| FAQ | Szukaj | Użytkownicy | Grupy | Rejestracja | Zaloguj | Album | Download |


superjunior

Poprzedni temat «» Następny temat
Maraton o własne życie.
Autor Wiadomość
Kim Yuno 
Lena się leni


Ulubieniec z SJ: Ryeowook
Fav Pairing: EunHae, KyuMinWook
Wiek: 18
Dołączyła: 12 Sty 2014
Posty: 274
Skąd: Krk
Wysłany: 2015-06-19, 22:28   

swietej-pamieci napisał/a:
Aparat, aparat, gdzie ja mam aparat?! To było jedyne o czym myślał w chwili, kiedy zobaczył Eunhyuka w pozie lolitki, nonszalancko opierającego się o ściankę kabiny z jedną stopą opartą o sedes, a mina jego wyrażała „Bierz mnie tygrysie”

hahaha chciałabym to zobaczyć XD

swietej-pamieci napisał/a:
Zerknął na przyjaciela, który właśnie pochylał się z drugiej strony ławki tyłem do niego, po czym usłyszał głęboki bełkot i szum jego wnętrzności odbijających się z mlaśnięciem o ziemię. Sungmin uśmiechnął się mimo wszystko. Poklepał młodszego po plecach i pomyślał zadowolony, że to miało oznaczać „tak”.

bo wymiotowanie to najprostsza i najbardziej oczywista forma aprobaty


Hae kurierem~~

swietej-pamieci napisał/a:
W środku była koperta i kwadratowe, malutkie pudełeczko.

Wiem, że to i tak nie to, ale czyżby pudełeczko od Tuśka? ;)
_________________
"If you can't accept all 15 members, then what kind of ELF are you?"
~Heechul
Ostatnio zmieniony przez Kim Yuno 2015-06-19, 22:34, w całości zmieniany 2 razy  
 
 
swietej-pamieci 
Ma?peczka :)


Lover: EunHyuk
Fav Pairing: EunHae
Grupa krwi: A Rh+
Wiek: 30
Dołączyła: 04 Maj 2011
Posty: 5734
Skąd: Zamo??
Wysłany: 2015-07-11, 08:35   

Niedługo kolejna część! Już nad nią pracuję, a póki co, daję zalążek!

-Och Ryeowook-ah, to jest pyszne! Mój brzuszek nigdy ci tego nie zapomni... - wypowiadał słowa między kolejnymi kęsami wkładanymi do buzi ryżu z warzywami. A popijał ciepłym rosołkiem. Niestety całe mięso zjedli pozostali hyungowie.

-Jesteś obrzydliwy, hyung - skwitował Ryeowook odwracając cierpiące oczy od towarzysza.

Patrząc w dal za oknem, zastanawiał się dlaczego obaj z Eunhyukiem poszli się napić. Mieli jakiś konkretny powód czy dla własnego widzimisię?

-Idę zobaczyć co z Hyukjae, dziś jeszcze nic nie jadł.

***


Zauważył nieznaczny ruch u Eunhyuka. Chłopak sięgnął do kieszeni spodni i powoli wyjął jakąś prostokątnął rzecz. Skupił się na niej obracając w dłoniach. Trwało to dłuższą chwilę. Zbyt długą według Ming’a, który wciąż milczał.
-Hyung... ile wytrzymuje bateria włożona do odtwarzacza, mp3, czy innego sprzętu?
-Co...? - Nie tego spodziewał się, ale odpowiedział. - Chyba do ośmiu godzin, dlaczego pytasz?
-Wyszliśmy po dwudziestej drugiej... Pijany zacząłem być przed dwunastą... - wyliczał półgłosem, bardziej do siebie niż do Minga. - O której wróciliśmy do dormu?
-Nie pamiętam, chyba tuż przed siódmą. O co ci chodzi?
_________________


Leeteuk: Chcia?bym móc wyst?pi? przed domem ka?dego ELF'a.
Eunhyuk: Hyung, chcesz si? zabi? przed pój?ciem do wojska?
Leeteuk: Nie, ale one b?d? za mn? t?skni?y.
Eunhyuk: W takim razie musisz te? wyst?pi? przed naszym dormem, bo my b?dziemy bardziej za tob? t?skni?...



The Day I Realized You're Gone...
 
 
maggdalena 
Mad?


Ulubieniec z SJ: Hae, Tusiek, Hee, Kyu, Hyuk
Lover: Siwon
Fav Pairing: EunHae, HanChul, HeeTeuk
Grupa krwi: A Rh+
Kocham SuJu od: 10.02.2010
Wiek: 26
Dołączyła: 06 Maj 2011
Posty: 15239
Skąd: ??czyca
Wysłany: 2015-07-11, 18:33   

Że Donghae nic nie powiedział! Ale... widze go mega mega w tej roli kuriera! :D Mam przed oczyma ten jego uroczy uśmieszek, który, nie wiem, jakim cudem, nie roztopil Natki! Każda fanka wzdycha na ten widok, a ta nic!
i jakby nie było... Siwon jest tutaj mózgiem wszystkiego ^^
_________________
"Without you, I could never see. Without you, I could never hear. Without you, I could never have happy tears in my eyes"

"Sometimes you're my hero. Sometimes you're my girlfriend. You're my sister. You're my BABY!"
 
 
 
nenn 
Milka


Lover: Donghae
Fav Pairing: EunHae
Grupa krwi: A Rh -
Wiek: 32
Dołączyła: 30 Sty 2012
Posty: 11821
Skąd: okolice Warszawy
Wysłany: 2015-07-13, 23:36   

No eŚPe, to ja poczekam może na parę kolejnych rozdziałów zanim zacznę czytać. Dla mojego zdrowia psychicznego ;)
 
 
 
swietej-pamieci 
Ma?peczka :)


Lover: EunHyuk
Fav Pairing: EunHae
Grupa krwi: A Rh+
Wiek: 30
Dołączyła: 04 Maj 2011
Posty: 5734
Skąd: Zamo??
Wysłany: 2015-07-15, 23:09   

nenn, to lepiej poczekaj do konca opowiadania, bo rozdziałów juz wiele nie zostało xD

Magda, Siwon nie jest głónym mózgiem xD jak bedziesz sie przy tym upierać to nie wymyśle, dla Ciebie ładnego zakończenia (w sumie to nie miałam go w planie... xD)

Połowa rozdziału już jest, jeszcze chwilka ;)
_________________


Leeteuk: Chcia?bym móc wyst?pi? przed domem ka?dego ELF'a.
Eunhyuk: Hyung, chcesz si? zabi? przed pój?ciem do wojska?
Leeteuk: Nie, ale one b?d? za mn? t?skni?y.
Eunhyuk: W takim razie musisz te? wyst?pi? przed naszym dormem, bo my b?dziemy bardziej za tob? t?skni?...



The Day I Realized You're Gone...
 
 
maggdalena 
Mad?


Ulubieniec z SJ: Hae, Tusiek, Hee, Kyu, Hyuk
Lover: Siwon
Fav Pairing: EunHae, HanChul, HeeTeuk
Grupa krwi: A Rh+
Kocham SuJu od: 10.02.2010
Wiek: 26
Dołączyła: 06 Maj 2011
Posty: 15239
Skąd: ??czyca
Wysłany: 2015-07-16, 19:15   

swietej-pamieci, ej... tak się nie robi >.< Napomknij coś o mnie, proszę! Już się nie upieram xD
_________________
"Without you, I could never see. Without you, I could never hear. Without you, I could never have happy tears in my eyes"

"Sometimes you're my hero. Sometimes you're my girlfriend. You're my sister. You're my BABY!"
 
 
 
swietej-pamieci 
Ma?peczka :)


Lover: EunHyuk
Fav Pairing: EunHae
Grupa krwi: A Rh+
Wiek: 30
Dołączyła: 04 Maj 2011
Posty: 5734
Skąd: Zamo??
Wysłany: 2018-03-13, 15:03   

ROZDZIAŁ 44


-Och Ryeowook-ah, to jest pyszne! Mój brzuszek nigdy ci tego nie zapomni... - wypowiadał słowa między kolejnymi kęsami wkładanymi do buzi ryżu z warzywami. A popijał ciepłym rosołkiem. Niestety całe mięso zjedli pozostali hyungowie.
-Jesteś obrzydliwy, hyung - skwitował Ryeowook odwracając cierpiące oczy od towarzysza.
Patrząc w dal za oknem, zastanawiał się dlaczego obaj z Eunhyukiem poszli się napić. Mieli jakiś konkretny powód czy dla własnego widzimisię?
-Idę zobaczyć co z Hyukjae. Dziś jeszcze nic nie jadł.
-Zaczekaj, pójdę z tobą.
Sungmin szybko dopił pozostały w kubku rosół i odstawił naczynia do zlewu.
Obaj skierowali się do pokoju Dance Machine, którego przed godziną zanieśli do jego własnego łóżka. Nie oczekiwali jego szybkiej pobudki, ale mieli nadzieję, że żołądek nie da mu spokoju przynajmniej w porze obiadowej. Sungmin czuł się odrobinę winny nadchodzącym cierpieniom przyjaciela, którego głowa i ciało nie były przygotowane na alkohol. Zresztą, nikt nie może być przygotowany na skutki picia alkoholu, choćby nie wiadomo, jak mocną miało się do tego głowę. A Sungmin przez ostatnie miesiące sporo "ćwiczył" w czterech ścianach pokoju. Czasami w towarzystwie Kyuhyuna, który nigdy nie odmawiał procentów.
-Dlaczego go tak spiłeś? - zapytał szeptem Ryeowook, gdy uchylili drzwi pokoju Eunhyuka sprawdzając, czy jego śpiące ciało nadal znajduje się na łóżku, czy już w innym, mniej wygodnym miejscu.
-Oh, tak wyszło... Miałem ochotę się napić i przy okazji porozmawiać. Zresztą sam wiesz, że człowiek czasem musi.
-Mogłeś mnie ze sobą zabrać.
-Jemu taki reset bardziej się przydał. Z tobą nie byłoby tak śmiesznie, bo masz mocną głowę. - Poczochrał młodszego chłopaka po głowie psując mu fryzurę. Uśmiechnął się nieznacznie na wspomnienie sceny w toalecie, której Eunhyuk nie powinien pamiętać. Istniała jednak możliwość, że zdjęcie zrobione przez kelnera już krążyło po internecie. Postanowił, że niedługo pójdzie do baru zapłacić za rachunek i poprosić o dyskrecję w sprawie wczorajszego zamieszania w toalecie. Chyba mu nie odmówią spełnienia prośby?
-I o czym rozmawialiście? - spytał młodszy zamykając drzwi od pokoju Hyuk'a.
-A takie tam pierdoły. Powspominaliśmy stare, dobre czasy. No i nauczyłem go pić! To chyba ważny krok dla ludzkości! - rzekł zadowolony z siebie chłopak.
- Nie bardzo wiem, co to ma z ludzkością wspólnego. Jedynie narobiłeś bidy jego głowie. Siwon wspominał, że liderowi również popsułeś humor z rana. Masz okres, czy co? Wszystkim robisz na złość.
-J-jak to? - mężczyzna zachłysnał się śliną. Wcale nie miał zamiaru przysparzać problemów i przykrości przyjaciołom. Ale uwaga wypowiedziana na głos przez osobę patrzącą na to z boku, o dziwo wydała mu się prawdziwie trafna. Czyżby jego egoizm ewoluował o kolejny stopień?
-O, chłopaki! Dobrze was widzieć! Potrzebuję pomocy przy wyborze stroju na dzisiejszą imprezę otwarcia nowej szkoły tańca dla dzieciaków - rzekł nadchodzący z naprzeciwka korytarzem Kyuhyun.
-Przecież mieliśmy nie iść...- zaczął Sungmin struchlałym głosem. - Nie idziemy tam!
-Owszem, pójdziemy. Taki mamy grafik - ze stoickim spokojem odparł maknae.
Przez chwilę mierzyli się wzrokiem, a między ich spojrzeniami Ryeowook wyczuwał niemal namacalne pioruny, więc z niepokojem odsunął się na bezpieczną odległość.
-Kyuhyun... - wysyczał Sungmin przez zaciśnięte zęby, a za ich przykłademposzły pięści. Mężczyzna wcale nie miał zamiaru jechać na wieczorne otwarcie szkoły. A tym bardziej nie mógł pozwolić Hykowi tam pojechać.
-Nihao~! - nagle usłyszeli radosne powitanie zza drzwi wejściowych do mieszkania. Uśmiech Kyuhyuna nie miał w tej chwili granicy możliwości ukazując szereg białych ząbków. - Cześć, chłopaki! O czym rozmawiacie?
Niczego nieświadomi Sungmin z Ryeowookiem stanęli jak wryci z maksymalnym zdziwieniem na twarzach. Ryeowook aż zapiszczał z radości swoim cieniutkim głosikiem i rzucił się na szyję przybyłemu gościowi.
-Co za niespodzianka! Skąd się tu wziąłeś? - spytał, udając zaskoczenie. Przecież wszyscy, oprócz Eunhyuka, lidera i Sungmina wiedzieli, że plan zakłada sprowadzenie kolegów z zespołu, aby już nikt nie mógł wywinąć się z udziału w otwarciu szkoły tańca, na które oni specjalnie przylecieli.
-Manager do nas zadzwonił i kazał przyjechać na jakąś imprezę. Uwielbiam dzieciaki, więc chętnie z nimi zatańczę na występie! Cały zespół powinien zatańczyć, to na pewno sprawi radość młodemu pokoleniu. - rzekł ZhouMi, który był niespodziewanym gościem. Odwzajemnił braterski uścisk kucharzyka i wyciągnął rękę do Sungmina. - Jak się masz? - zapytał nieco łamanym koreańskim.
Mężczyzna wyciągnął dłoń ruchem robota, jakby automatycznie miał zakodowane, że tak powinno się zrobić. Nie uszła mu jednak uwaga, że dziewczyny z Polski znacznie lepiej posługiwały się językiem koreańskim niż kolega z ich zespołu.
-Zadzwonił do "was"? To znaczy, że...
-Dokładnie tak. Henry również przyleciał - Kyuhyun zadowolony z siebie, nie pozwolił dokończyć zdania starszemu koledze.
-To gdzie on jest? - zapytał Ryeowook energicznie rozglądając się po dormie. Może przeoczył jego wejście? Albo Kanadyjczyk gdzieś się schował?
-Donghae odebrał go z lotniska i pojechali od razu do szkoły, w której ma się odbyć impreza. Henry wyglądał na bardzo podekscytowanego po tym, jak Dongahe mu naopowiadał o jakiś europejkach. - Wytłumaczył Zhoumi.
Kyuhyun tylko uśmiechnął się pod nosem. Teraz już nie będzie odwrotu.
- Później przyjadą do dormu przygotować się - dokończył.
-A jesteście pewni, że ta impreza w ogóle się odbędzie? - usłyszeli podniesiony głos zdenerwowanego Sungmina, którego pięści były już mocno zaciśnięte. Jak oni wszyscy mogli tak radośnie wyczekiwać otwarcia szkoły wiedząc, co się wydarzyło kilka dni wcześniej?
-Z tego, co wiem... - zaczął spokojnie Kyuhyun.
-Nie stój tak, Zhou! Zaprowadzę cię do pokoju, w którym rozpakujesz się i odpoczniesz! - Ryeowook przerwał wiszącą w powietrzu kłótnię i chciał jak najszybciej wyciągnąć gościa spomiędzy piorunów, które koledzy z zespołu ciskali w swoją stronę.
-Ale ja nie jestem zmęczony...-chciał zaprotestować Chińczyk, będąc wypychanym przez młodszego kolegę w kierunku jednego z pokoi.
-Jesteś! - zapiszczał po chińsku kucharzyk, głosem nieznoszącym sprzeciwu. Po kilku sekundach siłowania się z Zhoumim, ostatecznie udało się go wepchnąć do pokoju na końcu korytarza, zatrzaskując za sobą drzwi.
-Co chcesz tym razem zrobić? Udało ci się porozumieć mnie z Agnieszką. Robisz ostatnio wiele niezrozumiałych rzeczy, które do ciebie nie pasują. Ale czy naprawdę nie rozumiesz, dlaczego nie chcę tam pójść? Leeteuk hyung też będzie temu przeciwny, nawet bardziej niż ja. -Sungmin próbował się uspokoić. Nabrał powoli powietrza w płuca i oparł się o chłodną ścianę.
-Impreza i tak się odbędzie. Nigdzie nie było informacji o odwołaniu. Manager hyung dzwonił tam rano. Właściciel budynku wszystko potwierdził. Podobno oprócz szkoły tańca, swoją działalność rozpoczyna tam również studio mody i wizażu, oraz mała redakcja na samej górze. Jak sądzisz, do kogo to będzie należało? Nic ci nie przychodzi do głowy?
Oczywiście wiedział, przez kogo będą wynajmowane dwa pozostałe piętra budynku. Jego serce mocniej zabiło na wspomnienie o czerwonowłosej dziewczynie. W tej chwili chciał być na miejscu imprezy otwarcia szkoły tańca, oraz studia mody. Jednak rozum i poczucie lojalności wobec przyjaciela jeszcze walczyło. Pomimo rozmowy z Hyukiem, w której postanowił odzyskać ukochaną, poranna sprzeczka z liderem sprawiła, że jego wnętrze wciąż się wahało. Czy naprawdę postępował egoistycznie? Był nieczułym na cierpienie przyjaciół draniem?
-Przestań tyle myśleć! - Nagle poczuł klepnięcie dłoni na swoim ramieniu. - Leeteuk hyung i tak nie ma wyboru. Jako lider zespołu będzie musiał tam pojechać, mimo szczerej niechęci.
-Czy ty w ogóle masz pojęcie, jak to jest kochać kogoś jednocześnie nie będąc w stanie być z tą osobą? - zapytał Sungmin, smutno patrząc mu w oczy. Jeśli lider ujrzy tam Natalię, to będzie dla niego ostatni gwóźdź do trumny, którą chyba cichaczem sobie budował w swoim bialutkim pokoiku.
-A mogę to porównać do swoich gier? Jeśli tak, to wiem, jak to jest ciągle przegrywać w ukochaną grę, pomimo wielu starań i świadomości, że jestem mistrzem tej gry. Hyung, nie możesz cały czas się zadręczać problemami i zmartwieniami innych osób. Zadbaj o swoje życie, a pozostali niech robią co chcą ze swoimi sprawami - rzekł, pocieszająco zaciskając dłoń na jego ramieniu. Oczywiście nie dodał, że szczególnie zależy mu na tym, aby Sungmin zaznał szczęścia, bo to z nim dzieli swój pokój. Picie alkoholu ma również swoje ograniczenia, a tym bardziej przegrywanie w gry. Zwłaszcza, że pijąc więcej z Sungminem, zwyczajnie nie trafiał w przeciwnika.
Słowa maknae miały w sobie sens. Kącik jego wąskich ust nieznacznie uniosły się w smutnym uśmiechu. On również pragnął dla siebie szczęścia i pomyślnego ułożenia spraw z Agnieszką. Wiedział, że ona tęskniła za nim równie mocno, co on za nią. Ta świadomość dodawała mu otuchy i odwagi.
-Ale wiesz... Natalia na pewno nie będzie zadowolona widząc nas tam...
-Ta ruda od Leeteuk hyunga? Nie martw się o nią. Myślę, że już dłużej nie będzie wam przeszkadzała. - Kyu uśmiechnął się tajemniczo i uniósł kciuk.
Po tych słowach odwrócił się na pięcie i nucąc pod nosem jakąś balladę, wyszedł z ich mieszkania. Za drzwiami ostatniego pokoju dało się słyszeć radosne krzyki w języku chińskim. Sungmin stał samotnie jeszcze przez chwilę, nasłuchując dźwięków dochodzących z całego mieszkania.
-Hyung?
Nagle z zamyślenia wyrwał go głos. Raptownie odwrócił się i ujrzał Hyukjae stojącego w półprzymkniętych drzwiach swojego pokoju. Miał rozczochrane włosy i zaspane spojrzenie, a cienie pod oczami informowały o źle przespanej nocy i poranku.
- Musimy porozmawiać, hyung - wymamrotał posępnie.
Sungmin przełknął głośno ślinę, wycierając o spodnie nagle mocno spocone dłonie. Takie słowa nigdy nie wróżyły niczego dobrego. Podejrzewał, że i tym razem nie będziej inaczej, chociaż jak zwykle miał w sobie odrobinę nadziei. Jeszcze nie wiedział, że mogła ona okazać się płonna.

***


Zajęła jedno z niewielu wolnych miejsc w podmiejskim autobusie. Gdyby wsiadła na kolejnym przystanku, to mogłaby w ogóle nie mieć miejsca do siedzenia, a było ono w tej chwili niezbędne jej trzęsącym się nogom. Kurczowo trzymając torbę z laptopem oraz torebkę, do której wrzuciła dostarczoną przez Donghae tajemniczą przesyłkę. Obserwując przez okno codzienność życia innych Koreańczyków starała się chociaż na chwilę odpędzić od siebie skłębione myśli, ponieważ chwilowo myślała, że postradała rozum, jest niepoczytalna, lub zachorowała na chorobę psychiczną, która powoduje omamy wzrokowe. A jak zamknął ją w psychiatryku?
Spocone ręce wytarła w wiosenny kremowy płaszczyk i nerwowo oblizała suche usta, których nie zdążyła nakremować chociażby pomadką ochronną, nie mówiąc już o jakimś barwniejszym akcencie makijaż-owym. Wrzucała wszystko do torby w tak wielkim popłochu, że nawet nie zdążyła przejrzeć się w lusterku. Wybiegła z domu mając na sobie sprane jeansy i seledynowy luźny sweter sięgający do połowy ud, a na nogi założyła zasuwane botki - bo tak było najszybciej. Nie miała przecież czasu na sznurowanie więzadeł w trampkach, adidasach, czy innych butach. Jedyne co miała w głowie, to jak najszybciej dojechać do dziewczyn, nawrzeszczeć na nie, przytulić, czy rozpłakać się w ich ramionach. Miała tyle mieszanych uczyć po sprawdzeniu zawartości pudełka, że sama nie wiedziała, co ma ze sobą zrobić i czy to, co ujrzała jest prawdą, a może urojeniem jej wyobraźni, którą tak długo starała się trzymać na wodzy. Stwierdziła, że tylko jej przyjaciółki w tej chwili mogłyby doprowadzić jej tan umysłu do porządku. O ile w ogóle będą chciały to zrobić. Natalia wciąż miała za złe Iwonie, że w wywiadzie odważyła się przyznać do "pobierania" nauk od Dance Machine Eunhyuk'a. Agnieszkę wcale nie uważała za lepszą, ponieważ doskonale wiedziała, że wpadłaby w ramiona Sungmina przy pierwszej lepszej okazji. I tylko ona jedna wciąż kurczowo trzymała się ich planu. Swojego planu. Jednak w Korei były to jej najbliższe osoby, na które mogła liczyć w każdej sytuacji. Nie zrobiłyby czegoś, co mogłoby jej wyjść na złe, prawda?
Przecisnęła się przez tłum ludzi, który zdążył się już zgromadzić w autobusie i wysiadła na przystanku, z którego najbliżej było jej dojść do wynajmowanego budynku. Nie było to najlepsze położenie, bo od przystanku musiała przejść jeszcze około dziesięciu minut w stronę obrzeży miasta. Tym razem spokojny spacer zamienił się w szybki marsz zakończony lekką zadyszką, gdy uwiesiła się na klamce drzwi wejściowych do budynku.
Zignorowała kilku pracowników kiwających jej głową na powitanie, którzy obecnie pracowali nad wykończeniami sali do występów i w tej chwili nieśli jakieś kolorowe dekoracje. Nie zastając przyjaciółek w sali treningowej, zatrzymała w korytarzu stażystkę Agnieszki z salonu mody pytając o nie. Dziewczyna wskazała na małą kanciapę, z której Iwona zrobiła sobie swoje osobiste, "ciasne ale własne", biuro na sprawy organizacyjne. Z impetem otworzyła drzwi i od razu je za sobą zatrzasnęła powodując tym niemal huragan, na skutek którego pospadały kartki z biurka długowłosej choreografki. Natomiast obie dziewczyny podskoczyły niczym porażone piorunem, wydając przy tym nie mniej dopasowany odgłos.
-Matko i córko! Ale mnie przestraszyłaś! - Agnieszka złapała się teatralnie za serce.
Iwona natomiast z łoskotem uderzyła głową o biurko, ponieważ w chwili wejścia rudowłosej zawiązywała sznurówki, a trzaśnięcie drzwiami automatycznie wywołało odruch podniesienia głowy.
-Co ty robisz?! Chcesz mi drzwi rozwalić? - syknęła właścicielka pokoju chwytając się za głowę. Miała nadzieję, że nie polała się krew.
-Ja chyba za chwilę rozwalę cały ten budynek, jak się nie uspokoję - odparła Natalia odkładając torbę z laptopem na ziemię.
Szybko podeszła do biurka próbując wyrównać oddech. Bez ceregieli położyła paczkę na blacie. Jej spojrzenie było zrozpaczone, wręcz wołało o pomoc.
-Co to takiego? Dostałaś prezent? - zapytała zaciekawiona Agnieszka również podchodząc do biurka. Chciała wiedzieć, o co tyle szumu.
-Błagam, nie pytajcie mnie o nic, tylko to otwórzcie, zobaczcie, przeczytajcie i dopiero wtedy powiedzcie mi, co to jest i czy nie oszalałam - wyszeptała płaczliwie.
Oddaliła się od biurka i nerwowo przeczesując włosy spacerowała po pokoiku w tą i z powrotem. Starała się nie patrzeć w stronę przyjaciółek, ale nie mogła się powstrzymać przed pojedynczymi zerknięciami na ich reakcję.
-Bez jaj... - Iwona pierwsza oderwała wzrok od kartki, a jej i tak duże oczy teraz wydawały się niczym pełnia księżyca w bezchmurne niebo. - To tak na poważnie? - skierowała pytanie do Natalii jednocześnie dobierając się do małego pudełeczka.
-Sama chcę to wiedzieć...- jęknęła cichutko przykładając dłonie do ust.
-Daj mi dokończyć! - Agnieszka wyrwała Iwonie kartkę z ręki. Na jej twarzy malował się stoicki spokój. Poprawiła okulary na swoim małym nosku i szybko dotarła do końca listu. - No, to wydaje się logiczne, prawda? - mruknęła spokojnie, jakby to była najnormalnejsza kolej rzeczy w tym ich zakręconym świecie.
-Logiczne?! - zapiszczała rudowłosa prawie upadając na kolana. Zamiast tego oparła się o ścianę i osunęła na ziemię, jednocześnie topiąc smukłe palce w rudych włosach. - Przecież to właśnie nie jest logiczne. Może to jakiś głupi żart?
-Pokaż pierścionek. Ładny chociaż? - Agnieszka przejeła od osłupiałej Iwony kwadratowe pudełeczko. - O, śliczny! Ale ci zazdroszczę!
-Faktycznie ładny... - wymamrotała choreografka, dla której tyle wrażeń na raz w ostatnich dniach, to było zdecydowanie za wiele.
-Nie miałyście się zachwycać wyglądem pierścionka, tylko mi pomóc! Nie widzicie, że to jakieś szaleństwo? Żaden celebryta się tak nie zachowuje. To jest podejrzane! Ktoś na pewno chce sobie ze mnie zażartować a ja... - zacięła się w połowie zdania. Nagle jakby odcięto jej tlen i nie mogła złapać tchu.
-A ty... narobiłaś sobie nadziei, że to może być prawda. To chciałaś powiedzieć? - dokończyła za nią Agnieszka.
Podeszła do przyjaciółki, której ramiona lekko zadrgały, ale nie płakała. Jedynie drżała z tych wszystkich emocji, które tak długo w sobie trzymała.
-Tak... -wyszeptała w końcu zrezygnowana. Nie miała już dłużej siły walczyć z samą sobą i własnymi uczuciami.
Poczuła, jak ogromny ciężar zalegający jej serce znika jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, gdy nagle ciepłe ramiona Agnieszki oplotły jej szyję. Tak długo powstrzymywane łzy zaczęły spływać po jej policzkach, niczym wodospad Niagara. Było ich tak wiele, że musiała je wciąż wycierać rękawami swetra, aby móc cokolwiek widzieć.
-P-przep...praszam w-was... - łkała, ledwie wymawiając niewyraźnie słowa. -Z-za.. w-wszyst - chlip -...ko.
-Przestań ryczeć, bo nic nie rozumiem - zbeształa ją żartobliwie Iwona, która z założonymi ramionami nadal stała oparta o biurko.
-No właśnie, ja też nie zrozumiałam. Co powiedziałaś? - Agnieszka dołączyła się do Iwony, aby poprawić nastrój rudowłosej. Przez nią za chwilę będą tu miały nie lada powódź. W najlepszym wypadku zrobią sobie basen z kanciapy Iwony.
-Nie chciałam, aby tak to wszystko się ułożyło. Myślałam, że dobrze postępuję. Przepraszam, że was ciągnęłam za sobą i kazałam trwać w tym głupim postanowieniu - rzekła Natalia, gdy w końcu uspokoiła łkanie. - Ja... ja nie chciałam, abyśmy cierpiały. Miałam nadzieję, że chłopcom również będzie łatwiej z taką podjętą decyzją. Zrozumcie, ich świat i nasz... - znów się zacięła, a jej usta zacisnęły się w cienką linkę.
-Rozumiemy! Tylko już nie płacz! - Agnieszka szybko zareagowała nie chcąc, aby rudowłosa znów się rozkleiła.
-Nie wracajmy już do tego. Nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem. Przeszłości już nie zmienimy, ale mamy wpływ na naszą przyszłość. Co zamierzasz zrobić z tym? - zapytała Iwona ruchem głowy wskazując na pudełko oraz list leżące na biurku.
-Ja...nie wiem. Nie wiem nawet czy to jest prawda. Nie uważacie, że to jakby nierealne? Takie rzeczy nie przytrafiają się w szarym życiu zwykłych pracownic - siorbała nosem a resztki spływających łez znów otarła mokrym już rękawem swetra.
-Ale nie masz stuprocentowej pewności. Może więc warto się przekonać, czy to prawda? A jeśli Leeteuk zrobił to na poważnie, to co wtedy? Znowu uciekniesz? - zapytała poważnie Agnieszka.
Natalia natychmiast zaprzeczyła energicznym ruchem głowy. I znów zachlipiała.
-Zuch dziewczyna - pogłaskaniem po włosach została pochwalona przez najstarszą z ich trójki. Niczym piesek, któremu niestety nie przyniosła żadnej kości, pomyślała w duchu Agnieszka.
-A-ale, czy to dla was w porządku? - spojrzała szklistymi oczyma na jedną, a potem na drugą dziewczynę stojącą przy biurku. Nie wiedziała, czy wybaczą jej wcześniejsze zachowanie, a teraz nagłą zmianę, dzięki której miała nikłą, ale jednak, szansę na szczęśliwe ułożenie sprawy miedzy nią a jej ukochanym liderem.
-No jasne. Ja nie mam nic przeciwko. I tak rzucę się na Minga, gdy go tylko zobaczę, więc będzie nas dwie. Przecież dobrze wiesz, że my nigdy do końca nie chciałyśmy się odciąć od nich, a jedynie lojalność wobec ciebie kazała nam trzymać się tego postanowienia. Więc głowa do góry! Mamy prawo do szczęścia. Każda z nas może ułożyć sobie życie po swojemu. - Agnieszka ścisnęła dłoń na ramieniu przyjaciółki chcąc dodać jej tym otuchy i zapewnić o prawdziwości swojej wyjątkowo mądrej wypowiedzi. Musiała sobie zapamiętać, aby to potem gdzieś zapisać, bo rzadko zdarzało jej się coś takiego idealnego wymyślić na poczekaniu. I w dodatku powiedzieć to komuś na głos miłym tonem. Święto warte zapisania w kalendarzyku!
Natalia uśmiechnęła się w końcu leciutko, lecz niepewne spojrzenie przeniosła na ciemnowłosą choreografkę.
-Nie patrz tak na mnie! Zawsze robiłaś, co chciałaś, więc tym razem również powinnaś iść za głosem, który masz w środku! Tylko tym razem niech górę weźmie serce, a rozum wyślij na urlop, bo chyba troszkę się przegrzał - dziewczyna łobuzersko mrugnęła okiem.
-A Hyuk...?
-Ekhem... - odchrząknęła znacząco i zwróciła się w stronę szafki, w której trzymała swoje ubrania treningowe. Miała zamiar przebrać koszulkę przed próbą generalną z dzieciakami. - I tak nigdy nie miałam większych nadziei na coś więcej niż dobra przyjaźń i współpraca z nim, jako świetnym tancerzem, więc w tym temacie nie musisz się mną przejmować - dokończyła zdanie stojąc plecami do dziewczyn. Nie chciała, by wyczytały w jej oczach nutę smutku. Szybko przebrała koszulkę na treningową i biorąc głęboki wdech odwróciła się do przyjaciółek. Posłała Natalii szczery uśmiech, bo naprawdę życzyła jej szczęścia. Miała po prostu nadzieję, że spokój powróci do ich zagmatwanych żyć i serc.
-To co mam zrobić? Oni przyjadą tu tylko na występ. W tym tłumie nie będę miała możliwości nawet zamienić z nim słowa. A kto wie, czy w ogóle uda mi się go zobaczyć poza sceną...
-Na pewno uda nam się coś wykombinować. Skoro już zdecydowałaś się na konfrontację z nim, to już nasza głowa w tym, aby spotkanie doszło do skutku - Agnieszka teatralnie zakasała rękawy. - Tylko może najpierw doprowadź się do porządku, co? - pogardliwym wzrokiem zjechała od góry na dół przyjaciółkę, oceniając jej stan w skali minusowej.
-I zdejmij ten zasmarkany sweter - dodała Iwona. - Tam leżą kosmetyki Agnieszki, możesz się podretuszować, bo chyba nie miałaś na to czasu wychodząc z domu, co? - wskazała z uśmiechem na torbę przyjaciółki leżącą w kącie na podłodze.
-Hej, nie rządź się moimi rzeczami, dobra? - Agnieszka automatycznie się podniosła opierając dłonie na biodrach. - Oczywiście, że możesz skorzystać z moich kosmetyków - zapewniła szczodrze uśmiechając się do Natalii.
-Dziewczyny... Bardzo wam dziękuję. Jesteście niezastąpione!
Natalia podniosła się w końcu z podłogi i rozłożyła szeroko ramiona. Agnieszka od razu w nie wpadła, jakby to były objęcia ukochanego, a Iwona powoli dokuśtykała do przyjaciółek.
-No już już. Nie za dużo tych czułości, bo przytyję od samego przytulania się - czerwonowłosa szybko odepchnęła je od siebie. Zwyczajnie było jej niewygodnie i za gorąco, a nie lubiła być spocona i śmierdząca.
-Ja muszę iść do dzieciaków. Obiecałam im jeszcze kilka prób przed występem, więc w razie czego będę w salce treningowej. Hwaiting! - klepnęła Natalię po ramieniu, po czym uniosła zaciśniętą dłoń dodając jej otuchy.
-Na pewno dobrze postępuję? - westchnęła głęboko Natalia, gdy drzwi za Iwoną się zamknęły.
-Błagam, nie zaczynaj! Decyzja zapadła - jęknęła przedłużając pierwszą samogłoskę "a" w słowie "błagam". - Weź moje kosmetyki na górę i opanuj się. Zrób szybki makijaż, posprzątaj biuro i zajmij się czymś do ich przyjazdu. Nie masz żadnych artykułów do napisania?
Natalia zaprzeczyła ruchem głowy.
-Dopiero po zakończeniu imprezy chcę napisać obszerny artykuł.
-No to może opisz, jakbyś chciała, aby wyglądało twoje spotkanie z Jongsoo? Jak je sobie wyobrażasz?
-Emm... serio? Mam to napisać?
-Oczywiście. Co ci szkodzi?
-A jak się za bardzo rozmarzę, a w rzeczywistości nic z tego nie wyjdzie? - grymas niezadowolenia wykrzywił jej usta.
-Hm, w takim razie może uda ci się sprzedać te gryzmoły jako scenariusz do dramy i staniesz się sławną scenarzystką. Tak czy inaczej, wyjdzie ci to na dobre! - Agnieszka klepnęła zaskoczoną przyjaciółkę w tyłek wypychając ją z kanciapy.
Sama miała jeszcze sporo do ogarnięcia w swoim studio, dlatego dłuższa konwersacja z Natalią nie wchodziła w grę. Poza tym ileż można przekonywać kobietę do spotkania z gwiazdorem? Nawet nie wiedziała, jakie szczęście ją spotkało i jak wiele kobiet w tym momencie jej zazdrościło. Nawet ona zazdrościła jej ładnego pierścionka i romantycznego wyznania miłosnego w liście. Co prawda wolałaby, aby wykonane zostało to przez kogoś innego i w bardziej czadowy sposób, ale sam pomysł bardzo jej się spodobał. Nawet nie zamierzała się zastanawiać, kto stoi za wykonaniem tego przedsięwzięcia, bo była niemal pewna, że lider z własnej woli tego nie zrobił. Natomiast nurtowała ją myśl, jakie jeszcze niespodzianki dziś na nie czekają.

***


Wchodzący pospiesznie mężczyźni do sali występowej o mały włos nie wpadli na główną dekoratorkę wnętrz, która stojąc przy drzwiach dyrygowała ekipą. Machając rękoma pokazywała, gdzie mają poustawiać ozdobne dekoracje, balony i inne kolorowe gadżety.
-Och, przepraszamy - krzyknął Donghae, sam prawie przewracając się na podłogę. Próba ominięcia kobiety zakończyła się sukcesem, czego w duchu sobie pogratulował.
-O co chodzi? - zapytała kobieta odwracając głowę w stronę gości. Jej twarz prawie stykała się z głową Donghae, który lekko pochylony, z błogim uśmiechem właśnie drapał się po kolanie.
-Nie zna nas pani? - odpowiedział pytaniem na pytanie, jeszcze szerzej uśmiechając się. Jak można było ich nie znać? Nie przyjmował takiej wersji do swojej świadomości, a nawet podświadomości.
-Ah... - zastanowiła się przez sekundę. - Jesteście nowymi tancerzami pomocniczymi?
-K-kim? - tym razem głos zabrał młodszy z mężczyzn, który do tej pory milczał. Jego koreański był dość dobry, jednak zdradzał go obcy akcent i nie ukrywał, że wolał posługiwać się językiem angielskim.
-Nie ważne. Po co tu przyszliście? Nie widzicie, że jesteśmy wszyscy bardzo zajęci przygotowaniami do imprezy? Nie tam! Trochę w prawo przesuńcie tą niebieską szarfę! - krzyknęła do jednego z pracowników machając dłonią w wypowiedzianym kierunku.
Donghae z niedowierzania musiał oprzeć się o kolegę, aby nie zemdleć i nie rozbić swojego uroczego noska. Jak kobieta mogła go nie rozpoznać? Jego! Donghae z Super Junior! Już pół biedy z Henrysiem, bo nie był Koreańczykiem. I tak mało co rozumiał.
-Szukamy dzieci - odezwał się Henry.
Kobieta od razu zlustrowała ich bacznym spojrzeniem.
-Jakich dzieci? Po co wam dzieci? - zapytała szybko nie odrywając wzroku od Donghae.
Czyżby w końcu mnie rozpoznała? Pomyślał ucieszony.
-Ten tutaj wygląda jak zboczeniec- wskazała na uśmiechniętego chłopaka, który przed chwilą buchał radością. - Jazda mi stąd, bo wezwę policję! - i zamachnęła się dłonią z zamiarem trzepnięcia jednego z chłopaków po głowie. Obojętnie którego.
Na szczęście Henry natychmiast zareagował uchylając się do tyłu i szybko pociągnął za sobą kolegę z zespołu, jednocześnie wyciągając go za drzwi sali.
-Uf, dzięki kolego - Donghae otarł rękawem pot z czoła. - Gdyby nie ty, to już bym pewnie więcej nie stanął na scenie.
-Spoko. Ale gdzie są dzieciaki?
-Co mówisz? - Donghae musiał się wsłuchać w słowa, ponieważ Henry po koreańsku mówił jeszcze gorzej niż ZhouMi.
-Łoj ziom, mówię o "kinder"!
-Killer? - przeinaczył Donghae, ponieważ to było jedno z niewielu słów, które kojarzył po angielsku i szybko je sobie przypasował do usłyszanego słowa. - Chcesz tu kogoś zabić?! Nie możesz! Ande, ande, ande! - przestraszony zatkał młodszemu koledze usta swoją dłonią, jednocześnie przygwożdżając go do ściany i ukradkiem rozglądając się, czy osoby przechodzące korytarzem nie usłyszeli ich rozmowy! Henry chyba jeszcze do końca nie poznał ich kultury. Tutaj nie zabija się na powitanie przypadkowych ludzi, pomyślał załamany Donghae. Nie wiedział, co ma teraz zrobić.
-Pu...scaj...!
Henry obślinił rękę Donghae, przy okazji wgryzając się w najmniejszy palec, po czym odepchnął chłopaka od siebie.
-Nie jestem tobą zainteresowany, hyung. Nie leć na mnie!
-Ja nie...
-Cicho! - przerwał mu Henry. - Słyszę muzykę! Hyung, nie słyszysz? Chodź!
Zanim zdezorientowany brunet zdążył zareagować, był już ciągnięty za poły swojej skórzanej kurtki w kierunku, z którego dobiegała cicha muzyka i delikatne tupanie. Im byli bliżej, tym dźwięki się nasilały, co dodało im pewności siebie i teraz biegli truchtem na drugi koniec korytarza, gdzie znajdowała się sala taneczna. Jakby mało było im wrażeń przeżytych z nieprzyjemną panią dekoratorką, to na dokładkę od strony schodów nagle wyłonił się pan woźny wystawiając mopa tuż pod nogi biegnących mężczyzn. Oczywiście obaj wyrżnęli na prostej drodze. Donghae wpadł na Henrysia, więc miał miększe lądowanie, co nie omieszkał przypisać swojemu odwiecznemu szczęściu.
-Przepraszam! Nic wam nie jest?
Mężczyzna ze zmartwionym wyrazem twarzy odrzucił na bok kij od mopa i podszedł szybko do poszkodowanych.
-Uh... - przygnieciony Henry nie potrafił z siebie wydobyć chwilowo głosu. Po części z oszołomienia, a po części z powodu ciążącego na nim dupska Donghae, który już wygodnie się rozsiadł na plecach młodszego, niczym król na tronie, i suszył ząbki w stronę woźnego, gorąco zapewniając, że wszystko jest w jak najlepszym porządeczku!
-Co to za zamieszanie? - usłyszeli kobiecy głos.
Z pokoju, który służył Iwonie za kanciapę, wychyliła się Agnieszka, zastając woźnego nisko kłaniającego się po raz enty dwóm mężczyznom.
-To moja wina! - od razu zaczął tłumaczyć się pan od mopa. - Nie zauważyłem jak ci panowie biegli i wystawiłem kij od mopa, a oni tak nagle... nie wiem skąd, ale pojawili się! Przepraszam! - Ponownie odwrócił się do mężczyzn.
-Ja ciebie znam! - nagle Donghae wystrzelił palcem w Agnieszkę, niczym gliniarz z pistoletu. No może nie gliniarz, ale zawsze chciał odegrać taką rolę w dramie.
-No co ty nie powiesz... - zironizowała dziewczyna uśmiechając się pod nosem. Takiej niespodzianki się nie spodziewała. - O, jest i Henryś! Witam! - uśmiechnęła się jeszcze szerzej wyciągając rękę do gościa z Kanady.
-Skąd my się znamy? - chłopak niepewnie uścisnął dłoń dziewczyny, jednak jej szczera reakcja bardzo mu się spodobała. Odwzajemnił uśmiech, następnie posłał pytające spojrzenie do swojego kolegi.
-Nie znacie się. Ale ona nas zna jako Super Juni-OR! Ej, dlaczego nie dokończyłeś ze mną, ani nie wyciągnąłeś ręki? Wstydzisz się nas?! - ochrzanił go Donghae łapiąc za poły jego sportowej kurtki.
-Nic się nie zmieniłeś - przerwała Agnieszka. Czy jemu ciągle ktoś musiał przerywać? - Ale co tu robicie o tej godzinie? Nie powinniście się szykować na wieczór? Troszkę za wcześnie przyjechaliście. - Agnieszka spojrzała na zegarek, a drugą dłonią poprawiła okulary na nosku. Musiała jakoś ukryć zaskoczenie, jakie wywołało nagłe pojawienie się Juniorów. Donghae przypominał jej o nieprzespanej nocy w domu Siwona, chociaż on osobiście całą przespał i głównie to zapadło jej w pamięć.
-Zaraz będziemy się zbierać do domu. Henry koniecznie chciał zobaczyć, jak dzieciaki przygotowują się do występu. On sam jest jak dziecko, więc sama rozumiesz...
-Nie rozumiem. Ale spoko. Ćwiczą w sali treningowej. Właśnie zamierzałam tam pójść, więc follow me!
Henry od razu podążył za czerwonowłosą kobietą, podczas gdy jego kompan nadal zastanawiał się, co ona powiedziała. Postanowił, że od jutra zacznie się choć trochę uczyć obcych języków.
Kobieta otworzyła drzwi zza których dobywała się rytmiczna muzyka oraz towarzyszące jej równe tupania butów. Mężczyznom ukazała się sala, której dwie przeciwległe ściany były wyłożone lustrami. Na przeciwko drzwi wejściowych znajdowała się ściana, a na jej całej długości były zamontowane ogromne okna, dzięki którym w sali było bardzo jasno, więc za dnia nie potrzebowali korzystać z oświetlenia..
Dzieciaki podskakiwały, tupały, wymachiwały rękoma i nogami, zginając je pod różnymi kątami. Oczywiście wszystko było zgrane w jeden, dość skomplikowany układ. Dla dzieci może zbyt skomplikowany. Ale z pewnością był profesjonalny i o dziwo, dzieciaki dawały sobie z nim radę, co mężczyzn wprawiło w lekkie zdumienie. Chcieli obejrzeć układ do samego końca, więc obserwowali w ciszy, ponieważ dzieci od razu przerwałyby ćwiczenia na widok swoich idoli.
-Teraz Junho! - Iwona krzyknęła głośno.
Spośród młodszych dzieci wyskoczył do przodu najstarszy z chłopców i wykonał trudniejszą solówkę, a pozostali w tym samym czasie tupali nogą i przyklaskiwali w rytm muzyki. Gdy chłopak był w połowie swojego popisu, dołączyła do niego Iwona wyskakując na środek i udając, że uderza pięścią w podłogę. Wykonała kilka wyszukanych ruchów spychając chłopca lekko na bok. Przez kilkanaście sekund tańczyli jakby w Battle Dance, by na koniec wykonać zsynchronizowane ruchy niczym dobrana para. Ostatecznie dzieci dołączyli do nich, i teraz wszyscy poruszali się szybko przeskakując z nogi na nogę.
Mężczyźni wychwycili kilka ruchów z ich starych układów występowych, co połechtało ich ego. Całość wyszła świetnie, więc gdy muzyka ucichła a tancerze stali w bezruchu na sali w pozie końcowej, Donghae i Henry głośno zaczęli klaskać i wiwatować.
Jak na rozkaz wszyscy się odwrócili i zaczęli krzyczeć. Młodsze dzieci, przeważnie dziewczynki zaczęły piszczeć z zachwytu, podskakiwać i wymachiwać rękoma, by następnie zasłonić nimi twarz w akcie niedowierzania i szczęścia. Mężczyźni podeszli bliżej, więc dzieci mogli ich okrążyć, a nawet przytulić się do swoich idoli.
Agnieszka obserwowała ten widok spod drzwi. Oparła się o framugę i posłała Iwonie pobłażliwy uśmiech wzruszając przy tym ramionami, gdy jej przyjaciółka spojrzała na nią z mega ogromnym zdziwieniem na twarzy.
Kulejąc pokuśtykała do Agnieszki nie chcąc przeszkadzać dzieciom w ich euforii. Postanowiła dać im chwilę na nacieszenie się idolami, zanim pogoni ich do domów, aby się najadły, przebrały i przygotowały do późniejszego występu.
-Zaskoczona? - spytała czerwonowłosa, gdy Iwona podeszła do niej z ręcznikiem i wodą w ręku.
-Skądże, spodziewałam się gości. - Prychnęła w odpowiedzi. - Zwariowałaś?! Oczywiście, że jestem zaskoczona. Dzwoniłaś po nich? Czemu oni tu przyszli?
-Sama byłam zdziwiona, jak ujrzałam ich leżących na korytarzu. Pan Mieciu akurat zmywał podłogi, więc sama rozumiesz. - Mieciem nazywały pana Minho, woźnego w średnim wieku. Czasem nadawały polskie przydomki osobom z ich otoczenia, których używały tylko między sobą.
-Ciekawe, co ich tu sprowadza? Przecież niedługo i tak się tu zjawią.
-Podobno Henry nie mógł się doczekać - Agnieszka kiwnęła głową w stronę idoli, którzy w tej chwili pokazywali kroki taneczne swoim fanom. Widać było, że mają przy tym niezły ubaw. Zupełnie jakby wszyscy byli w tym samym wieku - nie pomijając Donghae.
-A jak Natalia? Poszła do siebie? - zapytała Iwona upijając łyk cytrynowej wody. Oparła bolącą nogę o ścianę i zaczęła rozmasowywać kolano.
-Tak. Kazałam jej pisać scenariusz z ich spotkania. A jak im nie wyjdzie to ma sprzedać to do jakiejś dramy i będziemy kasiaste. Dobrze to wykombinowałam, co?
-Idealnie - przybiły sobie piątkę.
-Dobra, kończ ten plac zabaw i idziemy jeść. Mój żołądek właśnie odmierzył trzy godziny od ostatniej przekąski.
Iwona zaklaskała w dłonie i powoli podeszła do gromadki podekscytowanych dzieci.
-Wystarczy już, dzieci! Musicie uciekać do domu, żeby przygotować się na występ. Fajna niespodzianka była, prawda?
-Taaaak! Ale jeszcze chwilkę! Prosimy! - przekrzykiwały się nawzajem prosząc o dodatkowe minuty w towarzystwie ich idoli.
-Wasza trenerka ma rację. Jesteście super! Ale musicie nabrać sił, żeby dać mega pokaz na wieczornej scenie prze większą publicznością. Chyba nie chcecie dać plamy, co? - Henry postanowił pomóc Iwonie ze średnim skutkiem. Niektóre dzieci przyznały mu rację, a inne niechętnie pomrukiwały pod nosem, żeby idole jeszcze nie odchodzili.
Ostatecznie trenerka skapitulowała i zostawiła dzieciaki w spokoju dając im wolną rękę. Zastrzegła jedynie, że im nie wybaczy, jeśli nie będą gotowe na występ. Obie kobiety ukłoniły się członkom Super Junior i wyszły z sali treningowej.
-Hej hej! Poczekajcie! - krzyknął Donghae, próbując się wydostać z uścisku dwóch dziewczynek, a trzecia uchwyciła się jego nogi oplatając ją nogami i rękami, niczym miś koala siedzący na drzewie. Istnie piekielne małe elfiki - podsumował w duchu, starając się strzepnąć przynajmniej małą "koalę" z nogi. Henry miał nieco łatwiej, ponieważ nie był aż tak popularny. Został miło przyjęty, ale bez problemu mógł pożegnać się z małymi tancerzami. Życząc im powodzenia na występie, pomachał im na pożegnanie kierując się w stronę wyjścia. Oczywiście szczęścia również życzył koledze domyślając się, że ten może nawet nie zdążyć się ucharakteryzować do czasu występu.
-Nie zostawiaj mnie tu! Zdrajcaaa...! - głos Donghae został przytłumiony przez tłum dzieci, które ponownie się na niego rzuciły, a on sam ostatnie słowo wyjęczał błagalnie, niczym topielec, który ostatni raz wychyla się z wody, by następnie zniknąć w otchłani zimnych wód.
-Zaczekajcie! Chwileczkę! Gdzie idziecie? - Henry zatrzymał dwie dziewczyny, które spokojnie szły korytarzem w stronę wyjścia.
-Jeść! - odparła krótko Agnieszka, a zabrzmiało to niczym szczeknięcie psa, który czeka na swoją porcję kości. Z jedzeniem nie było żartów. Człowiek głodny, to człowiek zły. A Agnieszka czasem nawet nie uważała siebie za człowieka, więc miała dobre usprawiedliwienie dla swojego zachowania.
-Potrzebujesz czegoś? - zapytała Iwona. Była trochę ciekawa, dlaczego ich zatrzymał.
-Chciałbym się do was przyłączyć, ale mamy mało czasu. Chciałem tylko pochwalić wasze umiejętności taneczne...
-Ja nie tańczę - wtrąciła pochmurnie Agnieszka, nerwowo wpatrując się w swoje paznokcie. Czego tam szukała? Jedzenia?
-No nie... Miałem na myśli trenerkę i dzieciaki! Świetnie tańczycie! I ta choreografia również powala na kolana! Mogłabyś dla nas taką ułożyć!
-Dziękuję za pochwałę. Przekażę dzieciakom, że słani Super Junior są z nich dumni - Iwona uśmiechnęła się szczerze. Przemilczała wzmiankę o tym, że kiedyś układała choreografię dla jego zespołu, i natychmiast kopnęła Agnieszkę w kostkę, gdy ta chciała się tym pochwalić.
-Ah, ty wstrętna jędzo! - syknęła po polsku, chwytając się za obolałą kostkę.
-Musimy już iść na lunch, bo później się nie wyrobimy przed występem. Lepiej zabierz kolegę i też wracajcie do dormu.
-I pospiesz się, bo nie wiadomo, czy ten kolega wyjdzie stamtąd cały - dorzuciła ironicznie Agnieszka. Głód miał bardzo negatywny wpływ na jakość jej charakteru. Iwona wiedziała, że jeszcze chwila, a jej przyjaciółka będzie nieprzyjemna, a nawet chamska.
-A co ci się stało? Tańczyłaś tak sprawnie, że nawet nie zwróciłem uwagi, że kulejesz.
-Ah, drobny wypadek samochodowy. W tańcu mi to nie przeszkadza, bo chcę dać z siebie sto procent. Ale poza tańcem mogę sobie pozwolić na odciążenie nogi - wzruszyła ramionami, jakby tańczenie z bolącą nogą było przysłowiową bułką z masłem.
Nagle za plecami Henrego pojawił się zdyszany Donghae.
-Oh my god!!! - krzyknął przesadnie. - Te dzieciaki są takie niewyżyte! Energia aż je rozpiera! Nic dziwnego, że tak dobrze tańczą!
-Wujku Hae, opanuj się.
-Wujku? - Henry posłał zdziwione spojrzenie Agnieszce.
-Ups...
-Oh, Iwona, dobrze widzieć cię żywą! - Chłopak w ogóle nie zwrócił uwagi na przydomek, jakim go nazwano. Otrzymał misję od kolegów z zespołu i musiał się z niej wywiązać.
-A jaka mam być? Martwa? - Iwona nie kryła zdziwienia. O co tym chłopcom chodziło?
-No bo... Hm, jak to wytłumaczyć...
-Hyung, to ta dziewczyna, którą Sungmin widział na ulicy, a potem opowiadał, że umarła po potrąceniu przez samochód?
-O, dokładnie ta sama! Dobry jesteś młody w podsumowywaniu sytuacji! - poklepał młodszego kolegę po ramieniu.
-Co?! Sungmin opowiada wszystkim, że jestem martwa?! Co za szuja z niego! Gdzie on jest? Za chwilę to on będzie martwy! Sama tego dopilnuję! Gadaj, gdzie on jest!
Iwona ze złością rzuciła torbą treningową o ziemię i chwyciła jedną ręką za kołnierz kurtki Donghae.
-Oł oł oł... tylko spokojnie. Ja... jestem niewinny. Tylko dostarczam informacje.. To znaczy sprawdzam... to znaczy... - Donghae uniósł dłonie, jakby chciał się bronić przed atakiem zmutowanych much, które nie pozwalają mu w nocy spać.
-Ależ on ma ciekawą wyobraźnię - Agnieszka roześmiała się głośno, zupełnie zapominając o głodzie. Ten facet umiał jej poprawić humor, nawet będąc z dala od niej. Jednak wspomnienie o nim wywołało w niej chęć ujrzenia go, oraz chociażby pogłaskania jego policzka.
-Ja nic nie rozumiem... - wymamrotał Henry, zupełnie gubiąc się w sytuacji. Ktoś miał wypadek, ktoś umarł, ktoś żyje, ktoś zmyśla.
-Nie rozumiesz? Ja ci pomogę zrozumieć. Macie hyunga matoła, kłamczucha i idiotę! - łaskawie wytłumaczyła mu Iwona.
Agnieszka odciągnęła ją od chłopaka, któremu mocno poszarpała poły kurtki.
-Nie rób nam wstydu, chamie - wymamrotała do niej po polsku przez zaciśnięte zęby.
-To weź tego swojego młotka ogarnij, bo naprawdę kiedyś go zatłukę, chociażbym miała użyć do tego mucho bijki!
Czerwonowłosa zachichotała. Rzadko jej przyjaciółkę udawało się wyprowadzić z równowagi. Musiała przyznać, że Sungmin miał do tego wyjątkowy talent.
-Wszystko jest w porządku - zwróciła się po koreańsku do chłopców, którzy podejrzliwie patrzyli na ich krótką wymianę zdań w języku polskim. - Musimy już iść. Przyjdźcie na występ, dobra?
-No jasne! My też musimy już lecieć. Trzeba szybko poinformować pozostałych o tym odkryciu, bo naprawdę mogą nie przyjść! Chodź, koleżko!
Donghae złapał Henrego pod rękę nie pozwalając mu zadać kolejnego pytania.
-O co chodziło? - Iwona zadała to pytanie bardziej sobie niż Agnieszce, która przecież też nie znała na nie odpowiedzi.
-Kto wie, co się kryje w tych ich małych móżdżkach... - westchnęła w odpowiedzi przyjaciółka. Ponownie nie mogła się doczekać nadchodzących wrażeń, które szykował dla nich ten wieczór. Zapowiadało się bardzo interesująco.


***


Gdy tylko zamknął za sobą drzwi do pokoju, od razu wyczuł ciężką atmosferę. Jakby w powietrzu utrzymywał się niewidoczny smog utrudniający mu oddychanie. Lekki odór alkoholu nie zdziwił go, ponieważ Hyuk spał przy zamkniętym oknie z przyciemnionymi żaluzjami, dlatego pijactwo poprzedniej nocy wciąż było wyczuwalne w tym ciasnym pokoju. Nie wiedział jednak, czego ma się spodziewać po tej rozmowie, ponieważ jego dongsaeng był ostatnio wielką zagadką, a sytuacje w jakich się znaleźli dodatkowo komplikowały między nimi komunikację. Tęsknił za dniami, kiedy swobodnie mogli ze sobą śmiać się i zwierzać z najskrytszych sekretów, a nawet przysłowiowe konie kraść. Kiedyś rozumieli się bez słów, które teraz, chociaż wypowiedziane na głos, nie zawsze wyrażały to, co mieli na myśli.
-Jak się czujesz? Chcesz coś od bólu głowy? - rozpoczął jako pierwszy zadając bezpieczne pytanie.
-Nie trzeba. Myślałem, że będzie gorzej, ale czuję tylko lekkie otępienie - westchnął zmęczonym głosem Hyukkie.
-To znaczy, że tatuś cię tylko nastraszył i nie odziedziczyłeś rodzinnej tradycji związanej z bólem głowy. A muszę przyznać, że i tak całkiem nieźle się spisałeś jak na pierwszy raz - Sungmin pochwalił swojego dongsaenga i usiadł okrakiem na krześle stojącym przy biurku, ramionami wspierając się o wierzch oparcia. - Pamiętasz cokolwiek?
-Nie bardzo. Właściwie, to chciałem się ciebie zapytać, co się wczoraj wydarzyło.
Dance Machine rzucił się plecami na łóżko, lecz od razu stwierdził, że był to kiepski pomysł czując, jak tępy ból głowy nagle przemienił się w przeszywający.
-Oj, tak nie mogę... - jęknął łapiąc się za skronie.
-Lepiej usiądź i pochyl lekko głowę. Mi to pomagało na początku. Taka bezpieczna pozycja dla żółtodziobów w piciu. Leeteuk hyung mnie tego nauczył - Sungmin wyszczerzył ząbki w szerokim uśmiechu przypominając sobie własne poalkoholowe męczarnie kilka lat temu.
-Dzięki za złote rady. To o czym rozmawialiśmy? Zrobiłem coś głupiego po pijaku?
-W sumie to jest jedna sprawa, którą trzeba się zająć, zanim twój wizerunek zostanie zniszczony... - starszy próbował ukryć uśmiech na wspomnienie sceny z wyuzdaną pozycją Hyuka w toalecie. Gdyby znów mogły wrócić te dni, kiedy tak beztrosko razem spędzali czas na wygłupach, dziwnych pomysłach czy zwyczajnych rozmowach.
-O nie... Wiedziałem, żeby nie pić. Ale zajmiesz się tym, prawda? Miałeś mnie pilnować! - Hyuk wciąż pochylał głowę wspartą na dłoniach, a łokcie oparł o kolana. W jego głosie dało się usłyszeć lekkie rozbawienie, chociaż stan w jakim się obecnie znajdował nie był do pozazdroszczenia.
-Starałem się, ale przecież nie będę łaził z tobą do kibla! Tak się chciałeś, że jeszcze byś mnie obsikał. Ble...
-Na pewno nie było tak źle...
Czerwonowłosy uniósł powoli głowę kierując puste spojrzenie na swojego towarzysza. Sungmin od razu zorientował się, iż jego przyjaciel wcale nie był w nastroju do żartów, a jedynie starał się zgrywać pozera zwyczajnie odpowiadając na jego pytania.
-A o czym rozmawialiśmy? Tylko nie mów, że o niczym istotnym, bo raczej miałeś jakiś powód, aby akurat mnie wyciągnąć na picie i w dodatku spić.
-Hyukkie... - Sungmin odchrząknął nieznacznie. Koniec laby, trzeba stawić czoła temu, co było nieuniknione. Choć miał nadzieję, że ta chwila nigdy nie nadejdzie. Żałował, że nie wymyślono resetu dla ludzkiej pamięci. Z chęcią wcisnąłby teraz taki klawisz, a wtedy ich życie wróciło do momentu sprzed kilku miesięcy. - Rozmawialiśmy o starych dobrych czasach. No wiesz, jak zaczynaliśmy jako trainee, bitwy taneczne z innymi początkującymi zespołami...
-Nie chrzań, bracie... Wiesz, że w to nie uwierzę. Nie możesz być ze mną szczery, jak zawsze to robiłeś? Przecież masz we mnie wsparcie we wszystkim. Zawsze stoję po twojej stronie, więc jeśli chciałeś mi o czymś powiedzieć, a miałeś obawy... Eh, po prostu mi powiedz. Chyba nie dałem ci powodu, aby we mnie zwątpić?
Bracie - po wypowiedzeniu tego słowa, Sungmin musiał mocno zacisnąć usta, a jednocześnie nabrał nosem powietrza w płuca. Chciało mu się płakać. Osoba, która nazwała go bratem, i którą on sam kochał jak własnego brata, właśnie miała zostać przez niego zraniona. W tej jednej chwili chciał wszystko cofnąć. Czy naprawdę nie było innego sposobu, na rozwój tej sytuacji? Jego serce krwawiło. Było rozdarte między osobami, które kochał. A rana pogłębiała się z sekundy na sekundę widząc rozczarowany, a jednocześnie błagalny wzrok przyjaciela.
Milczał, ponieważ zabrakło mu słów, aby wyrazić swoje uczucia i zrzucić ciężar zalegający na jego sercu.
-Skoro nie chcesz mówić...
Zauważył nieznaczny ruch u Eunhyuka. Chłopak sięgnął do kieszeni spodni i powoli wyjął jakąś prostokątną rzecz. Skupił się na niej obracając w dłoniach. Trwało to dłuższą chwilę. Zbyt długą według Ming’a, który wciąż milczał.
-Hyung... ile wytrzymuje bateria włożona do odtwarzacza, mp3, czy innego sprzętu?
-Co...? - Nie tego spodziewał się, ale odpowiedział. - Chyba do ośmiu godzin, dlaczego pytasz?
-Wyszliśmy po dwudziestej drugiej... Pijany zacząłem być przed dwunastą... - wyliczał półgłosem, bardziej do siebie niż do Minga. - O której wróciliśmy do dormu?
-Nie pamiętam, chyba tuż przed siódmą. O co ci chodzi?
Hyuk uniósł mały dyktafon trzymany w dłoni.
-Wiesz, co to jest? - I nie czekając na odpowiedź, wcisnął "play", a z małego głośniczka dobiegała ich rozmowa z ostatniej nocy.
Przerażenie wymalowane na twarzy Sungmina było dla niego wystarczającą odpowiedzią. Oprócz swobodnej rozmowy w lokalu, jego bełkotliwych śpiewów w toalecie i ogólnego chaosu w trakcie ucieczki z baru do sklepu całonocnego, na taśmie musiało znajdować się coś, co Sungmin próbował przed nim ukryć.
"-Hyukkie...
-Mmmm... No mów...
-Przepraszam za tą sytuację z dziewczynami… Za Agnieszkę...
-Ooo... to tu cię boli, taaaak? Hihihi... Nie musisz przepraszać... Uhh... chyba żołądek mi się rusza...
-Zdaję sobie sprawę z tego, jak będzie ci ciężko po tym, kiedy ja i Leeteuk zejdziemy się w końcu z dziewczynami. Uwierz, że bardzo zależało mi również na twoim szczęściu i żałuję, że sprawy tak się potoczyły. Ale ja już chyba dłużej nie mogę siebie oszukiwać i oszukiwać was. Przepraszam, że zachowywałem się jak ostatni dupek zasługujący na kamieniowanie. Znalazłem kobietę, która tęskni za mną, a ja wiem, że nie chcę drugi raz jej stracić. Biłem się z myślami bardzo długo. Wmawiałem wam i sobie, że to już koniec, żebyśmy zaczęli od nowa, ale tak naprawdę nie pogodziłem się z tym. I wiem, że chociaż będziesz bardzo cierpiał, ale chciałem ciebie jedynego prosić, żebyś mnie wspierał, bo tylko ty zrozumiesz, jaki to ból nie móc być z ukochaną osobą. Myślisz, że mogę do niej wrócić i będzie wszystko dobrze? Pomożesz mi, prawda Hyukkie...? Hyukkie...? "

Później dało się słyszeć jedynie dźwięki oznaczające, że właśnie zwymiotował, co tłumaczyło poranne uczucie zdarcia gardła.
-Czy o tym nie chciałeś mi powiedzieć? - zapytał beznamiętnie, uważnie wypatrując reakcji na twarzy Sungmina.
-Hyukkie, ja wiem... Nie powinienem się tak zachowywać. Znamy się nie od dziś i nie chciałem, abyś był smutny. Jednak z drugiej strony wstyd mi było cię o to prosić, w takiej sytuacji...
-Hyung, skoro mnie znasz lepiej niż własnego brata, to powinieneś wiedzieć, że będę cię wspierał. Ja... nie mam nic przeciwko. Cieszę się, że chcesz odnaleźć szczęście i w końcu odżyjesz!
To była szczera prawda, choć inne skryte uczucia również chowały się w jego sercu, co jakiś czas dając o sobie znać. Może to była zwykła zazdrość, że innym układa się w miłości, a on zawsze miał pecha? Ale byli przyjaciółmi od wielu lat i to dodawało mu sił, aby negatywne uczucia tłumić w środku. Dzięki temu potrafił być niemal zawsze taki pogodny, a życie wydawało się jakby łatwiejsze.
-N-naprawdę? - starszemu wyraźnie ulżyło. Spięte ramiona automatycznie się rozluźniły, a oczy nabrały nikłego blasku. - Dziękuję. Naprawdę ci dziękuję, ale...
-I tylko o to chodziło? A myślałem, że kogoś zabiłeś i nie miałeś komu się z tego zwierzyć hehe... - zażartował Eunhyuk, a dla Sungmina wcale nie zabrzmiało to zabawnie. - Ciekawe co było potem? Może bełkotałem jakieś głupie farmazony? Chcesz posłuchać, co...
-Nie!
Natychmiastowa reakcja chłopaka nieco zaniepokoiła Eunhyuka. Sungmin zbladł, jakby ujrzał ducha. Zerwał się z krzesła i podszedł do czerwonowłosego chcąc odebrać mu dyktafon. Czyżby było tam coś jeszcze, o czym miał się nie dowiedzieć?
-Hyukkie, oddaj mi dyktafon. Potem już tylko śpiewaliśmy nasze piosenki i naprawdę wspominaliśmy stare czasy! O, zobacz, która godzina! Trzeba za chwilę szykować się do wyjścia...
-Dlaczego jesteś taki spanikowany? Skoro są tam jedynie nasze bełkoty to sobie ich posłucham. Ej!
Intuicyjnie uniknął ręki Sungmina, który chciał mu wyrwać urządzenie. Zaliczył bolesne spotkanie z podłogą staczając się z łóżka, i nawet obecność dywanu nie zniwelowała uderzenia w głowę. Cholerny kac! Gdyby nie wczorajsze picie, to obecny upadek zaliczyłby jako przyjemny masaż kręgosłupa na rozprostowanie kości.
Sungmin doskonale wiedział, jaka zawartość nagrana jest na dyktafonie. Może gdyby tak gwałtownie nie zareagował, wtedy udałoby mu się odwlec Eunhyuka od przesłuchiwania nagrania. Ale mleko zostało wylane i jedyne, co mu pozostało to albo je wypić, albo unieszkodliwić przyjaciela, aby odebrać mu dyktafon, który prawdopodobnie mógł być przysłowiowym gwoździem do jego trumny. To porównanie nie podobało mu się, chociaż niestety, pasowało do obecnej sytuacji.
Podczas próby odebrania urządzenia chłopcy zdemolowali pokój, spadło kilka obrazków ze ścian, które Eunhyuk otrzymał w prezencie od fanów. Książki też skończyły na podłodze bądź łóżku. Pedantyczny porządek od zawsze panujący w pokoju tancerza przemienił się w istny chaos i spustoszenie, jakie zasiała w nim burza zwana "Sungmin".
-Dlaczego chcesz mi to zabrać? Co tam jest? - zapytywał Eunhyuk zwinnie unikając rąk Sungmina. Był sprawniejszy, więc tor przeszkód w postaci różnych mebli i przedmiotów porozwalanych na podłodze nie był dla niego wyzwaniem. W międzyczasie przewijał nagranie do przodu chcąc dowiedzieć się o jego zawartości. - Hyung!
Obaj zatrzymali się w końcu. Ich oddechy były nierówne.
-Hyung, na tym nagraniu nie ma żadnych naszych rozmów ani śpiewów. Okłamałeś mnie?
-Nie ma? Oh, może ja też wczoraj za dużo wypiłem i coś mi się ubzdurało. Byłem przekonany, że śpiewaliśmy na całe osiedle. Chyba nawet Heechul hyung rzucił w nas butelką, gdy doszliśmy pod nasz blok. Zresztą, nie ważne. Oddaj mi to.
Wyciągną rękę po urządzenie mając głupią nadzieję, że Eunhyuk go posłucha. Wiedział, że tego nie zrobi, ale nie mógł się poddać. Aż do samego końca nie mógł pozwolić mu dowiedzieć się o bolesnej prawdzie. To by go niemal zabiło. Może nie fizycznie, ale psychicznie. Nie byłby już tą samą osobą. Bratem, który zawsze był przy nim, wspierał, uśmiechał się, wygłupiał, tańczył, opowiadał z zapałem niesamowite historie.
-Nie oddam. Jeśli nie chcesz mi powiedzieć, to sam się dowiem. - Szybko przewijał nagranie, aż w końcu znów usłyszeli rozmowę.
-Hyukkie, nie słuchaj tego. - Chłopak przykucnął chowając twarz w dłoniach.
-Co tu się dzieje?! Eunhyuk, nadal jesteś pijany i rozwalasz swój pokój?!
Nagle, bez uprzedzenia do pokoju wpadł lider, z rozmachem otwierając drzwi. Jego wesoły głos miał wprowadzić dongsaengów w dobry humor. Nie spodziewał się, że sytuacja w jakiej się znajdzie, będzie daleka od jego zamiarów.
Z głośniczka dyktafonu dobiegły ciche słowa.
"-Hyung... ja... przepraszam.
-Za co przepraszasz? Co zrobiłeś? - Chwila ciszy -Sungmin, popatrz na mnie i powiedz, że nie zrobiłeś tego, o czym myślę. Jeśli masz choć trochę godności i współczucia, to nie powiedziałeś mu o tym, co miało pozostać naszym sekretem. Powiedz, że tego nie zrobiłeś?! "
Kolejna pauza. Atmosfera w powietrzu była tak ciężka, że aż ciarki przechodziły po skórze. Sungmin najintensywniej odczuł przytłaczające go poczucie winy po kolejnych słowach, które wcześniej sam wypowiedział.
-On niczego nie będzie pamiętał, był zbyt pijany a potem zwracał podczas mojej przemowy. Ale... Leeteuk hyung... tak już dłużej nie można. Powiedziałem mu niewiele, nie wyznałem wprost faktu dotyczącego Iwony. Poprosiłem tylko o wsparcie w połączeniu się moim z Agnieszką. O tobie też wspomniałem...
-Zapomnij. Ja nie pójdę taką drogą jak ty. Nie zostawię młodego. Postanowiłem...
-Widzisz, nawet sam przed sobą nie umiesz się przyznać, że to już koniec. Hyung błagam, opamiętaj się! Zacznij normalnie żyć!
- To był twój pomysł Sungmin! Zapomniałeś już kto grał pierwsze skrzypce w całej tej szopce o zakończonym rozdziale? Rób jak uważasz, ale ja zostaję przy Eunhyuku.
-Popełniasz błąd, huung... "

-Dosyć tego.
Lider natychmiast wyrwał z ręki Hyuka urządzenie i wyłączył je.
-O co chodziło... z Iwoną? Jakiej prawdy mi nie powiedzieliście? - drżenie w płaczliwym głosie najmłodszego przeszło niczym prąd przez ciała pozostałej dwójki.
-Nasz wrażliwy Hyukkie... Wszystko jest w porządku - Leeteuk chciał objąć ramiona przyjaciela, jednak ten odsunął się od niego jak oparzony.
-Nie... Nie jest w porządku, bo coś przede mną ukrywacie!
-Każdy ma jakieś tajemnice...
-Hyung, przestańmy już się bawić w ukrywanie tego... Prędzej czy później dowiedziałby się. Jeśli ty mu nie chcesz powiedzieć, to ja to zrobię - Sungmin przerwał liderowi próbę dalszego zwodzenia Eunhyuka.
Był już zmęczony. Tak bardzo zmęczony, że z trudem oddychał przez tą przytłaczającą sytuację. Liczył się z tym, że po wyznaniu prawdy przez dłuższy okres ich przyjaciel będzie miał depresję, jednak miał równocześnie nadzieję, że w późniejszej przyszłości wybaczy im i zacznie żyć na nowo, doceniając ich szczerość wobec siebie.
-Sungmin! - podniesiony głos Leeteuka miał go powstrzymać.
-Hyung, powiedzcie mi w końcu, co się dzieje? Jestem jedynym głupkiem, który zawsze jest pomijany albo w coś wrabiany! Bądźcie ze mną przynajmniej teraz szczerzy. Proszę, zależy mi na tym...
-To nie będzie dla ciebie łatwe. Może porozmawiamy o tym później? Niedługo będziemy musieli szykować się do wyjścia. Obowiązki wzywają. To nie jest odpowiedni moment, Sungmin. - Lider celowo zaakcentował jego imię.
-Iwona... - Sungmin nie miał zamiaru przerywać rozmowy. Nie słuchał lidera. Nie słuchał już nikogo. Postanowił iść za głosem serca. Uniósł smutne oczy na przyjaciela mając nadzieję, że dostrzeże w nich szczerość i współczucie. - Iwona miała wypadek, wiesz Hyukkie...
-C-co...?
Zaciśnięta pięść lidera z łoskotem uderzyła w ścianę, a z jego gardła wyrwał się wrzask. Drugą dłonią zakrył oczy, nie chcąc patrzeć, jak wnętrze jego ukochanego dongsaenga rozbija się na kawałki. Sam był bardzo wrażliwy, więc wypadek Iwony nie był mu obojętny, ponieważ była przyjaciółką Natalii. Jednakże w tym momencie musiał zebrać w sobie siłę, aby wesprzeć Eunhyuka, ponieważ to jemu będzie najciężej. Chłopak nie mówił mu o swoich uczuciach do Iwony, jednak znali się tak długo, że tancerz miał wypisane na twarzy zakochanie.
-Jeszcze nic nie wiadomo na pewno... Po prostu... - Leeteuk nabrał głośno powietrza w płuca, jakby miało mu go zabraknąć na dłuższy czas. - Sungmin widział ją potrąconą przez samochód, ale odjechał, zanim się upewnił, co naprawdę zaszło. Może tylko zemdlała...?
-Słyszałem jak ludzie krzyczeli, że samochód potrącił dziewczynę. - Sungmin natychmiast rozwiał nadzieję, którą starał się wskrzesić Leeteuk. Tak zwyczajnie, brutalnie sprowadził ich na ziemię.
-Sungmin, do cholery! Nie możesz być bardziej taktowny?! Mówisz o tym tak, jakby rozlano butelkę z mlekiem! Miej w sobie więcej współczucia! - syknął lider chwytając mocno za ramię Sungmina, które od razu przygwoździł do ściany.
Eunhyuk oniemiały patrzył na dwóch sprzeczających się ze sobą mężczyzn. Najbliższe mu osoby mówiły o jakiś niestworzonych dla niego rzeczach. Dlaczego niby właśnie Iwona miała mieć wypadek? Przecież Agnieszka i Natalia tu były, więc dla niego logicznym wydawał się fakt, że Iwona również z nimi jest i ma się dobrze. Tylko nie chciała mieć z nim kontaktu, prawda? Czyżby koledzy z zespołu znowu go w coś wkręcali? Gdzie jest ukryta kamera? A może to alkohol jeszcze nie wywietrzał mu z głowy i właśnie powodował opóźnioną reakcję omamów słuchowych?
-Chłopaki... wkręcacie mnie, prawda? Napiłem się, więc uważacie, że łatwo mnie znowu w coś wkręcić? Ale to nie było śmieszne... Przestańcie się szarpać... Chcę coś zjeść i przygotować się do wyjścia.
-Przykro mi, Hyukkie... To nie jest żart... - tym razem Leeteuk po chwili milczenia zabrał głos. Szeptem wypowiadał kolejne słowa nie spoglądając na niego. Stał twarzą do Sungmina, więc tylko on mógł dostrzec napływające do jego oczu łzy. - Ukrywaliśmy to przed tobą, ponieważ nie chcieliśmy abyś cierpiał. Pomyśleliśmy, że niewiedza będzie dla ciebie mniej bolesna niż prawda. W końcu pogodziłbyś się z jej nieobecnością, może wkrótce zapomniał... Początkowo chcieliśmy razem zakończyć znajomości z całą ich trójką. Chciałem, abyśmy trzymali się razem jak zawsze to było. Jesteśmy rodziną, a członków rodziny nie zostawia się w potrzebie - dokończył patrząc Sungminowi w oczy. Miał nadzieję, że do niego także dotrą te słowa.
Otarł wierzchem dłoni wilgotne oczy i powoli odwrócił się ku najmłodszemu. Na widok pojawiającej się rozpaczy w oczach tancerza musiał zakryć dłonią usta nie chcąc wybuchnąć łkaniem.
-Kłamiecie...
-Przepraszam, Hyukkie... - wyszeptał Sungmin. - Przepraszam. - To było wszystko, co mógł powtarzać bez końca.
Pierwsza, samotna jak on sam łza, utorowała drogę po policzku pozostałym łzom. Od zawsze był uważany za jednego z najbardziej płaczliwych członków zespołu. Kilka lat zajęła mu praca nad opanowywaniem przykrych emocji i powstrzymywaniem łez, jednak te kilka zdań zaprzepaściło wszystko. I nie to było tu najważniejsze, lecz gwałtowność z jaką pielęgnowana dotychczas nadzieja bezpowrotnie została roztrzaskana w drobny mak, a z nią jego serce oraz życie, z którego właśnie ulatywała jego dusza. Trwał niemo jak w letargu. Jakaś nieznana siła odebrała mu mowę ściskając mocno za gardło, przesłoniła mu wzrok, który zastąpiła przerażająca pustka, obezwładniła ciało, mające od tej chwili być jak manekin. Jedyne, co wciąż widział oczyma wspomnień to jej długie włosy, duże lśniące oczy i drobne nadgarstki, które trzymał w swoich dłoniach podczas ostatniego spotkania. "Jesteś niesamowicie przystojny" - czuł, jakby dopiero wczoraj usłyszał te słowa, które co dnia podnosiły go na duchu. Zapałka wypaliła się do końca, a wraz ze smugą dymu zabrała ze sobą ostatni cień nadziei.
-Hyuk, uspokój się, proszę - lider objął łkającego chłopaka, który nawet nie zdawał sobie sprawy, jak jego stan prezentuje się z punktu widzenia osób trzecich. - Widzisz, co narobiłeś? Teraz na pewno nigdzie nie pojedziemy. Trzeba zadzwonić do managera i odwołać udział w wieczornym występie.
W tej chwili usłyszeli hałas za drzwiami, a zaraz po tym do pokoju, jak zwykle bez uprzedzenia, wpakował się Donghae i Henry radośnie nucąc piosenkę, którą niedawno usłyszeli podczas próby tańca.
-Hej hej! Musimy wam coś powiedzieć!! - ogłosił Donghae bez żadnego wstępu, dumnie wypinając pierś.
-To nie jest najlepszy moment, Hae...- mruknął oparty o ścianę Sungmin.
-No tak, trzeba się szykować na występ. Ale już zamówiłem nam stylistów, więc za chwilę wychodzimy, Hyukkie! Musisz wyglądać czadowo, jak zawsze! A nawet jeszcze lepiej! - chłopak wesoło ćwierkotał nie zauważając płaczącego przyjaciela. - Co wyście mu zrobili?! Hyukkie! Który z nich cię zbił?! Powiedz, a zaraz im oddam. Nikt nie będzie smucił mojego partnera paringowego!
-Chyba jednak zrezygnujemy z udziału w dzisiejszym występie - Leeteuk uciął nawał pytań hałaśliwego bruneta.
-Co? Ale ja specjalnie przyjechałem na ten występ! Chcę tam pójść! Te dzieciaki są świetne! Nic dziwnego, skoro mają taką dobrą trenerkę. Dziewczyna jest obłędna, tańczy prawie jak nasz Eunhyuk. Tylko po wypadku ma trochę uszkodzoną nogę, a mimo to bardzo się stara. Tym bardziej chcę tam pojechać i ich wesprzeć!
Henry biorąc przykład z Hae zaczął wygłaszać swój monolog, niezadowolenie oraz zachwyt, a robił to tak niezrozumiale, że pozostali ledwie wyłapali sens zdań.
-O tak, dzieciaki i Iwona są świetni. Agnieszka też tam była. - Podsumował z uśmiechem Hae.
-Cz-czekaj! Co powiedziałeś? Powtórz... Iwona?
Sungmin doskoczył do chłopaka chwytając go za poły kurtki. Czemu dzisiaj wszyscy tarmosili jego ubranie?!
-No tak. A co w tym dziwnego?
-Jesteś pewien, że sobie tego nie wyobraziłeś? - dopytywał Leeteuk, który wciąż obejmował ramiona zapłakanego Hyuka.
-Na pewno! Macie mnie za ślepego debila?! Ah, zostaw mojego Hyuczka! Muszę go szybko doprowadzić do ładu i składu! - Hae natychmiast odepchnął lidera, który upadł na tyłek.
Eunhyuk zdawał się nie rozumieć o czym przed chwilą rozmawiali. Otępiający ból głowy wcale nie miał zamiaru zniknąć. Przytłoczony tyloma informacjami, zwrotami toku wydarzeń i emocjami, zwyczajnie poddał się losowi, który nosił imię Donghae i wyciągał go siłą z pokoju. Nie wiedzieć czemu, jego żołądek nagle upomniał się o swoje. Czy to był dobry znak?

------------------------------------------------


Jest to przedostatni rozdział. Ostatni się będzie pisał. :) Szkodami tego opka, skoro tak niewiele pozostało mu do konca. Chce je po prostu zakonczyc. Moze happy endem? :D
Przepraszam za niedokonczenie go kilka lat wczesniej :P Jesli ktos ma ochote, to moze ponownie przeczytac z drobnymi poprawkami na moim wattpadzie, gdzie bede umieszczała co chwile kolejne rozdziały.
_________________


Leeteuk: Chcia?bym móc wyst?pi? przed domem ka?dego ELF'a.
Eunhyuk: Hyung, chcesz si? zabi? przed pój?ciem do wojska?
Leeteuk: Nie, ale one b?d? za mn? t?skni?y.
Eunhyuk: W takim razie musisz te? wyst?pi? przed naszym dormem, bo my b?dziemy bardziej za tob? t?skni?...



The Day I Realized You're Gone...
Ostatnio zmieniony przez swietej-pamieci 2018-03-13, 18:10, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Design by Forum Komputerowe
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group


logo
2008 – 2017 © SUPERJUNIOR.PL
Poprzednie adresy: Klik | Klik

Strona wygenerowana w 0,7 sekundy. Zapytań do SQL: 11