| FAQ | Szukaj | Użytkownicy | Grupy | Rejestracja | Zaloguj | Album | Download |


superjunior

Poprzedni temat «» Następny temat
Miłość niekoniecznie dobra...
Autor Wiadomość
shiree 


Ulubieniec z SJ: Super Juni-OR
Lover: Sungmin, Eunhyuk, Leeteuk, Shindong
Wiek: 28
Dołączyła: 05 Maj 2011
Posty: 1436
Skąd: KG
Wysłany: 2011-05-06, 18:32   Miłość niekoniecznie dobra...

Szelest pościeli. Niespokojne ruchy na miękkim materacu sprawiały, że uginał się lekko przy każdej zmianie pozycji.
Spod kołdry wyłoniła się ciemna czupryna, zaraz za nią nagie ciało Kazuyi. Rozejrzał się dokoła nieprzytomnym wzrokiem w poszukiwaniu ubrań. Wypełzł niezdarnie z łóżka, zmierzając w stronę pozostawionej w kącie koszulki, której zeszłej nocy pozbawił go Jin.
Bolał go kark, w głowie niemiłosiernie dudniło na skutek wlania w siebie niewyobrażalnej ilości alkoholu.
Stłumił ziewnięcie w obawie, że Akanishi lada moment otworzy oczy, spoglądając na niego tym swoim wzrokiem. Wzrokiem nie do rozszyfrowania. Za każdym razem zadawał sobie trud odgadnięcia myśli Jin'a, jednak za każdym razem kończyło się tak samo.
Jego ciało, przyciśnięte do zimnej ściany, obdarowywane bezuczuciowymi pocałunkami. Ogarniające go podniecenie, rosnące z każdą chwilą, stające się nie do wytrzymania.
Był zwykłą szmatą. Dziwką zadurzoną w swoim alfonsie. Godną pożałowania istotą, która zrobi wszystko, by dostać odrobinę przyjemności od osoby, która, gdyby nie erotomania, nigdy nie spojrzałaby na niego z perspektywy łóżkowego partnera.
Prowadzony nagłym zawrotem głowy, dotarł do łazienki. Nie zapalając światła, zawisł nad muszlą klozetową. Dopadły go mdłości. Wypluł nadmiar śliny, uważnie obserwując zmąconą wodę. Wstrząsnęły nim zimne dreszcze, w uszach zrobiło się głucho. Odkaszlnął. Wszystkie wczorajsze drinki podeszły mu do gardła, usiłując ujrzeć światło dzienne. Rozchylił nieco usta, pozwalając strużce śliny spłynąć prosto do wnętrza ubikacji.
Zerkną za siebie. Akanishi przekręcił się na bok, bezwiednie strącając poduszkę, która wylądowała na drewnianej podłodze, nieopodal bielizny Kazuyi. Chłopak wstał. Dreszcze ustały.
Powoli, najciszej jak potrafił, podszedł do łóżka. Nagie plecy Jin'a unosiły się i opadały pod wpływem spokojnego oddechu.
Wsunął na siebie bokserki i spodnie, znalezione tuż obok drzwi do pokoju. Upewnił się, czy ma w kieszeni komórkę i portfel, założył buty na nagie stopy i opuścił mieszkanie Jin'a.


Zimne powietrze owiało twarz Kazuyi w chwili, w której znalazł się na tętniącej już życiem ulicy. Dość szybkim krokiem przemierzał chodnik, spoglądając przelotnie na mijających go ludzi. Ze wszystkich obywateli, w pamięci zapadła mu jedynie nieznana staruszka z pieskiem. Dlaczego? Tego nie wiedział nawet on sam. Zapamiętał dokładnie małego psiaka, który obwąchiwał wszystko i wszystkich, których udało mu się dogonić na krótkich łapkach.
Skręcił w jedną z bocznych uliczek. Mury budynków zdobiły pozdzierane plakaty i ogłoszenia różnej treści.
Dwójka dzieci minęła go w pośpiechu, uciekając przed starszym kolegą, który gonił za dzieciakami, wykrzykując groźby pod ich adresem. Kazuya obejrzał się przez ramie, jednak młodzież zniknęła z pola widzenia w zawrotnym tempie.
Zamyślając się nad czymś, pchnął drzwi wejściowe do budynku w którym mieszkał. Nie mając ochoty czekać na windę, aż ta łaskawie zjedzie na parter, wspiął się po schodach na szóste piętro.
Głośno wypuścił powietrze z płuc. Jego kondycja była w fatalnym stanie, wypadałoby coś z tym zrobić. Może powinien zapisać się na siłownię? Chociaż nie... Jin'owi na pewno nie spodobałoby się, że zamiast z nim, czas spędza pocąc się wśród mięśniaków.
Pod drzwiami do mieszkania dostrzegł siedzącą postać. Spod czarnej czapki z daszkiem nie było widać twarzy więc zbliżył się powoli, próbując rozpoznać nieznajomego. Kiedy był już zaledwie trzy kroki od swojej wycieraczki, postać zaczęła podnosić się powoli. Kazuya przystanął, obserwując jak chłopak zdejmuje czapkę i spogląda na niego zaniepokojonym wzrokiem.
- Koki? - Kazuya był nieźle zdziwiony na widok przyjaciela czekającego przed ósmą rano przed jego drzwiami.
- Dzwoniłem, ale nie odbierałeś. - powiedział, podchodząc do młodszego chłopaka, który odruchowo cofnął się do tyłu.
- Byłem z Jin'em. - wyjaśnił, nie patrząc na Koki'ego, który szedł powoli za nim, w drodze do drzwi wejściowych, które Kazuya otworzył kluczem wyjętym z kieszeni. - Wejdź.
Koki wszedł za przyjacielem do niemałego mieszkania, które znał jak własną kieszeń.
- Może napijesz się herbaty? - zaproponował Kame, wchodząc do najczystszej kuchni jaką Koki kiedykolwiek widział.
- Dzięki, obsłużę się sam. Powinieneś się przespać, nie wyglądasz najlepiej. - zauważył, dostrzegając bladość cery i podkrążone oczy przyjaciela, który z trudem utrzymywał powieki w stanie otwarcia.
Kazuya stłumił ziewnięcie, odwracając wzrok od chłopaka, który ewidentnie martwił się o jego stan, zarówno fizyczny jak i psychiczny.
- Wezmę prysznic. - oświadczył Kame, wstawiając wodę na herbatę. Minął Koki'ego i zniknął za jasnymi drzwiami prowadzącymi do łazienki.


Przebrany i odświeżony, zajął miejsce na salonowej kanapie, w odpowiedniej odległości od Tanaki, który dopijał resztki zielonej herbaty. Siedzieli w milczeniu, co jakiś czas spoglądając na siebie kontem oka, gdy drugi nie patrzył.
Koki zlustrował dokładnie drobną sylwetkę Kazuyi, badając wzrokiem gładką skórę jego nagich ramion. Zatrzymał się w okolicach barku chłopaka, zwracając większą uwagę na drobne siniaki, których ostatnim razem na ciele Kame nie dostrzegł. Coś mu zaświtało.
Przysunął się do przyjaciela. Opuszkami palców dotknął ciemnych punktów, które sprawiły, że miał ochotę przetrzepać Jin'a.
Kazuya szybko strącił rękę Koki'ego, próbując przysłonić siniaki, jednak tych było za dużo by dać rade ukryć je pod dłonią.
- Uderzył cię?
Kazuya milczał. Przełkną ślinę, czując jak piekące łzy wypełniają jego ciemne oczy.
Opuścił głowę, ukrywając twarz pod włosami.
Ramiona Kame lekko drżały, pod wpływem ogarniającego go bólu i żalu.
Cichy szloch dotarł do nadwrażliwych uszu Koki'ego, który natychmiastowo objął przyjaciela, pozwalając mu wypłakać się na swoim ramieniu.
Kazuya objął mocno ciało chłopaka, ściskając w dłoniach materiał jego bluzy. Szlochając cichutko, zatracał się w zapachu perfum Koki'ego, które tak bardzo mu się podobały. Jednak nie sprawił sobie takich, na nim nie pachniały by tak dobrze. Ten zapach pasował do charakteru i specyficznego sposobu bycia Tanaki.
Oparł wygodnie głowę o klatkę piersiową przyjaciela, przymykając lekko zaczerwienione oczy. Uspokoił się. Głaskany po głowie, oddychał powoli i głęboko, czując narastające zmęczenie.
- Kame-chan... - szepnął Koki, przenosząc dłonie na plecy Kazuyi. - Powinieneś się położyć. - Powtórzył zdecydowanie.
Wstał, chwytając młodszego chłopaka za dłoń i poprowadził go do chłodnej sypialni. Odchylił kołdrę, gestem ręki zachęcając do położenia się, jednak ten stał w milczeniu ze zmieszaną miną.
- Kame-chan?
- Położysz się ze mną? - zapytał, bawiąc się swoimi dłońmi.
Koki uśmiechnął się łagodnie, kiwając twierdząco głową. Zdjął bluzę, zostając w czarnym podkoszulku z nadrukowaną trupią czaszką i rozłożył się na boku po jednej stronie łóżka. Oparł głowę na ręku i czekał, aż Kamenashi uczyni to samo.
Kazuya wsunął się pod kołdrę, przykrywając do pasa.
Uspokojony tym, że dla odmiany nie musi odpoczywać sam, ziewnął przeciągle, zamykając oczy.
Tanaka przysunął się do przysypiającego chłopaka, obejmując go w talii. Kame podkurczył nogi, mrucząc cicho coś niezrozumiałego, w następnej chwili śnił już słodko.


W mieszkaniu rozległa się dobrze znana melodia jednej z piosenek Kat-tun'a. Wibracje wstrząsały komórką Kazuyi, usiłując obudzić właściciela, który nieświadomie wtulał się w głaszczącego go po głowie Koki'ego.
Kiedy jednak telefon nie zdołał przerwać twardego snu chłopaka, Koki zerkną na wyświetlacz i widząc imię Akanishi'ego, odrzucił połączenie. Telefon zadzwonił jeszcze kilkukrotnie, ale Tanaka za każdym razem zbywał Jin'a, naciskając czerwoną słuchawkę.
Dochodziła godzina 11:20, co zdaniem chłopaka było jeszcze za wczesną porą na pobudkę Kame, który, według Koki'ego, wyglądał tak niewinnie i bezbronnie kiedy spał.
Przejechał palcem wskazującym po bladym policzku młodszego przyjaciela, uśmiechając się pod nosem, gdy ten zamruczał bezwiednie, przyciągając dłonie do twarzy, niczym mały kociak.


Około godziny trzynastej Kazuya otworzył oczy, powracając do świata rzeczywistego, który, niestety, był dużo bardziej upierdliwy niż świat fantazji. Usiadł, rozejrzał się wokoło, przetarł oczy i zerknął na puste miejsce obok siebie.
- Koki? - Kazuya wyszedł na przedpokój w poszukiwaniu przyjaciela. Przez chwile w jego głowie zagościła myśl, że może Koki go zostawił, kiedy spał. Bo w sumie, co on miał tu do roboty? Nic go nie trzymało przy nim, Tanaka był najzwyczajniej miły zostając.
Przeszedł wolno wzdłuż białej ściany ozdobionej okładkami płyt zarówno ich, jak i innych zespołów.
Odświeżył się z lekka w łazience. Przemył twarz chłodną wodą, przeczesał włosy, przejrzał się dokładnie w lustrze i, nie zauważając żadnych skaz na gładziuchnej skórze, poszedł w stronę kuchni, skąd dobiegł go przyjemny zapach. Zrobiło mu się cieplej na sercu, Koki jednak go nie zostawił.
Wyjrzał zza rogu, obserwując krzątającego się Tanake. Na stole stały dwa kubki z parującą herbatą, a po chwili pojawiły się i dwie miski z ramenem.
Kazuya natychmiastowo odczuł doskwierający głód, w końcu nie jadł nic od wczorajszego wieczoru.
Zaszedł przyjaciela od tyłu, objął w pasie i ułożył głowę na jego ramieniu.
- Jeszcze śpiący? - zapytał łagodnie, dotykając splecionych dłoni Kame.
- Troszkę. - powiedział cicho, przymykając oczy. Nieprzespane noce nie wpływały dobrze na jego kondycje i witalność. Czuł się ospały i ociężały, czego bardzo nie lubił.
Rozplótł dłonie, odruchowo wsuwając je pod koszulkę przyjaciela, który z lekka zdziwił się takim zachowaniem.
Kazuya uchylił nieco powieki, gładząc delikatnie i powolnie klatkę piersiową chłopaka. Wykonywał dłońmi koliste ruchy, zahaczając o sutki Tanaki, który stał w bezruchu.
Zbliżył wargi do szyi farbowanego blondyna, składając niewinny pocałunek na jego skórze.
- Kame-chan. - upomniał Kazuyę, który zszedł teraz nieco niżej, umiejętnie pieszcząc podbrzusze Koki'ego.
- Jin tak lubi. - mruknął zagłębiając opuszki palców w spodniach Tanaki, który czuł się nieco nieswojo w zaistniałej sytuacji. Jeśli już, to on powinien robić dobrze niedopieszczonemu uke, jednak w tej chwili, Kame nie był ani niedopieszczony, ani tym bardziej jego uke.
- Robisz tak Jin'owi? - zapytał, w dalszym ciągu nie reagując na zachowanie Kame i jego zmierzające coraz niżej dłonie.
- Robię też wiele innych przyjemnych rzeczy. - wyszeptał mu na ucho, lekko je przygryzając, co upewniło Tanake w fakcie, iż jest molestowany.
Kamenashi obszedł Koki'ego, stając naprzeciw niego. Przylgnął do przyjaciela, zarzucił mu ręce na szyję i zbliżył swoją twarz do jego na niebezpiecznie małą odległość.
Tanaka nie wyczuwał od Kame ani grama skrępowania czy niepewności. Zachowywał się tak, jakby to co robił było na porządku dziennym. Czyżby Jin posunął się do wpojenia Kazuyi zachowań względem niego?
"Zrobił to." - Przeszło mu przez myśl w chwili, w której Kazuya bezwstydnie rozpiął guzik jego dżinsów. Szybko złapał za nadgarstki młodszego chłopaka i spojrzał na jego zdziwioną twarz.
Uniósł rękę, na co Kame natychmiastowo się skulił, zamykając przy tym oczy, a przecież Tanaka nie planował zrobić niczego złego, chciał go tylko pogłaska po włosach.
Nie będąc w stanie patrzeć jak Kamenashi wyczekuje na użycie przemocy z jego strony, przytulił go mocno do siebie.
- Kazuya! - groźny głos sprawił, że Koki aż drgnął. Jednak najbardziej zaniepokoił go fakt, iż dłonie Kazuyi zaczęły przeraźliwie się trząść.
Nie puszczając przerażonego chłopaka, obejrzał się za siebie, jednak było już za późno. Jin podszedł do przyjaciół, odepchnął na bok Tanake i złapał Kame za włosy. Kazuya pisnął z bólu, kiedy Akanishi zaczął go ciągnąc w nieznaną mu stronę. Przeciągnął go przez kuchnie, korytarz, aż doszedł do łazienki, do której wepchnął chłopaka, zamykając za sobą drzwi.
- Dlatego nie odbierałeś telefonu ?! - krzyknął Jin na stojącego przy ścianie, przestraszonego Kame. Serce biło mu tak mocno, jakby zaraz miało wyskoczyć z klatki piersiowej.
- To nie tak! - zaczął pośpiesznie, kiedy Akanishi zaczął się zbliżać. Z jego miny nie wynikało nic dobrego. Ściągnął z siebie kurtkę, rzucił ją na podłogę i złapał Kamenashi'ego za rękę, którą bezskutecznie usiłował się zasłonić. Bezlitośnie zaczął ją wykręcać, zadając tym ból chłopakowi, który był bliski płaczu.
W tym samym czasie Koki bezowocnie próbował otworzyć zamknięte drzwi. Szarpał za klamkę, wykrzykując masę ubliżających epitetów pod adresem Jin'a, który, nie przejmując się opinią na swój temat, popchnął Kazuyę na umywalkę. Kame oparł się o nią dłońmi, stojąc tyłem do Akanishi'ego, który ponownie złapał go za włosy.
- Tanaka zobaczy jaka z ciebie dziwka. - powiedział złośliwie, zmuszając chłopaka do nachylenia się. Usiłował ściągnąć z niego krótkie spodenki, jednak Kame sprytnie mu się wyślizgnął, uciekając na drugi koniec łazienki.
- Chodź tu. - rozkazał Jin, powoli tracąc cierpliwość.
Kazuya zaprzeczył energicznie głową, nie czując się bezpiecznie w towarzystwie Akanishi'ego, który, jak z własnego doświadczenia wiedział, jest zdolny do wielu nieprzyjemnych rzeczy. Osunął się po ścianie, kuląc pod nią, w nadziei, że chłopak da mu spokój.
- Wstawaj. - powiedział Jin, próbując podnieś Kazuyę, który zdecydował się pozostać na zimnej podłodze.
- Zostaw mnie. - poprosił cicho, obejmując nogi rękoma.
Jin, tracąc resztki cierpliwości, uderzył chłopaka w twarz tak mocno, że teraz zwijał się z bólu, leżąc na błękitnych kafelkach.
Przykucnął obok ciężko oddychającego Kame. Zlustrował żałosną osobę roztrzęsionego chłopaka i, łapiąc go za koszulkę, pociągnął do góry.
Odwrócił Kazuyę tyłem do siebie, przycisnął do ściany i zciągnął z niego spodnie. Po chwili wsunął dłoń w bokserki młodszego chłopaka i zacisnął ją na jego męskości. Kamenashi jękną cicho, opierając głowę o ścianę. Poczynania Jin'a nie sprawiały mu najmniejszej przyjemności, wręcz przeciwnie, czuł się beznadziejnie, jak nigdy dotąd.
Akanishi poruszał ręką od dołu do góry, wzdłuż penisa Kame, dając tym do zrozumienia, że nie zamierza mu odpuścić. Obciągnął nieco czarne bokserki chłopaka i wszedł w niego brutalnie, bez wcześniejszego przygotowania. Kazuya krzyknął głośno, pozwalając by łzy zalały jego zaczerwienione policzki.
- Krzycz, niech Tanaka cię usłyszy. Przekona się jaką szmatą jesteś. - powiedział, nadzwyczaj uprzejmie, co sprawiło, że Kamenashi poczuł się jeszcze gorzej. Z obawą, że Koki usłyszy, ze wstydu, zagryzł mocno dolną wargę, nie pozwalając sobie na wydanie żadnego dźwięku.
Jin poruszał się w nim szybko i brutalnie, usiłując zmusić chłopaka do jęków, co z pewnością zniechęciłoby do niego Tanakę.
Coraz szybciej pracowała też jego dłoń, nadal zaciśnięta na przyrodzeniu Kame, doprowadzając go do obłędu.
Kazuyi coraz ciężej było oddychać, a co dopiero zachować ciszę. Kolana zaczęły się pod nim uginać, dając tym samym do zrozumienia Akanishi'emu, że jest już wykończony. Ściskało go w żołądku, a usilne zagryzanie wargi sprawiło, że zaczęła delikatnie krwawić.
W końcu nie wytrzymał. Otwierając szeroko usta, zaczął głośno krzyczeć i jęczeć, co zdawało się zadowalać i podniecać Jin'a, który skierował teraz obie dłonie na klatkę piersiową młodszego chłopaka. Ścisnął mocno sterczące sutki Kame, wchodząc w niego coraz głębiej.
Kiedy Kazuya stracił już wszystkie siły, osunął się powoli po ścianie. Jin szarpnął go za ramię, powodując tym samym, że klęczał przed nim ze spuszczoną głową. Pociągnął Kamenashi'ego za włosy, zmuszając tym samym do spojrzenia na siebie.
- Teraz zrobisz mi dobrze. - oświadczył władczo, zbliżając zapłakaną twarz chłopaka do swojego podnieconego do granic możliwości przyrodzenia. Zmusił Kamenashi'ego do obciągnięcia mu, poruszając rytmicznie jego głową. Po krótkim czasie doszedł, bezlitośnie spuszczając się wprost do ust chłopaka. Kazuya zaczął się dusić, po części własnymi łzami, a po części spermą Jin'a. Resztkami sił doczołgał się do kąta. Będąc pół nagim, skulił się ciasno i dostał histerii. Płakał jak małe dziecko, które zgubiło matkę, jak walnięta fangirl po ślubie swojego ukochanego muzyka.
- Jesteś żałosny. - powiedział Jin zapinając rozporek. - Jutro masz być u mnie o dziewiątej.
Podniósł wcześniej pozostawioną na podłodze kurtkę i wyszedł z łazienki. Minął siedzącego pod ścianą Koki'ego, który był totalnie zszokowany tym, co się właśnie wydarzyło. Czuł się podle, nie mogąc w żaden sposób pomóc Kazuyi, który nie miał szans obronić się przed wściekłym Jin'em.
Powoli zaczął się podnosić. Długo stał przed drzwiami zanim je otworzył. Bał się tego, co zobaczy. Nie wiedział w jakim stanie jest Kazuya, mógł sobie jedynie wyobrazić co Akanishi z nim robił, a jego wyobraźnia podsuwała mu same najostrzejsze gwałty jakich kiedykolwiek człowiek się dopuścił.
Nacisnął klamkę i pchnął drzwi, które otworzyły się z lekkim skrzypnięciem ukazując mu wnętrze łazienki. Z szafek pozrzucane były kosmetyki, a na kafelka widniały niewielkie plamki spermy i krwi, z pewnością należącej do Kazuyi.
Dopiero po chwili ujrzał w kącie skuloną postać chłopaka. Na ramionach miał czerwone ślady zadrapań, a głowę ukrytą, w przyciągniętych do klatki piersiowej, kolanach. Płakał. Płakał przeraźliwie, co ścisnęło za serce Koki'ego.
- Kame-chan... - powiedział cicho, klękając naprzeciwko Kamenashi'ego, który nawet nie drgnął.
Niepewnie położył dłoń na włosach Kazuyi, na co ten wybuchł jeszcze większym płaczem.
- Zostaw mnie. - powiedział poprzez łzy.
- Nie, nie zostawię cię. - uparł się Koki. Ściągnął puchaty ręcznik z jednej z półek i okrył nim roznegliżowanego przyjaciela, którego po chwili objął. Chłopak z początku zaczął się szamotać i wiercić, prosząc by ten sobie poszedł, jednak Tanaka nie zamierzał odpuszczać. Przytulił go jeszcze mocniej i zaczął gładzic po głowie, na skutek czego, Kame powoli się uspokajał.
Po pewnym czasie uniósł niepewnie głowę do góry, patrząc w znane tylko jemu miejsce. Wstydził się spojrzeć Koki'emu w twarz, po tym co, nie tyle widział, a słyszał; był przekonany, że chłopak nim gardzi.
- Powiedz mi. - odezwał się Koki. - On zawsze cię tak traktuje?
Kazuya na nowo zalał się łzami, potwierdzając skinieniem głowy.
- Jin już nigdy cię nie dotknie. Obiecuję. - powiedział zdecydowanie, unosząc podbródek Kazuyi do góry. W końcu udało mu się spojrzeć w zaczerwienione oczy przyjaciela.
- Dlaczego...? - zapytał Kazuya, nie bardzo rozumiejąc zachowanie Koki'ego. Przecież powinien się nim brzydzić, gardzić nim, wyśmiewać się, wyzywać od szmat i dziwek. Więc, dlaczego?
- Nie pozwolę, by takie ścierwa raniły bliskie mi osoby. - wyjaśnił, całując delikatnie lekko zakrwawione wargi Kame.


Dochodziła godzina dziewiąta trzy, następnego dnia. Jin palił papierosa w swoim salonie, zerkając co chwila na zegarek. Kazuya się spóźniał, co bardzo mu nie odpowiadało.
W końcu, siedem minut po dziewiątej, rozległ się dzwonek do drzwi.
Zgasił papierosa w szklanej popielniczce i poszedł otworzyć, planując po drodze karę za spóźnienie.
Otworzył drzwi, patrząc z wyższością na osobę stojącą przed nim. Jednak mina mu zrzedła kiedy zamiast Kazuyi, zobaczył Koki'ego i Nakamaru.
- Dzień dobry! - powiedział radośnie Nakamaru, mrużąc oczy niczym słodka dziewczyneczka.
- Dla nas bardzo dobry. - zauważył Koki, podwijając rękaw bluzy. Z całą swoją siłą, wzmocnioną nienawiścią, uderzył Akanishi'ego w brzuch.
Jin skulił się, nie mogąc złapać powietrza. Cofnął się parę kroków do tyłu, opierając plecami o śnieżno białą ścianę.
- Czeka nas bardzo poważna rozmowa. - oświadczył Tanaka, wchodząc do środka razem z wciąż szczerzącym się Nakamaru.

Doki
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Design by Forum Komputerowe
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group


logo
2008 – 2019 © SUPERJUNIOR.PL
Poprzednie adresy: Klik | Klik

Strona wygenerowana w 0,12 sekundy. Zapytań do SQL: 10