| FAQ | Szukaj | Użytkownicy | Grupy | Rejestracja | Zaloguj | Album | Download |


superjunior

Poprzedni temat «» Następny temat
Ukryta prawda...
Autor Wiadomość
shiree 


Ulubieniec z SJ: Super Juni-OR
Lover: Sungmin, Eunhyuk, Leeteuk, Shindong
Wiek: 28
Dołączyła: 05 Maj 2011
Posty: 1436
Skąd: KG
Wysłany: 2011-05-06, 17:22   Ukryta prawda...

CZĘŚĆ 1
Z rosnącą irytacją wpatrywał się w maszerującą po wybiegu dziewczynę. Jej długie, smukłe nogi z gracją przemieszczały się po podłożu.
-Jest niesamowita, prawda?- zaskoczony spojrzał na siedzącego obok mężczyznę- patrząc na nią człowiek sam nie panuje nad swoimi odruchami
-Chyba wymiotnymi..- szepnął nie mogąc się powstrzymać
-Słucham?- mężczyzna spojrzał na niego badawczo, a jego oczy rozszerzyły się znacznie gdy zobaczył z kim ma do czynienia- och! Przepraszam bardzo, ja nie wiedziałem, że to pan! To zaszczyt siedzieć koło tak wielkiej gwiazdy i przepraszam za te niegrzeczności w stosunku do pana.. dziewczyny?
-Nic się nie stało- warknął cicho czując jak zalewa go przysłowiowa żółć. Widząc to mężczyzna zamilkł, widocznie speszony. Tymczasem Kim Heechul przeżywał cos w rodzaju wewnętrznej bitwy, która była efektem nazwania Sohee jego.. dziewczyną. Jak niby to coś miało być jego dziewczyną? Pod wpływem impulsu uniósł się nieco na krześle chcąc wyjść z sali, ale zaraz uświadomił sobie, że najzwyczajniej w świecie.. nie może tego zrobić. Cokolwiek by się nie działo musiał zostać na miejscu i brać udział w całej tej szopce nie dla siebie, ani z pewnością nie Sohee, ale.. dla niego.
I właśnie dlatego ciężko opadł na miejsce nieświadomy, że śledzący każdy jego ruch fotoreporterzy jego zachowanie zinterpretują jako „odruch zakochanego młodzieńca, którego serce rwie się do ukochanej”.
Wokół niego rozległy się brawa ogłaszające koniec pokazu. Nie czekając dłużej chwycił spoczywający na kolanach bukiet czerwonych róż i ruszył ku wyjściu odprowadzany błyskiem fleszy.
O tak, z pewnością zagości jutro na pierwszych stronach gazet.
***
-Miały być bordowe- przywitał go słodki głosik zaraz po tym jak wszedł do garderoby
-Jak chciałaś bordowe to mogłaś sama je sobie zamówić- odparł wpychając jej bukiet w dłonie
-Nie tym tonem.. –warknęła cicho z przerażeniem oglądając się dookoła. Widząc to uśmiechnął się kpiąco, dobrze znał to spojrzenie.
-Nikogo tu nie ma- zapewnił oschle
-A czy ja mówię, że ktoś tu jest?- Sohee posłała mu ostre spojrzenie- czyżbyś zapomniał, że istnieją inne środki śledzenia, niż podążanie za kimś krok w krok? Nigdy nie możemy być pewni czy wokół nas nie ma jakiejś pluskwy.. a tego.. bardzo byśmy nie chcieli.. prawda?
-Ty byś tego nie chciała- odparł spokojnie przyglądając się wiszącemu nad dziewczyną żyrandolowi. Ładny był.. nawet bardzo.. ale jeszcze ładniej by wyglądał przygniatając jej ciało do podłogi.. oj taaaak.
-Mylisz się- jej głos wyrwał go z krainy marzeń w których ginęła właśnie śmiercią tragiczną pod ciężarem żyrandola- oboje tego nie chcemy. Bo jak wiesz.. jak ja czegoś nie chce.. to ty nie możesz tego chcieć.. no chyba, że chcesz, żeby media dowiedziały się o tym i owym…
-Przestań- warknął zaciskając pięści.
Wiedział, ze tylko ją tym rozbawił, ale nie był w stanie nic zrobić z tym upokarzającym faktem. Tę bitwę przegrał i czuł, że wojna też nie będzie należała do wygranej.
-Oj.. zezłościłam cię?- zapytała ze śmiechem patrząc mu wyzywająco w oczy- wiesz.. gdyby nie to, że masz tak niewyparzoną buźkę, to mógłbyś być całkiem uroczy
-Ty też mogłabyś być urocza- odparł kierując się ku drzwiom- gdyby nie to, że jesteś sobą..
W odpowiedzi usłyszał tylko jej irytujący śmiech. Mimo to zatrzymał się na chwilę pozwalając by stanęła obok niego i dopiero wtedy pchnął drzwi. Momentalnie oślepił go blask fleszy, a do uszu dotarły krzyki reporterów. Krocząca u jego boku Sohee uśmiechnęła się szeroko do otaczających ich ludzi i niby to z zakłopotaniem wtuliła twarz w jego ramie oddzielając się od tłumu bukietem kwiatów. Och z pewnością wyglądali teraz jak para.. póki dziewczyna nie potknęła się o jego wystający but i nie poleciała do przodu lądując na ziemi wśród rozsypanych kwiatów.
Oczywiście pomógł jej wstać, bo przecież nie przewrócił jej specjalnie..
Przynajmniej tak to opiszą jutrzejsze gazety, ale dla dwóch osób prawda wyglądała inaczej..
Bo zarówno Sohee jak i Kim Heechul wiedzieli, ze wojna między nimi jeszcze nie została ostatecznie rozegrana.. i właściwie dopiero się rozkręcała..

CZĘŚĆ 2
Nie bez powodu restauracja, w której właśnie się znajdował nosiła miano najlepszej w mieście. Jedzenie tutaj faktycznie należało do jednych z najsmakowitszych, a napoje przyjemnie pieściły podniebienia gości. Wynajęci dekoratorzy zadbali zaś o odpowiedni wystrój wieszając wszędzie bordowe elementy, które współgrały z kamizelkami noszonymi przez kelnerów.
Innymi słowy, restauracja godna była płacenia tak olbrzymich rachunków za kawałek śmierdzącego sera i parę plasterków marchewki, dumnie noszących miano „dania wykwintnego”.
..gówno prawda.
Dla Heechula był to tylko niepotrzebny szpan bogatych ludzi. Bo po co komu złote krany w łazience i najlepszy gatunkowo papier toaletowy.. a co go obchodzi czym podetrze tyłek?! Ma być czysty i tyle, a czy zrobi to starą, przetworzoną gazetą, czy jedwabiem sprowadzonym z jakiegoś odległego miejsca, to mu to wisi.
Jednak był gotów znosić te chorendalnie wysokie ceny i te śmierdzące sery.. ale JEJ już nie potrafił. Nie musiała się nawet odzywać, wystarczyło to, że siedziała tuż obok niego racząc go od czasu do czasu przelotnym spojrzeniem. Czuł jak jej perfumy nieprzyjemnie podrażniają mu nozdrza, a nieprzetrawiony kawałek sera podjeżdża niebezpiecznie blisko gardła.
-Przepraszam na moment- mruknął w stronę zgromadzonych gości, po czym, starając się nie przyciągać zbędnej uwagi, ruszył ku toalecie. Zdawało mu się, że minęła cała wieczność nim dotarł do drzwi a później.. malowniczo zwymiotował w jednej z kabin.
Czując jak jego żołądek przestaje domagać się gwałtownego zwrotu zawartości, ciężko oparł się kafelki raz po raz biorąc głęboki oddech.. zupełnie taki jaki bierze się na próbach przed śpiewaniem. Ze zdumieniem zdał sobie sprawę, że mimowolnie wykonał ćwiczenia jakie zawsze kazali mu wykonywać przed koncertami.. wdech… wydech..wdech… wydech.. miały one chyba na celu ustabilizować głos czy cos takiego, ale na dłuższą metę, nie różniły się niczym od tego łapczywego łapania powietrza po pawiu w pięciogwiazdkowej restauracji.
Zaśmiał się z własnej głupoty. Czy on właśnie rozmyśla nad swoim oddechem?
-Kim Heechulu.. ty naprawdę wariujesz- szepnął do siebie ciężko podnosząc się z posadzki- ale nadal jesteś cholernie przystojny- dodał zerkając w lustro podczas przemywania twarzy wodą.
Wiedział, że nie może przeciągać swojego powrotu do gości w nieskończoność, ale i tak mu się nie spieszyło. Raz po raz ochlapywał się wodą, nie bacząc na to, że moczy przy tym i marynarkę. Ale nie mógł w ostateczności zignorować faktu, iż materiał przylgnął do niego niczym druga skóra. Właściwie to nawet się z tego cieszył.. teraz miał lepszą wymówkę niż niestrawność.. musiał przecież ją wysuszyć, prawda?
Wsłuchując się w ciche buczenie suszarki wyciągnął z kieszeni spodni komórkę. 78 nieodebranych połączeń i dwa razy tyle nieprzeczytanych wiadomości.. i to tylko od wczorajszego wieczora. Bacznie zaczął przeglądać listę dzwoniących, ale po chwili ją usunął nie napotkawszy odpowiedniej osoby. Taki sam los spotkał i wiadomości- szybkie przejrzenie od kogo i usunięcie, bez czytania.
Wiedział, że nie postępuje dobrze, ale nie miał siły się nad tym rozwodzić.
Doskonale zdawał sobie sprawę, że nie chce kontaktować się z nikim innym niż… z nim.
Ale.. to nie było takie proste.
Zawiedziony schował telefon z powrotem do kieszeni obserwując jak wielka plama na marynarce staje się znacznie mniejsza. Sięgając pamięcią wstecz uzmysłowił sobie, że to nie pierwszy raz kiedy została ona oblana wodą…
Wracał wtedy z Hankyungiem z jakiegoś wywiadu, zmęczony i zły z powodu nienajciekawszej pogody.
-Głodny jestem!- jęknął czując jak żołądek przyrasta mu do kręgosłupa
-Przecież poczęstowano nas posiłkiem, czemu nie jadłeś?- jego towarzysz spojrzał na niego z rozbawieniem- czyżby nie pasowały ci pałeczki?
-Wcale, ze nie- odparł, ale oboje wiedzieli, że to kłamstwo-..przecież sam widziałeś jak kiepsko trzymały się one w dłoni!- dodał rozbawiając go tym samym niemalże do łez- przestań się ze mnie nabijać i lepiej zabierz mnie gdzieś na jedzenie!
-Jesteś niesamowity.. ale dobrze zabiorę cię gdzieś pod warunkiem, ze nie będziesz już więcej jęczał i narzekał
Zgodził się, a samochód skręcił w jakąś uliczkę. Zaskoczony patrzył jak mijają najlepsze restauracje i bary.
-Ej, gdzie ty mnie wieziesz?- spytał wreszcie zdając sobie sprawę z tego, że przejechali już przez całe centrum- chyba nie zapomniałeś, że masz mnie nakarmić?
-Nie zapomniałem Heechul.. i właśnie dlatego przywiozłem cię tutaj- odparł zatrzymując samochód przy niezbyt zachęcającym stoisku z jedzeniem. Oboje wysiedli z auta, chociaż tylko jeden z nich zrobił to z entuzjazmem i nie był to Heechul.
-No na co czekasz?- spytał go, patrząc jak ten mozolnie gramoli się na zewnątrz- przecież jesteś głodny! Chodź.. ja stawiam!
15 minut później razem siedzieli na plastikowych krzesełkach, pałaszując najlepszy ryz jaki do tej pory trafił do ust Heechula.
-I jak, smakuje?- spytał jego towarzysz posyłając mu przewrotny uśmiech. W odpowiedzi prychnął tylko, a z jego ust wysypało się parę drobnych ziarenek.- Uznaję to za odpowiedź twierdzącą..
-A uznawaj sobie co chcesz- odparł kończąc ostatni kęs- z czego się cieszysz?
-Ubrudziłeś się
-Gdzie?- spytał niepewnie przecierając twarz
-O tutaj- mruknął przechylając się przez stów i dotykając jego policzka. Przez chwile jego palce gładziły jego skórę wywołując coś czego Heechul nie potrafił wtedy określić słowami.
Wiedział tylko, że chwilę później poczuł jak marynarka przesiąka mu wodą.

Jeszcze długo po tym incydencie chłopak przepraszał go za nieumyślne potrącenie szklanki i oblanie go jej zawartością.
Tyle, że on nigdy nie miał mu tego za złe..
Cichy dźwięk przychodzącego SMSa wyrwał go ze wspomnień. Podirytowany wyciągnął urządzenie z kieszeni i odczytał wiadomość.
„Gdzie jesteś?”
Nie musiał patrzeć na nadawcę, doskonale wiedział, że to Sohee, mimo, iż nie miał jej zapisanej w pamięci telefonu. Wzdychając ciężko, ściągnął już suchą marynarkę z suszarki i wrócił do gości przepraszając ich za zwłokę.


CZĘŚĆ 3
Stojący na stoliku nocnym budzik wskazywał godzinę 9.20, kiedy to wielki pan i władca wszelkiego chaosu raczył wreszcie otworzyć oczy. Nie planował jednak zbyt szybko wygrzebywać się z pościeli, co to, to nie. Perspektywa leżenia na miękkim materacu do końca dnia, zdawała się o wiele bardziej kusząca, przynajmniej dla zmęczonych kończyn, ale nie dla żołądka, który dość głośno zaczął domagać się dostarczenia pokarmu. A jako, że kładąc się wieczorem spać, nie przewidział tego, że rano może być głodny (a powinien, bo przecież wczoraj zjadł jedynie kawałek śmierdzącego sera i parę plasterków marchewki, które i tak zwrócił dość szybko w toalecie) to nie miał innego wyboru niż wstać i zejść na dół wprost do kuchni.
Co prawda istniała też druga opcja zdobycia jedzenia jaką było zwabienie, któregoś z członków zespołu do jego pokoju i perfidne wysłanie go do kuchni po prowiant, ale tego wolał od dłuższego czasu unikać. Takie zachowanie z pewnością spowodowałoby lawinę pytań o jego zdrowie i samopoczucie, a on nie miał ochoty kłamać wszystkim w żywe oczy, ze wszystko jest w porządku.
Tak więc nie znajdując innego wyjścia, a czując jednocześnie, ze jego żołądek powoli zaczyna sam siebie trawić, wygramolił się z pościeli i ruszył na dół. Już po otwarciu drzwi pokoju zarejestrował dziwny i niepokojący fakt.. dookoła było stanowczo za cicho. Nieco zaniepokojony tym faktem zszedł do kuchni, jedynie raz potykając się na schodach o konsolę do gier, więc bez większych uszczerbków na zdrowiu udało mu się dojść na miejsce, gdzie urzędował nikt inny niż Ryeowook, Przez chwilę obserwował jak młodszy kolega zwinnie przemieszcza się między blatami, co chwila coś krojąc, siekając czy podsmażając.
-Co robisz?- spytał chcąc wreszcie zwrócić na siebie uwagę. Sądząc po reakcji kucharza udało mu się w stu procentach.
-Hyung- jęknął owy łapiąc się za serce- nie starasz mnie tak!
-Gdzie są wszyscy? –mruknął darowując sobie jakiekolwiek przeprosiny
-Jak to gdzie?- młodszy posłał mu zaskoczone spojrzenie- w pracy.. w radiu.. na wywiadzie.. tam gdzie zawsze o tej godzinie
-Mhm- przez chwilę analizował usłyszane słowa- a ty czemu tam nie jesteś?- spytał uświadamiając sobie, że przecież tylko on miał mieć dziś wolne
-Przecież ktoś musi cię nakarmić- albo mu się wydawało, albo przez twarz chłopaka przeleciał ledwo dostrzegalny cień strachu- więc zostałem i później dołączę do reszty..
-Nie jestem dzieckiem, sam mogę sobie coś zrobić do jedzenia- burknął pod nosem zbliżając się do chłopaka i zaglądając mu przez ramię- co to będzie?- spytał patrząc na posiekana warzywa i leżący obok makaron
-Makaron z warzywami i sosem..-odpowiedział mu wrzucając już posiekane składniki na patelnię- miał być ryż ale..
Zaniepokojony spojrzał na przyjaciela, który urwał w pół słowa. Jego twarz stała się znacznie bielsza, a usta niemalże niedostrzegalnie zadrżały.
-Ale lepiej nie..- dokończył wreszcie cicho skupiając całą swoją uwagę na szykowaniu składników do sosu.
I wtedy z całą mocą dotarło do Heechula, czemu ten posiadacz wręcz nieziemskiego głosu tak się zestresował jego pytaniem . Jak przez mgłę przypomniał sobie sytuację sprzed zaledwie roku..
Było to jakieś 2, może 3 miesiące po odejściu Hankyunga z zespołu. Tego dnia zwlekł się z łóżka z taką samą niechęcią co i dziś i poczłapał na dół, po drodze bez słowa mijając kolejnych członków zespołu. Wszystko zapowiadało na to, że czeka go kolejny nudny dzień. Z takim nastawieniem wszedł do kuchni zastając w niej krzątającego się Ryeowooka
-Co robisz?- zapytał podchodząc bliżej w celu zakoszenia jakiegoś plasterka papryki, jednak powstrzymał się w połowie drogi bacznie lustrując spoczywające na blacie składniki- co robisz?- spytał jeszcze raz, czując jak krew odpływa mu z twarzy- co ty cholera jasna robisz?!- wrzasnął z prędkością wiatru dopadając do zaskoczonego chłopaka i chwytając go za koszulkę
-Hyung.. puść- jęknął młodszy starając się wyrwać z uścisku, ale Heechul nie zamierzał mu odpuścić
-Nie masz prawa tego robić!- wrzasnął nie panując już nad swoimi ruchami- tylko on może robić dla mnie ryż.. nie ty! Za kogo.. za kogo ty się uważasz?!
Kolejne krzyki i wyzwiska jakie posypały się w kierunku przyjaciela zwabiły do kuchni pozostałych lokatorów. Jeden po drugim wparowali do pomieszczenia. Czyjeś ręce szybko zaczęły odciągać go od sinego już na twarzy Ryeowooka, ktoś na niego krzyczał, kto inny prosił, ale dopiero leetukowy cios w policzek uświadomił mu co właśnie zrobił. Z przerażeniem wpatrywał się w chłopaka, którego chwilę wcześniej chciał udusić tylko za to, że ten postanowił przygotować dla niego smażony ryż. A on się na niego rzucił..
Nie mogąc dłużej wytrzymać spojrzeń jakimi obdarowywali go przyjaciele uciekł do swojego pokoju, nawet nie rzucając krótkiego „przepraszam”.

-Hyung wszystko w porządku?- zaskoczony spojrzał na stojącego przed nim chłopaka stawiającego przed nim talerz z jedzeniem- strasznie zbladłeś.. może chcesz żebym dziś został w domu?- dodał niepewnie
-Nie, wszystko w porządku- odparł pospiesznie chwytając na pałeczki- możesz iść, mi nic nie jest..
Przez chwilę obserwował jak Ryeowook kieruje się ku wyjściu.
-Ah i jeszcze jedno!- krzyknął nagle za nim- dziękuję, że zostałeś by dla mnie ugotować!
-Nie ma za co hyung- odparł posyłając mu szeroki uśmiech- to była sama przyjemność. I po tych słowach zniknął za drzwiami zostawiając go ze świadomością, że już mu wybaczył to co się kiedyś zdarzyło w tej samej kuchni. Jednak oboje wiedzieli, że już nigdy nie będzie próbował na jego oczach przygotowywać smażonego ryżu. W tamten nieszczęsny dzień wszyscy zrozumieli, że danie to może przygotowywać tylko jedna osoba, a każdy kto spróbuje to zmienić poniesie karę.

CZĘŚĆ 4
Po wyjściu Ryeowooka, w mieszkaniu zapanowała niczym nie zmącona cisza, która wydała mu się najbardziej nienaturalną rzeczą z jaką do tej pory miał do czynienia. Już dawno nauczył się żyć w stadzie, bardzo, bardzo hałaśliwym stadzie. Podświadomie czuł brak irytujących dźwięków wydawanych przez kolejną idiotyczną grę Kyu, jazzowej muzyki którą co rano raczył ich Siwon czy latającego za Shindongiem Leeteuka namawiającego go do zaprzestania chodzenia w stroju Adama po mieszkaniu.
Nic więc dziwnego, że czuł się teraz nieco nieswojo. Jeszcze nigdy nie zdarzyło mu się samotnie siedzieć w mieszkaniu, bo to zawsze on latał od jednaj pracy do drugiej. Kursując między próbami, radiem, wywiadami, kolejnymi wizytami u stylisty a programami doprowadził do tego, że był tutaj niemalże jak gość.
Nawet po odejściu Hankyunga nie zwolnił tempa, wręcz przeciwnie, pozwolił by menadżer zrzucił na niego jeszcze więcej obowiązków. Na nic zdały się długie rozmowy z chłopakami, którzy namawiali go do odpoczynku, on potrzebował jakiegoś zajęcia, w którym mógłby się zatracić, zapominając o tym, że ich zespół składał się teraz o jednego członka mniej.
Jednak w końcu musiał nadejść taki dzień jak ten, kiedy to samotnie będzie stał przed lustrem w łazience przyglądając się krytycznie swojemu odbiciu.
-Weź się Kim Heechul lepiej dziś ludziom na ulicy nie pokazuj- mruknął dźgając szkło palcem- wyglądasz gorzej niż Kangin po sylwestrze.. on przynajmniej nie gadał do samego siebie- dodał uśmiechając się na wspomnienie „lekko podchmielonego” kolegi.
Prawda jednak była taka, że nie było z czego się cieszyć.
Po wczorajszej kolacji z Sohee nie tylko się pochorował, ale i zagwarantował sobie koszmary senne, które dręczył go przez całą noc. Efekt był widoczny na pierwszy rzut oka: wielkie, niemalże granatowe wory, szara cera, nieciekawy zarost i na domiar złego przetłuszczone włosy.
Oczywiście nadal był bogiem sexu i uroku, tyle, że nieco zapyziałym.
Właśnie zamierzał skorzystać z dobrodziejstwa jakim była wolna łazienka, gdy do jego uszu dotarł przeciągły dźwięk dzwonka do drzwi. Sądząc, że to jeden z lokatorów zapomniał kluczy, zszedł na dół jedynie z ręcznikiem przewiązanym dookoła bioder i bez zastanowienia szarpnął za klamkę.
-Doprawdy, odrażające- warknęła stojąca za nimi osoba
-Przestań, wcale nie wyglądasz tak źle- odparł zastanawiając się, czy uda mu się zamknąć drzwi na tyle szybko, by Sohee nie zdążyła wepchnąć między nie buta- chociaż, nie, właściwie to wyglądasz- dodał złośliwie.
-Nie mówiłam o sobie- syknęła wparowując do mieszkania
-A już myślałem- mruknął nie ukrywając swojej niechęci- po coś przylazła?
-Czy to nie oczywiste?- odparła pytaniem na pytanie, ale widząc jego podirytowany wyraz twarzy dodała- menager chce nas widzieć.. więc ogól się, umyj, uczesz i załóż na siebie coś eleganckiego …
-Pewnie, już pędzę- rzucił licząc na to, że ironia w jego głosie nie ominie jej uszu- nie rozgaszczaj się zbytnio, bo nie jesteś tu mile widzianym gościem- dodał kierując się ku łazience- ale jak chcesz to w kuchni koło kosza na śmieci naszykowaliśmy kości dla psów więc możesz się poczęstować…
Ignorując rzucane w jego kierunku obelgi wszedł do łazienki, bez entuzjazmu chwytając za golarkę. Właśnie szykował się do pierwszego ruchu kiedy uświadomiło sobie pewną intrygującą rzecz.. Sohee chciała żeby wyglądał dziś przyzwoicie, więc…
Z niemalże dziecięcą radością spłukał z twarzy wcześniej nałożoną piankę i z sentymentem spojrzał na swój zarost i oklapłe włosy, po czym ruszył do pokoju tylko po to by wyciągnąć z szafy poprzecierane ogrodniczki i dziurawy T-shirt.
O tak.. Kim Heeechul wiedział jak sprawić by w parę sekund cały świat mody Cię znienawidził.. a tym bardziej czekająca w salonie dziewczyna.

Majanna
Ostatnio zmieniony przez shiree 2011-05-06, 18:15, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
shiree 


Ulubieniec z SJ: Super Juni-OR
Lover: Sungmin, Eunhyuk, Leeteuk, Shindong
Wiek: 28
Dołączyła: 05 Maj 2011
Posty: 1436
Skąd: KG
Wysłany: 2011-05-06, 18:13   

CZĘŚĆ 5
Jak nie trudno się domyślić nowy heechulowy image nie wywarł na dziewczynie zachwytu.. a przynajmniej tak mu się zdawało gdy z wielce napuszoną miną kroczyła obok niego po ulicy.
Cóż.. jakoś nie martwił go ten fakt.
-Jak przez ciebie ludzie uznają, że umawiam się z bezdomnym to nie ręczę za siebie- warknęła cicho z obrzydzeniem patrząc na jego postać, nadal przyodzianą w poprzecierane ogrodniczki i dziurawy T-shirt.
-Jak przez ciebie ludzie uznają, że umawiam się z prostytutkami, to też nie ręczę za siebie- odparował bez chwili wahania- gdzie zaparkowałaś swoją miotłę, wiedźmo?.. ach czekaj nie odpowiadaj!- rzucił szubko kierując swoje kroki ku kontenerowi na śmieci stojącemu nieopodal- doprawdy, idealnie do niego pasujesz.. tylko zastanawia mnie jak się tym prowadzi?
-Zamknij się- odwarknęła zatrzymując się przy swoim prawdziwym aucie.
Skąd miał pewność, że to właśnie ten pojazd?
Oh.. cóż.. nietrudno było zgadnąć biorąc pod uwagą, że jako jedyny oblepiony był wielkim zdjęciem Sohee.
-Pewnie wybrałaś go, bo nie chciałaś rzucać się w oczy, co?- rzucił kąśliwie z niechęcią odsuwając się od kontenera i z obrzydzeniem wsiadając do samochodu.
-Już Ci mówiłam, że masz się zamknąć, ale jak tak bardzo chcesz wiedzieć, to prezent od wytwórni
-Ah! Czyli to po prostu efekt troski!- krzyknął uradowany- nie chcieli, żeby ktoś ci świsnął auto… a ozdobienie go twoją podobizną gwarantuje mu całkowitą nietykalność.. właściwie to sam powinienem tak zrobić, ale boje się, że nabawię się przez to choroby lokomocyjnej…
-Śmiej się śmiej.. - syknęła na tyle cicho, iż musiał naprawdę wysilić słuch by odróżnić słowa- ale zobaczymy, które z nas wygra…
Jej wypowiedz skomentował tylko cichym parsknięciem śmiechu.
Przecież oczywiste było, że wygrał tą bitwę..
Szkoda, tylko, że nie był w stanie przewidzieć kolejnego manewru przeciwnika, który również nie zamierzał się łatwo poddać..
Droga do studia do najdłuższych nie należała, ale pokonywana w towarzystwie jednej z członkiń Wonder Girls zdawała się ciągnąć w nieskończoność. Dlatego też nie zwlekał ni sekundy z wysiadką, gdy tylko samochód zatrzymał się przy krawężniku. Jednak poczucie ulgi, które poczuł mogąc wreszcie odetchnąć świeżym powietrzem nie zanieczyszczonym przez perfumy towarzyszki, ulotniła się z chwilą, w której uzmysłowił sobie gdzie się znajduje
-Wytwórnia?- spytał nieświadomie porzucając złośliwy ton- mieliśmy jechać do menagera, a nie do samej wytwórni- dodał patrząc na nią oskarżycielsko
-Menager jest w wytwórni, więc i my tu przyjechaliśmy- odparła trzaskając drzwiczkami- a co to?- dodała widząc wyraz jego twarzy- czyżby strach obleciał naszego malutkiego kotka?.. oj.. a może wreszcie jego mały móżdżek pojął, że nie ma już szans na wygraną?
Nic nie odpowiedział skupiając się na uspokojeniu oddechu.
Dobra.. przywiozła go do wytwórni, ale to przecież nie musi zaraz znaczyć, że kroi się coś wielkiego. No owszem menager raczył opuścić swoją willę z basenem (czego nie zrobił nawet po wypadku samochodowym Kyu), ale to nic wielkiego.. ot! Miał taki kaprys czy coś…
Tak Heechul, nie ma czym się przejmować.. przecież nie może być już gorzej..
-Idziesz?- idąca przed nim dziewczyna zatrzymała się patrząc na niego wyczekująco- a może tchórzysz?
Przyrzekając sobie, że pewnego pięknego dnia zetrze jej ten goszczący na jej ustach uśmieszek (najlepiej w skutek skręcania karku) i wybawi przyszłe pokolenia on oddychania tym samym powietrzem co ona, ruszył ku szklanemu budynkowi.

CZĘŚĆ 6
Gdyby jakiś zbłąkany meteoryt uderzył teraz w sam środek sali konferencyjnej to z pewnością nie przeraziłby go tak bardzo jak słowa, które niczym jad węża wypłynęły z ust siedzącego naprzeciwko niego mężczyzny.
-Nie zrobię tego- warknął w końcu, czując jak przygotowane przez Ryeowooka jedzenie zaczyna niebezpiecznie dawać o sobie znać. Czy zawsze w obecności tej wiedźmy musiało mu się zbierać na pawia?
-Owszem Kim Heechulu zrobisz to.. –menager spojrzał na niego bez cienia emocji-ożenisz się z Sohee i proszę cię nie rób takiej przerażonej miny, przecież wiesz, że nie masz wyboru…
-Właśnie Heechul- siedząca obok niego dziewczyna posłała mu uśmiech, który spowodował, że w myślach zaczął przeklinać przyjaciela za przygotowanie mu śniadania- nie masz wyboru.. i nie złość się na nas, przecież wiesz, że tylko dzięki nam możesz zachować twarz po tym co się stało, prawda?
Jej słowa podziałały na chłopaka niczym nieprzyjemny impuls nerwowy. W jednej sekundzie poderwał się z miejsca wywracając przy tym swoje krzesło i bez namysłu ruszył.. ku toalecie…
-Przepraszam Ryeowook- jęknął wprost w muszlę klozetową- to nie twoja wina, śniadanie było naprawdę dobre, ale niestety.. twój Hyung ma odruch wymiotny przez pewną wiedźmę..
Nawet nie próbował podnosić się z klęczka. Wiedział, że nie jest w stanie zapanować teraz nad własnym ciałem. Dlatego siedział w tej niewygodnej pozycji, starając się mimo to myśleć racjonalnie, co nie było łatwym zajęciem biorąc pod uwagę, że właśnie stracił kontrolę nad własnym życiem. Nie był w stanie wymyśleć czegokolwiek co mogłoby mu pomóc.. nie wiedział jak ma powstrzymać kolejne wydarzenia, które zostały zaplanowana bez jego wiedzy i zgody, nie wiedział co ma zrobić by ochronić siebie i bliskich jego sercu ludzi, ale wiedział jedno.. musiał jak najszybciej wydostać się z wytwórni..
Po omacku odszukał w kieszeni komórkę i ledwo widząc przez łzy, które niewiadomo kiedy naleciały do jego oczu, wybrał jeden z nielicznych numerów, których do tej pory nie skasował.
-Słucham?- do jego uszu dotarł nieco zniekształcony przez urządzenie głos Leeteuka
-Hyung..- jęknął cicho, nie przejmując się tym jak żałośnie musi teraz brzmieć- zabierz mnie stąd
-Heechul?- głos lidera momentalnie stał się poważny- Heechul co się dzieje? miałeś wypadek? Boli cię coś?...
-Po prostu mnie stąd zabierz, dobrze?- załkał cicho- jestem w wytwórni.. w łazience obok biura menagera.. –dodał w przebłysku świadomości
-Heechul, ale co się stało?... Heechul.. Hech…
W kabinie zapadła cisza gdy za pomocą jednego przycisku zakończył rozmowę z liderem.
Nie bał się, że ten nie przyjedzie.
Nie bał się też tego, że wypomni mu kiedyś to, że tak niekulturalnie się wyłączył.
Teraz bał się tylko jak wytłumaczy mu swój stan, który do najlepszych nie należał.
Patrząc bezradnie na zarys swojego odbicia w wypolerowanych kafelkach, czuł że jest nikim.
Kim Heechul pierwszy raz w życiu poczuł, że jest żałosny.

CZĘŚĆ 7
Nie wiedział ile czasu minęło od zakończenia jego rozmowy telefonicznej do momentu, w którym drzwi od łazienki otworzyły się na oścież, umożliwiając wparowanie do środka dwóm mężczyznom. Podejrzewał jednak, że nie trwał to długo, bo nie zdążył w tym czasie zrobić niczego głupiego. A może po prostu nie miał już siły?
Bez słów pozwolił by wątłe, ale jednocześnie silne ramiona Leeteuka pomogły dźwignąć mu się z ziemi. Z wdzięcznością przyjął również pomoc Sungmina, który zarzucił jego dłoń na swój bark.
-Ale do Ciebie to nie dzwoniłem- rzucił starając się rozluźnić bądź, co bądź bardzo napiętą atmosferą, która zaległa między nimi
-Nie wyobrażaj sobie za dużo- Sungmin posłał mu złowieszcze, ale i pełne troski spojrzenie- może i zaniepokojony twoim stanem z własnej woli wsiadłem do jego samochodu- dodał ruchem głowy wskazując na Leeteuka- a oboje wiemy jak on jeździ.. i może wbiegłem na to pieprzone 12 piętro, bo winda się spóźniała, tylko dlatego, że bałem się o ciebie, a teraz nadwyrężam swoje siły dźwigając cie.. ale nie jestem twoim służącym- zakończył swój monolog
-Pewnie.. mów co chcesz a ja i tak wiem swoje- mruknął w odpowiedzi czując jak jego ciało robi się dziwnie lekkie- możecie się przestać kręcić?..-poprosił cicho- i zapalcie światło- dodał po chwili czując jak ogarnia go dziwna niemoc.
-O czym ty mówisz hyung.. hyung?! HYUNG?!
Ale Heechul nie odpowiedział powoli osuwając się na ramionach przyjaciół.
***
Jego ciało powoli zaczęło odbierać sygnały ze świata zewnętrznego. Przede wszystkim światło. Tak, gdziekolwiek się znajdował to musiało być tam jasno. I było tam dużo świeżego powietrza. Jego ciało spoczywało na czymś miękkim.. cóż najwidoczniej był na Hawajach.. tak to musiały być Hawaje.. słyszał przecież szum morza, które przemawiało do niego..
Nie! CHWILA! STÓJ!
Może i był nieco nienormalny, ale nawet on wiedział, że morze nie gada.. więc co to u licha było? Zapominając o innych doznaniach, całą swoją uwagę skupił na tym szumie, z czasem upewniając się, że tworzyły go ludzkie głosy. Powoli nawet zaczynał rozumieć o czym mówią.. a mówili o nim, dlatego właśnie słuchał w skupieniu nie chcąc uronić ani jednego słowa.
-Czy nie powinien się już czasem obudzić?- spytał ktoś cichym, miękkim głosem po którym poznał Kyu
-Może powinniśmy go obudzić?- rzucił ktoś inny
-Nie Don- odpowiedział mu dobrze znany głos Siwona- niech odpocznie, wygląda na zmęczonego
-Ale co mu się stało?- spytał nikt inny niż Eunhyuk- przecież ludzie nie mdleją bez przyczyny..
-No raczej nie- przytaknął mu Siwon- ale zaufajmy lekarzowi i uznajmy, że to przemęczenie. Nie warto snuć insynuacji, wszystkiego dowiemy się jak się obudzi
-I właśnie dlatego powinniśmy go obudzić!- wyrwał się Donghae
-A tylko byś spróbował- szepnął cicho w końcu decydując się na otworzenie oczu. W pokoju momentalnie zaległ cisza- tak właśnie myślałem, że z tymi Hawajami to niewypał- mruknął zdając sobie sprawę, że leży na tapczanie w salonie.
-Jakimi Hawajami?- dotąd cicho siedzący Shindong spojrzał na niego z przerażeniem- hyung!- rzucił patrząc na stojącego obok Sungmina- przecież mówiłeś, że zdążyliście go złapać nim upadł na ziemię i się uderzył w głowę!
-Bo zdążyliśmy- zapeszył się oskarżony- ale może wcześniej w cos łupnął, weźcie może jeszcze raz zadzwońcie po tego lekarza…
-Nie trzeba- powiedział szybko widząc jak Kyuhyun chwyta za telefon- to tylko zmęczenie.. przegrzałem organizm i tyle..
-Hyung, ale przecież ty miałeś dziś wolne!
Zaklął cicho usłyszawszy niestety prawdziwą uwagę Ryeowooka. A miał nadzieję, że ten drobny szczegół jakoś im umknie.
-Mówiłem Wam, że brak pracy źle na mnie działa, prawda?- spytał po chwili próbując ratować sytuację- gdzie jest Leeteuk?- dodał chcąc odwrócić uwagę zgromadzonych
-Dochodzi do siebie- zaskoczony spojrzał na Yesunga- za bardzo się przejął twoim stanem zdrowia i..
-I zemdlał- zakończył za niego wręcz uradowany Donghae- to zupełnie w jego stylu, nie?
-Cieszę się, że tak to cię bawi- do pokoju niespodziewanie wkroczył lider. Pierwszą rzeczą jaka rzuciła się w oczy Heechulowi w jego wyglądzie była blada, zmęczona twarz i zaszklone oczy- chyba musimy pogadać, nie uważasz?- zapytał siadając na jednym z krzeseł
-Chyba, nie ma o czym- mruknął zaczynając miętosić w dłoni skrawek koca, którym ktoś go okrył- lekarz już wam powiedział, że to przez przemęczenie, prawda?
-Owszem i wierzymy mu..
-No to nie ma sprawy- wszedł mu szybko w słowo, posyłając przewrotny uśmiech
-Owszem, jest sprawa..- ton głosu lidera wręcz wbił go w mebel- bo nie wiemy co spowodowało to przemęczenie.. i proszę cię, nie wmawiaj nam, że to praca, jest coś jeszcze, prawda? Heechul- kontynuował nie doczekawszy się odpowiedzi na swoje pytanie- do tej pory wszyscy unikaliśmy tego tematu ze względu na ciebie.. nikt nie chciał cię zranić więc milczeliśmy, ale chyba pora.. chyba pora żebyś się z tym pogodził prawda?
Pierwszy raz w życiu miał ochotę go uderzyć.
Pierwszy raz w życiu czuł, że go nienawidzi.
-A ty- syknął wreszcie- a ty się już z tym pogodziłeś?
-Heechul..- Leeteuk spojrzał na niego smutno- my wszyscy się z tym pogodziliśmy
Nie chciał w to wierzyć, niemalże z paniką czekał, aż ktoś zaprzeczy jego słowom, ale nic takiego się nie stało.
-A więc to tak- szepnął cicho odrzucając koc na bok i podnosząc się z kanapy- i wy mówicie, że jesteście jego przyjaciółmi?
Ignorując zmartwione spojrzenia rzucane w jego kierunku ruszył do schodów, które prowadziły do jego pokoju, zatrzymał się jednak słysząc kolejne słowa wypowiadane przez jedynego starszego od niego członka zespołu.
-Owszem pogodziliśmy się z jego odejściem – powiedział podnosząc się z krzesła i patrząc mu wyzywająco w oczy- to była jego decyzja, prawda? Pora żebyś i ty zrozumiał, że Hankyung odszedł z zespołu dobrowolnie, nikt go do tego nie zmuszał, nikt nie nalegał, a to, że on zapragnął pieniędzy i sławy to już nie nasza wina..!
-Przymknij się- warknął nawet nie odwracając głowy w jego kierunku- przymknij się i nie pieprz głupot, bo bladego pojęcia nie masz, czemu on odszedł…
-Więc wyjaśnij mi!
Stojąc dokładnie w połowie drogi między salonem, gdzie zgromadził się cały zespół, a swoim pokojem, gdzie nie było kompletnie nikogo podjął wreszcie decyzję, którą powinien podjęć już dawno temu, zanim to wszystko się rozpoczęło i tak bardzo zagmatwało. Powoli, wiedząc już co ma zrobić, odwrócił twarz ku zebranym na dole przyjaciołom.
-Hankyung odszedł- szepnął wreszcie- przeze mnie…
I po tych słowach pokonał resztę schodów zamykając się w swojej sypialni.

Majanna
Ostatnio zmieniony przez shiree 2011-05-06, 18:15, w całości zmieniany 2 razy  
 
 
shiree 


Ulubieniec z SJ: Super Juni-OR
Lover: Sungmin, Eunhyuk, Leeteuk, Shindong
Wiek: 28
Dołączyła: 05 Maj 2011
Posty: 1436
Skąd: KG
Wysłany: 2011-05-06, 18:14   

CZĘŚĆ 8
Czemu w jego życiu zawsze wszystko musiało walić się jednocześnie?
Czy to jakaś kara za to, że był tak przystojny?
Ale przecież to nie jego wina!
To matka natura powinna dostać potężnego kopa w swoją okrągłą dupę, a nie on!
A jednak los znowu okazał się niesprawiedliwy i to on leżał na mokrej poduszce przesiąkniętej jego łzami. Gdy wreszcie udało mu się uspokoić po litrze wylanych łez z jednego powodu, zaraz wynajdywał drugi, równie godny jego płaczu. Płakał myśląc o Hankyungu, płakał myśląc o przebiegłym planie Sohee i menagera, płakał czując jak w ciągu zaledwie godziny wszyscy przyjaciele odwrócili się do niego plecami..
Zajęty odwadnianiem organizmu, nie zwracał najmniejszej uwagi na to co dzieje się dookoła. A działo się wiele i to za sprawą jego własnego kota, który nic a nic nie przejmując się stanem swojego właściciela, odstawiał najdziwniejsze cyrki przy oknie. Oczywiście wydawał przy tym serię miauknięć i prychnięć, które w końcu zirytowały Heechula.
-Heebum- mruknął w końcu, patrząc na pupila z urazą- tatuś już Ci mówił, że masz być cicho, gdy się nad sobą użala, prawda?
Nie żeby kot go posłuchał.
Wręcz przeciwnie, najwidoczniej zadowolony, że ten wreszcie raczył się nim zainteresować, z jeszcze większym zaangażowaniem zaczął dudnić w szybę wydając przy tym kolejną partię miauknięć.
-No to ładnie sobie kota wychowałem- sarknął pod nosem mężczyzna, powoli siadając na łóżku- chodź tu do mnie futrzaku jeden, no chodź… -oczywiście „futrzak jeden” nie raczył zareagować, zajęty upierdliwym miałczeniem, które wreszcie na serio zaniepokoiło Heechula- ej mały, co jest? Chyba nie jesteś chory, co? Wujek Yesung znowu dał ci coś dziwnego do jedzenia? No chodź tutaj…
Widząc, że kot dalej go olewa na pełnej linii, postanowił sam do niego podejść. Powoli opuścił stopy na podłogę czekając czy przypadkiem nie zaatakuje go podłóżkowy potwór, albo nieogolony Shini.. co w sumie na jedno wyjdzie, ale nic takiego nie nastąpiło. Z westchnieniem ulgi podszedł do podopiecznego, który widząc to, wreszcie raczył się przymknąć i teraz jedynie z uporem maniaka wpatrywał się w widok malujący się za oknem.
-No i co, zwlekłeś mnie z łóżka tylko po to żebym zobaczył jak leje deszcz?- właściciel spojrzał na niego z widocznym niezadowoleniem, w odpowiedzi usłyszał tylko ciche prychnięcie wydobywające się z kociego gardła- no wybacz, ale ja nie widzę nic fascynującego.. często tutaj pada.. drzewa mokną.. samochody mokną… chodnik moknie- wymieniał przyglądając się mokremu widokowi- dachy mokną i moknie Hankyung skryty pod drzewem.. to normalne zjawisko Heebumku..- zakończył z powrotem rzucając się na łóżko, z którego oczywiście po chwili zerwał się, zapewne psując przy tym parę sprężyn.
-Heebum- krzyknął biegnąc ku drzwiom- twój pan to idiota!
W mieszkaniu rozległ się potężny huk, który poderwał na równe nogi wszystkich mieszkańców. Zaskoczeni parzyli jak ich współlokator niczym błyskawica rzuca się ku wyjściu, by po chwili ponownie huknąć drzwiami, tym razem wyjściowymi.
-Co mu się do cholery stało?- Donghae spojrzał niemalże z przerażeniem na pozostałych
-Nie wiem, ale oberwie jak tylko wróci- sarknął w odpowiedzi Kyu patrząc jak przeciwnik powala na ekranie TV jego postać- przez niego mnie zabił!- jęknął z irytacją- hyung, gdzie idziesz?- dodał widząc jak Leeteuk kieruje się ku drzwiom za którymi zniknął Heechul.
Mężczyzna nie odpowiedział, jedynie przyśpieszył swój krok, by po chwili zacząć biec. Niezaprzeczalnie Heechul nie zachował się normalnie, wybiegając w taką ulewę, bez słowa z domu, a biorąc pod uwagę ostatnie wydarzenia.. lepiej było mieć go na oku. Był to przecież jego obowiązek jako lidera, a tym bardziej jako przyjaciela.
***
Jeszcze chyba nigdy tak szybko nie zbiegał na dół, a mimo to wydawało mu się, że jeszcze nigdy równie wolno nie przebył tego dystansu. Niemalże pobłogosławił moment, w którym z dzikim pędem dopadł do drzwi i wypadł na zewnątrz. Za sobą usłyszał jeszcze przekleństwo portiera, którego staranował chwilę wcześniej. Że też ludzie zawsze muszą mu wchodzić pod nogi, a później narzekać..
W tej chwili jednak nie miał ochoty myśleć o pozwie sadowym, za złamanie paru żeber, czy nogi, który dostanie niedługo z dedykacją od poszkodowanego, trudno się mówi i żyje się dalej.
Nie przejmując się tym, że zimne krople wody spływają po jego ciele, nie oszczędzając przy tym jego koszulki dopadł do drzewa, które wcześniej obserwował z okna. Każdy kto by go teraz zobaczył pomyślałby, że szuka pod nim schronienia przed uporczywą ulewą. Ale to nie schronienia szukał..
Dysząc ciężko rozglądał się dookoła. Przecież go widział! To nie mogło być przewidzenie, prawda?
Doskonale widział jak mężczyzna stoi pod dokładnie tym drzewem i wpatruje się w jego okno! Sam Heebum mu go pokazał! Więc czemu..
..więc czemu teraz go już nie ma?
-Czemu cholera jasna, znowu mnie zostawiłeś?!- warknął uderzając pięścią w pień drzewa
-Bo ty jak zwykle musiałeś się grzebać- odpowiedział mu głos za pleców, który na moment wstrzymał czas. A przynajmniej jego serce. Aby na nowo przywrócić jego bicie musiał się odwrócić i spojrzeć w te dawno nie widziane oczy.
-Cześć Heechul, dobrze wyglądasz..- Hankyung posłał mu delikatny uśmiech, który kłócił się ze smutkiem malującym się w jego oczach.
Tyle miał mu do powiedzenia.
Tyle chciał mu wyznać.
Tyle łez pragnął wylać w jego płaszcz, jak zwykle z masą guzików..
-Dupek- wystękał zamiast tego- idiota, kretyn, pacan, bęcwał..
-Ja też za tobą tęskniłem- przerwał mu, jak zwykle nie przejmując się wyzwiskami. I to go wreszcie otrzeźwiło. Ten spokój, którym jak zawsze wykazywał się ten „kretyn, pacan, bęcwał” wreszcie uświadomił mu co się tak właściwie dzieje. Och! Nadal nie zauważał oczywiście deszczu, ani nasilającego się wiatru, ale wreszcie poczuł, że choć odrobinę zaczyna panować nad swoim życiem.
Co oczywiście było dość ironicznym podejściem do sprawy, jeśli weźmie się pod uwagę, że nie planował tego spotkania… no właśnie, nie planował..
-Co ty tu właściwie robisz Hankyung?- spytał wreszcie
-A to.. no ja..-wyjąkał Chińczyk wkładając ręce do kieszeni i niemrawo przenosząc ciężar na drugą nogę- wyszedłem kupić ryż i jakoś tak wyszło..
-Chcesz mi powiedzieć, że wyszedłeś po ryż w Chinach i doszedłeś do Korei?- kociarz zaśmiał się widząc podenerwowanie chłopaka
-No tak, przecież to niedaleko, nie? –teraz to obaj byli rozbawieni
-No faktycznie.. rzut beretem- parsknął cicho patrząc na uroczy uśmiech goszczący na twarzy przyjaciela. Przez chwilę, bez słowa, uśmiechali się do siebie jak gdyby nigdy nic. Tak jakby nie było między nimi tego roku bez żadnego telefonu, bez żadnej rozmowy, ale w końcu panująca między nimi cisza zaczęła być nieprzyjemna i kłopotliwa. O dziwo, to wiecznie opanowany Hankyung ją przerwał.
-Co.. co słychać u hyungów?- spytał, z nieukrywana tęsknotą zerkając w okna mieszkania, które nigdyś było i jego
-Chyba dobrze- odparł obojętnie- wiesz.. oni się zmienili, nie są tacy jak wcześniej
-A co Sungmin znowu się przefarbował? Czy może Siwon został satanistą?- młodszy posłał mu zawadiacki uśmiech, ale spoważniał widząc smutek na twarzy swojego hyunga- Heechul, co się stało?- spytał znacznie poważniejszym tonem
-Oni już się pogodzili z twoim odejściem- wyznał wreszcie- i chcą, żebym ja też to zrobił
-I mają rację
Z niedowierzaniem spojrzał na jego twarz, na której nie zobaczył niczego innego niż powagi.
-Że co proszę?- spytał przez zaciśnięte zęby- możesz to powtórzyć?
-Heechul- westchnął mężczyzna- wiem, że to trudne dla ciebie, ale ty też powinieneś przestać myśleć o mnie jak o członku zespołu.. najlepiej z wszystkich wiesz, że ja już tam nie wrócę..
-Przeze mnie..-przerwał mu cicho- to przeze mnie nie możesz wrócić, i właśnie dlatego nie mogę o tobie zapomnieć..
-To nie przez ciebie Kim- zaprzeczył szybko
-Owszem przeze mnie- Heechul spojrzał na niego wyzywająco- przeze mnie nie możesz wrócić do zespołu i nie zaprzeczaj! To mnie podsłuchała Sohee gdy mówiłem Ci że cię..
-Heechul!- krzyknął chcąc mu przerwać, ale było już za późno, chłopak nie miał zamiaru przerywać w połowie zdania.
-Kocham- dokończył niemalże triumfalnie.

CZĘŚĆ 9
Cisza.
Tylko i wyłącznie cisza była odpowiedzią na jego wyznanie.
Irytująca, złowroga cisza.
-Czemu nic mi nie odpowiesz?- spytał wreszcie, wystraszony nagłym zamilknięciem towarzysza- to ja tu Ci właśnie wyznaję miłość, z przylepioną do ciała koszulką, w której z pewnością wyglądam ponętnie, a ty udajesz głuchego?! Nie tak Cię wychowałem!- wkurzony tupnął nogą rozbryzgują dookoła nich wodę zgromadzoną w kałuży… doprawdy iście siwonowy gest.
-Wychowywać, to ty możesz Heebuma, a nie mnie- odparł cicho Chińczyk
-Myślisz, że nie próbowałem?- westchnął z rozżaleniem wznosząc oczy ku niebu, w którym według zapewnień Siwona miał mieszkać Bóg - ale on, podobnie jak ty, wcale mnie nie słucha..
-Swoją drogą, wszystko z nim w porządku?- Hankyung spojrzał na niego niepewnie- dziwnie się dziś na mnie patrzył z tego okna..
-Ale Bóg, czy Heebum?- spytał podejrzliwie
-Heebum idioto, Heebum- mężczyzna spojrzał na niego z politowaniem- i od kiedy ty jesteś wierzący?
-Od kiedy cudem nie zaszkodził mi makaron, przygotowany przez Leetuka- odwarknął z niechęcią przypominając sobie do niczego nie podobną potrawę, którą wmusił w niego parę dni temu lider- jakim cudem ten makaron wyszedł mu fioletowy to ja nie wiem..
-Nie wiedziałem, że hyung postanowił nauczyć się gotować..- Geng uśmiechnął się delikatnie, najwidoczniej wyobrażając sobie tę scenę- obyło się bez ofiar?
-Ucierpiała tylko psychika Ryeowooka jak zobaczył kuchnię po efektownej demolce Leeteuka.. –odparł również lekko się uśmiechając- ale to jego wina, nie powinien marudzić, że co rano musi wstawać i nam gotować.. a później urządzać nam „szkółkę młodego kucharza” i uczyć nas jak prawidłowo smarować chleb masłem..
-Przecież ty umiesz posmarować chleb masłem- zauważył słusznie mężczyzna
-No wiem, że umiem
-Problemy się zaczynają jak masz ukroić plasterek sera..-mruknął złośliwie- „hyung! Czy ser to trzeba umyć przed krojeniem?.. a ugotować?.. jak to nic mam z nim nie robić?.. przecież on jest surowy!”- dodał przedrzeźniając głos Heechula
-Przestań- zirytował się ten- nie moja wina, że codziennie rano to ty mi gotowałeś, nie dając mi szansy żebym sam się nauczył.. codziennie szykowałeś mi przysmaki.. smażony ryż.. makaron.. ramen..
Zamilkł czując dziwne ukłucie gdzieś pod żebrami.
Hankyung też zamilkł.
Chyba oboje myśleli o tym co stracili.
Heechul z uporem maniaka zaczął wpatrywać się w swoje kapcie, które już doszczętnie były przemoczone.
-O czym myślisz?- usłyszał ciche pytanie
-O tym czy dobrze robimy- odparł nadal nie podnosząc wzroku
-Niestety, obawiam się, że tak.., chyba nie ma innego wyjścia by ochronić zespół, prawda?
-Ty nadal uważasz ich za przyjaciół, mimo, że już pogodzili się z twoim odejściem, prawda?- spytał, chociaż już zawczasu znał odpowiedź na swoje pytanie
-Tak Heechul, nadal mam ich za swoich przyjaciół i naprawdę chcę ich bronić, nawet kosztem własnego szczęścia..
-Wiesz- chłopak uśmiechnął się niemrawo, wreszcie podnosząc wzrok na niego- czasami zastanawiam się co by było gdyby Sohee nie usłyszała wtedy mojego wyznania.. gdyby nie powiedziała o nim menagerowi i gdyby oboje nie kazali nam się rozstać…
-To oni kazali Ci udawać chłopaka Sohee?- mężczyzna spojrzał na niego pytająco
-Nie wiesz, nagle poczułem miętę do tej cuchnącej odpadami wiedźmy.. pewnie, że oni.. –zakończył widząc zaskoczoną minę chłopaka- nie patrz tak na mnie, oboje wiemy, że ta dwójka jest do tego zdolna, prawda? Przecież to tobie kupili bilet do Chin i kazali.. czekaj jak to ujął wtedy menager..?
-Odejść dla szczęścia zespołu- podpowiedział mu
-No właśnie.. odejść dla szczęścia zespołu, którego reputacja na pewno się rozpadnie po skandalu, jaki nasza dwójka wywoła.., a ty się na to zgodziłeś, nie podejrzewając nawet, że twoje odejście też może spowodować nasz rozpad.. jak myślisz dlaczego odszedł Kibum, dlaczego Kangin tak nagle postanowił iść do wojska?
-Kibum od dawna chciał być aktorem, a Kangin na jakiś czas wolał zniknąć mediom z oczu..
-Jak zwykle jesteś niedoinformowany- Heechul zaczął się irytować- oboje nie mogli znieść atmosfery jaka zapanowała między nami..
-Przestań- poprosił go cicho- myślisz, że mi jest łatwo?
-A co tobie też znaleźli jakąś kandydatkę do żeniaczki?!- krzyknął tracąc nad sobą panowanie, ale chwilę później zamilkł, czując, że powiedział za dużo. Przymknął oczy, czekając na pytanie, które musiało teraz paść.
-Jakiej żeniaczki?- no i padło
-Mam poślubić Sohee- wyjawił, rezygnując ze wszelkich kłamliwych odpowiedzi jakie mógł udzielić- dzisiaj jej się oświadczam
-Nie możesz tego zrobić!- jeszcze nigdy nie słyszał takiego głosu Hankyunga- nie możesz się zgodzić na taką manipulację z ich strony!
-Hankyung- przerwał mu spokojnie, reakcja chłopaka wpłynęła na niego wręcz uspokajająco- zrobię to- oznajmił mu z pełną powagą- i proszę cię.. nie powstrzymuj mnie przed tym..
Sam do końca nie był pewny czy powiedział to na głos, ale sadząc po minie Chińczyka, musiał to zrobić. Z uśmiechem wysłuchiwał kolejnych słów przyjaciela, który jasno dawał mu do zrozumienia, że nie zgadza się z jego decyzją.. tyle, że on już postanowił.
Skoro rok temu Hankyung dla dobra zespołu potrafił się poświęcić.. , to on nie mógł sprawić by jego wysiłek poszedł na marne. Może po prostu nie dane miało im być razem?
-.. rozumiesz mnie!?
-Oczywiście, że tak- odparł spokojnie, po wysłuchaniu setek niezgod na jego ślub- ale ja już postanowiłem.. dla dobra zespołu..
I po tych słowach odszedł.
Tak po prostu.
Bez pożegnania.
Bez słów, że jeszcze będzie dobrze.
Odszedł zostawiając jedno złamane serce pod drzewem, jedno we własnej piersi..
..i trzecie, którego właściciel szlochał w ukryciu.
Leeteuk, wreszcie pojął jak wyglądała ukryta prawda.

CZĘŚĆ 10
No i stało się, to co ot tak dawna wróżył mu Siwon.
Trafił do piekła.
Tyle, że wyglądało ono inaczej niż to przedstawiane na obrazkach w Biblii.
Nie było czerwono- żółtych płomieni, ani kotłów, w których gotowali się ludzie.
Ale były szatany i szakale, które otaczały go ze wszystkich stron. A dwa największe z nich siedziały tuż obok niego, raz po raz posyłając mu porozumiewawcze spojrzenia.
Innymi słowy znalazł się w pięciogwiazdkowej restauracji, między Sohee, a menagerem. Oczywiście nie byli sami, przy stole zasiadała cała masa pozapraszanych gości, a Super Junior i Wonder Girs nie stanowiło nawet połowy z przybyłych.
Wszyscy zdawali się dobrze bawić, wszyscy poza nim. Chociaż.. jakby się uważniej przyjrzeć to Leeteuk też nie wyglądał na zachwyconego kolacją.. podobnie zresztą jak reszta zespołu. Nikt jednak nie zwracał na nich uwagi, najwidoczniej biorąc to za oznakę zmęczenia i niewyspania. Jedynie Kibum i Kangin, którzy wmaszerowali na salę, zaledwie parę minut temu, znaleźli się pod ostrzałem spojrzeń i pytań. Ich pojawienie się wywołało niemałe zamieszanie, zresztą oni tez wydawali się zaskoczeni tym gdzie się znaleźli. Po krótkim przywitaniu obaj zasiedli wśród reszty zespołu, wymieniając z jego członkami porozumiewawcze spojrzenia.
Po ich wejściu, niejeden z gości zerkał jeszcze ku wejściu jakby oczekując, że zaraz pojawi się w nim jeszcze jedna osoba.
Ale Hankyung nie był zaproszony na dzisiejsze przyjęcie.
Może to i lepiej?
Chyba nie chciał oglądać jego twarzy, gdy on będzie sobie publicznie rujnował życie.. a skoro mowa o marnowaniu sobie życia..
-Heechulku- zapiszczało gówno tuż przy jego boku, z kultury nazywane przez niektórych imieniem „Sohee”- możesz mi podać pieprz..?
-A pieprz się- szepnął w powietrze
-Słucham?- dziewczyna, która na dzisiejszą uroczystość wybrała oczojebnie różową kieckę i niebotycznie wysokie buty, spojrzała na niego gniewnie i jednocześnie ostrzegawczo.
Zrozumiał przekaz..
Parę minut później kilkunastu kelnerów zabrało znajdujące się na stole potrawy, a zamiast nich wnieśli masę owoców, lekkich przekąsek i pięknie zdobione desery. Między gośćmi zapanowało rozluźnienie i ogólne rozweselenie, tak jakby jeden z kucharzy dosypał czegoś białego do ich pucharków z lodami.
-No doprawdy hyung- jeden z mężczyzn siedzących przy stole, który o ile się nie mylił, był prezesem jakiejś wielkiej korporacji, rozparł się wygodnie na krześle - zaskoczyłeś mnie tym zaproszeniem tutaj.., mało brakowało a bym nie dotarł, ale tak nalegałeś, że nie mogłem Ci tego zrobić, ale powiedz, czemu tak nagle nas tu sprosiłeś?
Mężczyzna, do którego zaadresowane było pytanie uśmiechnął się szeroko, pokazując światu pasmo sztucznych zębów, chociaż on sam utrzymywał, że był one prawdziwe, po czym odparł z lekkim ociąganiem:
-Mój drogi, uwierz mi, że cieszę się, że dotarłeś do nas, podobnie jak raduje mnie to, iż tak wiele osób mimo nagłego zaproszenia zdołało tutaj przybyć- po sali rozległy się głośne zapewnienia „że to żaden problem, a sama przyjemność”, które uciszył niby to dobrodusznym machnięciem ręki- ale muszę wyprowadzić ciebie.. i pewnie i resztę gości z błędu, otóż.. to nie na moje zaproszenie tu jesteście.. –zaśmiał się widząc zaskoczenie na twarzach obecnych- tak, tak, to ja was to pospraszałem, ale to na prośbę pewnego młodego mężczyzny, który bardzo, ale to bardzo na to nalegał.. a ja całkowicie zauroczony jego urokiem nie potrafiłem mu oczywiście odmówić.. tak więc może pozwólmy, aby to on wyjawił nam przyczyny naszego spotkania.. Heechul.. mógłbyś?
Nikt z gości oczywiście nie wyczuł fałszywej nuty w głosie menagera, z łatwością przełknęli kłamstwo jakoby to on ich tutaj zaprosił.. tak jakby nie miał nic ciekawszego do roboty niż spraszanie niemalże nieznanych sobie osób do restauracji..
Czując na sobie setki spojrzeń, wstał powoli, starając się nie myśleć o tym co ma się zaraz wydarzyć. Dłoń, wsunął do kieszeni marynarki, palcami muskając pudełeczko, które się w niej znajdowało, a w nim.. pierścionek zaręczynowy dla Sohee.
-Po pierwsze- zaczął cicho, ale jego głos i tak poniósł się echem wśród panującej ciszy- chciałbym wam serdecznie podziękować, że znaleźliście dla mnie czas i przyszliście tutaj… to naprawdę wiele dla mnie znaczy. Ten dzień.. z pewnością na zawsze pozostanie mi w pamięci..-przez chwilę wahał się przed wypowiedzeniem kolejnych słów, ale kopniak, jaki wymierzyła mu pod stołem Sohee skutecznie go otrzeźwił- wielu z was zastanawia się skąd ten pomysł zaproszenia was tutaj, i chyba najwyższa pora abym wam odpowiedział.. Sohee- zwrócił się do siedzącej obok dziewczyny- ja.. chciałbym.. chciałbym powiedzieć ci, że..
Jego kolejne słowa zagłuszył dźwięk przewracającego się krzesła. Wszyscy spojrzeli w jego kierunku oniemieli.
-Nic mi nie jest, nic mi nie jest- Leeteuk dość niezgrabnie podniósł się z ziemi- przepraszam Heechul, że ci przeszkodziłem.. możesz kontynuować swoją mowę, co prawda ja znam jej zakończenie, ale nie krępuj się..
-Oh! Czyżby pan znał plany kolegi?- jeden z gości spojrzał na niego z zaciekawieniem
-Oczywiście, że znam, i to nie kolega, tylko przyjaciel – odparł spokojnie
-No, oczywiście, oczywiście- mruknął jakby to była najoczywistsza z najoczywistszych prawd- i akceptuje je pan?
-Ja..- Leteuk spojrzał na przybyłych gości z ociąganiem-akceptuje ten plan.. zresztą wypowiadam się tu w imieniu wszystkich członków Super Junior- dodał już pewniej- wszyscy znamy plany Heechula i w pełni je akceptujemy.. bo wiemy, że uczuć nie da się oszukać..
-Święta prawda!- krzyknął ktoś z tłumu
-To była bardzo piękna mowa.. –menager spojrzał na lidera z zadowoleniem- a teraz może pozwolimy Heechulowi dokończyć, bo chłopak się denerwuje…
-Przepraszam- Leeteuk uśmiechnął się do mężczyzny szeroko- ale to nie wszystko co chciałem powiedzieć.. więc państwo pozwolą, że doprowadzę moją całkowicie zaimprowizowaną mowę do końca.. chcąc uniknąć ewentualnych niedomówień- umilkł na chwilę czekając na ewentualne protesty, ale nic takiego się nie stało- Heechul- powiedział w końcu zwracając się wprost do niego- przez ostatnie dni różnie między nami bywało.. nie ukrywajmy, że atmosfera była dość napięta, cóż teraz już wiemy dlaczego- zamilkł na chwilę wyraźnie zakłopotany, lecz po chwili kontynuował dalej- przez ten czas nie potrafiliśmy dać ci oparcia, bo nie potrafiliśmy cię zrozumieć. Proszę.. nie miej do nas żalu..
-Nie mam hyung- zapewnił cicho, patrząc po kolej na każdą z tak drogich mu twarzy chłopaków.
-To dobrze, bo w takiej sytuacji nie powinieneś się wzbraniać przed przyjęciem drobnego podarunku od nas z okazji tego.. jakże cudownego dnia.. Siwon, mógłbyś?- spytał patrząc na jednego z członków zespołu.
Na sali zapanowało pewne ożywienie gdy Siwon podniósł się z miejsca i podchodząc do niego wyciągnął ku niemu białą kopertę.
-Co to?- spytał niepewnie, czując jak chłopak przyciąga go do siebie i w iście braterskim uścisku
-To prezent.. od nas wszystkich- odszeptał mu tuż przy uchu- Hyung, wybacz, że nie rozumieliśmy twoich uczuć od początku..
-Siwon, o czym ty..
Ale nim dokończył chłopak wyswobodził go z uścisku i wrócił na swoje miejsce, zostawiając go z zagadkową kopertą w dłoni.. dziwnie znajomą kopertą, trzeba dodać. Kopertą, na której widok jego serce wykonało jakieś niesłychane salto. Z całą gamą uczuć spojrzał na Leeteuka, który jeszcze nie zakończył swojej przemowy..
-Jak już chwile temu powiedziałem akceptujemy twój plan, bo każdy z nas wie, że serca nie da się oszukać.. –kontynuował patrząc mu wprost w oczy- dlatego proszę cię.. powiedz Sohee, że nie boisz się własnych uczuć.. i biegnij na lotnisko..
Nieoczekiwane zakończenie liderowej mowy wywołało niemałe poruszenie wśród zgromadzonych przy stole gości. On sam czuł dziwne otumanienie. Raz po raz patrzył to na członków zespołu to na kopertę, w której jak się słusznie domyślił znajdował się bilet na samolot. Na jego twarz powoli zaczął wpływać uśmiech, pierwszy od tak długiego czasu, całkowicie szczery uśmiech.
Nie zważając na protesty Sohee, nie przejmując się pogróżkami menagera, ani osłupiałymi gośćmi, wybiegł z sali, zostawiając całą tą szopkę za sobą..
***
-Wiesz o tym, że jesteś idiotą?
-Wiem o tym Heechul, w końcu zakochałem się w tobie, prawda?
Zaśmiał się słysząc taką odpowiedz. Ze szczęściem odmalowanym na twarzy, spojrzał na leżącego obok mężczyznę. Wreszcie był szczęśliwy. I nie była to zasługa ani zapachu czystej wody, ani nagrzanego słońcem piasku. Owszem, Hawaje były piękne, ale nie mogły się równać z delikatnymi rysami twarzy jego towarzysza, ani z jego subtelnym uśmieszkiem.
-Dziwnie to się wszystko skończyło, nie sądzisz Hyung?
-Hankyung- szepnął cicho lekko unosząc się w górę- a nie sądzisz, że to się dopiero zaczęło?
I nie dając mu szansy na odpowiedz, złożył na jego ustach delikatny pocałunek, nie pierwszy i zapewne nie ostatni w ich wspólnym, szczęśliwym życiu.
Słońce powoli chyliło się ku zachodowi, a oni nadal, jakby nigdy nic całowali się na plaży, nie przejmując się nikim, ani niczym. Oboje snuli marzenia o swojej przyszłości. Oczywiście byli świadomi, że jeszcze wiele przeszkód na nich czyha. Nadal przecież nie odpłacili się Sohee i menagerowi.. chociaż sądząc po ostatnim telefonie Leeteuka, zespół.. zajął się nimi odpowiednio… liderowi udało się nawet odtworzyć słynny fioletowy makaron, a Donghae wspominał coś o jakimś ciągniku i polu kapusty.. Wyglądało na to, że członkowie Suju za punkt honoru obrali sobie wykończenie nikczemnej dwójki i nawet Siwon nie protestował przeciwko coraz wymyślniejszym karom..
Licząc na pomysłowość przyjaciół, pozwolili sobie na tą krótką chwilę zapomnienia, oddając się urokowi chwili. Cóż, mieli przecież co świętować, prawda?
Oboje przecież odzyskali kontrolę nad własnym życiem.

THE END…

Majanna
Ostatnio zmieniony przez shiree 2011-05-06, 18:16, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Design by Forum Komputerowe
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group


logo
2008 – 2019 © SUPERJUNIOR.PL
Poprzednie adresy: Klik | Klik

Strona wygenerowana w 0,27 sekundy. Zapytań do SQL: 11