| FAQ | Szukaj | Użytkownicy | Grupy | Rejestracja | Zaloguj | Album | Download |


superjunior

Poprzedni temat «» Następny temat
Dźwięk
Autor Wiadomość
Majanna 
HG pervert wife


Ulubieniec z SJ: Donghae&Henry
Lover: HanGeng
Fav Pairing: HanChul&EunHae
Kocham SuJu od: 10.02.2010
Wiek: 25
Dołączyła: 06 Maj 2011
Posty: 4877
Skąd: Łęczyca
Wysłany: 2016-11-26, 20:09   Dźwięk

Opowiadanie napisane w 2014 roku... jakoś zapomniało mi się go dodać na forum.
Uprzedzam: pewnie przecinki żyją w nim własnym życiem, a i inne błędy mogą gdzieś się kryć :)
Kontynuacja (o ile można to tak nazwać) Zapachu


Dźwięk

Tamtego dnia padał deszcz. Krople wody w niewielkich odstępach czasu rytmicznie odbijały się od szyb. Nie była to ani ulewa niosąca z sobą chaotyczne dudnienie, ani mżawka, za którą podążałyby pojedyncze, rozpraszające puknięcia. To było coś pomiędzy nimi, na co nie potrafiłem znaleźć lepszego nazewnictwa, niż proste: deszcz. Deszcz i jego mali posłańcy spadający na ziemie ze stałym rytmem uderzeń.
Kap, kap... kap.
Kap, kap... kap.
Kap, kap... kap.
Pamiętam, że, stojący na półce nocnej budzik, tykał cicho do taktu. Zza ściany dolatywał szum wody spod prysznica, gdzieś w tle skwierczał knot zapalonej świeczki zapachowej, czyjeś kapcie leniwie szurały po kuchennej posadzce, a zawiasy niedomkniętego okna w salonie, od czasu do czasu, zgrzytały cicho, bujając się na silniejszych podmuchach jesiennego wiatru. Dwa spokojne oddechy dopełniały całości. Spowity w półmroku chylącego się ku końcu dnia, wsłuchiwałem się w mieszankę tych wszystkich odgłosów, podziwiając ich zgranie. I właśnie ten moment wybrał sobie Heechul, by podzielić się zemną swą tajemnicą.
- Wiesz, że żyję zapachami? - spytał, nie odwracając wzroku od sufitu. Tak, jakby właśnie zawiadamiał mnie, że dziś na obiad jadł bulgogi, a nie zdradzał swój największy sekret. Powiedziałem, że nie miałem o tym bladego pojęcia i nawet zbytnio nie minąłem się z prawdą. Nie wiedziałem, że sekretną bronią, o masowym polu rażenia, hyunga są akurat zapachy. Chociaż nie ukrywam, że zwróciłem uwagę na jego maniakalne wąchanie otoczenia.
Tamtego dnia mój przyjaciel wyjawił mi swoją największą tajemnicę, albo jedną z większych, bo pewnie miał ich jeszcze kilka w zanadrzu. Za pomocą szeptanych słów opowiedział mi o swoim prywatnym świecie zapachów, o ich rozróżnianiu i klasyfikowaniu. Przedstawiał mi przykłady i poddawał je, jakże trafnej, analizie. Chwilami jego głos niósł z sobą radość, jak wtedy, gdy opowiadał o zapachu truskawkowego pepero. Innym razem pojawiał się przy nim nuta niepewności, jak przy tajemniczym zapachu labiryntu, moc godna Calvina Kleina, czy sentyment białych lilii. Słowa rozbrzmiewały nieprzerwanie i tylko raz jedynie, niemalże niezauważalnie, zadrżały i przycichły na wspomnienie zapachu miłości.
Później podniósł się łóżka, którego sprężyny zgrzytnęły złowróżbnie i wyszedł z pokoju, rzucając jeszcze w progu, bym nie siedział sam w zupełnej ciszy.
Budzik ciągle tykał.
Woda szumiała.
Knot skwierczał.
Kapcie szurały.
Zawiasy zgrzytały.
Krople deszczu nadawały stały rytm.
Kap, kap... kap.
Kap, kap... kap.
Kap, kap... kap.
W żadnym razie nie mogłem powiedzieć, że siedzę w ciszy.

Nigdy nie dowiedziałem się, dlaczego tamtego dnia Heechul postanowił mi się zwierzyć. Może miał w tym jakiś konkretny cel, a może nie. Z nim nigdy niczego nie można być pewnym. Mogę jednak podejrzewać, że wyczuł, że i ja znalazłem sposób na nietypowe istnienie w otaczającej nas rzeczywistości. Własny świat, który stworzyłem w świecie wielu innych ludzi. Jeśli tak było, to trafił w dziesiątkę i zgarnął nagrodę dnia.

Towarzyszyły mi odkąd tylko byłem w stanie sięgnąć pamięcią, a nawet pewnie jeszcze znacznie dłużej. Być może pierwszy raz zetknąłem się z nimi w łonie matki Może już wtedy docierały do mnie niewyraźne szepty, dochodzące gdzieś z zewnątrz. Może słyszałem szum krwi, wibrację żył, albo bicie serca, pod którym się kształtowałem. Możliwe też, że pierwszy raz zetknąłem się z nimi w chwili narodzin. Z urywanym oddechem mamy, szelestem pościeli, stukotem narzędzi chirurgicznych i świergotem ptaków za oknem. Zupełnie jak większość ludzi, od początku mojego istnienia atakowały mnie one z każdej strony, ale w przeciwieństwie do innych, ja nauczyłem się je wykorzystywać.
Tak, jak Heechul miał swoje zapachy, tak ja miałem dźwięki.
Jako dziecko poznałem dźwięk chlupiącego mleka w butelce, ciche trzaskanie drewna w dziecięcym łóżeczku, dźwięk zapalanego i gaszącego światła w pokoju, ciche klapnięcia bosych stóp o posadzkę. Każdego dnia mogłem wzbogacać swoją własną symfonię, kolekcjonowaną w głowie, o kolejne dźwięki: turkot kół wózka po nierównych chodnikach, uporczywy warkot samochodowych silników, radosne szczebiotanie dzwoneczków zawieszonych w futrynie sklepowych drzwi. Były też piszczące zabawki, skrzypienie zawiasów, ujadanie psa sąsiada i turkot pralki. Było przeraźliwe pisanie wyschniętymi mazakami po kartce, odbijanie się piłki na boisku, oklaskiwanie klauna w cyrku i szelest trawy na wiosennym spacerze.
Ale przede wszystkim były głosy.
Najbardziej fascynujące zjawisko fonetyczne z jakim się spotkałem. Oferujące najwięcej możliwości łączenia, spajania, w jedno. Damskie i męskie. Dziecięce i dorosłe. Wysokie i niskie. Chropowate i melodyjne. Kryjące w sobie olbrzymie pokłady radości, albo bezdenną przepaść rozpaczy. A wszystkie tylko czekały, aż je sklasyfikuję.
Nie ukrywam, że potrzebowałem nieco czasu, by je okiełznać, ale z czasem, metodą prób i błędów, dokonałem tego w stopniu co najmniej zadowalającym i umożliwiającym mi przetrwanie. Dzięki bacznej analizie, wiedziałem, że notatki z opuszczonych zajęć należy pożyczać od właścicieli cichych, nieśmiałych głosów. Rozrywkę mogłem znaleźć przy radośniejszych dźwiękach. Grubych, chropowatych, starałem się unikać, bo zwykle kończyły się kłopotami. Tak samo było z dźwiękami zbyt wysokimi, które zwykły wydawać z siebie dziewczęta, w specjalnie skracanych spódniczkach.
Moja wiedza o głosach wzbogacała się niemalże każdego dnia, ale ciągle była niekompletna. Cały czas brakowało w niej czegoś... czegoś, czego podobnie, jak zjawiska pomiędzy ulewą, a mżawką, nie potrafiłem precyzyjniej określić. Namiastkę tego czegoś znalazłem pewnego dnia na korytarzu jednej z największych wytwórni muzycznych w Korei Południowej.

Łowcy talentów z S.M.Entertainment zainteresowali się mną w czasie jednego z konkursów wokalnych, w których wziąłem udział - głównie dlatego, by uniknąć sprawdzianu z fizyki. Nie powiem, że się tego nie spodziewałem. Od dłuższego czasu wróżono mi przyszłość związaną z wykorzystywaniem mojego własnego głosu, którym, nieskromnie mówiąc, potrafiłem się odpowiednio posługiwać. Sam jednak nie byłem do końca przekonany, czy rzeczywiście powinienem obrać taki kierunek. Możliwe, że góra wątpliwości, runęłaby wtedy na mnie zmieniając cały bieg wydarzeń, gdyby nie namiastka tego, co usłyszałem przechodząc obok jednej z sal w agencji.
Przebiła się do mnie przez zamknięte drzwi pomieszczenia. Pokonała nieznane mi ilości metrów, by wtargnąć do mojego ucha, a stamtąd do serca. Czysta, piękna, niewinna namiastka.
- Chodź, chłopcze, zaraz twoja kolej.
Czyjeś słowa zagłuszyły moje, od tak dawna poszukiwane, zjawisko, ale nie zatarło po nim, mocno wyrytego w pamięci śladu.
Ruszyłem na przesłuchanie, zdeterminowany, by jednak przez nie przejść. Czy mi się to udało? Cóż, wystarczy, że powiem, że zaledwie kilka miesięcy później osobiście poznałem właściciela głosu, który zdecydował o moim dalszym przeznaczeniu.
- Kim Ryeo-wook, mówi mi Ryeowook.
- No, to już wszyscy członkowie Super Junior - radosny głos menagera, nijak nie pasował do sytuacji w której się znalazłem. Dwanaście par, wrogo nastawionych spojrzeń, skierowanych w moją osobę, skutecznie przytłumiły radość ze znalezienia się w kręgu tak znakomitych głosów, które w tamtej chwili mroziły lepiej niż Erza z Frozen. Cisza, która oczywiście nie była całkowita ciszą, w końcu oddychało w niej całkiem sporo osób, a niektóre nawet sapały, trwała na tyle długo, by mój mózg wysłał w końcu impuls, do nadal nieco oszołomionego ciała i pozwolił na ruch. Pod odstrzałem nieprzychylnych spojrzeń i nadal szczerzącego się menagera, wykonałem swój pierwszy, tradycyjny ukłon w stronę członków zespołu, do którego właśnie dołączyłem. A raczej jego namiastkę, bo oto zwyczajowy ukłon dziewięćdziesięciu stopni zamienił się jedynie w niepewne skinienie głową. Mniej tradycyjne.
Wywieranie pierwszego wrażenia?
Kyuhyun, zrobiłeś to źle.

Możliwe, że po takim przywitaniu powinienem zwiać, gdzie pieprz rośnie, albo i jeszcze dalej. Tak, z pewnością nie byłby to najgorszy pomysł, oczywiście gdybym wcześniej nie wpadł w pułapkę dwunastu barw głosów. W większości nieprzychylnych, wrogich, złowróżbnych, ale w każdym calu pięknych. Nawet wtedy, gdy jeden z nich należał do zirytowanego lidera, który rzucił:
- Kto to, kuźwa, zrobił?! Tego się nie da zjeść!
Na usprawiedliwienie powiem tylko, że byłem mistrzem dźwięków, a nie gotowania. Było to już wtedy, gdy wstępnie poznałem nowe głosy, które pojawiły się wokół mnie i dokonałem ich pierwszej klasyfikacji. Dzięki temu wiedziałem, że cały skład potrafi wydobywać z siebie piękne, silne dźwięki, które, gdy kierowane są bezpośrednio do mnie, stają się grube i chropowate.
Nie mogę powiedzieć, że było mi wtedy łatwo i przyjemnie. Nie mogę powiedzieć, że cały czas byłem szczęśliwy i radosny. Nie mogę nawet powiedzieć, że miałem swoje łóżko w mieszkaniu i, że nie słyszałem niezadowolonych pomruków współlokatorów, gdy znajdywałem się w zasięgu ich wzroków.
Czasami sam siebie pytałem, dlaczego w to brnę, dlaczego nie zrezygnuję i nie wytyczę sobie nowej ścieżki życia?
Rozwiązanie tej zagadki znalazłem w dniu pełnym wrzawy - szumu suszarek do włosów, trzeszczenia obrotowych krzeseł, nerwowych sapnięć i fachowych instrukcji wygłaszanych profesjonalnymi tonami.
Najpierw usłyszałem, budujący emocje głos młodej kobiety:
- Nagrodę otrzymuje...
Później zapadła cisza. Dosłowna cisza, gdy wszyscy wstrzymali oddechy i nawet żarówki przestały trzaskać. Tak, jakby cały mój prywatny świat dźwięków zatrzymał się na chwilę. Możliwe, że ten, w którym żyłem jednocześnie z innymi ludźmi nadal pracował, ale mój na chwile przestał, czekając na to jedne, donośne:
- Super Junior!
Pamiętam, że później były radosne okrzyki, mieszające się z tymi niedowierzającymi i niekiedy zawiedzionymi. Był oklaski. Były poklepywania po plecach. Były pochlebne opinie i gratulacje. Były pociągania nosem i szelesty chusteczek higienicznych. I było też pierwsze zdanie, rzucone w moim kierunku łagodnym, jak nigdy dotąd, głosem Leeteuka:
- Ty też ciężko pracowałeś Kyuhyun.
Tego dnia, gdy moje łzy uderzały o posadzkę, tak, jak ten deszcz, w czasie którego Heechul zdradził mi swoją tajemnicę, zrozumiałem dlaczego się nie poddałem.
Kap, kap... kap.
Kap, kap... kap.
Kap, kap... kap.
Po naszej pierwszej, wspólnej wygranej, odkryłem, jak ogromna metamorfozę mogą przejść otaczające mnie dźwięki. Jak za dotknięciem magicznej różdżki poznałem charyzmę drzemiącą w głosie Siwona i wieczną radość w tym należącym do Eunhyuka. W głosie Donghae znalazłem figlarność, w Heechula - szaleństwo, w Kanginia - wytrzymałość, Kibuma - precyzję, Sungmina - równowagę, a w Shindonga - lojalność. Ryeowook otworzył mi bramę do świata niewinności, a Yesung... no cóż, do labiryntu. Nawet HanKyunga byłem w stanie wreszcie zrozumieć - chociaż nadal mówił w nieznanym mi języku, to w końcu zrozumiałem drzemiąca w nim pasję. A nad tymi wszystkimi dźwiękami pieczę trzymał głos pełen troski i wiary w nas wszystkich, który należał do nikogo innego, niż do Leeteuka.
Wcale do siebie wzajemnie nie pasując, pasowaliśmy do do siebie idealnie.

Słyszałem to w czasie nagrań do płyt, w czasie koncertów, a nawet, gdy przekrzykując się wzajemnie, próbowaliśmy złożyć zamówienie w restauracji. Bezkarnie mogłem się wsłuchiwać w nasze zgranie, delektując się każdym jego elementem. I choć byłem szczęśliwy mogąc uczestniczyć w symfonii tak pięknych dźwięków, to jednak nadal czułem, że nie odnalazłem tego jedynego, dla którego sam zaistniałem we wszechświecie. I właśnie, gdy już miałem porzucić dalsze poszukiwania, niespodziewanie pojawił się na mojej drodze w towarzystwie jeszcze jednego cudnego głosu, w którym dosłyszałem ogromne pokłady słodyczy, w której skrywały się psotne, pikantne dźwięki. Henry Lau, z pewnością był dzieciakiem o wielu twarzach i niezliczonej ilości talentów. Jednak, to nie jego poszukiwałem przez cały ten czas. Nie jego głos, miał sprawić, że wpadając, nieco spóźniony na próbę, miałem wrosnąć w ziemię i stać w takim bezruchu, aż do końca śpiewanej przez niego partii piosenki.
- Kyuhyun, dobrze, że w końcu jesteś - odezwał się wtedy w sali opanowany głos HanKyunga. Nie sposób było niedosłyszeć nacisku na to "w końcu". - Zaczęliśmy bez ciebie. To jest Henry, a to...
Zhou Mi.
Zhou Mi, którego szukałem.
Zhou Mi, którego wszyscy chwalili za piękny, silny, czysty i profesjonalny głos.
Ale ja tego nie słyszałem.
Dla mnie jego głos brzmiał czymś innym.
Zhou Mi, który miał w głosie miłość.
_________________
Ostatnio zmieniony przez Majanna 2016-11-26, 20:16, w całości zmieniany 2 razy  
 
 
 
nenn 
Milka


Lover: Donghae
Fav Pairing: EunHae
Grupa krwi: A Rh -
Wiek: 31
Dołączyła: 30 Sty 2012
Posty: 11644
Skąd: okolice Warszawy
Wysłany: 2016-12-01, 12:30   

Majanna napisał/a:
Wcale do siebie wzajemnie nie pasując, pasowaliśmy do do siebie idealnie.


Nieidealnie idealni ^^

Co do dźwięków i zapachów - trochę mi bliżej do Kyu, bo jakby nie było, usłyszeć SJ było i jest mi dane, za to - nad czym szczerze ubolewam - raczej nie będzie mi dane ich 'zniuchać' jak to Heechul miał w zwyczaju robić ;P

Bardzo mi się podoba historia Kyu, opowiedziana tak trochę z innej perspektywy. I jak dobrze, że w końcu poznał prawdziwie dźwięki SJ, swojej nowej rodziny ... a także miłości.
 
 
 
Fretka 
Kredek


Ulubieniec z SJ: Hyukki, Kyu, Heenim, ZhouMi ^^
Fav Pairing: Guczek i jego szlafrok xD
Dołączyła: 10 Lis 2014
Posty: 2640
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2016-12-17, 23:11   

Mam ochotę Cię uściskać, więc przyjeżdżaj mi tutaj jak tylko będziesz się lepiej czuła <3

Tak opisałaś SJ z czasów, gdy debiutował Kyu... czytałam już jedno takie dosyć brutalne opowiadanie o tym, wspomnienia wróciły... wróciły wypowiedzi Q...
Aleee, bo tu za chwilę zacznę smutać xD
Q który poszedł do SM, bo nie chciał pisać klasówki z fizyki, złoto ♥
Majanna napisał/a:
gdybym wcześniej nie wpadł w pułapkę dwunastu barw głosów
Tak bardzo prawdziwe... I to co było bliżej końca, po wygranej... że idealnie ich głosy się zgrywały, po prostu ♥
Majanna napisał/a:
odkryłem, jak ogromna metamorfozę mogą przejść otaczające mnie dźwięki.
To też prawda, takie rzeczy się czuje...

Powiem Ci, że przez chwilę napędziłaś mi stracha, że to jednak nie będzie QMi xD

I jeszcze jedno... miałam nadzieję, że będzie to kontynuacja z perspektywy Genga xD no wiesz, jak już napisałaś o Hee... ale Kyu genialnie Ci wyszedł ♥
_________________
 
 
Majanna 
HG pervert wife


Ulubieniec z SJ: Donghae&Henry
Lover: HanGeng
Fav Pairing: HanChul&EunHae
Kocham SuJu od: 10.02.2010
Wiek: 25
Dołączyła: 06 Maj 2011
Posty: 4877
Skąd: Łęczyca
Wysłany: 2016-12-18, 21:18   

nenn napisał/a:
aczej nie będzie mi dane ich 'zniuchać'

Kurczaki, ja też nad tym ubolewam ~ może wyprodukują kiedyś jakieś perfumy o zapachu Suju? ;)
nenn, a wiesz, że jesteś pierwszą osobą, która kiedykolwiek przeczytała to opowiadanie? Dawno, dawno temu wysłałam Ci je na fb, a później zapomniałam, że miałam je tez dodać na forum ;)

Fretka napisał/a:
Mam ochotę Cię uściskać, więc przyjeżdżaj mi tutaj jak tylko będziesz się lepiej czuła <3

pf, myślisz, że przekupisz mnie obietnicą uścisków?...
ok, masz rację xD
jak nieco zapanuję nad zdrowiem i czasem wolnym, to możliwe, że Cię nawiedzę ;)

Fretka napisał/a:
miałam nadzieję, że będzie to kontynuacja z perspektywy Genga xD

Kiedyś korciło mnie żeby opisać z perspektywy Genga... smaki, ale to byłaby już chyba lekka przesada ^^
_________________
 
 
 
Fretka 
Kredek


Ulubieniec z SJ: Hyukki, Kyu, Heenim, ZhouMi ^^
Fav Pairing: Guczek i jego szlafrok xD
Dołączyła: 10 Lis 2014
Posty: 2640
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2016-12-18, 21:58   

Widzisz Maja? Myślimy bardzo podobnie <tak, już widziałam również Twoją odpowiedź przy temacie o tt xD> powinnam się martwić?..
No bo tak, smaki to już mogła by być lekka przesada xD

A ja powoli zaczęłam się zastanawiać nad spożytkowaniem przerwy międzysemestralnej, jeszcze nie wiem czy uda mi się wyrwać, ale możliwe, że jeśli tak, to mnie wywieje gdzieś w Twoje okolice ;-)
_________________
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Design by Forum Komputerowe
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group


logo
2008 – 2017 © SUPERJUNIOR.PL
Poprzednie adresy: Klik | Klik

Strona wygenerowana w 0,13 sekundy. Zapytań do SQL: 12