| FAQ | Szukaj | Użytkownicy | Grupy | Rejestracja | Zaloguj | Album | Download |


superjunior

Poprzedni temat «» Następny temat
Immortuorum
Autor Wiadomość
Chizuru 
Gryzę ^.^


Ulubieniec z SJ: Kyuhyun, Mi, Hee, Hyuk, Tusiu
Lover: Kyuhyun <3
Fav Pairing: ChangKyu
Grupa krwi: A Rh+
Kocham SuJu od: koniec stycznia 2013
Wiek: 23
Dołączyła: 10 Lip 2013
Posty: 275
Skąd: Poznań
Wysłany: 2013-09-06, 22:50   Immortuorum

*wyciera spocone dłonie w bluzkę*
Dobra. Denerwuję się xD
Jest to moja pierwsza seria, tak jakbym miała być szczera xD
Pomysł wpadł mi w czerwcu, gdy czytałam Draculę. O ile pamiętam, Drakuś właśnie sobie kogoś gryzł (albo rozmawiano o tym, że gryzie xD) i nagle pomyślałam sobie "A co by było, gdyby Kyuhyun był Draculą?" O.o Potem lawina pomysłów, koncepcji i dominujące nad tym wszystkim hasło KYUMIN xD Pisarska blokada jako tako mi minęła i chciałabym się z wami podzielić prologiem i pierwszym rozdziałem Immortuorum (wielbię ten tytuł xD)
Będzie to oczywiście fantasy, jako że osobiście wielbię ten gatunek xD
Akcja ma miejsce w XIX wieku.
Także, ten tego...
Zapraszam ^^"

***

Prolog


Wokół panowała pustka i nieprzenikniona cisza. Mrok rozświetlały nieliczne lampy naftowe, których światło odsłaniało fragmenty względnie czystej ulicy. Wiatr zmuszał do ruchu potargane strony porannej gazety, szarej i nudnej, której połowę artykułów stanowiły nekrologi mieszkańców dość dużego jak na te czasy miasteczka, jakim była Mortena.
W każdym wydaniu „Daily Mortena” można było przeczytać od pięciu do ośmiu nekrologów. Była to jedna z codziennych rozrywek morteńczyków- siadając co rano do śniadania, z kubkiem kawy w ręce wczytywali się w życiorys zmarłego, co jakiś czas zerkając na jego uśmiechniętą twarz, widniejącą na burej fotografii nad kolumną. Nikogo w mieście nie dziwiły tak częste zgony. Już nie. Śmierć była w Mortenie na porządku dziennym.
Płomień w jednej z lamp zadrgał i zniknął na moment, niby gasnąc i skrywając w mroku kroczącą samotnie dziewczynę.
Ogień odnalazł ostatnie krople nafty, na nowo rozświetlając fragment szarej ulicy.
Na bruku leżała nieprzytomna, najwyżej siedemnastoletnia, panienka. Błękitny berecik zsunął się z ciemnobrązowych włosów, niczym wachlarz rozrzuconych wokół bladej twarzy nieznajomej. Płaszczyk, kolorem odpowiadający beretowi i pantofelkom, nadal ciasno opatulał drobne ciało dziewczyny, chroniąc ją przed chłodem nocy. Spomiędzy rozwartych warg niewiasty uciekał jeden z jej ostatnich oddechów…
Po drugiej stronie alei, w mroku skrywał się tajemniczy mężczyzna. Rzucając ostatnie spojrzenie swej ofierze, otarł palcem z kącika ust życiodajną krew…


Rozdział 1


(Fragment z porannego numeru gazety „Daily Mortena”- rubryka refleksji)

Wszyscy tęsknimy…

… za pierwszymi wiosennymi promieniami słońca, roztapiającymi śnieg i lód.
… za szczęściem, które być może zbyt wcześnie utraciliśmy.
… za starymi, dobrymi latami, kiedy wszystko było proste i nie zajmowało niepotrzebnie naszych i tak już zszarganych nerwów.
… za bliskimi, których przedwcześnie utraciliśmy i których z bólem serca musieliśmy żegnać wraz z dobrodusznym pastorem.
Jak poradzić sobie z tęsknotą?
Wszystko ma swój kres.
Wiosenne ciepło wypiera letni skwar, ten z kolei usuwa się w cień, widząc na horyzoncie bogatą w kolory i delikatny chłód jesień, której obecnie doświadczamy. Ta jednak także przeminie, ustępując miejsca mroźne, białej zimie, ale nie zrażajmy się- po niej znów nastąpi wiosna a razem z nią nowa nadzieja.
Szczęścia, co prawda, nigdy za wiele, jednakże nie powinniśmy się do niego zbytnio przywiązywać. W życiu nie ma niczego za darmo. Dostatni byt dla siebie i swojej rodziny, także istnienie najbliższych, należy okupić odpowiednią ilością ran, tych na ciele jak i duszy, łez, czasem nawet złamanym sercem. Nie poddawajmy się jednak! Nasze chęci, praca i wiara zawsze zostaną docenione i prędzej czy później otrzymamy odpowiednie wynagrodzenie.
Czasu nie da się cofnąć. To, co było kiedyś, już nie minie. Nie da się zmienić przeszłości, nie potrafią tego nawet najznamienitsi magicy, nie ważne, jak usilnie próbują nam to udowodnić- nigdy im się nie udało i pozostanie to niezmienione. Nie oznacza to jednak, że nie możemy próbować naprawić starych błędów czy wcielić w życie ongiś wyznawanych idei. Jeśli się sprawdzały- dlaczegóż by nie? Nie rozpamiętujmy przeszłości. Uczmy się na błędach i wyciągajmy wnioski, aby czynić świat coraz to lepszym i lepszym. Sprawmy by przyszłe pokolenia mogły być z nas dumne.
Śmierć to straszliwe zjawisko, szczególnie, kiedy dotyka ona niewinne dzieci i naszą radość jako rodziców w postaci młodych dorosłych. Każde pozbawione energii życiowej dziecko to tragedia, z którą, mimo wszystko, należy się pogodzić i iść przez życie z podniesioną głową tak, aby te biedne duszyczki mogły spoglądać na nas z nieba z dumą w oczach.


- Cóż za brednie!
Mężczyzna w szarej koszuli i czarnej kamizelce siedział za średniej wielkości drewnianym biurkiem, przeglądając poranną gazetę. Jego migdałowe, czekoladowe oczy z każdym kolejnym przeczytanym zdaniem zwężały się złowieszczo, nadając jego łagodnej twarzy groźny wyraz. Ciemne włosy w trakcie czytania zsunęły się z czoła zdenerwowanego człowieka, przysłaniając mu widok na znienawidzoną rubrykę. Zdmuchnął grzywkę z oczu i przeczytał jeszcze raz ostatni fragment, usiłując dojrzeć w nim jakiś głębszy sens. Bez skutku.
- Do diabła z tym szmatławcem!- krzyknął, gwałtownie rzucając gazetę na blat
- Wszystko w porządku?
Do pomieszczenia wszedł wysoki szatyn o śmiejących się oczach. Brązowa koszula delikatnie podkreślała jego sylwetkę, której zazdrościł mu niejeden mężczyzna. Ciemne włosy, ułożone w artystycznym nieładzie, zdradzały, iż ich właściciel nie pokusił się tego ranka, by je ułożyć. Prawdopodobnie jedynie przeczesał je palcami, po czym uznał, że wyglądają na tyle dobrze, aby móc spokojnie wyjść do ludzi.
- Nic nie jest w porządku, Donghae- nadal nieco czerwony na twarzy osobnik wskazał drżącą dłonią brutalnie potraktowaną gazetę- Oni znowu to robią!
- To znaczy, co?- spytał nieco zdezorientowany Lee Donghae
- Szerzą znieczulicę! Słuchaj- zamaszystym ruchem zgarnął plik szarych jak jego koszula stron, z których składała się gazeta- „Śmierć to straszliwe zjawisko, szczególnie, kiedy dotyka ona niewinne dzieci…”
- To akurat prawda- wtrącił Hae
- To tak, ale czekaj! „Każde pozbawione energii życiowej dziecko to tragedia, z którą, mimo wszystko, należy się pogodzić…”
- To też racja…
- Racja?!- zbulwersował się brunet- To brzmi tak, jakby namawiali do przechodzenia nad śmiercią młodych ludzi do porządku dziennego! Jakby mieli się tym nie przejmować! I już to robią!
- W końcu każdy umrze- powiedział Donghae spokojnie- i nikt nie ma na to wpływu. Taka jest kolej rzeczy.- chłopak uśmiechnął się. To była jedna z tych nielicznych sytuacji, kiedy udało mu się powiedzieć coś mądrego przy przyjacielu. Był z siebie naprawdę dumny, co można było zaobserwować, gdy niczym starożytny bohater wypiął swą pierś.
- Donghae- odparł nieco ciszej siedzący za biurkiem mężczyzna- Spójrz.- przewrócił kilka stron i zatrzymał się na ostatniej- W dzisiejszym numerze zamieścili osiem nekrologów. Tylko dwie są poświęcone osobom w podeszłym wieku. Jedna osoba zginęła w wypadku. I taka liczba wspomnień w tej gazecie to norma. A oni sugerują, żeby nie zwracać na to większej uwagi! Pogrzeb i koniec żałoby! Żadnych śledztw, dociekania prawdy. I właśnie to mnie tak denerwuje! Jak oni mogą?!
- Uspokój się.
- Aresztuję ich, przysięgam!
- Nie masz podstaw. Denerwujący felieton nie jest wystarczającym powodem, żeby kogoś zamknąć- odrzekł Hae, stawiając trzymany dotychczas kubek z parującą kawą obok plakietki opatrzonej napisem:
Inspektor Lee Sungmin
Sungmin westchnął. Jego przyjaciel miał zupełną rację.
- Faktycznie… Ale popatrz na to- dotknął dłonią pozostałych zdjęć zmarłych- Ta piątka była zbyt młoda. Najstarszy chłopak miał 19 lat, najmłodsza dziewczynka 14. Nie mogę tego tak zostawić- powiedział stanowczo starszy Lee- Dowiem się, dlaczego stracili życie. Obiecuję na wszystko, co mi na tym świecie drogie, że odkryję prawdę, kryjącą się za ich śmiercią!

***

N-nie bijcie, proszę... ^^"
Ostatnio zmieniony przez Chizuru 2013-09-06, 23:10, w całości zmieniany 2 razy  
 
 
 
ElJunPl 
Groszek Pachnący~


Ulubieniec z SJ: Wszyscy >.<
Fav Pairing: Teraz już wszystkie xD
Grupa krwi: B
Kocham SuJu od: Halloween 2010
Wiek: 26
Dołączyła: 16 Lip 2011
Posty: 3143
Skąd: Kołobrzeg
Wysłany: 2013-09-09, 15:23   

Łał, jestem pod wrażeniem opisów i bogactwa językowego o.o Oddaj mi tę część mózgu za to odpowiedzialną ;A;

Kilka razy uciekły Ci spacje przy myślnikach i raz kropka postanowiła sobie pójść do kawiarni na kawkę, a mnie się takie rzeczy zawsze rzucają w oczy, więc mimowolnie na to zwracałam uwagę, choć sens tekstu nieco ją odwracał ^^ No dobra, ale co się będę rozwodzić nad aspektami technicznymi, jak liczy się wnętrze, nie wygląd xD

Azjaci w XIX-wiecznym, angielsko (a może to hiszpańskie lub francuskie? o: Albo włoskie XD) brzmiącym mieście - nieco to mi się gryzie, ale w fanfickach dozwolone jest wszystko xD Fabuła zapowiada się interesująco, a jestem też ciekawa, jak wybrniesz z pomysłu usadowienia bohaterów w innej epoce, bo to oznacza znajomość tamtejszej techniki, stylu życia, ubioru etc. Ja np. miewałam ochotę napisać coś w takim klimacie, ale wiedziałam, że temu nie podołam, więc się nawet za to nie brałam XD
Póki co za wiele się jeszcze nie wydarzyło, ale takie coś, co ja określam mianem "lania wody" albo zapychaniem rozdziału szczegółami jest tu tak pięknie umiejscowione, że nie pozostaje nic innego, jak się tylko zachwycać ^^ Ja nie potrafię pisać o takich "bzdurach", w moich opowiadaniach wszystko jest raczej opisane krótko, zwięźle i na temat xD Typu "Poszli, usiedli, zjedli" a nie "Raźnym krokiem poszli do wykwintnej restauracji udekorowanej w (...), usiedli przy stoliku w rogu sali z widokiem na (...) i zamówili (...), a oczekując na posiłek, zajęli się rozmową o (...). Kiedy kelner ubrany w (...) w końcu przyniósł ich zamówienie, zajadali się ze smakiem, po wszystkim oblizując palce" XDD Nie mam cierpliwości do takich opisów, a szkoda, bo to one budują klimat, co Tobie się udało.

Na koniec pragnę zauważyć, że, niestety, to opowiadanie może nie zyskać tyle uwagi, na jakie zasługuje, za sprawą powolnego wymierania forum i tym, że to KyuMin, którego wiele osób na forum nie lubi i z zasady nie będą czytać xD Mnie to raczej nie przeszkadza, najwyżej nadam im angielskie imiona, żeby zalatywało Anglią (xD) i mam nadzieję, że jednak kontynuujesz to opowiadanie ^^
_________________

And if we should die tonight
We should all die together
Raise a glass of wine for the last time
 
 
Chizuru 
Gryzę ^.^


Ulubieniec z SJ: Kyuhyun, Mi, Hee, Hyuk, Tusiu
Lover: Kyuhyun <3
Fav Pairing: ChangKyu
Grupa krwi: A Rh+
Kocham SuJu od: koniec stycznia 2013
Wiek: 23
Dołączyła: 10 Lip 2013
Posty: 275
Skąd: Poznań
Wysłany: 2013-09-09, 22:48   

Cytat:
Łał, jestem pod wrażeniem opisów i bogactwa językowego o.o Oddaj mi tę część mózgu za to odpowiedzialną ;A;

Ah, dziękuję bardzo <3 Chociaż nie jestem z tego rozdziału do końca zadowolona. Jakbym miała wenę, na pewno byłyby lepsze opisy xD Niemniej dziękuję, twoje słowa dużo dla mnie znaczą <3
Cytat:
Azjaci w XIX-wiecznym, angielsko (a może to hiszpańskie lub francuskie? o: Albo włoskie XD) brzmiącym mieście - nieco to mi się gryzie, ale w fanfickach dozwolone jest wszystko xD Fabuła zapowiada się interesująco, a jestem też ciekawa, jak wybrniesz :-/ z pomysłu usadowienia bohaterów w innej epoce, bo to oznacza znajomość tamtejszej techniki, stylu życia, ubioru etc.

Nazwę zapożyczyłam od hiszpańskiego 'morte', ale będą tam widoczne głównie wpływy angielskie :3
Cytat:
Nie mam cierpliwości do takich opisów, a szkoda, bo to one budują klimat, co Tobie się udało.

Yaay <3 Miło, że tak uważasz, chociaż ja naprawdę weny nie miałam xD
Cytat:
Na koniec pragnę zauważyć, że, niestety, to opowiadanie może nie zyskać tyle uwagi, na jakie zasługuje, za sprawą powolnego wymierania forum i tym, że to KyuMin, którego wiele osób na forum nie lubi i z zasady nie będą czytać xD

Jestem tego świadoma :3
Cytat:
mam nadzieję, że jednak kontynuujesz to opowiadanie ^^

Oczywiście, że będę to kontynuować! Za bardzo zakochałam się w paru KyuMin Moments, ja chcę je opisać! XDD Poza tym publikuję to też na moim blogu i obiecałam to paru osobom, więc mam dla kogo pisać <3
W następnym rozdziale będzie mniej lania wody i pojawi się zalążek akcji xD W tym musiałam trochę ponudzić, żeby jako tako pokazać, kim jest Sungmin i jakie ma poglądy na otaczający go świat ^^'
Postaram się w weekend dodać dłuższy i lepszy rozdział <3
 
 
 
Matio 
Lord


Ulubieniec z SJ: Kyuhyun, Sungmin
Lover: Kyu
Fav Pairing: KyuMin
Grupa krwi: Nie pamiętam
Kocham SuJu od: Pi razy oko - dwóch lat
Wiek: 29
Dołączyła: 11 Sty 2013
Posty: 8
Skąd: Kielce
Wysłany: 2013-09-15, 15:56   

Ja tam uwielbiam KyuMin'a i fantastykę. Połączenie tego to, jak spełnienie moich marzeń. Dziękuję i czekam, ba! nie mogę się doczekać kolejnych części. Nie przejmuj się tym, że ktoś tam może tego pairingu nie lubić. Ja kocham :) Ot co :)
_________________

 
 
 
Chizuru 
Gryzę ^.^


Ulubieniec z SJ: Kyuhyun, Mi, Hee, Hyuk, Tusiu
Lover: Kyuhyun <3
Fav Pairing: ChangKyu
Grupa krwi: A Rh+
Kocham SuJu od: koniec stycznia 2013
Wiek: 23
Dołączyła: 10 Lip 2013
Posty: 275
Skąd: Poznań
Wysłany: 2013-09-28, 21:42   

Wiem, minęło trochę czasu, ale wiadomo- szkoła :/ Miałam też problemy ze zdrowiem, ale już jest ok xD
Zapraszam.
Enjoy!

***
Rozdział II


Lampy gasły, jedna po drugiej, pogrążając w chwilowych ciemnościach ulice Morteny. Tlące się jeszcze płomienie wygasały same lub za sprawą ludzkiej ręki, przechadzającej się wąskimi chodnikami i czyniącej swoją powinność. Latarnik gasił lampy, uzupełniał naftę. Wędrował z wątłą świecą w dłoni, z której prosto na jego palce spływał gorący wosk, niemal momentalnie zastygając i tworząc białawą, nadal plastyczną, masę. Samotny człowiek nie zwracał jednak na to uwagi. Nie kupił tej świecy za własne pieniądze. Ufundowało mu ją miasto, jako udogodnienie, pomoc w wykonywaniu zawodu. Na niewiele się to zdawało, noce są mroczne i niebezpieczne, jedna świeczka nie zapewni mu bezpieczeństwa, ale nie mógł nie przyjąć prezentu od władz. Chociaż musiał przyznać, iż tlący się przed nim płomień dodawał mu w chwilach zwątpienia odwagi. Jeden, maleńki ognik, poruszający się co chwilę niespokojnie pod wpływem wiatru, przypominał mu serce, które biło tylko dla niego. I które co noc musiał zostawiać same, w nieogrzanym przez drugie ciało łożu. Jego nowa żona… Co wieczór, wychodząc, powtarzał jej, że już niedługo to się skończy- odrobinę zarobi, znajdzie lepszą pracę i będą mogli żyć jak normalne małżeństwo. Uśmiechała się wtedy ze smutkiem w pięknych oczach i odpowiadała, że będzie czekać. Razem z maleńkim serduszkiem, kołaczącym szybciutko pod jej własnym.
Chłopak wyciągnął rękę do ostatniej niezgaszonej lampy, lecz nigdy jej nie dosięgnął.
Krwistoczerwony płomyk obserwował jak spomiędzy bladych warg młodego mężczyzny, który wkrótce miał zostać ojcem, ulatuje jeden z jego ostatnich oddechów.
Chwilę później iskra zgasła a wraz z nią zgasł płomień jego życia.

***
W pomieszczeniu panował mrok, rozpraszany przez nieliczne promienie wschodzącego słońca, którym udało się przebić przez grube kotary, przysłaniające nieco brudne okna. Jasne plamki światła wędrowały po pomalowanych ciemną farbą ścianach, zakurzonych książkach, poukładanych równo na uginającymi się pod ich ciężarem półkach, zawalonym przeróżnymi listami i urzędowymi pismami biurkiem a także po twarzy śpiącego w niewielkim łóżku mężczyzny, który poruszył się niespokojnie, gdy słońce zaświeciło mu prosto w oczy.
Rozchylił ciężkie powieki na tyle, na ile pozwalało mu rażące go światło i rozejrzał się po sypialni.
Zdecydowanie wypadałoby tu posprzątać. Na podłodze walały się ubrania z poprzednich dni, których nie miał czasu poukładać, talerze po kolacji, których nie zdążył odnieść do kuchni oraz sterty dokumentów, które powinien był podpisać w zeszłym tygodniu. Za co mógłby zostać zwolniony, jednak jego szef najwyraźniej postanowił przymykać na to oko. Nie śmiałby go wyrzucić. Wywołałoby to niemałą sensację, wręcz skandal. Nie mógł sobie na to pozwolić.
Zresztą, dlaczego miałby to robić?
Nadinspektor darzył szczerą sympatią swojego podwładnego.
Inspektor policji w Mortenie w końcu wypełznął spod ciepłej kołdry z cichym jękiem. Jak kochał wykonywać swoją pracę, tak nienawidził do niej wstawać. To nie było nic osobistego, po prostu on i poranki byli jak najgorsi wrogowie, gotowi w każdej chwili skoczyć sobie do gardeł i rozpocząć walkę na śmierć i życie. Smutne było to, że Lee każdą z tych bitew przegrywał. No, może oprócz sobót i niedziel, jedynych wolnych dni w tygodniu, chociaż zdarzało się, iż czasami musiał przychodzić na komisariat także w dni przeznaczone na regenerację utraconej energii.
Sungmin wstał i podszedł do szafy, bezwiednie przeciągając dłonią po już i tak rozwianych włosach, tworząc na swojej głowie jeszcze większy nieład. Zaspany, przetarł oczy, chcąc zobaczyć trochę więcej niż białe plamy. Po chwili jego wzrok przywyknął do panującego w pomieszczeniu mroku i mężczyzna mógł nieco szerzej rozchylić swoje powieki.
Wyciągnąwszy z szafy białą koszulę i czyste czarne spodnie, udał się do łazienki by zmyć ze swojej twarzy resztki snu.
Mężczyzna poklepał się dłońmi po policzkach, żeby choć trochę się rozbudzić. Nie podziałało. Zanurzył więc ręce w misce pełnej lodowato zimnej wody i jednym szybkim ruchem oblał sobie twarz. Sapnął cicho. Woda kapała obficie z jego włosów, samotne krople poznawały rysy twarzy, kontur szczęki, gwałtownie przyspieszały spływając po szyi, hamowały spotykając się z obojczykami by wreszcie zginąć w ciemniejącej od wilgoci koszulce.
Potrzasnął gwałtownie głową, jakby chcąc uwolnić od wody zlepione za jej sprawą kosmyki. Sięgnął po omacku w bok, natrafiając po chwili na ręcznik, którym otarł twarz i szyję. Spojrzał w lustro, zarzucając sobie materiał na włosy.
Był blady. Przeraźliwie blady, co podkreślały głębokie cienie pod przekrwionymi oczami. Smutnymi oczami.
Ile tym razem spał? Nie więcej niż dwie godziny, tego mógł być pewien. Z komisariatu wrócił po północy. Położył się chwilę później ze świadomością, że tak prędko nie zaśnie, więc nawet nie próbował. Leżał po prostu, obserwując szary sufit i pozwalając myślom płynąć. Ostatnie, co zapamiętał przed tym, jak w końcu odpłynął w objęcia Morfeusza, było ciche poruszenie przed domem po drugiej stronie ulicy. Musiała być czwarta nad ranem. Ah, przemknęło mu wtedy przez myśl, pan Riddle wrócił z baru. Będzie musiał kiedyś wysłać tam Donghae, żeby chłopak zaprowadził tam porządek. Chociaż… Lee i stanowczość? Nie, to raczej zły pomysł. Prędzej sam postawi im kolejkę, niż odeśle do domów z mandatami za zakłócanie spokoju.
Wędrując powoli w stronę kuchni, rozmyślał, w jaki sposób przeprosić przyjaciela za swoje wczorajsze zachowanie. Nie widział w nim nic złego… No, może oprócz faktu, że nakrzyczał na młodszego, który nie zasługiwał na to, by go tak potraktował. Znowu.
Sungmin nigdy nie był osobą, która łatwo traci nad sobą kontrolę. Zawsze zachowywał zimną krew i twarz pokerzysty, co wydawało mu się być najlepszym rozwiązaniem. Był przemiłym człowiekiem z uroczym, zdaniem jego znajomych, uśmiechem, którym nie można było się nie zarazić. Wywierał znaczny wpływ na otoczenie. Gdy on się śmiał, śmiali się wszyscy. Kiedy był smutny, każdy z osobna zastanawiał się, w jaki sposób przywrócić mu dobry nastrój. Nie wykorzystywał tego faktu… zazwyczaj. Robił to, gdy musiał, jednak nikt nie miał mu tego za złe. W końcu był tym uroczym, opanowanym i przemiłym panem inspektorem, któremu nigdy nie puszczały nerwy. Prawie nigdy.
Nie tolerował, gdy ludzie z obojętnością i ignorancją mówili o śmierci, usiłując przekonać każdego, kto zechce ich słuchać, że nie warto pamiętać o tych, co odeszli. Szczególnie denerwowało go, kiedy dotyczyło to osób, których zgon był owiany tajemnicą i które powinny być jeszcze długo wśród żywych. W takich sytuacjach nie wytrzymywał i często w dość niedelikatny sposób wytykał innym ich tok myślenia, uznając za pozbawione serca istoty. Tak samo potraktował wczoraj Donghae, jedyną osobą, która była na tyle wyrozumiała (albo głupia) by puszczać mimo uszu jego pełne frustracji wrzaski.
Niemniej, nadal powinien go przeprosić. Dlatego też szybko spożył śniadanie, ubrał i po upewnieniu się, że przypomina bardziej człowieka niż nieboszczyka, którym był pół godziny wcześniej, wyruszył na komisariat.
Ulice powoli zapełniały się wędrującymi na miejsca pracy ludźmi. Idący pieszo mężczyźni z szacunkiem witali się z inspektorem, kobiety dygały uroczo, dyliżanse hamowały nieco by woźnica i jego pasażerowie mogli przywitać stróża prawa. Sungmin odpowiadał im uśmiechem i dobrym słowem. Kochał to miasto i jego mieszkańców. Był za nich odpowiedzialny. Nie miał żony i nie spodziewał się ożenić w najbliższym czasie, więc morteńczyków traktował jak swoich podopiecznych, którymi de facto byli. Zdawali sobie sprawę z jakich opresji nierzadko ratował ich Lee. Byli mu wdzięczni. Wiele dla nich zrobił a już wkrótce miał uczynić jeszcze więcej, o czym nie wiedzieli… i nigdy nie mieli się dowiedzieć.
- Dzień dobry, szefie- powitał go opuszczający komisariat policjant
- Dzień dobry- odpowiedział mu uprzejmie, po czym dodał- Uważaj na siebie, Steve.
- Nic mi nie będzie, szefie- uśmiechnął się promiennie Steve- To tylko poranny obchód- odrzekł, po czym wyminął przełożonego
Sungmin przytrzymał zamykające się drzwi i wkroczył do budynku. Uśmiechnął się na widok drewnianych ławek, na których siedziały różne indywidua, czekające na pomoc lub aresztowanie. Z dumą obserwował krzątających się stróżów prawa, co rusz przystających by go powitać i spytać o zdrowie. Zdawał sobie sprawę, że nawet najporządniejsze śniadanie nie jest w stanie w kilka chwil usunąć skutków kilku nieprzespanych nocy. Ludzie zawsze zauważą jego zmęczenie.
Uspokoiwszy swych podwładnych, skierował kroki w stronę najbardziej oddalonego od recepcji gabinetu, licząc na to, że jego przyjaciel przyszedł przed nim do pracy.
Gdy przekroczył próg swojego gabinetu, odetchnął z ulgą. Był.
- Donghae…-zaczął, jednak chłopak miał inne plany
- Sungmin! Jak ty, na litość Boską, wyglądasz?- młodszy Lee odłożył na biurko tacę z herbatą i podbiegł do kolegi, kładąc mu dłonie na policzkach- Spałeś dzisiaj?
- Niewiele- przyznał wiedząc, że kłamstwo będzie tu nie na miejscu- Posłuchaj, Hae…- zamilkł na chwilę, czując nagły przypływ strachu. Szybko się otrząsnął i wydusił- Przepraszam cię za wczoraj, nie powinienem był podnosić głosu… Ja naprawdę…
Monolog przerwał mu głośny śmiech bruneta.
- Daj spokój, Ming! Jesteśmy przyjaciółmi, prawda?- uśmiechnął się promiennie- Zresztą ja też mogłem powiedzieć parę słów za dużo. Wiem, jak nie lubisz tego tematu. A, właśnie…- Hae podszedł do biurka i z wymalowanym na twarzy wahaniem podniósł plik kartek. Niepewnie podszedł do starszego Lee - Chyba powinieneś to przejrzeć.
Sungmin przyjął od Donghae dokumenty, bacznie mu się przyglądając. Jeśli Hae był zaniepokojony, to cos musiało się stać. Coś poważnego lub na tyle wstrząsającego by móc poruszyć nie do końca rozumiejącego otaczający go świat Donghae.
- Obejrzyj to… - nalegał młodszy
Starszy Lee skierował swój wzrok na trzymane przez niego kartki i zamarł, widząc nagłówek pierwszej z nich. Przeliczył je szybko.

Jedno…

Dwie…

Trzy…

Z każdym kolejnym ogarniała go coraz to większa zgroza.

Siódme…

Ósme…

Dziewiąte…

Dziesiąte.

Orzeczenie o zgonie


Nazwisko i imię: Blaise Anna
Wiek: 28 lat
Okoliczności zgonu: nieznane
Przyczyna zgonu: zatrzymanie akcji serca
Uwagi: Nie zaobserwowano ran na ciele denatki, jedynie ślady po ugryzieniach owadów. Nie wykryto substancji toksycznych.

Nazwisko i imię: Kim Maya
Wiek: 17 lat
Okoliczności zgonu: nieznane
Przyczyna zgonu: zatrzymanie akcji serca
Uwagi: Nie zaobserwowano ran na ciele ofiary, jedynie ślady po ugryzieniach owadów. Stwierdzona anemia.


Nazwisko i imię: Yeon Joshua
Wiek: 25 lat
Okoliczności zgonu: nieznane
Przyczyna zgonu: zatrzymanie akcji serca
Uwagi: stwierdzona ostra anemia. Brak ran na ciele ofiary, ślady po owadach.


- Co to… Dlaczego…- wyszeptał inspektor
- Nie wiem- odpowiedział cicho Donghae- ale większość jest taka sama. Oprócz jednej starszej pani, która spadła ze schodów i jej sąsiada, który zmarł z przyczyn naturalnych.
Detektyw szybko odszukał wspomniane osoby. Obydwoje byli już w podeszłym wieku i co do nich nie było żadnych wątpliwości. Jednak cała reszta… Najstarsza z nich okazała się być panna Blaise, najmłodsza siedemnastoletnia Maya. I każde z nich w rubryce „przyczyna zgonu” miało wpisane zatrzymanie akcji serca.
- Kiedy zmarli?- w Sungminie obudził się policjant z długim stażem- Mam na myśli tą ósemkę.
- Dzisiaj w nocy.
- Wszyscy?- rzucił zszokowane spojrzenie podwładnemu
- Zgadza się.
Sfrustrowany inspektor opadł na swój fotel, wpatrując się z napięciem w orzeczenia koronera.
Co ich łączy, zastanawiał się.
Wszyscy byli młodzi. U każdego z nich stwierdzono, że zgon spowodowało zatrzymanie akcji serca. U połowy stwierdzono anemię. Żadnych śladów na ciele, które mogłyby wskazywać na sprawcę.
Tak, na sprawcę. Sungmin już od dawna podejrzewał, że za tymi tajemniczymi śmieciami kryje się coś więcej niż tylko zrządzenie losu, jednak z nikim nie podzielił się tą opinią. Kto by mu uwierzył?
Co mogło spowodować, że serca ósemki zdrowych według lekarza sądowego młodych ludzi po prostu stanęły? Strach? Jeśli tak, to co ich aż tak przeraziło?
Lee bardzo chciał się tego dowiedzieć. Za wszelką cenę.
Wtedy jeszcze nie był świadomy, jak ta wiedza zmieni jego życie…
Ostatnio zmieniony przez Chizuru 2013-09-28, 21:44, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
 
Matio 
Lord


Ulubieniec z SJ: Kyuhyun, Sungmin
Lover: Kyu
Fav Pairing: KyuMin
Grupa krwi: Nie pamiętam
Kocham SuJu od: Pi razy oko - dwóch lat
Wiek: 29
Dołączyła: 11 Sty 2013
Posty: 8
Skąd: Kielce
Wysłany: 2013-10-04, 23:56   

Zacna część, chociaż momentami masz sporo hmm... powtórzeń? Znaczy piszesz np o płomieniu świecy przez kilka zdań i wg mnie jest to troszkę jakby niepotrzebne. Ale całość zdecydowanie na plus i nie mogę się doczekać, jak Sungmin spotka Kyuhyuna w roli... Draculi? ;> Do zobaczenia przy następnej części Autorko :)
_________________

Ostatnio zmieniony przez Matio 2013-10-04, 23:58, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
 
Chizuru 
Gryzę ^.^


Ulubieniec z SJ: Kyuhyun, Mi, Hee, Hyuk, Tusiu
Lover: Kyuhyun <3
Fav Pairing: ChangKyu
Grupa krwi: A Rh+
Kocham SuJu od: koniec stycznia 2013
Wiek: 23
Dołączyła: 10 Lip 2013
Posty: 275
Skąd: Poznań
Wysłany: 2013-10-05, 14:19   

Dzięki, Matio :D
Tak, wiem, błędy są xd Pisałam to późno, ciągle ktoś mi przeszkadzał a poprawić nie miałam jak, bo zrzucono mnie z kompa -,-
Będę dzisiaj pisać kolejny rozdział (a przynajmniej taki jest plan ^^') i postaram się uniknąć tego typu potknięć :3
Dziękuję, że mimo wszystko dalej to czytasz :D Jest mi z tego powodu naprawdę bardzo miło <3
 
 
 
Matio 
Lord


Ulubieniec z SJ: Kyuhyun, Sungmin
Lover: Kyu
Fav Pairing: KyuMin
Grupa krwi: Nie pamiętam
Kocham SuJu od: Pi razy oko - dwóch lat
Wiek: 29
Dołączyła: 11 Sty 2013
Posty: 8
Skąd: Kielce
Wysłany: 2013-10-08, 18:57   

I będę czekała na kolejną Twoją część opowiadania.
_________________

 
 
 
Chizuru 
Gryzę ^.^


Ulubieniec z SJ: Kyuhyun, Mi, Hee, Hyuk, Tusiu
Lover: Kyuhyun <3
Fav Pairing: ChangKyu
Grupa krwi: A Rh+
Kocham SuJu od: koniec stycznia 2013
Wiek: 23
Dołączyła: 10 Lip 2013
Posty: 275
Skąd: Poznań
Wysłany: 2013-10-14, 08:44   

Szczerze, to nie bardzo chciałam to tutaj publikować. Skoro na forum nie przepadają za KyuMinem, to po co mam zaśmiecać temat? x.x Równie dobrze mogę podać link do bloga i zamieszczać informację o dodanym rozdziale, żeby zainteresowani mogli sobie ewentualnie przeczytać. Po co się będę stresować, że coś jest źle. Ale jednak to tutaj opublikuję, bo przekonała mnie Fanka. Dlatego ten part dedykuję jej oraz Matio, której serdecznie dziękuję, że jeszcze czyta to dziadostwo i na dodatek dzieli się ze mną obiektywnymi spostrzeżeniami. Dziękuję, kochana, na to właśnie liczyłam :D
Nie przedłużając, enjoy.
Tylko mi napiszcie, czy wolicie informację z linkami do bloga, okej?

*
*
*

III rozdział


Czas jakby się zatrzymał.
Słońce stanęło na niebie pełnym nieruchomych obłoków, oświetlając stale te same miejsca i obdarzając cieniem inne obszary miasta. Wiatr przestał poruszać strzępami porannego wydania „Daily Morteny”. Powietrze stało się dziwnie gęste, ciężkie, jakby chciało na swój własny sposób zdjąć wielki ciężar z barków mężczyzny siedzącego za wielkim, mahoniowym biurkiem w swoim gabinecie na komisariacie.
Lee Sungmin był przygnębiony. Wielce przygnębiony. Siedział na niewygodnym krześle, zgarbiony. Oparłszy łokcie o blat stojącego przed nim mebla, schował twarz w dłonie, zerkając ponuro przez palce na ułożone w równym rzędzie akty zgonu.
Anna, Maya, Joshua, Mark, Leslie, Emily, Clark, Peter…
Zacisnął mocno powieki z nadzieją, że gdy otworzy oczy, w miejsce nazwisk tych ośmiu młodych ludzi zobaczy dwa lub trzy imiona ofiar wypadku, choroby, czegokolwiek, co dałoby się jasno wytłumaczyć.
Błagam…
Otworzył oczy, po raz kolejny odczuwając przemożny zawód.
Westchnął ciężko.
-Co się z wami stało?- szepnął, muskając opuszkami palców fotografię Mayi.
Siedemnastolatka była bardzo urodziwa. Więc może morderstwo z zazdrości? Złość spowodowana nieodwzajemnionym uczuciem?
Inspektor niemal natychmiast porzucił tę teorię. Na ciele nie znaleziono żadnych śladów, które sugerowałyby napaść czy próbę samoobrony. Nie wykryto również substancji chemicznych, mogących zabić dziewczynę. Sprawa miała się podobnie u reszty ofiar. Zero obrażeń, brak wszelkich poszlak…
Sungmin potrząsnął gwałtownie głową, usiłując się uspokoić. Nie daj się ponieść emocjom, pomyślał, bo w ten sposób jedynie zaszkodzisz całej sprawie.
Mężczyzna wstał i zaczął chodzić po pomieszczeniu, myśląc intensywnie.
Co ich łączy? Status społeczny? Nie, to na pewno nie to. Trójka z nich pochodziła z klasy robotniczej, dwoje ze średniej a pozostała trójka z najwyższej.
Cztery kobiety i czterech mężczyzn. Czy to coś znaczy?
Lee szczerze w to wątpił. Zawsze uważnie analizował akty zgonów i jeszcze nigdy nie natrafił na podobny wzorzec.
No dobrze. Raz.
Ale to było wiele lat temu i wtedy nikt nie miał większych wątpliwości co do okoliczności śmierci ofiar. Nie było łatwo, jednak on poradził sobie rewelacyjnie, mimo że zaledwie dwa miesiące wcześniej odebrał dyplom ukończenia akademii policyjnej…
Jednak tamta sprawa, w porównaniu do obecnej, przypominała dziecinną zabawę. Teraz nikt mu nie wierzył, nie pomagał, nie chciał słuchać. Nikt nie brał jego podejrzeń na poważnie, choć były trafne. Sungmin już wkrótce miał się o tym przekonać na własnej skórze a Morteńczycy…
Cóż, ludzie są mściwi, nawet ci najuczciwsi. Mieszkańcy Morteny niedługo sami zaczną błagać inspektora o pomoc.
Tylko czy będzie on chciał im jej udzielić…?
Detektyw podszedł do okna wolnym krokiem, po czym, oparłszy się o parapet, wyjrzał na zewnątrz.
Było południe. Ulice roiły się od wędrujących w im tylko znanych kierunkach ludzi. Wychodzili na przerwy na drugie śniadanie? Wracali przedwcześnie z pracy, a może właśnie się do niej wybierali, spóźnieni? Wypełniali zlecenia pracodawcy? Szli na zakupy? Albo po prostu na spacer, chcąc nacieszyć się dobrą pogodą?
Pod oknem przebiegła dwójka roześmianych, zarumienionych dzieci. Sungmin uśmiechnął się delikatnie. Dzieci są urocze, kochane i takie… bezbronne. Prawie tak samo narażona na ataki była młoda Kim Maya.
Lee zrzedła mina. Powinien był ją obronić. Ją i każdą inną osobę, która zginęła w ten sposób. To jest jego obowiązek- chronić mieszkańców. Do tej pory wypełniał swoją powinność nienagannie. Nadinspektor nigdy nie otrzymał na niego ani jednego listu z zażaleniami czy skargami, choć bywały takie momenty, że korespondencja na jego biurku przysłaniała sylwetkę naczelnego stróża prawa. Obywatele tej niewielkiej mieściny dziękowali nadinspektorowi za Sungmina, który, jak zostało to już wspomniane, na początku swojej kariery wielce przysłużył się miastu. Mieszkańcy niemalże nosili go na rękach, gdy rozwiązał ten problem.
Jednakże, w naturze ludzkiej leży zmienność.
Pięć lat temu był dla nich niczym Mesjasz. Teraz puszczali pomimo uszu jego uwagi, obawy, zbywając go słowami pełnymi ignorancji. Lee jakoś to znosił, jednak… jak długo będzie w stanie radzić sobie z coraz bardziej przytłaczającą go z dnia na dzień samotnością?
Nie miał komu się zwierzyć, z kim porozmawiać. Co prawda, dzielił się swoimi podejrzeniami z Donghae, jednak młodszy Lee jedynie potakiwał przyjacielowi, po czym zamykał mu usta inteligentnymi w jego mniemaniu wypowiedziami. Ale Sungminowi nie chodziło o to, żeby wyrzucić z siebie wszystkie negatywne emocje, tylko po to by zostać chwilę później wyśmianym, w mniej lub bardziej dotkliwy sposób.
Pragnął by ktoś mu uwierzył. Wysłuchał, może pocieszył. Ale przede wszystkim uwierzył. Być może opuściłyby go wtedy wątpliwości, czy przypadkiem nie szuka zbrodni na siłę. Z jednej strony było to jak najbardziej możliwe, w końcu nie miał dowodów na to, że w mieście grasuje seryjny morderca.
Jednak coś nieustannie mówiło mu, że coś jest nie tak z tymi zgonami, że kryje się za nimi wielka tajemnica, sekret, który musi poznać, jeśli chce uratować następnym młodym ludziom życie.
Lee zamyślił się tak głęboko, że nie dostrzegł otwierających się powoli drzwi. I prawdopodobnie dałby się zaskoczyć, gdyby intruz nie potknął się na progu o własną stopę.
- GHAAAAAAAAAAAAAAAH!
Sungmin odwrócił się gwałtownie, wystraszony nagłym wrzaskiem, lecz lęk w ciągu ułamka sekundy ustąpił miejsca bezgranicznemu rozbawieniu.
Inspektor, ujrzawszy ciemny kształt na podłodze, ryknął gromkim śmiechem, zginając się w pół i chwytając za brzuch.
Wyciągnięty jak na średniowiecznej machinie tortur, z podciągniętą do połowy pleców koszulą, jednym butem pod drzwiami, rozwichrzonymi jak podczas najgorszej burzy włosami i miną wyrażającą bezgraniczne zdumienie, wyglądał niezwykle komicznie i chyba nikt nie mógłby powstrzymać się od śmiechu, widząc przed sobą tego nieszczęsnego osobnika.
- Ming, nie śmiej się, tylko mi pomóż- wystękał Hae, nawet nie próbując się podnieść o własnych siłach
Straszy Lee otarł łzy z kącików oczu i nadal nieco pochylony, podszedł do przyjaciela.
- Jak ty to zrobiłeś, co?- Spytał, chichocząc. Mimo wszystko, Donghae zawsze wiedział, jak poprawić mu humor. A że w większości przypadków robił to przez przypadek… Cóż, to już inna sprawa.
Sungmin włożył mu dłonie pod brzuch i podciągnął delikatnie chłopaka, który, nieruchomy niczym zwłoki, po prostu nie zareagował i bez protestów w żadnej możliwej postaci pozwolił się ciągnąć po podłodze w kierunku zielonkawej kanapy.
- Rusz się, ty worku zgniłych kartofli…!- Sapnął Ming, rzucając Hae na miękki mebel i po od razu rozcierając ramiona. Chłopak był trochę ciężki.
- Czemu zgniłych?- Zbulwersował się młodszy
- Bo ja tak mówię- odszczekał inspektor i po chwili namysłu dodał- Ja wiem, że ta podłoga woła o interwencję miotły, ale dlaczego postanowiłeś ją wyręczyć?
- Jestem dobrym samarytaninem. I jeśli miałbym coś wyręczać, byłyby to sprzątaczki.
- Określasz nasze sprzątaczki mianem „coś”? No wiesz, jak możesz, Donghae… Chyba mógłbym cię za to aresztować.
-…ty chyba kpisz.
- A skądże!
Przyjaciele mierzyli się przez chwilę wzrokiem, ostatecznie jednak nie wytrzymali i obydwaj zaczęli się śmiać. Starszy Lee przysiadł obok podwładnego, kładąc mu rękę na ramieniu.
- Nic ci nie jest?- Spytał z uśmiechem na ustach
- Jakoś żyję- odpowiedział Donghae, odwzajemniając gest- Nie wiem, jak to się stało, Sungmin. Chyba masz w pokoju poltergeista.
- I co jeszcze? Może krasnoludki?- Zakpił niewierzący w jakiekolwiek siły nadprzyrodzone mężczyzna
- Kto wie…?
- Masz coś dla mnie, Lee, czy po prostu przyszedłeś zrobić z siebie klauna?
Hae nie odpowiedział, zajęty poprawianiem swojego ubioru. Gdy parę sekund później zorientował się, że zadano mu pytanie, spojrzał na starszego kolegę i odparł:
- Nie wiem, nie pamiętam. Chyba uderzyłem się w głowę.
Sungmin westchnął.
- Patrz pod nogi, Donghae. Ty potrafisz wywrócić się dosłownie wszędzie.
- Nie prawda!- Zbulwersował się brązowowłosy- Nie wszędzie! Może to zabrzmi dziwnie i nieprawdopodobnie, ale przewracam się tylko i wyłącznie w pobliżu twojego gabinetu! Musi być przeklęty albo nawiedzony… Sungmin?- Chłopak zamilknął na widok miny przyjaciela.
Inspektora olśniło. A co, jeśli elementem łączącym te wszystkie ofiary, od którego powinien zacząć, nie jest sposób, w jaki zginęli, ale miejsce…?
Ciemnowłosy zerwał się gwałtownie i podbiegł do biurka, chwytając zamaszystym ruchem akty zgonów. Na drugiej stronie powinna być informacja, gdzie odnaleziono ciała…
- Donghae, mapa!- detektyw wyciągnął rękę w stronę chłopaka, ponaglając go do wykonania zleconej mu czynności.
Gdy pożądany przedmiot znalazł się w jego dłoni, chwycił ołówek i kółkami zaznaczał miejsca, gdzie prawdopodobnie zmarła wczoraj tajemnicza ósemka. Kiedy skończył, uważnie przyjrzał się mapie.
- Widzisz to, co ja?- Rzucił w stronę przyjaciela, który, tak jak on, pochylał się nad planem miasta
- Uhm, tak, ale nie rozumiem…
- Spójrz- inspektor dotykał po kolei każdego nakreślonego kółka- Ciała leżały niedaleko od siebie, w odległości dwóch lub trzech przecznic od następnego. Na dodatek zataczają delikatny łuk…
- Jaki łuk?- Zdziwił się Donghae
- Już ci pokazuję…- Sungmin ponownie chwycił ołówek- Jeśli połączymy te miejsca- przeciągnął węglem po mapie- to powstanie nam półokrąg.
- Faktycznie! Ale co to znaczy?
- Zaraz się tego dowiem- schował plan do kieszeni
Hae zamrugał gwałtownie, nie rozumiejąc.
- Co?
- Wychodzę- detektyw chwycił marynarkę i stanął w drzwiach, odwracając się do przyjaciela- Nie wiem, czy dzisiaj wrócę.
Nie czekając na odzew, wyszedł z gabinetu i posterunku.
Na zewnątrz wyjął mapę i odszukał wzrokiem najbliższe miejsce. Podążając w tamtym kierunku zastanawiał się, czy cokolwiek tam znajdzie i jaki to będzie miało wpływ na prowadzone przez niego dochodzenie. Czy popchnie je naprzód? A może cofnie się parę kroków w tył, jeśli to w ogóle możliwe?
Wiedział mało, przerażająco mało. Nigdy nie czuł się bardziej bezradny niż w tym momencie. Ludzie w jego mieście ginęli a on nie mógł nic na to poradzić. Miał związane ręce. Skoro ich nie uratował, to był poniekąd współwinny, prawda? Mimo że nic nie zrobił… A może przede wszystkim dlatego?
Tak czy owak, Sungmin czuł, że jego dłonie umazane są krwią. I zrobi wszystko, żeby tą krew zmyć. Najlepiej poprzez rozwiązanie zagadki i zatrzymania tego dziwnego łańcucha niewyjaśnionych śmierci.
Inspektor dotarł w końcu do pierwszego miejsca zbrodni- latarni, pod którą odnaleziono młodego Joshuę. Z tego, co wiedział, chłopak był od niedawna żonaty i razem z partnerką oczekiwali pierwszego dziecka. Serce stróża prawa na tę myśl przeszył żal. Kolejne, niczemu niewinne maleństwo, które nigdy nie pozna swego ojca. Świat nie zna większego okrucieństwa niż odbieranie dzieciom rodziców. To zostawia trwały ślad w psychice, ranę, która być może nigdy się nie zabliźni.
Lee przykucnął i przyjrzał się uważnie podstawie latarni. Nic, żadnych śladów walki ani krwi.
Mężczyzna westchnął i ruszył dalej.
Drzwi pod mieszkaniem Marca… Chodnik przed restauracją… Ławka przy domku… Deptak przed jedną z nielicznych w mieście willi… Ścieżka w niewielkim parku… Most nad rzeką…
Wszędzie dokładnie to samo. Absolutnie nic.
Boczna uliczka, gdzie odnaleziono Mayę, także nie sprezentowała mu przydatnych poszlak. Ulica była czysta niczym łza i prawdopodobnie pierwszy raz w życiu ten fakt go zirytował. Był dumny z pracowników socjalnych, utrzymujących w Mortenie porządek, jednak, na litość boską, mogliby się powstrzymać przed wymiataniem mu spod nosa dowodów potencjalnych zbrodni! A nuż by coś znalazł i wszyscy by mu uwierzyli…?
Inspektor przespacerował się ulicą jeszcze trzy razy, nie chcąc przeoczyć żadnego szczegółu. Dopiero wtedy uznał, że nic więcej nie znajdzie i ruszył w drogę powrotną na komisariat.
Podniósł wzrok na niebo. Zmierzchało.
Westchnął ciężko. Spędził pół dnia na poszukiwaniach i wraca z pustymi rękoma. Co on teraz powie Donghae? Jak wytłumaczy swoje niecodzienne zachowanie? Po wyrazie twarzy przyjaciela widać było, że się o niego martwił, gdy ten, niezwykle podniecony, niemal wybiegł z budynku. Nie obejdzie się bez niewygodnych pytań i jeszcze trudniejszych odpowiedzi, których będzie zmuszony wkrótce udzielić. Skrzywił się na samą myśl o czekającym go przesłuchaniu i z tego powodu nie bardzo spieszyło mu się do miejsca pracy.
Lee Sungmin nie był świadomy, jak wiele ten moment zwłoki zmieni w jego życiu.
Gdy przygnębiony opuścił głowę, dostrzegł po swojej lewej ledwie widoczny ruch. Zaskoczony, poszedł w tamtym kierunku i chwilę później uśmiechał się lekko. Zalazł to, czego szukał. Poszlakę.
Mężczyzna zdecydowanym ruchem ściągnął z żywopłotu powiewającą na wietrze wstążkę. Była niebieska, tak jak reszta ubioru zmarłej Kim Mayi. Prawdopodobnie odwiązała się w chwili upadku dziewczyny.
Jednak nie na to zwrócił uwagę inspektor, lecz na dwie malutkie krople krwi, wyróżniające się na tle jasnego błękitu.
A więc coś cię zraniło, pomyślał Lee, zraniło aż do krwi. Ale co? I w którym miejscu?
Nie wiedział, czy ten kawałek materiału cokolwiek znaczy, jednak był szczęśliwy. Skoro odnalazł naznaczoną krwią wstążkę, to kto wie- może natrafi na ślad zabójcy?
Z rozmyślań wyciągnął go kolejny, dostrzeżony kątem oka, ruch. Odwrócił gwałtownie głowę, akurat by ujrzeć znikający za rogiem rąbek białej sukni.
Sungminowi zabiło mocniej serce, oddech przyspieszył gwałtownie a strużka zimnego potu spłynęła wzdłuż kręgosłupa, wywołując nieprzyjemny dreszcz na całym ciele.
Czyżby sprawca wrócił na miejsce zbrodni…?
Nie zastanawiając się dłużej, rzucił się w pogoń za potencjalnym podejrzanym.
Kimkolwiek był, lub była, jak wskazywał na to ubiór, umiał szybko biegać. Szybciej od ścigającego go stróża prawa, który z każdym kolejnym zakrętem był w stanie dostrzec jedynie dół białej sukienki, której właściciel chował się za rogiem. Inspektor był zawsze tę parę metrów za podejrzanym, którego, mimo szczerych chęci, nie potrafił dogonić.
W końcu stało się to, czego Lee obawiał się najbardziej- stracił białą suknię z oczu. Zdyszany, rozglądał się gorączkowo dookoła, z nadzieją ujrzenia tej osoby ponownie. Najlepiej na kolanach błagającej o wymierzenie jej sprawiedliwości.
Nagle dostrzegł coś, co skutecznie wyparło z jego umysłu myśl o dalszej pogoni.
Przed bramą znajdującej się po drugiej stronie ulicy posiadłości, stało dwóch mężczyzn. Jednym z nich, niskim i krępym, o wielkich i sumiastych wąsach, był nadinspektor. Drugiego Sungmin nie znał.
Detektyw podszedł wolnym krokiem do pary, nie chcąc ich zaskoczyć. W końcu było już dość późno, a jedynym źródłem światła były ustawione wzdłuż chodników latarnie.
Gdy był wystarczająco blisko, by usłyszeć śmiech mężczyzn, odezwał się.
- Dobry wieczór, nadinspektorze.
Starszy człowiek odwrócił się z uśmiechem na ustach. Zawsze lubił swojego podwładnego.
- Oh, panie Lee! Jak miło pana widzieć!- ucieszył się nadinspektor- Dobrze się składa, miałem się do pana wybierać z samego rana.
- Doprawdy?- spytał Sungmin, lustrując wzrokiem wyższego mężczyznę
Był ubrany dość skromnie. Na ciemną koszulę narzucił bury płaszcz, który idealnie komponował się z popielatym szalikiem, zwisającym luźno z szyi. Nieznany mu osobnik miał pełne usta, zgrabny nos i nieco pucołowate policzki. Twarz, otulona nieco przydługimi, brązowymi włosami, wyrażała szczere zaciekawienie przybyszem.
Lee na pierwszy rzut oka nie dostrzegł w nieznajomym niczego, co mogłoby go zaniepokoić. Sprawiał wrażenie normalnego, młodego człowieka. Jednak coś w jego postawie, pełnej dumy i pewności siebie, mówiła mu, że miejsce, w którym właśnie stoją, nie jest przypadkowe. Z pewnością był szlachcicem a posiadłość za plecami inspektora należała do tajemniczego ciemnowłosego.
Było też coś w jego spojrzeniu… Coś dziwnego, niesamowitego… Coś, co wywoływało dziwny dreszcz na kręgosłupie Sungmina.
- Panie Lee, chciałbym panu przedstawić hrabiego Draculę, który właśnie wrócił z długiej podróży- oznajmił wyraźnie podekscytowany nadinspektor- Hrabio, poznaj mojego zastępcę i najbardziej zaufanego przyjaciela, inspektora Lee Sungmina.
Hrabia wyciągnął dłoń w stronę detektywa, uśmiechając się delikatnie.
- Miło mi pana poznać, inspektorze. Mam nadzieję, że będziemy mogli zostać przyjaciółmi.
Lee przyjął dłoń, zamykając ją w uścisku.
- Też mam taką nadzieję, hrabio Dracula.
Dracula skrzywił się lekko.
- Jeśli to możliwe, wolałbym aby nie zwracał się pan do mnie tym nazwiskiem. Nie darzę ciepłymi uczuciami imienia mojego ojca.
- Jak w takim razie powinienem pana tytułować?- zdziwił się Sungmin
- Mam na imię Kyuhyun. Cho Kyuhyun.
Ostatnio zmieniony przez Chizuru 2013-10-14, 08:46, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
 
Matio 
Lord


Ulubieniec z SJ: Kyuhyun, Sungmin
Lover: Kyu
Fav Pairing: KyuMin
Grupa krwi: Nie pamiętam
Kocham SuJu od: Pi razy oko - dwóch lat
Wiek: 29
Dołączyła: 11 Sty 2013
Posty: 8
Skąd: Kielce
Wysłany: 2013-10-19, 02:36   

Hehe, nie powiem, ale wizja Kyuhyun'a jako Draculi jest iście intrygująca. Bardzo przypadło mi to do gustu, ponieważ nie mogłam się już doczekać, aż znajdę tutaj kolejną część Twojej opowieści. Wiesz, jeśli chciałabyś zamieszczać tylko link do bloga - mnie to tam wiesz... Rybka :) Chciałabym jednak móc dalej czytać Twoje opowiadanie, bo pomimo rozbudowanych opisów (które w dalszym ciągu są długie w ilość słów, ale nie w treść jako taką), bardzo podoba mi się oprawa. Polecam Ci tutaj pewien utwór, który kojarzy mi się z mrokiem - naturalną porą tejże twórczości:

http://www.youtube.com/watch?v=3Hb2UjLuRKo

I serdecznie Ci dziękuję za wzmiankę o mojej skromnej osobie :)
To dla mnie zaszczyt. I liczę na to, że w ciągu najbliższego pokusisz się o dodanie następnego rozdziału.
_________________

 
 
 
Chizuru 
Gryzę ^.^


Ulubieniec z SJ: Kyuhyun, Mi, Hee, Hyuk, Tusiu
Lover: Kyuhyun <3
Fav Pairing: ChangKyu
Grupa krwi: A Rh+
Kocham SuJu od: koniec stycznia 2013
Wiek: 23
Dołączyła: 10 Lip 2013
Posty: 275
Skąd: Poznań
Wysłany: 2013-10-19, 16:06   

Cytat:
Bardzo przypadło mi to do gustu, ponieważ nie mogłam się już doczekać, aż znajdę tutaj kolejną część Twojej opowieści.

Dziękuję <3
Cytat:
Chciałabym jednak móc dalej czytać Twoje opowiadanie

Cieszę się :3
Cytat:
pomimo rozbudowanych opisów (które w dalszym ciągu są długie w ilość słów, ale nie w treść jako taką), bardzo podoba mi się oprawa.

Rozwiniesz? ^^
Cytat:
I serdecznie Ci dziękuję za wzmiankę o mojej skromnej osobie :) To dla mnie zaszczyt. I liczę na to, że w ciągu najbliższego pokusisz się o dodanie następnego rozdziału.

Tak sobie pomyślałam, że powinnam Ci zadedykować ten part ^^ I mam już fragment czwartego rozdziału, więc długo czekać nie będziesz <3
Ostatnio zmieniony przez Chizuru 2013-10-19, 18:31, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
 
Yukka 


Ulubieniec z SJ: Heechul <333 Sungmin i Eunh
Lover: Heechul
Fav Pairing: HanChul <33 EunHae, HeeMin
Kocham SuJu od: nie pamiętam >.<
Wiek: 20
Dołączyła: 18 Paź 2013
Posty: 12
Skąd: Łowicz
Wysłany: 2013-10-19, 20:03   

Oooo KyuMin i wampiry <333 połączenie idealne ^.^ do tego XIX wiek, kolejny plus ^.^
Akcja dzieje się w XIX wiecznej Anglii ? (bo chyba nie ogarnęłam do końca) no nic nie ważne, JA CHCEM NEXTA (nie ważne, czy tu czy na blogu ja chcę dalszą część =^.^=)
_________________
"...Itsumo marikau otonani nante
Itsumo marikau makushi shite shimatta,
Ookizari no melodies
Sono mune no oku de nari hibiteru..."
 
 
Matio 
Lord


Ulubieniec z SJ: Kyuhyun, Sungmin
Lover: Kyu
Fav Pairing: KyuMin
Grupa krwi: Nie pamiętam
Kocham SuJu od: Pi razy oko - dwóch lat
Wiek: 29
Dołączyła: 11 Sty 2013
Posty: 8
Skąd: Kielce
Wysłany: 2013-10-23, 22:50   

Cytat:
Cytat:
pomimo rozbudowanych opisów (które w dalszym ciągu są długie w ilość słów, ale nie w treść jako taką), bardzo podoba mi się oprawa.

Rozwiniesz? ^^


Chodzi mi o całą otoczkę XIX wieku. Brukowe uliczki, latarników, świece, ten iście halloweenowski nastrój. Co do tzw. długich opisów - piszesz dużo słów, ale mało w nich treści, ponieważ przez dłuższy fragment piszesz o tym samym. Wygląda to okazale, ale równie dobrze można by to napisać nieco krócej.
_________________

 
 
 
Mako 
Cho Hyung


Ulubieniec z SJ: wszyscy
Lover: Cho KyuHyun
Fav Pairing: KyuMin,EunHae KyuWook
Grupa krwi: A Rh +
Dołączyła: 06 Maj 2011
Posty: 56
Skąd: Lublin
Wysłany: 2013-10-25, 22:25   

Umma obiecała to i skomentuje xDD

Już na samym wstępie napisałaś, że akcja jest w XIX wieku co mnie zaciekawiło :)
Kyu jako Drakula to pomysł,który jest warty uwagi pod każdym względem :D
dodajmy do tego,że piszesz KyuMina i masz kolejną stałą czytelniczkę :D

PROLOG
dla mnie jest za krótki ale to tylko moje zdanie :D

Chizuru napisał/a:
W końcu każdy umrze- powiedział Donghae spokojnie- i nikt nie ma na to wpływu. Taka jest kolej rzeczy.
tutaj zaczełam się zastanawiać czy ja jako taka młoda powinnam obawiać się śmierci
Chizuru napisał/a:
To nie było nic osobistego, po prostu on i poranki byli jak najgorsi wrogowie, gotowi w każdej chwili skoczyć sobie do gardeł i rozpocząć walkę na śmierć i życie.
hahahaha
Chizuru napisał/a:
Wtedy jeszcze nie był świadomy, jak ta wiedza zmieni jego życie…
tutaj chciałam więcej, więcej, więcej i jeszcze więcej :D
Chizuru napisał/a:
Ale to było wiele lat temu i wtedy nikt nie miał większych wątpliwości co do okoliczności śmierci ofiar. Nie było łatwo, jednak on poradził sobie rewelacyjnie, mimo że zaledwie dwa miesiące wcześniej odebrał dyplom ukończenia akademii policyjnej…
nie dość, że młody to jeszcze zdolny :D chce żeby był prawdziwy xD
Chizuru napisał/a:
- Jeśli to możliwe, wolałbym aby nie zwracał się pan do mnie tym nazwiskiem. Nie darzę ciepłymi uczuciami imienia mojego ojca.
tu mnie masz bo czekan na kolejny part aby się dowiedzieć dlaczego :D

dziękuje za uwagę :D

co do linka to mi to rybka tylko mam jedno ale chce czytać kolejne części twojego pisarskiego dzieła :D
_________________

"Super Junior będzie występować, dopóki te balony nie pokryją całej planety" Leeteuk
 
 
Chizuru 
Gryzę ^.^


Ulubieniec z SJ: Kyuhyun, Mi, Hee, Hyuk, Tusiu
Lover: Kyuhyun <3
Fav Pairing: ChangKyu
Grupa krwi: A Rh+
Kocham SuJu od: koniec stycznia 2013
Wiek: 23
Dołączyła: 10 Lip 2013
Posty: 275
Skąd: Poznań
Wysłany: 2013-12-02, 18:31   

4ty rozdział Immortuorum ^^'
http://chizuru-chama.blog...dzia-4.html?m=1
 
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Design by Forum Komputerowe
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group


logo
2008 – 2019 © SUPERJUNIOR.PL
Poprzednie adresy: Klik | Klik

Strona wygenerowana w 0,12 sekundy. Zapytań do SQL: 11