| FAQ | Szukaj | Użytkownicy | Grupy | Rejestracja | Zaloguj | Album | Download |


superjunior

Poprzedni temat «» Następny temat
Historia
Autor Wiadomość
TwarożekŚmierci 
Człowiek Potok


Lover: hiczul
Fav Pairing: 2hee, ale allheechul i qmimin też mocno
Kocham SuJu od: 08.2014
Dołączyła: 28 Wrz 2014
Posty: 0
Skąd: Toruń
Wysłany: 2015-02-17, 21:40   Historia

Legenda głosi, jeno próbowałam kiedyś napisać coś, co nie przeobraziło się w smuta tudzież komedię. Choć to z założenia egzystowało jako czysty seks, więc not bad.
Notabene, szczerze nienawidzę formatowania forumowego. Akapit to również wcięcie, nie tylko nowy wers ;;

Historia.
Jeśli miałbym wskazać przedmiot, z którego pragnie spierdolić niemal sto procent populacji uczniowskiej, nie zawahałbym się wskazania właśnie historii. W końcu czterdzieści pięć minut słuchania o średniowiecznych muzykach z Fidżi jest istnie fascynujące.
Nauczycielka również nie ratowała sytuacji. Wiekiem dorównywała zamkom, o jakich opowiadała bez najmniejszej nuty znudzenia w głosie, a jej nienawiść do młodzieży w wieku lat siedemnastu była niemal tak silna jak moja miłość do Starcrafta.
Rzuciłem jej spojrzenie typu tak-przysypiam-ale-co-mi-zrobisz, po czym skierowałem swój wzrok na postać siedzącą obok mnie. Po przeskanowaniu własnej dłoni, okazało się, iż w przeciągu dwóch ostatnich minut mego doprawdy fantastycznego żywota dorobiłem się dziary w postaci dwóch serduszek. W końcu bad boy jestem.
Uśmiechnąłem się pod nosem i chwyciłem Sungmina za rękę. Pocieszne to, rozkoszne do bólu, że aż się wierzyć nie chce, iż ma siedemnaście lat. Rzuciłem mu najsympatyczniejsze spojrzenie, jakie mogłem z siebie wykrzesać i nadal ze splecionymi palcami, przepisałem (prawdziwy geniusz potrafi pisać obiema rękoma, chociaż lewą trochę gorzej; królik ma szczęście, iż siedzi od ściany) z tablicy notatkę, skracając ją do „Napoleon-Francja”. Co prawda, słyszałem wcześniej, że była mowa o muzykantach z Afryki, lecz któż by się przejmował. Wspominałem już, iż geniusz zapamięta wszystko?
Powróciłem wzrokiem do Sungmina wlepiającego we mnie oczy małego pieska.
Samokontrola: poziom zero.
Nie myśląc o konsekwencjach, szybko złapałem tę chodzącą słodycz za brodę i przyciągnąłem go do siebie, kradnąc szybkiego całusa. Szczęście, chyba nikt tego nie zauważył. Nie, żebym ukrywał związek, po prostu moglibyśmy dostać zdrowy opierdol za lizanie się na lekcji.
No, Heechul siedzący ławkę przed nami wgapiał się w nas ze złowieszczym uśmieszkiem. Olać to.
Powróciłem do jakże wyczerpującego notowania, choć Minnie pozostał statyczny. Spoglądał na mnie jakby mu się sam Jezus objawił, a zanim miałem odwarknąć prawie tak elokwentne co romantyczne „co, kurwa” (miłość zaślepia, ale poetycki chuj poetyckim chujem pozostanie), przejechał palcem po dolnej wardze.
A wierzcie lub nie, te usteczka czynią cuda.
Przed równie nastrojowym pytaniem „ale o co ci, kurwa, chodzi”, chłopak uprzedził mnie wargami pożerającymi moje odpowiedniki. Bezceremonialnie rozwarł mi usta, wsuwając w nie swój język i szturchając mój, jakby prosząc o odpowiedź, ale kiedy postawiłem pierwszy krok w stronę odmowy, klasą zadudniło głębokie larum.
– Liżą się!
Od zawsze mnie to zastanawiało, jakie to by było uczucie, ukręcić mu ten zniewieściały kark.
Na szczęście, prędkość odwrotu Sungmina przebiła tę obrócenia się uczniów i przede wszystkim, nauczycielki. Co prawda, zlustrowała nas wzrokiem mordercy, a jej podejrzenie zapewne sięgnęło zenitu na twarzy Minniego, która kolorem przypominała dojrzały owoc truskawki, ale nie miała podstaw do kolejnego „Kyuhyun do dyrektora”. Wyrobiła sobie już do tego intonację. Niby znudzona, ale widać, że suka cieszy się nieszczęściem innych. I to kobieta po studiach. Wstyd.
Chociaż po kilku sekundach zaczęła wzrokiem robić nam to, co ja pragnąłem uczynić Heechulowi, a kiedy trochę za późno na geniusza wpadłem na powód, Sungmin pociągnął mnie za nadgarstek tak mocno, że myślałem, że mi żyły przeciął o kant ławki. Lamerska śmierć.
Kiedy nauczycielka wreszcie raczyła powrócić do lekcji, rzuciłem Minniemu spojrzenie z grupy „co to miało kurwa być”. On owe nieme pytanie całkowicie zignorował, tylko dalej pożerał mnie tymi wielkimi ślepiami. Nie, żebym narzekał.
Tylko wiecie, zmartwiłem się z momentem, kiedy pociągnął nasze wciąż złączone dłonie na jego udo, zmuszając przy tym moją do ściśnięcia owej części nogi. Sapnął cicho, uświadamiając mnie przy tym, że w rzeczy samej, geniuszu, był napalony. W dwie minuty. Ach, ten młodzieńczy wigor.
Powtórzył czynność, a ja, debil, nie zareagowałem. W dodatku tępo patrzyłem na tablicę, bo, jak powszechnie wiadomo, ma samokontrola opiera się na słabych zawiasach i jeśli się za nią szarpnie, atakuje. Od tyłu. Zazwyczaj Sungmina. A tego w klasie nie chcemy.
Przygryzłem wargę, zauważywszy, że moje palce wędrują trochę wyżej niż udo. Dokładniej do pewnego narządu istniejącego tylko w męskim organizmie, a gdy już się tam znalazły, musnąłem z ciekawości twardawy organ (a ksiądz ostrzegał, że ciekawość to pierwszy stopień do piekła), otrzymując w odpowiedzi gwałtowny wdech i cichy syk. Pokierował moją dłonią wyżej i bezceremonialnie wsunął ją pod swoje spodnie.
Wiecie, uroczy chłopak ma swoje wady i zalety. Z tych pierwszych to fakt, że jak ma się ochotę go wyściskać i wycałować na śmierć, jak tylko się pojawi w zasięgu wzroku. Do negatywnych należy prawdopodobne motto życiowe „żyć w celibacie, to żyć w szczęściu”. Ku mej radości, bywały przypadki, w których udawało mi się złamać ową zasadę.
Oto, za pierwszym tknięciem, obdarzył mnie głębokim jękiem.
Kurwa mać.
Jestem udupiony.
Szybko wyjąłem rękę spod gaci Sungmina, a na moich ustach zagościł głupawy, zapewne nerwowy uśmieszek.
– S-Sungmin, d-dobrze się czujesz? – Wydukała nauczycielka, chyba nie wierząc najbardziej prawdopodobnym wersjom tego, co się właśnie wydarzyło. – Ch-chcesz iść do pielęgniarki?

--

Wplotłem palce w blond czuprynę, wgapiając się w te usta. Właśnie udowadniały mi, że naprawdę czynią cuda. Podobno byłem jego pierwszym, więc zastanawiało mnie to, gdzie on się nauczył tak nieziemsko obciągać.
Czasami bałem się tego, że po pijaku (jakby Minnie w ogóle pił) prześpi się z jakimś delikwentem z fetyszem słodkich chłopców, a ów złoczyńca przekona go, że robi lody pokroju rasowej dziwki, albo nawet lepsze i zaciągnie go do przemysłu porno. Potem takie myśli mijały, bo przecież jest zbyt nieśmiały. Przynajmniej dla nieznajomych.
Mruknął cicho, całkowicie mnie otrzeźwiając, a jednocześnie odurzając. Powtórzył czynność, językiem przesuwając po dolnej części mojej dumy, by potem kontynuować ruchy góra-dół. Dosłownie poczułem jak się uśmiecha na reakcję. Szczęście, że nie jęczę zbyt głośno.
W sumie, jeśli trzeba by było nas nakryć to w tamtym momencie. Oświadczał mi się, czy coś.
Wraz z pierwszymi falami gorąca zbierającego się w moim podbrzuszu, boleśnie złapałem go za włosy, podnosząc do góry. Jęknął słabo w odpowiedzi, pozwalając się twardo traktować. Najdelikatniejszy nie byłem, przyznam. Ale wiecie, sytuacja się zmienia, kiedy Sungmin ma w sobie coś z masochisty.
Połączyłem nasze usta, próbując przy tym siebie. Nie walczył o dominację, nie należał do tego gatunku ludzi. Zdecydowanie dało się go opisać jako „pasywnego”. Popchnąłem go lekko do ściany naprzeciwko, nadal nie oddzieliwszy warg od siebie nawzajem. Te zdawały się żyć własnym życiem, bo pomimo tego, iż całą swoją uwagę skupiałem na uważnym rozpinaniu guzików koszuli niższego, kontynuowałem pocałunek. Może to kolejna cecha geniuszy.
Po odsłonięciu bladej piersi, brutalnie zsunąłem się z ustami na jego szyję, którą udekorowałem sinymi śladami zębów. Pisnął wysoko, pozwalając ubraniu luźno zwisać mu na ramionach i zjeżdżając z moimi dłońmi na pasek od spodni, bezceremonialnie dając mi do zrozumienia, że tak, Kyukyu, masz go już przeruchać, bo się zniecierpliwi.
Nie, żeby miał gdzieś uciec, jak się zirytuje. To nie Heechul. Wolałbym sobie nie wyobrażać jego wkurwionego. Pewnie w ruch idą noże. Biedni ci, którzy z nim sypiają.
Zarzucił mi nogę na talię, domagając się jakiegokolwiek kontaktu z jego całkowicie już twardą dumą. Uśmiechnąłem się pod nosem i powróciłem do jego ust, zszarpując z Sungmina spodnie wraz z bokserkami. Musnąłem męskość chłopaka kilka razy, bardziej się z nim drocząc niż go faktycznie satysfakcjonując.
– Kyu… – Jęknął desperacko, wypychając biodra.
– Odwróć się. – Rzuciłem komendą, po czym wziąłem w zęby jego małżowinę uszną.
Czułem jak zadrżał po części pod tymi słowami, po części pod moim oddechem. Posłusznie wykonał rozkaz, obracając się od sto osiemdziesiąt stopni i nieco się wypinając. Zrzuciłem z siebie sweter, mniej dbając o koszulę. I tak nie miałem co drugiego guzika.
Wychrypiałem mu do ucha jakiś ordynans, krążąc dwoma palcami po jego wardze. Rozwarł ulegle usta, pozwalając mojej dłoni wślizgnąć się do buzi, kreśląc po niej tym cudownym językiem. Ścisnąłem w międzyczasie jego pośladek, wydobywając z chłopaka stłumiony pisk.
Po uznaniu, że moją rękę pokrywa wystarczająca ilość śliny, odbyłem nią krętą wędrówkę wzdłuż prowizorycznie zakrytych pleców Sungmina. Trafiwszy do tyłka, od razu wsunąłem w niego jeden palec, szybko dołączając kolejny. Syknął w oddźwięku na niemiłe uczucie, choć ja, bezuczuciowy chuj, niespecjalnie się tym przejąłem, kontynuując przygotowywanie go.
Dopiero w tamtym momencie pożałowałem tego, że kazałem mu uklęknąć. Do dzwonka zostało może piętnaście minut.
– Minnie, wiem, że to zaboli, ale nie mamy czasu i błagam, nie bądź za głośno. – Wymamrotałem, wyjmując palce i napierając główką na jego wejście. Oczywiście, że czułem się źle z tak gówniacką preparacją, ale co robić. Obydwaj byliśmy twardzi jak Stallone w Rambo, a czas uciekał.
Powoli, najwolniej jak tylko potrafiłem, wszedłem w niego, uprzednio użyczywszy mu palców do stłumienia jęków. Istotnie, używał ich najskuteczniej jak się dało, myślałem, że mi rękę odgryzie. Syknąłem z bólu, choć dobrze wiedziałem, że jedyną osobą, jaką mogę o niego obwiniać byłem ja. Wszakże uczucie towarzyszące mojej niższej partii rekompensowało palce z nawiązką.
– Kyu – wysapał drżącym głosem. – Już możesz…
Nie trzeba mi było mówić więcej. Wykonałem na początku jeden, głęboki ruch, a z problemami z samokontrolą, owe powolne posunięcia szybko zamieniły się w energiczne, zapewne bolesne dla Sungmina pchnięcia. Ja za to z trudem powstrzymywałem jęki, nie chcąc mu pokazać, że cierpiał jako jedyny.
Zacząłem składać na jego plecach motyle pocałunki, łaknąc mu jakoś odstąpić od cierpienia. Ścisnąłem lekko pośladek oraz miarowo jąłem głaskać po udzie, uzyskawszy w odzewie pierwszy świergot świadczący o tym, iż między ból udało mi się wpleść choć trochę przyjemności.
– Kyu… – Tutaj uciął go cichy jęk. – Prawie… Trochę… – Kolejny, tym razem nieco głośniejszy. – Głęb—
Zduszony krzyk.
Kto jest mistrzem seksu?
A mówili mi, że jak wytrwam całe życie przed Starcraftem to w seksie będę nie człowiek, a dupa. Szach mat, ateiści i hejterzy z mej klasy, nawet nie mam prawej ręki wyćwiczonej.
Dosłownie molestowałem owe miejsce, wsłuchując się w nadobną melodię wydobywającą się z ust Sungmina. Przez chwilę przed moimi oczyma pojawił się aspekt łazienki, do której każdy może wejść, lecz odpłynął z kolejnym stłumionym krzykiem rozbrzmiewającym w moich uszach.
Opuściłem powieki, nieco przyśpieszając ruchy miednicą. Zwykłem droczyć Minniego, ale teraz czas uciekał i trzeba wyciągnąć z tego wszystkiego jak najwięcej.
Zostało jeszcze jakieś siedem minut do dzwonka, minus dwie na ubranie się… Okej, pora zaszpanować skillsami.
Nachyliłem się jeszcze bardziej, biorąc między zęby skórę z łopatki. Ręka zawędrowała do zapomnianej światu męskości chłopaka, powoli ją stymulując. Wycałowałem doszczętnie całą powierzchnię jego pleców, choć posłużyły mi jeszcze do tłumienia własnych jęków. Jakoś nie lubiłem hałasować w łóżku. W kiblu również.
Pchnięcia stawały się coraz bardziej rozbiegane, a na mojej skroni pojawiły się pierwsze kropelki potu. Nie ma to jak jebać na pół klasy na matmie. Ach, te naturalne perfumy.
Pieszczoty na dumie Sungmina również chuj strzelił (kocham mój dobór słów, doprawdy), bo zaczęły przypominać obieranie marchewki przez dziecko z autyzmem (takoż porównania me wybitne), choć nie wydawał się buntować. Chyba, żeby zacząć postrzegać bezwstydne krzyki jako wyraz dezaprobaty.
Zacisnąłem wargi, powstrzymując coraz przyjemniejsze fale gorąca przeszywające całe moje ciało. Minnie nie wydawał się wytrzymać długo, ale rozumiecie, top kamienny kamieniem pozostanie, czy jakoś tak.
Mentalnie westchnąłem z ulgą, słysząc, że jęki dosięgały tak wysokich rejestrów, że Céline Dion mogłaby o takowych tylko pomarzyć, szczególnie, iż każda oktawa niosła się do góry na niższej samogłosce, „u”. Nie muszę tłumaczyć jak brzmiały pozostałe dwie litery, prawda?
W końcu, z jego ust padł ostateczny stęk – urwany, przepełniony czystym błogostanem. Pożałowałem wtedy tego, że nie mogłem zobaczyć jego twarzy; jeżeli istnieje coś, co przebija jęki, to właśnie jego buzia.
Nie będąc w stanie się dłużej powstrzymywać, wkrótce i ja oddałem się rozkoszy, dochodząc z cichym jękiem. Szczyt to jedyna chwila, kiedy pozwalam mu mnie usłyszeć. Jakieś takie głupie przekonanie.
Wyszedłszy, ciasno objąłem drżącą figurę w oczekiwaniu na spokój oddechu. Obydwaj dzieliliśmy ten problem; miarowa praca płuc po seksie. Albo obydwaj byliśmy dla siebie za dobrzy, chuj wie.
Jezu, wszędzie te podteksty.
– Mamy tylko papier toaletowy – zaśmiałem się w braku tchu, wskazując na jego brzuch. Sungmin tylko wygiął usta w podkówkę, nieśpiesznie zabierając się za czyszczenie własnego ciała. – Jeszcze moja ręka.
– Poradzisz sobie – uśmiechnął się przewrotnie, a ja poczułem jak na ten uśmiech miękną mi żebra (poetą nie jestem, tak?).
Nie zaszła między nami żadna wymiana słów. Nieco mnie to zdziwiło, gdyż gdy mieliśmy do dyspozycji łóżko, Minnie był w stanie tulić się i bajać godzinami. Mógłbym się założyć, że właśnie ten czas uniesienia jest jego ulubionym, te wszystkie pierdołowate gadki o niczym. Może inaczej reagował na szybki numerek w kiblu?
To Sungmin ubrał się jako pierwszy. Przed wyjściem złożył na moich ustach krótki pocałunek, po czym wyszedł z łazienki, chyba starając się wykonać to jak najciszej jak możliwe.
Uśmiechnąłem się pod nosem, odziawszy wszystkie niezbędne części garderoby. Nadal do końca nie wierzyłem, jakim cudem wciąż nie rozbrzmiał dzwonek, choć to nie tak, żebym się tym przejmował.
Wyszedłem z kibla, a mym oczom ukazał się istnie złowieszczy obraz.
Manipulanckipatafianzniewieściałamendadziwkacomiaławdupiepółszkołyskurwieljakichmało, w niektórych kręgach znany jako Heechul, stał nonszalancko oparty o ścianę z niepokojącym uśmieszkiem igrającym w kącikach ust i telefonem w dłoni.
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Design by Forum Komputerowe
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group


logo
2008 – 2019 © SUPERJUNIOR.PL
Poprzednie adresy: Klik | Klik

Strona wygenerowana w 0,1 sekundy. Zapytań do SQL: 10