaleźć ujścia, kładły się ciężarem na jego sercu.
Lecz mimo to siadał przy biurku, lub też na ulubionym, szerokim parapecie i popijając herbatę, przepełniony nadzieją czekał na coś, co sprawi, że ta blokada, która utworzyła się gdzieś w jego wnętrzu zniknie, po raz kolejny pozwalając słowom płynąć wartkim strumieniem. Czuł, że tylko w ten sposób mógłby spojrzeć na wszystko z dystansem i zrozumieć to, czego ostatnio pojąć nie potrafił. Własnych, splątanych myśli.
Ale czekał na próżno. Słowa również były przeciwko niemu. Tak jak cały świat, który udawał jednak, że mu na nim zależy; że usiłuje go zrozumieć. Jednak on wiedział, że to wszystko było jedynie ułudą. Że tak naprawdę, ten cień zainteresowania ze strony wszystkich wynika jedynie z chęci pozbycia się ewentualnych wyrzutów sumienia.
Ponieważ jedyne, co robili, to udawane współczucie, które nie wymagało większego wysiłku. Niektórzy posuwali się do kilku niezwykle mądrych, ale nikomu niepotrzebnych rad. I to wszystko.
A nie o to chodziło.
Dlaczego nikt, zamiast pytać, czy potrzebuje pomocy – na co on, wiedząc, że tak naprawdę nikt nie pragnie, by odpowiedział twierdząco, zaprzeczy z całą mocą – nie zapyta jak mogę ci pomóc? – Skoro i tak widzą, że tej pomocy potrzebuje…
Heechul wiedział, że niewielu byłoby stać na taki gest. I pomimo tego, że przed całym światem udawał, że wcale nie potrzebuje, by mu takie pytanie zadać, tak naprawdę gorąco go wyczekiwał.




bezwiednie…



Przed sobą miał nieduże, ale niezwykle głębokie pudełko, w które wpatrywał się od kilku minut zastanawiając się, czy jest sens w ogóle do niego zaglądać.
Kilka dni wcześniej otrzymał je od siostry, która oznajmiła, że w środku znajdują się wiadomości od fanów. Czyli jak zawsze prawdopodobnie znajdzie się tam sterta listów z mniej lub bardziej poetyckimi wyznaniami miłości, ewentualnie jakiś rysunek, wycinanka czy też inna forma artystycznej ekspresji.
Długimi, szczupłymi palcami przejechał po krawędziach przedmiotu i powoli uniósł wieczko. Wyciągnął z niego zawartość – całe naręcze różnokolorowych kopert, z jego imieniem na przedzie – czyli było dokładnie tak, jak się spodziewał.
Jednak jedna z nich różniła się od pozostałych. Choć może właściwiej byłoby powiedzieć, że to te pozostałe były inne od tej konkretnej.
Biała, zwyczajna koperta. Niby nic specjalnego, kilka identycznych leżało tuż obok.
Ale ta miała, poza jego imieniem, adres zwrotny. Mimo, iż była bez znaczka.
Heechul zastanawiał się przez chwilę, jaki też jest powód, dla którego ten adres tam widnieje. Po chwili uznał to jednak za pomyłkę i roztrzepanie fanki. I już miał odłożyć list na stertę pozostałych, kiedy nagle przyszedł mu do głowy pewien pomysł.
Usiadł przy biurku i wyciągnąwszy kartki, zaczął pisać, nucąc pod nosem jakąś rzewną melodię.




… podejmuje ryzyko, by tylko ulżyć cierpieniu swojej duszy.



To takie dziwne uczucie, pisać do fanki, nawet nie przeczytawszy wcześniej tego, co napisała do mnie… Nie, nie przejmuję się tym specjalnie, po prostu uważam, że to trochę dziwne.
Tak jak to, że na kopercie znalazł się Twój adres… Zrobiłaś to odruchowo, przez pomyłkę czy może… specjalnie, licząc na łut szczęścia? W sumie, cokolwiek by to nie było – udało Ci się. W końcu właśnie Ci odpisuję. Powiedzmy.

Tak sobie myślę, że muszę być naprawdę głupi, albo zdesperowany… albo jedno i drugie, żeby robić coś tak idiotycznego, jak pisanie do jednej z fanek – nie bierz tego do siebie, ale spójrz – nie mam pojęcia, kim tak naprawdę jesteś ani jaka jesteś i czy przypadkiem po otrzymaniu tego listu nie pochwalisz się nim z całym światem i nie wyniknie z tego jakiś skandal. Jestem tego świadomy, a i tak to robię… to chyba dlatego, że aktualnie wszystko mi jedno. Jest mi to obojętne do tego stopnia, że zamierzam nawet napisać Ci coś, czego nie mówiłem dotąd nikomu, nawet najlepszym przyjaciołom. Nie wiem, dlaczego. Po prostu są takie sprawy, których nie mogę wyjawić nikomu z nich i już.
I nie liczę nawet na Twoje zrozumienie; robię to tylko i wyłącznie do siebie, żeby móc pozbyć się tego irytującego szumu w mojej głowie.

A szumi mi wiele rzeczy. Tak wiele, że właściwie nie wiem, ile dokładnie ich jest.
Wiesz, mam chorą matkę. Nie jakoś poważnie, ale jednak chorą. I świadomość, że nie mogę teraz przy niej być i nie jestem w stanie niczego zrobić, bardzo mnie boli. Bo ona zawsze była przy mnie, kiedy rozwaliłem sobie kolano, albo gdy leżałem z gorączką. A ja nie mogę.
Wiem, że ona nie ma o to do mnie żalu, ani nic, ale jednak… trochę to smutne, nieprawdaż? (Nie wiem, dlaczego postawiłem tu znak zapytania, przecież nie podam Ci swojego adresu, na który mogłabyś wysłać odpowiedź…)

I to był akurat fakt, który jestem w stanie pojąć. Mam na myśli to, że reszta… to wszystko to raczej strzępki uczuć, jakieś dziwne tęsknoty nie wiadomo, za czym, samotność i smutek. I nie mają początku ani końca, więc nie wiem, jak mógłbym się z tego wyplątać. I nie sądzę, by ktokolwiek mógł zrobić to za mnie. A najgorsze jest to, że nie mam ochoty tak żyć. Chcę zmiany. Drastycznej.
Może nawet ostatecznej… Ale brakuje mi chyba jeszcze odrobiny, ja wiem… szaleństwa?
Jestem zbyt szalony, by normalnie funkcjonować, za mało jednak, by przerwać to wszystko na zawsze. I przez to jestem po środku.
A tak jest najgorzej. Naprawdę najgorzej.
Gdybym tylko mógł ruszyć się w którąś ze stron. Obojętnie w którą…

Cóż, to by było chyba na tyle. Jeśli to przeczytałaś i zachowałaś dla siebie - dzięki, jeśli czyta to teraz cały świat, bo Ci głupio zaufałem – trudno.
Niech Ci się dobrze żyje,
希.

karolcia0596 - 2012-10-29, 16:13

No oczywiście że warto pisać z takim talentem <3

gang-aji napisał/a:
Ale noona, potłuczonego człowieka nikt nie potrzebuje. Zniszczonego człowieka trzeba się pozbyć.

Ten cytat jak wiele z innych dał mi dużo do myślenia. Niby taki niepozorny a tyle w nim jest emocji
gang-aji napisał/a:
A widzisz, czyli to mi się dwoi! Ciekawe, czy jak wypiję więcej, to się potroi…
hym co za logika możne i tak jest rozwaliło mnie to.
gang-aji napisał/a:
I pomimo tego, że przed całym światem udawał, że wcale nie potrzebuje, by mu takie pytanie zadać, tak naprawdę gorąco go wyczekiwał.

Ciekawe kto tego dokona, bo dokona prawda? Heechul nie będzie taki nieszczęśliwy?
gang-aji napisał/a:
listów z mniej lub bardziej poetyckimi wyznaniami
przez ten fragment aż się uśmiechnęłam już go sobie nawet wyobraziłam jak jeden czyta i jego mimikę
gang-aji napisał/a:
Ale ta miała, poza jego imieniem, adres zwrotny.
zaciekawiłam się i to bardzo :)
gang-aji napisał/a:
Jest mi to obojętne do tego stopnia, że zamierzam nawet napisać Ci coś, czego nie mówiłem dotąd nikomu, nawet najlepszym przyjaciołom. Nie wiem, dlaczego. Po prostu są takie sprawy, których nie mogę wyjawić nikomu z nich i już.
to mnie zaskoczyło. Nie spodziewałam się na początku że zrobi coś takiego to mi się bardzo podobało. Ogólnie podzielił się z nią takimi rzeczami
gang-aji napisał/a:
Jeśli to przeczytałaś i zachowałaś dla siebie - dzięki, jeśli czyta to teraz cały świat, bo Ci głupio zaufałem – trudno.
Niech Ci się dobrze żyje,
zakończenie listu jest bardzo w stylu Hee i czasami mi się wydaje chociaż to irracjonalne że twoje opowiadanie nie jest w dużej mierze fikcją a może piszeszz go razem z Heechulem bądź go znasz ^^ w każdym razie bardzo mi się podoba i czekam na więcej :)
nenn - 2012-11-03, 21:59

Cytat:
„Potłuczonego człowieka nikt nie potrzebuje. Zniszczonego człowieka trzeba się pozbyć”.

Przez chwilę się zastanawiałam nad tymi słowami i doszłam w wniosku, że to zależy. Jeżeli ogólnie popatrzymy, to faktycznie, teraz jest właśnie taka tendencja. Świat ucieka od smutku – za wszelką cenę dąży do szczęścia. Tym bardziej, że przebywanie z tak nieszczęśliwą osobą, może spowodować, że cała energia zostanie z nas „wyssana”. Pewnie m.in. dlatego, nie chcemy w ogóle, przebywać w otoczeniu takich osób. ALE, jeżeli to dotyka, bliską nam osobę, to już inaczej reagujemy. Przestajemy zwracać uwagę, myślimy tylko jak możemy ją „posklejać”.

Cytat:
„Przecież zazwyczaj nie rozmawiali ze sobą zbyt wiele”

Może właśnie Hee potrzebuje rozmowy właśnie z kimś takim. Z kimś, kto potrafi spojrzeć na Niego bardziej „z zewnątrz”. Czasami, o wiele trudniej, rozmawia się z przyjaciółmi niż z „tylko” ze znajomymi. Zresztą ostatecznie, wydaje się, że właśnie tą drogą podąży, bo zdecydował się na list do nieznajomej. I nie ważne czy go wyśle czy nie. Wystarczy, że wyrzuci z siebie to czego powiedzieć nie potrafi … bądź nie chce. Tylko co miał na myśli pisząc o „drastycznej i ostatecznej zmianie”?

Cytat:
„cały świat, który udawał jednak, że mu na nim zależy”

Czemu, tak uparcie twierdzi, że to jest udawanie. Co musiałoby się stać, aby w końcu uwierzył, że współczucie jest prawdzie. A chęć pomocy, nie ogranicza się tylko do zadania pytania „czy”, ale od razu, zawiera w sobie i cząstkę „jak” … Nie każdy chce, aby inni, wtrącali się w prywatne sprawy. Pytanie „czy” jest początkiem. I jak się dalej to rozwinie, nie zależy tylko i wyłącznie, do tej drugiej strony. A poza tym – tak szczerze mówiąc – gdyby padło to pytanie „jak”, to wątpię aby Hee, potrafił odpowiedzieć na nie.

karolcia0596 napisał/a:
i czasami mi się wydaje chociaż to irracjonalne że twoje opowiadanie nie jest w dużej mierze fikcją
Zgadzam się.

No i zawsze masz dla kogo pisać <3

nenn - 2012-11-12, 22:30

Puk puk ... czekamy <333
gang-aji - 2012-11-15, 22:12

karolcia0596 napisał/a:
Ciekawe kto tego dokona, bo dokona prawda? Heechul nie będzie taki nieszczęśliwy?
Hm, obawiam się, że będzie taki jeszcze jakiś czas...
nenn napisał/a:
karolcia0596 napisał/a:

i czasami mi się wydaje chociaż to irracjonalne że twoje opowiadanie nie jest w dużej mierze fikcją
Zgadzam się.
Co macie na myśli? Jeśli to, że macie wrażenie, że dużo z tego zgadza się z tym, co obecnie czuje/przeżywa Hee, to... to nie wiem, jakoś nie bardzo mam ochotę się nad tym zastanawiać. A jeśli to, że opowiadanie jest czymś więcej niż tylko fikcją literacką, w nieco innym sensie, to... to tak, macie rację.
nenn napisał/a:
Świat ucieka od smutku – za wszelką cenę dąży do szczęścia. Tym bardziej, że przebywanie z tak nieszczęśliwą osobą, może spowodować, że cała energia zostanie z nas „wyssana”.
Tak. I Hee o tym właśnie mówi, aczkolwiek jemu się jeszcze chyba wydaje, że to dotyczy absolutnie wszystkich.
nenn napisał/a:
Tylko co miał na myśli pisząc o „drastycznej i ostatecznej zmianie”?
Prawdopodobnie to, o czym myślisz, czytając to wyrażenie.
nenn napisał/a:
Czemu, tak uparcie twierdzi, że to jest udawanie. Co musiałoby się stać, aby w końcu uwierzył, że współczucie jest prawdzie.
Zapewne coś... mocnego? Nie jestem pewna czy w ogóle cokolwiek jest w stanie go do tego przekonać, na tym etapie.
nenn napisał/a:
A poza tym – tak szczerze mówiąc – gdyby padło to pytanie „jak”, to wątpię aby Hee, potrafił odpowiedzieć na nie.
A może właśnie by umiał...?



Ok, mianhae jak zwykle za opóźnienie XD cóż, nie ukrywam, że to może się powtórzyć, także na przyszłość musicie się uzbroić w odrobinę cierpliwości... albo nie? To jak już wolicie :D

___________________________________________



Pozbawiony wątpliwości.



Wpatrywał się w rządki zapisanych na niewielkiej kartce, liter oraz na zaadresowaną już kopertę, która tylko czekała, by nakleić na nią znaczek i wysłać w świat, razem z listową zawartością, co też chwilę później uczynił. Nie wahał się ani przez moment. Skoro już to napisał, skoro podjął taki wysiłek, to musiał doprowadzić to do końca.
I tylko raz, przez krótką chwilę żałował. Kiedy mała koperta dopiero co wylądowała w czerwonej skrzynce. Żałował, że napisał tak mało; że nie umiał opisać wszystkich swoich uczuć.
Postanowił, że zrobi to innym razem. Bo podejrzewał, że na jednym liście nie skończy. Bo czuł potrzebę przelewania swoich myśli na papier i wysłania ich tej osobie, choć wcale jej nie znał. To jednak zdawało się być tylko dodatkową zaletą.




Odrobinę obojętny.



Od jakiegoś czasu przechadzał się przypadkowymi ulicami, krążąc to tu, to tam bez celu. Wiejący, jesienny wiatr przejmował go chłodem i sprawiał, że cały dygotał. Ale on nie miał nic przeciwko, a nawet pragnął, by zimno wdało się we wszystkie zakamarki jego ciała, zaziębiło je i przy okazji sprawiło, że zamarznie mu serce.
Szedł przed siebie i po raz pierwszy od dłuższego czasu nie przejmował się tymi kilkoma szajbuskami, które podążały za nim przez cały ten czas udając, że wcale nie są nim zainteresowane.
- A łaźcie sobie, co mi tam. Jutro nogi wam z dupy poodpadają po takim spacerze – mruknął z wrednym uśmiechem na ustach i rozejrzał się dookoła, szukając dziwnych uliczek, w których jeszcze nie był.
Normalnie nigdy nie pozwoliłby sobie na ciąganie tych głupiutkich dziewczątek po jakiś dziwacznych, a nawet, zważywszy na to, że słońce zaszło już jakiś czas temu, niebezpiecznych miejscach, ale z dziką satysfakcją zauważył, że jest mu tak naprawdę wszystko jedno, co stanie się zarówno z nimi, jak i z nim – wiedział bowiem, iż niebezpieczeństwo czeka nie tylko na młode kobiety. Poza tym… wiedział, że może być z kobieta pomylony. Szczególnie teraz, kiedy zapuszczał włosy.
Mimo to wszedł w ciemną uliczkę, odstraszającą innych jarmarcznym hałasem i odorem zgnilizny.
Nie minęła chwila, a ktoś zaszedł go od tyłu, bełkocząc coś niezrozumiałego i przyciągając do siebie. Do jego nozdrzy dostała się mdląca woń alkoholu, jaką musiał wlać w siebie ten osobnik.
Heechul westchnął cicho, ale nie zrobił niczego, by się uwolnić.
- Proszę, proszę, kogo my tu mamy – charczał niewysoki, krępy ahjussi – czyż to nie nasza cudowna gwiazda wszechświata? Przyszedłeś bratać się z plebsem, młody człowieku?
Hee milczał, wpatrując się w ciszy w małe, przekrwione oczy pijanego mężczyzny. Nie miał pojęcia, co powinien zrobić. Postanowił więc poczekać na rozwój wydarzeń.
- Czekaj, zawołam swoją starą, niech no zobaczy, kto tu nam się napatoczył – ahjussi roześmiał się nieprzyjemnie, po czym chwiejnym krokiem wtoczył się do jakiegoś podrzędnego, brudnego lokalu.
I już z niego nie wyszedł, chociaż Heechul czekał na niego jakiś czas, oparty o zimny, ceglany mur.
W końcu, z jakimś dziwnym uczuciem rozczarowania, ruszył dalej, kończąc w jakimś podrzędnym nocnym lokalu, w którym pozwolono mu zasiąść przy pianinie pod warunkiem, że kupi co najmniej trzy butelki soju. Zgodził się od razu i zasiadł na starym, zniszczonym stołku, przyglądając się instrumentowi.
Ile to już czasu minęło, odkąd po raz ostatni zamieniał uczucia w muzykę? Policzył w myślach i wyszło mu, że zaledwie kilka miesięcy – a miał wrażenie, jakby minęły lata, odkąd czuł pod opuszkami palców chłód i gładkość klawiszy. Przycisnął kilka z nich. Sala natychmiast napełniła się dźwiękiem.
- Zagraj pan coś smutnego – usłyszał z głębi pomieszczenia – żona mnie właśnie zostawiła…
- Ya, nie powinien ci w takim razie zagrać czegoś radosnego, na poprawę nastroju? – zapytała jedna ze starszych kobiet siedzących przy barze.
- Posrało cię, kobieto? – odpowiedział tamten, po czym zwrócił się do idola – Osobiście wyleję ci na łeb pomyje, jeśli zagrasz coś wesołego, rozumiesz?
Przytaknął; prośba mężczyzny była mu bardzo na rękę.




Kruszy się i płacze.



Powoli, ale z całą stanowczością zamieniał to dławiące go od dłuższego czasu uczucie w muzykę. Każde niebezpiecznie przeszywające go drgnienie serca składało się na melodię, która rozrywała całe pomieszczenie, rozdzierając na strzępy resztki radości, które gdzieniegdzie zalęgały się po kątach.
Długie, marmurowe palce zdawały się tonąć między falą biało-czarnych klawiszy, dziko walcząc z każdym niemal dźwiękiem, nadając mu wyjątkowe znaczenie.
Ciężkie, nieprzyjemne nuty przytłaczały wszystkich słuchających; miało się wrażenie, jakby cały świat zamknął się do instrumentu i tych najciemniejszych zakamarków serc.
Muzyka, która zamiast dawać nadzieję, bez zahamowań ją odbierała. Każdą najmniejszą drobinkę optymizmu brutalnie zamieniała w proch. Gromadziła łzy w kącikach oczu, ale nie pozwalała na ich popłynięcie.

Myślał, że gdy zacznie grać, poczuje się dużo lepiej, jednak wywołało to odwrotny skutek – muzyka, którą sam stworzył, odebrała mu ostatnie kawałki dobrych myśli.
Czuł się jak złapana w potrzask zwierzyna, która robi sobie krzywdę za każdym razem, gdy próbuje się wydostać z pułapki.
Pospiesznie otarł łzy z policzków, podnosząc palce znad wilgotnych klawiszy i obracając się przodem do zebranych, próbując dostrzec ich reakcje.
Spoglądali na niego ze smutkiem, ale pełni niekrytego podziwu.
Spróbował się uśmiechnąć, by chociaż tak podziękować za tych kilka braw, jakie rozległy się w lokalu, ale na jego usta wpłynął jedynie przykry grymas, w niczym nie przypominający uśmiechu.
Westchnął cicho, podszedł do baru i zamówiwszy drinka, usunął się w cień, w ciszy wsłuchując się w cudze rozmowy i rozkoszując się cierpkim smakiem alkoholu, który dodatkowo palił go od środka.
Ale czym był ten ogień w porównaniu do tego, który trawił go na co dzień…




Płaczący mężczyzna przestaje mieć siły, by udawać…



Brzęczenie telefonu w jego kieszeni, pomimo, iż starał się je ignorować, powoli doprowadzało go do szału. Ktoś najwyraźniej nie był w stanie pojąć tego, że w tej chwili nie chciał z nikim rozmawiać.
- Hyung – usłyszał, zanim zdążył cokolwiek powiedzieć – hyung, tu Kibum. Zgubiłem poprzedni telefon, no i to mój nowy numer.
- Nie mogłeś wysłać mi wiadomości? – warknął do słuchawki, wkładając sobie kawałek lodu do ust.
- Nie poszedłbyś ze mną na miasto, hyung? – padła propozycja.
Heechul przez moment zastanawiał się nad odpowiedzią. Z jednej strony nie miał ochoty z nikim się widzieć, a z drugiej – nie widział się z tym dzieciakiem od własnych urodzin, więc wpadałoby się jednak spotkać…
- Za pół godziny w tej knajpie, co zawsze – zarządził.
Miał dziwne wrażenie, że to będzie ich ostatnie spotkanie w tym roku.

I nie mylił się. Jego młodszy kolega oznajmił, między kolejnymi kieliszkami soju, że niedługo wybiera się do Chin w związku z nową dramą. Był przy tym niesamowicie podekscytowany. Tak bardzo, iż nie zauważył, jak spojrzenie jego przyjaciela z każdym jego słowem stawało się coraz bardziej pochmurne.




Nie zdaje sobie sprawy...



Wrócił do dormu nad ranem, dziękując losowi, że nie musi przez cały dzień nigdzie wychodzić. Jedyne, czego teraz potrzebował to kubek herbaty i ciepło własnej pościeli. Zrezygnował jednak z gorącego napoju, rzucając się na łóżko i ciężko oddychając. Pragnął zasnąć na bardzo, bardzo długo. Najlepiej na całe życie, na walkę z którym powoli zaczynało mu brakować sił.
Gdy wydawało mu się, że już za chwilę uda mu się wpaść w objęcia Morfeusza, jego telefon zabrzęczał po raz kolejny.
- Heechul-ah! – mężczyzna usłyszał miękki, odrobinę zatroskany głos lidera – jesteś w mieszkaniu?
- Ta, a co? – wychrypiał w odpowiedzi.
- Spałeś – stwierdził Leeteuk – przepraszam. Ale możesz coś dla mnie zrobić?
Hee przytaknął. Skoro i tak został już rozbudzony, było mu wszystko jedno, o co poprosi go przyjaciel.
- Gdzieś w biurku zostawiłem takie czerwone pudełko, a jest mi dzisiaj strasznie potrzebne – tłumaczył – mógłbyś je znaleźć? Za kilka minut przyleci do ciebie Hyukkie, ale zależy mi na czasie, więc…
- Więc lepiej by było, gdybym ja to wcześniej znalazł i od razu mu przekazał? – dokończył młodszy mężczyzna, po czym westchnął – robi się, hyung.
- Dzięki – usłyszał głos pełen ulgi – jak wrócę, ugotuję ci moje popisowe danie! Cześć!




… że tak naprawdę, właśnie się poddał.



Mała, wysuwana szafka mieściła w sobie dwie rzeczy. Ostrożnie wyjął jedną z nich, nie znając zawartości i odłożył na bok z niemałą satysfakcją. Wcale nie musiał szukać tego pudełka jakoś specjalnie długo, więc nic, tylko czekać, aż Hyukjae pojawi się w dormie i je odbierze, a on w końcu zanurzy się w miękkiej pościeli.
Jednak zauważył tam też drugą z nich; opakowanie dużo mniejsze od poprzedniego, ale także bardziej kuszące, ponieważ z jej zawartości doskonale zdawał sobie sprawę.
Sięgnął po nie i otworzył.
Jego oczom ukazało się to, co spodziewał się zobaczyć.

nenn - 2012-11-20, 12:23

gang-aji napisał/a:
nenn napisał/a:
A poza tym – tak szczerze mówiąc – gdyby padło to pytanie „jak”, to wątpię aby Hee, potrafił odpowiedzieć na nie.
A może właśnie by umiał...?
Szczerze mówiąc nie wierzę w to. A już szczególnie po tej części.
Ogólnie to trudno mi jest ją skomentować, ponieważ Hee jest w niej tak pozbawiony życia i energii, że jedyne co, to zastanawiam się CO tak naprawdę musiało się stać, że chłopak powolutku, ale przerażająco systematycznie, traci wolę życia :( Co mogło się stać, że tak zobojętniał na to co dzieje, co się stanie. Na muzykę, przyjaciół - bo tak, wydaje mi się, że wszystko co robi jest takie powierzchowne, że ten brak siły i wiary w siebie samego, powoduje, że nie angażuje się tak w pełni w to co ma robić. Jak to możliwe, że mając tak wiele - rodzinę, przyjaciół, sławę, można do tego stopnia zagubić się w sobie samym, że nagle przestaje nas to wszystko cieszyć?? To jest ... straszne :(

No i zastanowiła mnie reakcja Płaczącego na wiadomości Kibuma - przy okazji pozytywnie zaskoczona, że dałaś Go tutaj. Taka miła niespodzianka :) - bo wyglądało jakby zazdrościł? Ale potem pomyślałam, że może chodziło o to, że to znowu On słuchał co u innych, jak się im układa ( w tym konkretnym przypadku) a sam nie miał za wiele do powiedzenia/nie chciał mówić/ nie potrafił (?)

I wiesz co? Nie podoba mi się to pudełko >< Biorąc pod uwagę kreowany całokształt zachowania i osobowości Hee, fakt, że Go kusiło potęguje tylko moje złe przeczucie ... Oczywiście nie zapytam co tam było, bo i tak mi teraz nie opowiesz, ale mam nadzieję, że jednak się mylę.

gang-aji - 2012-11-21, 01:00

nenn, hm... myślę, że nie muszę odpowiadać na ten komentarz, bo chyba już wszystko zostało przeze mnie powiedziane XD

Ach, miałam już napisaną inną wersję tej części i miałam już zakończyć tę historię... ale się rozmyśliłam. Jeszcze trochę się ze mną i z Hee pomęczcie~~
________________________________




Mimo, iż gdzieś w pobliżu jest ktoś, komu na nim zależy…



Miał dziwne przeczucie, że musi się pospieszyć i dotrzeć na miejsce w możliwie najkrótszym czasie. Niecierpliwie bębnił palcami w kierownicę, klnąc pod nosem na ogromny korek, jaki wytworzył się na moście za sprawą ciężarówki, która wywróciła się jakiś czas temu.
Niemal podskoczył w fotelu z radości, kiedy ponownie otwarto dodatkowy pas. Teraz mógł spokojnie dotrzeć na miejsce i zabrać to, czego potrzebował lider.
Lecz mimo wszystko odczuwał dziwny niepokój, który rósł w miarę zmniejszania się dystansu między nim a dormem. Coś było nie tak. Coś naprawdę było nie tak.
Hyukjae chciał przyspieszyć… ale, jak na złość, non stop zatrzymywało go czerwone światło, potęgując tym samym jego zdenerwowanie.
Zastanowił się przez moment, co też takiego może stać się z samego rana, kiedy w mieszkaniu znajduje się jedynie Heechul, który prawdopodobnie szuka teraz poleconej rzeczy.
I wtedy to do niego dotarło. Przerażająca myśl uderzyła w jego serce, rozprowadzając dreszcze po całym ciele.
Z hyungiem musi być coś nie tak. To musi być to.
Eunhyuk pokręcił głową, karcąc się cicho za głupie wymysły, jednak dziwne uczucie pewności nie chciało go opuścić.
Przyspieszył. Być może się mylił, być może z Heenimem było wszystko w porządku… ale musiał to sprawdzić osobiście.
Musiał jak najszybciej przekonać się, że przepracowany mózg wysyła mu dziwne obrazy, nie mające pokrycia w rzeczywistości.




On zdaje się tego nie rozumieć.



- Hyukkie, jesteś już na miejscu…? – w słuchawce rozległ się dziwnie zaniepokojony głos Leeteuka.
- Nie, hyung, wciąż stoję w korku – pospieszył z wyjaśnieniami młodszy, ze złością wpatrując się w sznur samochodów przed nim. Dlaczego jest ich tak wiele o tej porze?! - coś się stało, że brzmisz tak… tak jakoś… - nie wiedział, jak ma zinterpretować ton lidera.
- Hyukjae, bądź tam najszybciej, jak się da… - mężczyzna po drugiej stronie zaczynał być roztrzęsiony – zapomniałem… Boże, ja kompletnie zapomniałem… - jąkał się przez moment.
- O czym?
- Ja… och, Hyukjae, Heechul jest ostatnio taki jakiś… że mu nie ufam w tej kwestii… jeśli on to znajdzie, to… Hyukjae, wydostałeś się już z tego korku?!
- Już prawie, hyung… ale co Heechul hyung miałby znaleźć, że brzmisz na aż tak zmartwionego?
Głos w słuchawce milczał przez moment.
- Moje tabletki nasenne, Hyukjae… tabletki. Całe opakowanie tabletek.
Eunhyuk na ułamek sekundy stracił panowanie nad kierownicą, po czym z jego ust popłynęło jedno krótkie przekleństwo.
- Hyukjae… on nie… nie, prawda?
- Mam nadzieję, że nie, hyung… ogromną nadzieję…




Płaczący mężczyzna…



Malutka, biała, plastikowa buteleczka, a raczej to, co zawierała w środku, bardzo go pociągało. Przez dłuższą chwilę wpatrywał się w jej wnętrze, na oko oceniając ilość znajdujących się tam tabletek. Wyglądała na całkiem nową, widocznie Leeteuk walczył ostatnimi czasy z bezsennością, co też sugerował napis na ulotce przyklejonej do zewnętrznej strony przedmiotu.
Delikatnie oderwał kawałek papieru i zaczął czytać; na jego zmęczoną i przygnębioną twarz wpłynął delikatny uśmiech. Przelatywał wzrokiem po kolejnych sylabach, chociaż tak naprawdę doskonale znał treść zamieszczonych informacji. Wiedział, jak zażywać ten lek, by nie zrobić sobie krzywdy, ale znał też ich drugą, znacznie bardziej niebezpieczną wartość. Wiedział, że źle spożyte mogą spowodować ogromne zmiany w jego organizmie, a nawet… jeśli odpowiednio to zorganizować… mogą go zabić.
Ale nie muszą. Istniała szansa, że po prostu stanie się rośliną, niezdolną do samoistnego funkcjonowania.
Jednak, spoglądając na te niewielkie, półokrągłe tabletki, nie mógł powstrzymać się od dziwnego pragnienia wiecznego snu.




jest obserwowany przez dłuższy czas



Eunhyuk w końcu wydostał się z okropnego korka i pędził przed siebie na złamanie karku, w uszach wciąż mając słowa zmartwionego Jungsu.
Z trudem skupiał się na drodze i na znakach, które nakazały mu choć odrobinę ograniczył prędkość.
Gdy dotarł na miejsce, niemal wypadł z samochodu i nie zamknąwszy nawet drzwi na klucz, pognał na górę. Miał już chwycić poręcz znajdującą się tuż przy schodach, jednak przemyślawszy szybko sprawę, wybrał jednak windę, która dotrze na odpowiednie piętro dużo szybciej niż jego własne nogi.
Mimo, iż dotarcie pod prawidłowe drzwi zajęło mniej niż dwie minuty, jemu wydawało się, że stracił całą wieczność.
Dłonie trzęsły mu się tak bardzo, że trzy razy pomylił kod w drzwiach; w końcu, dysząc bardziej z nerwów niż ze zmęczenia, w butach przemierzył korytarz.
Zajrzał najpierw do pokoju Heenima, ale oprócz wpatrującego się w niego Heebuma, w pomieszczeniu nie było nikogo. Heechul musiał być w takim razie u Leeteuka.
Chciał zawołać swojego hyunga, ale zamiast zawołania, z jego gardła wydobył się cichy głos, podobny do żabiego skrzeku.
Zauważył, że drzwi do pomieszczenia są uchylone na dość dużą szerokość.
Jego oczom ukazała się pochylona sylwetka trzydziestolatka, który trzymał w ręce białą, plastikową butelkę i wpatrywał się w nią tak, jakby… jakby planował coś niezwykle niegodziwego. Jego nieprzyjemny uśmiech zdawał się to dodatkowo podkreślać.
Hyukjae poruszył się, planując znienacka wpaść do środka i zaskoczyć Hee, ale coś go powstrzymało i kazało obserwować rozwój wydarzeń.
Musiał się upewnić, że jego przypuszczenia są prawdziwe i że nie myli tego spojrzenia z całkiem niewinnym. Bo mógłby przez przypadek, w nerwach, oskarżyć hyunga o coś, czego, być może, wcale nie planował uczynić. Jednakże musiał pozostać uważny i wkroczyć w odpowiednim momencie, w razie potrzeby powstrzymać go przed czymś idiotycznym.
Drgnął niespokojnie, gdy ujrzał, jak na dużą, delikatną dłoń Heechula powoli wysypuje się równie jasna jak jego skóra, zawartość butelki. Kilka tabletek odbiło się od pozostałych i upadło na podłodze, tonąc w miękkim dywanie. Mlecznoskóry wpatrywał się w nie łagodnie, oddychając bardzo powoli.
Hyuk w tym czasie bił się z myślami – nie wiedział czy czekać jeszcze przez moment, czy też wejść już teraz.
I kiedy podjął decyzję o tym, że jednak wejdzie do pokoju – decyzję popartą faktem, że dłoń hyunga uniosła się, prawie tak, jakby zamierzała za moment wsypać sobie wszystkie tabletki do gardła, to jednak w ostatniej chwili coś mu przeszkadzało.
Heechul wybuchnął śmiechem. Dzikim, nieopanowanym i bardzo nieprzyjemnie brzmiącym śmiechem, od którego Eunhyuk dostał dreszczy na całym ciele oraz spoglądał przez szparę w drzwiach z niemałym zaskoczeniem.
Głośny śmiech, który w którymś momencie przerodził się w histeryczny płacz.
Najważniejszy był jednak fakt, że tabletki, jedna po drugiej, lądowały z powrotem w pojemniku. Sam Hee wydawał się celebrować ten moment, śmiejąc się i płacząc jednocześnie oraz chowając buteleczkę z powrotem do szafki.
Hyukjae postanowił wycofać się i dać mu chwilę na uspokojenie emocji.
- Hyung, już jestem! – krzyknął z drugiego końca korytarza.




I w końcu podejmuje decyzję.



Ostrożnie wysypał zawartość buteleczki na dłoń i uśmiechnął się delikatnie. Mógłby zrobić z niej użytek i ulżyć tej dziwnej, opanowującej jego umysł chęci połknięcia wszystkich tabletek na raz. Wtedy wszystko by się skończyło – jego niezrozumiała samotność, smutek, który wciąż wygodnie mościł się w jego sercu, jego ogromna niechęć i obojętność w stosunku do świata i ludzi, jego rosnącą nienawiść do muzyki, którą niegdyś kochał tak bardzo…
Ale czy to nie byłoby zbyt proste? Czy tego właśnie chciał? Poddać się właściwie bez walki? Czy tak właśnie postąpiłby wielki Kim Heechul, którego wszyscy podziwiali za niezłomność charakteru…? Co prawda on wcale nie był niezłomny, ale czy naprawdę chciał kończyć w ten sposób już teraz?
W sumie… dlaczego nie, dwa lata wstecz, po odejściu Hangenga… już wtedy zrodziła się w nim taka myśl, jednak wtedy był to rozpaczliwy ruch zmęczonego smutkiem i wypalonego stratą bliskiej osoby, człowieka. A teraz… teraz chciał to zrobić tak po prostu. Bo…
Bo miał wrażenie, że życie mu się znudziło. Tak po prostu, egoistycznie mu się znudziło. Bo nie chciał już być jego częścią, nie chciał cierpieć bez powodu, nie chciał więcej płakać, nie chciał bać się każdego kolejnego dnia i faktu, że może nie przytrafić mu się już nic dobrego…
Uniósł dłoń; i wtedy dotarło do niego, jak bardzo głupim posunięciem byłoby to, co jeszcze kilka minut wcześniej zamierzał zrobić. Jak dalekie w konsekwencjach mogłoby się to stać już nie tyle dla niego, co dla wszystkich innych… Poza tym, to przecież niczego nie rozwiąże… niczego…
Roześmiał się, jednak wydawało mu się, że to ktoś inny, ktoś z zewnątrz wyśmiewa się z jego głupoty. Że wyśmiewa jego szczeniackie, idiotyczne postępowanie, które mogło zniszczyć tak wiele.
Poczuł łzy na policzkach i pozwolił im płynąć swobodnie podczas, gdy on wrzucał tabletki do buteleczki i chował ją w szafce.
To była trudna, ale właściwa decyzja. Przynajmniej miał taką nadzieję.
Usłyszał nawoływanie Hyukjae, które tylko utwierdziło go w tym przekonaniu.




I przez chwilę czuje się nieco bardziej spokojnie.



- Hyung, znalazłeś to pudełko? – Hyuk wsunął głowę do pokoju, uważnie przypatrując się twarzy Heechula, na której nie było już śladów łez. Wydawał się za to dziwnie spokojny.
- Wiadomo – podał mu pakunek. Młodszy podziękował i pamiętając, że nie może tracić czasu, chciał już wyjść z pomieszczenia, jednak powstrzymała go przed tym dłoń Heechula, która nagle zacisnęła się na jego nadgarstku. Drżąca, zimna dłoń zmusiła go do zmiany planów, przynajmniej na chwilkę. Obrócił się i spojrzał na Hee, który zasłonił oczy wolną ręką i po chwili przyciągnął dongsaenga do siebie, mocno go do siebie przytulając i wciąż nie przestając dygotać.
Hyuk poklepał go pocieszająco po plecach i odwzajemnił uścisk czując, że tamten potrzebuje właśnie takiego gestu z jego strony.
- Wszystko w porządku, hyung? – wyszeptał.
- Tak… teraz tak – odparł tamten, zaciskając dłonie na bluzie Hyukjae i biorąc głęboki wdech.
Dźwięk telefonu przerwał panującą między nimi ciszę. Heechul odsunął się od przyjaciela i uśmiechnął w charakterystyczny, nieco ironiczny sposób.
- Kaczy się najwyraźniej niepokoi, idź już – polecił, opierając się o ścianę i przymykając oczy.
Eunhyuk kiwnął głową i wyszedł, pomachawszy mu wcześniej na pożegnanie.
- Głupia małpo, dziękuję… – mruknął, kiedy odgłos krzątającego się rapera zupełnie zniknął.

nenn - 2012-11-21, 14:39

Przeczytałam! *.*

A jednak pudełko zawierało głupie proszki a nie np. żelki obok których nie potrafił przejść obojętnie ;P
Wiem wiem, głupi żart, ale w ten sposób mogę choć trochę, rozluźnić całą tę atmosferę, która przecież sama w sobie, nie jest ani odrobinę wesoła. I wiesz co, jestem dumna z Hee. Autentycznie. Bo obie doskonale wiemy, jak niewiele brakowało, aby ta historia zakończyła się tragicznie. Mogłabym zacytować cały ten fragment z przemyśleniami Hee, ale troszkę mijałoby się to z celem, powiem więc tylko, że zgadzam się z każdym zdaniem, bo jest najzwyczajniej w świecie prawdziwy. W całej tej swojej apatii i bezsilności, która Go ogarnęła, Hee wydawał się zapomnieć o swojej dumie. O tym kim tak naprawdę jest. I o tym, że człowiek nie jest bezludną wyspą – ok, z tym można by polemizować, ale ja tak uważam – i każde Jego samolubne (?) i nierozsądne zachowania rzutują także na inne osoby. Nie może ostatecznie (w tym radykalnym znaczeniu) zagłuszyć bólu, nie robią przy tym krzywdy najbliższym. Cieszę się, że doszedł do tego samego wniosku. I wrzucił tabletki z powrotem do butelki.

I tak. To była właściwa decyzja.

Hyuk ... kocham tego chłopaka. Za to jak się zachował w tej części. Za to, że nie zlekceważył przeczuć. Za to, że starał się jak najszybciej dojechać na miejsce. Za to, że nie wszedł wtedy do tego pokoju ... Wygląda na to, że stał się niejako „aniołem stróżem” dla Płaczącego. Ale to dobrze. A nawet bardzo dobrze. Oczywiście, nie znaczy to, że nie zauważyłam troski Teuka, który jest kolejnym „aniołem” (hehe, w końcu ten nasz Anioł, nie nadaremno jest tak nazywany ;) ). Hee nie do końca chyba zdaje sobie sprawę jak wielkim jest szczęściarzem.

Ech, ta część bardzo mi się spodobała. Powiało w niej nadzieją i liczę na to, że ten ton się utrzyma nadal a Hee czeka jeszcze, nie jedna niespodzianka. Nikt nie wie, co jest Mu pisane. I kto ;)

karolcia0596 - 2012-11-24, 20:51

Trochę zaległości ale już nadrabiam ;)
Hym nie wiem od czego zacząć od przedostatniej podobała mi się ten moment w barze grający Hee na pianie ogólnie fajny rozdział, dobrze że wysłał ten list bo ciekawi mnie jak ta spawa się rozwinie
gang-aji napisał/a:
Jego oczom ukazało się to, co spodziewał się zobaczyć.
nie spodziewałam się tego naprawdę czytało mi się dobrze i od razu zaczęłam kolejną część ale od pierwszego zdania zdałam sobie sprawę z tego co Hee planuje i nie ukrywam że serce mi mocniej zabiło. To przeczucie Hyuka i telefon Leeteuka po prostu nie mam słów. Denerwowałam się razem z Eunhyukiem.
gang-aji napisał/a:
Czy tak właśnie postąpiłby wielki Kim Heechul, którego wszyscy podziwiali za niezłomność charakteru…? Co prawda on wcale nie był niezłomny, ale czy naprawdę chciał kończyć w ten sposób już teraz?
Nie tak by NIE postąpił przynajmniej tak myślę
gang-aji napisał/a:
Głupia małpo, dziękuję… – mruknął, kiedy odgłos krzątającego się rapera zupełnie zniknął.
Uff ulga i uśmiech do monitora :)
nenn, pozwolisz że całkowicie przychylam się do twojej opinii^^
Część świetna oczywiście cierpliwie czekam i życzę weny :)

nenn - 2013-01-03, 20:39

Tak tylko przypominam jakby Ci się zapomniało, że czekam na ciąg dalszy. Tzn wiem, że zajęta seś i w ogóle, alee skrobnij coś <3
gang-aji - 2013-01-06, 14:42

Nie jestem w stanie teraz niczego napisać.
nenn - 2013-01-06, 15:09

</3333

To ja poczekam, aż będziesz mogła.

Shizuku - 2013-01-08, 01:24

Wyczekuję z niecierpliwością na nową część. Już dawno, żadne opowiadanie nie wciągnęło mnie tak jak to. Mam wrażenie, że trafiłaś w sam sedno z opisem Heechula, który jest nie wiem jak to ująć "rozbity w sobie samym", właśnie takim jakim go opisałaś ja sobie go wyobrażam. Jestem jego wielką fanką i czekam na jego powrót. Cieszę się, że mogę czytać tak dobre opowiadanie, dziwie się jednak czemu komentuję je tak mała liczba czytających.
Ps. poprawie swój komentarz rano, wiem iż jest nieskładny i tak dalej ale jest późno w nocy więc proszę o wyrozumiałość.
Twoja fanka ! ♥

karolcia0596 - 2013-01-08, 21:06

Ja również czekam bardzo lubię to opowiadanie a więc nie wiem co powiedzieć może Hwaiting!^^
gang-aji - 2013-02-07, 23:31

Cześć, wróciłam po dłuuuuuuuugaśnej przerwie~~ I nie wiem, czy następny part ukaże się szybko, czy też nie, to się okaże. Ale czekajcie, bo na bank się pojawi ^.^

nenn napisał/a:
niewiele brakowało, aby ta historia zakończyła się tragicznie.
Tak, brakowało naprawdę, naprawdę niewiele i ja też jestem z niego dumna, bo to w końcu dość duża rzecz - wybrać życie, kiedy tak naprawdę się go nie znosi. No i duża w tym też zasługa świadomości, że jeśli odbierze sobie życie, to to nie tylko sprawi, że zniknie, ale wywoła to szereg różnych konsekwencji u ludzi, którzy go znali i chociaż lubili, już nie mówiąc o tych, którzy go kochali.
Hyuk i Kaczy Lider... nie ukrywam, że trochę są cichymi (mniej lub bardziej) strażnikami. ^^
nenn napisał/a:
Nikt nie wie, co jest Mu pisane. I kto ;)
Ja wiem! XD Mniej więcej...XD

karolcia0596 napisał/a:
Denerwowałam się razem z Eunhyukiem.
No cóż, w sumie było się czym denerwować^^;;

Shizuku, Twój komentarz był zaskoczeniem życia! (a przynajmniej miesiąca XD) Nie spodziewałam się, naprawdę, że to czytasz!
Shizuku napisał/a:
Mam wrażenie, że trafiłaś w sam sedno z opisem Heechula, który jest nie wiem jak to ująć "rozbity w sobie samym", właśnie takim jakim go opisałaś ja sobie go wyobrażam.
Omo, ja mam jednak nadzieję, że nie trafiłam i w rzeczywistości wcale a wcale tak nie jest bo to by było... strasznie smutne.
Shizuku napisał/a:
dziwie się jednak czemu komentuję je tak mała liczba czytających.
... bo może wcale nie ma tych czytających tak wielu? Wtedy to by było oczywiste, że komentuje tylko kilka osób^^


Ok, skończyłam już nudne gadolenie i proszę bardzo, część 11!:
_______________________


Błogi spokój ogarnia jego serce.



Od dłuższego momentu uśmiechał się sam do siebie i wpatrywał się w krople deszczu, które jedna po drugiej spływały po okiennej szybie. Po raz pierwszy od dłuższego czasu nie czuł na sobie żadnego przytłaczającego ciężaru, który do tej pory tak bardzo go paraliżował. Przepełniał go spokój; łagodny spokój znękanej duszy sprawiał, że kąciki warg samoistnie unosiły się ku górze, a po głowie krążyły same dobre myśli. Zastanawiał się, jak długo potrwa ten stan i żywił głęboką nadzieję, że tamten zły czas, który dotyczył go jeszcze parę chwil temu odszedł już na dobre, a on w końcu będzie mógł cieszyć się wszystkim, co go spotka. Może nie od razu i nie aż tak intensywnie, ale chociaż odrobinkę. Tak na początek… i że w końcu normalność nabierze nowego, lepszego znaczenia i nie będzie taka, jaką była do tej pory.
Po chwili odszedł od okna i z impetem rzucił się na łóżko, przygarniając do siebie kota oraz ulubioną poduszkę.
Ziewał głośno raz po raz, nie siląc się nawet na to, by zasłonić sobie usta dłonią, skoro i tak nikt go nie widzi, umościł się wygodnie pod kołdrą. Mimo wszystko jego organizm domagał się nadrobienia nieprzespanych tej nocy, godzin, zupełnie już odzwyczajony od nieregularnego trybu życia, jaki prowadził jeszcze rok wcześniej.
Zanim na dobre pozwolił swoim powiekom opaść, przeszło mu przez myśl, że już niedługo będzie musiał powrotem przyzwyczaić się do deficytu snu i z jakiegoś powodu był tym odrobinę podekscytowany. Potem jednak pozwolił sobie odpłynąć i zwyczajnie spać, nie budząc się co kilka minut ani nie otwierać nagle oczu, wystraszonych nocnym koszmarem.
Spać jak dziecko, zmęczone całym dniem i gotowe nabrać sił na kolejny.




Choć wcale nie uspokaja najbliższych.



„Hyung… te tabletki tutaj to był przypadek, prowokacja, a może… może jeszcze coś innego?”

- Wytłumacz mi to, Heechul – poważny, niski i wrogo brzmiący głos Jungsu kazał mu przerwać grę i obejrzeć się za siebie po to, by natrafić na ciemne, wypełnione przeróżnymi negatywnymi emocjami, tęczówki przyjaciela a potem na wyciągniętą w jego kierunku dłoń, ściskającą miętową karteczkę samoprzylepną. Westchnął przeciągle, zbierając w sobie całą odwagę i powtarzając sobie w myślach, żeby nie stracić panowania nad sobą oraz by nie zapominać o uśmiechu. Być może wtedy lider nieco złagodnieje i nie będzie miał tak przerażająco zatroskanej i złej miny, jaką miał w tym momencie.
- Ale tu nie ma co tłumaczyć – odpowiedział spokojnie i bez cienia arogancji w głosie. Musiał być ostrożny, inaczej za parę chwil może powstać ogromny konflikt.
- Nie ma, Heechul? Naprawdę uważasz, że to, co mi napisałeś na tym kawałku papieru jest dla mnie zupełnie jasne i nie mam czego interpretować? – Leeteuk usiadł na podłodze obok charakterystycznej, różowej pufy, którą zajmował jego rozmówca.
- Naprawdę tak uważam – potwierdził, przesuwając dłonią po brązowych włosach. – To raczej ja powinienem żądać odpowiedzi od ciebie, nie sądzisz? – uśmiechnął się chłodno tak, że Jungsu przeszył pojedynczy dreszcz. Nawet teraz, po tylu latach znajomości, niektóre oblicza Kim Heechula wciąż wywoływały w nim niepokój.
- Ode mnie? Niby dlaczego? – zerknął na karteczkę. – Sądziłem, że to pytania retoryczne… Potwornie wkurwiające, ale jednak retoryczne.
- Tak ogólnie rzecz biorąc, masz rację. Ale… i tak chciałbym znać odpowiedź – Heechul przymknął oczy, zbierając w sobie siły do podtrzymania spokojnego uśmiechu. – Czy to był przypadek, że te tabletki znalazły się w tej samej szafce? Czy może… - zamilkł na chwilę, lecz zaraz kontynuował, jednak jego głos nabrał nieco nieprzyjemnej, ciężkiej w wyrazie, głębi – celowo chciałeś sprawdzić moją wytrzymałość na taki bodziec i moje samozaparcie?
Starszy mężczyzna spojrzał na młodszego z cieniem niedowierzania w oczach.
- Nie ufasz mi…? Uważasz, że byłbym zdolny posunąć się do takiej metody, żeby sprawdzić, czy moje obawy i przypuszczenia są prawdą? Ryzykować twoje życie?
- Hyung, ja nie ufam nawet sobie, więc jak mógłbym zaufać drugiemu człowiekowi? Nawet, jeśli ten drugi człowiek to ty…
- I właśnie to mnie martwi. Nie ufasz nikomu, więc nikt nie wie, z czym tak naprawdę masz problem, bo ewidentnie jakiś istnieje. Uwierz w nas, Heechul. Przecież pomożemy ci, jeśli coś jest nie tak.
Heenim spojrzał na niego łagodnie.
- Już nie trzeba, hyung. Już wszystko jest w porządku – wypowiadając te słowa miał ogromną nadzieję, że jest tak w rzeczywistości i że od teraz już nic nie będzie niepokoić i jego, i innych – ale… - skrzywił się nagle i kilka razy pociągnął nosem.
- Ale co?
- Ktoś próbuje właśnie puścić naszą kuchnię z dymem…
Leeteuk zerwał się z miejsca.
- Jasna cholera, mój sos do spaghetti! – krzyknął tylko, zanim w panice wybiegł z pokoju..

Wrócił jakiś czas później, tym razem pojawiając się jednak z uśmiechem na ustach.
- Zjesz z nami?- zapytał wesoło, po czym mina nieco mu zrzedła – to chyba ostatni posiłek, jaki wam przygotowuję, zanim sobie pójdę. Na następny będziesz musiał czekać dwa lata! – zakończył, grożąc mu palcem.
- Zaraz tam będę.




Płaczący kontynuuje pisanie listów.



Huh, tak jak myślałem, znów do Ciebie piszę. I po raz kolejny od tak, bez żadnego konkretnego powodu. Może po prostu potrzebuję raz na jakiś czas przelać na papier wszystkie dziwności, jakie w sobie trzymam i wysłać gdzieś w świat…?

Zastanawiam się, czy kiedykolwiek zdarzyło Ci się stanąć przed świadomym wyborem między kontynuowaniem życia a przerwaniem go? Mam nadzieję, że nie, bo to w gruncie rzeczy bardzo nieprzyjemna sprawa – kiedy masz możliwość i nawet gdy siedzi w tobie jakaś taka dzika, niekiełznana chęć zakończenia wszystkiego na tym świecie raz na zawsze… Kilka dni temu stanąłem przed takim wyborem i jak widzisz, zdecydowałem się jeszcze trochę sobie po tej Ziemi pochodzić .Obym nie żałował potem tej decyzji i oby w moim głupim mózgu wszystko było już ładnie poukładane.

Ale wiesz, co? Przypomniało mi się właśnie, że kiedyś… No, załóżmy, że słyszałem, jak ktoś mówi o pozbawieniu się życia… rany, jaki ja bywałem wtedy wściekły! Niezależnie od tego czy znałem tę osobę, czy też nie, potrafiłem podejść do niej i wygarnąć jej głupie myślenie. A teraz co…? Sam byłem jednym z tamtych ludzi. Ale nawet teraz gdybym osobiście spotkał kogoś kto by mi coś takiego powiedział… myślę, że moja reakcja niewiele by się różniła od tamtej. To dopiero hipokryzja… No, ale tacy już chyba są ludzie. Mówią jedno, myślą drugie, a robią jeszcze coś zupełnie innego. Albo to tylko ja ostatnio jestem tak podzielony w sobie.
To chyba wszystko, trzymaj się,


PS – w kopercie powinnaś mieć taką małą karteczkę. Jest na niej adres, na który możesz odpisać. To adres przyjaciela. Tak tylko mówię.




A przyjaciel spędza czas, myśląc o nim.



Eunhyuk nie powiedział nikomu o tym, czego był świadkiem. Stwierdził, że nie ma ku temu większych powodów i lepiej nie wywoływać niepotrzebnego zamieszania, które z pewnością by powstało, gdyby ktokolwiek się o tym dowiedział. Nie oznaczało to jednak zupełnej bezczynności w stosunku do jego starszego kolegi, a wręcz przeciwnie- obserwował go jeszcze uważniej niż wcześniej.
Koniec końców lider i tak się wszystkiego domyślił. Co wcale nie oznaczało, że Hyukjae podzielił się z nim szczegółami tamtego poranka. Zachował je w tajemnicy. Szczególnie, że zauważył zmianę w zachowaniu Heechula – co prawda niewielką, ale pokładał w niej ogromne nadzieję na to, iż wszystko wróci do normy na tyle, na ile do normy wrócić może. Cieszył się widząc, jak hyung powoli wychodzi ze swojego niedostępnego świata, wypełnionego lękami i próbuje beztrosko cieszyć się z kolejnych dni.
Lecz tak naprawdę, gdzieś w głębi serca, Eunhyuk bał się, że to wszystko wróci. Wiedział, że prawdopodobnie tak się stanie, jeśli jego przypuszczenia co do stanu Hee są prawdą. Błagał jednak niebiosa, żeby stało się jak najpóźniej i tylko wtedy gdy wszyscy będą gotowi rzucić się mu na ratunek, co właściwie będzie oznaczać wielką wojnę z Kim Heechulem…




Płaczący mężczyzna otrzymuje…



- Heechul, dlaczego na mój adres przyszedł jakiś dziwny list do ciebie?- zapytał manager hyung, siadając przy kuchennym stole i czekając aż Kangin przygotuje się do wyjścia.
- Do mnie? Dlaczego? – mężczyzna zmarszczył brwi. – Nikomu nie podawałem twojego adre… - zamilkł nagle, wpatrując się w hyunga z zaskoczeniem i odrobiną radości malującymi się na twarzy. – Czekaj, hyung. Zza granicy?
- Tak – potwierdził manager, przyglądając mu się z zaciekawieniem.
- Zapomniałem ci powiedzieć, sorry sorry. Ale czuję, że taki list przyjdzie do ciebie jeszcze nie raz – Heenim odebrał kopertę i niemal popędził do swojego pokoju, by przeczytać, co też ta jego fanka ma mu ciekawego do powiedzenia.




… odpowiedzi.



Heenim,
Tak jak pisałeś w pierwszym liście… fakt, że na kopercie znalazł się mój adres to zwyczajna pomyłka. Spieszyłam się, kiedy wkładałam list do koperty… w efekcie moja przyjaciółka otrzymałaby kartkę urodzinową w kopercie z napisem „To Heenim”, ale w porę się zorientowałam. Bardzo przyjemna pomyłka, nie uważasz?
Wcale nie musiałeś pisać, że nie czytałeś tego, co napisałam. Domyśliłam się tego po samej treści Twoich listów. Myślę, że inaczej byś do mnie pisał, gdybyś to wcześniej zrobił. Ale, proszę, nie sięgaj już po to, co tam zawarłam. Lepiej będzie (chociaż nie wiem czy dla mnie, czy bardziej dla Ciebie), jeśli tego nie zrobisz i nasza korespondencja, jeśli takowa potrwa dłużej, będzie toczyć się normalnym tonem… wtedy i tak się wszystkiego dowiesz.
Och… wciąż nie wierzę, że Ci odpisuję i że Ty to przeczytasz… tak, to zdecydowanie dziwne, że idol koresponduje ze swoją fanką, prawdopodobnie w tajemnicy przed całym światem, ale… nie wiem, wydaje mi się to być bardzo w Twoim stylu i nic nie poradzę na to, że tak właśnie uważam. Poza tym nie martw się, nikomu nie powiedziałam o tym, że Twoje listy do mnie przychodzą ani o tym, że dostałam adres, na który mogę słać swoje odpowiedzi. Nie myśl jednak, że zrobiłam to wyłącznie dlatego, żeby chronić Twoją (i swoją przy okazji też) prywatność. Nie. Ja po prostu nie miałabym komu tego przekazać, ale o tym napiszę Ci może kiedy indziej, jeśli nadarzy się okazja.
Bardzo mi przykro z powodu choroby mamy. Mam nadzieję, że to naprawdę nic poważnego i szybko wróci do zdrowia – nie przejmuj się tym aż tak bardzo; póki nie możesz nic z tym zrobić, martwienie się na nic się nikomu nie zda, coś o tym wiem.
No i… doskonale rozumiem to, co czujesz (czułeś? Bo chyba już to coś, co Cię męczyło, już sobie poszło, prawda? Zazdroszczę). I… tak, stanęłam kiedyś przed wyborem życia lub śmierci. I dokonałam wyboru. Trochę go odroczyłam w czasie, ale jednak… (tak, wydaje mi się, że dobrze zrozumiałeś moją aluzję. I pewnie jesteś zły. No cóż, masz prawo. Zresztą, jesteś ode mnie dużo silniejszy psychicznie, tak mi się wydaje…)
Ach, wystarczy już mojego nawijania nie wiadomo, o czym. Mam nadzieję, że mimo wszystko cieszysz się z mojej odpowiedzi i… po cichu liczę na to, że nie przestaniesz do mnie pisać.
Pozdrawiam,
S.




I jest zaintrygowany.



Czuł się odrobinę skołowany. Cały ten list, mimo, że napisany był dość lekkim tonem, niósł za sobą coś niepokojąco ciężkiego. Nie wiedział tylko czy chodzi jedynie o niezwykle przykre wiadomości, które wyczytał tu i ówdzie, czy po prostu ta dziewczyna poruszyła w nim tę strunę, która powinna była wciąż pozostać milcząca.
Zastanawiał się, czy powinien się na nią złościć, ale po dłuższej chwili postanowił, że nie będzie jej osądzał, dopóki nie pozna wszystkich przyczyn, dla których jej myśli są takie a nie inne. Tak, naprawdę chciał poznać jej historię i może nawet wyciągnąć z niej wnioski dla siebie…?

nenn - 2013-02-11, 15:04

Cytat:
Ale czekajcie, bo na bank się pojawi ^.^
Czekamy :)

Krótka jakaś ta część ... ale podoba mi się, bo Hee jest spokojniejszy. I to, że nie porzucił pisania listów i to, że podał adres przyjaciela. I to, że zaczyna się 'wkręcać' w korespondencyjną znajomość ;)
Całe szczęście, że to wszystko się przydarzyło, bo po tym, co ostatnio (z samym sobą) przeżył, powinien się zrelaksować i rozluźnić. A wiem z doświadczenia, że takie nowe znajomości, potrafią przynieść niespodziewane rezultaty. Bo czasami to właśnie - z pozoru - obcy ludzie, potrafią nam coś uświadomić czy np. pomóc coś przezwyciężyć. Obiektywnego spojrzenia nie należy lekceważyć.

Ale nie dziwi mnie też to podejrzliwe i ostrożne zachowanie Teuka czy Hyuka. Też w takiej sytuacji, obawiałabym się, czy przyjaciel przypadkiem nie udaje dla "świętego spokoju". I też bym obserwowała, licząc się z tym, że w każdej chwili będę musiał interweniować (czy się to komuś podoba czy nie).
gang-aji napisał/a:
oznaczać wielką wojnę z Kim Heechulem…
Bardzo mi się to sformułowanie spodobało. No bo faktycznie, jeżeli przyjaciele będą "zmuszeni" do interwencji w sprawie Heenima, to za przyjemnie i spokojnie nie będzie. A przynajmniej nie liczyłabym na to.
karolcia0596 - 2013-03-05, 20:31

gang-aji napisał/a:
Cześć, wróciłam po dłuuuuuuuugaśnej przerwie~~ I nie wiem, czy następny part ukaże się szybko, czy też nie, to się okaże. Ale czekajcie, bo na bank się pojawi ^.^
Nawet nie wiesz jak się cieszę~! I poczekam to na pewno ^.^
Bardzo interesująca część inna niż wszystkie pozostałe. Hee się zmienił co mnie bardzo ucieszyło.
Bardzo podoba mi się to że Heechul dostał odpowiedz na list. Jednak nie wiele się z niego dowiedziałam bo jest bardzo tajemniczy co tylko podsyca moją ciekawość
Mogła bym dużo dużo pisać co mi się podobało co mnie zaintrygowało, ale mam nadzieje że wybaczysz mi ten krótki komentarz :)

Shizuku - 2013-04-08, 00:28

Oh byłam pewna, że skomentowałam ten post ale jednak nie.
Cytat:
Shizuku, Twój komentarz był zaskoczeniem życia! (a przynajmniej miesiąca XD) Nie spodziewałam się, naprawdę, że to czytasz!

Hahaha tak mnie to rozbawiło , naprawdę nie rozumiem dlaczego byłaś taka zaskoczona ? Powiem Ci jednak, że nie ty pierwsza reagujesz w taki sposób. : )
Czasem jestem zdziwiona czy tak trudno zrozumieć, że ja czytam jeżeli widzę w opowiadaniu potencjał lub coś mnie zaciekawia? Jeżeli jednak opowiadanie jest naprawdę dobre to komentuję po to oby wysiłek autora został doceniony. Uwierz mi, że twoje opowiadanie jest jednym z moich ulubionych a listę mam naprawdę krótką. ^ Więc jestem twoją fanką i z niecierpliwością wyczekuje na nowy part. Proszę nie zawiedź mnie skoro czekam już tak długo.
Cytat:
... bo może wcale nie ma tych czytających tak wielu?

Uważam, że powinno być ich wielu bo to opowiadanie zasługuję na rozgłos.
Pozdrawiam i życzę ogromu weny ! ~ ♥

gang-aji - 2013-06-15, 21:46

nenn napisał/a:
Krótka jakaś ta część ...
Dla Ciebie zawsze jest krótko, nie przejęłam sie tym zbytnio XDD
nenn napisał/a:
Też w takiej sytuacji, obawiałabym się, czy przyjaciel przypadkiem nie udaje dla "świętego spokoju". I też bym obserwowała, licząc się z tym, że w każdej chwili będę musiał interweniować
dokładnie, dlatego lider plus Hyukowy wynajęli szpiega ^^
nenn napisał/a:
No bo faktycznie, jeżeli przyjaciele będą "zmuszeni" do interwencji w sprawie Heenima, to za przyjemnie i spokojnie nie będzie.
jeśli serio się tak stanie... omona, trzecia wojna światowa, jak nic.

karolcia0596 napisał/a:
Bardzo podoba mi się to że Heechul dostał odpowiedz na list. Jednak nie wiele się z niego dowiedziałam bo jest bardzo tajemniczy co tylko podsyca moją ciekawość
Na szczęście dla Ciebie, Hee też jest tego bardzo ciekawy XD

Shizuku napisał/a:
naprawdę nie rozumiem dlaczego byłaś taka zaskoczona ?
No jak to, to proste! Zawsze jestem zaskoczona, kiedy ktoś nowy daje znak, że czyta, w końcu nie jestem jasnowidzem, żeby to wiedzieć ^^


Ja jak zwykle jestem złym i okropnym szczeniaczkiem i znów kazałam wam czekać miliard lat i znów ciskam taki krótki part, zła ja T.T ale mam nadzieję, że tak czy inaczej się spodoba...


Na jego drodze wciąż stają różni ludzie.



Mimo, iż w dalszym ciągu odbywał służbę publiczną i w związku z tym starał się być jak najbardziej anonimowym, ludzie wciąż zaczepiali go na ulicy, prosząc o autograf i wspólne zdjęcie. Czasami nie mógł nawet w spokoju zjeść posiłku w restauracji, żeby nie być uchwycony przez jakieś nakręcone nastolatki, które nie mają nic ciekawszego do roboty, jak tylko za nim podążać. Tyle razy już im mówił, żeby dały mu spokój choć na ten rok, jaki mu pozostał, ale jego prośby i groźby wcale na nie nie działały.
Także teraz, gdy tylko podniósł głowę znad swojej porcji jajangmyun, usłyszał dobrze już mu znane poruszenie przy znajdującym się nieopodal stoliku.
- To oppa, mówiłam ci, że to oppa – emocjonowała się jakaś dziewczyna. Heechul zauważył, że ma całkiem zgrabne nogi. Uśmiechnął się pod nosem. Może tym razem powinien odpuścić i nie zwracać im uwagi? Może te młode damy są po prostu zaskoczone, że widzą swojego idola w takiej zwyczajnej, taniej restauracji?
Westchnął, po czym spokojnie kontynuował spożywanie posiłku
- Hej, zrób mu zdjęcie, co? No zrób… - usłyszał kilka minut później i zanim się zorientował, aparat fotograficzny wycelował w jego ubrudzoną od sosu twarz.
Mężczyzna zgromił dziewczyny spojrzeniem, szybkim ruchem sięgnął po serwetkę i wytarł nią sobie usta i ich okolice, a następnie ruszył w ich kierunku.
- Możecie nie robić mi zdjęć, kiedy jem? – starał się, by ton jego głosu nie zdradzał irytacji i chyba mu się to udało, ponieważ winowajczynie nie wyglądały na szczególnie przejęte.
- Ale oppa… - próbowała się bronić jedna z nich.
- Możecie? – wszedł jej w słowo. Brzmiał łagodnie i radośnie, jednak jego oczy ciskały gromami w ich stronę.
- Przepraszamy, oppa – mruknęła druga, chowając aparat. Nie brzmiała jak ktoś, kto żałuje tego, co zrobił. – I tak nie wyszło, bo robiłam bez lampy – rzuciła jeszcze i ukłoniwszy się lekko, razem ze swoją koleżanką opuściła lokal.

Kilka butelek soju skutecznie złagodziło jego nieco nadszarpnięte nerwy i sprawiło, że zupełnie beztrosko, lekkim, a nawet skocznym krokiem przemierzał wąskie i pokręcone uliczki stolicy. Pod nosem nucił sobie jedną ze swoich ulubionych ballad, imitując barwę głosu oryginalnego wykonawcy i ciesząc się jedną z ostatnich ciepłych nocy tego roku.
Po drodze mijał grupy ludzi równie wstawionych jak on i tak samo śpiewających coś pod nosem. Jednak jedna z nich, składająca się z kilku mężczyzn mniej więcej w jego wieku lub odrobinę młodszych, zamilkła gdy tylko zorientowała się, kogo właśnie mija.
- Przepraszam – zaczepił go jeden z chłopaków, który wyglądał na najmłodszego – czy… Heechul-ssi?
Heenim kiwnął głową i uśmiechnął się delikatnie.
- Naprawdę? – wtrącił drugi, wyciągając do niego rękę – my to mamy szczęście, chłopaki!
- Zdecydowanie! – potwierdził trzeci, przyglądając się idolowi – jesteśmy twoimi fanami, hyung! – dodał chwilę później, ściskając jego dłoń na powitanie.
- Och, tak? – artysta ściągnął odrobinę brwi. Czuł się dziwnie wśród fanów płci męskiej, którzy byli w zdecydowanej mniejszości populacji Petalsów czy ELFów. Nie oznaczało to, że ich nie lubił, wręcz przeciwnie, cieszył się, że podziwiają go także mężczyźni. Po prostu nieczęsto miał możliwość spotkać jakiegokolwiek z nich. A tutaj było ich kilku.
Najmłodszy z grupy dostrzegł jego skonfundowaną minę.
- Nie jesteśmy gejami, hyung! – wypalił nagle, wprawiając wszystkich w osłupienie. – Ale naprawdę uważamy, że jesteś cool.
- To… świetnie. Dzięki – wypalił Heechul, wciąż nieco zbity z tropu.
- Hyung… zrobisz sobie z nami fotki? – zapytał któryś z nich
- Daj spokój, jest ciemno i wszyscy jesteśmy po paru butelkach soju, poza tym hyung na pewno jest zmęczony i… - monolog kolejnego przerwał sam idol, zgadzając się na propozycję fanboyów.
Przez moment pozował do zdjęć i rozdawał autografy, prowadząc z tamtymi naprawdę ożywioną rozmowę.
- Dobra, chłopaki. Świetnie się tak z wami rozmawia, ale jutro z samego rana muszę być w biurze… - pożegnał ich grzecznie i pozwolił, by wezwali dla niego taksówkę.
Podał kierowcy adres i zapadając się na siedzeniu, skupił się na obserwowaniu migoczących świateł nocnego Seulu.




Ludzie, którzy się troszczą



- Wprowadzam się do ciebie – Donghae rzucił się na jego łóżko, szczerząc zęby w niby to niewinnym uśmiechu.
- Ale co? Tak teraz, już? – zapytał Heechul, nie odrywając oczu od gry.
- Nie, no. Dopiero za tydzień, kiedy Teukie-hyung już pójdzie do wojska.
Heenim zmarszczył brwi. Zastanawiał się, o co też chodzi temu dzieciakowi, że tak nagle postanowił dzielić z nim pokój.
- Super – powiedział z przekąsem, jednak jego dongsaeng wcale tego nie zauważył. Wstał z łóżka i z radosnym „yahooooo!” zajął miejsce obok swojego starszego kolegi.
- To teraz będziemy grać w gry we dwóch! – oznajmił, niezwykle zadowolony ze swojej wizji przyszłości. Hee zbladł.
- Muszę chyba zacząć zbierać na nowy sprzęt… przy tobie ten nie przetrwa nawet tygodnia…
Hae zrobił bardzo smutną minę.
- Tym razem niczego nie zepsuję, obiecuję! – Donghae kiwał głową z przekonaniem i ogromnym postanowieniem w sercu, że dotrzyma danego słowa. Szczególnie, że jego przyszły współlokator był bardzo wrażliwy na tym punkcie. Nie chciał mu podpaść. Nie mógł, ponieważ Leeteuk powierzył mu niezwykle ważną misję, od której podobno zależało powodzenie jakiegoś niesamowicie istotnego planu. Donghae nie wiedział, na czym ten plan polegał, jednak nie bardzo czuł potrzebę pytania o coś takiego. Wolał się skupić na tym, co do niego należało i uważnie obserwować poczynania swojego hyunga. Wprawdzie miał to robić dopiero od listopada, ale uważał, iż nie zaszkodzi zacząć kilka dni wcześniej.




… którzy dbają o jego samopoczucie



Dookoła wszyscy powtarzali wciąż „halloween” i „halloween”, wymieniając się pomysłami na przebrania i zaproszeniami na imprezy organizowane z tego powodu. Zazwyczaj brał udział w takich zabawach, nad wyraz ochoczo wskakując w przeróżne śmieszne (lub straszne, w zależności od jego aktualnego widzimisię) stroje. Jednak w tym roku jakoś nie miał na to ochoty. Wszyscy w dormie chodzili jak struci, a jeśli było inaczej to tylko dlatego, że przygotowywali się do jakiegoś programu rozrywkowego. Heechul zastanawiał się czy każdy z nich przejęty jest nadchodzącą służbą wojskową lidera, czy też dopadła ich typowa jesienna chandra, która przecież nie widzi różnicy między normalnym człowiekiem a idolem. Cokolwiek by to nie było – sprawiało, że on sam popadał w jakiś taki melancholijny nastrój, który zupełnie nie sprzyjał zabawie.
Problem w tym, że co chwilę dostawał wiadomości na KakaoTalku od znajomych, namawiających go na przeróżne wyjścia i miał już serdecznie dość wymyślania coraz to nowych wymówek, a ta o chorej mamie, która działała dotychczas najlepiej, bardzo się już przedawniła, a na dodatek nie miała już w sobie ani źdźbła prawdy.
- Jak myślisz, Heebum, powinienem zacząć im wkręcać, że wychodzę z Chocoballs? – podrapał kota za uchem, na co ten zamruczał przyjaźnie. – A kiedy tamci do mnie napiszą, to im odpowiem, że wychodzę z ludźmi z biura – uśmiechnął się przekornie – o tak, to jest to. Jestem geniuszem, co Heebum?
Heechulowy pupil nie zaszczycił właściciela nawet spojrzeniem, za to trącił łebkiem w jego dłoń, domagając się pieszczot. Niestety nie doczekał się ich z powodu telefonu, który rozbrzmiał nagle jedną z piosenek Wonder Girls.
- Tak, Gunhee?
- Słyszałem, że zmieniłeś kolor włosów. Dzwonię, żeby ci powiedzieć, że ci tego nie wybaczę – usłyszał.
- Nie chcę cię martwić, czy coś, ale w tym mieście jest więcej ludzi, którzy umieją zadbać o moją fryzurę – idol wstał i przejrzał się w lustrze, uśmiechając się do siebie. Jego włosy wciąż były brązowe.
- Yah! Czy to nie ja miałem…
- Żartowałem. Możesz przyjść i przefarbować je dzisiaj – zaproponował, po czym rozejrzał się dookoła – co prawda mam w pokoju mały syf, bo Donghae postanowił przytaszczyć do mojego pokoju wszystkie swoje graty zanim zrobię mu trochę miejsca, ale jakoś się zmieścimy we trójkę.
- We trójkę? – głos stylisty brzmiał na dziwnie zmieszany – kto jeszcze…?
- Heebum. Nie zapominaj o Heebumie.
- Jego też mam przefarbować?
Heechul zastanowił się przez moment.
- W sumie mógłbyś… tak na blond… - głos w słuchawce wybuchnął śmiechem i obiecał, że zjawi się w dormie za kilka godzin i przyjdzie z niespodzianką.
- Tylko nie niespodzianki… - jęknął chwilę później, opadając na miękki materac łóżka.
Naprawdę nie znosił być zaskakiwany. A przynajmniej ostatnio, ponieważ jak do tej pory ciągle były to same raczej średnio przyjemne rzeczy, a i co do tego miał złe przeczucia. Bo o ile w sprawie fryzur mógł spokojnie zaufać Gunhee, to w innych już różnie. Szczególnie jeśli, tak jak dziś, miał dobry humor.
Westchnął i postanowił zdrzemnąć się przez chwilę.



… i o których on wciąż myśli.



Nie mógł zasnąć, więc postanowił, że w końcu odpisze na list, który dostał już jakiś czas temu, a na który jakoś nie bardzo chciało mu się odpisywać. Zganił się w duchu za swoje lenistwo, po czym sięgnął po kartkę i długopis.

Trochę zeszło mi z odpowiedzią na Twój list, co? Nie będę przepraszał, bo przecież w końcu odpisuję, choć wcale nie musiałem, prawda? kkk I wiesz, co? Chyba to, że nie mam obowiązku pisania do Ciebie sprawia, że właściwie chcę to robić. Poza tym, gadanie do kogoś (nawet, jeśli się tego kogoś nie widziało nigdy w życiu… bo nie widziało, nie?) jest dużo bardziej rozsądne niż wypisywanie wszystkiego w pamiętniku, który i tak prędzej czy później dorwałby któryś z tych dzieciaków tutaj… listów nie przechwycą, bo zwyczajnie ich tu nie trzymam. Jeszcze tego by brakowało, żeby taki Donghae je znalazł. Wtedy o naszej korespondencji wiedziałby cały wszechświat. Nie to, żeby Ryba rozpowiedział wszystko specjalnie, ale prawdopodobnie zapomniałby, że powinien zachować to w tajemnicy…
A właśnie. Pisałaś ostatnio, że nikomu nie powiesz o tych naszych listach, bo i tak nie masz komu… naprawdę nie masz przy sobie żadnej osoby, której mogłabyś o tym opowiedzieć…? Mam na myśli to, że... no, co się będę czaić, napiszę wprost. Nie masz żadnych przyjaciół? Bo tak to trochę zabrzmiało. Popraw mnie, jeśli nie mam racji i to tylko moja nadinterpretacja. Poza tym… wydaje mi się, że naprawdę niczego o Tobie nie wiem. Napisałaś mi tylko kilka tajemniczych zdań o sobie i naprawdę nie wiem, jaką jesteś osobą. Chciałbym wiedzieć. Tak po prostu. Kim jesteś, dlaczego uważasz, że rozumiesz, co czuję i w końcu… o co konkretnie chodziło Ci z tym, że odroczyłaś w czasie wybór życia i śmierci… chcesz coś sobie zrobić, dobrze zrozumiałem? Czy znów jestem przewrażliwiony? Obym był…
Jeśli o mnie chodzi… wydaje mi się, że wszystko płynie sobie tak, jak powinno. Czasem czuję jeszcze taki znajomy, nieprzyjemny uścisk w sercu, ale tak jak powiedziałaś – chyba jestem dość silnym facetem, przynajmniej ostatnio. Zresztą, muszę taki być, bo jak nie ja, to kto? Choć powiem Ci, że wcale nie jest łatwo zachować jako-taką pogodę ducha. Szczególnie, kiedy jeden z moich najlepszych przyjaciół, jedyny hyung, którego tutaj mam, idzie do wojska i teraz będzie nam naprawdę, naprawdę trudno się ze sobą kontaktować. Wiem, bo gdy na służbę poszedł Kangin, też tak było. Powinienem pisać listy też do Jungsu-hyunga? Nie, to durny pomysł, moje listy zaginą pewnie gdzieś w stercie wiadomości od fanek, kkk.
Nie, ale na poważnie. Będzie mi naprawdę bardzo samotnie bez jego obecności. Zżyłem się z nim, nie da się ukryć i ciężko mi ze świadomością, że kiedy będę w beznadziejnym humorze, nie dam rady się z nim zobaczyć i porozmawiać, albo chociaż posiedzieć i wypić butelkę dobrego wina, którą ukradniemy Kyu albo Mingowi.
Będzie smutno i nieco pusto, ale wytrzymam, no bo co innego mogę zrobić, nie? A póki co, pożegnam go z uśmiechem na ustach, bo i jemu wcale nie jest łatwo iść tam bez żadnego z nas.

PS – moja mama ma się już dobrze, lekarze powiedzieli, że jeśli nie będzie się przemęczać, to wszystko powinno być w porządku. Dzięki za troskę (prawdziwą czy udawaną, nieistotne)





Ten mężczyzna potrzebuje czasem pobyć jak dziecko.



Zmiana fryzury była tym, co zawsze sprawiało, że był niesamowicie podekscytowany. Także i teraz chodził wesoło po pokoju z dziwaczną folią na głowie i rozmawiał z Gunhee na zupełnie przypadkowe tematy.
- To co, dzisiaj farbowaliśmy, więc w przyszłym tygodniu robimy trwałą tak jak chciałeś?
- Zdecydowanie. Poprzednim razem wyglądałem jak czarnoskóry, który wpadł do worka z mąką, ale teraz już wiesz, jak chciałbym, żeby to wyglądało, prawda?
- Ej, wypraszam sobie. Wtedy chciałeś tak wyglądać. Mówiłem ci przecież, że masz za krótkie włosy i będziesz wyglądał, jakbyś miał afro, ale się uparłeś.
- Dobra, dobra, masz rację. Dlatego teraz zapuszczałem włosy trochę dłużej – Heenim podrapał się po czole – długo jeszcze mam z tym łazić?
- Możesz już to ściągnąć. Umyj i wysusz włosy – hyung otworzył drzwi i sięgnął po ogromny worek, który się za nimi znajdował – a ja tymczasem pokażę Heebumowi niespodziankę, którą na dzisiaj przygotowałem.

Heechul spodziewał się wielu rzeczy – tego, że Heebum zamieni się w końcu w człowieka, że napadną go kosmici i postawią na wystawie, że wyłysieje przed trzydziestką albo że Siwonowi w końcu uda się go nawrócić – ale na pewno nie tego, co ujrzał po tym, jak przekroczył próg własnego pokoju.
Nie miał pojęcia czy parsknąć śmiechem, czy też bać się tego, co za chwilę niewątpliwie go czeka.
- Hyung…? – wypalił głupio, z niemałym zaskoczeniem wpatrując się w hyunga, człapiącego po pokoju w przebraniu żółtego teletubisia.
- O, jesteś! – ucieszył się na jego widok, po czym sięgnął do torby i wyciągnął strój dla swojego młodszego kolegi. – Ubieraj się, idziemy na miasto!
Idol wciąż gapił się na niego osłupiały.
- Ale… w tym? – zapytał w końcu, biorąc do ręki kostium czerwonego teletubisia.
- Owszem. I nie, nie możesz zaprotestować. Wskakuj w to wdzianko.
- Przynajmniej wybrałeś mojego ulubionego… - warknął z przekąsem.
Jednak gdy tylko poczuł na sobie ciężar i ciepło przebrania, humor od razu mu się poprawił i po kilkunastu fotkach – z nim samym, z hyungiem i z resztą zespołu, która postanowiła się z niego pośmiać – w końcu ruszyli na imprezę, która podobno zaczęła się już bez nich, co okazało się być wierutnym kłamstwem. Na dodatek on i Gunhee stali się atrakcją wieczoru, ale wcale im to nie przeszkadzało.
Heechulowi było ciepło, a po kilku drinkach wszyscy zaczęli wyglądać bardzo przyjaźnie i Heenim postanowił, że stanie się bardziej uroczym Po niż oryginalny, więc chodził ze znajomymi od lokalu do lokalu, umilając wszystkim czas.
Czuł się jak dziecko i jak dziecko otrzymywał cukierki, gdy tylko zagroził komuś psikusem.
Tej nocy naprawdę wrócił do momentu, w którym miał kilka lat i wszystko było wesołe. I cieszył się z tego jak głupi.
Tak mu było najweselej.




By potem dojrzale, na swój sposób okazać swą przyjaźń.



Stał przed lustrem i przez moment przyglądał się własnym palcom, które powoli zapinały guziki dużego, wełnianego swetra.
Słońce nie wstało jeszcze na dobre, a on i tak szykował się już do wyjścia wiedząc, że później nie będzie miał już na to czasu. Westchnął przeciągle, kiedy przypomniał sobie, dlaczego wstał tak wcześnie. Miał dziś jakieś ważne spotkanie w biurze, a poza tym chciał pożegnać się ze swoim jedynym hyungiem w zespole.
Przeciągnął się kilka razy, poklepał po policzkach i opuścił pokój.
Przez jakiś czas stał pod drzwiami Jungsu, zastanawiając się, czy powinien zapukać, czy też lepiej by było, by wszedł tak po prostu na wypadek, gdyby Leeteuk spał.
W końcu zdecydował się na drugą opcję i powoli, najciszej jak się dało, wszedł do środka.
Lider siedział na biurku, ze spuszczoną głową; wyglądało na to, że przysnął dopiero niedawno, mając za sobą zupełnie nieprzespaną noc w prawie pustym, białym pokoju.
Heechul podszedł do niego i przytrzymał go tuż po tym, jak niebezpiecznie przechylił się do przodu. Przez moment czuł spokojny, miarowy oddech swojego hyunga na szyi. Uśmiechnął się do siebie.
- Coś ty robił przez całą noc, Jungsu-hyung… - wyszeptał, po czym przyłożył czoło w okolicy ego obojczyka. Przypomniał mu się pewien dzień, w którym także podtrzymywał starszego kolegę, by ten się nie przewrócił. – Hyung… odżywiaj się dobrze, nie zapracowuj się, jak to masz w zwyczaju, słuchaj przełożonych, baw się dobrze, zadzwoń czasem… - powiedział, choć zdawał sobie sprawę z tego, że przyjaciel go nie słyszy – będę tęsknić. Tak trochę. Bardzo – uśmiechnął się delikatnie, po czym obudził Jungsu.
- O, Heechullie – mruknął zachrypniętym głosem. – Muszę już wychodzić? – zapytał półprzytomny.
- Nie, hyung. Chodź, wypijemy herbatę zanim wyjdę, a potem możesz położyć się u mnie na moment, zanim wszyscy wstaną.
Leeteuk uśmiechnął się i zeskoczył z biurka.
- Tylko nie spal czajnika – zażartował, mierzwiąc jego włosy.



By dowiedzieć się nowych rzeczy..




Heenim,
Naprawdę dziękuję za to, że jednak odpisujesz. Myślę, że będę zaskoczona za każdym razem, kiedy zobaczę list od Ciebie, niezależnie od tego, ile czasu minie…
Tak, pisanie listów jest znacznie ciekawsze niż prowadzenie pamiętnika, coś o tym wiem. Kiedy pisze się listy, to jakoś tak… no nie wiem, wszystko wygląda nieco inaczej. Poza tym na list dostanę odpowiedź, co w przypadku pamiętnika jest niemożliwe, chyba że ktoś inny do niego zajrzy i postanowi dodać coś od siebie, ale to raczej nie jest coś, czego byśmy chcieli… a tak możemy ze sobą rozmawiać, może troszkę rozciągając to w czasie, ale jednak.
Odpowiadając na Twoje pytanie… nie, nie mam przyjaciół. Miałam, kiedyś, nawet całkiem niedawno. I pewnie nadal bym ich miała, gdybym nie zdecydowała się ich opuścić. Tak, zdecydowałam się zakończyć znajomość z moimi przyjaciółmi. Prawdę mówiąc, nie utrzymuję z nikim kontaktu, oprócz ciebie i mojego szefa, dla którego od czasu do czasu napiszę parę artykułów. Odcięcie się od każdej osoby, z którą byłam blisko zajęło mi niesamowicie dużo czasu i pochłonęło dużo moich sił psychicznych, ale przynajmniej rozstaliśmy się w pokoju – jestem pewna, że odpłaciłam im wszystkie krzywdy, jakich przeze mnie doznali i myślę, że zatrzymają dobre wspomnienia związane ze mną…
Szczerze mówiąc, wciąż zastanawiam się jak dużo mogę Ci już powiedzieć, a co jeszcze zatrzymać dla siebie… nie chcę, żebyś przestał do mnie pisać. Nie dlatego, że ja tego potrzebuję – bo wcale tak nie jest, ale dlatego, że Tobie chyba to pomaga. Zatem… myślę, że na tym na razie poprzestanę. Dodam tylko, że jestem młodsza od Ciebie o siedem lat i nie mam ładnych nóg (no co? Na pewno się nad tym zastanawiałeś!). Poza tym żyję sobie zupełnie sama w moim małym mieszkanku, ale już niedługo, bo planuję wyjechać za granicę. To chyba wszystko. Nie wiem. Nie lubię pisać o sobie. Reszty dowiesz się i tak, prędzej czy później.
Co do Leeteuka i wojska… co innego mogę powiedzieć poza tym, że wszystkim będzie go w jakimś stopniu brakować i nie jesteś w tym sam? No i hm… hwaiting? Poradzisz sobie jakoś.
Trzymaj się,
S.

nenn - 2013-07-08, 17:05

Kiedy Ci się wydaje, że poznało się ogólny schemat zachować, że widziało się tyle, że nic nie jest wstanie Cię zaskoczyć, to czasami ludzie zachowują się tak, że jednak trudno zrozumieć cokolwiek. Hee spotyka tak wielu ludzi. Tych zwyczajnych i niezwyczajnych. Tych potrafiących się zachować i tych, których przydałoby się nauczyć dobrych manier. Albo chociażby jakichkolwiek ...
Doskonale zdaję sobie sprawę, że sława zawiera wszystkie „odcienie”. Od takiego np. szczęścia, uznania po całkowity brak prywatności. I byłabym hipokrytką, gdybym zdecydowanie potępiła wszystkie te osoby, które robią swoim idolom zdjęcia. Przecież każdy fan, chce być na bieżąco z tym, co się dzieje u ukochanego idola. Tylko, że dla mnie są jednak pewne granice, których nie powinno się przekraczać. A już na pewno nie powinno się zapominać o przyzwoitości. Dlatego nie rozumiem tych dziewczyn, które tak za wszelką cenę chciały zrobić zdjęcie Hee, gdy ewidentnie było widać, że On sobie tego nie życzy. Podziwiam, że zachował zimną krew, bo wiem, jak ciężko jest czasami trzymać język za zębami.
Nie mniej cieszę się, że dane Mu było spotkać też inną grupkę fanów. I to – jakby nie patrzeć – takich troszkę niezwykłych, a już na pewno rzadziej spotykanych. Sama ilekroć widzę chłopaków na jakichś koncertach itp., to czuję się mile zaskoczona, bo co tu ukrywać – ELFy w znaczącej większości to jednak dziewczyny. A już pomijając różnicę płci, to jeszcze jedno ich odróżniało od tych dziewczyn z lokalu - potrafili się zachować. Jak widać kultura nie musi wyparowywać wraz z ujrzeniem idola. Całokształt tego spotkania chyba musiał przypaść do gustu Hee, skoro zgodził się na zrobienie fotek i spędził w ich towarzystwie trochę czasu. Dobrze, że takim miłym akcentem zakończyło się to wyjście.

Scena w pokoju, kiedy to Hae z taką pewnością w głosie i entuzjazmem, oświadczył, że się wprowadza oraz zapowiedział wspólne spędzanie czasu, od razu wywołała mój szeroki uśmiech – w przeciwieństwie do Hee, który wybitnie na uradowanego to i nie wyglądał. Ale któż by się oparł entuzjazmowi i szczeremu sercu Hae? ;) Ciekawe jak tam się będzie im mieszkało i czy Jego „zadaniem” było właśnie zamieszkanie z Hyungiem i obserwacja, czy coś jeszcze Leeteuk Mu zleci(ł).

Doskonale wiem jak to jest, gdy nadarza się jakaś „okazja”, a nie ma się najmniejszej ochoty na zabawę. A Hee ma x razy gorzej chyba, bo w Jego przypadku zwykłe „nie chce mi się”, raczej by nie zdało rezultatu. Inną sprawą jest, że czasami takie „wymuszone” wyjście, kończy się o wiele lepiej niż niejedno, na które z własnej woli się szło. I tutaj mamy tego przykład. Wystarczy zaangażowanie przyjaciela, Jego dobry humor oraz wariacki pomył i Hee – po zmianie fryzury i omówieniu kolejnych zmian- wylądował w przebraniu PO! Co więcej, cała ta maskarada Mu się jak najbardziej podobała. Dobrze, że tak szybko się w tym odnalazł, bo dzięki temu, mógł jeszcze więcej czerpać radości z tych beztroskich chwil zabawy. Tym bardziej, że ostatnimi czasy, tak różnie z tym u Niego bywało.
A swoją drogą – ja nie chcę trwałej u Hee. Ja chcę takie proste włoski z opadającą Mu grzywką *_* I tyle na ten temat No może tylko, że jak Heebuma zechcą przefarbować, to życzę im powodzenia :P

List. I tutaj mam pewną zagwostkę, bo ma taki niejednoznaczny wydźwięk. Z jednej strony, na samym początku Hee pisze, jakby chciał wyznaczyć granicę między Nim a dziewczyną. Jakby chciał Jej uświadomić, że ta ich korespondencja, nie jest dla Niego aż tak ważna, żeby czegoś nie zaczęła sobie wyobrażać. Tak to odczułam. A z drugiej strony, odpytuje się, ewidentnie widać, że się troszczy i chce jak najwięcej się o Niej dowiedzieć. I samemu też „mówi”. O tym co się dzieje, co myśli itp. Czy to nie są sprzeczne sygnały? No bo niby nie zależy Mu a jednak zależy ... Aczkolwiek „S” wydaje się to nie przeszkadzać. Sama też nie jest wylewna, powiedziałabym ostrożna. Tajemnicza. Nie chce wywierać presji na Hee, ale też jest szczęśliwa, że w ogóle mają ze sobą kontakt. Zaintrygowała mnie tym „prędzej czy później”, bo zabrzmiało to tak, jakby była pewna, że ich znajomość się rozwinie i umocni. Cóż, nie ukrywam, jestem bardzo ciekawa, co z tych listów „wyjdzie”.

Przyjaźń nie jest łatwa. Ale jest zarazem czymś cudownym. Bardzo mi się podobał klimat tej części, kiedy to Heenim przyszedł do pokoju Jungsu. To jak się zachował. Te słowa, które wyszeptał do śpiącego. Tak jakby powiedział to, czego nie byłby wstanie powiedzieć, gdyby przyjaciel mógł Go usłyszeć. Hee z pewnością nie jest łatwą osobą we współżyciu i z pewnością Leeteuk niejednokrotnie się o tym przekonywał, ale w takiej właśnie chwili widać, jak bardzo zależy Heenimowi na swoim jedynym Hyungu. Jak bardzo się o Niego troszczy i jak będzie tęsknił, kiedy ten będzie odbywał swoją służbę wojskową.


Przepraszam i to tak bardzo baaardzo, że tyle mi się zeszło z tym komentarzem.

gang-aji - 2013-07-29, 04:53

nenn, cóż, chciałam pokazać, że sława może być radością i jednocześnie czymś nużącym, a czasami nawet irytującym, szczególnie za sprawą postawy fanów. Bo faktycznie, nieszanowanie woli i prywatności idola jest bardzo nie w porządku i takie osoby powinny się za siebie bardzo wstydzić. Ale na szczęście, nie wszyscy są źli i zdarzają się też naprawdę miłe osoby - tak jak ci fani.
nenn napisał/a:
ELFy w znaczącej większości to jednak dziewczyny.
Kkk, prawda, ale stwierdziłam, że panom ELFom też się pamięć należy, bo to takie fajne, kiedy się ich widzi^^

nenn napisał/a:
Ale któż by się oparł entuzjazmowi i szczeremu sercu Hae? ;)
No, skoro nawet Hee mu się nie oparł, to chyba nie ma na świecie takiej osoby ;P
nenn napisał/a:
czy Jego „zadaniem” było właśnie zamieszkanie z Hyungiem i obserwacja, czy coś jeszcze Leeteuk Mu zleci(ł).
widzę, że dla Ciebie ta tajna misja wcale nie jest taka tajna XDDDDDDDDDDD Tak, Hae ma obserwować Heenima i zdawać raporty z przebiegu obserwacji.

nenn napisał/a:
ja nie chcę trwałej u Hee. Ja chcę takie proste włoski z opadającą Mu grzywką *_*
cicho tam, trwała będzie, loki będą, bo ja tak mówię XDDDDDDD no i jeszcze dlatego, że on też chyba je lubi i no, nie ukrywam, ta fryzura mi się przyda w przyszłości^^

nenn napisał/a:
Z jednej strony, na samym początku Hee pisze, jakby chciał wyznaczyć granicę między Nim a dziewczyną. (...) A z drugiej strony, odpytuje się, ewidentnie widać, że się troszczy i chce jak najwięcej się o Niej dowiedzieć.
Myślę, że Hee chce po prostu zachować jako takie pozory, żeby nie było, że naprawdę się wciąga w tę znajomość - a tak przecież jest. Próbuje chyba podświadomie udowodnić jej (i sobie), że ma do tego wszystkiego dystans (ale nie zauważył, że tak naprawdę wcale go nie ma)
nenn napisał/a:
Zaintrygowała mnie tym „prędzej czy później”, bo zabrzmiało to tak, jakby była pewna, że ich znajomość się rozwinie i umocni.
Hm, to jest bardziej takie "prędzej czy później JEŚLI będziemy to kontynuować" ~~

nenn napisał/a:
Tak jakby powiedział to, czego nie byłby wstanie powiedzieć, gdyby przyjaciel mógł Go usłyszeć.
Dokładnie. Nie mógłby tego powiedzieć, bo bezpośrednie mówienie komuś o swoich uczuciach to coś, czego Hee najwyraźniej naprawdę nie potrafi. Ale nie zmienia to faktu, że tych uczuć nie posiada albo nie zamienia w czyny^^

nenn napisał/a:
Przepraszam i to tak bardzo baaardzo, że tyle mi się zeszło z tym komentarzem.
Eeee tam, nie szkodzi! XD
karolcia0596 - 2013-08-02, 18:07

Jak zwykle piszę komentarz z niezłym opóźnieniem -.- ale napisać muszę ^_^ Tak bardzo się cieszę że to dłuższej przerwie wróciłaś z kolejną częścią.
Standardowo bardzo podobała mi się każda z tych części począwszy od chłopców E.L.Fów ( to był genialny pomysł) a zakończywszy na liście od tajemniczej dziewczyny. Jestem bardzo ciekawa jak potoczy się ich dalsza znajomość.
nenn napisał/a:
Przyjaźń nie jest łatwa. Ale jest zarazem czymś cudownym. Bardzo mi się podobał klimat tej części, kiedy to Heenim przyszedł do pokoju Jungsu. To jak się zachował. Te słowa, które wyszeptał do śpiącego.
Nic dodać nic ująć ~!
Hyyym już wspominałam kiedyś że nie umiem pisać komentarzy Przepraszam bo naprawdę ze twoje opowiadanie należy ci się solidny komentarz tak jak zrobiła to nenn, ale dzisiaj nie mam do tego głowy...
Także czekam z niecierpliwością i życzę weny~~~~~;)

gang-aji - 2014-12-03, 17:32

Witam! Wróciło mi się po ponad roku, któż by się spodziewał? ^^;; Jeszcze niedawno wydawało mi się, że już żadnego fika nie napiszę, że zupełnie straciłam do tego serce, a tu proszę, coś tam nabazgroliłam... nie jest może zbyt długie i prawdopodobnie stylistycznie i merytorycznie też pozostawia wiele do życzenia, ale z jakiegoś powodu straszliwie chciałam się tym z wami podzielić*
Ok, już nie marudzę, tylko zapraszam do czytania. Acha! Nie mam pojęcia, kiedy następna część... może za rok? :DDDDD (oby nie omg)

*nie wiem czy liczba mnoga jest odpowiednia, bo mam wrażenie, że poza nenn nikt tego nie przeczyta, haha XD





Ale i tak w końcu zmęczenie bierze górę i płaczący słabnie



— Cześć, hyung — przywitał go Donghae, gdy tylko pojawił się w pokoju tuż nad ranem. Machnął mu tylko przyjaźnie ręką, po czym rzucił się na łóżko. W głowie wciąż szumiało mu od nadmiaru alkoholu i głośnej muzyki, która wypełniała bar karaoke oraz w najpopularniejsze kluby w Hongdae. Nie spał od trzech dni i nic nie wskazywało na to, żeby ten stan rzeczy miał się zmienić. Na dodatek nogi drżały mu tak mocno, że ledwie na nich stał, a przez całą drogę do pokoju miał wrażenie, że podążają za nim jakieś cienie.
— Weź chociaż prysznic, hyung — usłyszał ciepły głos przyjaciela.
— Potem — jęknął, przytulając się do swojej ulubionej poduszki i przykrywając kołdrą. Miał nadzieję, że po dwóch przebalowanych dobach w końcu będzie w stanie zasnąć. Niczego w tej chwili nie pragnął bardziej jak tych kilku godzin, w czasie których jego organizm będzie w stanie zregenerować się przed kolejnym tygodniem służby.
Jego życzenie nie zostało jednak spełnione; godziny mijały, a on wciąż leżał na łóżku zupełnie rozbudzony. Dochodzące zza drzwi odgłosy również nie pomagały mu zasnąć. Z każdą minutą rosła jego irytacja i gdy tylko tuż obok jego twarzy pojawił się Heebum, który nagle wyglądał jak puma szykująca się do ataku, Heechul dość agresywnie zrzucił go z łóżka, zupełnie nie żałując tego, co zrobił. Gdy Donghae, martwiąc się o niego przyniósł mu szklankę gorącego mleka, rozbił ją, rzucając nią o ścianę. Był pewien, że to spisek i ten facet z twarzą łososia chce zrobić mu krzywdę. Tylko dlaczego Hae nagle zamienił się w gościa z głową łososia? Czyżby miał halucynacje? No chyba, że nie i że faktycznie był przybyszem z innej planety, a ci tutaj, puma i mężczyzna, chcieli go zgładzić. Nie mógł dać im tej satysfakcji, pragnął zaatakować pierwszy.
Nienawidził wszystkiego i wszystkich. Miał ochotę zmieść każdego z powierzchni Ziemi. Porozrywać na strzępy, zniszczyć, zabić i… w końcu porządnie się wyspać bez wspomagania magicznych białych tabletek.
Obiecał sobie tydzień wcześniej, że spróbuje je odstawić… musiał to zrobić, ponieważ zaczął się ich bać. Za każdym razem, kiedy spoglądał na szklaną buteleczkę, nachodziła go dzika ochota, by połknąć je wszystkie. Zdawały się do niego mówić, zachęcać, nęcić, by zażył je co do jednej. Powstrzymywał się przed tym resztkami silnej woli. Wiedział, że gdyby mu się nie udało, konsekwencje byłyby okropne, a mimo to wciąż coś ciągnęło go do tego malutkiego opakowania i jeszcze mniejszych tabletek.
— Dobra, hyung, koniec tego dobrego — Kangin bez zastanowienia usiadł na jego łóżku i zrzucił z Heechula kołdrę — albo weźmiesz te pieprzone tabsy na sen, albo pakuję cię do samochodu i jedziemy do szpitala.
— Nie chcę tabletek — zaprotestował Heenim słabym głosem, kopiąc młodszego kolegę w plecy — spadówa.
— Gówno mnie obchodzi, czego chcesz — głos Kangina brzmiał poważnie — masz iść spać i nie obchodzi mnie, jaką metodą. Wstawaj. Wychodzimy.
— Wypierdalaj stąd, jebany dziwkarzu — warknął Hee, wyobrażając sobie, że właśnie morduje swojego przyjaciela. Był wściekły. Czy ci wszyscy ludzie przestaną go kiedyś męczyć?
— Nie wyjdę. Chyba, że z tobą. Decyduj. Tabletki czy szpital?
— Nie chcę wychodzić na zewnątrz, dopiero wróciłem, do kurwy nędzy! — Mężczyzna czuł się przyparty do muru; był przemęczony, bliski furii i z całą pewnością bliski płaczu. Nie do końca wiedział też, co się dzieje. Rozumiał tylko, że Kangin chce go zmusić do połknięcia tabletek nasennych. Czyżby chciał go zabić? Chciał pomóc mu umrzeć?
— Siwonnie, chodź tu! — Hee wydawało się, że się przesłyszał? Co Siwon miałby tu robić? Nie chciał tu Siwona, na pewno nie z jego błogosławionym, jasnym uśmiechem i głosem, który może i mógłby uspokoić stado wściekłych drapieżników, ale w Heechulu wywoływał zgoła odmienne uczucia. Tylko nie Siwon. Tylko nie tabletki. Tylko nie to.
— Hyung… — Siwon pochylił się nad nim — daj sobie pomóc, co? Wiem, że możesz teraz nie myśleć na trzeźwo, po tylu dniach bez snu i w ogóle…
— Zamknij się.
— Hyung, o co ci chodzi, to tylko kilka głupich pigułek — zirytował się jeszcze bardziej Kangin — po prostu połknij je i idź spać, a nie tylko przysparzasz nam problemów.
— Kanginie hyung… — Siwon położył mu dłoń na ramieniu i pokręcił głową. — Nieprawda, hyung — zwrócił się do zdezorientowanego Heechula — nie jesteś dla nas problemem, żadnym.
— Jestem — oświadczył — jestem i dlatego chcecie, żebym połknął je wszystkie, żebym w końcu zniknął, żebyście mieli ze mną spokój, kurwa mać!
— Oszalałeś?! — Kangin wstał i gapił się na niego zaskoczony — masz jakieś omamy czy co?!
— Tak, hyung, coś sobie wmawiasz — spokojny głos Siwona sprawiał, że trzydziestolatek zaczynał trząść się ze wściekłości, zaciskając pięści, gotów zaatakować w każdej chwili. Miał dość — zaraz ktoś przyniesie ci kubek wody i tabletki… minuta i będzie po sprawie…
— Nie chcę jebanych tabletek, ile mam wam powtarzać! Boję się tych pierdolonych tabletek, boję się, do cholery! Boję się, że jak wezmę jedną, będę chciał wziąć je wszystkie! Boję się, kurwa, ile razy mam wam to powtarzać, zanim zrozumiecie?!
Kangin i Siwon spojrzeli na siebie zaskoczeni. Również podsłuchująca pod drzwiami reszta zespołu plus Gunhee, który wpadł na moment nie wiedziała, co o tym myśleć. To był pierwszy raz, kiedy słyszeli od niego o czymś takim i dłuższą chwilę zajęło im zrozumienie, że ich przyjaciel prawdopodobnie przez dłuższy czas chciał o tym porozmawiać i wyobrażał sobie te dyskusje wiele razy, a teraz po prostu coś pomieszało mu się w głowie.
Hyukjae sięgnął po telefon i wyszedł na zewnątrz. Wrócił dwie minuty później i wszedł do pokoju Heechula, w którym Siwon próbował wciąż przekonać swojego hyunga do wzięcia leków. Heenim płakał, zasłaniając się poduszką. Heebum pomiaukiwał w kącie.
— Dość — oświadczył — dość. Lekarz będzie tu za moment. Hyung, dostaniesz zastrzyk, dobra? Wyśpisz się, a potem pogadamy.
— No, kurwa, nie można tak było od razu? — jęknął Heechul, nieco się uspokajając.
— Wybacz, to nasza… moja wina… zapomniałem, że te tabletki… no, przepraszam.
— Dobra, wszystko jedno, po prostu sobie idź. Niech wszyscy już sobie pójdą.


martwiąc innych.



Niski, siwy starszy pan po cichu zamknął drzwi i poprawiwszy okulary w okrągłych oprawkach, odszukał wzrokiem mężczyznę, który go wezwał.
— Powinien spać aż do rana — zwrócił się do Eunhyuka i wyciągnął w jego kierunku dłoń z niewielką, białą karteczką.
Hyuk odebrał ją i spojrzał na zapisane na niej słowa i liczby. Kilka sekund wystarczyło, by w pełni pojąć ich znaczenie.
— Och. Mam go zmusić czy postarać się, by przyszedł z własnej woli?
— Przyprowadzanie pacjenta siłą jest dopuszczalne tylko w ostateczności. Proszę spróbować z nim porozmawiać.
— Czy jego stan… czy on… No, czy to poważna sprawa?
— Nie jestem w stanie tego stwierdzić na pewno, ale z tego, co tłumaczył mi pan przez telefon, to… no cóż, pana przyjaciel może potrzebować pomocy specjalisty, choć nie musi. Naprawdę mam za mało informacji, przykro mi. Proszę umówić się na wizytę i wtedy dopiero…
— Tak, dobrze — Hyukjae przygryzł dolną wargę, mocno się nad czymś zastanawiając. Wiedział, że prędzej czy później będzie musiał odbyć z Heechulem rozmowę na temat jego zachowania, ale kompletnie nie miał pojęcia, jak się do tego zabrać i świadomość tego bardzo mu ciążyła.
— No dobrze. Jeśli nie ma pan do mnie więcej pytań, panie Lee, to ja już pójdę — kiwnął głową w geście pożegnania.
Eunhyuk westchnął bardzo ciężko i skierował swoje kroki do salonu, w którym stało się nagle niecodziennie tłoczno. Wszyscy chcieli znać odpowiedź na wiele, wiele pytań, a on nie mógł im ich dać.
Siedzący na brzegu kanapy Gunhee poderwał się z miejsca. Zazwyczaj radosna twarz przybrała poważny wyraz.
— Ta banda tutaj — wskazał kciukiem za siebie — powiedziała mi, że ty mi wszystko wyjaśnisz. No to wyjaśniaj. Co tu się dzieje, do ciężkiej cholery?
— Nie zauważyłeś… hyung?
— Czego niby? Oprócz tego, że ten idiota nie spał tak długo, że od paru dni wyglądał jak chodząca śmierć? I był w beznadziejnym humorze, ale to chyba przez to… nie?
— Nie — Gunhee usłyszał głos z głębi pokoju — podejrzewamy, że nie.
Zaklął cicho. Czyli jednak. Nie zdziwiło go to, znał Heechula od piętnastu lat i gdzieś w zakamarkach jego umysłu już dawno pojawiła się pewna myśl, która za moment prawdopodobnie miała znaleźć potwierdzenie w ustach kolegów z zespołu jego przyjaciela.
Oparł się o ścianę i słuchał, od czasu do czasu kiwając głową.
Sytuacja nie wyglądała zbyt kolorowo. Ale wiedział, że to da się zmienić. Jakoś.


Płaczący czasem musi się komuś zwierzyć.



Hej, to znów ja. A to ci niespodzianka, co?
Lubię do Ciebie pisać. Nie wiem, dlaczego, po prostu lubię. Ale naprawdę nie rozumiem, dlaczego ciągle jesteś zdziwiona, że odpowiadam na Twoje listy. Dlaczego miałbym nie? Szczególnie, że z jakiegoś powodu niesamowicie mnie intrygujesz. Przyłapuję się czasem na tym, że zastanawiam się, jak wyglądasz (wiem tylko tyle, ile sama mi do tej pory zdradziłaś… czyli praktycznie nic… btw. skąd wiesz, że nie masz ładnych nóg? Może dla Ciebie nie są ładne, a dla kogoś innego już tak!), ciekaw jestem, co lubisz a czego nie, no i co za tajemnicę tak skrzętnie starasz się przede mną ukryć… tak w ogóle, to zupełnie nie rozumiem, dlaczego mówisz mi tylko troszkę, trochę mnie to irytuje, jak mam być szczery. Kawę na ławę, poproszę. Nawet, jeśli jak piszesz, pisanie o sobie nie przychodzi Ci łatwo. Zrób to. Chcę wiedzieć wszystko od początku do końca. Dlaczego? Nie wiem. Bo tak. Lubię wiedzieć wszystko o wszystkich, których znam.
Napisz. Będę czekał na Twój list z niecierpliwością. Twoje listy, mimo że nie są może jakoś specjalnie wesołe sprawiają, że przez chwilę jest mi jakoś tak cieplej na sercu.
O rany, dziadzieję z wiekiem. Nie dość, że mam fryzurę jak ajumma (mnie się tam podoba, ale jak zwykle zbieram baty…), to na dodatek jeszcze mięknę. Niedobrze.
Aaaaa tak w ogóle, to muszę Ci się z czegoś zwierzyć (oho, czyżbym przełączył się na tryb licealistki?) Te durnie z mojego zespołu myślą, że ja nie widzę, jak się o mnie martwią, że nie rozumiem samego siebie (a oni mnie owszem) i nie daję sobie pomóc. Ale ja nie potrzebuję pomocy, no bo w czym? Czy ktokolwiek inny jest w stanie sprawić, że przestanę czuć się jak zbity, samotny szczeniak? No nie sądzę. Poza tym chyba nie jest ze mną jeszcze tak źle. Umiem się sobą zająć, nie jestem dzieckiem nawet, jeśli czasem się tak zachowuję. Wnerwia mnie to straszliwie.
Dobra, przerwa obiadowa się kończy, muszę wracać do roboty.
Nie zapomnij napisać wszystkiego, ale to dosłownie wszystkiego o sobie!



Czasem bywa, że czegoś się wstydzi



Wciąż nie mógł uwierzyć, że aż tak dał się ponieść emocjom i zrobił awanturę godną zmęczonego dorastaniem trzynastolatka. Co prawda, nie pierwszy raz robił raban o jakieś drobnostki, ale chyba nie zdarzyło mu się nigdy, odkąd zamieszkał razem z resztą zespołu, naprawdę się tego wstydzić.
Przez kilka dni nie mógł spojrzeć nikomu w oczy, nie mówiąc już o jakiejkolwiek wymianie zdań. Nawet próby Donghae by choć przez moment z nim porozmawiać, kończyły się na zwykłym „tak tak, nie nie”. Sprawiło to, że dotychczas tętniący życiem pokój został po brzegi wypełniony nieznośną ciszą i mimo najszczerszych chęci obu kolegów, nic nie zapowiadało zmiany tej sytuacji.
Być może po prostu potrzebowali odrobiny czasu.


i chce za to odpokutować.



„Idziemy na mięsko? Ja stawiam” — napisał do wszystkich członków SuJu na KakaoTalk i obserwował, jak konwersacja zapełnia się wiadomościami od zadowolonych i zapewne bardzo głodnych przyjaciół. Zebranie ich wszystkich przez różnice w grafikach graniczyło w tych dniach z cudem, ale dziwnym trafem jakoś się udało.
Po cichu obserwował, jak stół powoli wypełnia się przeróżnymi daniami i jak poszczególni członkowie zacierają ręce, ciesząc się na niewątpliwą ucztę, jaką im tego dnia zaserwował. Sam jednak nie miał ochoty na jedzenie. Nie oznaczało to, że nie był głodny, jednak nic, co trafiało przez ostatnie dni do jego ust, w ogóle mu nie smakowało. Nawet kiedy nachodziła go ogromna ochota na jakieś danie, po jego spróbowaniu ledwie udawało mu się powstrzymać mdłości.
— Hyung, nie jesz? — siedzący obok Sungmin szturchnął go w ramię — spiesz się, bo za chwilę już niczego nie będzie — ostrzegł go, uśmiechając się przyjaźnie.
Heechul odwzajemnił uśmiech. Sięgnął po swoją parę pałeczek i sięgnął po skwierczące kawałki mięsa, zawijając je w sałatę. Jadł powoli, dobrze przeżuwając każdy kęs i udając, że słucha tego, co przyjaciele mają mu do powiedzenia. A mieli bardzo dużo. Przekrzykiwali się wzajemnie i dzielili się najnowszymi plotkami, machając pałeczkami i kubkami z wodą tak energicznie, jakby od tego zależało ich życie.
W końcu Hee chwycił swój kieliszek, napełnił go przezroczystym płynem i sącząc go powoli, przyglądał się całej reszcie tak, jakby widział ich po praz pierwszy w życiu. W jednym momencie z niezwykle bliskich osób stali mu się zupełnie obcy. Miedzy nim a całą resztą wyrosła nagle znikąd potężna ściana, która sprawiała, że w żaden sposób nie potrafił poczuć się swobodnie.
Przeleciał wzrokiem po twarzach towarzyszących mu przyjaciół. I wtedy coś do niego dotarło. Jedna mała myśl, która wcześniej krążyła gdzieś po jego umyśle i dopiero teraz, omamiona odrobiną alkoholu, dała się złapać.
„Nie są przyjaciółmi; nie traktuję ich tak, jakby nimi byli”.
Kiedy to się zmieniło? A może zawsze tak było, że miał ich tylko za członków jednej, ogromnej rodziny, ale jako przyjaciół już niekoniecznie?
Nie chciał zaprzątać sobie tym głowy, naprawdę nie chciał. Problem w tym, że uczucie to przyczepiło się do niego wyjątkowo mocno i żadną miarą nie miało zamiaru odpuścić. Musiał się więc do niego przyzwyczaić jak do wielu innych rzeczy, które go w życiu denerwowały, a które musiał znosić.
Uśmiechnął się do Yesunga bezwstydnie zjadł porcję mięsa znajdującą się w pałeczkach kolegi.
Yesung spiorunował go spojrzeniem i już chciał powiedzieć coś, co przypomni hyungowi, że tak się po prostu nie robi, ale nagle zmarszczył brwi, jakby sobie coś przypomniał i jedynie pokręcił głową. To tylko dodatkowo zirytowało Heechula i sprawiło, że nagle stracił apetyt. A fakt, że z równowagi wyprowadziło go coś tak głupiego tylko pogarszał sprawę.
— Hyuuuuung — Sungmin zamachał mu przed oczami kieliszkiem — Heechullie — przeciągał każdą samogłoskę.
— Co?
— Twoja kolej na toast!
Heechul wziął głęboki wdech i wypalił coś niesamowicie głupiego, ale czego wstawieni już koledzy wcale nie zauważyli.
Uśmiechnął się i oparł policzek o dłoń. Od tej chwili zamierzał jeść, pić i po prostu obserwować. Ale absolutnie nie myśleć, ponieważ z tego jego myślenia nic dobrego się ostatnio nie brało.

nenn - 2014-12-14, 10:22

Aż trudno uwierzyć, że coś w końcu dodałaś. Cieszę się, że mogłam poznać kolejną część historii choć akurat za Heenimem tutaj nie przepadam. Dlaczego? Bo pomyślał/stwierdził
Cytat:
Nie są przyjaciółmi; nie traktuję ich tak, jakby nimi byli
No jak On tak mógł ?! T_T Wiem, że akurat do tej sfery pragmatyczne podejście za często "nie zagląda", ale nie lubię tej ściany, którą wytworzył. Nie wiem co mam myśleć na ten temat. Z jednej strony niby intuicyjnie wyczuwam o co Mu chodzi, ale z drugiej i tak uważam, że tym swoim "sam sobie ze wszystkim poradzę, nic nie powiem bo i po co"robi sobie tylko wielką krzywdę. Nie raz nie dwa życie Mu pokazało, że nie jest taką Zosią Samosią a On ciągle brnie w to dalej. Serio niech szybko znajdzie się ktoś, kto będzie mógł tak docelowo przebić się przez to wszystko i spowodować, że jak będzie wkurzony to powyklina ale i wykrzyczy o co Mu chodzi a nie każe się wynosić z pokoju ...
Tym bardziej, że po przez te listy pokazuje, że potrafiłby być taką osobą. Wiem, że taka forma jest łatwiejsza, bo nie trzeba patrzeć w oczy, ale jest to już pewien sygnał. A On uparcie odrzuca tę zmianę... i to mnie najbardziej niepokoi.
Bo jeżeli nie zechce pójść do lekarza, jeżeli nie posłucha Hyuka i całej reszty, która może i ślepa i głucha, ale dla Jego dobra potrafi nie przejmować się Jego sławetnymi humorami, to albo jest tak bardzo z Nim źle albo jest kompletnym głupcem i to głupcem z tego rodzaju, którego nie potrafię zrozumieć ><

gang-aji - 2018-07-29, 20:45

Wróciłam. Po 4 latach. Dacie wiarę? ;o
Przepraszam, że tyle czasu mi to zajęło, jakoś tak jest, że w moim życiu wszystko dzieje się powoli... nawet pisanie tego opowiadania :") Mam nadzieję, że ktoś jeszcze pamięta tę historię, haha XD



14.


Płaczący mężczyzna próbuje zrozumieć



Bardzo żałował poprzedniej nocy. Zastanawiał się, dlaczego, u licha, wpadł na pomysł wyjścia z resztą SuJu w niedzielę. Przecież wiadomo było, że nawet – a może szczególnie podczas jedzenia grillowanego mięsa alkohol będzie lał się strumieniami. Pocieszała go jednak myśl, że reszta zespołu na bank cierpi teraz tak samo, jak on.
No, tyle że oni nie musieli wstawać o siódmej rano, żeby jakoś doczłapać się do biura. A nawet jeśli, to żaden z nich nie był zmuszony do znoszenia ścisku i charakterystycznego odoru powietrza gęstego od oddechów ludzi wybierających się masowo do pracy od którego robiło mu się niedobrze.
Cały poranek i część przedpołudnia próbował nie dać po sobie poznać, jak bardzo wykręca mu wnętrzności i przed przychodzącymi do biura starszymi paniami udawał, że pije hektolitry wody nie z powodu kaca, ale dlatego, że próbuje wykształcić zdrowy nawyk odpowiedniego nawadniania organizmu. Prawdopodobnie nikt mu w to nie wierzył, ale to już nie była jego sprawa. On wymówkę miał.
Dopiero po zjedzeniu gorącej, niesamowicie ostrej zupy na obiad poczuł, że jego organizm znów funkcjonuje tak, jak powinien.
Tego dnia miał do uporządkowania stertę dokumentów z całego poprzedniego miesiąca. Nie wymagało to jakiegoś szczególnego wysiłku – ani fizycznego, ani nawet umysłowego, więc miał trochę czasu na zastanowienie się nad tym, kim właściwie są dla niego kumple z zespołu – oprócz tego, że kumplami z zespołu oczywiście.
Do tej pory nie czuł potrzeby myślenia o takich rzeczach. Nadanie nazwy jego relacjom z SJ nigdy nie było ważne, ale po wczorajszym wieczorze postanowił porządnie sprawę przemyśleć. Pewny był tylko jednej rzeczy – chcąc czy nie chcąc, po tylu latach wspólnego mieszkania, wspólnej pracy i wspólnych problemów wszyscy członkowie byli dla niego jak rodzina. I chociaż to słowo zazwyczaj kojarzyło się z bliskością i zaufaniem, to przecież nie zawsze tak było – oprócz rodzin niezaprzeczalnie szczęśliwych istniały także rodziny rozbite, rodziny, w których brakowało zażyłości, których członkowie byli sobie zupełnie obcy mimo, że żyli pod jednym dachem.
Wszyscy w Super Junior byli jak jego bracia. Ale nie wszyscy bracia przyjaźnią się ze sobą i nie wszyscy o siebie dbają i Heechulowi wydawało się, że mimo pozornej bliskości tak często pokazywanej w mediach, między nim a resztą istnieje jakaś masywna ściana obcości, przez którą tylko czasami Donghae, Leeteuk albo Siwon byli w stanie czasami się przebić. Kiedyś z przedziwną łatwością przedzierał się przez nią Hankyung – wydawało się wtedy jakby ta ściana w ogóle nie istniała, ale odkąd odszedł z zespołu wszystko się zmieniło i jak do tej pory nikomu nie udało się powtórzyć tego wyczynu.
Być może – nie – z pewnością wina leżała po jego stronie. Nie powinien był się nigdy od nikogo odgradzać. Ale stało się. Z każdym kolejnym dniem odcinał się od innych aż w końcu nie umiał już nikomu zaufać. Nie to, żeby kiedykolwiek wcześniej ufał komukolwiek bezgranicznie, ale teraz chyba nikomu nie powierzyłby już bez wahania wszystkich swoich myśli. A już na pewno nie swoim młodszym kolegom z zespołu, miał jeszcze trochę dumy. Leeteuk też odpadał – po pierwsze był właśnie w wojsku i miał swoje problemy, a po drugie na pewno przejąłby się bardziej niż powinien i zapewne zacząłby obwiniać o wszystko samego siebie, jak zwykle. A tego Heechul akurat potrzebował jak zimowego płaszcza w upalny dzień.
Westchnął. Wyglądało więc na to, że członkowie SJ byli dla niego tylko członkami SJ i nikim więcej. Ludźmi, którzy co prawda wiedzieli o nim więcej niż chciałby przyznać, ale którzy nijak nie byli w stanie tej wiedzy wykorzystać po to, by stworzyć z nim jakąś specjalną więź. A skoro im się nie udało, to nie sądził, żeby komukolwiek innemu siało się to udać.
Zdecydowanie nie podobało mu się, że właśnie do takich wniosków doszedł, ale co poradzić. Smutna prawda to wciąż prawda.
„Co robisz za pół godziny, stary przyjacielu?” – odczytał SMS od Gunhee i coś w nim drgnęło, zapewne po ujrzeniu ostatniego słowa.
Może jednak był ktoś… Może mógłby zaryzykować po raz kolejny.
Cóż gorszego od kolejnego zranienia mogło mu się przydarzyć?
„Rozrabiam na mieście razem z tobą, RÓWNIE stary przyjacielu?”



i przyzwyczaić się do obecnego stanu rzeczy.



Następne dwa tygodnie przypomniały mu o tym, że nawet jeśli chciałby po ośmiu godzinach spędzonych w biurze siąść na dupie i nic nie robić do końca dnia (a w weekendy nawet nie wstawać z łóżka), to nie miał na to nawet najmniejszych szans. Może udałoby się to, gdyby znał trochę mniej ludzi i gdyby tym ludziom tak bardzo nie zależało na jego towarzystwie. Cóż, nie mógł im się dziwić, w czym jak w czym, ale w zapewnianiu innym odpowiedniej dozy rozrywki był absolutnie najlepszy. Nikt tak jak on nie potrafił rozkręcić imprezy, nie miał sobie też równych w podtrzymywaniu fantastycznej atmosfery, potrafił też zakończyć każde spotkanie tak, by nikt nie potrafił zapomnieć o tym, jak dobrze się bawił. Nawet jeśli sam czuł się pusty w środku… a może właśnie dlatego, że się tak czuł, ze wszystkich sił starał się, by nikt oprócz niego nie pozostawał w podobnym nastroju.
Był więc na urodzinach Choi Minho (trochę dlatego, że po prostu go lubił i głupio mu było nie przyjąć zaproszenia, a trochę dlatego, że Kyu zagroził mu śmiercią w męczarniach, jeśli nie pójdzie tam razem z nim), razem z Hongkim poszedł zrobić sobie couple paznokcie (chociaż nie wiedział po co), w międzyczasie z Son Dambi wybrał się, żeby zagłosować w wyborach prezydenckich, wcześniej był też na ślubie Hong Rokkiego, a pomiędzy tym wszystkim widywał się z Naną K (do tej pory nie wiedział, czy ich relacja to jakiś taki wieczny flirt czy to jakaś dziwna odmiana przyjaźni), w ramach robienia debilnych rzeczy z debilnym kumplem aka z Gunhee wybrał się na ramen do Japonii, a następnego dnia na romantyczną kolację przy winie i świecach.
Myślał, że chociaż w nadchodzące święta Bożego Narodzenia ludzie dadzą mu spokój… ale nie! Na ten tydzień też miał zaplanowanych mnóstwo spotkań, w tym kolejny ślub.
Nienawidził ślubów. To znaczy tak ogólnie to nawet mu nie przeszkadzały, lubił patrzeć na piękne panny młode, zachwyconych panów młodych i zawsze potwornie wzruszonych rodziców obojga. Darmowa wyżerka też była w porządku.
Nie znosił za to pytań, które spadały na niego z każdej strony i sprawiały, że czuł się, jakby non stop uderzały w niego ogromne gradowe kule.
– Heechul, a ty nie chciałbyś się już ożenić?
– Kiedy twoja kolej?
– Bycie idolem byciem idolem, ale nie sądzisz, że pora się już ustatkować?
– Hyung, nawet mnie się udało ożenić, może za słabo szukasz?
– Umówić cię z kimś? Ciotka ciotki mojej ciotki ma córkę, która ma córkę, która ma córkę która nie słyszała o twojej opinii playboya, może miałbyś ochotę?
– A może ty wolisz chłopców, co?
– Tak czy nie? Bo jeśli tak to ja mam kolegę, który ma kolegę, który…
Gdyby mógł, powyrywałby im wszystkim struny głosowe, żeby już więcej nie mogli o nic zapytać.
Oczywiście, że pragnąłby już się ożenić. Pewnie, że chciałby przestać być samotnym, mieć własną rodzinę, dom i gromadkę dzieci. Ale żeby tak się stało, musiałby najpierw poznać kogoś, z kim można by taką rodzinę stworzyć. Kogoś, kto bezwarunkowo pokocha go takim, jaki jest. A na ten moment był żałosną skorupą człowieka, która nawet nie potrafi sobie wyobrazić, jak to jest kochać kogoś prawdziwie i szczerze. W tej chwili był to luksus, na który zdecydowanie go nie stać, o czym wiedziały nawet chyba wszystkie matki w całym kraju, stwierdził po tym, jak ktoś ostatnio wysłał mu linka do fragmentu programu, w którym ajummy uznały go za członka SJ, którego najmniej chciałyby jako zięcia.
Musiał więc udzielać mnóstwa wymijających odpowiedzi i udawać, że docenia całe to wzmożone zainteresowanie jego życiem prywatnym.
Udawał też, że wcale się nie przejmuje tym, że wszyscy wokół niego jakoś znajdują swoje drugie połowy, a on, jak największy przegryw, bawi się co najwyżej w jakieś przelotne związki z aktorkami. Wcześniej rzeczywiście mu to nie przeszkadzało, uważał, że ma jeszcze bardzo dużo czasu na ustatkowanie się i może się bawić do woli. Ale jak każda zabawa, również ta mu się w końcu znudziła. Teraz marzyła mu się stabilizacja.
Miał jednak wrażenie, że wykorzystał już swój pakiet spełnionych marzeń i nic takiego nie czeka go w przyszłości. Wydawało mu się, że przed nim jest może i trochę szalone, może i wypełnione pracą i spotkaniami ludźmi, ale puste i samotne życie.
Musiał się po prostu do tego przyzwyczaić. I już.



Zdarza się, że los się do niego uśmiecha.



W świąteczny poranek, razem z toną życzeń od znajomych, dostał także krótką wiadomość od przełożonego i to właśnie ten krótki SMS wprawił go w taką euforię, że sam siebie nie poznawał.
– Patrz – podstawił telefon pod nos Donghae pięć sekund po tym, jak zauważył, że jego współlokator już nie śpi – nie mogą jednak beze mnie żyć.
Smartfon był tak blisko, że Donghae chcąc nie chcąc, zrobił zeza.
– E… ale co? – wychrypiał Hae wciąż jeszcze bardzo rozespanym głosem.
Heechul zaczął się śmiać i odrobinę cofnął rękę. Z cierpliwością, która zaskoczyła jego samego zaczekał, aż jego kolega z zespołu przetrze oczy, trzy razy ziewnie, poprzeciąga się kilka razy i podrapie się tu i tam.
– Ręka mnie już boli – poskarżył się.
– Hyung, po prostu powiedz, o co chodzi.
– Dobra, tyko się nie popłacz! W piątek po Nowym Roku wracam do prowadzenia Sungdong Cafe!
– Wow, to super!
– Co nie? – Heechul objął Donghae ramieniem – chodź, zmusimy kogoś, żeby nam zrobił jakieś śniadanie!
– Hyung, ja mogę…
– Nie kłóć się. Zmusimy.
– Ale…
– WSTAWAĆ SMRODY, JESTEM GŁODNY! – zakomunikował tak głośno, że słyszał go pewnie cały blok. Nie żeby się tym przejmował, ale żeby nie wyszło, że jest tak nieuprzejmy, dodał natychmiast: – WESOŁYCH ŚWIĄT!
Był radosny jak skowronek. Chciał być w centrum Wszechświata. Chciał, by cała uwaga skupiała się dziś na nim.
Koniec ze smutkiem, z czuciem się niepotrzebnym i bezwartościowym. Były święta i on zamierzał świętować!
– Alleluja czy coś tam! – wykrzyknął, szeroko uśmiechając się do Donghae.
Czuł się nakręcony i szczęśliwy. I miał w nosie fakt, że tak duża zmiana nastroju w jego przypadku oznaczała tylko kłopoty. Najważniejsze było teraz.
A teraz kochał być nakręcony i kochał kłopoty. I amen.

nenn - 2018-07-30, 15:21

gang-aji napisał/a:
Pocieszała go jednak myśl, że reszta zespołu na bank cierpi teraz tak samo, jak on.
A jeżeli tak nie jest to mamy przykład z cyklu "niesprawiedliwość dziejowa" :P

gang-aji napisał/a:
Wyglądało więc na to, że członkowie SJ byli dla niego tylko członkami SJ i nikim więcej. Ludźmi, którzy co prawda wiedzieli o nim więcej niż chciałby przyznać, ale którzy nijak nie byli w stanie tej wiedzy wykorzystać po to, by stworzyć z nim jakąś specjalną więź.
Straszne, że Hee ma takie podejście. Gdybym od swoich najbliższych coś takiego usłyszała, to chyba by mi serce pękło. Jak źle Hee musiał się czuć, że takie rozmyślenia przyszły. Albo nie On ale u NICH, w ich relacjach. Smutne i nie lubię tego :(

gang-aji napisał/a:
Kogoś, kto bezwarunkowo pokocha go takim, jaki jest.
Po 1wsze - kogoś, komu On sam pozwoli Jego pokochać. Po 2gie, kogoś kogo On sam pokocha. A raczej zada trud tworzenia relacji a nie krycia się za murem.

gang-aji napisał/a:
Miał jednak wrażenie, że wykorzystał już swój pakiet spełnionych marzeń i nic takiego nie czeka go w przyszłości. Wydawało mu się, że przed nim jest może i trochę szalone, może i wypełnione pracą i spotkaniami ludźmi, ale puste i samotne życie.
Musiał się po prostu do tego przyzwyczaić. I już.
Albo zmienić sposób myślenia, podejścia. Choć pewnie Hee jets z typu tych, co wolą się negatywnie nastawiać, żeby się nie rozczarować.

gang-aji napisał/a:
– Nie kłóć się. Zmusimy.
– Ale…
– WSTAWAĆ SMRODY, JESTEM GŁODNY! – zakomunikował tak głośno, że słyszał go pewnie cały blok. Nie żeby się tym przejmował, ale żeby nie wyszło, że jest tak nieuprzejmy, dodał natychmiast: – WESOŁYCH ŚWIĄT!
I na kogo padło? Bo z pewnością, ktoś po takim uprzejmym poranku, zadeklarował się zrobić pyszne śniadanko Heechulowi :P

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group