| FAQ | Szukaj | Użytkownicy | Grupy | Rejestracja | Zaloguj | Album | Download |


superjunior

Poprzedni temat «» Następny temat
Jak zareagowałby Twój UB... (9/39)
Autor Wiadomość
gang-aji 
Królowa fandomu


Fav Pairing: Leeteuk + zmarszczki
Kocham SuJu od: 14.05.2010
Wiek: 26
Dołączyła: 18 Lip 2011
Posty: 385
Skąd: Gorzów Wlkp.
Wysłany: 2017-05-13, 01:05   Jak zareagowałby Twój UB... (9/39)

Witam najserdeczniej w ten pikny majowy dzionek. Przybywam tu z opowiadankiem, które co prawda już od dłuższej chwili istnieje sobie na wattpadzie, ale pomyślałam, że i tutaj, chociażby dla zasady lub z sentymentu, powinno się tutaj znaleźć.
Pisane na podstawie tych łoto tweetów.
:idea: Może wywołać cukrzycę i ból zębów. Może też wywołać skrzywienie paszczy wywołane niechęcią do opisywanej bohaterki. Ale nie musi! ;)

No i to tyle! Miłego czytania i (mam nadzieję) do przyszłego update'a!




Jak zareagowałby Twój UB...


1. ...gdyby Wasze dłonie przypadkiem się spotkały?

Czasami wyobrażał sobie, jak by to było spotkać miłość swojego życia w tak prozaicznym miejscu, jak osiedlowy sklepik. On przyszedłby po jakieś tam zakupy – karmę dla psa albo kimbap, a ona byłaby uroczą kasjerką o łabędziej szyi i pełnych ustach. Zamieniliby ze sobą parę słów, on zaprosiłby ją na kawę… a parę lat później żyli by sobie długo i szczęśliwie gdzieś z dala od zgiełku miasta. Wizja głupiutka, bardzo przewidywalna i z pewnością słodka.
Najlepiej byłoby też, gdyby coś podobnego przydarzyło się wiosną, gdy trawa staje się bardziej zielona, a opadające z drzew płatki kwiatów wplątują się we włosy.
Pech jednak chciał, że był środek zimy i od paru dni mieszkańcy Seulu, w tym także i on, zastanawiali się, czy ich ojczyzna aby na pewno nie leży w gdzieś okolicach bieguna północnego.
Opatulony w kilka swetrów i w czarnym, pikowanym płaszczu długim do kostek Kim Heechul wpadł do niewielkiego, lokalnego marketu z dwoma postanowieniami – rozgrzać się i najeść. Właśnie skończył nagrania do jednego z programów rozrywkowych i czuł się jak jedna wielka chodząca kostka lodu. W tej sytuacji nie przyszło mu nawet do głowy, żeby myśleć o jakichkolwiek romansach, chciał jedynie zjeść gorący ramen, zanim managerowi uda się reanimować vana, który akurat tego dnia postanowił się zepsuć.
Kilka minut później zasiadał przy wąskim stoliku zamontowanym wzdłuż okien; czekając, aż ramen będzie gotowy do zjedzenia, nucił pod nosem jedną ze swoich piosenek i obserwował opatulonych po czubki głów ludzi na ulicy. Kątem oka zarejestrował też wcześniej, że dwa miejsca dalej już ktoś siedzi, ale nie przejął się tym – szczególnie, że tamta osoba także nie okazywała zainteresowania jego osobą. Mógł więc w spokoju zająć się konsumpcją. Tak mu się przynajmniej początkowo wydawało.
Sięgał właśnie po kubek z ramenem, gdy usłyszał niewielki huk; o mało nie wylał na siebie zupy, gdy stolik zatrząsł się pod wpływem uderzenia.
Zirytowany Heechul obrócił się na krześle z zamiarem wygarnięcia swojemu sąsiadowi, co sądzi o takim zachowaniu, ale zrezygnował, gdy tylko zobaczył, z kim ma do czynienia.
Na wysokim krześle siedziała kobieta o długich włosach w kolorze dojrzałej wiśni spiętych w niedbałego kucyka i o kaukaskich rysach. Wyglądała, jakby cały świat sprzysiągł się przeciw niej.
Heechul z zaciekawieniem przyglądał się, jak kobieta ze złością wplata palce we włosy i w akompaniamencie dziwnych dźwięków gdzieś na pograniczu jęku i zdławionego krzyku niszczy swoją fryzurę, a potem jak z obrzydzeniem odsuwa od siebie plik kartek. Nie spoglądając nawet w stronę porzuconego papieru, głośnym westchnieniem oparła czoło o blat, pozwalając by ręce bezwiednie opadły jej wzdłuż tułowia.
Dawno nie widział tak uroczej osoby. Nie potrafił też powstrzymać ciekawości, choć nie miał w zwyczaju wtrącać się w sprawy obcych mu osób.
Podniósł czerwoną kredkę, która przeturlała się aż pod jego stopy oraz kartki, które spadły ze stolika. Zapisane były tekstem w jakimś obcym języku. Pojedyncze zdania i akapity były poskreślane, tu i ówdzie na marginesach znajdowały się komentarze i zupełnie dla niego niezrozumiałe znaczki.
W pierwszej chwili pomyślał, że ta załamana kobieta jest nauczycielką i to właśnie praca któregoś z jej uczniów doprowadziła ją do takiego stanu, ale coś mówiło mu, że to nie to.
– Przepraszam, że przeszkadzam – odezwał się uprzejmie – upuściła to pani – starannie ułożył podniesione kartki obok pozostałych.
Kobieta uniosła głowę, ale na niego nie spojrzała. Heechulowi wydawało się, że miała na twarzy ślady łez.
– Dziękuję – odpowiedziała cicho.
– Wszystko w porządku? – skoro już zauważył, że płakała, czuł się w obowiązku, by jej pomóc. Co, jeśli stało się coś naprawdę złego?
– Tak, proszę się nie przejmować – kobieta pociągnęła nosem i zaczęła się rozglądać – po prostu… hmm… poprawianie własnych tekstów potrafi być naprawdę okropnym doświadczeniem.
– Być może jest pani zbyt krytyczna wobec siebie – zauważył. – Tego pani szuka? – wyciągnął w jej stronę kredkę, którą wcześniej podniósł.
– Być może. Ale może po prostu jestem beznadziejną autorką – odparła i zerknęła na jego dłoń. Gdy odbierała od niego kredkę, ich dłonie na moment zetknęły się ze sobą.
Gdyby nie spojrzał jej wtedy w oczy, być może wszystko potoczyłoby się inaczej. Ale spojrzał.
Poznała go od razu, dostrzegł to w jej zaskoczonym spojrzeniu, szybko jednak opanowała emocje i uśmiechnęła się do niego z wdzięcznością. Chciała się odwrócić, ale przytrzymał jej dłoń. Nie wiedzieć czemu, chciał jeszcze choć przez moment popatrzeć na jej uśmiech.
– Widziałem panią ostatnio na fansignie, prawda?
Przytaknęła; jej jasne oczy rozbłysły radością.
– Mam nadzieję, że gdy przyjdzie pani na następny, pochwali mi się pani skończonym dziełem – wiedział, że oficjalny ton, który przybrał brzmi bardzo głupio, ale teraz już nic nie mógł na to poradzić. Posłał jej grzeczny uśmiech i wrócił na swoje miejsce.
Posprzątał w miejscu, w którym przedtem jadł ramen, przez cały czas czując dziwny ucisk w okolicy mostka. Przez moment próbował rozmasować sobie okolice serca, przestał jednak, gdy tuż przed wyjściem zobaczył, że kobieta, z którą właśnie zamienił kilka słów robi to samo. Uśmiechnął się do siebie, przemyślał wszystkie „za” i „przeciw”, po czym wrócił do stolika.
– Co powiedziałaby pani na filiżankę herbaty w jakimś dużo milszym miejscu?



2. ...gdybyś w walentynki dała mu czekoladki?

Gdyby przeprowadzający z nim wywiad dziennikarz nie podpytał go o to, czy dostał już od kogoś jakieś czekoladki, nie miałby pojęcia, że są walentynki. Jako, że w gruncie rzeczy z nikim się nie spotykał, nie miał powodu, by przejmować się tym świętem, które było przecież zarezerwowane dla par i dla tych, którzy marzyli o tym, by ich nieodwzajemniona miłość w końcu się ziściła.
Zresztą wszyscy, którzy go znali, wiedzieli, że nie lubi słodyczy, chociaż w trakcie miesięcznego szkolenia wojskowego polubił „Chocopie” i podobne produkty. Czasem, choć bardziej z sentymentu niż z prawdziwej potrzeby zdarzało mu się przekąsić jakiegoś czekoladowego batonika, ale to wszystko. Nawet fanki poza tortem z okazji urodzin i kolejnym w każdą rocznicę debiutu nie ofiarowały mu niczego, co byłoby choć trochę podobne do czekoladek. I bardzo dobrze. Nie był przekonany do idei ciągłego obdarowywania swojego idola prezentami, chociaż rozumiał powody, dla których wciąż od czasu do czasu wręczano mu pakunki z różnymi, często nawet przydatnymi rzeczami.
– Nie? – dziennikarz nie krył zdziwienia – wydawało mi się, że widziałem wcześniej pańskiego managera z górą pudełek… – obaj obrócili się w stronę wspomnianego managera, przed którym, na małym białym stoliku rzeczywiście znajdował się stos pakunków.
– O? – wyrwało się Heechulowi, ale szybko przypomniał sobie, że udziela wywiadu i dobrze by było zareagować w nieco bardziej interesujący sposób. Rozsiadł się na swoim krześle i zrobił minę bardzo pewnego siebie, aroganckiego typka, ale tak teatralnie, żeby każdy, kto go właśnie obserwował, mógł powiedzieć, że robi to dla żartu. – Czasami zapominam, że gwiazdy, szczególnie ja, wielka gwiazda wszechświata, otrzymujemy wyrazy miłości i uznania na każdym kroku.
– Nie chcę przeszkadzać – manager wtrącił się do rozmowy. Wyglądał na mocno rozbawionego tym, co zamierzał za moment powiedzieć – ale nie chcę też, żeby wkradło się tu jakieś nieporozumienie.
– Ależ oczywiście, proszę mówić – dziennikarz też był wyraźnie zainteresowany, nieczęsto zdarzało się, żeby manager przerywał wywiad w momencie, w którym nic szczególnego się nie działo.
– Tak naprawdę te czekoladki są dla mnie, nasza siedząca przed panem w całym swym marnym majestacie wielka gwiazda wszechświata dostała całe jedno pudełko. – w pomieszczeniu rozległ się chichot.
Heechul chrząknął, również rozbawiony sytuacją, ale także odrobinę zawstydzony.
– Wiedziałem, że walentynki to święto nie dla mnie…
– Właściwie to doskonale pana rozumiem – dziennikarz westchnął i spojrzał na kartkę z przygotowanymi wcześniej pytaniami – jeśli to pana pocieszy, to dla mnie też.
– No i gdzie się podziewa ta cała miłość, o której tak wszyscy opowiadają, że jakoś żaden z nas jej jeszcze nie znalazł? – rzucił pół-filozoficznie, po czym gładko zmienił temat.
Przez cały czas myślał jednak o tym jednym, jedynym pudełeczku czekoladek, które wciąż na niego czekało. Zastanawiał się, któż to przygotował dla niego prezent. Czy rzeczywiście była to jedna z fanek… a może któryś z kumpli postanowił zrobić mu żart i w środku, zamiast czekolady, znajdzie kamienie zawinięte w papierki?
Gdy tylko pożegnał się z dziennikarzem oraz jego towarzyszami, ruszył w stronę managera. Udawał, że już dawno zapomniał o wszystkim i starał się nie zerkać na piętrzące się na stoliku pakunki. Pogratulował managerowi popularności, a potem, niby od niechcenia, zapytał o to, które pudełeczko jest dla niego.
Jednak wcale nie musiał czekać, aż dostanie odpowiedź. W chwili, w której spojrzał na stolik, wiedział już, które to opakowanie i od kogo je dostał. Poznał to po przyczepionym do niego liściku w kształcie kredki. Czerwonej kredki. Chciał otworzyć kartkę od razu i przeczytać, co też chciała mu przekazać kobieta, z którą całkiem niedawno spędził całkiem przyjemny wieczór, ale powstrzymał się.
Otworzył ją dopiero w domu, gdy po wyjściu spod prysznica wsunął się pod ciepłą, wygrzaną przez koty i psa pościel.
„Wyjmij tę piosenkę i ciesz się nią jak kawałkiem czekolady”*
Uśmiechnął się z satysfakcją. Ta kobieta wiedziała, jak go zainteresować – i przy okazji jak u niego zapunktować za błyskotliwość i odpowiednie wykorzystanie tekstu piosenki, nawet, jeśli to nie był jego utwór.
„Wiem, że nie przepada Pan za czekoladkami, ale w środku każdego papierka ukryta jest piosenka, która ma za zadanie podnieść Pana na duchu, gdy będzie miał Pan gorszy dzień. Zawsze może Pan zatrzymać papierek, a zawartość oddać komuś… na przykład mnie! :P Miłych walentynek!”
Otworzył pudełko i wyjął pierwszą lepszą czekoladkę. Chwilę zwlekał z rozwinięciem papierka, rozkoszując się tym małym uczuciem podekscytowania, które pojawiało mimo tego, że zazwyczaj nie przepadał za niespodziankami. Tym razem czuł jednak, że się nie zawiedzie. Rozwinął papierek i spojrzał na propozycję piosenki.
„Love Live – Bokura wa Ima no Naka de”
– Ona naprawdę…! – wykrzyknął, uśmiechnięty od ucha do ucha. Gdyby miał się teraz przyrównać do emotikony, byłby wykrzyknikiem. Rozradowanym, kiwającym się na boki wykrzyknikiem z serduszkiem zamiast kropki.
Wcześniej nie planował zobaczyć się z nią ponownie, mimo, że ich poprzednie spotkanie było naprawdę przyjemne, ale teraz zmienił zdanie. Koniecznie musiał spotkać się z osobą, która potrafiła go tak rozbawić. Koniecznie. Ktoś tak fantastyczny musiał znaleźć się w kręgu jego znajomych.

____________
*Zion.T „Eat”



3. ...gdyby przypadkiem usłyszał, jak mówisz, że się w nim zakochałaś?

Mimo, iż nie przepadała za imprezami z wieloma ludźmi i jeszcze większą ilością alkoholu, zgodziła się przyjść, gdy ją o to poprosił. Lubił ją, więc chciał, by jego przyjaciele byli też jej przyjaciółmi. Jeśli wszyscy ją zaakceptują i jeśli ona polubi ich ¬– a że tak się stanie nie miał najmniejszych wątpliwości – nie będzie musiał wybierać, z kim tym razem chce spędzić czas. Zależało mu na tym, by nikogo specjalnie nie faworyzować.
Tylko przez chwilę siedział obok niej jak na szpilkach, bacznie obserwując, jak nieco zawstydzona odpowiada na ciekawskie pytania jego przyjaciół lub próbując wytłumaczyć swoim wciąż nieidealnym koreańskim, dlaczego woli pić sok niż alkohol, ale widząc, jak powoli się rozluźnia, odprężył się i on.
– Od następnego razu, żeby nasza nowa koleżanka nie czuła się nieswojo, powinniśmy chodzić na herbatę, zamiast na piwo – odezwał się ktoś z ekipy. Heechul zaśmiał się i pokręcił głową.
– Już kiedyś tego próbowałem, parę lat temu z Chocoballs... wytrzymaliśmy cały jeden dzień.
– To miłe – odezwała się, obdarzając swoich rozmówców uśmiechem, od którego Heechul poczuł dziwne swędzenie w okolicy serca – ale nie musicie… – zamilkła nagle i przygryzła dolną wargę. Najwyraźniej chciała coś powiedzieć, ale nie pamiętała odpowiedniego słowa – chodzi mi o to, że, hm… nie musicie się mną przejmować.
– Nie przejmujemy się – rzuciła kolejna osoba. Heechul, zanim zdążył pomyśleć, co robi, zgromił kolegę wzrokiem.
– To dobrze – odparła – Gdybyście jednak chcieli, to znam takie jedno urocze miejsce…
Wszyscy pokiwali ochoczo głowami zapewniając, że oczywiście, następnym razem koniecznie muszą zebrać się właśnie tam.
Heechul zastanawiał się tylko, czy kobieta zdawała sobie sprawę z tego, że to tylko takie gadanie i prawdopodobnie nikt nie wziął tej propozycji na poważnie. Mógłby ją nawet o to zapytać i zapewne by to zrobił, gdyby miał ku temu szansę. Nie przewidział jednak, że na jego towarzyszkę ponownie spadnie grad pytań, na które, jako że były związane z tym, co kochała – z literaturą, odpowiadała nadzwyczaj chętnie, nic sobie nie robiąc z faktu, że wraz z przybywającą ilością pustych butelek po piwie i soju kierowane w jej stronę pytania stawały się coraz mniej sensowne.
Po jakimś czasie Heechul sam już nie był pewien, czy zadawał pytania, czy słuchał odpowiedzi, czy może próbował prowadzić dialog sam ze sobą. Wiedział tylko, że był strasznie pijany, a co za tym idzie potwornie wylewny. Pamiętając jednak, że wścibskie oczy obcych ludzi mogą znajdować się wszędzie, próbował tamować swoje zachowanie, nikogo nie przytulać i nie dotykać bez wyraźnej przyczyny.
Ktoś z towarzystwa zaproponował, by zagrać w grę. Po kilkominutowej kłótni co do jej typu, prawie jednomyślnie zdecydowano, że tą grą będzie „prawda czy wyzwanie”.
Zadowoleni byli wszyscy, oprócz niej. Wyraz jej twarzy bardzo się zmienił, z rozbawionej i lekko zażenowanej zachowaniem wstawionych nowych znajomych zamieniła się w typową twarz osoby odczuwającej ogromny dyskomfort. Próbowała zasłonić się uprzejmym uśmiechem, ale i tak to zauważył. Wyglądało na to, że nie była zbyt dobra w ukrywaniu negatywnych emocji.
– Co jest? – nachylił się ku niej; pachniała czymś delikatnym, może jakimiś kwiatami. Zakręciło mu się przez moment w głowie, ale nie dał tego po sobie poznać.
– Nic, tylko… nie lubię takich gier.
– To nie graj – wzruszył ramionami i zwrócił się do reszty – Słuchajcie, ona z nami nie gra!.
Ogromna fala protestów zaskoczyła nawet jego. Patrzył, jak kobieta spogląda na wszystkich po kolei, wzdycha, a potem zgadza się do nich dołączyć.
Z jednej strony cieszył się, że dzięki jej decyzji atmosfera się nie zepsuła, ale z drugiej trochę przeszkadzał mu fakt, że musiała zmuszać się do robienia czegoś, co wprawiało ją w takie zakłopotanie. Szczególnie, że była zupełnie trzeźwa, więc alkohol, który u reszty osłabiał instynkt samozachowawczy i zdolność trzeźwego myślenia, w tym przypadku nie miał na nią żadnego wpływu.
– Wyzwanie! – rzucił odważnie, gdy nadeszła jego kolej. Dopił wszystko, co znajdowało się w trzymanej przez siebie szklance i głośno, zamaszystym zamachem położył ją na stole.
– Przez następne dwadzieścia minut trzymaj się za ręce z osobą po twojej prawej stronie! – usłyszał polecenie, które kompletnie mu się nie spodobało. Nie dlatego, że nie chciał dotykać osoby siedzącej obok niego, ale z tego właśnie powodu, że nie chciał wprawić ją w jeszcze większe zakłopotanie.
– Dobra, ale tylko, jeśli nasza nowa koleżanka nie ma nic przeciwko – Heechul spojrzał na kobietę z mieszanką troski i ciekawości.
Zgodziła się nadzwyczaj chętnie. Trochę zbiło go to z tropu, jednak pomyślał, że tylko mu się tak przez chwilę wydawało. Nie mogła przecież być zupełnie zadowolona, nawet jeśli naprawdę go lubiła. Nie dość, że będzie od tego momentu obiektami żartów i żarcików, to na dodatek będzie trudno jej używać tylko jednej ręki.
Skoro jednak jej to odpowiadało to, cóż, Kim Heechul nie miał nic do powiedzenia. Delikatnie ujął jej dłoń, w swoim przekonaniu bardzo dżentelmeńsko ją ucałował i zamknął w swojej.
Kobieta spojrzała na niego z obawą w oczach. Uśmiechnął się pokrzepiająco.
– Nie przejmuj się, teraz wszyscy mają frajdę, ale jutro większość z nich nie będzie tego pamiętać – starał się ją uspokoić, wyczuł bowiem, że ta ciepła, mała dłoń, którą właśnie trzymał, odrobinę drży.
– Oni nie… a ty?
Nie rozumiał, dlaczego tak się tym przejęła. Czyżby trzymanie go za rękę było czymś aż tak upokarzającym? Czy może chodziło o coś innego, czego swoim nieco zamroczonym już umysłem nie był w stanie pojąć?
– Nie jestem aż tak pijany, więc… tak, pewnie tak. Ale naprawdę, nie ma się co przejmować – podkreślił raz jeszcze – w końcu to nie ma dla nikogo żadnego znaczenia, to tylko małe wyzwanie, nie?
– Tak… racja – przyznała jakoś dziwnie niechętnie i odwróciła wzrok. Łokieć wolnej ręki oparła o blat stołu i położyła głowę na otwartej dłoni. Wyglądała, jakby z zainteresowaniem śledziła toczącą się dalej grę, ale gdy już wszyscy przestali zwracać na nią większą uwagę, wyraźnie posmutniała. Być może była już zmęczona całą tą imprezą, która trwała już całkiem długo. Heechul delikatnie ścisnął jej dłoń i ostrożnie pogładził ją kciukiem. Była delikatna i gładka, zupełnie jak jego własna.
– Wszystko ok? – zapytał, zmartwiony tym, że ktoś w towarzystwie nie bawi się tak dobrze, jakby tego chciał.
– Tak – odpowiedziała mu słabym, drżącym głosem. Brzmiała jakby ze wszystkich sił próbowała się nie rozpłakać.
Poczuł się tak, jakby ktoś zaciskał na jego sercu bardzo gruby sznur. Bolało.
– Wiesz, jeśli masz już dość, to…
– Nie, nie, skądże! – zaprotestowała nagle wystraszona, wchodząc mu w słowo. – Zaraz mi przejdzie, nie martw się. Przepraszam! – uniosła kąciki ust, ale prawie w ogóle nie przypominało to jej typowego, jasnego uśmiechu, którym obdarzała go co jakiś czas.
Sznur w jego sercu zacisnął się jeszcze bardziej.
– Dobra, gołąbeczki, dwadzieścia minut minęło, możecie przestać trzymać się za ręce… jeśli chcecie – Heechul zauważył, że kobieta odetchnęła z ulgą i natychmiast wyswobodziła dłoń z uścisku, po czym wstała i oznajmiła, że musi iść do toalety. Razem z nią pomieszczenie opuściły dwie inne kobiety z ich towarzystwa, zostawiając mężczyzn samych.
– A wy co? – zaśmiał się Heechul.
– Idziemy zacieśniać więzi, właśnie to – usłyszał w odpowiedzi.
Być może rzeczywiście tak było, bo mijały kolejne minuty, a po jego znajomych nie było widać nawet śladu. W końcu Hee poczuł ucisk na pęcherz i także udał się za potrzebą, pytając wcześniej głupio, czy żaden z pozostałych panów nie idzie zacieśniać z nim żadnych więzi i udał zranionego, gdy dowiedział się, że nie.
W drodze powrotnej z toalety usłyszał znajome kobiece głosy. Chciał do nich podejść i zapytać, dlaczego wciąż nie wróciły do stolików, ale to, co usłyszał powstrzymało go.
– Biedactwo… wypłakałaś się już, czy mam iść po więcej chusteczek?
– Długo już się w nim kochasz…?
– Wypłakałam, dzięki. Trochę… chociaż właściwie, hm… trudno to określić…
– Mówiłaś mu o tym?
Heechul wiedział, że nie powinien podsłuchiwać, ale nie potrafił powstrzymać rosnącej ciekawości.
– Nie, nie mogę, to nie ma sensu, przecież traktuje mnie tak samo jak was, jak siostry. Gdyby między nami miało coś być, to już by przecież było.
– Taki właśnie jest problem z fankami. Myślą, że siedzą swoim idolom w głowach i same z tego kłopoty…
– Ale to nie o to chodzi…! Zresztą, nie myślę o nim teraz jako o artyście, od dawna nie… to po prostu… wspaniały facet, w którym się bardzo niefortunnie zakochałam. A zresztą, gdyby coś do mnie czuł, zauważyłabym…
– Nie zawsze widać takie rzeczy, wierz mi.
– Chociaż, gdyby Heechul naprawdę się zakochał, to chyba wszyscy by zauważyli…
Heechul zdębiał. Trochę domyślał się, że to o nim mowa, ale dopiero gdy rzeczywiście usłyszał swoje imię, cała rozmowa nabrała sensu.
– Właśnie – odparła smutno kobieta – no nic, jest dobrze, jak jest.
– Skoro tak mówisz… ale przemyśl to, tworzylibyście całkiem fajną parę, tak coś czuję.
– Dzięki… Chodźmy już, bo tamci jeszcze pomyślą, że się potopiłyśmy czy coś…
Heechul wycofał się z powrotem do toalety, odczekał moment i wrócił do znajomych.
Sznur na jego sercu w końcu się rozluźnił i opadł, więc czuł się lekki jak piórko.
Myślał, że po podsłuchaniu tej rozmowy będzie czuł się nieswojo, a obecność kobiety po jego prawej stronie stanie się niewygodna, ale nic takiego nie miało miejsca.
Wszystko było cudowne, alkohol smakował sto razy lepiej, kolory wokół niego były bardziej wyraźne, muzyka bardziej przyjemna, rozmowy dużo zabawniejsze a jego dusza tak radosna, że do końca spotkania, a nawet i długo po nim, wciąż uśmiechał się jak ktoś, komu podarowano wszystkie skarby świata.
Nie miało znaczenia, że nie wiedział, dlaczego.
_________________
Ostatnio zmieniony przez gang-aji 2018-02-14, 04:11, w całości zmieniany 6 razy  
 
 
Katy 
SuJu forever:)


Ulubieniec z SJ: Wszyscy bez wyjątku:)
Lover: Donghae, Sungmin (zaraz po Hae ) <3
Fav Pairing: EunHae, KyuMin, EunTeuk(za Sukirę)
Kocham SuJu od: listopad 2012
Wiek: 34
Dołączyła: 15 Sty 2014
Posty: 492
Skąd: Polska
Wysłany: 2017-05-21, 20:40   

gang-aji napisał/a:
Czasami zapominam, że gwiazdy, szczególnie ja, wielka gwiazda wszechświata, otrzymujemy wyrazy miłości i uznania na każdym kroku.
- hah, jak mi ta gwiazdorskość do niego pasuje....... On ma w sobie tak wiele uroku, że śmiem twierdzić, że ma prawo tak o sobie mówić :):):)

Te trzy scenki można by rozwinąć w scenariusz i niech robią z tego dramkę !!!!!!! Ja chcę :):)
gang- aji , aż się dziwię, że tego jeszcze nikt nie skomentował :) Czytało się niezwykle uroczo:):)

Szkoda mi tylko, że tak troszeńkę poszłaś na łatwiznę z zakończeniem, że ona tak łatwo się wygadała o tym swoim zakochaniu ....
może dopiszesz coś jeszcze.... coś z kolejnego tłita....;):)

Bardzo, bardzo fajne !!!!!!!!!

Pozdrawiam :)
_________________
 
 
gang-aji 
Królowa fandomu


Fav Pairing: Leeteuk + zmarszczki
Kocham SuJu od: 14.05.2010
Wiek: 26
Dołączyła: 18 Lip 2011
Posty: 385
Skąd: Gorzów Wlkp.
Wysłany: 2017-05-23, 17:13   

Katy, dziękuję pięknie za komentarz, cieszę się, że ktoś tu jednak czasem zagląda i czyta ;) ♥
Katy napisał/a:
Te trzy scenki można by rozwinąć w scenariusz i niech robią z tego dramkę
Ha, myślisz, że by się na dramę nadawało? XD W sumie... czemu nie, mogłabym nawet rozpisać ten scenariusz. ;p
Katy napisał/a:
Szkoda mi tylko, że tak troszeńkę poszłaś na łatwiznę z zakończeniem, że ona tak łatwo się wygadała o tym swoim zakochaniu
Hm, rzeczywiście szybko poszło, ale starałam się być wierna po pierwsze kolejności tweetów, a po drugie charakterowi bohaterki [czyli mnie ale ćśś]. Mam nadzieję, że to nie przeszkodziło Ci w odbiorze tekstu aż tak ;;
Katy napisał/a:
może dopiszesz coś jeszcze.... coś z kolejnego tłita....;):)
Już to zrobiłam, ale że mam sklerozę wybiórczą, to zapomniałam ciapnąć tu 4. rozdział... więc zrobię to teraz! :D



4. ...gdybyś dała mu słodkiego buziaka w policzek?



– Właśnie wychodzę z domu. Coś ci przywieźć?

Ku swojemu ogromnemu zaskoczeniu, nie musiał długo czekać na odpowiedź. To było coś nowego – ta kobieta zazwyczaj nie potrafiła podjąć żadnej konkretnej decyzji w tak krótkim czasie. Oznaczało zatem, że musiała tego bardzo potrzebować.

– Kawę i czekoladę, jeśli byś chciał... Nie musisz, ale byłoby cudownie...

– Ale... kawę? O ile się orientuję, nie lubisz...

– Bo nie lubię. Ale dzisiaj mam taką ochotę napić się takiej pysznej, słodziutkiej, że chyba umrę, jak jej nie dostanę w swoje ręce.

– Nie dramatyzuj, to ja tu jestem od wyolbrzymiania wszystkiego dookoła. Kawa i czekolada, tak? Będę tak za, plus minus, czterdzieści minut.

– Kocham cię, jesteś najlepszy! – rzuciła do słuchawki; jej głos brzmiał tak radośnie, że nie potrafił powstrzymać uśmiechu.

Nie był zdziwiony tym nagłym wyznaniem miłości – zdążył już zauważyć, że jest to po prostu typowa dla niej forma ekspresji; w ten sposób chciała podkreślić, jak wdzięczna jest za wszystko, co się dla niej robi i jak ogromną sympatią darzy daną osobę. Początkowo wydawało mu się to strasznie dziwne i nie mógł się do tego przyzwyczaić... teraz już dziwne nie było, jednak wciąż tego nie oswoił. Być może dlatego, że usłyszał, jak mówi o swoich uczuciach do niego tamtego dnia i wiedział, że jej wymawiane odruchowo „kocham cię" skrywało w sobie jeszcze jedno znaczenie. Ale być może dlatego, że, choć nie chciał się do tego do końca przyznać, lubił to od niej słyszeć. Podobał mu się, że darzy go takim uczuciem. Wprawiało go to w dobry nastrój i dodawało energii.

Heechul kupił to, o co go prosiła; po drodze wstąpił jeszcze do apteki po plastry rozgrzewające i tabletki przeciwbólowe. Spotykali się u niej, ponieważ zadzwoniła do niego wcześniej, że boli ją brzuch, łamie ją w krzyżu i zabije go, jeśli będzie chciał ją wyciągnąć z domu. To plus nagła ochota na czekoladę i słodkie rzeczy – Hee nie był głupi, umiał dodać dwa do dwóch. Pamiętał, że jego starsza siostra raz w miesiącu zachowywała się dokładnie tak samo.

Może powinien jeszcze kupić lody? Heejin potrafiła pochłaniać je w hurtowych ilościach.

Pokręcił głową. Nie, lody pod koniec zimy nie były najlepszym pomysłem nawet, jeśli miałaby je jeść w ciepłym mieszkaniu. Ta kobieta łapała wirusy częściej niż on bonusy w ulubionej gierce w telefonie – czyli potwornie często.

Miał nadzieję, że ma u siebie ciepło. Nigdy u niej nie był, nie wiedział zatem, w jakich warunkach żyje. Nie spodziewał się luksusowego apartamentu, szczególnie że wiedział, jak trudne potrafi być życie kogoś, kto żyje z pisania i poprawiania tekstów.

Dojechał pod wskazany przez nią wcześniej adres kilka minut wcześniej niż planował. Odnalazł odpowiedni blok, wszedł po schodach na trzecie piętro i zapukał, przypomniawszy sobie, że ostrzegła go, by nie dzwonił domofonem, bo nie znosi jego dźwięku.

– O, jesteś już? – otworzyła mu drzwi i wpuściła do środka.

– Co, za wcześnie? Mogę wyjść i wrócić za jakiś czas – Heechul z powrotem ubrał buta, którego dopiero co ściągnął.

– Nie wydurniaj się, tylko wchodź.

– Jak się czujesz? – zapytał, choć i tak wiedział, jakiego rodzaju odpowiedź otrzyma. Magda była blada i ledwie trzymała się na nogach.

– Tak jak wyglądam – westchnęła.

– Aż tak źle...? – rzucił żartobliwym tonem, błagając w duchu, by nie była w złym humorze i nie odebrała tego jako przytyk, bo zupełnie nie miał tego na celu.

– Dzięki. Ty to wiesz, jak komplementować kobietę – kobieta pokręciła głową z uśmiechem. Heechul odetchnął z ulgą i rozejrzał się po niewielkim mieszkaniu.

– Przytulnie tu – stwierdził.

– Raczej ciasno.

– Ale przytulnie. Może to przez te książki... – rzeczywiście, w jej mieszkaniu książki, rękopisy i manuskrypty zajmowały większość wolnej przestrzeni. Tu i ówdzie zauważył porozwieszane lampki; na stoliku i parapecie stało kilka ozdobnych świec. Widocznie lubiła tworzyć sobie odpowiedni klimat do pracy.

– Usiądź sobie gdzie tam chcesz i zajmij się przez chwilę czymś... nie mam telewizora, ale komputer jest włączony. Dokończę tylko to, co zaczęłam, zanim przyjechałeś i już do ciebie wracam, dobra?

– Spoko – wzruszył ramionami i usiadł na dmuchanym, żółtym pufo-fotelu. Przez chwilę odpisywał ludziom na wiadomości, ale potem przypomniał sobie, że przecież nie dał jeszcze Magdzie tego, co kupił wcześniej. Podniósł się i ruszył do pomieszczenia, w którym wcześniej zniknęła kobieta, a które okazało się być malutką kuchnią.

– Właśnie miałam cię wołać – siadaj i jedz, jak znam życie, to nie miałeś dziś w ustach żadnego porządnego posiłku – Postawiła przed nim miseczkę świeżo ugotowanego ryżu, ciepłą zupę, kimchi i parę innych rzeczy. – Nie wiem, czy będzie ci smakować, ciągle uczę się tych waszych potraw, ale no, smacznego.

Usiadła naprzeciw niego, wyjęła kawę i upiła łyk.

Heechul spróbował zupy – nie była idealna, ale i tak smakowała całkiem nieźle.

– Dobre. Masz rację, nie miałem kiedy. Rano byłem z Heebumem u weterynarza, potem załatwiałem parę spraw na mieście, byłem w wytwórni, potem odebrałem Joreu od trenera i tak jakoś wyszło...

– No to jedz –zachęcała– jedz.

– A ty?

– Nie mam apetytu, wystarczy mi kawa i kawałek czekolady.

Uśmiechała się, ale widział, że walczy z bólem.

– W reklamówce masz tabletki i plastry rozgrzewające – rzucił niby od niechcenia. Idź się połóż, ja dokończę jeść i przyjdę, dobra?

– Jesteś zadziwiająco miły, to podejrzane... – przyjrzała mu się uważnie; miał wrażenie, jakby jej jasne, przenikliwe spojrzenie miało za moment wywiercić w nim dziurę.

– Tak, tak, idź już sobie – machnął ręką.

– No, teraz zachowujesz się jak ty – zaśmiała się, po czym jęknęła.

– Co jest? – zmartwił się.

– Nic, zapomniałam, że jak się śmieję, to boli sto razy bardziej – nalała sobie wody do szklanki i wyszła, zostawiając Heechula z jedzeniem i ogromnym poczuciem winy. Nie powinien był przychodzić. Przez niego nie mogła porządnie odpocząć.

No, ale skoro już się tu znalazł, to trudno. Nie potrafił sprawić, że poczuje się lepiej fizycznie, ale z pewnością umiał podtrzymać czyjś dobry nastrój; koniec końców miał lata doświadczenia w zabawianiu ludzi przed telewizorami, więc z tą jedną, uroczą Europejką też powinien sobie jakoś poradzić.

Spędzili razem kilka naprawdę przemiłych godzin. Kobieta, prawdopodobnie dzięki lekom przeciwbólowym, wyglądała coraz lepiej, a to sprawiło, że i on mógł pozwolić sobie na większą swobodę w zachowaniu, chociaż od początku wiedział, że kobieta dokładała wszelkich starań, by czuł się u niej jak w domu.

Siedzieli obok siebie, stykając się ramionami i w ciszy oglądali jeden z odcinków „Abnormal Summit", jednak Heechul jakoś nie potrafił się skupić na tym, o czym rozmawiali uczestnicy programu. Cały czas zerkał w stronę kobiety sprawdzając, czy na jej twarzy nie pojawiał się żaden grymas bólu, choć z każdą kolejną minutą uświadamiał sobie, że nie tylko troska o jej samopoczucie sprawiała, że nie potrafił oderwać od niej wzroku. Obserwowanie jej długich rzęs, gdy mrugała, nieco spierzchniętych, ale wciąż ładnych ust, które mimowolnie przygryzała lub oblizywała i tego, jak równie instynktownie splatała ze sobą dłonie, które znał aż za dobrze było czymś o wiele przyjemniejszym niż tocząca się na ekranie dyskusja.

Kobieta oderwała nagle wzrok od komputera i spojrzała na Heechula ze zdziwieniem wymalowanym na twarzy.

– Co jest? – zapytała, dotykając dłońmi policzków. – Czemu mi się tak przyglądasz? Wyglądam aż tak tragicznie?

– Nie, co ty – zaprzeczył natychmiast, gorączkowo usiłując znaleźć jakąś porządną wymówkę dla swojego zachowania i próbując nie wyglądać na zmieszanego – zastanawiałem się tylko... – zaczął niepewnie, ale uśmiechnął się, gdy zauważył, jak paneliści w programie witają nowego kolegę, stykając się policzkami z krótkim cmoknięciem, co niezwykle rozbawiło prowadzących.

To było to. Wymówka, której szukał.

– Zastanawiałeś się tylko... co?

Wskazał na komputer.

– Czy wy w tej europie naprawdę się tak ze wszystkimi witacie? Nie macie wrażenia, że to trochę... zbyt intymne?

Westchnęła; po jej minie poznał, że nie on pierwszy zadał jej to pytanie.

– Nie zawsze i nie ze wszystkimi, przynajmniej w moim kraju. Z dobrymi znajomymi i przyjaciółmi owszem. Zdarza się także, że z nowo poznanymi osobami też, ale rzadko...

Kiwnął głową.

– Jakoś średnio mnie to przekonuje. Wiesz, że jeśli chodzi o pocałunki wszelakie, to mam dość liberalne poglądy, ale...

– No przecież to nie są prawdziwe pocałunki, tylko takie cmoknięcia. Zazwyczaj. I to głównie w powietrze.

– Ale nie zawsze.

– No tak. Ale naprawdę, nie ma w tym niczego... jak to powiedziałeś? ­– zabrakło jej słowa.

– Intymnego?

– Właśnie, nie ma w tym niczego intymnego. Patrz – zanim zdołał w jakikolwiek sposób zareagować, kobieta przyłożyła swój policzek do jego z cichutkim cmoknięciem – z prawej, z lewej i znów z prawej strony.

Heechul chrząknął; w pokoju zrobiło się nagle niewiarygodnie ciepło.

– Widzisz, to nic takiego – wzruszyła ramionami.

Przytaknął, bo co innego miał zrobić.

Nagle wpadł na pewien pomysł. Uśmiechnął się chytrze.

Wyłapała ten uśmiech.

– Co ty sobie knujesz, co?

– Pokazałaś mi ten pierwszy sposób witania się. A inne?

Zrozumiała, do czego zmierza i natychmiast się od niego odsunęła.

– Nie dam się na to złapać, o nie.

– Ale na co złapać? – udawał niewiniątko. Czuł się podekscytowany jak małe dziecko, a do tego jej reakcja była absolutnie urocza. Przygryzła dolną wargę i patrzyła na niego podejrzliwym wzrokiem.

Po chwili ponownie się do niego zbliżyła, jednak nie spodziewał się, że na króciutki, ledwie wyczuwalny pocałunek w policzek jego ciało zareaguje w postaci wypieków na twarzy.

Miał ogromną nadzieję, że tego nie zauważy.

– Tak zazwyczaj witają się przyjaciele, czasem też rodzina. Wyobraź sobie, że jakaś ciotka ślini ci właśnie policzek, wtedy ten gest od razu wyda ci się mniej fajny – kobieta skrzywiła się na samą myśl o czymś takim, ale jego wyobraźnia postanowiła nagle wziąć urlop.

– Mhm – mruknął pod nosem, unikając patrzenia w jej stronę. Nie zauważył więc, jak wierci się niepewnie na swoim pufie, gorączkowo się nad czymś zastanawiając.

– Heechul... – zaczęła bardzo niepewnie.

Zaintrygował go ton jej głosu. Czym zamierzała go zaskoczyć tym razem?

– Skoro już jesteśmy przy tak miłych gestach, to... albo dobra, nic.

– Ej, bez takich – koniecznie chciał się dowiedzieć, co chciała zrobić – jak zaczęłaś, to teraz skończ.

Odwróciła się do niego, delikatnie przyciągnęła do siebie i zamknęła w uścisku.

– Dziękuję. Byłam ostatnio w potwornym nastroju... ale przyszedłeś i... no nie wiem, jest dużo lepiej. Pomogłeś. Dziękuję – pocałunek, który tym razem złożyła na jego policzku teoretycznie nie różnił się od poprzedniego prawie niczym, a jednak miał wrażenie, że był zupełnie inny, bardziej tkliwy, delikatniejszy, słodszy.

Zadziałał instynktownie. Odsunął ją od siebie na kilka centymetrów, odgarnął włosy z czoła i powtórzył jej gest.

– Do usług – szepnął.

Zaskoczona uniosła głowę, zanim zdołał się odsunąć, uderzając go w nos.

– O matko, przepraszam! Nic ci nie jest?

Rozmasował odrobinę bolący nos i gdy tylko dostrzegł jej zmartwioną twarz, wybuchnął szczerym, niepohamowanym śmiechem.

– Ładnie mi się odwdzięczasz... – rzucił przekąsem, wciąż się śmiejąc.

– Przepraszam... Boli? Przynieść ci jakiś lód, coś? – Poderwała się z miejsca, ale powstrzymał ją jednym gestem.

– Nie, zostań. Jest dobrze. Naprawdę dobrze. Dokończmy może ten program, co? – zaproponował, ale gdyby ktokolwiek zapytał go, o czym był tamten odcinek, nie umiałby znaleźć odpowiedzi. Jedyne, co pamiętał, to ogromną, dziką radość rozlewającą się od jego serca we wszystkie zakamarki ciała, aż po czubki palców.

Nie mógł już się dłużej oszukiwać. Wyglądało na to, że był zakochany. Zakochany po uszy.
_________________
 
 
Katy 
SuJu forever:)


Ulubieniec z SJ: Wszyscy bez wyjątku:)
Lover: Donghae, Sungmin (zaraz po Hae ) <3
Fav Pairing: EunHae, KyuMin, EunTeuk(za Sukirę)
Kocham SuJu od: listopad 2012
Wiek: 34
Dołączyła: 15 Sty 2014
Posty: 492
Skąd: Polska
Wysłany: 2017-05-23, 19:58   

Kurczaczki, taki Hee, coraz bardziej mi się podoba:)

Hee to Hee, wiadomo jaki potrafi być... "zniewalający" :-D ;)... ale u Ciebie jest taki... no taki ... słodziak i w ogóle, że aż chciałoby się go mieć przy sobie :)

Ja poproszę o kolejne tłity :D :mrgreen: :)

1 - gdybyś pierwsza go pocałowała?

2 - .gdybyś zadzwoniła do niego o drugiej w nocy?

3 - gdyby jakiś chłopak zaczął flirtować z Tobą na jego oczach?

i może na zakończenie - .gdyby zobaczył Cię w sukni ślubnej?

Ale to jakby naszła Cię wena oczywiście, ostatnio rzadko zaglądałam w twórczość Elfików, ale Twoje opowiadanko i Hee jest przewspaniałe :):)

Pozdrawiam :)
_________________
 
 
gang-aji 
Królowa fandomu


Fav Pairing: Leeteuk + zmarszczki
Kocham SuJu od: 14.05.2010
Wiek: 26
Dołączyła: 18 Lip 2011
Posty: 385
Skąd: Gorzów Wlkp.
Wysłany: 2017-05-26, 18:13   

Katy napisał/a:
jest taki... no taki ... słodziak i w ogóle, że aż chciałoby się go mieć przy sobie :)
Prawda! Bardzo mi się miło piszę o tej stronie jego osobowości (która podobno istnieje, chociaż dowodów to za wielu nie mam :P)
i, Katy, zapewniam Cię, że jeśli będe się spinać jak do tej pory, to wszystkie 39 tweetów się pojawi, także na te wymienione czekaj cierpliwie, a póki co...



5. ...gdybyś chciała napić się z jego butelki?



Kiedy znajomi zaproponowali wspólny wyjazd w góry, długo się wahał. Miał akurat kilka dni wolnego, więc czas nie był problemem, lubił też od czasu do czasu odpocząć gdzieś poza Seulem, ale średnio widziało mu się łażenie po górach, głównie ze względów zdrowotnych. Razem z resztą zespołu przygotowywał się do kolejnej trasy koncertowej, a to z kolei oznaczało długie godziny spędzone na powtarzaniu tuzina różnych układów tanecznych. I o ile kondycyjnie jeszcze jakoś dawał radę, to potężnie dawała mu się we znaki poturbowana w wypadku wiele lat wcześniej noga. Coraz częściej ból był nie do zniesienia, chociaż zgodnie z prośbą lekarza, oszczędzał się, jak tylko to było możliwe.

Przez najbliższe dni chciał leżeć plackiem na kanapie i oglądać wszystkie zaległe steramy jego ulubionych graczy w LoL-a.

Z drugiej strony namawiali go tak gorąco, że nie miał serca im odmówić.

Podzielił się wątpliwościami ze swoimi przyjaciółmi.

– Nie przejmuj się! – usłyszał w odpowiedzi – Magda powiedziała, że też niespecjalnie może chodzić po górach, więc nie będziesz sam.

– Och – wyrwało mu się zbyt radośnie niż zamierzał – Nie wspominała mi, że z wami jedzie...

– Bo sama nie była pewna. Powiedziała, że nie chce nas spowalniać i takie tam i nie dała sobie przetłumaczyć, że to nic nie szkodzi... więc pomyśleliśmy, że jak znajdziemy jej kogoś do towarzystwa, to obie strony będą zadowolone.

– To ma sens... tylko czemu akurat ja?

– Tylko ty się nadajesz. Cała reszta jest wysportowana, a jeśli nie, to przynajmniej nie ma żadnych, e... medycznych przeciwwskazań. Więc jak, jedziesz?

Pojechał.

Nie był pewien, co go ostatecznie przekonało – dziesiątki wiadomości na KakaoTalku, zdjęcia miejsca, do którego mieli się udać, czy wizja spędzenia paru dłuższych chwil sam na sam z Magdą w pięknych okolicznościach przyrody. Prawdopodobnie to ostatnie. Minął już prawie cały miesiąc, odkąd widzieli się po raz ostatni i Heechul powoli zaczynał czuć coś w rodzaju tęsknoty za jej uroczą twarzą i miłym głosem. Nie był jednak pewny, czy to rzeczywiście było to uczucie – w końcu czy można tęsknić za kimś, z kim wymienia się zdjęcia i wiadomości każdego dnia? Oczywiście, wiele razy słyszał o przypadkach, w których para tęskniła za sobą już kilka sekund po tym, jak się pożegnała, zdarzało się też, że w oglądanych przez niego filmach słyszał coś w rodzaju „tęsknię za tobą chociaż cały czas przy mnie jesteś". Wtedy uważał to za głupie i przesadzone, po każdym takim tekście krzywił się i wykręcał palce, nie mogąc znieść tego rodzaju tandety... ale teraz był w stanie w to uwierzyć.

Pierwszego dnia każda chwila spędzona osobno zdawała się być zmarnowaną, chociaż w towarzystwie przyjaciół – wędrując wzdłuż strumienia u podnóża gór, czy to spacerując leśnymi dróżkami już tylko we dwoje i rozmawiając o nieskończoności wszechświata i potędze natury – minął im cały długi dzień.

Heechul chłonął każde słowo płynące z jej ust, pozwalał jej się prowadzić i z cierpliwością świątynnego mnicha znosił długie momenty ciszy w oczekiwaniu, aż kobieta znajdzie odpowiednie słowa, by móc opisać swoje myśli i z równie dużym opanowaniem tłumaczył to, czego nie rozumiała w jego wypowiedziach.

Zaskoczyło go, jak bardzo potrafiła zachwycić się przyrodą – wzruszyć się melodią szumiącego strumienia, szeptem liści poruszanych przez wiatr, kroplą rosy na pojedynczym listku, świergoczącym śpiewem ptaków.

– Patrz! ­– mówiła, gdy siedli sobie na kamieniach tuż przed maleńką, leśną polanę, wskazując na promienie słońca skaczące po gałęziach drzew rosnących nieopodal. – Zamknij oczy, posłuchaj ­– prosiła, a on nie mógł zrozumieć skąd w tej dorosłej przecież kobiecie tak dużo dziecięcego zachwytu. Gdy o to zapytał, jej odpowiedź była naprawdę prosta:

– To wszystko jest takie piękne... lubię piękno, lubię dać się oczarować – jej spokojna i pogodna dotąd twarz nagle zmieniła wyraz. – Pewnie uważasz teraz, że jestem dziwna? – bardziej stwierdziła niż zapytała, spoglądając na niego z mieszaniną strachu i wstydu. Zaprzeczył, ale widział, że mu nie uwierzyła. – Uważasz tak. Przepraszam, poniosło mnie, czasem właśnie tak mnie ponosi i potem...

Nie dokończyła zdania. Wyglądała na tak smutną, że prawie pękało mu serce.

– I potem...?

– Potem słyszę, że jestem dziwna, mam tak nie robić. Przepraszam i potem już staram się nad sobą panować.

Poczuł, że to niesprawiedliwe. Ktokolwiek próbował zdławić w niej tę spontaniczność, fascynację pięknem i cokolwiek jeszcze próbował w niej zdusić, zasługiwał na wieczność w piekle. O ile istniało. Dla takich ludzi powinno. To nie Magda była dziwna, tylko właśnie tamci.

– Powiedzieć ci coś w sekrecie? ­– uśmiechnął się i pochylił nad nią.

– Hm? Co takiego?

– Nie przejmuj się. Przy mnie możesz być tak dziwna, jak tylko sobie chcesz. Mnie i tak nie przebijesz ­­­– odsunął się i puścił jej oczko, mając nadzieję, że to choć trochę jej pomoże. Chciał, żeby czuła się przy nim tak swobodnie, jak to tylko możliwe.

– Jesteś tego absolutnie pewien?

– Jasne, że tak.

– Więc... – widział, że chce coś powiedzieć, ale nie wiedziała, jak. Nie pospieszał jej, mieli jeszcze mnóstwo czasu, zanim reszta ich ekipy zejdzie z gór i zażąda kolacji.

Idąc za jej wcześniejszymi radami, przymknął oczy i odchylił się do tyłu. Chłonął woń lasu – zapach ziemi, mchu, żywicy i ziół – najpierw przysłuchując się ciszy, a potem już słuchając cichego, nieco niepewnego głosu swojej towarzyszki.

Zgodził się ze wszystkim, co mu powiedziała; spędzili jeszcze chwilę w tym samym miejscu, obserwując chmury i wymyślając związane z nimi zabawne historyjki, potem pozbierali tyle suchych gałęzi, ile byli w stanie unieść i wrócili do miejsca, w którym zamierzali później rozpalić ognisko.

Noc zapadła szybciej niż się spodziewali; Heechul napomknął, że zaskoczyła ich bardziej niż zima zaskakuje kierowców co roku.

Nie mając konkurencji w postaci sztucznych świateł miasta, niebo rozbłysło miliardami światełek odległych gwiazd, wprawiając wszystkich w zachwyt. Ktoś wyniósł z namiotów śpiwory i przez dwie lub trzy godziny cała grupa podziwiała niebo, opowiadając o planach na przyszłość, nadziejach i oczekiwaniach, jakie mieli względem siebie i innych.

Heechul na początku włączył się do rozmowy, ale bardzo szybko dostrzegł milczenie Magdy, ukradkowe spojrzenia kierowane w jego stronę i jej smutny uśmiech, który bolał go w serce.

Zastanawiał się, czy to on był przyczyną jej złego samopoczucia, ale nie odważył się zapytać, w obawie, że kobieta potwierdzi jego przypuszczenia. Udawał więc, że nie jest wcale zainteresowany nią, tylko toczącą się wciąż rozmową jego przyjaciół, jednak wciąż rozmyślał nad zaistniałą sytuacją.

Przez chwilę miał nawet ochotę poprosić są gdzieś na bok i wyznać, co do niej czuje – zapewnić, że ceni i droga mu jest jej miłość i że on też... może, być może jest w stanie ją pokochać. Nie był jednak w stanie zebrać się w sobie, pokonać wątpliwości i przełamać wstyd. Nie zrobił tego także następnego dnia, chociaż ciągle przyłapywał się na tym, że krąży wokół niej jak planeta wokół swego słońca, zupełnie wbrew temu, co uzgodnili wcześniej. mieli zająć się swoimi zajęciami – on tak bardzo zalecanym przez jego lekarza wylegiwaniem się, ona zaś postanowiła spędzić czas na pisaniu.

– Po to tu przyjechałam – powiedziała mu poprzedniego dnia – ostatnio nie idzie mi za dobrze, pomyślałam więc, że zmiana otoczenia trochę mi pomoże.

– Patrz, a mnie się zdawało, że jesteś tu dla mnie, żebym nie czuł się samotny – miał nadzieję, że brzmiał wystarczająco żartobliwie, by nie była w stanie wyczuć szczerości w jego glosie.

– Patrz, a mnie powiedziano, że to właśnie ty zgodziłeś się tu przyjechać z mojego powodu – odgryzła mu się, a on nie mógł zaprzeczyć.

Rzeczywiście był tu bardziej dla niej niż dla siebie, więc gdy zostawiła go samego na cały dzień, nie licząc może posiłków, nudził się straszliwie i co rusz przyłapywał się na tym, że zupełnym przypadkiem spaceruje sobie w miejscu, w którym akurat siedziała z notatnikiem w ręku. Na szczęście była na tyle pochłonięta myślami, a on na tyle dyskretny, że ani razu jej nie przeszkodził.

Wracał więc do swojego namiotu i próbował się zrelaksować. Wejście do środka zostawił otwarte, co sprawiło, że bardzo dobrze słyszał, o czym rozmawiali jego znajomi, którym też jakoś nie chciało się robić nic konkretnego. W większości przypadków rozmawiali o nim. Zastanawiali się, co się stało, że Heechul chodził cały czas albo ze skwaszoną miną, albo wyglądał tak, jakby było mu z jakiegoś powodu bardzo przykro. Po jakimś czasie doszli nawet do wniosku, że pewnie pokłócił się z Magdą i teraz nie wie, jak przeprosić – trochę to go bawiło, choć kompletnie nie rozumiał, dlaczego wszyscy założyli, że to akurat on miałby być tym, który powinien przepraszać. Zdecydowali też, że następnego, ostatniego już dnia za wszelką cenę ich ze sobą pogodzą.

Swój plan zaczęli wcielać w życie już od rana, najpierw prawie siłą wywalając ich ze śpiworów i każąc przygotowywać śniadanie, a potem, niby to strasznie się spiesząc, by jak najwcześniej wyjść w góry, zostawiając im zmywanie i ogólne prace porządkowe – co oznaczało, że byli uziemieni aż nie zwiną i nie pochowają do samochodów całego dobytku grupy. Na nic się zdały ich protesty – od razu po śniadaniu zostali zupełnie sami ze stertą garnków, misek, w pośpiechu i byle jak zwiniętych namiotów, górą toreb, torebek i innych sprzętów.

– Dlaczego mam wrażenie, że zrobili to specjalnie i to niekoniecznie dlatego, żeby się wywinąć od roboty? – kobieta odezwała się zbolałym głosem, kiedy razem zmywali.

– Bo zrobili – Heechul westchnął – myślą, że pokłóciliśmy się na śmierć i życie.

– Naprawdę? Dlaczego mielibyśmy? – uśmiechnęła się, gdy mimo wszystko dość delikatnie strzepnął wodę z palców prosto w jej rozespaną twarz. Pomyślał, że właściwie nie przeszkadza mu obecny stan rzeczy, dzięki temu miał jej uśmiech na wyłączność

– A bo ja wiem, co im siedzi w głowie – wzruszył ramionami. – Powycierasz wszystko sama? Ja pójdę i zacznę wszystko chować. Im szybciej się z tym uwiniemy, tym lepiej.

– Jasne. Skończę to i przyjdę ci pomóc.

Okazało się, że roboty i noszenia jest więcej niż mogłoby się wydawać. Czas mijał, a bagaż jakby się nie kończył.

– Heechul! – zawołała w którymś momencie kobieta, na chwilę odrywając się od składania wielkiego turystycznego parasola, ale nie usłyszał jej za pierwszym razem. – Heechul! – powtórzyła; obrócił się, zastanawiając się, jak to się stało, że pozwolił jej zwracać się do niego w ten sposób – bez żadnych grzecznościowych zwrotów i upiększeń i jakim cudem coś tak małego i nieistotnego przyprawiało go o przyspieszone bicie serca.

– Co jest?

– Włącz jakąś muzykę, co? – poprosiła. – Strasznie nudno składa się te wszystkie rzeczy w ciszy.

Parę minut później oboje nucili sobie pod nosem piosenki, które Heechul puścił z telefonu podłączonego do małego, czerwonego głośniczka w białe kropki.

– „To cukierek dla moich uszu, słodki niczym miód; twój głos sprawia, że topnieje mi serce"* – śpiewała pod nosem kobieta, gdy wspólnie pakowali torby z namiotami do bagażnika. Miała naprawdę przyjemny, delikatny głos.

– „To cukierek dla moich u...", ty, mam pomysł – uciął w połowie frazy i spojrzał na nią z błyskiem w oczach.

– Strach się bać – kobieta udawała, że się wzdryga na samą myśl o jego planach.

– Słuchaj! Tamte ciołki chcą, żebyśmy byli pogodzeni gdy wrócą, nie?

– No... chyba?

– No to my im pokażemy, jak bardzo można być pogodzonym.

– Dobra...? – Magda najwyraźniej nie była przekonana, ale gdy już jej wszystko wyjaśnił, od razu na to przystała i oboje nie mogli doczekać się, aż pozostali wrócą z gór i będą mogli zacząć.

Skończyli prace porządkowe i usiedli na dwóch turystycznych krzesłach, które jeszcze pozostały nieschowane.

– Wiesz co, cukierku dla moich uszu? W sumie możemy zacząć już teraz, przynajmniej nabierzemy wprawy – Heechul sięgnął po butelkę z wodą, którą miał w kieszeni kurtki.

– Jak wolisz, truskawko zanurzona w słodyczy – odpowiedziała, tak jak on parafrazując tekst z nuconej wcześniej piosenki. Roześmiała się, a on razem z nią, ale szybko się opanowali. Jeśli plan miał się powieść, musieli być absolutnie poważni.

Rozmawiali w ten sposób przez kilka godzin, rozbawieni, popisujący się znajomością piosenek i literatury, odprężeni. Przerwali tylko na moment, gdy na pole namiotowe powoli zaczęli wracać ich znajomi.

– Słońce mojego życia – odezwała się nagle kobieta, wyciągając rękę w stronę Heechula, który bawił się trzymaną w rękach butelką, ukradkiem zerkając na reakcję wszystkich dookoła. Byli zszokowani, ale próbowali nie dać tego po sobie poznać. – Mogę się napić?

– Łap – rzucił jej butelkę, ale źle wymierzył i przedmiot wylądował za jej plecami – A, tęczo mojego nieba, wybacz, nie ogarnąłem odległości.

Tym razem wszyscy gapili się na nich już otwarcie.

– Co? – zapytał, patrząc na swoich przyjaciół. – Nico dla mojego Nii, jak myślisz, co oni tak?

– Nie mam pojęcia, bishounenie z mojego anime – przez towarzystwo przemknął cichy śmiech, jakieś pomrukiwania i ogólne niezrozumienie, ale ostatecznie, bardzo zresztą trafnie stwierdzono, że to pewnie taki żart i przestano zwracać na nich uwagę. Każdy myślał, że to tylko tak na chwilę i zaraz im przejdzie.

Bardzo się mylili. Heechul i Magda w drodze powrotnej siedzieli w tym samym samochodzie, tuż obok siebie i nic sobie nie robiąc ze zgorszonych i zbitych z tropu min współpasażerów co chwilę zwracali się do siebie przeróżnymi określeniami – od zupełnie słodkich i wywołujących cukrzycę, jak „kwiecie mojej duszy", „gwiazdozbiorze moich myśli" aż po zupełnie dziwne i głupie „świnko mojego chlewu", „kapusto mojego kimchi".

Ostatecznie nikt nie wiedział, czy robią to, bo tak bardzo siebie lubią, czy wręcz przeciwnie, w jakiś zakręcony sposób próbują sobie dogryźć.

Heechul miał ich opinię w nosie, bawił się tak dobrze, jak jeszcze nigdy.

____________________
*Baek Jiyoung ft. Taekyeon - My Ear's Candy
_________________
 
 
Katy 
SuJu forever:)


Ulubieniec z SJ: Wszyscy bez wyjątku:)
Lover: Donghae, Sungmin (zaraz po Hae ) <3
Fav Pairing: EunHae, KyuMin, EunTeuk(za Sukirę)
Kocham SuJu od: listopad 2012
Wiek: 34
Dołączyła: 15 Sty 2014
Posty: 492
Skąd: Polska
Wysłany: 2017-05-26, 23:56   

gang- aji jesteś mega wielka <333333333333333333

Kocham Twoje tłito - opowiadania, masz już we mnie fankę:):)

i........... omo, ale Kocham, Hee :D:D:D

Oto co sobie włączyłam do czytania - https://www.youtube.com/watch?v=i-pfqDpKIvk - omg, czemu Hee nie ma solówek na płytach Juniorków, no czemu ja się pytam, On ma cudownie genialny, głos <33333333

A przy jego piosenkach Twoje opowiadanka naprawdę wyglądają jak mini dramki, no KOCHAM je <3333333

gang-aji napisał/a:
Nie przejmuj się. Przy mnie możesz być tak dziwna, jak tylko sobie chcesz. Mnie i tak nie przebijesz ­­­
- pfffff, jakie to dla niego typowe, ale .... fajnie było by mieć takiego faceta, przy którym można byłoby się tak czuć <3333333

Dzięki Tobie mam chyba fazę na Hee ostatnio <333

Końcówka rewelacyjna <33333333, to jak wymieniali się cytatami z piosenki mega urocze, no i zdziwienie ich znajomych , uśmiałam się jak nigdy:)

CZEKAM NA WIĘCEJ.... a później jeśli pozwolisz wydrukuję sobie i zrobię sobie z tego książkę, co by poczytać czasem przed snem :):)

To jest naprawdę jak mała mini drama , kocham :):)

Pozdrawiam cieplutko :):)
_________________
Ostatnio zmieniony przez Katy 2017-05-26, 23:57, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
Katy 
SuJu forever:)


Ulubieniec z SJ: Wszyscy bez wyjątku:)
Lover: Donghae, Sungmin (zaraz po Hae ) <3
Fav Pairing: EunHae, KyuMin, EunTeuk(za Sukirę)
Kocham SuJu od: listopad 2012
Wiek: 34
Dołączyła: 15 Sty 2014
Posty: 492
Skąd: Polska
Wysłany: 2017-05-27, 00:00   

p.s. poleciłam Twoje opowiadanka w Shotboxie, jeśli nie masz nic przeciwko, należy im się więcej fanów :):)
_________________
 
 
gang-aji 
Królowa fandomu


Fav Pairing: Leeteuk + zmarszczki
Kocham SuJu od: 14.05.2010
Wiek: 26
Dołączyła: 18 Lip 2011
Posty: 385
Skąd: Gorzów Wlkp.
Wysłany: 2017-06-09, 18:08   

Katy, ojejejej, prawie zapomniałam o tej piosence z musicalu, ale włączyłam i milość do niej wróciła mi z ogromną siłą ;;
Katy napisał/a:
omg, czemu Hee nie ma solówek na płytach Juniorków, no czemu ja się pytam, On ma cudownie genialny, głos <33333333
e tam, na szczęście wydał całe dwa mini-albumy jako M&D, także nie ma co narzekać w sumie^^
Katy napisał/a:
Dzięki Tobie mam chyba fazę na Hee ostatnio <333
Cieszę się bardzo!

Przepraszam za tydzień przerwy, życie czasami tak ma, że zasypuje człowieka nagłym natłokiem obowiązków, ech :<

PS - pod koniec rozdziału znajduje się (nie jakoś super dokładny, ale jednak) opis napadu lęku, więc jeśli ktoś na takie opisy reaguje bardzo źle, to odradzam czytanie od momentu, w którym H. i M. zaczynają oglądać drugi film.




6. gdybyś była przerażona podczas wspólnego oglądania horroru? A może to on bałby się bardziej?



Długo wahał się z zaproszeniem jej do siebie – obawiał się, że któraś z nawiedzonych sasaengów zauważy, jak kobieta będzie wchodziła lub wychodziła z mieszkania i da cynk reszcie koleżanek lub, co gorsze, powiadomi prasę, która na pewno nie zostawiłaby na obojgu suchej nitki. Magda też nie naciskała i wydawała się dzielnie znosić spotkania w dziwnych miejscach o dziwnych porach, nie do końca rozumiała tylko, dlaczego muszą się tak ukrywać, skoro nie są parą, a jedynie dwójką znajomych. On sam musiał w końcu przyznać, że rzeczywiście, trochę przesadzał, choć robił to przecież dla ich dobra.

Dogadali się, że przyjdzie do niego w niedzielę – odbierze ją z nabożeństwa, Mszy, czy co tam się działo w kościele, do którego należała. Normalnie by się raczej tak nie poświęcał, ale kilka dni wcześniej za namową kolegów kupił nowy samochód i raz, że postanowił się nim pochwalić, dwa że musiał przyzwyczaić się do prowadzenia po długim czasie bycia wyłącznie pasażerem i co najważniejsze ­– chciał raz na zawsze pozbyć się lęku przed jeżdżeniem za kierownicą. Jak bardzo nie bałby się wypadku, nie mógł do końca życia polegać na managerze. Kiedyś przecież, w jakiejś odległej przyszłości, założy rodzinę, będzie mieć dzieci i zapewne będzie chciał odwozić je do szkoły, czy wybierać się z nimi na wycieczki, a nie mógł mieć pewności, że jego żona będzie mieć prawo jazdy. Zresztą, duma nie pozwoliłaby mu chyba na bycie wiecznie wożonym przez kobietę. W tej kwestii jakoś nie potrafił być bardziej liberalny. Oczywiście, kobiety prowadzące auto były w jego oczach pełne seksapilu, ale chciałby, by jego przyszła małżonka pozwoliła mu czasem na bycie jej szoferem.

Jeśli oczywiście wydarzy się jakiś cud i rzeczywiście uda mu się ożenić.

Póki co cieszył się z tego co ma, a miał coś wspaniałego – miłe towarzystwo pochodzącej z odległej Europy pisarki, jej uwagę, przyjaźń i miłość.

Ktoś zapukał w szybę od strony pasażera. Uśmiechnął się; osoba, o której jeszcze przed sekundą myślał, pomachała do niego, po czym wsiadła do środka, przynosząc za sobą słodką woń wiosennych kwiatów i zapach czegoś jeszcze, czego za nic w świecie nie potrafił nazwać, choć nie był to coś zupełnie nieznanego.

– No cześć – przywitała się, wypowiadając każdą sylabę cicho, niespiesznie. Wyglądała na niezwykle spokojną, może nawet trochę nieobecną; jej ruchy były delikatne i powolne jak ruchy kogoś, kto wrócił z miejsca, w którym pośpiech nie był potrzebny. – Długo czekasz? Przepraszam, liturgia się trochę przeciągnęła.

Zaprzeczył.

– Dziwnie pachniesz – rzucił mało subtelnie zamiast powitania.

– Ja? – Kobieta wyraźnie była zbita z tropu, ale nie zatraciła towarzyszącego jej spokoju.

– No... – nie wiedział, jak ma wytłumaczyć tę nietypową woń – czymś ciężkim, ale i orzeźwiającym... drzewem? Żywicą? Dymem? – wymieniał, co tylko przyszło mu na myśl.

– Kadzidłem.

– Kadzidłem, tak – kiwnął głową.

– Cóż, ministranci trochę dziś przesadzili z okadzaniem... pewnie wsadzili za dużo węgielków do trybularza, momentami nie dało się oddychać – w jej głosie nie było słychać pretensji, brzmiała pobłażliwie i czule, jak siostra mówiąca o potknięciach ukochanego młodszego rodzeństwa. Hee zauważył, że pomimo nieidealnej znajomości koreańskiego, słownictwo związane z kościołem nie przysparza jej żadnych problemów. Uznał to za urocze i bardzo interesujące. Nawet on nie znał niektórych z tych dziwnych słów...

– Wiesz, że nie mam pojęcia, o czym mówisz...?

– Domyślam się. Wytłumaczyć?

– Nie, dzięki – zaśmiał się – może innym razem.

W drodze do jego mieszkania, zatrzymali się jeszcze w pobliskim supermarkecie. Kobieta koniecznie chciała zrobić zakupy. Zgodził się, myśląc że po prostu złapie kilka najpotrzebniejszych produktów i tyle, niestety bardzo się pomylił. Wózek nieprzerwanie się zapełniał, a końca jakoś nie było widać. Przerażony zapytał, po co jej to wszystko, a ona z rozbrajającą szczerością odparła, że od lat czekała na okazję, by móc zapełnić jego lodówkę czymś innym niż tylko wodą. Na nic się zdały próby wytłumaczenia jej, jak bardzo nie ma to sensu. Uparła się i nie było takiej siły, która zmusiłaby ją do zmiany zdania. Heechul musiał jej, koniec końców, ustąpić. Nie miał ochoty wszczynać niepotrzebnej kłótni na środku sklepu w dodatku w tak ładny, wiosenny dzień.

Nie oznaczało to, że zamierzał puścić jej to płazem. W duchu obmyślał już plan zemsty i miał nadzieję, że się powiedzie.

Wiedział, że gdy zapyta ją, jakie wybrać filmy do obejrzenia, powie mu, żeby to on zdecydował. Postanowił zatem, że spędzą popołudnie z horrorami. Gdy jej to uświadomił, skrzywiła się, ale nie zaprotestowała.

Pierwszy z horrorów należał do klasyków swojego gatunku – pełno w nim było krwi, nagłych zwrotów akcji, i mrożących krew w żyłach krzyków. On sam bawił się cudownie, żywo reagował na wszystko, co działo się na ekranie – głównie przepiękną wiązanką przekleństw.

Pojawił się tylko jeden, malutki problem – jego towarzyszka nie reagowała tak, jak myślał, że będzie reagować. Zamiast krzyczeć z przerażenia, ściskać go za rękę i szukać pocieszenia w jego ramionach, Magda była przez większość czasu strasznie rozbawiona. Czasem tylko, gdy scena była naprawdę drastyczna, odwracała na chwilę wzrok, by za chwilę wrócić do kręcenia głową i wyśmiewania niedorzeczności poszczególnych scen.

– Przepraszam, przeszkadzam ci w oglądaniu? – speszyła się, gdy dostrzegła, że się na nią gapi.

– Nie boisz się ani nic?

– Nie. Trochę jestem zniesmaczona, ale poza tym fabuła jest tak przewidywalna i tak niemądra, że aż mnie bawi.

– Oczywiście, że taka jest, ale nie o to przecież w horrorach chodzi – obruszył się.

– Wiem, naprawdę wiem. Tylko jakoś... no, nie kupuję tego. Jak widzisz, tego typu filmy zamiast wywoływać strach, strasznie mnie śmieszą.

– Poczekaj, drugi film wbije cię w fotel tak, że zmienisz zdanie – ostrzegł.

– Jeśli nie będzie tak durnowaty jak ten, to całkiem możliwe...

– Nie będzie – Heechul uśmiechnął się podstępnie. Poprzedni film, produkcji USA puścił tak na rozgrzewkę; amerykańskie horrory nie umywały się do tych pochodzących z jego kontynentu – a właśnie taki zamierzał właśnie włączyć. Przez naprawdę krótki moment zastanawiał się tylko nad tym, czy wybrać koreański, czy japoński film, ale ostatecznie postanowił, że lepiej iść na całość i wybrał ten drugi.

Tym razem Magda się nie śmiała, zauważył nie bez cienia satysfakcji, jednak w dalszym ciągu nie reagowała tak, jak to sobie zaplanował.

Czekał cierpliwie przez kilka minut, ale potem, wciąż nie widząc żadnego efektu, dał sobie spokój i skupił się na oglądaniu. Przestało go interesować, że tylko on krzyczy, tylko on wzdryga się i wierci, tylko on czerpie przyjemność z tej odrobiny strachu, którą wywoływał oglądany film.

Dopiero mniej więcej w połowie seansu zauważył, że coś było nie tak. Cała ta sytuacja była skrajnie różna od tego, jak ją sobie wcześniej wyobrażał.

Spojrzał na znajdującą się tuż przy nim kobietę. Ściągnął brwi; jego towarzyszka zachowywała się dość nietypowo, nawet jak dla siebie. Siedziała na kanapie lekko pochylona do przodu i wyprostowana tak, jakby połknęła kij lub jakiś inny, podobny przedmiot. Patrzyła na ekran, zaciskając zęby i napinając wszystkie mięśnie. Swoją postawą przypominała ofiarę groźnego drapieżnika, gotową w każdej chwili rzucić się do ucieczki. Dostrzegł również, że oddech ma przyspieszony i nierówny.

Pomyślał, że na bank wszystko jest w porządku, pewnie ponosi go wyobraźnia i kobieta po prostu tak wciągnęła się w film, że nie chce stracić z niego ani sekundy i gdy tylko się skończy, wszystko wróci do normy. Postanowił więc to zignorować i oglądać dalej.

Ale kilka minut później kobieta nagle wstała, cichym i dziwnie zmienionym głosem oznajmiła, że musi napić się wody i zdecydowanym krokiem opuściła salon.

Heechul początkowo chciał ją powstrzymać, ostatecznie jednak zrezygnował. Mała wycieczka do lodówki i z powrotem nie powinna potrwać dłużej niż dwie minuty, więc nie powinno jej ominąć zbyt wiele. Oczywiście mógł zatrzymać film, problem w tym, że nie chciało mu się sięgać po leżącego na stoliku pilota. Poza tym to nie jego problem.

Tymczasem minuty mijały, a Magda nie wracała. Hee nagle bardzo się zirytował. Doszedł do wniosku, że jego przyjaciółka wystrychnęła go na dudka i sprytnie uniknęła oglądania reszty horroru. Mógł się domyślić, że wpadnie jej coś takiego do głowy. Przerwał oglądanie i przeklinając pod nosem, poszedł do kuchni. Miał zamiar wytłumaczyć jej, że zachowała się bardzo średnio, zdecydowanie po tchórzowsku i że tak się przecież nie robi.

Nie zauważył jej od razu. Znalazł ją skuloną przy ścianie między szafką z płytą indukcyjną a dużym, czerwonym stołem. Może to właśnie odcień tego mebla sprawił, że wyglądała bardziej blado niż upiory z oglądanego wcześniej horroru. Nie reagowała, gdy do niej mówił; drżała na całym ciele i za wszelką cenę próbowała złapać oddech. Nie potrafiła skupić wzroku na jednym punkcie, jakby szukając czegokolwiek, co pomoże jej się uspokoić.

Heechul kucnął przed nią i złapał za ręce, które do tej pory najpierw kurczowo łapały za bluzkę w okolicy serca, a potem próbowały rozmasować okolice gardła. Drobne dłonie zacisnęły się wokół jego palców. Dopiero teraz na niego spojrzała. Jej załzawione oczy błagały o pomoc.

Wiele razy był świadkiem podobnego zachowania, bardzo często zdarzało mu się bowiem pracować z osobami, które od czasu do czasu miewały ataki paniki. Wiedział, że w tej sytuacji nie może zrobić wiele poza zapewnieniem jej poczucia bezpieczeństwa.

Kobieta próbowała wymówić jego imię; głos wiózł jej w gardle i do jego uszu dochodził tylko zdławiony, rozpaczliwy jęk. Na jej czoło wstąpiły kropelki potu.

Zapewnił ją o swojej obecności i delikatnie pogładził po włosach.

– Dasz radę wstać? – zapytał głośno i wyraźnie, ze spokojem patrząc jej w oczy i czekał, aż zbierze w sobie siły, by móc się podnieść. – Wszystko będzie dobrze – przekonywał, gorączkowo rozmyślając, jak pomóc jej uspokoić oddech. Uwolnił jedna dłoń z uścisku, poprosił, żeby skupiła na niej wzrok i oddychała w rytmie, który jej pokaże. To odrobinę pomogło, ale wciąż nie było wystarczająco dobrze.

Nagle Magda zachwiała się; Heechul przytrzymał ją w ostatniej chwili, a potem najzwyczajniej w świecie ją przytulił. Nie znał lepszego sposobu na pokazanie kobiecie, że tutaj, w jego ramionach, pod jego opieką, nic jej nie grozi.

Stali tak bardzo, bardzo długo. Ona powoli uspokajała się, słuchając miarowego bicia jego serca, a on, przypomniawszy sobie, że mówiła mu kiedyś o tym, że gdy jest jej źle, pomaga jej jego głos, nucił jej do ucha proste, spokojne piosenki.

– Czemu mi nie powiedziałaś, że nie możesz oglądać takich rzeczy? – zapytał z wyrzutem, gdy już upewnił się, że wszystko wróciło do normy. Wciąż ją przytulał i nie zamierzał rozluźnić uścisku dopóki nie dowie się, dlaczego, u licha, coś takiego się wydarzyło.

– Nie wiedziałam – szepnęła, pociągając nosem – do tej pory nie zdarzyło mi się reagować tak na film... lata minęły, odkąd oglądałam horror. Wtedy wszystko było ok., ale...

Umilkła nagle i westchnęła.

– Ale?

Długo nie otrzymywał odpowiedzi i znów zaczynał się trochę irytować. Kobieta chyba to wyczuła, bo nagle kontynuowała:

– Wtedy jeszcze nie znałam swoich upiorów. Tych w głowie. Takich jak te w filmie. A teraz nie dość, że te obrazy, to jeszcze ta muzyka... przypomniałam sobie o czasach, o których wolałabym nie pamiętać.

Heechul nie był gotowy na takie wyznanie. Magda zdecydowanie nie wyglądała, ba, nie sprawiała nawet wrażenia osoby, która kiedykolwiek mogłaby mieć podobne problemy. Zaskoczyło go to, a nawet – za co był w duchu zły na siebie – na moment odrobinę odrzuciło.

Mimo wszystko nie odsunął się od niej, póki ona tego nie zrobiła, a gdy zaczęła go przepraszać za to, że po pierwsze nie mógł przez nią cieszyć się filmem i odpocząć w jedyny wolny dzień, to jeszcze zrobiła takie nieprzyjemne show. Mimo, że rzeczywiście właśnie z tych powodów początkowo strasznie się wkurzył, ale zrozumiał, że wcale nie jest na nią ani zły, ani tym bardziej nie pała do niej odrazą. Wręcz przeciwnie, sprawiała, że chciał ją chronić przed wszystkim, co mogłoby ją zranić. Przed złymi wspomnieniami, przykrymi zdarzeniami, ludźmi, a jeśli trzeba będzie, to nawet i przed całym światem.

Po wszystkim usiedli przy czerwonym stole na czerwonych, pasujących do niego krzesłach i rozmawiali przez parę godzin, mimo, iż Heechul widział, że jego przyjaciółka jest bardzo zmęczona. Bardzo jej jednak na tej rozmowie zależało, więc nie urywał jej aż do momentu, w którym powiedzieli sobie już chyba wszystko o tym, co zraniło ich w przeszłości i co sprawiło, że oboje są, jacy są.

Był jej wdzięczny za tę rozmowę i kiedy później przysypiała w samochodzie, gdy odwoził ją do domu, uśmiechał się za każdym razem, gdy na nią spojrzał, z czułością, o jaką nigdy by się nie podejrzewał i czuł się z tym niewiarygodnie dobrze.
_________________
Ostatnio zmieniony przez gang-aji 2017-06-09, 18:09, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
Katy 
SuJu forever:)


Ulubieniec z SJ: Wszyscy bez wyjątku:)
Lover: Donghae, Sungmin (zaraz po Hae ) <3
Fav Pairing: EunHae, KyuMin, EunTeuk(za Sukirę)
Kocham SuJu od: listopad 2012
Wiek: 34
Dołączyła: 15 Sty 2014
Posty: 492
Skąd: Polska
Wysłany: 2017-06-15, 17:51   

Normalnie kocham Twoje dramo - tłity :):)... mówiłam Ci już o tym ? ;-) :mrgreen:

Hee jest tutaj - taki, taki cudownie kochany...

Zupełnie jak nie Hee, którego znamy od strony scenicznej - szalony, nieprzewidywalny w słowach i czynach - u Ciebie jest po prostu facetem, którego każda kobieta chciałaby mieć przy sobie<3

gang-aji napisał/a:
Stali tak bardzo, bardzo długo. Ona powoli uspokajała się, słuchając miarowego bicia jego serca, a on, przypomniawszy sobie, że mówiła mu kiedyś o tym, że gdy jest jej źle, pomaga jej jego głos, nucił jej do ucha proste, spokojne piosenki.
- awwwwwwww jedna z najsłodszych scen<33

Przepraszam, że dopiero teraz przeczytałam... jak zwykle czytało się mega cudownie <333333

gang - aji czekam z niecierpliwością na kolejne części, a czytając serio czuję się jak bym oglądała dobrą dramę z Hee i Magdą :):)

P.S... a jak się kiedyś w przyszłości spotkamy na jakimś zlocie, normalnie chyba poproszę Cię o autograf:):):) :mrgreen:

Pozdrawiam cieplutko <333
_________________
Ostatnio zmieniony przez Katy 2017-06-15, 17:55, w całości zmieniany 2 razy  
 
 
gang-aji 
Królowa fandomu


Fav Pairing: Leeteuk + zmarszczki
Kocham SuJu od: 14.05.2010
Wiek: 26
Dołączyła: 18 Lip 2011
Posty: 385
Skąd: Gorzów Wlkp.
Wysłany: 2017-08-10, 04:59   

Aaaaa, przepraszam, że dopiero po miesiącu kolejny rozdział, nie mam nic na swoje usprawiedliwienie :< z jakiegoś powodu tę część pisało mi się bardzo opornie... ale jakoś to pokonałam i jest! Obym dała radę następny napisać jakby szybciej... :")

Katy napisał/a:
a jak się kiedyś w przyszłości spotkamy na jakimś zlocie, normalnie chyba poproszę Cię o autograf:):):)
spoko, już zaczynam ćwiczyć zamaszysty, artystyczny podpis! ;DD
Katy napisał/a:
Hee jest tutaj - taki, taki cudownie kochany...
ciesze się, że wychodzi mi kreowanie go w ten sposób, chociaż mam nadzieję, że ta kochaność nie jest zbyt przerysowana... :")




7. ...gdybyś się zarumieniła?



Jakoś tak wyszło, sam do końca nie wiedział jak, że stała się u niego częstym gościem. Początkowo rzeczywiście traktował ją jak kogoś, kogo trzeba ugościć, ale potem jej obecność stała się tak naturalna, że ostatecznie przestał.

Przychodziła wypełnić jego lodówkę i brzuch różnymi smacznymi rzeczami, pobawić się ze zwierzętami, ale przede wszystkim pojawiała się, by spędzić z nim choć trochę czasu.

Oczywiście, zdarzało się tak, że to on przyjeżdżał do niej, ale wolał, gdy było odwrotnie, zresztą miał ku temu konkretny powód. Od jakiegoś czasu krążyła plotka, że zatrudnił ją jako pomoc domową i jak się zdawało wszyscy, nawet niektórzy znajomi, wydawali się w to wierzyć.

Gdy usłyszał o tym od sąsiadki z naprzeciwka po raz pierwszy, myślał, że stroi sobie z niego żarty. Zaczepiła go jeszcze w windzie, pytając, dlaczego pomaga mu biała kobieta, która pewnie nie zna żadnych koreańskich zwyczajów związanych z utrzymywaniem mieszkania w porządku – Heechul zastanawiał się, jakie niby zwyczaje miałyby istnieć w związku z pracami domowymi, ale nie odzywał się, nie chcąc urazić starszej pani.

– A już na pewno – ciągnęła kobieta – nie ma zielonego pojęcia o koreańskiej kuchni. No, chyba że szanowny sąsiad woli zachodnią… – staruszka wzruszyła ramionami, pożegnała się, po czym opuściła windę, zostawiając Heechula z miną prawdziwie zirytowanego i zdezorientowanego człowieka.

Niestety nie zdążył jej wyjaśnić, jak bardzo się myliła.

W rzeczywistości Magda bardzo rzadko – właściwie to prawie w ogóle nie przygotowywała potraw innych niż pochodzących z jego kraju. Co prawda, próbowali ostatnio przyrządzić razem porządny japoński ramen, ale polegli z kretesem, ich zupa prawie w niczym nie przypominała oryginału.

Heechul westchnął. Nie mieściło mu się w głowie, że ta staruszka – że ktokolwiek! – mógł uważać, iż jego przyjaciółka ma prawo wstępu do jego domu tylko w przypadku, gdy była jego pomocą domową…! Dlaczego nie wpadli na to, spędzała u niego tyle czasu, bo zwyczajnie tak bardzo się lubią? Czy to dlatego, że nie była jego ideałem kobiety – długonogą, szczupłą modelką o łabędziej szyi ani nie przypominała żadnej z jego koleżanek z branży rozrywkowej? Pewnie tak.

Był z tego powodu naprawdę wzburzony. Nie potrafił przestać o myśleć o tej sprawie i gdy Magda zapytała go, dlaczego wciąż buja w obłokach, opowiedział jej o sytuacji w windzie. Wspomniał też o dziwnych komentarzach znajomych, które były w podobnym tonie, co słowa starszej pani.

Słuchała go z zadziwiającym spokojem, a kiedy skończył, po prostu się do niego uśmiechnęła.

– Może to i lepiej, że wszyscy tak na to patrzą... – skwitowała całą sprawę jednym zdaniem. – Sam widzisz, że dzięki temu nie mamy problemu ani z czepiającymi się zazdrosnymi fankami, ani tym bardziej z szukającymi taniej sensacji mediami.

Chcąc nie chcąc, Hee musiał przyznać jej rację. Żadne sasaengi nie nękały go bardziej niż zwykle, a i papparazzi "Dispatcha" tez jakoś nie kręcili się wokół nich, wiec raczej nie musiał bać się wybuchu jakiegoś głupiego skandalu. Taki obrót spraw rzeczywiście miał swoje dobre strony.

– Może... – zgodził się niechętnie – ale... – urwał nagle, nie wiedząc, w jaki sposób sformułować pytanie, które miał właśnie zadać.

– Tak?

– Nie czujesz się tym… urażona? Ja na twoim miejscu wkurwiłbym się nie na żarty…

– Nie wiem… – zastanowiła się – chyba nie – wzruszyła ramionami. – W sumie to nawet rozumiem tych wszystkich ludzi. Skąd mogą wiedzieć, że w tych torbach, które ze sobą taszczę, jedzenie to tylko ⅓ zawartości, a reszta to książki i inne pierdoły…?

Heechul przytaknął i zaśmiał się pod nosem. Rzeczywiście, ta kobieta prawie nigdy nie przychodziła z pustymi rękami. Powieści w trzech językach – w koreańskim, polskim i angielskim, plus słowniki – koreańsko-angielski i angielsko-polski to była podstawa. Początkowo w ogóle nie rozumiał, dlaczego aż tak komplikuje sobie życie i próbował przekonać do tego, by zmieniła sposób uczenia się, ale po jakimś czasie odpuścił, mocno ufając, że jego przyjaciółka w ten sposób rzeczywiście najłatwiej przyswaja sobie oba języki obce. Czasem przynosiła też notatnik, dumnie nazywany przez siebie bullet journalem, taśmy, naklejki, jakieś kartki i spędzała czas na ozdabianiu i zapełnianiu kolejnych kartek różnymi dziwnymi rzeczami. Zdarzało mu się nawet pomagać – była wtedy zachwycona jak mała dziewczynka i najwyraźniej nie zauważała, że robił to, bo inaczej umarłby z nudów. Raz nawet przyniosła farby, pędzle, dwa spore płótna i niemal zmusiła go do wspólnego malowania. Najpierw nie chciał się zgodzić, bo wolał sobie w coś pograć, ale potem tak się wciągnął, że żadna siła nie była go w stanie oderwać od malowania.

Cóż, jeśli ktokolwiek zobaczyłby, co tak naprawdę robią w jego mieszkaniu, od razu porzuciłby myśl o Magdzie jako o pomocy domowej. Może nawet uznałby, że to ona jest sprawczynią chaosu i nieporządku, który tworzył się zupełnym przypadkiem, a który to głównie on właściwie sprzątał. Ale tylko dlatego, że wyznawał zasadę, według której w jego mieszkaniu sprząta tylko on. Co dodatkowo pokazywało, jak niedorzeczna była krążąca dokoła plotka.

– Zresztą, wszyscy chyba notorycznie zapominają o twoich okropnych pustkach w lodówce… Gdybym sama tego jedzenia nie przyniosła i nie przygotowała, to oboje umarlibyśmy z głodu albo wydali fortunę na fastfoody.

– A tak to zejdziemy z tego świata przez zatrucie pokarmowe – Heechul postanowił odrobinę się z nią podroczyć.

– Eeej, bez przesady! – obruszyła się i chociaż nie wyglądała na obrażoną, to wydawało mu się, że na jej twarz wstąpił lekki rumieniec, co w połączeniu z wpatrującymi się w niego dużymi, jasnymi oczami i ustami delikatnie wygiętymi w podkówkę czyniło ją niewypowiedzialnie uroczą. Ten widok tak bardzo przypadł mu do gustu, że przekomarzał się z nią przez resztę dnia tylko po to, by się nim nacieszyć. Zachowywał się jednak bardzo ostrożnie – wciąż jeszcze nie był pewien, jak daleko mógł się posunąć w swoich żartach.

Na szczęście reagowała na jego zaczepki z wrodzoną łagodnością, raz na jakiś czas rzucając tylko kąśliwymi uwagami w jego stronę. Głównie śmiała się, że zachowuje się tak dziecinnie, jak jej dużo młodszy brat jeszcze do niedawna. Nic dziwnego, skoro posuwał się do takich rozwiązań, jak wsypywanie jej łyżek soli do herbaty czy przekładanie zakładek z jednej części książki do innej. Żarciki te, choć zabawne i nieszkodliwe, nie dawały jednak wymiernych efektów – Heechul pragnął widzieć ją zmieszaną, z zaróżowionymi policzkami i oczami wyrażającymi totalne zagubienie, choć jej roześmiana twarz była jak miód na jego serce.

Zmienił więc taktykę. Prawie przestał działać spontanicznie, duża część jego projektów była choć częściowo przemyślana. Heechul w duchu śmiał się sam z siebie, rzeczywiście czując się jak dzieciak z podstawówki dokuczający dziewczynie, która mu się podobała. Miał wrażenie, że między ciągnięciem biednej koleżanki za włosy a jego własnym zachowaniem nie ma większej różnicy i pokazywało jedynie, jak bardzo, mimo swojego wieku, jest jeszcze niedojrzały. No, ale co zrobić, skoro w nagrodę dostawał najśliczniejszy widok świata?

Nie umiał powstrzymać się przed pozorowaniem, że Magda niechcący coś gubiła, psuła lub bardzo się co do czegoś myliła, choć czasem balansował na krawędzi. Kilka razy nawet jego przyjaciółka o mały włos się na niego nie wściekła, ale ryzyko niepowodzenia sprawiało, że starał się jeszcze bardziej.

Tego dnia miał ochotę na jakąś drobną psotę, nic skomplikowanego. Po kilku godzinach nagrywania programu nie miał siły na planowanie i dopracowywanie szczegółów, liczył na swoją wysoko rozwiniętą umiejętność spontanicznego wymyślania głupot, którą przez lata dane mu było pielęgnować dzięki przynależności do nie do końca normalnej ekipy zespołu Super Junior.

Problem w tym, że kobieta nie była w zbyt dobrym humorze. Na początku myślał, że skoro jak katarynka trajkotała o tym, co ostatnio wydarzyło się w wydawnictwie, z którym współpracowała, to musi być mocno podekscytowana, ale szybko zauważył, że nie w tym rzecz. Swoim nagłym gadulstwem próbowała zamaskować podły nastrój. Widział to w jej zastygłej twarzy, gdy na moment przestawała mówić, słyszał to w jej głosie, gdy odpowiadała na pytania, które jej zadawał, dostrzegał to też w oczach spoglądających na niego z jakimś dziwnym smutkiem.

Nie chciał widzieć jej takiej, postanowił więc, że poprawi jej humor za wszelką cenę, co było jednocześnie łatwe i niezbyt łatwe. Rozbawienie jej na chwilę nie wymagało od niego niemal żadnego wysiłku, schody zaczynały się dopiero, gdy próbował sprawić, żeby rozpogodziła się na dobre.

Oczywiście, mógłby zapytać, co się stało i jak może sprawić, by poczuła się lepiej, ale takie proste rozwiązania nie były dla niego – miał przed sobą wyzwanie i podejmował się go jak na prawdziwego mężczyznę przystało – po omacku i w zupełnej tajemnicy. Nikt nie mógł się dowiedzieć, dlaczego tak się zachowywał. Nikt.

– Heechul, czy możesz już przestać mnie rozśmieszać na siłę? Od dziesięciu minut czytam to samo zdanie. Ma cztery słowa, a i tak nie wiem, o co w nim chodzi, bo mnie rozpraszasz…

No nie. Został rozpracowany.

– Ale…

– Brzuch już mnie boli, jutro pewnie pojawi mi się sześciopak od tego śmiechu – otarła łzę, która pojawiła się w kąciku oka – ale jak tak dalej pójdzie, to nie dowiem się, co mam dalej zrobić z tymi produktami i obiad zjemy najwcześniej o północy…

Może jednak zapytanie jej wprost nie było aż tak złą opcją. Nie bez przyczyny mówi się przecież, że proste rozwiązania są najlepsze. Nawet, jeśli strasznie nudne.

Jednak powinien być możliwie najbardziej delikatny i taktowny.

– Wyglądasz na przybitą.

– Wcale nie, przecież… – nie dokończyła, bo wszedł jej w słowo.

– Widzę, że udajesz. Co się stało?

Cóż. Coś znowu mu nie wyszło. Spróbuje być subtelny następnym razem, a teraz, skoro już wyszło, jak wyszło, pociągnie to do końca. O ile to uparte dziewczę mu na to pozwoli, oczywiście.

– Nic szczególnego – spojrzała na niego raz, przelotnie, po czym wzruszyła ramionami – Naprawdę nic.

Powinien był się zamknąć i dać sobie spokój. Powinien. A mimo to dalej naciskał, chociaż podświadomie czuł, że to do niczego nie doprowadzi. Ona była zawzięta, ale równie zawzięty był też i on, więc nie byli w stanie dojść do konsensusu. Ktoś w końcu musiał odpuścić. I to z pewnością nie będzie on. Czuł, że kobieta ukrywa przed nim coś ważnego i choć wiedział, że nie powinien ciągnąć jej za język, nie potrafił się powstrzymać przed wierceniem jej dziury w brzuchu. Wszystko dlatego, że najzwyczajniej w świecie się o nią martwił.

– Heechul, proszę, daj już spokój…

– Nie dam – nie mógł uwierzyć, że miał w sobie tyle przekory.

– Proszę. Naprawdę nic się nie dzieje, wstałam dziś po prostu lewą nogą, dobra? Jak naprawdę coś się stanie, to obiecuję, że ci powiem – nie patrzyła na niego; udawała, że jest bardzo zajęta nakładaniem jedzenia na talerzyki. Jej zachowanie ciągle wskazywało na to, że coś ukrywała, za co był na nią trochę zły, ale nie mógł zrobić nic innego, jak tylko uwierzyć jej na słowo.

– Na pewno? Obiecujesz?

– No przecież mówię.

Pokiwał głową. Wyglądało na to, że nauczy się przy niej cierpliwości ­– jednej z kilku przydatnych cech, których nie posiadał prawie w ogóle, a której zawsze ludziom bardzo zazdrościł.

W trakcie posiłku panowała między nimi dość niezręczna cisza aż do momentu, w którym na jednym z talerzyków został tylko jeden kawałek roladki z jajek*, na które najwyraźniej oboje mieli ochotę.

Przez chwilę oboje mierzyli się wzrokiem a potem, jakby na zawołanie, w tym samym momencie sięgnęli po ostatnią porcję jajka, wciąż na siebie patrząc. Magda wyglądała tak, jakby nie zamierzała odpuścić, on zresztą też nie chciał przegrać chociaż na tym polu. Przez chwilę w pomieszczeniu słychać było tylko szczęk obijających się o siebie metalowych pałeczek, aż w końcu kobieta nie wytrzymała i zaczęła się śmiać. Sekundę później śmiał się również on.

– Jedz, na zdrowie – skapitulowała.

– Yes, wygrałem! – uniósł tryumfalnie ręce, a potem pogratulował sam sobie nieco wykoślawionym uściskiem dłoni.

Kobieta wstała, by pozmywać naczynia. Zabrała ze stołu puste miseczki i talerze i włożyła je do zlewu. Heechul przyglądał się jej, nucąc pod nosem. Nagle wstał i podszedł do Magdy, oferując pomoc, ale machnęła na niego ręką. Zauważył, że podwinięty wcześniej rękaw jej błękitnej koszuli zsunął się i miał odrobinę mokry mankiet.

Los dziś się do niego uśmiechnął, podsuwając mu pod nos najbardziej sztampowy i najczęściej używany trop we wszystkich romansidłach. Byłby skończonym idiotą, gdyby z tej okazji nie skorzystał.

– Ach, ty małe, niezdarne stworzenie – szepnął, stojąc tuż nią i objąwszy ją ramionami, oparł podbródek na jej prawym obojczyku. Kobieta westchnęła cichutko, kiedy jego palce muskały jej skórę, gdy podwijał rękaw koszuli. On sam próbował zachowywać się tak, jakby ten dotyk nic dla niego nie znaczył, jakby jej bliskość nie powodowała u niego przyspieszonego bicia serca.

– Dzięki – mruknęła. Brzmiała jak mały, zawstydzony kociak, którym koniecznie trzeba się zaopiekować i Heechul nie mógł – czy raczej nie chciał – wypuszczać jej jeszcze z objęć.

– Do usług, kwiecie mojej duszy – subtelnie nawiązał do ich wyjazdu w góry, dziękując wszystkim nieistniejącym bóstwom za to, że mógł mówić takie rzeczy, nie wzbudzając przy tym żadnych podejrzeń.

Magda kończyła właśnie płukanie ostatniej porcelanowej miseczki. Niedobrze. Musiał zrobić coś, co sprawi, że ta chwila potrwa choć odrobinę dłużej.

Niemal w ostatniej chwili wyrwał jej naczynie z ręki.

– Hej, co ty tak nagle…? – odwróciła się, oburzona. Zerknęła najpierw na niego, potem na miskę, trzymaną przez niego w wyciągniętej ręce tuż nad jej głową i znów na niego.

Wzruszył ramionami i wyszczerzył zęby w uśmiechu.

– Sięgnij sobie.

– Bardzo śmieszne – pokręciła głową – …a! – wzdrygnęła się niespodziewanie, przykładając dłoń do szyi. Heechul podążył za nią wzrokiem i zrozumiał, skąd to zachowanie. Kilka kropel skapnęło na jej kark i spłynęło aż do dekoltu.

Dopiero wtedy to zauważył. Od jej jasnej koszuli w kolorze nieba odpięło się nieco zbyt wiele guzików, odsłaniając znaczną część dużych, wspaniałych piersi.

Wiedział, że powinien odwrócić wzrok, ale był zbyt zaskoczony i zbyt zachwycony, by zareagować jak na dżentelmena przystało.

Przemknęło mu przez myśl, że musi któregoś dnia napisać odę do kobiecych piersi, zakopać jej prawdziwe znaczenie pod stertą metafor i wcisnąć do kolejnego albumu M&D.

Kobieta zdawała się nie wiedzieć o małej usterce swojej garderoby, ale gdy tylko zrozumiała, dlaczego Heechul tak nagle stracił zainteresowanie naczyniem, który już dawno odłożyła do zlewu i dlaczego bez powodu wpatruje się w jej dekolt, spłonęła potężnym rumieńcem. Była sparaliżowana wstydem; próbowała coś powiedzieć, ale zabrakło jej słów.

Spojrzał na jej śliczną, zawstydzoną twarz i był pewien, że jeszcze chwila i umrze z miłości.

Tyle zachodu, tyle myślenia, planowania i drażnienia się z nią… a wystarczyło tylko… wystarczyło tylko kilka odpiętych w odpowiednim miejscu guzików, by uzyskać efekt, o jakim marzył!

Uśmiechnął się delikatnie.

Wszystko fajnie, ale jeszcze chwila i zrobi się niezręcznie nie do wytrzymania. Musiał coś z tym zrobić.

– No i widzisz, co ja z tobą mam, dziecinko… – powiedział drżącym, odrobinę zachrypniętym głosem. Miał nadzieję, że kobieta tego nie wyłapała i nie domyśliła się, że był równie zawstydzony całą sytuacją, co ona.

Czuł, że drżą mu ręce, gdy wpatrując się w jej oczy powoli, bardzo powoli zaczął zapinać jej koszulę.

Magda poruszyła się niespokojnie, odzyskując trzeźwość myślenia. Chciała resztę guzików zapiąć samodzielnie, ale syknął z dezaprobatą, więc po chwili namysłu posłusznie cofnęła dłonie.

Nie mógł uwierzyć, że mu na to pozwalała. Nie mógł uwierzyć, że wytrzymała jego spojrzenie. Nie mógł uwierzyć, że jeszcze jej nie pocałował.

Nie miał pojęcia, jak długo trwałaby jeszcze ta chwila, gdyby nie przerwał jej głośny dzwonek telefonu, zupełnie wytrącając go z równowagi. Ktokolwiek to był, od tego momentu zostanie jego wrogiem numer jeden.

Heechul westchnął i ruszył w kierunku salonu, z którego dobiegała melodia. Przystanął jednak przy wyjściu z kuchni, cofnął się i jeszcze raz przelotnie spojrzał kobiecie w oczy.

– Tak naprawdę wolałbym tę koszulę rozpinać… – szepnął jej na ucho, a potem, nie czekając na jej reakcję, pomknął do salonu z prędkością, o jaką nigdy by się nie podejrzewał i z sercem, które o mało nie wyskoczyło mu z piersi.

– Halo? – odebrał telefon, ale nie mógł się skupić ani na tym, kto dzwoni, ani tym bardziej po co.

Co ta kobieta z nim robiła…!



_________________

*zastrzelcie mnie, nie miałam pojęcia jak porządnie przełożyć na polski 계란말이
_________________
 
 
Katy 
SuJu forever:)


Ulubieniec z SJ: Wszyscy bez wyjątku:)
Lover: Donghae, Sungmin (zaraz po Hae ) <3
Fav Pairing: EunHae, KyuMin, EunTeuk(za Sukirę)
Kocham SuJu od: listopad 2012
Wiek: 34
Dołączyła: 15 Sty 2014
Posty: 492
Skąd: Polska
Wysłany: 2017-08-21, 00:38   

No w końcu się dorwałam i żałuję , że tak późno , to było piękne <333

Zresztą, spodziewałam się tego po Tobie - gang - aji :);) <3

Ojo joj, robi się gorąco :):).. Podoba mi się to... uwielbiam tę dramę <333 :)

A może by tak w którymś z odcinków pojawił się Hae ? , choćby gościnnie ... i taka np... Katy :P:P < mam pomysła na to... Katy może się pojawić jako Twoja koleżanka z Polski... z wydawnictwa :P >... :D

Wierzę w Ciebie < jak by co mam 1.57 wzrostu i krótką fryzukę... czarne włoski, brązowe oczy > :P:P...

Pfff no to Ci walnęłam zadanie teraz.... :D:D:D, wierzę, że wybrniesz :D....

Pozdrawiam serdecznie, najwierniejsza fanka Twoich tłito dram <333
_________________
Ostatnio zmieniony przez Katy 2017-08-21, 00:47, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
gang-aji 
Królowa fandomu


Fav Pairing: Leeteuk + zmarszczki
Kocham SuJu od: 14.05.2010
Wiek: 26
Dołączyła: 18 Lip 2011
Posty: 385
Skąd: Gorzów Wlkp.
Wysłany: 2017-10-29, 04:33   

Przepraszam za tak długą przerwę... nie był to łatwy rozdział do napisania. Ale jest i jest dłuższy niż poprzednie, więc... miłej lektury.
PS - przyczajeni czytelnicy proszeni są o ujawnienie się
PS 2 - Katy, na komentarz odpowiem przy okazji 9. rozdziału, w chwili, gdy to piszę jest 4:30, pisałam całą noc i teraz naprawdę brak mi sił ;)






8. ...gdyby dowiedział się, że jesteś w szpitalu/chora/etc?


– O matko, co to za wstrętne wory pod oczami, znów spędziłeś całą noc na pykaniu w gry? ­– kobieta, która prawie każdego dnia zajmowała się jego makijażem zacmokała z dezaprobatą.

Heechul przyjrzał się swojemu odbiciu w lustrze. Zamontowane wokół niego żarówki oświetlały jego zmęczoną twarz bezlitośnie jasnym, białym światłem.

– Po prostu dbam o to, żebyś nie straciła pracy ­– rzucił nonszalancko, zakładając nogę na nogę i puszczając do wizażystki oko. – Czytałem książkę – dodał już dużo mniej odważnie, nie rozumiejąc, czego tak właściwie się wstydzi.

– Co robiłeś? – zaśmiała się kobieta, aplikując mu korektor pod oczami. Nie uwierzyła.

– Czytałem książkę – powtórzył powoli. Przymknął powieki, licząc że ta dyskusja za moment się skończy i będzie mógł się zdrzemnąć. Zapach kosmetyków i delikatnych, damskich perfum działał na niego kojąco, niósł zapewnienie o chwili wytchnienia między mnożącymi się występami i nagraniami.

– Znów? – zdziwienie w głosie kobiety wcale go nie zaskoczyło. Znała go ponad dekadę i wiedziała, że to nie było w jego stylu.

– Mhm – odparł od niechcenia. Chętnie by jej wszystko wytłumaczył, ale w pomieszczeniu było ciepło, czarny, skórzany fotel na kółkach miękki i wygodny, lecąca w tle muzyka łagodna i uspokajająca... wszystko to sprawiało, że nie chciało mu się otwierać ust.

– To już druga książka w tym miesiącu! Co ci się stało tak nagle?

Nic nie powiedział, uśmiechnął się jedynie, wracając myślami do dnia, w którym po raz kolejny znalazł na klawiaturze komputera mały prezent od Magdy.

„Przeczytaj, jeśli nie chcesz zginąć" – groziła mu z przyczepionej do okładki samoprzylepnej karteczki w kształcie księżyca w pełni.

Westchnął. To by było na tyle, jeśli chodziło o wspaniały wieczór przy grach i anime.

Nie miał serca po raz kolejny sprawiać przykrości swojej europejskiej przyjaciółce. Ostatnim razem nawet nie spojrzał na to, co zostawiła mu na biurku, choć nie zrobił tego w złej wierze. Po prostu odłożył książkę na bok, a potem niechcący o niej zapomniał. Nie zauważył też, że Cherry zrobiła sobie z niej zabawkę i idealne narzędzie do podgryzania i zatapiania w nim kocich pazurów. Potem okazało się, że dała mu do przeczytania swoją pierwszą powieść, która niedługo miała się pojawić na koreańskim rynku.

Rozczarowanie, jakie zobaczył w jej oczach, gdy zobaczyła postrzępione strony swojego dzieła zabolało go bardziej niż policzek, który mu potem wymierzyła i za który ze łzami w oczach przeprosiła kilka minut później.

Powinien był wtedy od razu błagać o wybaczenie, ale zamiast tego tylko się na nią wściekł. Nie podobało mu się, że ciągle za coś przepraszała, a już na pewno nie powinna tego robić w tym wypadku. To on był wszystkiemu winny i to on powinien się teraz kajać. Wygarnął jej to wszystko, a ona po prostu się z nim zgodziła, co zirytowało go jeszcze bardziej. Pierwszy raz widział kogoś, kto tak bardzo nie potrafił się porządnie pokłócić i to zbiło go z tropu.

Ostatecznie wszystko jakoś udało się rozwiązać – Magda przyniosła mu kolejną kopię książki, którą tym razem przeczytał od deski do deski i to nawet dwa razy, a on w ramach zadośćuczynienia przez tydzień wysyłał do jej mieszkania ogromne bukiety kwiatów, do których dołączał kartki z różnymi fragmentami „Sorry sorry", choć kobieta już następnego dnia wyraźnie zaznaczyła, że nie jest na niego dłużej zła ani za niedopilnowanie manuskryptu, ani za to, że na nią nakrzyczał. Zrobił to jednak dla spokoju sumienia. Chciał odpokutować za to, że tak nieładnie zachował się względem niej.

Teraz robił wszystko, żeby już nigdy tego błędu nie popełnić. Nie było to zresztą takie trudne, ponieważ okazało się, że jej proza jest całkiem interesująca – jak na prozę (i to prozę kierowaną głównie do kobiet) oczywiście.

– Heechul? – wizażystka wyrwała go z zamyślenia, mało delikatnie szczypiąc go w ramię.

– Co?! – wykrzyknął zirytowany. – To bolało...!

– Sorry, myślałam, że śpisz. Telefon brzęczy ci od jakiegoś czasu, a ty nic... miałam nic nie mówić, ale brzęczy i brzęczy, to chyba coś ważnego.

Heechul sięgnął po swojego smartfona. Magda. Czego mogła chcieć o tej porze i tak nagle? Mimo, że oboje nie mieli dokładnie ustalonych godzin pracy, to jego grafik zmieniał się częściej i zdecydowanie rzadziej mógł odbierać telefony, więc to on zazwyczaj kontaktował się z nią pierwszy, żeby ustalić szczegóły spotkania albo by po prostu pogadać...

– No co tam? – starał się brzmieć możliwie spokojnie, żeby przyglądająca mu się coordi noona nie nabrała dziwnych podejrzeń co do jego rozmówczyni, ale i tak nie potrafił powstrzymać delikatnego uśmiechu, gdy usłyszał jej głos.

– Nie przeszkadzam? Możesz rozmawiać?

– Malują mnie.

– A. To ja ten... może potem...

– Daj spokój, mów. Stało się coś?

– Możemy się dziś spotkać? Wiem, że masz dziś nagrania i nie powinnam, ale gdybyś mógł po tym wszystkim chociaż na pięć minut... jeśli będziesz zbyt zmęczony, to rozumiem, no, ale gdybyś mógł, to byłoby super...

– Jasne. Zadzwonię do ciebie jak skończę, okej?

– Okej... ale na pewno możesz? Nie masz umówionego jakiegoś spotkania?

– Masz szczęście, mieliśmy iść z całą ekipą pić po nagraniach, ale przenieśliśmy to na za tydzień. Także czekaj na mój telefon i do zobaczenia! – prawie cmoknął do słuchawki na pożegnanie, jak to czasem robił dla śmiechu, ale w porę przypomniał sobie, że jest obserwowany. Rozłączył się bez zbędnych ceregieli. Westchnął, starając się, by brzmiało to jak najmniej podejrzanie. Miał nadzieję, że zdobywane przez lata umiejętności aktorskie i tym razem go nie zawiodą; tyle razy uratowały mu tyłek, że i w tym wypadku powinny.

­– Jak to się dzieje, że ludzie wytrzymać bez ciebie nie potrafią, to ja naprawdę nie mam pojęcia – wizażystka uważnie przyjrzała się jego twarzy tuż po tym, jak nałożyła na nią cieniutką warstwę pudru.

– Piękne oblicze plus nieodparty urok osobisty, moja droga – wzruszył ramionami z zadziorną, zuchwałą miną, która uchodziła na sucho tylko jemu, Kim Heechulowi i to tylko dlatego, że miał rację.

– Skoro tak twierdzisz... – kobieta miała najwyraźniej inne zdanie na ten temat... albo po prostu jak zwykle się z nim droczyła. – Dobra, gotowe, możesz już iść łamać ludziom serca.

– Dzięki – Hee podniósł się z fotela, puścił do kobiety oczko i wyszedł z pomieszczenia w podskokach, śpiewając jedną ze swoich ulubionych piosenek na całe gardło.

Myśl o tym, że po pracy zobaczy się z Magdą, za którą zdążył już okropnie zatęsknić dodawała mu energii i wprawiała niemal w euforię. Przed wejściem na plan Knowing Brother wręczył managerowi swój telefon, bojąc się, że co pięć minut będzie po niego sięgał by sprawdzić, czy nie dostał od swojej europejskiej przyjaciółki jakiejś miłej wiadomości. Ale to i tak było za mało, by sprawić, żeby zachowywał się tak, jak zawsze.

To natychmiast przykuło uwagę kolegów z programu.

– Nasz Heechul chyba się dziś widzi ze swoją dziewczyną – podpuszczał go Kang Hodong, widząc swojego młodszego kolegę całego w skowronkach.

– Żebym to ja jeszcze jakąś miał – odparł przesadzonym głosem cierpiętnika. Nie mógł przecież przytaknąć, nie chciał wywołać zamieszania w mediach. Zresztą, wcale nie kłamał, on i Magda nie byli przecież razem.

– Chcesz nam wmówić, że to nie jest twarz zakochanego faceta? – prychnął Seo Janghoon, spoglądając na niego z politowaniem.

Jego współpracownicy najwyraźniej nie zamierzali odpuszczać, a do tego całkiem dobrze się bawili. Heechul wcale im się nie dziwił, po pierwsze tradycją programu było to, że członkowie dogryzali sobie nawzajem na wizji przy każdej możliwej okazji, a do tego szansa, by go przyszpilić nie zdarzała się zbyt często, ponieważ, wbrew pozorom, jakie mógł stwarzać, dbał o swój image jak mało kto.

Hee sięgnął po niewielkie, zdobione lusterko, które zawsze miał schowane w schowku pod ławką i przyjrzał się sobie dość przelotnie. Ale nawet to wystarczyło, by stwierdzić, że jego sunbae mieli rację – zdecydowanie wyglądał na zakochanego. Duże, czekoladowe oczy błyszczały jakimś dziwnym światłem – i nie była to zasługa nowych reflektorów – to światło pochodziło gdzieś z wewnątrz. Zupełnie tak, jakby oczy rzeczywiście były reprezentacją tego, co kryje się w jego sercu. Policzki miał nieco rumiane, mimo że były przecież pokryte kremem bb i przyprószone pudrem.

Ale najbardziej zdradzał go ten uśmiech. Z pewnością nie był to jego typowy, głupi wyszczerz klasowego cwaniaczka, jakiego w tym programie zgrywał. Miał w sobie tak dużo łagodności, że mógłby nią obdarować cały budynek telewizji. A może i ze dwa budynki.

Całe jego oblicze wręcz krzyczało: „mój Boże, czy można być bardziej szczęśliwym, bardziej zakochanym niż ja?"

– Nie mam pojęcia, o co wam chodzi – zaprzeczył wbrew wszystkiemu, co zobaczył, przyglądając się sobie w lusterku. – Chcecie namiary na mojego okulistę? I na psychiatrę, tak przy okazji?

Koledzy jeszcze przez chwilę sobie z niego pożartowali, ale potem na planie pojawili się goście odcinka, więc cała uwaga skupiła się już tylko na nich.

Problem tkwił jedynie w tym, że Heechul za nic w świecie nie potrafił w stu procentach wczuć się w rolę. Wszystko go rozpraszało, lecz mimo tego starał się, by nie zauważyli tego ani goście, ani tym bardziej PD, bo inaczej miałby przechlapane.

Jego koledzy mieli w zwyczaju od czasu do czasu zerkać w stronę ekipy technicznej, on jednak zazwyczaj się tym nie przejmował, ale tego dnia było zupełnie inaczej. Raz po raz spoglądał na managera, ciekaw czy zareaguje na jego rozproszenie, ale nie widział w jego zachowaniu niczego nietypowego.

Heechul odrobinę się rozluźnił i przez następne pół godziny wszystko jakoś szło... dopóki kątem oka nie zauważył, jak manager odbiera telefon, który chyba był zostawionym mu na przechowanie smartfonem Hee.

Poczuł się nieswojo. Nie dlatego, że hyung odbiera jego telefon – zdarzało się to już parę razy, szczególnie gdy notorycznie wydzwaniały do niego sasaengi lub inni ludzie pragnący uprzykrzyć mu życie, a on akurat nie miał czasu się z nimi wykłócać. Nie. Poczuł się nieswojo, bo... bo... właściwie nie wiedział, dlaczego. Może to z powodu, że manager miał taką minę, jakby stało się coś nie do końca dobrego.

Obserwował, jak manager kończy rozmowę i szepcze coś na ucho stojącej obok stylistce. Ona z kolei pokiwała tylko głową i utkwiła w Heechulu smutne spojrzenie, którego znaczenia nie potrafił się domyślić. Zrozumiał tylko, że musiało stać się coś złego. Zadrżał ze strachu. Nie podobała mu się ta cała sytuacja.

Mimo wszystko musiał do samego końca udawać, że wcale niczego nie zauważył. Mimo, iż miał wiele okazji, ani razu nie zapytał swojej stylistki, co się stało. Bał się, że gdy się dowie, nie będzie umiał wysiedzieć spokojnie na planie, a zepsucie odcinka przez jakieś prywatne sprawy to ostatnie, na co mógł sobie pozwolić.

Manager wrócił po paru godzinach, kiedy już ze wszystkim kończyli. Przestępował z nogi na nogę, nerwowo zerkając w stronę Heechula i posyłając mu zbolałe spojrzenia.

Gdy nagrania skończyły się już na dobre i wszyscy rozeszli się w swoje strony, Hee mógł w końcu zapytać, co u licha się wydarzyło, że jego staff patrzył na niego z takim współczuciem. Był na granicy paniki, ale ku jego własnemu zdziwieniu gdy się odezwał, brzmiał zupełnie spokojnie.

– Odebrałeś mój telefon, prawda hyung? Kto dzwonił? Coś się stało?

Zanim manager udzielił odpowiedzi, rozejrzał się uważnie dookoła. Wyglądało na to, że to, co miał do powiedzenia, nie mogło trafić do uszu osób postronnych.

– Słuchaj, jakiś czas temu ktoś uporczywie próbował się do ciebie dodzwonić. To był jakiś nieznany numer, więc starałem się go zignorować, ale ten ktoś był naprawdę zawzięty, więc w końcu się wkurzyłem. Odebrałem i... – mężczyzna przerwał na moment, próbując dobrać odpowiednie słowa – okazało się, że to telefon ze szpitala.

– Ze szpitala? Do mnie? Ale czemu? – To nie mogło wróżyć niczego dobrego. Takie telefony oznaczały, że komuś stała się krzywda... Zdenerwowanie zdawało się w nim rosnąć i rosnąć, ale słuchał uważnie dalej, pokonując trasę między studiem nagrań a parkingiem, która nagle wydawała mu się nieskończenie długa.

– Chodzi o tę twoją znajomą z Europy. No wiesz, tę pisarkę, o której tak ostatnio ciągle opowiadasz. Miała wypadek.

Heechul poczuł ogromny ból w okolicy serca. Zbladł. Czuł się tak, jakby ktoś rzucił nim o ścianę.

Ze wszystkich ludzi na świecie... dlaczego ona? Dlaczego wypadek? Mało w jego życiu było podobnych zdarzeń? Mało już z tego powodu wycierpiał, że jeszcze i to...? Dlaczego stało się to akurat dziś, kiedy mieli spędzić razem czas...? Dlaczego ona...?

Chciał coś powiedzieć, ale z jego ust nie wydobył się żaden dźwięk. Potrzebował wiedzieć więcej, ale manager milczał jak zaklęty, szukając po kieszeniach kluczyka do dużego, czarnego vana.

Nagle wezbrała w nim ogromna złość. Na siebie, że nie było go przy niej, na managera, że dopiero teraz mu o tym mówił, na stylistkę, która wcześniej nie pisnęła słówka, choć tylko ona wiedziała, jak zażyłe są jego relacje z Magdą i w końcu na świat, który znów próbował odebrać mu szczęście.

Otworzył drzwi do samochodu z taką siła, że o mało ich nie wyrwał. Przestraszona stylistka położyła mu rękę na ramieniu, chcąc go uspokoić, ale jeszcze bardziej go tym rozjuszyła.

– Spokojnie, dzieciaku.

– Jak mam być spokojny?! – wrzasnął.

Manager usiadł za kierownicą, upewnił się, że wszystkie drzwi są zamknięte i wszyscy mają zapięte pasy i dopiero potem zwrócił się do Heechula.

– Oddychaj. Pojechałem tam i dowiedziałem się, że nic poważnego jej się nie stało.

Hee spoglądał na niego podejrzliwie. Nie miał pewności, że manager mówi prawdę. Mógł przecież coś przed nim ukrywać, dla, jak to czasem mówił, jego własnego dobra.

– Skoro nic się nie stało, to po co dzwonili? – złość już mu przeszła, ale ogromny niepokój w sercu pozostał.

– Potrzebowali zgody na badania, ale nikt z jej listy kontaktów nie odbierał telefonu. Dopiero później dodzwonili się do jakiejś jej przyjaciółki. Nie mogłem tego zignorować, bo noona powiedziała, że zabijesz mnie, jeśli tam nie pojadę. Heechul, co cię łączy z tą kobietą? – manager zadał pytanie tak nagle, że Hee nie zdążył nawet przemyśleć odpowiedzi. Zresztą i tak nie miał do tego głowy, a poza tym, to najwyższa pora, by powiedzieć hyungowi o swoich uczuciach względem Magdy. Nic dobrego nie wyniknie z dalszego ukrywania tego faktu.

– Dużo – rzucił. – Coraz więcej.

Manager wydał z siebie głośne westchnienie.

– Nie mogę powiedzieć, żebym się nie domyślał...

– Mhm. Wiesz coś więcej na temat wypadku? Jak to się stało, że wylądowała w szpitalu?

– Heechul przestał powstrzymywać się od pokazywania emocji. Głos mu drżał, a w kącikach oczu zebrały się łzy. Był naprawdę zmartwiony i jeszcze bardziej przerażony.

– Wiem. Wybrałem się na miejsce, żeby załatwić formalności i inne takie i dowiedziałem się paru szczegółów. Ta twoja przyjaciółka została potrącona przez samochód – Hee wciągnął głośno powietrze przez usta. Z jednej strony nie chciał tego słuchać, ale z drugiej przecież musiał wiedzieć na co się przygotować. – Na szczęście nie odniosła poważnych obrażeń, o czym już ci wspominałem – podkreślił – bo samochód zaczął hamować jeszcze zanim pisarka wyszła nagle na jezdnię. Świadkowie zeznali policji, że zanim to się stało, wyszła z tego samego szpitala, do którego za chwilę wróciła wyglądając na mocno rozkojarzoną. Jakaś ahjumma powiedziała nawet, że widziała na jej twarzy ślady rozmazanego makijażu i że według niej, cytuję, „ta młoda dama musiała bardzo płakać". Także ostatecznie twoja znajoma potłukła sobie tylko trochę kości, ale nie ma żadnych złamań ani niczego takiego. Tylko...

Podczas całej wypowiedzi twarz Heechula mieniła się różnymi kolorami, od bladości strachu po pąs wściekłości aż po zieleń niepokoju. Słysząc wahanie w słowach hyunga, o mało nie rzucił się, by go udusić.

– Tylko co?! Mówiłeś, że wszystko jest w porządku! Hyung, do kurwy nędzy!

– Bo teoretycznie jest.

– Teoretycznie?!

– Chodzi o to, że twoja Europejka podczas upadku uderzyła głową o krawężnik czy coś takiego. I chociaż po wykonaniu szczegółowych badań nie wykryto ani krwotoku wewnętrznego ani niczego innego, to przez cały czas, jaki tam spędziłem, nie odzyskała przytomności i jakoś nie wyglądało na to, by miała się lada chwila obudzić. No, ale lekarze kazali się nie martwić na zapas, tak się podobno zdarza raz na jakiś czas i po prostu trzeba czekać.

Heechul poczuł, jak cała zawartość żołądka podchodzi mu pod gardło.

– Mam nadzieję, że właśnie mnie do niej wieziesz, bo jak nie... – wiedział, że grożenie managerowi jest niemądre i nie przyniesie mu korzyści, a na dodatek nie powinien się w ten sposób odzywać do kogoś, kto zajął się wszystkim w jego imieniu, ale nie umiał się opanować. Zależało mu tylko na tym, by jak najszybciej pojawić się u boku Magdy i osobiście upewnić się, że wszystko rzeczywiście jest w porządku.

Gdy tylko dotarli na miejsce, wyskoczył z auta, jakby coś się za nim paliło. Manager pognał za nim, rozglądając się na boki i modląc się w duchu, by do szpitala nie trafił nagle premier kraju lub inna ważna osobistość, której pojawienie się pociągnie za sobą tłumy fotoreporterów.

Heechul wiedział, że nie może wzbudzić niczyjego zainteresowania swoją osobą, ale nie był przecież duchem ani nie posiadał peleryny niewidki, więc skoro i tak nie miał jak się ukryć, równie dobrze mógł wejść do środka jak każdy inny człowiek. Skradanie się korytarzami i tak nic by nie dało.

Przekroczył próg szpitala i... zamarł. Odurzył go mocny i paraliżujący zapach środków dezynfekujących, a panujący w środku gwar wywołał w nim konsternację. Przypomniał sobie, że nie ma pojęcia, gdzie leży jego droga przyjaciółka oraz że nie może podejść sobie do recepcji jak gdyby nigdy nic i zapytać o to bez zwrócenia na siebie uwagi. Czuł się bezsilny i wściekły, że nawet w takiej sytuacji musiał zdać się na pomoc managera. Wysłuchał jego narzekań, a potem w ciszy obserwował, jak hyung rozmawia z pielęgniarką. Chwilę później dał mu się poprowadzić do odpowiedniej sali, jak małe dziecko posłusznie podążające za swoim rodzicem.

Z pomieszczenia wychodził właśnie lekarz, poprawiając zsuwający mu się z szyi stetoskop. Heechul doskoczył do niego w niecałą sekundę i zasypał pytaniami. Mężczyzna początkowo nie chciał niczego powiedzieć, nie wiedział bowiem, co łączy Hee z jego pacjentką, ale gdy manager wyjaśnił mu, kim są, zgodził się na krótką rozmowę. Niestety, doktor nie miał do powiedzenia niczego nowego poza tym, że Magda na szczęście odzyskała przytomność.

– Problem tkwi w tym, że pacjentka nie chce z nikim rozmawiać. Nie odpowiada na pytania, choć reaguje na głos, możemy więc wykluczyć utratę słuchu. Może być tak, że pani – lekarz spojrzał za siebie, sprawdzając trudne do zapamiętania zagraniczne imię i nazwisko – pani Magdalena wciąż jest w szoku, jednak osobiście uważam, że jej zachowanie jest wynikiem reakcji na to, czego dowiedziała się wcześniej od swojego lekarza – mężczyzna widocznie wahał się, jak wiele może powiedzieć – rozmawiałem już z nim i wydaje mi się, że moja hipoteza jest słuszna.

– O co chodzi, panie doktorze? Czy to coś poważnego?

– Przepraszam pana najmocniej, ale obawiam się, że nie mogę udzielić panu tej informacji, proszę o to zapytać pacjentkę osobiście, jeśli się panu uda. Jeśli jest tak, jak pan twierdzi i jesteście ze sobą państwo w bardzo dobrych stosunkach, być może będzie chciała z panem rozmawiać. Ja ze swojej strony mogę pana zapewnić tylko o tym, że roztoczymy nad panią Magdą opiekę psychologiczną, jeśli do jutra nic się nie zmieni – lekarz ukłonił się na pożegnanie i wrócił do swoich obowiązków, zostawiając Heechula jeszcze bardziej zdezorientowanego niż wcześniej.

Wyglądało na to, że jego przyjaciółka nie chciała się z nim spotkać dlatego, że potwornie się za nim stęskniła, ale dlatego, że stało się coś, z czym prawdopodobnie nie była w stanie poradzić sobie sama. Coś, na zaradzenie czemu nie wystarczała rozmowa przez telefon albo wiadomości na Kakao Talku.

Był jej teraz bardzo potrzebny.

Otworzył drzwi z pewnością i siłą i zdecydowanym krokiem wszedł do środka. W niedużej sali stały dwa łóżka, jedno z nich zajmowała jakaś drzemiąca starsza pani ze świszczącym oddechem i długimi, spiętymi w kok włosami w odcieniu spranego fioletu.

Na drugim, znajdującym się bliżej okna, siedziała Magda i wpatrywała się w niebo, które powoli nabierało koloru indygo. Odwróciła się dopiero, gdy cichym, drżącym od emocji głosem wymówił jej imię.

Twarz miała bez wyrazu; jej jasne oczy patrzyły na niego z chłodem, o jaki nigdy by jej nie podejrzewał. Nie zwrócił jednak na to uwagi, liczyło się jedynie to, że była bezpieczna.

Przemierzył malutki pokoik w kilku krokach i mając w nosie, że przy wejściu stoi obserwujący go manager, zamknął kobietę w mocnym uścisku.

Wyczuł, że jej ciało sztywnieje, a jej mięśnie się napinają, ale uznał, że była po prostu zaskoczona jego nagłym gestem.

– Nawet nie wiesz, jak bardzo się bałem... – wyszeptał jej do ucha – jak bardzo się o ciebie martwiłem... – wypuścił ją z objęć i delikatnie dotknął jej policzka. Wzdrygnęła się, ale niczego nie powiedziała. – Dobrze się już czujesz? Nic ci nie jest?

– Nic – odrzekła ciężkim, ochrypłym głosem po długim milczeniu, a potem poprosiła go, żeby już sobie poszedł.

Był odrobinę zaskoczony, ale stwierdził, że jest wyczerpana i nie ma sensu jej dłużej męczyć. Poza tym, odezwała się do niego, więc lekarz, z którym rozmawiał, odrobinę przesadził, mówiąc, że nie ma z nią żadnego kontaktu. Przecież właśnie się przekonał, że jest.

Obiecał, że wróci nazajutrz i zostawił ją samą, choć najchętniej zostałby przy niej i przez całą noc czuwał u jej boku.

Następnego dnia kobieta zbolałym tonem kazała mu wyjść jeszcze zanim zdążył przekroczyć próg pomieszczenia, w którym była hospitalizowana. W pierwszym momencie wydawało mu się, że się przesłyszał i z uśmiechem, który tak lubiła, przysiadł na drewnianym, białym krześle znajdującym się obok jej łóżka.

Jednak kiedy dostrzegł jej zaciśnięte pięści i gdy spojrzała na niego ze wściekłością atakującej lwicy, zrozumiał, jak bardzo się mylił.

– Wyjdź – delikatna barwa jej głosu ani trochę nie pasowała do surowego tonu wypowiedzi – nie chcę cię dziś widzieć.

Był tak skonsternowany i tak wystraszony arktycznego chłodu jej jasnych, w jasnym świetle dnia niemal przezroczystych tęczówek, że wykonał jej polecenie niemal mechanicznie i dopiero w drzwiach obrócił się, by się z nią pożegnać.

– Wrócę jutro – obiecał.

– Nie – usłyszał w odpowiedzi. – Nie przychodź już.

– Wrócę – powtórzył niepewnie i szybko zamknął za sobą drzwi, byle tylko nie usłyszeć kolejnego „nie".

Postanowił, że przed wyjściem zajrzy jeszcze do gabinetu lekarza. Chciał się dowiedzieć, jak wygląda stan zdrowia Magdy i kiedy będzie mogła wrócić do domu.

Na korytarzu natknął się na starszą panią, z którą jego przyjaciółka dzieliła pokój. Ukłonił się jej na powitanie i już miał wyminąć staruszkę, ale nagle złapała go za ramię. Uścisk jej niewielkiej, pomarszczonej dłoni był zaskakująco silny.

Kobieta poinformowała go o nieobecności lekarza, który podobno dosłownie przed momentem odebrał jakiś pilny telefon i wybiegł z oddziału, a potem dodała, żeby się Heechul tym nie przejmował, bo ona podczas obchodu słyszała, jak lekarze między sobą mówili, że jej współpacjentka mogłaby już iść do domu, bo nic jej nie jest, ale nie mogą tego zrobić, ponieważ Magda odmawia przyjmowania posiłków, nie chce z nikim rozmawiać i oni to się w ogóle boją, że ma nawrót depresji i może chcieć zrobić sobie krzywdę czy coś takiego, tutaj starsza pani nie była pewna. Wiedziała jednak, że jeśli to potrwa, to na pewno przeniosą ją na inny oddział dla tych, którzy mają chorą duszę – tu kobieta zrobiła krótką pauzę i spojrzała na niego bardzo wymownie. Kiwnął głową, że rozumie i westchnął.

– Ja panu jeszcze coś powiem – starsza pani mocniej ścisnęła jego ramię – bo pan to chyba jest ważny dla tej młodej damy, ona jest taka poruszona po pana wizytach... Pan się nachyli, młody człowieku, bo to jest dość delikatna rzecz, to, co ja o pani znajomej usłyszałam, ale musi pan to chyba wiedzieć...

Tej nocy spał źle. Co chwilę budził się z koszmarów, w których Magdzie działy się coraz to gorsze rzeczy i w których, na dodatek, to on był sprawcą większości z nich.

Długo przewracał się z boku na bok, bojąc się, że gdy zaśnie, znów przyśni mu się coś okropnego.

Zamiast więc spać, dużo rozmyślał o tym, czego dowiedział się w szpitalu. O tym, jak powinien się zachować, gdy pojedzie ją odwiedzić następnego dnia i czy będzie w stanie udawać, że niczego nie wie i że w ogóle go to nie obeszło. O tym, dlaczego jego przyjaciółka nie potrafi znieść jego widoku i jak długo jeszcze taki stan rzeczy będzie się utrzymywał. I w końcu o tym, co może zrobić, by jej pomóc.

Poranek zastał go dużo szybciej niż się go spodziewał i do pracy szedł ledwie żywy. Jego wiek dawał o sobie znać – nie miał już dwudziestu lat i zarywanie nocy źle się na nim odbijało. Mimo wszystko wypełnił swoje obowiązki tak dobrze, jak tylko mógł i gdy tylko manager oznajmił, że na dziś to wszystko, wsiadł do taksówki i pojechał do szpitala.

W jej sali panował rozgardiasz, jednak wystarczył szybki rzut oka, by stwierdzić, co było jego przyczyną. Starsza pani o fioletowych włosach wracała tego dnia do domu i przyjechały ją odebrać dwie kobiety z kilkorgiem dzieci w różnym wieku. Maluchy robiły sporo hałasu, kręciły się między swoimi matkami, babcią... a Magdą.

Heechul był w szoku. Polka zachowywała się tak, jakby poprzednie dwa dni w ogóle się nie wydarzyły. Przywitała go z radosnym uśmiechem, po czym wróciła do opowiadania bajki małej, może czteroletniej dziewczynce, która tymczasem wygodnie umościła się między jej kolanami i powoli przysypiała. Jednocześnie grała z innym, nieco starszym dzieckiem w kółko i krzyżyk, a od czasu do czasu przerywała opowiadanie, by odpowiedzieć na pytania matek znajdujących się tam dzieciaków.

A on stał tam, patrzył na to wszystko i nie wierzył własnym oczom. Postanowił jednak nic nie mówić, wycofać się i poczekać, aż cały ten harmider ustanie i staruszka wraz z całą rodziną opuści pomieszczenie. Chwycił jedyne wolne krzesło i siadł przy otwartym oknie. Delikatny, wiosenny wiatr niósł orzeźwiający zapach kwitnących w całym mieście kwiatów wiśni. Cieszył się nim przez moment, wystawiając twarz ku słońcu, ale natychmiast przestał, gdy tylko w pokoiku zapadła cisza.

W końcu zostali sami.

– Prosiłam, żebyś nie przychodził – odezwała się do niego Magda, sięgając po stojącą na szafce nocnej szklankę wody.

Po jej jasnym, słodkim uśmiechu nie było śladu. Znów była chłodna, spięta i, co zauważył dopiero teraz, potwornie wyczerpana. Najwyraźniej było tak jak myślał – wcześniej tylko zmuszała się do tego, by przed innymi zachować pozory normalności. Teraz jednak, gdy nie musiała już niczego udawać, wróciła do odgradzania się od niego masywnym murem. I mimo iż domyślał się, z czego mogło to wynikać, i tak był na nią trochę zły.

– Chyba nie sądziłaś, że cię posłucham – odparł spokojnie. – Dobrze wiesz, że rzadko słucham innych i zawsze robię to, na co mam akurat ochotę. A teraz mam ochotę być tutaj.

Kiwnęła głową i wypiła wodę bardzo powoli, trzymając szklankę w obu dłoniach, jakby się bała, że nie zdoła utrzymać jej w jednej ręce.

– Heechul, ja... – szepnęła w końcu, po czym wzięła głęboki wdech. – Idź już, błagam. Ja...

– Nie możesz mieć dzieci, prawda? – wszedł jej w słowo.

Zamarła. Szklanka wysunęła się z jej rąk i opadła na białą, lekko sztywną od nadmiaru krochmalu kołdrę.

Milczała.

– Spójrz na mnie – poprosił.

– Nie.

– Spójrz – powtórzył. Tym razem kobieta posłuchała i popatrzyła na niego z wyrzutem.

– Heechul...

– Wkurwiasz mnie, wiesz? – warknął. – Najpierw strasznie ci zależy, żeby się spotkać, a potem nagle zmieniasz sobie zdanie i każesz mi wypierdalać, jeszcze zanim kurwa zdążę wejść do środka. Pewnie jeszcze każesz mi się samemu domyślić, o co ci chodzi, co? – tak naprawdę wcale tak nie myślał. Specjalnie używał wulgaryzmów i zwracał się do niej tonem wyraźnie sugerującym, że jest na nią wściekły, choć w rzeczywistości pragnął ją przytulić i powiedzieć, że to nic takiego, że wszystko będzie dobrze. Problem w tym, że doskonale zdawał sobie sprawę z faktu, iż póki kobieta nie przestanie tłumić w sobie tych najgorszych, wyniszczających ją emocji i ich się nie pozbędzie, wcale nie będzie dobrze.

Magda jednak dalej milczała, choć mocno zaciśnięte pięści wskazywały na to, że panuje nad sobą już tylko resztką sił. Im dłużej na nią patrzył, tym bardziej miał wrażenie, że widzi w niej siebie. On też, gdy tylko w jego życiu działo się coś naprawdę złego, gdy nie umiał sobie z czymś poradzić, odgradzał się murem sztucznego uśmiechu i im bardziej cierpiał, tym głośniej się śmiał. A potem, gdy wracał do domu, nie chciał się z nikim widzieć i z nikim nie rozmawiał; nawet gdy zostawał sam nie pozwalał sobie na chwilę słabości w obawie, że nie będzie w stanie nad sobą zapanować.

Aż w końcu znajdował się zawsze ktoś, kto sprawiał, że coś w nim pękało i wpadał w szał. Wtedy krzyczał, wył i rzucał o ścianę wszystkim, co wpadło mu akurat w ręce. Klął, wygrażał się i zachowywał się jak obłąkany aż do momentu, gdy zabrakło mu sił i gdy już pozbył się z serca i z głowy wszystkiego, co go dręczyło.

Nie znał innego sposobu i choć nie mógł mieć pewności, że w jej przypadku zadziała to tak samo, musiał chociaż spróbować. Zależało mu na tym, żeby jego przyjaciółka poczuła się lepiej.

Ale była trudnym przeciwnikiem. Nie dała się podejść tak łatwo.

– Co ja ci, kurwa, takiego zrobiłem, co? – Ciągnął więc, podchodząc bliżej i łapiąc ją za ramiona. Reagujesz na mnie, jakbym to ja sam osobiście ci to wszystko zrobił! Jakbym to ja był wszystkiemu winien! Kurwa, co ja ci takiego zrobiłem, że nie chcesz nawet na mnie patrzeć! Powiedz coś, no ja pierdolę! Boże, kobieto, przecież to nie koniec świata.

Przez chwilę Magda wyglądała, jakby chciała coś powiedzieć, ale szybko zrezygnowała. Zamiast tego, ponieważ wciąż jej nie puszczał, wbiła paznokcie w jego przedramiona. Nie jakoś potwornie mocno, ale na tyle, żeby dać do zrozumienia, że nie życzy sobie jego dotyku. Normalnie już by się wycofał, ale musiał doprowadzić sytuację do końca. Nawet, jeśli wychodził na chama.

– No co się tak czaisz? Powiedz to, co chciałaś.

Powiedziała. Tak cicho, że ledwie dosłyszał.

– Co takiego? Powtórz.

– DLA MNIE TO JEST KONIEC ŚWIATA! – wrzasnęła – TO JEST KONIEC ŚWIATA, HEECHUL! To jest koniec świata... – w jej oczach wezbrały łzy i powoli zaczęły pojawiać się na jej policzkach, na ustach i brodzie. – Ja całe życie marzyłam o tym... odkąd byłam małą dziewczynką, zawsze, ale to zawsze chciałam... a okazało się, że nie mogę... a ty ostatnio tak często powtarzałeś, że chcesz już swoje... wyobrażałeś, jak będą wyglądać, a ja uśmiechałam się, chociaż umierałam w środku. Uśmiechałam, słuchałam cię... choć tak strasznie chciałam krzyczeć, żebyś przestał... że boli i cię nienawidzę – kobieta mówiła urywanymi, nie do końca poprawnymi zdaniami, ale i tak rozumiał, co chciała przekazać. – Chociaż to nie ciebie nienawidzę, tylko siebie... Mojego wstrętnego organizmu, który nie potrafi... który nie może nawet... tego, do czego jestem stworzona jako kobieta...

– Przecież to wcale nie umniejsza twojej wartości jako kobiety – zauważył.

– Jak ty nic nie rozumiesz...! – krzyknęła i zaniosła się jeszcze głośniejszym płaczem.

– No to mi wytłumacz – poprosił już dużo łagodniej, siadając naprzeciw niej na wolnej części łóżka i delikatnie zamykając jej dłonie w swoich. – Krzycz, płacz, gadaj od rzeczy, możesz mi nawet raz czy dwa przyłożyć, jakoś to uniosę. Jestem tu i słucham i, no nie wiem, spróbuję zrozumieć...

Przechyliła się do przodu tak, że przez dłuższy czas widział tylko czubek jej głowy i odsłoniętą szyję. Jej łzy, jedna po drugiej, kapały na jego dłonie. Patrzył na nią bez słowa i czuł, jak w nim samym narasta jakiś ogromny, przytłaczający smutek. Było coś w tych gorących, pełnych bólu łzach, co sprawiało, że czuł, jakby to jemu samemu działa się krzywda.

W końcu kobieta podniosła się i choć drżała na całym ciele, choć co chwilę wybuchała płaczem od nowa i choć czasem krzyczała i jęczała, póki nie zabrakło jej oddechu, powoli opowiadała mu o tym, jak odkąd pamięta, zawsze czuła, że w przyszłości chce mieć dzieci. Dużo dzieci. Odkąd była mała, wyobrażała sobie, że je karmi, ubiera, patrzy jak dorastają i stają się samodzielne.

Mówiła mu o tym, jak z wypiekami na twarzy słuchała opowieści ciążowych najpierw jej ciotek, potem znajomych jej znajomych, potem także przyjaciółek ze szkolnej ławki. Jak bardzo zawsze marzyła o tym, że któregoś dnia i ona będzie mogła tego wszystkiego doświadczyć. Nosić pod sercem nowe życie, obserwować powiększający się brzuch, kupować wyprawkę dla dziecka, bać się porodu, potem zachwycać się niemowlęciem, karmić je, przewijać, kąpać, niedosypiać, czytać bajki, nie mieć życia dla siebie. Nawet minusy macierzyństwa wydawały jej się zawsze pociągające i w żaden sposób nie były w stanie zdusić w niej chęci posiadania dzieci.

Dlatego długo wypierała myśl o tym, że to wszystko może nigdy nie stać się jej udziałem, mówiła, połykając łzy.

Pierwszy raz o tym, że może w przyszłości być bezpłodna usłyszała jakoś w podstawówce, po tym, jak wykryto, że nie wszystkie hormony działają w jej ciele tak, jak powinny. Ale wtedy nie do końca to zrozumiała, a potem stwierdziła, że albo się przesłyszała, albo sobie to wmówiła.

– Wiesz, że często wyolbrzymiam pewne sprawy – szepnęła, kiedy ocierał jej łzy rękawem bluzy. Wydawało mu się, że powoli się uspokajała, ale gdy chwilę później pogładził jej włosy, rozpłakała się na nowo. Musiał więc czekać, aż będzie w stanie mówić dalej o tym, jak jej lekarka przez długie, długie lata nie poruszała z nią tego tematu aż nie zapytała o to sama i jak potem odetchnęła z ulgą, gdy usłyszała, że „zajście w ciążę będzie trudne, ryzyko poronień bardzo wysokie, ale nie jest to całkowicie niemożliwe", w końcu była jeszcze dość młoda... wtedy jeszcze wierzyła, że całkiem niedługo w jej życiu pojawi się ktoś, z kim założy rodzinę. Ale lata mijały i nikt taki się nie zjawiał. I co roku słyszała, że musi się pospieszyć, że jej biologiczny zegar lada chwila może przestać tykać... ale póki wciąż tykał, póty była nadzieja.

Za to teraz...

– Ale... – nie miał pojęcia, jak miał zadać to pytanie, by sprawiło jej jak najmniej przykrości – to już tak definitywnie pozamiatane? Już tak na sto procent, na amen?

– Mniej niż trzy procent. Tyle mam szans, żeby... – nie dokończyła. Nie musiała.

Heechul przez sekundę pomyślał, że przecież trzy procent to nie zero, więc nie wszystko jeszcze przepadło, że jeśli oboje się postarają, to może się uda. A jak nie, to zawsze pozostaje adopcja, chociaż to też pewnie będzie potwornie trudna sprawa.

A potem uświadomił sobie, że, po pierwsze, to wcale nie takie proste, a po drugie bardzo był zdziwiony, skąd mu się pojawiła taka myśl, skoro przecież nie byli nawet parą, więc jej staranie się o dziecko teoretycznie wcale go nie dotyczy.

– I z każdym rokiem jest gorzej – kontynuowała tymczasem. – A wiesz, co jest w tym wszystkim najgorsze?

Pokręcił głową.

– Tak bardzo się tym przejmuję, a nawet nie mam nikogo, z kim mogłabym te dzieci mieć – Magda uśmiechnęła się gorzko.

Już miał zaprzeczyć i zgłosić swoją kandydaturę, ale w ugryzł się w język. Mimo wszystko nie był czas na takie nagłe wyznania.

– Na pewno znajdzie się ktoś, kto... – zaczął.

– Może lepiej, żeby się nie znajdował...

– Co? Ale przecież...

– No bo... jak mogłabym zrobić to osobie, którą kocham? Odebrać jej możliwość posiadania potomstwa? Jak mogłabym pozwolić, żeby zmarnowały się geny osoby, którą tak bardzo kocham? I... jak mogłabym... no, pomyśl tylko, jak mogłabym być taka samolubna i... – urwała. – Boję się, że te wszystkie dzieci umrą jeszcze zanim pojawią się na świecie. Że przyczynię się do ich śmierci. Czy to nie jest okrutne, no pomyśl? Jak mogłabym chcieć próbować, wiedząc, że szanse na ich przeżycie są tak małe? Że mogę stać się chodzącym cmentarzem małych dzieci? Jak mogłabym... dla samego tylko zaspokojenia mojej samolubnej wewnętrznej potrzeby...?!

Nie pomyślał o tym wcześniej i ta wizja trochę nim wstrząsnęła. Nie miał pojęcia, co powiedzieć. Mógł tylko przyciągnąć ją do siebie i bardzo, bardzo długo tulić, kołysząc ją w ramionach.

– Wiesz co? – zapytał już jakiś czas później, gdy siedzieli ściśnięci na wąskim szpitalnym łóżku i obserwowali odbijający się w oszklonych budynkach zachód słońca.

– No? – odpowiedziała zmęczonym głosem, nawet na niego nie spoglądając. Długi płacz potwornie ją zmęczył i teraz zamykały jej się powieki.

– Ja tam uważam, że wszystko się ułoży. Będziesz mieć fajnego faceta i dużo ślicznych, kochanych dzieciaków. Zobaczysz, kwiecie mojej duszy, wszystko jeszcze będzie pięknie.

– Heechul... czy ty jesteś taki dla wszystkich? Taki...

– Jaki?

– Dobry? Kochany? Delikatny?

Nie miał pojęcia, że wyglądał tak w jej oczach. Nie miał pojęcia, że mógł tak wyglądać w czyichkolwiek oczach. Że ktoś zauważył tę stronę jego osobowości, którą tak skrzętnie starał się ukrywać...

Uśmiechnął się.

– Nie. Tylko dla ciebie i Donghae, więc zachowaj to, proszę, w tajemnicy...

– Rozumiem Donghae... ale ja? Dlaczego?

Jak mogła tego nie wiedzieć?

Serce zabiło mu dużo szybciej, gdy pochylił się, by ucałować ją w czoło i biło tak jeszcze, gdy dłońmi dotykał jej zaróżowionych od wstydu policzków i gdy patrząc w jej błyszczące, wciąż odrobinę smutne oczy, powziął decyzję, że zrobi wszystko, by nie musiała już nigdy tak strasznie, okropnie płakać.

– Ponieważ na to zasługujesz – szepnął, patrząc jak zasypia.
_________________
Ostatnio zmieniony przez gang-aji 2017-10-29, 04:36, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
Katy 
SuJu forever:)


Ulubieniec z SJ: Wszyscy bez wyjątku:)
Lover: Donghae, Sungmin (zaraz po Hae ) <3
Fav Pairing: EunHae, KyuMin, EunTeuk(za Sukirę)
Kocham SuJu od: listopad 2012
Wiek: 34
Dołączyła: 15 Sty 2014
Posty: 492
Skąd: Polska
Wysłany: 2017-11-11, 12:44   

gang-aji napisał/a:
– Heechul... czy ty jesteś taki dla wszystkich? Taki...

– Jaki?

– Dobry? Kochany? Delikatny?

Nie miał pojęcia, że wyglądał tak w jej oczach. Nie miał pojęcia, że mógł tak wyglądać w czyichkolwiek oczach. Że ktoś zauważył tę stronę jego osobowości, którą tak skrzętnie starał się ukrywać...

Uśmiechnął się.

– Nie. Tylko dla ciebie i Donghae, więc zachowaj to, proszę, w tajemnicy...

– Rozumiem Donghae... ale ja? Dlaczego?

Jak mogła tego nie wiedzieć?
- popłakałam się, jak słowo daję popłakałam... to było piękne:):)

gang - aji, przepraszam, że dopiero teraz, ale... jak zwykle cudownie , dzięki Tobie Hee jest taki... taki... prawie, że namacalny....... omg........

Trudny i smutny rozdział, ale cuda się zdarzają i myślę, że zakończenie będzie szczęśliwe <333

Chciałabym mieć takiego Hee przy sobie, chociaż bałabym się gdyby jednakowoż wpadał przy mnie w taką euforię przekleństw :mrgreen: :mrgreen: ...ale Twój Hee jest ... ciepły, delikatny uroczy i nawet te typowe jego samouwielbienie które czasem podkreślasz dodaje mu tylko uroku :):):)

gang - aji jesteś wielka <3333333333333333333333333333333333333333333333333
_________________
 
 
Kredeczka 
Cheonsa


Ulubieniec z SJ: Hyukki, Kyu, Heenim, Henry ^^
Fav Pairing: Guczek i jego szlafrok, KangMelon xD
Dołączyła: 10 Lis 2014
Posty: 2686
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2017-11-13, 15:31   

No dobra, ujawniam się... Ale jeszcze długo nic nie napiszę, bo potrzebuję chwili ciszy i spokoju żeby napisać sensowny komentarz, a niestety jestem zawalona instrukcjami i kolosami, więc nic dłuższego na razie nie będzie :-( aleee... Bo ja na wykładzie siedzę... To tak krótko: gang-aji, jesteś wielka, wielbiam czytać Twoje dzieła i czekam na następną część 💙
_________________
 
 
gang-aji 
Królowa fandomu


Fav Pairing: Leeteuk + zmarszczki
Kocham SuJu od: 14.05.2010
Wiek: 26
Dołączyła: 18 Lip 2011
Posty: 385
Skąd: Gorzów Wlkp.
Wysłany: 2018-02-14, 04:09   

Akuku! Przybyłam z kolejnym rozdziałem! Długo mnie nie było, ale w ramach zadośćuczynienia jest dużo dłuższy, więc... Smacznego!
ale zanim, to może najpierw odiszę na komentarze... ^^;

Katy napisał/a:
Trudny i smutny rozdział, ale cuda się zdarzają i myślę, że zakończenie będzie szczęśliwe <333
Nie wiem, jak zakończenie, ale na osłodę ten rozdział jest dużo weselszy, tak mi się przynajmniej wydaje :D btw dziękuję za miłe słowa, zachwyty i inne formy doceniania mojej małej fanfikowej twórczości ♥

Fretka, potworniaście się cieszę, że się jedak zdecydowałaś ujawnić i że Ci się podoba i w ogóle czekam na ten dłuższy komentarz, ej! ;) ♥


________________


9. ...gdybyś pierwsza go pocałowała?




W życiu nie przypuszczał, że będzie się o kogoś tak martwić – i to w dodatku o jakąś kobietę, z którą jeszcze kilka miesięcy wcześniej nie łączyło go zupełnie nic. Nie sądził, że pojawi się ktoś, kto sprawi, że on, Kim Heechul, dotąd dość zapatrzony w siebie, będzie budził się i zasypiał z ziarenkiem lęku o to, czy jego przyjaciółka nie robi sobie przypadkiem jakiejś krzywdy. Nie to, żeby nigdy wcześniej nie martwił się o nikogo, nie był przecież tak zimnym dupkiem, za jakiego miało go wielu, ale to uczucie różniło się od wszystkiego, co znał do tej pory. Być może dlatego, że postanowił za wszelką cenę chronić ją przed całym złem wszechświata, a może po prostu dlatego, że z biegiem lat stawał się coraz bardziej emocjonalny.

Niezależnie od tego, jaki był powód, Heechul nie był w stanie spokojnie spać ani spokojnie wykonywać swojej pracy dopóki na jego „Jak się czujesz?" nie dostał żadnej odpowiedzi. Najlepiej było, gdy pisała mu wiadomości typu: „Dzisiaj całkiem dobrze. Byłam na spacerze, lekarz powiedział, że nie mogę się zamknąć i unikać każdego dziecka dookoła. Byłam dzielna, jak bardzo jesteś ze mnie dumny? Btw, widziałeś dziś niebo? Jest przepiękne". Ale podobne wiadomości zdarzały się wciąż bardzo rzadko, najczęściej pisała po prostu, że czuje się w porządku i żeby się nie martwił... i to wszytko. To mógł jeszcze zaakceptować. Problem zaczynał się wtedy, gdy pisała „Jest źle", „Nie mogę dziś ze sobą wytrzymać", ponieważ miał ochotę rzucić wszystko i zrobić, co tylko w jego mocy, żeby poczuła się lepiej. Wiedział jednak, że Magda nie jest sama – dużą pomocą były dla niej osoby ze wspólnoty – rozmawiały z nią, zabierały do lekarza i upewniały się, że niczego jej nie brakuje – czyli wszystko to, co chciałby robić on sam, ale ze względu na obowiązki prawie nigdy nie mógł. Jeszcze nigdy w życiu nie był tak bardzo wdzięczny za istnienie chrześcijan.

Najgorzej, gdy zamiast jakichkolwiek słów wysyłała w odpowiedzi trzy kropki, bo oznaczało to, że jest naprawdę źle. Za pierwszym razem zignorował ten sygnał ostrzegawczy, wydawało mu się bowiem, że wysłała wiadomość o takiej treści przez przypadek albo po prostu nie miała ochoty z nim rozmawiać. To było jeszcze na samym początku, gdy wciąż miał problem ze zrozumieniem, dlaczego Magda cierpi aż tak. Nie mógł pojąć, że tak bardzo można pragnąć macierzyństwa i że tak bardzo można przeżywać wiadomość o prawdopodobnej bezpłodności, dopóki nie spróbował wyobrazić sobie, że traci najważniejszą rzecz na świecie – to jedno jedyne marzenie, które miał od zawsze i którego spełnienie było najpiękniejszą wizją na świecie. Wtedy zrozumiał. A do tego zrozumiał, jak bardzo znienawidziłby i świat i siebie, gdyby mu to nagle odebrano. Od tamtej pory za każdym razem, gdy w wiadomości pojawiał się wielokropek, dzwonił do niej w pierwszej wolnej chwili, ponieważ musiał, po prostu musiał się upewnić, że wszystkie okropne wizje, które od razu pojawiały mu się w głowie to tylko wizje. Za każdym razem, gdy tak się działo robił wszystko, by skończyć pracę jak najszybciej i oddychał z ulgą dopiero, gdy znajdował się u niej w mieszkaniu i w spokoju popijał herbatę z melisą, którą zawsze parzyła dla niego w takich przypadkach. Zdumiewało go, że nawet, kiedy nie mogła sobie poradzić z życiem, dbała o to, by konsekwencje jej zachowania nie dotykały go aż tak. Myślała o nim i o jego nerwach nawet wtedy.

Wychodził od niej dopiero, gdy milion razy zapewniła go, że będzie dzielna, ze wszystkim sobie poradzi, a gdyby coś się działo, od razu da mu znać.

Dopiero wtedy wracał do siebie, chłonąc zapach kwitnących dookoła majowych kwiatów, a po drodze rozmyślał, co ciekawego mógłby zrobić, by Magda mogła chociaż na moment odpocząć od wszystkiego, co ją męczyło, ale nie wpadł na żaden konkretny pomysł. Postanowił poczekać na jakąś odpowiednią okazję – tyle razy różne sprawy rozwiązywały się same, więc czemu tym razem miałoby być inaczej?

Z drugiej jednak strony cierpliwe czekanie nie należało do jego mocnych stron. W ogóle do niego nie należało. A już na pewno nie teraz – kiedy wszechobecna wiosna – i ta dookoła niego i ta w jego sercu wypełniała jego serce i myśli niewyczerpanymi pokładami miłości i jeszcze większym zapasem tkliwości. Każdego dnia coraz bardziej czuł się albo jak nastolatek, którego obezwładniła pierwsza poważna miłość, albo jak dziecko, które zachwyca się i wzrusza kolorami oraz zapachami wirującymi jak kręcona dopiero wata cukrowa. W jednej chwili miał ochotę przybiec do swojej przyjaciółki w podskokach i z sercem lekkim jak piórko wyznawać miłość z bukietem kwiatów, ale w drugiej przypominał sobie, że to nie jest najlepsza pora na takie rzeczy, a w ogóle to on się chyba trochę boi – i milion wątpliwości uderzało w niego jak nagłe gradobicie.

Był skołowany z powodu własnych uczuć – dlatego, że w ogóle w nim zaistniały, że było ich tak dużo i że ich siła przewyższała wszystko, z czym miał do czynienia przez cale swoje życie. Wiedział, że nie może pozostawić ich samym sobie, bo rozrosną się jak dziki bluszcz i wszystko stanie się jeszcze bardziej skomplikowane, lecz nie do końca wiedział, w jaki sposób miałby się z nimi uporać, skoro chwilowo nie mógł tak po prostu wszystkiego z siebie wyrzucić.

Los uratował go szybciej niż się spodziewał. Okazało się bowiem, że Magda ma w połowie maja urodziny. Powiedziała mu o tym któregoś dnia, gdy mało subtelnie próbowała wybadać, czy ma na ten dzień jakieś plany, wywołując w nim ogromną irytację. Zdecydowanie wolał, gdy pytała o coś wprost i kobieta chyba to zauważyła, bo już chwilę później, bardzo nieśmiało ale już wprost zapytała, czy nie chciałby wydrzeć dla niej tego dnia paru godzin ze swojego napiętego grafika.

Zgodził się bez wahania. Na szczęście nie miał na tamten dzień zaplanowanego niczego szczególnego – ot, nagranie do jednego programu i to takie, które zajmie mu może z dwie godziny.

– Dziękuję – powiedziała do niego cichutko; z jej głosu wylewały się wdzięczność i ulga, które sprawiały, że czuł się dziwnie dumny. Miał poczucie dobrze wykonanego zadania, chociaż prawdziwa misja – sprawienie, by dzień jej urodzin był dniem naprawdę wyjątkowym – dopiero go czekała.

Nie planował niczego spektakularnego. Żadnych przyjęć niespodzianek i miliona zaproszonych gości ani niczego takiego. To nie było w jego stylu. Postanowił, że zrobi wszystko po swojemu – zadba o szczegóły tak, żeby czuła się wyjątkowo.

Jakiś czas wcześniej usłyszał, że Magda bardzo lubi jego loki, a że on także uwielbiał je mieć na głowie, ruszył więc do swojego zaufanego zakładu fryzjerskiego, by troszkę zmienić swój wizerunek, dziękując sobie w duchu za to, że olał każdego, kto wysyłał mu ostatnio wiadomości w stylu: „Zetnij wreszcie włosy!!!".

W drodze od fryzjera postanowił wpaść po prezent. Nie musiał się zastanawiać, co jej kupić, bo kilka dni wcześniej był świadkiem tragicznej śmierci poprzez rozgniecenie jej ulubionego wiecznego pióra. Zaśmiał się pod nosem, przypominając sobie to zdarzenie. Minę jego przyjaciółki, gdy potknęła się o własne stopy, gdy przenosiła stos książek z łóżka, przewracający się stół, na który wpadło, pióro, które wyzionęło ducha pod ciężarem drewna i papieru, a także jej miękkie, pachnące ciało, które jakimś cudem uratował przed równie tragicznym końcem.

– Życzy pan sobie jakiś grawer? – starszy, siwy sprzedawca wyrwał Hee z zamyślenia i uśmiechnął się do niego spod staroświeckiego, zakręconego wąsika, po czym poprawił okulary w grubych oprawkach.

– Tak, jakiś bym chciał... tylko nie bardzo wiem, jaki...

– Może imię właściciela?

– Nie, to zbyt normalne...

– Jakąś ważną datę? Krótki cytat z ulubionej książki?

Heechul kiwnął głową. Cytat, czemu nie... problem w tym, że o ile wiedział, że jedną z jej ulubionych opowieści jest ta o Calineczce, bo przeglądając kiedyś jej biblioteczkę zauważył, że posiadała wydania tej baśni w dziesięciu różnych językach plus trzy różne polskie tłumaczenia... Problem jednak w tym, że o ile orientował się, tak pi razy drzwi, w fabule opowieści, to nijak nie potrafiłby wybrać odpowiedniego i, co najważniejsze, krótkiego cytatu. Wpadł jednak na coś lepszego i tak go ten pomysł ucieszył, że wracał do domu w szampańskim humorze.

Przy okazji zadbał też o to, żeby w domu był zapas herbaty oolong, którą oboje ostatnio pili przy każdej możliwej okazji, by na okrągłym, czerwonym stoliku w salonie stanął mały bukiet konwalii, a w lodówce czekał nieduży tort z całym mnóstwem owoców.

Był gotowy. Teoretycznie. W końcu nie mógł przewidzieć, jak potoczy się ten dzień, chociaż tak naprawdę żadne z nich nie planowało niczego specjalnego i czternasty maja miał być najzwyczajniejszy na świecie. No, ale nigdy nie wiadomo, co zgotuje nam los i Heechul zdawał sobie z tego sprawę. Co nie oznaczało, że jakoś specjalnie się tym przejmował.

Nie chcąc marnować czasu na czekanie, aż Magda się u niego pojawi, postanowił, że zajmie się czymś produktywnym. Miał do napisania dwa teksty piosenek – jeden do nowego minialbumu, drugi zaś obiecał napisać dla pewnego girls bandu po tym, jak ich producent natknął się przez przypadek na płytę M&D i zachwycił się metaforami, jakimi posługiwał się Hee.

Nie chciało mu się pisać tekstu ballady dla siebie, ponieważ był w zbyt dobrym nastroju na takie rzeczy, wybrał więc drugi projekt. Usiadł na wygodnej, czerwonej kanapie, która była tym samym modelem kanapy, który musiał wyrzucić, gdy się przeprowadzał, bo zwierzęta, z którymi mieszkał, zamieniły ją w plac zabaw. Przez chwilę szukał pilota do odtwarzacza, a gdy już go znalazł, włączył demo piosenki i zabrał się za tworzenie.

Pochłonięty pracą początkowo nie zwrócił uwagi na dźwięk wpisywanego kodu do drzwi. Otrząsnął się dopiero, gdy usłyszał, jak do drzwi pędzi jego pies, cały czas radośnie szczekając.

Nareszcie przyszła.

– Cześć! – zawołał, nie ruszając się z miejsca nawet na centymetr. Nie chciał pokazać, jak bardzo jest podekscytowany z powodu jej pojawienia się w mieszkaniu. A był podekscytowany jak jego rodzony siostrzeniec na widok czekolady i dinozaurów. – Co tam?

– Cześć! ­– usłyszał jej słodki, radosny głos i resztkami silnej woli zmusił się do tego, by pozostać na swojej, nagle okropnie twardej kanapie. – Zaraz do ciebie przyjdę, tylko trochę się ogarnę! Masz plastry tam, gdzie zawsze? Bo jak do ciebie szłam, to wyrżnęłam się jak głupia na chodniku przed blokiem i strasznie pieką mnie dłonie.

W pierwszym odruchu chciał podbiec do niej i osobiście upewnić się, czy wszystko z nią w porządku, postanowił jednak nie robić z siebie idioty i zaufać jej w tej kwestii. Nasłuchiwał jedynie odgłosów krzątania w łazience i czekał, aż kobieta do niego dołączy.

– W ogóle słuchaj! – Gdy usłyszał jej głos ponownie, uśmiechnął się tak nagle i tak szeroko, że aż rozbolały go policzki. Wiedział też, że za chwilę usłyszy jakąś interesującą historię. Zresztą, wszystko, co opowiadała, wydawało mu się interesujące. Może dlatego, że była pisarką.

– No?

– Napiłabym się herbaty... chcesz też?

– Pewnie.

– Super. Tak sobie w ogóle myślę, że ja muszę mieć w twarzy coś takiego, co sprawia, że ludzie zaczepiają mnie na ulicy i totalnie bez powodu zaczynają do mnie gadać. Dzisiaj też, wychodzę z autobusu i idę do ciebie, ale po drodze zauważyłam, że jedna starsza pani sprzedaje kwiaty koło placu zabaw. Pomyślałam, że będą wyglądać ładnie na twoim stoliku, a jak ci się nie spodobają, to u mnie też znajdzie się na nie troszkę miejsca... chyba. No, w każdym razie kupiłam kwiatki, podziękowałam i miałam już sobie iść... ale nie, przecież nie mogło pójść tak łatwo! Pani złapała mnie za rękę i jak gdyby nigdy nic opowiedziała mi historię swojego życia. Ciekawą dość, nie powiem, tylko nie za bardzo miałam ochotę na słuchanie zupełnie obcej osoby, b spieszyłam się do ciebie. Ty byś jej pewnie jakoś grzecznie... albo i niezbyt grzecznie jej przerwał i poszedł sobie dalej, ale ja niestety jeszcze się tego od ciebie nie zdążyłam nauczyć, więc stałam tam, przystępując z nogi na nogę, bo zał ożyłam dziś nowe buty na stumetrowym obcasie i chociaż były wygodne, to nie aż tak... Słuchasz mnie w ogóle?

– Słucham, mów dalej – już dawno odłożył notes i długopis na stolik do kawy, umościł się wygodniej na siedzeniu i zamknął oczy. Tak bardzo podobało mu się połączenie jej głosu z cichutkim stukaniem, otwieranych szafek i wyjmowanych z nich kubków, narastające bulgotanie wody w czajniku i szum kuchennej krzątaniny, że zapragnął w pełni rozkoszować się tą przyjemną chwilą. Wszystkie te dźwięki sprawiały, że poczuł się nagle spokojnie i miło. Chciał, by to uczucie trwało jak najdłużej.

– No i po paru ładnych minutach zaczęłam powoli tracić i nadzieję na to, że zaraz będę mogła sobie pójść i cierpliwość, bo w końcu ileż można tak stać... Ale akurat przechodziła koło nas jakaś inna starsza pani i po tym, jak mnie zobaczyła, to zaczęła narzekać, że nie dość, że zabieram pracę uczciwym obywatelom, to jeszcze zamiast w tej pracy siedzieć, mam czelność obijać się w środku tygodnia! Byłam w takim szoku, że nawet nie zareagowałam. Za to do akcji wkroczyła ta pani, od której kupiłam kwiaty. Zaczęła krzyczeć na tę drugą babcię i zaczęły się tak mocno ze sobą sprzeczać, że nie wiedziałam czy uciekać, wzywać policję, czy modlić się o to, by się nawzajem nie pozabijały.

Heechul wyobraził sobie całą sytuację i głośno się zaśmiał. Odrobinę żałował, że go przy tym nie było.

Woda w czajniku zagotowała się; chwilę później w mieszkaniu rozległ się przyjemny zapach świeżo zaparzonej herbaty.

– I co, pozabijały się?

– No właśnie nie i to jest w całej historii najlepsze! Kłóciły się i kłóciły, aż jedna z nich powiedziała coś do drugiej, tamtej zaświeciły oczy, przyznała jej rację i nagle były już najlepszymi przyjaciółkami! Życzyły mi miłego dnia, pomachały na pożegnanie i sobie poszły! A ja z tego wrażenia potknęłam się o własne nogi i cóż, zaliczyłam bliskie spotkanie z chodnikiem. Nie polecam, strasznie twardy. No, to tyle, jeśli chodzi o mnie. A co u ciebie?

Ostatnie zdanie wypowiedziała już nie z kuchni, ale z odległości kilku centymetrów od niego. Dopiero teraz otworzył oczy i uniósł się, by wziąć od niej kubek z gorącym napojem.

– A, u mnie to właściwie... – urwał, gdy tylko na nią spojrzał. Wszystkie myśli wyparowały mu z głowy. Radość i spokój jej zielono-niebieskich oczu były tak paraliżująco cudowne, że zupełnie zbiły go z tropu – ... nie wiem.

– Nie wiesz?

Oczywiście, że nie wiedział. Jak mógł wiedzieć, co u niego, skoro stała przed nim opromieniona blaskiem słońca wpadającego zza okna i wyglądając pięknie i eterycznie jak jakaś wróżka lub inne baśniowe stworzenie?

Nie mógł oderwać od niej wzroku. Do tej pory kilka razy zdarzyło jej się ubrać coś bardziej odświętnego lub robić jakiś mocniejszy lub bardziej fantazyjny makijaż bez powodu, czy, jak to mu raz powiedziała, by „podbudować swoją pewność siebie i łamać męskie serca", nigdy jednak nie wyglądała aż tak zjawiskowo jak teraz.

– No... nic specjalnego chyba – powiedział cokolwiek. Magda pokręciła głową z uśmiechem i usiadła obok niego, a on w dalszym ciągu zastanawiał się, co go tak nagle poruszyło. Nie przejmował się tym, że otwarcie się na nią gapi ani tym, jak bardzo musi to być dla niej krępujące.

– Heechul, nie mam pojęcia, o czym teraz myślisz, ale masz teraz bardzo śmieszną minę – usłyszał, a po chwili zobaczył dowód w postaci zdjęcia, na którym ma ściągnięte brwi, a zaciśnięte usta sprawiają, że w policzkach pojawiają się dwa niezbyt głębokie dołeczki. Rzeczywiście wyglądał głupiutko.

– O Calineczce.

– O Calineczce? Tej Andersena? – nie dowierzała. Czyżby wątpiła w to, że znał tę historię? Oczywiście, że znał, przeczytał ją tamtego dnia, gdy znalazł na jej półce milion wersji językowych tej samej bajki.

Przytaknął.

– I co tam sobie o niej myślisz? – wydawała się żywo zainteresowana jego zdaniem na ten temat. Nie do końca chciał się dzielić tym, co właśnie pomyślał, ale skoro był to taki szczególny dzień, to mógł się poświęcić.

– Wydaje mi się – zaczął niepewnie – że wyglądasz dziś jak ona. Podoba mi się ten koncept. Jesteś dziś – zawahał się. Mówienie komplementów nie było specjalnie trudnym zadaniem, jednak tym razem czuł, że nie jest w stanie wysilić się na wyszukane zdania, no chyba, że chciał uciec potem ze wstydu na Marsa. Z drugiej strony nie mógł dać się przecież pokonać czemuś tak durnemu, jak zawstydzenie! – ... wykurwiście piękna.

Gratuluję subtelności, Kim Heechulu, pomyślał, tak właśnie komplementuje się kobietę, która ci się podoba...

Lata flirtu i doświadczenia w randkowaniu wyskoczyły właśnie przez okno. Razem z nimi miał ochotę wyskoczyć też i on.

Magda milczała przez długie, niekończące się trzy sekundy. A potem zaczęła się śmiać. A jakby tego było mało, podziękowała mu za taką a nie inną formę komplementu, uzasadniając to faktem, że w innym wypadku umarłaby z zawstydzenia i przez resztę dnia czułaby się potwornie niezręcznie.

Odetchnął z ulgą. Głupi to ma zawsze szczęście.

Zapytał, czy jest coś, na co ma dziś szczególnie ochotę. Na początku pokręciła tylko głową, ale potem poprosiła, żeby puścił jakąś przyjemną, odprężającą muzykę, bo jedyne, o czym teraz marzy, to długie milczenie przy akompaniamencie łagodnej melodii cicho płynącej z głośników.

Nie trzeba było mu dwa razy tego powtarzać. Jako osoba z doświadczeniem dzidżejskim i, jak przystało na wzorowego artystę-muzyka z ogromną wiedzą na temat rynku muzycznego na przestrzeni niemal całego ostatniego półwiecza, w kilka minut skompletował playlistę, która miała za zadanie umilić im czas przez najbliższych kilka godzin.

Jego europejska przyjaciółka przymknęła powieki, chwyciła w ramiona jedną z leżących obok niej czerwonych poduszek, i przyciskając ją do piersi, skuliła nogi, uprzednio poprawiając spódnicę swojej długiej sukienki w odcieniu pudrowego różu. Wierciła się przez chwilę na kanapie, aż w końcu odnalazła wygodną dla siebie pozycję i wkrótce Heechul przyglądał się kobiecie, która wyglądała jak kot układający się do snu, albo raczej kwiat skulony jeszcze na moment przed tym, jak rozkwitnie. Zajmowała przy tym tak mało miejsca, że jego ogromna kanapa wyglądała na jeszcze większą.

– Przecież możesz się rozłożyć, zmieścimy się – czuł się w obowiązku wyjaśnienia, że nie ma potrzeby, by wchodzić w tryb kompaktowy, a tym samym rozczulać go jeszcze mocniej.

– Wiem, ale tak jest mi wygodnie – uśmiechnęła się do niego łagodnie, mocniej przytulając do siebie poduszkę, która mocno kontrastowała z jej bladą, niemal przezroczystą skórą i bardzo jasnym ubiorem. Nawet jej włosy, misternie poskręcane w przepiękne, zasłaniające jej zaróżowione policzki i śliczne usta, zdawały się być jaśniejsze niż zawsze. Być może rzeczywiście je rozjaśniła, a być może został rzucony na niego jakiś urok, czar sprawiający, że w jego oczach była tego dnia jak konwalie stojące na stoliku w wazonie – słodka, delikatna i czysta.

Przez naprawdę długą chwilę nie odzywało się żadne z nich. Heechul nawet myślał, że Magda zwyczajnie zasnęła, ale zauważył, że palcem wskazującym prawej ręki pomału wystukuje rytm lecącej w tle piosenki. Najwyraźniej potrzebowała pobyć chwilę w świecie swoich marzeń i myśli – w świecie, do którego póki co nie miał jeszcze wstępu. Dziwne było jednak to, że potrzebowała do tego jego towarzystwa. Równie dobrze mogła przecież zostać w domu, oszczędzając sobie w ten sposób czasu i zachodu.

No, ale skoro się tu znalazła, to widocznie miała ku temu jakiś powód.

– Heechul? – jej nieśmiałe pytanie przedarło się przez ciszę pomiędzy końcem jednej piosenki a początkiem następnej. – Zrobisz coś dla mnie?

Spiął się. Miał właśnie okazję zrehabilitować się za debilny komplement, jakim obdarzył ją wcześniej.

– Dzisiaj jest twój dzień. Zrobię wszystko, o co tylko poprosisz – rzucił odważnie, lecz po chwili dodał: – O ile nie każesz mi popełnić żadnego przestępstwa...

– Hm, czy jak poproszę, żebyś usiadł bliżej mnie, to będzie się to liczyć jako czyn zakazany? – nie brzmiała już nieśmiało, tylko radośnie, zaczepnie.

Dla mojego biednego, starego serca z pewnością – przeszło mu przez myśl, lecz posłusznie wykonał prośbę. Usiadł tak, by oparłszy głowę o oparcie kanapy, móc patrzeć jej w oczy. Chcąc ją zmusić do zmiany pozycji, wyrwał jej poduszkę z rąk. Syknęła na niego z dezaprobatą, ale nie próbowała wyrwać mu jego zdobyczy. Wyprostowała się i umościła się na kanapie w identyczny sposób.

– Dziękuję – szepnęła.

– Hm? Dlaczego? Za co?

– Za to, że spędzasz ten dzień ze mną, chociaż równie dobrze mógłbyś robić milion innych, ciekawszych rzeczy.

– Nie mów tak, spędzanie z tobą czasu jest fajne – oburzył się odrobinę. Nie lubił, kiedy tak umniejszała swoją wartość – to raczej ja powinienem podziękować, że postanowiłaś świętować właśnie ze mną, chociaż pewnie wiele osób chciało się dziś z tobą spotkać.

– Wcale nie – westchnęła, nagle wyraźnie zasmucona – środek maja to naprawdę najgorsza data na urodziny.

– Znam gorsze: walentynki, chuseok, Nowy Rok...

– No tak, masz rację... – polka wcale nie wyglądała na pokrzepioną jego słowami.

– No ale czemu według ciebie to taka zła data?

– Nie według mnie. Mnie się podoba, tylko innym już mniej. Nikt nie ma dla mnie czasu. Chociaż, wiesz co? Przyznaję, że może przywiązuję do moich urodzin zbyt dużą wagę. Chociaż to pewnie dlatego, że... – kobieta zawiesiła głos – nie, dobra, nieważne.

– Mów.

– Nie, to głupota, więc nie.

– No mów – nie ustępował. Przeczuwał, że kryje się za tym coś więcej i chciał usłyszeć, co sprawiło, że w takim radosnym dniu czuła się tak źle. Poza tym zawsze to on zwierzał się jej, pora więc, by coś się w tej kwestii zmieniło. Pragnął, by w końcu otworzyła się przed nim tak, jak on otwierał się przed nią.

– A czy wcześniej... Czy mogę się do ciebie przytulić? Tak tylko na sekundę?

Nie patrzyła na niego wprost; uciekała wzrokiem gdzieś na boki, przywodząc na myśl nie dorosłą kobietę, lecz nastolatkę przeżywającą właśnie swą pierwszą, młodzieńczą miłość. Ale być może dlatego, że dzieliło ich prawie dziesięć lat różnicy, tego typu zachowanie ani trochę go nie raziło.

– Jeden przytulas na odwagę, przyjąłem – rozpostarł ramiona i czekał, aż poczuje na sobie przemiły ciężar jej ciała. Gdy w końcu zamknął ją w uścisku, okazało się, że wcale nie jest tak przyjemnie. Obojgu było wyraźnie niewygodnie i ciągnięcie tego nie miało sensu.

Magda odsunęła się od niego. Już otwierała usta, by coś powiedzieć, jednak on był szybszy:

– Reklamacji nie przyjmuję, choć w zamian mogę zaproponować ramię do ściskania oraz opierania się o nie. Wiem, że wygląda na wątłe, lecz zapewniam panią, że jest wytrzymałe i nadzwyczaj wygodne.

Kobieta roześmiała się i skorzystała z propozycji.

Do pokoju dostojnym krokiem wmaszerował Heebum, dotąd chowający się w którejś ze swych ulubionych kryjówek. Być może zazdroszcząc im tej nagłej bliskości, wskoczył na kanapę, a potem, jak gdyby nigdy nic, ułożył się kobiecie na kolanach i zasnął.

– To powiesz mi w końcu?

– Z chęcią, tylko jest jeden problem.

– Nie mów, że...

– No, zapomniałam już, o czym mówiłam – przyznała z rozbrajającą szczerością i gdyby jej nie znał, pomyślałby, że blefuje tylko po to, żeby uniknąć kontynuowania przerwanego wątku. Zdążył się już jednak przekonać, że to wcale nie tak i rzeczywiście musiało jej wypaść z głowy, co miała mu do powiedzenia. Za to on miał pamiętał doskonale.

– Wspominałaś coś, że jesteś przewrażliwiona na punkcie swoich urodzin – rzucił niby od niechcenia.

– Tak... trochę to głupie, ale jakoś tego dnia zawsze czuję się szczególnie samotna.

– Czemu? – zasmucił się.

– No bo wiesz, to jest taki dzień, kiedy chciałabym, żeby cała uwaga wszechświata skupiła się na mnie i tylko na mnie. Może dlatego, że brakowało mi tej uwagi, gdy byłam młodsza? Jakiegoś takiego hucznego świętowania z dużą grupą znajomych? Wszyscy zazwyczaj organizowali duże imprezy urodzinowe, na które zapraszali mnóstwo osób i dostawali górę prezentów, a ja jeśli już mogłam kogoś zaprosić, to była to jedna, może dwie osoby. Zresztą w moim środowisku zawsze, ale to zawsze oprócz mnie był jeszcze ktoś – i to ktoś dużo bardziej lubiany i popularny – kto miał urodziny w tym samym dniu i to wokół nich zawsze wszyscy się skupiali. A ja zazdrościłam, nienawidziłam siebie i ich. Potem dorosłam, więc mogłam już zapraszać, kogo chciałam. A wtedy i tak zawsze słyszałam, że to zła data, że sorry, Madzia, ale środek maja to taki zabiegany czas... A ja, wiesz, po prostu nie chcę być tego dnia sama. Chcę... – kobieta przerwała i wzięła parę głębokich oddechów. Wyglądała, jakby miała się za chwilę rozpłakać – chciałabym poczuć, że dobrze się stało, że się urodziłam i jest ktoś, kto naprawdę się cieszy, że pojawiłam się w jego życiu. Bo tego dnia bardzo łatwo w to wątpię...

– Ja się cieszę.

– Dzięki – odpowiedziała bez przekonania.

Nagle sobie o czymś przypomniał. Delikatnie wyswobodził ramię z jej uścisku i wstał.

– Poczekaj chwilkę, zaraz wracam – rzucił, po czym ruszył do sypialni, w której trzymał dla niej zapakowany prezent, a potem do kuchni, po tort. W międzyczasie pozmieniał coś w ustawieniach play listy tak, że gdy zbliżał się z powrotem do kanapy, w tle zaczęła lecieć urodzinowa piosenka w wykonani jakichś dzieci, które fałszowały straszliwie, ale nie miał już jak tego zmienić, zresztą zaskoczona i wyraźnie wzruszona Magda zdawała się w ogóle nie zwracać na to uwagi.

– Wybacz, że dziś tak skromnie, następnym razem urządzimy imprezę tysiąclecia – odłożył tort na stolik, po czym przesunął palcem po jego krawędzi, by starym dobrym zwyczajem ubrudzić nim nos jubilatki.

– Ani się waż – kobieta przybrała groźny wyraz twarzy i zmroziła go spojrzeniem – Nie.

Wzruszył ramionami, myśląc że Magda tylko się zgrywa.

– Spróbuj, a osobiście połamię ci wszystkie palce u rąk – zagroziła. W jej głosie nie było słychać nawet cienia żartu. Pomyślał, że to niesamowite, jak bardzo przypominała teraz jego samego sprzed dziesięciu, piętnastu lat. Wtedy też tego nie znosił i był gotów zamordować każdego, kto tylko dotknie jego doskonałej twarzy. Właśnie to podobieństwo sprawiło, że zaniechał ubrudzenia jej policzka kremem.

– Dobra poddaję się – na dowód oblizał palec w najbardziej komiczny sposób, na jaki go było stać. – Smaczne i, jak widzisz, raczej nie otrute. Możesz się częstować.

Chwilę później oboje pochłonięci byli najpierw konsumpcją tortu i wymianą plotek na temat wspólnych znajomych. Później Heechul musiał udowodnić swojej przyjaciółce, że rzeczywiście zrobi dla niej wszystko, o co poprosi. Nie miał z tym większego problemu, bo jej prośby były dość niewinne i nie zawierały niczego, co postawiłoby go w trudnej sytuacji ani niczego, co mogłoby go potwornie zawstydzić lub zirytować. Kobieta brała pod uwagę jego uczucia i bardzo taką postawę podziwiał. Gdyby to on znalazłby się na jej miejscu, w ogóle nie miałby oporów przed wymyślaniem naprawdę dziwnych zadań. A tak musiał tylko trochę potańczyć, trochę porobić z siebie durnia i to wszystko. Nic, czego nie robiłby wcześniej w programach rozrywkowych. Rozumiał jednak, że obserwowanie jego wygłupów na żywo różni się od oglądania ich w telewizji i starał się, by Magda była usatysfakcjonowana jego popisami. I chyba dobrze mu szło, bo przez niemal cały czas jego towarzyszka śmiała się tak bardzo, że musiała co chwilę ocierać łzy pojawiające się w kącikach oczu.

Zabawę przerwał im pies, który zaczął dość mocno dawać do zrozumienia, że to najwyższa pora, by wyjść z nim na spacer. Heechul musiał więc przerwać tańczenie do każdej piosenki z 1992 roku, jaką sobie tylko przypomniał i zająć się potrzebami swojego zwierzaka.

Usiadł na moment, by opanować oddech.

– Poczekasz chwilkę? Przejdę się z nim dookoła bloku i wracam – zapytał tylko dla formalności, ponieważ taka sytuacja zdarzała się już wcześniej i nigdy wcześniej nie usłyszał słowa sprzeciwu.

– Pewnie. Tylko zanim wyjdziesz, to... może doprowadź do porządku swoją fryzurę?

No tak. Po takim popisie, jaki dał wcześniej, musiał wyglądać, jakby strzelił w niego piorun.

Już miał się podnieść i ruszyć w kierunku lustra, ale powstrzymała go ruchem dłoni.

– Czekaj. Mogę ja...? – zapytała nieśmiało, doskonale zdając sobie sprawę z tego, jak bardzo nie lubił, gdy ktoś poza jego stylistką, fryzjerem i nim samym dotyka jego włosów.

Nie był zachwycony tym pomysłem, ale skoro obiecał, że spełni jej każde życzenie, nie mógł się teraz wycofać.

Skinął głową. Magda wstała i zaczęła się do niego zbliżać. Czy to jednak z powodu zbyt długiej sukienki, czy pałętającego się pod nogami psa, potknęła się i tylko jego refleks sprawił, że zamiast wyrżnąć twarzą o kant stolika do kawy, wylądowała w jego ramionach.

Próbowała się cofnąć, ale instynktownie przyciągnął ją bliżej. Poczuł, że się rumieni, gdy tylko ich spojrzenia się zetknęły. Nie trwało to jednak zbyt długo, ponieważ kobieta od razu skupiła się na układaniu jego fryzury i robiła to z delikatnością motyla.

Przymknął oczy i przez chwilę chłonął przyjemny zapach jej perfum, a potem z niemałą przyjemnością pozwolił, by jej drobne dłonie muskały mu skroń, czoło, policzki.

Przypomniał sobie, jak kiedyś zachwycił się drobiazgowością i skupieniem, z jakim nawlekała na druty upuszczone oczka swojej robótki. Pomyślał sobie wtedy, że cudownie byłoby któregoś dnia doświadczyć tak subtelnego dotyku na własnej skórze. Uśmiechnął się, czując, że teraz próbowała ułożyć jego loki z takim samym przejęciem. Wiedział, że jest dla niej przynajmniej tak ważny jak był tamten szalik, który podarowała później komuś z rodziny.

– Heechul, bo... – jej cichy, delikatny głos wyrwał go z zamyślenia.

– Hm?

– Czy... czy jak dziś powiem, albo zrobię coś głupiego... lub też coś, co cię wkurzy, to wybaczysz mi w ramach urodzinowego prezentu? Czy możesz to dla mnie zrobić?

Dopiero teraz, powoli, otworzył oczy.

– Jasne – odparł natychmiast; poczuł nagle, że jej dłoń, która zakładała mu właśnie kosmyk za ucho, delikatnie drży. Musiało jej chodzić o coś ważnego i był prawie pewien, o co. Ale tylko prawie.

– Wiesz, co do ciebie czuję prawda? I to od dawna...

Nie umiał zaprzeczyć, nawet gdyby chciał. Nie, kiedy patrzyła na niego błyszczącymi, smutnymi oczyma zranionej wróżki. Nie, kiedy pachniała jak kwiaty, wyglądałą jak bogini i uśmiechała się tak smutno...

Poczuł się jak ostatni drań. Zrozumiał, jak bardzo musiała cierpieć przez cały ten czas, kiedy on po prostu czerpał radość ze wspólnego spędzania czasu. Jak zdezorientowana musiała się czuć, gdy z nią flirtował, a potem zachowywał się, jakby nic się nie stało.

Był okropny. Był śmieciem. Nie zasługiwał na nią.

– Wiem.

Westchnęła. Posmutniała jeszcze bardziej. Pewnie myślała, że nigdy nie poruszył z nią yego tematu, bo sam nie odwzajemniał jej uczuć. A przecież to wcale nie tak...

– Przepraszam – szepnęła. – Przysięgam, że od jutra już o tym ani słowa, ale... czy mogę być troszkę samolubna? Czy naprawdę wszystko mi wybaczysz?

– Oczywiście, że tak. Dzisiaj możesz wszystko.

– Wszystko?

– Wszystko.

–Więc... – zbliżyła twarz do jego twarzy tak bardzo, że stykali się nosami – jeśli tego nie chcesz, po prostu się odsuń.

Był w takim szoku, że użyła zdania, które to on zazwyczaj kierował do kobiet w podobnej sytuacji, że nie poruszył się ani o milimetr.

Sekundę później poczuł na ustach ledwie wyczuwalny, odrobinę nieporadny, lecz z całą pewnością słodki pocałunek.

Kobieta powoli się od niego odsunęła, wyraźnie nie wiedząc, jak się powinna teraz zachować. Ze strachem w oczach wyczekiwała jakiejkolwiek reakcji z jego strony, a on, zamiast przynajmniej rzucić jakimś żartem dla rozładowania atmosfery, wstał, złapał za smycz, przypiął ją do obroży psa, który z radości, że zaraz wyjdzie na dwór machał radośnie ogonem i opuścił mieszkanie bez słowa.

W jego umyśle szalała burza i nie miał pojęcia, jak mógłby ją uspokoić.

– Hyung! Hyung, co tam?! – usłyszał znajomy głos gdzieś za plecami.

Lee Donghae. No jeszcze jego tu teraz brakowało.

– O, cześć. Co cię tu przygnało? Znów znudzony Hyukjae? – zapytał, siląc się na pogodny ton.

To nie pierwszy raz, gdy spotykał go pod blokiem i spodziewał się, niestety, że i tym razem Hae przyczepi się do niego jak rzep do psiego ogona. Dotychczas raczej mu to nie przeszkadzało, ale wtedy nie miał do przemyślenia tylu ważnych rzeczy na raz.

– Nie. Teukie-hyung dostał tydzień wolnego i nie ma pojęcia, co zrobić z taką ilością czasu – wyjaśnił Donghae, bacznie przyglądając się twarzy Heechula. – Razem z Hyukiem i Siwonem postanowiliśmy więc go odwiedzić, żeby od nicnierobienia nie padło mu na łeb – zaśmiał się. – Dołączysz do nas, czy też spieszysz się do właścicielki tej szminki, którą masz na ustach?

Zamarł. Co powinien powiedzieć? Jak zareagować? Tak jak zawsze, bez cienia wstydu i pewnością siebie większą niż najwyższe góry... czy może raczej pokazać, jak czuł się w rzeczywistości – z jednej strony szczęśliwy, ale z drugiej potwornie rozdarty wewnętrznie?

Z jego piersi mimowolnie wyrwało się westchnienie. To jednak wystarczyło, by doprowadzić Donghae do niemal ekstatycznego wybuchu radości.

– Wow, hyung, naprawdę kogoś masz? Ja tak tylko sobie powiedziałem, myślałem, że ta szminka to ci została jeszcze po nagraniach! Wow, hyung, gratuluję!

– Jeszcze nie ma czego – odparł gorzko.

– Co? Jak to? Co się stało? Co tym razem zrypałeś?

– Dlaczego uważasz, że to moja wina? – obruszył się.

– Hyung... – Hae nie musiał mówić nic więcej, za komentarz wystarczyło wymowne spojrzenie, które ku niemu skierował.

– No dobra, może i moja – chcąc nie chcąc przyznał mu rację. Rzeczywiście, praktycznie wszystkie jego związki psuły się oraz kończyły przez jego własną głupotę nawet, jeśli bardzo się starał, by tak nie było.

– No to co się stało? Pocałowałeś ją, a ona się wkurzyła?

– Ona pocałowała mnie...

– I ty się wkurzyłeś?

– Nie.

– No to w czym problem?

Heechul zawahał się przez chwilę; zwierzanie się koledze z zespołu tak w biały dzień, w dodatku młodszemu koledze, było dla niego dość upokarzające. Był prawie pewien, że Donghae w przyszłości wykorzysta ich rozmowę przeciw niemu w jakimś programie rozrywkowym, a nawet jeśli nie, to jak nic będzie się z niego naśmiewać przy każdej możliwej okazji. Co i tak robił.

Jeden powód w tę czy we w tę w sumie nie robił żadnej różnicy. Mógł mu więc powiedzieć o tym, jak bardzo nie był pewien, czy powinien się z Magdą spotykać na poważnie. Nie miał pewności, że będzie traktował ją tak dobrze, jak na to zasługiwała. Teraz był w niej zakochany po uszy, ale co się stanie, gdy ta pierwsza faza zakochania już mu minie? Gdy jej wady i niedociągnięcia przestaną wydawać mu się urocze i do zniesienia? No i czy będzie mu się wtedy jeszcze podobać? Przecież daleka była od jego ideału kobiety, zresztą nawet teraz nie uważa jej za najpiękniejszą kobietę we wszechświecie...

– Hyung...

– Czekaj, to dopiero początek – skarcił go, po czym kontynuował.

Opowiedział mu o tym, jak boi się, że na dłuższą metę jej pochodzenie i wynikające z tego różnice kulturalne plus inne podobne rzeczy staną się dużą przeszkodą w ich związku. Myślał też o tym, jaki raban zrobią jego fanki, gdy się o wszystkim dowiedzą. Jak ogromna burza rozpęta się jeśli, nie daj Boże o wszystkim dowiedzą się media. Wytwórnia też raczej nie będzie zbyt szczęśliwa. Co powiedzą jego rodzice, gdy się o wszystkim dowiedzą? A jej rodzice? On jak on, jakoś to przetrzyma, ale czy ona da sobie radę?

– Hyung – przerwał mu podobnie Donghae.

– No czekaj, nie skończyłem – miał jeszcze do opowiedzenia o paru problemach, które zdawały piętrzyć się w jego głowie bez końca.

– Wystarczy, hyung, rozumiem, w czym rzecz. Cieszę się, że podchodzisz do sprawy poważnie, wzrusza mnie to – przyznał – ale przecież to nie tak, że musicie zaraz brać ślub. Sam często powtarzasz, że nie ma co się przejmować i jak nie wyjdzie, to nie wyjdzie...

– No chyba nie sądzisz, że w tym wieku będę się spotykał z kimś bez myślenia o ślubie. Dobrze wiesz, jak bardzo chcę już założyć własną rodzinę

Jak już się zwierzać, to się zwierzać. Nie miał już nic do stracenia.

Donghae przez chwilę nie mówił nic, wpatrywał się tylko w niego swoimi dużymi oczami pełnymi melancholii.

– Hyung – odezwał się w końcu – kochasz ją?

– To duże słowo...

– Kochasz czy nie?

– Nie wiem, kurde. Zastanawiam się nad tym od tygodni.

– No to inaczej: A gdyby nagle zniknęła? Ale tak na zawsze? Gdybyś już nigdy, przenigdy w życiu miał jej już nie zobaczyć? Co jest bardzo możliwe biorąc pod uwagę to, że wyszedłeś z mieszkania nic jej nie mówiąc, nie ma cię już dość długo, a ona, jak to kobieta, pewnie pomyślała, że chcesz, żeby się od ciebie odczepiła na wieki wieków.

Na samą myśl skręciło go w żołądku. Tak nie mogło się stać. Nie. Nie mógł na to pozwolić. W żadnym razie. Żadną miarą. Przecież jej potrzebował. Nawet mimo tych wszystkich rzeczy, które stały im na przeszkodzie.

– Dzięki, Lee Doghae. Postawię ci kiedyś obiad – poklepał przyjaciela po ramieniu, upewnił się, że jego pies załatwił swoje wszystkie pieskie potrzeby, po czym popędził do mieszkania z prędkością, której mógłby mu pozazdrościć nawet Usain Bolt.

Nie mógł pozwolić jej zniknąć. Zdecydował, że zrobi wszystko, by mogli w przyszłości przetrwać wszystkie trudności.

Z ogromnym skupieniem wpisał kod do mieszkania i pewnym krokiem wszedł do środka. Zobaczył ją stojącą w progu i poczuł się tak, jakby wszystkie jego dotychczasowe zmartwienia nie miały nigdy miejsca, jakby otworzyły się przed nim bramy niebios.

Ruszył w jej kierunku.

Nie miał znaczenia fakt, że drzwi jeszcze się nie domknęły i ktoś mógłby ich podejrzeć. Nieistotne było, że ściągnięte w pośpiechu buty leżały porozrzucane po przedpokoju, ani że pozostawiony sam sobie pies najprawdopodobniej narobi zaraz strasznego bałaganu.

Liczyła się tylko ona. Wpatrzone w niego jasne oczy w kolorze górskiego strumienia, policzki zaróżowione wstydem na wspomnienie krótkiej chwili zuchwałości i wreszcie jej śliczne, pełne usta.

Magda wyglądała na zmieszaną; chciała nawet coś powiedzieć, ale nie zdążyła. Pokonał dzielące ich metry w kilku szybkich krokach, ujął jej malutką twarz w dłonie i z dziką radością zatopił się w jej ustach.

Drgnęła, zaskoczona jego zachowaniem, ale nie cofnęła się ani go nie odepchnęła. Poddała się jego pocałunkowi tak posłusznie, jakby był czymś, na co od dawna czekała. Jakby odbierała z jego ust to, co jej się jawnie należało. Całą jego miłość, czułość, namiętność. A on z chęcią jej to ofiarowywał.

Jej usta były miękkie i słodkie; smakowała kremem i owocami i gotów był przysiąc, że od tego właśnie momentu zacznie lubić słodycze.

Nagle o czymś sobie przypomniał. Odsunął się od niej na moment, po czym wyciągnął z kieszeni spodni prezent, który zapomniał jej wcześniej podarować.

– Otwórz – zachęcił z łagodnym uśmiechem, gdy zauważył, że kobieta wpatruje się w opakowanie tak, jakby nie miała pojęcia, co się z nim robi.

Rozkojarzona była taka urocza...

– Wszystkiego najlepszego – szepnął, gdy już upewnił się, że odczytała napis wygrawerowany na końcówce wiecznego pióra.

– „Dla Calineczki od Króla Elfów" – przeczytała drżącym od emocji głosem – Dziękuję. Jesteś najlepszy. Kocham cię.

– Wiem. I ja też.

– Też dziękujesz?

– Też cię kocham, głuptasie – odparł i w chwili, gdy to powiedział, poczuł, jak jego serce, umysł i wkrótce całe ciało ogarnia jakiś wielki, wewnętrzny spokój.

Przypomniało mu się pytanie, które zadał Magdzie jakiś czas temu. Ciekaw był wtedy, skąd wie, że podejmowane przez nią decyzje, te których jest szczególnie pewna, są właściwe i dobre.

„Jeśli coś wywołuje u ciebie ogromny, niemal nie do opisania pokój w sercu, jeśli konsekwencje tej decyzji przynoszą radość i harmonię, to musi stać za nią dobro. Tylko zło wywołuje lęk, niepokój i chaos. Nigdy dobro."

Dopiero teraz to zrozumiał. Jak również to, że wszystkie jego wątpliwości i wszystkie piętrzące się przeszkody były tylko czymś, co powstrzymywało go przed wyborem dobra. Przed wybraniem trudnej, ale słodkiej miłości.

– Dobrze, że jesteś. Dziękuję, że jesteś. Wszystkiego najlepszego – powiedział jeszcze zanim ponownie wziął ją w ramiona i obsypał lawiną słodkich, miękkich pocałunków.

W sercu miał pokój, radość, harmonię.

A jej usta smakowały jak wiosna.
_________________
Ostatnio zmieniony przez gang-aji 2018-02-14, 04:12, w całości zmieniany 2 razy  
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Design by Forum Komputerowe
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group


logo
2008 – 2017 © SUPERJUNIOR.PL
Poprzednie adresy: Klik | Klik

Strona wygenerowana w 0,23 sekundy. Zapytań do SQL: 11