| FAQ | Szukaj | Użytkownicy | Grupy | Rejestracja | Zaloguj | Album | Download |


superjunior

Poprzedni temat «» Następny temat
Ukryta prawda... cz. 2/3
Autor Wiadomość
shiree 


Ulubieniec z SJ: Super Juni-OR
Lover: Sungmin, Eunhyuk, Leeteuk, Shindong
Wiek: 28
Dołączyła: 05 Maj 2011
Posty: 1436
Skąd: KG
Wysłany: 2011-05-06, 17:25   Ukryta prawda... cz. 2/3

CZĘŚĆ 5
Jak nie trudno się domyślić nowy heechulowy image nie wywarł na dziewczynie zachwytu.. a przynajmniej tak mu się zdawało gdy z wielce napuszoną miną kroczyła obok niego po ulicy.
Cóż.. jakoś nie martwił go ten fakt.
-Jak przez ciebie ludzie uznają, że umawiam się z bezdomnym to nie ręczę za siebie- warknęła cicho z obrzydzeniem patrząc na jego postać, nadal przyodzianą w poprzecierane ogrodniczki i dziurawy T-shirt.
-Jak przez ciebie ludzie uznają, że umawiam się z prostytutkami, to też nie ręczę za siebie- odparował bez chwili wahania- gdzie zaparkowałaś swoją miotłę, wiedźmo?.. ach czekaj nie odpowiadaj!- rzucił szubko kierując swoje kroki ku kontenerowi na śmieci stojącemu nieopodal- doprawdy, idealnie do niego pasujesz.. tylko zastanawia mnie jak się tym prowadzi?
-Zamknij się- odwarknęła zatrzymując się przy swoim prawdziwym aucie.
Skąd miał pewność, że to właśnie ten pojazd?
Oh.. cóż.. nietrudno było zgadnąć biorąc pod uwagą, że jako jedyny oblepiony był wielkim zdjęciem Sohee.
-Pewnie wybrałaś go, bo nie chciałaś rzucać się w oczy, co?- rzucił kąśliwie z niechęcią odsuwając się od kontenera i z obrzydzeniem wsiadając do samochodu.
-Już Ci mówiłam, że masz się zamknąć, ale jak tak bardzo chcesz wiedzieć, to prezent od wytwórni
-Ah! Czyli to po prostu efekt troski!- krzyknął uradowany- nie chcieli, żeby ktoś ci świsnął auto… a ozdobienie go twoją podobizną gwarantuje mu całkowitą nietykalność.. właściwie to sam powinienem tak zrobić, ale boje się, że nabawię się przez to choroby lokomocyjnej…
-Śmiej się śmiej.. - syknęła na tyle cicho, iż musiał naprawdę wysilić słuch by odróżnić słowa- ale zobaczymy, które z nas wygra…
Jej wypowiedz skomentował tylko cichym parsknięciem śmiechu.
Przecież oczywiste było, że wygrał tą bitwę..
Szkoda, tylko, że nie był w stanie przewidzieć kolejnego manewru przeciwnika, który również nie zamierzał się łatwo poddać..
Droga do studia do najdłuższych nie należała, ale pokonywana w towarzystwie jednej z członkiń Wonder Girls zdawała się ciągnąć w nieskończoność. Dlatego też nie zwlekał ni sekundy z wysiadką, gdy tylko samochód zatrzymał się przy krawężniku. Jednak poczucie ulgi, które poczuł mogąc wreszcie odetchnąć świeżym powietrzem nie zanieczyszczonym przez perfumy towarzyszki, ulotniła się z chwilą, w której uzmysłowił sobie gdzie się znajduje
-Wytwórnia?- spytał nieświadomie porzucając złośliwy ton- mieliśmy jechać do menagera, a nie do samej wytwórni- dodał patrząc na nią oskarżycielsko
-Menager jest w wytwórni, więc i my tu przyjechaliśmy- odparła trzaskając drzwiczkami- a co to?- dodała widząc wyraz jego twarzy- czyżby strach obleciał naszego malutkiego kotka?.. oj.. a może wreszcie jego mały móżdżek pojął, że nie ma już szans na wygraną?
Nic nie odpowiedział skupiając się na uspokojeniu oddechu.
Dobra.. przywiozła go do wytwórni, ale to przecież nie musi zaraz znaczyć, że kroi się coś wielkiego. No owszem menager raczył opuścić swoją willę z basenem (czego nie zrobił nawet po wypadku samochodowym Kyu), ale to nic wielkiego.. ot! Miał taki kaprys czy coś…
Tak Heechul, nie ma czym się przejmować.. przecież nie może być już gorzej..
-Idziesz?- idąca przed nim dziewczyna zatrzymała się patrząc na niego wyczekująco- a może tchórzysz?
Przyrzekając sobie, że pewnego pięknego dnia zetrze jej ten goszczący na jej ustach uśmieszek (najlepiej w skutek skręcania karku) i wybawi przyszłe pokolenia on oddychania tym samym powietrzem co ona, ruszył ku szklanemu budynkowi.

CZĘŚĆ 6
Gdyby jakiś zbłąkany meteoryt uderzył teraz w sam środek sali konferencyjnej to z pewnością nie przeraziłby go tak bardzo jak słowa, które niczym jad węża wypłynęły z ust siedzącego naprzeciwko niego mężczyzny.
-Nie zrobię tego- warknął w końcu, czując jak przygotowane przez Ryeowooka jedzenie zaczyna niebezpiecznie dawać o sobie znać. Czy zawsze w obecności tej wiedźmy musiało mu się zbierać na pawia?
-Owszem Kim Heechulu zrobisz to.. –menager spojrzał na niego bez cienia emocji-ożenisz się z Sohee i proszę cię nie rób takiej przerażonej miny, przecież wiesz, że nie masz wyboru…
-Właśnie Heechul- siedząca obok niego dziewczyna posłała mu uśmiech, który spowodował, że w myślach zaczął przeklinać przyjaciela za przygotowanie mu śniadania- nie masz wyboru.. i nie złość się na nas, przecież wiesz, że tylko dzięki nam możesz zachować twarz po tym co się stało, prawda?
Jej słowa podziałały na chłopaka niczym nieprzyjemny impuls nerwowy. W jednej sekundzie poderwał się z miejsca wywracając przy tym swoje krzesło i bez namysłu ruszył.. ku toalecie…
-Przepraszam Ryeowook- jęknął wprost w muszlę klozetową- to nie twoja wina, śniadanie było naprawdę dobre, ale niestety.. twój Hyung ma odruch wymiotny przez pewną wiedźmę..
Nawet nie próbował podnosić się z klęczka. Wiedział, że nie jest w stanie zapanować teraz nad własnym ciałem. Dlatego siedział w tej niewygodnej pozycji, starając się mimo to myśleć racjonalnie, co nie było łatwym zajęciem biorąc pod uwagę, że właśnie stracił kontrolę nad własnym życiem. Nie był w stanie wymyśleć czegokolwiek co mogłoby mu pomóc.. nie wiedział jak ma powstrzymać kolejne wydarzenia, które zostały zaplanowana bez jego wiedzy i zgody, nie wiedział co ma zrobić by ochronić siebie i bliskich jego sercu ludzi, ale wiedział jedno.. musiał jak najszybciej wydostać się z wytwórni..
Po omacku odszukał w kieszeni komórkę i ledwo widząc przez łzy, które niewiadomo kiedy naleciały do jego oczu, wybrał jeden z nielicznych numerów, których do tej pory nie skasował.
-Słucham?- do jego uszu dotarł nieco zniekształcony przez urządzenie głos Leeteuka
-Hyung..- jęknął cicho, nie przejmując się tym jak żałośnie musi teraz brzmieć- zabierz mnie stąd
-Heechul?- głos lidera momentalnie stał się poważny- Heechul co się dzieje? miałeś wypadek? Boli cię coś?...
-Po prostu mnie stąd zabierz, dobrze?- załkał cicho- jestem w wytwórni.. w łazience obok biura menagera.. –dodał w przebłysku świadomości
-Heechul, ale co się stało?... Heechul.. Hech…
W kabinie zapadła cisza gdy za pomocą jednego przycisku zakończył rozmowę z liderem.
Nie bał się, że ten nie przyjedzie.
Nie bał się też tego, że wypomni mu kiedyś to, że tak niekulturalnie się wyłączył.
Teraz bał się tylko jak wytłumaczy mu swój stan, który do najlepszych nie należał.
Patrząc bezradnie na zarys swojego odbicia w wypolerowanych kafelkach, czuł że jest nikim.
Kim Heechul pierwszy raz w życiu poczuł, że jest żałosny.

CZĘŚĆ 7
Nie wiedział ile czasu minęło od zakończenia jego rozmowy telefonicznej do momentu, w którym drzwi od łazienki otworzyły się na oścież, umożliwiając wparowanie do środka dwóm mężczyznom. Podejrzewał jednak, że nie trwał to długo, bo nie zdążył w tym czasie zrobić niczego głupiego. A może po prostu nie miał już siły?
Bez słów pozwolił by wątłe, ale jednocześnie silne ramiona Leeteuka pomogły dźwignąć mu się z ziemi. Z wdzięcznością przyjął również pomoc Sungmina, który zarzucił jego dłoń na swój bark.
-Ale do Ciebie to nie dzwoniłem- rzucił starając się rozluźnić bądź, co bądź bardzo napiętą atmosferą, która zaległa między nimi
-Nie wyobrażaj sobie za dużo- Sungmin posłał mu złowieszcze, ale i pełne troski spojrzenie- może i zaniepokojony twoim stanem z własnej woli wsiadłem do jego samochodu- dodał ruchem głowy wskazując na Leeteuka- a oboje wiemy jak on jeździ.. i może wbiegłem na to pieprzone 12 piętro, bo winda się spóźniała, tylko dlatego, że bałem się o ciebie, a teraz nadwyrężam swoje siły dźwigając cie.. ale nie jestem twoim służącym- zakończył swój monolog
-Pewnie.. mów co chcesz a ja i tak wiem swoje- mruknął w odpowiedzi czując jak jego ciało robi się dziwnie lekkie- możecie się przestać kręcić?..-poprosił cicho- i zapalcie światło- dodał po chwili czując jak ogarnia go dziwna niemoc.
-O czym ty mówisz hyung.. hyung?! HYUNG?!
Ale Heechul nie odpowiedział powoli osuwając się na ramionach przyjaciół.
***
Jego ciało powoli zaczęło odbierać sygnały ze świata zewnętrznego. Przede wszystkim światło. Tak, gdziekolwiek się znajdował to musiało być tam jasno. I było tam dużo świeżego powietrza. Jego ciało spoczywało na czymś miękkim.. cóż najwidoczniej był na Hawajach.. tak to musiały być Hawaje.. słyszał przecież szum morza, które przemawiało do niego..
Nie! CHWILA! STÓJ!
Może i był nieco nienormalny, ale nawet on wiedział, że morze nie gada.. więc co to u licha było? Zapominając o innych doznaniach, całą swoją uwagę skupił na tym szumie, z czasem upewniając się, że tworzyły go ludzkie głosy. Powoli nawet zaczynał rozumieć o czym mówią.. a mówili o nim, dlatego właśnie słuchał w skupieniu nie chcąc uronić ani jednego słowa.
-Czy nie powinien się już czasem obudzić?- spytał ktoś cichym, miękkim głosem po którym poznał Kyu
-Może powinniśmy go obudzić?- rzucił ktoś inny
-Nie Don- odpowiedział mu dobrze znany głos Siwona- niech odpocznie, wygląda na zmęczonego
-Ale co mu się stało?- spytał nikt inny niż Eunhyuk- przecież ludzie nie mdleją bez przyczyny..
-No raczej nie- przytaknął mu Siwon- ale zaufajmy lekarzowi i uznajmy, że to przemęczenie. Nie warto snuć insynuacji, wszystkiego dowiemy się jak się obudzi
-I właśnie dlatego powinniśmy go obudzić!- wyrwał się Donghae
-A tylko byś spróbował- szepnął cicho w końcu decydując się na otworzenie oczu. W pokoju momentalnie zaległ cisza- tak właśnie myślałem, że z tymi Hawajami to niewypał- mruknął zdając sobie sprawę, że leży na tapczanie w salonie.
-Jakimi Hawajami?- dotąd cicho siedzący Shindong spojrzał na niego z przerażeniem- hyung!- rzucił patrząc na stojącego obok Sungmina- przecież mówiłeś, że zdążyliście go złapać nim upadł na ziemię i się uderzył w głowę!
-Bo zdążyliśmy- zapeszył się oskarżony- ale może wcześniej w cos łupnął, weźcie może jeszcze raz zadzwońcie po tego lekarza…
-Nie trzeba- powiedział szybko widząc jak Kyuhyun chwyta za telefon- to tylko zmęczenie.. przegrzałem organizm i tyle..
-Hyung, ale przecież ty miałeś dziś wolne!
Zaklął cicho usłyszawszy niestety prawdziwą uwagę Ryeowooka. A miał nadzieję, że ten drobny szczegół jakoś im umknie.
-Mówiłem Wam, że brak pracy źle na mnie działa, prawda?- spytał po chwili próbując ratować sytuację- gdzie jest Leeteuk?- dodał chcąc odwrócić uwagę zgromadzonych
-Dochodzi do siebie- zaskoczony spojrzał na Yesunga- za bardzo się przejął twoim stanem zdrowia i..
-I zemdlał- zakończył za niego wręcz uradowany Donghae- to zupełnie w jego stylu, nie?
-Cieszę się, że tak to cię bawi- do pokoju niespodziewanie wkroczył lider. Pierwszą rzeczą jaka rzuciła się w oczy Heechulowi w jego wyglądzie była blada, zmęczona twarz i zaszklone oczy- chyba musimy pogadać, nie uważasz?- zapytał siadając na jednym z krzeseł
-Chyba, nie ma o czym- mruknął zaczynając miętosić w dłoni skrawek koca, którym ktoś go okrył- lekarz już wam powiedział, że to przez przemęczenie, prawda?
-Owszem i wierzymy mu..
-No to nie ma sprawy- wszedł mu szybko w słowo, posyłając przewrotny uśmiech
-Owszem, jest sprawa..- ton głosu lidera wręcz wbił go w mebel- bo nie wiemy co spowodowało to przemęczenie.. i proszę cię, nie wmawiaj nam, że to praca, jest coś jeszcze, prawda? Heechul- kontynuował nie doczekawszy się odpowiedzi na swoje pytanie- do tej pory wszyscy unikaliśmy tego tematu ze względu na ciebie.. nikt nie chciał cię zranić więc milczeliśmy, ale chyba pora.. chyba pora żebyś się z tym pogodził prawda?
Pierwszy raz w życiu miał ochotę go uderzyć.
Pierwszy raz w życiu czuł, że go nienawidzi.
-A ty- syknął wreszcie- a ty się już z tym pogodziłeś?
-Heechul..- Leeteuk spojrzał na niego smutno- my wszyscy się z tym pogodziliśmy
Nie chciał w to wierzyć, niemalże z paniką czekał, aż ktoś zaprzeczy jego słowom, ale nic takiego się nie stało.
-A więc to tak- szepnął cicho odrzucając koc na bok i podnosząc się z kanapy- i wy mówicie, że jesteście jego przyjaciółmi?
Ignorując zmartwione spojrzenia rzucane w jego kierunku ruszył do schodów, które prowadziły do jego pokoju, zatrzymał się jednak słysząc kolejne słowa wypowiadane przez jedynego starszego od niego członka zespołu.
-Owszem pogodziliśmy się z jego odejściem – powiedział podnosząc się z krzesła i patrząc mu wyzywająco w oczy- to była jego decyzja, prawda? Pora żebyś i ty zrozumiał, że Hankyung odszedł z zespołu dobrowolnie, nikt go do tego nie zmuszał, nikt nie nalegał, a to, że on zapragnął pieniędzy i sławy to już nie nasza wina..!
-Przymknij się- warknął nawet nie odwracając głowy w jego kierunku- przymknij się i nie pieprz głupot, bo bladego pojęcia nie masz, czemu on odszedł…
-Więc wyjaśnij mi!
Stojąc dokładnie w połowie drogi między salonem, gdzie zgromadził się cały zespół, a swoim pokojem, gdzie nie było kompletnie nikogo podjął wreszcie decyzję, którą powinien podjęć już dawno temu, zanim to wszystko się rozpoczęło i tak bardzo zagmatwało. Powoli, wiedząc już co ma zrobić, odwrócił twarz ku zebranym na dole przyjaciołom.
-Hankyung odszedł- szepnął wreszcie- przeze mnie…
I po tych słowach pokonał resztę schodów zamykając się w swojej sypialni.

Majanna
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Design by Forum Komputerowe
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group


logo
2008 – 2019 © SUPERJUNIOR.PL
Poprzednie adresy: Klik | Klik

Strona wygenerowana w 0,13 sekundy. Zapytań do SQL: 11