| FAQ | Szukaj | Użytkownicy | Grupy | Rejestracja | Zaloguj | Album | Download |


superjunior

Poprzedni temat «» Następny temat
Nie wszystko gwiazdą co się błyszczy
Autor Wiadomość
Aramena 
Tusia Podusia


Ulubieniec z SJ: cała 15 ^^
Lover: Park Jung-su
Fav Pairing: KangTeuk, Eunhae
Grupa krwi: Arh+
Kocham SuJu od: 12.2009
Wiek: 27
Dołączyła: 07 Maj 2011
Posty: 28
Skąd: Wawa (duszą Seul)
Wysłany: 2011-05-21, 20:50   Nie wszystko gwiazdą co się błyszczy

Duże ilości powodują skutki uboczne: biegunkę, nudności, nienawiść do autorki, ataki niepohamowanego śmiechu, uzależnienie. Przed przeczytaniem zjedz ulotkę lub skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą (mowa o psychiatrze).
Wszystkie podobieństwa do realiów są całkowicie przypadkowe.
Nie brać sobie do serca tego co tu pisze XD

Że co? Że jak? Że hę? Ja tu nie przyszłam po pracę! Ciągle gapię się na kolesia w garniaku. To jakiś kawał? Jakaś część umysłu podpowiada mi, że mam otwarte usta. Wychodzę na skończoną idiotkę. Jeszcze tego brakowało.
- No, ale ja nawet nie znam tego języka! - dukam po angielsku.
Zaczynam powoli wychodzić z szoku i zastanawiać się co mnie do tego podkusiło. Chyba naprawdę jest coś ze mną nie tak. Gdy jestem w trakcie wygarniania sobie, jego głos sprowadza mnie na ziemię.
- Ma pani tutaj – wyciąga z biurka teczkę (jak ona się tam zmieściła? Ma przecież wymiary przeciętnej szafki nocnej. Magik czy co?) – wszystkie potrzebne informacje. Przez miesiąc będziemy opłacać wszystkie rachunki, mieszkanie, najlepszego nauczyciela koreańskiego i wszystko co będzie potrzebne do życia. Po tym czasie nastąpi przeprowadzka do grupy do ich nowego mieszkania. Hwaiting! Liczymy na panią!
Ciągle w szoku z teczką (pioruństwo ciężkie jak diabli) wychodzę na ulicę. Ja się tak nie bawię! Biorę swoje zabawki i idę na swoje podwórko! Przecież to miał być tylko konkurs na pomocnika, a nie pracownika! Dlaczego oni oszukują? W głowie tworzy się litania do kilku „niewinnych” osóbek z zespołu. Że też musze być taka ugodowa. Chciałyśmy zabłysnąć i wyszło, że jestem kozłem ofiarnym. Chociaż każdy venomek na moim miejscu skakałby z radości. Co ja mówię? Każda osoba z forum! Powinnam cieszyć się z takiej okazji, a ja niewdzięcznica narzekam jeszcze. Lubiłam swoją nową-starą pracę. Nagle staję jak wryta. Jasna *******!! Rodzice mnie zabiją! To moja trzecia praca w tym miesiącu! I to jeszcze zdobyta przez przypadek i w innym kraju i na innym kontynencie. Powinnam zamknąć się w klasztorze. Przeklęta umowa. I tak kolejna litania niekoniecznie miłych słów. Ta firma wie jak się zabezpieczać. Z długów nie wyjdę do śmierci. Dobra. Wytrzymam. To tylko rok. Od następnego miesiąca. Jakby nie patrzeć to może być zabawne doświadczenie. Tylko po co mi ta szafka o wyglądzie teczki?

Nie wiem o co kaman, nie wiem czy chcę wiedzieć o co kaman, nie zależy mi na wiedzy o co kaman. Co ja najlepszego zrobiłam? Siedzę w tym przeklętym mieszkaniu już drugi dzień i się męczę ucząc dziwnych zygzaczków. Zdecydowanie wolę japoński. Jedynym plusem jest to, że uwielbiam kuchnię azjatycką. Innymi słowy pierwszy zakup to książka kucharska, choć nawet nie mam czasu obejrzeć więcej niż okładka. A nóż, łyżeczka i widelec kiedyś się to uda. Na razie musze studiować opasłe tomisko składające się z życiorysów, zdjęć i komentarzy poprzednich menadżerów. Za rok będę mogła napisać książkę na podstawie swoich własnych przeżyć. Nikt mnie nie kocha, pies bawi się tylko wtedy, jak mam kiełbasę i nawet deszcz mnie olewa. Nauczycielki szczęka ładnie przywitała się z posadzką gdy dowiedziała się o mojej wiedzy na temat Korei, obyczajów i języka. Tak, właśnie to dziecko specjalnej troski będzie ze miesiąc menadżerem jednego z najpopularniejszych zespołów w Korei. Pal licho to, że nie zna język, ma inną pracę… Stop. Miało inną, do tej pory wymarzoną pracę. Zastanawiam się czy naprawdę nie urodziłam się pod jakąś szczęśliwą, ale chyba trochę pijaną gwiazdą. Na szczęście rodzinkę utrzymuję w niewiedzy udając zapracowaną co nie mija się z prawdą.
- O co cho? – patrzę na babkę wzrokiem downa patrzącego na kosmitę po przepiciu. Te tempo mnie wykończy już wkrótce. Najnowszy sposób na tortury, czyli znaleźć prace w nieznanym kraju i to najlepiej na wysokim stanowisku. Wzrok kobiety mówi sam za siebie co o mnie myśli. Mamo, nie bij!
- Tutaj jest cały alfabet. Proszę do jutra go opanować. – O super, kolejna lektura i jeszcze praca domowa. A wydawało mi się, że już skończyłam szkołę. – Powtarzaj także wszystkie słowa nauczone dzisiaj. Hwaiting!
I tyle ją widziałam. Wywiało kobitę szybko. Hwaiting, hwaitning… A udław się. Moja doba ma 48 godzin? A może ja jakiś geniusz jestem? Sory, ale to nie ten adres. Mój siostra jest ciągle w Polsce. I ten dzikus raczej nawet z matką nie wyjdzie do sklepu, a co dopiero wyjechać za granicę. Za jakie grzechy? A tak zmieniając temat to ciekawe jacy oni są?

Z równym powodzeniem mogłabym tłumaczyć szafie co sadzę o tym wszystkim. Taki sam rezultat jest. Choleryczna ostoja spokoju się kłania. Jeszcze tylko kilka dni. Stres mnie zalewa i przelewa bardziej niż powodzianom. Już wkrótce rozpocznę swoją gehennę w Dobrowolnym Więzieniu dla Nieprzystosowanych Europejczyków w skrócie – DWNE. Skrót bardzo podobny do czegoś. No, ale żeby było ABŚ (Aby Było Śmieszniej) mam jeszcze trochę czasu błogiego lenistwa. No co ja wygaduję? Jakiego lenistwa? Harówa całymi dniami, że nawet po nosie nie ma czasu się podrapać. Moja znajomość Korei powiększyła się w znaczącym tempie i wcale mi nie chodzi o ilość wykonawców. Fakt faktem dukam jak przy czkawce zanim sklecę jakieś zdanie (najlepiej opanowane: Proszę mówić wolniej) w stylu: Kali chcieć jeść. Zrozumieć jest jeszcze gorzej. Przynajmniej wiem kiedy mówią do mnie na co reaguję miną: proszę nie bij, ja bezbronne dziecko świata! A jeszcze raz ktoś powie do mnie hwaiting to zacznę krzyczeć. Przeszłam przez coś zwanego metamorfozą, bo przecież menadżer musi wyglądać jak człowiek, a u mnie wskaźnik zatrzymuje się na 34/100. I tym sposobem mam garderobę, w którą spokojnie można zaopatrzyć pół przeciętnej wsi, bo przecież nie mogę się pokazać dwa razy w tym samym! Kupie czarny płaszcz i nocnik na głowę i robiąc za Dark Vathera będę miała nadzieję, że nikt mnie nie pozna jak będę przekabacać Koreańczyków na ciemną stronę mocy. Strzeżcie się! O Matko, kurczaku i Siwonie! Raczej to ja powinnam się strzec. Oni chce mnie otruć! Co za bęcwał to zrobił? Nawet w spokoju nie można już zjeść. Nie jestem sępem żeby padlinę jeść. Teraz już wiem dlaczego schudłam 2 kilo jak od prawie 3 tygodni jem płatki. O nie.... Tak łatwo się nie dam. Jeszcze nie wiecie z kim zadarliście.

- To już dziś. - Babka stwierdziła uradowana jak rumun z zajebanego portfela szczerząc się jak dynia w Halloween. - Hwaiting!
I znowu zniknęła zostawiając mi pakowanie, klucze do nowego mieszkania, mapkę do niego i telefon. Ten miesiąc był okropny. Czuję się jakby mnie ktoś przepuścił przez maszynę do mielenia mięsa, zjadł a potem wypluł. Niech moc venomków będzie z tobą! Czyli innymi słowy, czas na pakowanie. Choć przy tej stercie ubrań nawet radioaktywne biedronki nie pomogą. Nie ma tak dobrze. Muzyka na full i odlot. Jedne spodnie, drugie, ..... dziesiąte. Jak to wszystko ma się zmieścić w tak małej walizce? Oczywiście kombinator6000 wie co robić. W końcu ma sto pomysłów na sekundę. Segregacja. To założę, tego raczej nie, a to po co mi? Dwie godziny później i jestem spakowana. To najlepsza metoda na głoda. Ostatnie zerknięcie w lusterko i włala. Czas stawić czoło nowej pracy 25 godzin na dobę i 8 dni w tygodniu. Lecisz mała, lecisz! Zerkam na mapkę. Hę? No i ściana. Tych bazgrołów nawet agenci CSI nie rozszyfrują.
- Przepraszać. - Zaczepiam kolesia (fakt faktem przystojny). - Gdzie być ja? - Pokazuję mapkę. Proszę, niech on zrozumie.
O dziwno zrozumiał, pokazał, zatrzymał taksówkę i powiedział gdzie zawieść. Dziękować. Niech bozia ci w tłustych dzieciach wynagrodzi. Oł jee, oł jeee. Jadę do zespołu. Oł jee. Jasna c******! Ja już do nich jadę! Jak zwykle zapłon szachisty. Przy wysiadaniu z taksówki potykam się o własne nogi. Dlaczego to już? Głęboki wdech i ... Dobra jeszcze raz myślę podnosząc się z ziemi i otrzepując. Co za kretyn postawił na środku chodnika doniczkę? Przekręcam klucz. Wchodzę. Raz, dwa, trzy, ... osiem, .... piętnaście??? Że co? Ja się tak nie bawię! Dlaczego oni tak dziwnie się na mnie patrzą?
- Dziękujemy, że jesteś z nami! - mówi Heechul wciskając mi zdjęcie z autografem. O fajnie. A reszta też mi da?
- Ekhm. - głęboki wdech. - Jestem waszym nowym menadżerem. Nazywam się Aramena. Dzięki za zdjęcie.

No i zapada niezręczna cisza. Mogę tu zamieszkać? Jak w filmach grozy, ta cisza jest zabójcza. Potnijmy ją na kawałki, spakujmy w butelki i sprzedajmy jako środek masowej zagłady. Czy ja proponuję napad nago na bank, że się tak lampią na mnie? Love, chocolate and peace! Zdecydowanie PEACE! Żeby to wzrok mógł zabijać. Przestańcie się patrzyć na mnie jak na dziecko specjalnej troski. Masło maślane polane maślanką normalnie. Jak by tu się odezwać?
- Gdzie hyung? - odzywa się Siwon.
- Ma urlop zdrowotny roczny. - Grzecznie wyjaśniam. Czy ja jestem jakaś dziwna? - Pokażecie mi mój pokój?
No i się zaczęło. Ruch jak w roju pszczół podczas sezonu turystycznego nad morzem. Jeden zabrał walizkę, inny torebkę, i wszyscy chcą mnie oprowadzić po domu. No prawie. Z nieznanych powodów jeden osobnik zostaje na kanapie. KangIn z niejasnych powodów był zły. Nie, to złe określenie. Był wściekły! foch fochowi focha nie wyfocha! Nie miałam czasu się zastanawiać, bo zostałam porwana. Można? Można. A więc kolejna sprawa „Melanowskiego i partnerów”: Gdzie się podział menadżer Super Junior? Dlaczego KangIn jej nienawidzi? Gdzie ona była jak jej nie było? Czy uda się rozwiązać mu tą zagadkę? Na te i kilka innych pytań odpowiemy w kolejnym odcinku... Salon, łazienka, kuchnia, pokój jeden, drugi, kolejna łazienka, schody i ...
- A to twój pokój. - uśmiechnął się SungMin i otworzył drzwi. Witaj w domu mała.
- Łaaaaa!! - Cisze przerwał przerażający krzyk. Wyścigi do drzwi uważam za rozpoczęte!
- Co za idiota postawił tu tą doniczkę?!? - Wrzeszczy DongHae.
- Co ty zrobiłeś z moimi kwiatami? - Odkrzykuje ShinDong.
- To tylko kilka uschniętych badyli. - mówi LeeTeuk.
- A były takie ładne kwiaty. - wzdycha SungMin.
- A teraz są połamane i zniszczone przez niego! - Krzyczy Shini.
Lejta się! Mięso będzie!
- Przesadzić, podlać, postawić na słońcu i za kilka dni odżyją. - Mówię spokojnie.
- Zbawca! - Krzyczy uradowany SungMin.

Paczka z dziurkami przyszła gdy zespół miał próbę układu. Jakaś nowa odmiana kota dla HeeChula? Tygrys szablo zębny? Tylko dlaczego moje personalia są na niej? Przykładam ucho do skrzyneczki. Cisza. Nie tyka, nie szura, nie wierzga, czyli coś śpi. Raz kozie śmierć. Co mnie nie zabije to mnie wzmocni. Otwieram skrzynkę.
- O Boże! Powietrze, którym oddycha SiWon! - Krzyczy cóś dysząc jak napaleniec dzwoniący pod 0700.
- Nimfusia? - Rozpoznaję dziecko buszu. - Czyś ty oszalała? Co ty tutaj robisz?
Nie no. Tylko jej mi tu do szczęścia brakowało.
- Jestem, to jestem, a jak mnie nie ma, to tym lepiej, bo przynajmniej nikt się na mnie nie wyżywa. - Odzywa się dalej sapiąc. - Trza przekazać reszcie żeby większe otworki zrobili. - Kiwa głową zamyślona.
- Reszcie? - Słabo mi. Przed oczami przeleciało mi całe życie. Całe forum się wyśle do mnie paczkami?
- Gdzie ON jest?! - Nimfuś wyskakuje na korytarz. Słoń w składzie porcelany na gazach to przy niej pikuś. Pan pikuś! Nawet tornado się chowa. Biega jak szalony rolnik uciekający przed żółwiem faszerowanym czekoladą po całym domu.
- Nie ma ich. - Opieram się o ścianę. - Próba układu do nowej płyty.
- Iiiiiiiiiiiiiiii! - Nie wiedziałam, że człowiek może tak wysokie dźwięki wydawać i to podobne do rysowania pazurami po tablicy. - Oj soorryy!! Wiem jak cię przeproszę! Sorry, sorry, sorry...
No i zaczyna machać rękami jak wiatrak i śpiewać udając finalistkę szansy na sukces. Chyba miało być śmieszne, ale w tym przypadku nawet familiada jest śmieszniejsza. Co te dziecko troszkę zboczone, zdrowo kopnięte i bardzo zakręcone tutaj robi? Trzeba ją gdzieś ukryć. Najlepiej z powrotem w paczce. Jestem geniusz zła.
- Ej spokojnie! - Łapię wiatraczek za odnóża. - Mam pomysł. Schowaj się w paczce i zrobimy niespodziewajkę!
- Jesteś wspaniała! - Gdzie ja to już słyszałam? Biegnie i się chowa. Jaki to był adres? Dobra wyślę ją jeszcze dziś. Myślę zabijając skrzynię. - Tylko pamiętaj: cicho siedź.
- Co ty robisz? - słyszę głos należący do osoby najmniej mi tu potrzebnej. Odwracam się i staję twarzą w twarz z KangInem. Kto z nim zadrze, umiera w butach. Nieciekawy mam los.

-Możesz mi wyjaśnić, dlaczego gadasz z pudłem? – KangIn niebezpiecznie się zbliża do mnie.
- No.. Yyy… Ciekawym towarzyszem rozmów jest. – uśmiecham się idiotycznie jak przy szczękościsku. Co ja w ogóle gadam?
-Pudła nie mówią. – No i masz ci los. Co ty nie powiesz koleś?
- No jak nie mówią jak mówią? – Zaczynam paplać. – No dobra może i nie mówią. Ale załóżmy, że mówią, a wiec mówią tak:…
- Jestem głodna i jak nie dostanę nic do jedzenia to poszczuję was królikiem. – Odzywa się cichy głos z środka.
No i klapa. Teraz albo on uważa, że jest coś nie ten tego, albo że obydwoje zwariowaliśmy. Dlaczego wszystko musi mnie spotykać? KangIn patrzy na mnie dziwnie stojąc tylko kilka cm ode mnie.
- Yyyy… No… Tego… - No i zapomniałam jak się nazywam. Normalnie zaniki pamięci krótkotrwałej. W tej sklerozie zapomniałam też n najważniejszej rzeczy, czyli jak chce się pomachać ręką to należy najpierw odłożyć to co się w niej trzyma. Młotek w jednej chwili wypadł mi i wylądował w najgorszym miejscu jakie tylko mógł wybrać – na KangIna stopie.
- Ała! … (kilka brzydkich słów)…- wrzasnął właściciel stopy rzucając mi spojrzenie „Zabiję, posiekam, utopię, a potem powieszę i będziesz dyndać robić za ruchomy cel do gry w rzutki.” Uciekać! Jak najszybciej i jak najdalej! KangIn próbując mnie dorwać wpada na pudło. Nareszcie! Nimfuś się na coś przydałaś!
- A to co? Odrażające! – (Odgłos wypowiedzi jak ze Shreka) Pyta wstając.
- No, to nie było zbyt miłe. – Odzywa się głos z drzwi. – To tylko zwykłe dziecko karuzeli.
- Aisz? – To mi się śni? To konkurs na wykończenie mnie? Za jakie grzechy? – Co ty robisz w Korei?
- Teoretycznie mam wakacje z rodzinką. – Odpowiada poprawiając czapeczkę. – Praktycznie to dorabiam roznosząc pizze ludziom dobrej woli.
- Kto tu zamawiał pizzę? – Jakby nie było dziwne skąd ona się tu znalazła. KangIn znowu mi rzuca dziwne spojrzenie.
-Ja! – Nimfuś podnosi się i odbiera kartonik z pożywieniem.
- Jesteś tu dopiero od 2 godzin! – Czy ja jestem normalna?
- No właśnie. Aż dwóch godzin. Zgłodniałam. – Oblizuje się. – A zupa była za słona! – I chowa się do pudełka.

- Jaka zupa? - Dlaczego ja nic o tym nie wiem?
- Nie umiesz gotować? - Dziwne spojrzenie Aisz.
- Zrobiłaś obiad? Gdzie? - KangIn okazał w końcu jakieś zainteresowanie.
- E? - Czyli zmieńmy się w słup soli razem. ŁUP. KangIn wrócił.
- Nie ma zupy! - No co ty? Odkryłeś Amerykę. Coś tłoczno się robi. Czas przestać być miłą. Otwieram pudełko.
- Ty! - zabieram pizzę i wyciągam Nimfuś. - Idziesz z nią! - Łapię po drodze do drzwi Aisz. - I wynocha mi stąd! - Wypycham za drzwi. - Ps. - Szepczę. - Dam znać kiedy możecie wpadać.
Zatrzaskuję drzwi. Uff. Kolejny normalny dzień w domu zespołu.
- Hmm. - Dreszcz przechodzi po plecach. Nie chce mieć powtórki tego dźwięku w nocy.
- A jak zdradzę ci tajemnicę to zrobisz obiad? - Pyta KangIn przebiegle. Głośno przełykam ślinę. Ja chce do domu! Bądź twarda. Nie daj się zastraszyć.
- Zależy co to za tajemnica. - Odpowiadam drżącym głosem. Będę mieć koszmary.
- Żwirek kręci z muchomorkiem. - Mówi cicho chłopak.
- Hmm. - Myślę. - To dobra tajemnica. Zgadzam się.
- A wiec: Żwirek kręci z muchomorkiem! - Mówi KangIn z bardzo poważną miną.
- No nie! Śnieżka to już dawno wiedziała! - Proszę, niech się uda. - A tak w ogóle to za 15 minut masz spotkanie na drugim końcu miasta. I jak się nie pospieszysz to nie zdążysz.
Kolejny słup soli. Siup i już go nie ma. Nie raz się ciesze z mojej pracy. Co teraz? Czasz załatwić nową sprzątaczkę, bo poprzednią doprowadzili już do załamania nerwowego. Ciekawe ile kolejna wytrzyma. Ciekawe ile ja wytrzymam? Hmm. Dwa tygodnie to dużo.

- Ale wypas salon! - Pomidor zakręciła się wokół własnej osi. - 3 okna, żaluzje, kanapa, plazma i paprotka!
- Eeee? - KiBum spojrzał na nią dziwnie. - To ty jesteś nową sprzątaczką?
- Kh... Kyu... Kh... Kyu.... - Ślinotok pierwszego stopnia jak przy wściekliźnie wskazując na osobę za plecami chłopaka.
- 4 minuty i 20 sekund. - Odzywam się zza książki. - Nowy rekord. - Powoli wstaję wyprowadzając Pomidora. - Chyba będziecie musieli sami sprzątać.
- Ja nie mam czasu. - Mówi Kyuhyun. - Wyszła najnowsza wersja GTA CITY (nie znam się na grach) i sama się nie przejdzie.
To mówiąc zniknął w pokoju. Korzystając z zaistniałej sytuacji przydało by się coś zjeść, czyli konkurs listotele:
a) zagonić chłopaków do roboty
b) zrobić samemu i liczyć, że może jednak tym razem kilka okruszków zostanie
c) iść na miasto i mieć święty spokój przez ponad godzinę
Odpowiedzi prosimy przesyłać na adres podany pod opowiadaniem. Nagrodą jest jednoosobowa wycieczka do toalety bez przewodnika! Oferta ważna do wyczerpania zapasów. Łapię za kurtkę i przeszukuję w poszukiwaniu portfela.
- Gdzie idziesz? - Pyta zaciekawiony Yesung.
- Piszesz książkę? - Mruczę pod nosem.
- Tak.
- To omiń ten rozdział lub 90% zysków z niej dla mnie. - Tak jest Arameno, ty cwana gnido, nieźle go załatwiłaś.
- Zobaczcie co znalazłem pod oknem. - Mówi Shini ciągnąc coś za sobą. Te cóś błyskało czymś we wszystkie strony jak podczas burzy.
- To szpieg! - Krzyknął KangIn.
- To ELF! - Powiedział szczęśliwy ReeWook
- To papparazii! - Mruknął HeeChul.
- To mała bezbronna śnieżynka z królestwa świętego Mikołaja! - Krzyknął rozpromieniony SungMin ściągając na siebie dziwne spojrzenie nawet blondynki wyglądającej jak po walce z niedźwiedziem grizli o kawałek czekolady.

- Co to za hałasy? - Pyta rozespany Donghae podnosząc się z kanapy.
- Mamy szpiega. - Odpowiada Kangin zabierając Blondynce aparat.
- Nie szpieg tylko Polski ELF! - Mówi Kana wyrywając się Shindongowi. - Z Jedynego Oficjalnego Forum o Super Junior! - krzyczy wymachując plakietką. Dlaczego ja takiej nie mam? I od kiedy są plakietki na forum? Rozlega się niespodziewany huk od strony drzwi. RyeoWook łaskawie je otworzył i naszym oczom ukazała się druga zmasakrowana postać. Co Nimfuś znowu tutaj robi? I co się dzieje przed domem? Dlaczego wszyscy wyglądają jak po meksykańskiej masakrze piłą mechaniczną przeprowadzoną przez polaka walczącego o bimber w Korei? Dziecko buszu podnosi się.
- Akcję ratunkową uważam za rozpoczętą! - Mówi idąc szlaczkiem do środka. Że co? Zdecydowanie za mało mi płacą.
- Ej, to znowu ty! - Krzyczy Kangin wskazując ją palcem. Czy jeden spokojny dzień jest tutaj możliwy?
- Nie zbliżaj się! – Krzyczy Nimfuś ustawiając się w pozycji obronnej. – Mam doniczkę i nie zawaham się jej użyć!
- Mój kwiatek! – Rozpacza Shini.
- Możecie być ciszej? – Pyta Siwon wchodząc bez koszulki.
Doniczka na ziemi. Nimfuś na ziemi. I wielka mokra plama śliny też na ziemi. Czas znowu wziąć sprawy w swoje ręce.
- Ty się lepiej ubierz. – Wypycham Siwona. – Ty sprzątasz tutaj. – Podnoszę Nimfuś z podłogi i wręczam szczotkę. – A ty wynocha mi z tym aparatem! – Zatrzaskuję drzwi za Kaną. – Możecie się rozejść żołnierze. Nalot wroga na naszą bazę został odwołany.
Tak wiem, nie jestem do końca normalna. Nimfuś posłusznie sprząta podłogę, a ja mogę się zabrać do poszukiwań portfela. Menadżer Aram poleca się na grilla. Dobra mam portfel, torebkę, klucze i telefon. Można zmywać się stąd.
- Idę z tobą. - Odzywa się Yesung. - Też jestem głodny.
- Ciii.... - Próbuję go uciszyć zanim reszta to usłyszy. Za późno.
- O idziecie coś jeść? - Zainteresował się Heechul. Prosze tylko nie to. - Kto idzie z nami na żarcie?
Za jakie grzechy?
- Ktoś wspomniał coś o jedzeniu? - pojawia się Kangin.
- To bardzo dobry pomysł. - odzywa się Shini.
- Możemy iść do tej nowej knajpy. - Mówi Siwon tym razem już ubrany.
Idę się powiesić na zielonym sznurku i będę dyndać dopóki mnie ktoś nie pobuja.


Niech tylko dopadnę tego idiotę, który wymyślił loty o 4 rano! Wyglądam jak zombi w podkoszulku idąc jak mumia po sekcji zwłok przeprowadzonej przez pijanego studenta pierwszego roku medycyny. Pocieszenie, ale marne, że zespół wygląda podobnie. Armia mutantów atakuje! Na szczęście żadnych fanek o tej godzinie nie ma. Chyba, że jakieś nienormalne nam się napatoczą. Czas wyjść z domu i ruszyć do autobusu.
- Ruchy! - Przepuszczam chłopaków. Chlap, chlap, przekleństwo, chlap. Hmm.. tak nie brzmi wychodzenie z domu. No i tak nie wygląda myślę patrząc na ludzi, którzy przywitali się z chodnikiem i się z niego podnoszą mrucząc coś nie wyraźnego pod nosem. Kopię butem cóś czarne leżące pod drzwiami na wycieraczce.
- Ała! - To coś żyje! I próbuje wyjść z śpiwora. Chłopacy ziewając stają dookoła i patrzą na dziewczynę nieprzytomnym wzrokiem. Paola wstaje zaspana.
- Ee? - Dziwny wzrok to u mnie ostatnio norma. - Dobra nie mamy czasu na głupie zabawy. Nie wiem jak wy, ale ja idę spać do autobusu.
Mruczę pod nosem i omijam wszystkich. Ku mojemu zdziwieniu i przerażeniu reszta podąża za mną. Może teraz będę mieć trochę świętego spokoju myślę siadając na fotelu i zamykając oczy. Po chwili ktoś zaczyna mnie szturchać. Zwiążę, zaknebluję i wrzucę do piwnicy pełnej pająków!
- Czego? - Leniwie otwieram oko. - Aaaaa! - Zrywam się ze swojego miejsca i jak najszybciej odsuwam od HeeChula. - Czyś ty zwariował?
- Nie. Dlaczego tak myślisz? - Robi niewinne oczka i przysuwa się jeszcze bardziej.
- Piłeś coś? - Pytam podejrzliwie. - Bo to zaczęło działać.
- Tylko sok z gumijagód. - I jak na potwierdzenie jego słów chłopacy zaczynają śpiewać „zobacz sam... jak gumisie skaczą...” Co ja takiego zrobiłam? - Wyjaśnisz dlaczego masz na sobie moją bluzkę?
- To proste. - Odpowiada blondyn sadowiąc się obok. - Podkreśla kolor moich oczu. - SungMin z siedzenia naprzeciwko potwierdził kiwaniem głowy.
- Jasne. - Typowo normalne zachowanie faceta, nie? - Wiesz co? Ogranicz prochy lub zmień dilera.
- HeeChul ty coś bierzesz? - Odzywa się KangIn. - Też to chcę!
Chcę urlop! A wtedy pojadę do szpitala dla psychicznie chorych, wezmę dużo takich kolorowych tabletek i pomieszkam przez jakiś czas w pokoju, w którym jakiś kretyn ukradł klamki.
- Spokojnie. - Klepie mnie po ramieniu z przedniego siedzenia Aisza.
- A ty co tu robisz? - Pytam z obłędem w oczach.
- Biznes z pizzą nie wypalił, więc robię za kierowcę autobusów. - Szczerzy się wracając na miejsce kierowcy.
Kto przy zdrowych zmysłach daje prawo jazdy nastolatce?? Pomocy!!
Autobus ruszył. Czy tylko mnie to wszystko dziwi? Paola nic sobie z tego nie robiąc owinęła się śpiworem i oparła głowę o Kyuhyuna. A ona tu czego? Wesela nie będzie! Mam dość idę spać myślę odkręcając się do okna. Dźg, dźg, dźg Heechul nie daje spokoju dźgając mnie w żebra.
- Matka cię nie kocha, a siostra wyjada ziemię z doniczki? - Mruczę pod nosem zaspana.
- To moja siostra je ziemię. - Odzywa się z tyłu Donghae.
- Mam wyłączność na sarkazm. - Podnoszę głowę. - Więc proszę wysłać zawiadomienie do rozpatrzenia o wystąpienie po licencję miesiąc wcześniej w dwóch kopiach z czterema zdjęciami.
- O Boże! - Jęknął Yesung.
- Któś cóś mówił do mnie? - Odzywa się zaspany Siwon. - Patrząc dziwnym wzrokiem na Paolę. - Dziewczyna w naszym autobusie?
- Gdzie? - Rozległ się krzyk i nastąpił chaos.
- Ej a ja to co? - Pytam wzburzona. - Miś koala?
- Zdecydowanie wolę pandy. - Odpowiada ni z gruchy ni z pietruchy Sungmin. - Są śliczne, puszyste, jedzą eukaliptus i mają miętowy oddech.
Naprawdę nie chce wiedzieć. Nie raz najlepiej pozostać w niewiedzy. To jeden z tych licznych przypadków. Bądźmy szczerzy przy nich to dom dla psychicznie chorych przetrzymuje zdrowych ludzi.
- Odpowiadając na twoje pytanie - Odpowiada cicho Kibum - To gdzieś tam we wnętrzu jesteś dziewczyną.
- Nie no to było mocne. - Trzęsie się ze śmiechu Kangin. - Ona dziewczyną! - Gdyby tylko wzrok mógł zabijać.
- Kto niby jest dziewczyną? - Zainteresował się Shindong. - Znowu Heechul się przebiera?
- Ej! - Krzyknął blondyn. - Ta bluzka jest męska!
- A mi rośnie kaktus na dłoni. - Mruknął Ryeowook.
- To jest smerfastyczne! - odezwał się Sungmin. Zaczyna on mnie przerażać. - Nasz muminek jest dziewczyną.
Że co? Muminek?!?! Chyba skapnął się, że powiedział o kilka słów za dużo. Wybiję populację Super Juniorów raz na zawsze, tak że Aushwitz będzie przy tym co im urządzę sanatorium dla biednych ludzi z darmowym jedzeniem!
- Ehm.. - Odzywa się Leeteuk próbując ratować sytuacje po zobaczeniu żądzy krwi w moich oczach. - Jemu chodziło o naszego nowego kierowcę.
Pisk opon i gwałtowne hamowanie. Chyba czeka chłopaków spacerek. Muminki się cieszą, że kogoś powieszą...

Rzuciło, szarpnęło i autobus wylądował w rowie. Z lodówki z hukiem wypadła zmarznięta Nimfuś prosto na Yesunga. Strach pomyśleć, co wykombinuje następnym razem.
- Za godzinę mamy samolot. – Mówi Kibum wyglądając za okno. – Powiecie mi jak mamy tam dojechać skoro autobus jest w rowie?
- Ty, ty, ty i ty – wskazał Heechul – idziecie pchać autobus z lewej strony. A ty, ty, ty i ty z prawej.
Powiedział wyganiając ludzi z autobusu. Z braku lepszego pomysłu wszyscy zabrali się za wykonywanie poleceń, bo jak mówi brzydkie powiedzonko „nawet artysta z gówna nic nie wyrzeźbi”. Wspólny wysiłek jak na razie nie przynosi rezultatów.
- Hmmm, jako pomysłodawca – powiedział blondyn – pomogę wam trochę. – To powiedziawszy ustał za grupą ludzi próbujących wypchnąć autobus z rowu i przyłożył megafon do ust. – No ruszcie się! Wy lenie jedne! Ruchy, ruchy leniwe kluchy!
Wrzeszczał skacząc i wymachując rękami. Jak na komendę wszyscy się odwrócili i teraz to on był pod ostrzałem zabójczych spojrzeń. Złapał Nimfuś za rękę i zasłonił się nią przed nacierającym na niego Siwonem w ostatniej chwili pchając ją na niego. O Yesiu święty! Dziewczyna wpadła prosto w ramiona chłopaka, a blondyn skorzystał z okazji i zaczął zwiewać.
- Nie ruszaj się, bo użyję tajnej broni! - Krzyknął Sungmin.
- Jakiej tajnej broni? - Zaciekawił się Kangin.
Wszyscy spojrzeli na chłopaka z zaciekawieniem.
- Mam tacki do grilla pakowane po sześć! - Krzyknął rozpromieniony.
- Możesz mi powiedzieć o co cho, z uwzględnieniem, o co cho? - Zapytał Ryeowook.
- Normalnie będzie jedzenie. - Powiedział spokojnie chłopak.
- Tylko oświeć mnie, co to znaczy?! Umrę dzisiaj, jutro, wczoraj?! Spotkam bruneta wieczorową porą?! - Krzyknął Heechul ciągle trzymając się na uboczu.
- Jak tu nie wrócisz to robisz jedzenie przez miesiąc. - Powiedział Leeteuk.
Zrezygnowany blondyn podszedł posłusznie do lidera.
- Wszyscy pchają kierowca stara się ruszyć. - Zaczął rządzić przywódca grupy. Mam nadzieję, że to koniec przygód na lotnisko. Heechul niebezpiecznie nadął się jak ryba kolec, gotowy wystrzelić we wszystkich kierunkach jednocześnie swoimi śmiertelnymi pomysłami. Ciekawe czy da się ubezpieczyć od znęcania psychicznego?

HanGeng podszedł do Hechula.
- Uśmiechnij się! – Powiedział klepiąc go po głowie.
- Masz współczynnik ilorazowy IQ chomika. – Mruczy cicho blondyn. – Więc nic nie rozumiesz.
- Strój Batmana, spidermana, świnki pigi. Ja dla ciebie nawet za teletubisia się przebiorę i będzie tuli tuli. – Wyskakuje Sungmin. – Tylko się uśmiechnij!
Boże! Weź bombę i spuść na tą trąbę! Albo jeszcze lepiej, doniczkę!
- O nie. – Jęczę.
- O tak. – Odzywa się Yesung. – Imbecyl kontratakuje.
- Wydajesz z siebie równie nieprzyjemne dźwięki co wiertło dentystyczne. – Mówi KangIn.
Ale się dziś rozkręcili. A to dopiero jest 4 rano. Strach pomyśleć co będzie potem. Przecież to są niezrównoważone istoty rodem z sf. Jeszcze przez długie lata będę mieć koszmary. Jak wpadnę do kałuży to mnie nie ratujcie, chcę utonąć w spokoju.
- Ruszajmy wreszcie. – Mówi Leeteuk podchodząc do Aiszy. – Nie zdążymy na samolot.
- Hmm, A ty co tak się szczerzysz jak dynia w Halloween? – Heechul z przebiegłym uśmiechem i błyskiem w oku oznaczającym upatrzenie ofiary, którą jest Nimfuś ciągle uczepiona Siwona. – Napaliłaś się jak bezzębny na suchary.
- Normalnie metr osiemdziesiąt czystego zła. – Wzdycha Siwon.
- Podskakujesz mi? – Pyta blondyn niebezpiecznie zbliżając się do niego. – Tutaj to jest już dawno po ptakach.
- Tylko się nie zdziw. – Odpowiada mu Siwon. – Nocny jastrząb nigdy nie odpoczywa.
- Zagramy w coś? – Pyta Kibum.
- Jasne. – Odzywa się pierwszy KangIn. – Zagrajmy w: kto szybciej sprecyzuje z kim gada Kyuhyun? I dlaczego jest pod jednym kocem z tą osobą?
Mam dość. Koniec tego dobrego. Idę spać. Niech się dzieje wola nieba, z nią nie zawsze zgadzać się trzeba. Mam to wszystko głęboko w torebce.

[ Dodano: 2011-05-21, 20:52 ]
No i gdy myślisz, że już cię nic nie zaskoczy to właśnie coś cię zaskakuje. A w przypadku gdy mieszka się z grupą wariatów to już jest nie lada wyczyn. Mózg zaczął mi się skręcać jak rogalik 7days. Udało mi się pozbyć dziewczyn po kilkuminutowej kłótni. Dzień dobry, jestem Misiożelek i jestem pusty w środku. Czy nawet na lotnisku nie może być spokoju?
- Ej! – Odzywa się inteligentnie Heechul. – Co to jest jak boli głowa i obrazki są? Aaaa! Pomysł.
- Zaczynasz mnie przerażać. – Powiedział Yesung.
- Właśnie wpadłem na genialny pomysł. – Blondyn udawał, że nie usłyszał. – Ułożę piosenkę.
- Niech mnie wszy po udach gryzą! – Powiedział Kangin. – On do końca zwariował.
- Ty po prostu do niektórych rzeczy się nie nadajesz, Heechul. – Odezwał się Kibum.
- Dobrze gada, dać mu wódki! – Krzyknął Kangin.
Może ja debilka jestem i myślę wolniej niż ameba, ale przyznaję mu rację. Heechul nic sobie nie robiąc z uwag wyjął różowy notes, włochaty długopis, usiadł i zaczął coś pisać.
- Co się rymuje z dziewczyna? – Zapytał po chwili. – Pierzyna, jeżyna, dolina, ….. Krzesło!
No, to trochę mu zajmie. Z tak błyskotliwym umysłem stworzy w miarę nadającą się piosenkę gdzieś za pięć lat. Oczywiście jak nie zrobi sobie żadnej przerwy.
- A ty co tu robisz? – Pyta mnie Kangin. Znęcanie się czas zacząć.
- No generalnie to siedzę. – Odpowiadam grzecznie.
- To ty żyjesz? – Pyta ciągle. Nie! No co ty! Umarłam tydzień temu. Dlaczego nie przyszedłeś na mój pogrzeb?
- No generalnie to tak. – Mówię. – Od 20 lat.
- To normalnie nieodpowiedzialne jest. – Dziwne zdziwienie. Tak wiem. Nieodpowiedzialne to przyjechać do Korei.
- A ty ciągle o sobie. – Wtrąca się Ryewook. – Idę do łazienki.
- Czekaj! – Łapie go za rękę SungMin. – Nie zostawiaj mnie z nim. On nienormalny jest.
Łatwo się domyślić, że chodzi mu o Heechula, który w tej chwili maltretował swojego iphona.
- Dzięki. – Blondyn podnosi głowę. – Rozwijam się.
- Oddaj mi tego iphona. – Podchodzę do do niego. – Albo poznasz mój gniew i sekcję strzyżenia owieczek!

Telefon zaczął dzwonić zaraz po wejściu do samolotu. Nieinteligentnie przyglądałam się słuchawce trzymanej w ręku. Co do diabła może chcieć ode mnie menadżer SNSD? Szczególnie po tych wszystkich nie miłych spotkaniach i rozmowach. Nagle ktoś mi wyrwał słuchawkę z ręki.
- Kangin! – Prawie krzyknęłam. – Oddaj mi telefon.
- Nie ma takiej opcji. To będzie jednostronnie zabawne. – Odpowiedział odbierając połączenie. – Bardzo mi przykro. Twój limit rozmów skierowanych do zespołu Super Junior został wyczerpany. Wyślij esemesa pod numer *20 i doładuj konto lub idź i podlej kwiatki. Życzę miłego dnia.
Jakimś cudem udało mi się wyłączyć telefon ciągle trzymany przez chłopaka. Próbował zabrać mi go trafiając się w oko. Następnie pospiesznie mu go wyrywając łypnęłam go w ucho. Kangin zgłupiał doszczętnie od tego walenia w czaszkę. Zaczęłam prychać zła na rozłączoną osobę i wyłączony telefon. Chłopak popatrzył na mnie też prychnął, zarżał i odwrócił się siadając na swoim miejscu. Żadnej nieżyczliwości ku mnie nie przejawiał, co było wręcz dziwne, lecz niezbicie stwierdzone. Chyba powinnam się go zacząć bać. Na litość boską! Czy ten człowiek nigdy nie potrafi zachować się jak człowiek?
- Wystroiłeś się jak kret na otwarcie tunelu. – Powiedział Leeteuk do Heechula.
- Śmiej się, śmiej. – Odpowiedział blondyn. – Jednak dzięki tym ubraniom i mojej charyzmie mogę dołączy do gangu kurczaków!
- Tak śmierdzą tylko niektórzy fani i zakonnice. – Powiedział Yesung.
- Po prostu lecisz na mnie jak elf na świecę. – Powiedział Heechul z błyskiem w oku.
- Chyba chodziło ci o ćmę? – Pytam.
- Nie lubię ciem. – Odpowiedział. – Latają jak połamane. Są jak sepy tyle, że nie chcą zjeść naszych wnętrzności.
- Miejmy taką nadzieję. – Westchnął cicho Sungmin.
Kreski, kropki, plastelina i sens wyższych studiów nie mają dla mnie znaczenia. Moje rozmyślania, w których byłam daleko od Super Junior przerwał krzyk.
- Matko Boska Częstochowska! – Krzyknął Ryeowook. – On wziął żelazko!
- Coś czuję, że doszedłeś do momentu, kiedy wszystko, cokolwiek jeszcze zrobisz, będzie nieopisanym idiotyzmem. – Westchnęłam zabierając Heechulowi żelazko. Skąd on je wziął?
- To przez radziecką satelitę, która kontroluje nasze mózgi. – Powiedział Sungmin z swoją kolejną genialną teorią.

- Gdzie oni są? – Ciszę w garderobie przerwał mój krzyk.
- Heechul chciał zobaczyć wystawę kotów. – Powiedział cicho Kyuhyun.
Sądzę, że nieuleczalny debilizm jest najbardziej prawdopodobny w ich przypadku. Przy tym polityka Polski i wyczyny Palikota to po prostu norma i porządek dzienny we wszystkich państwach na świecie. Co to za pomysł wyruszyć na wycieczkę godzinę przed koncertem? Kto podziela moje poglądy, proszę o atak paniki. Start. Dawno mi się nic głupiego nie przytrafiło, więc był już najwyższy czas, Co to były za cudowne trzy dni świętego spokoju! Zachwiałam się nagle z niezłomnym przekonaniem, że wszystkie tu osoby są nienormalne i cierpią na pomieszanie zmysłów, dzięki czemu zwątpiłam trochę w swój obłęd i nabrałam otuchy. Tylko spokojnie. Głęboki wdech.
- Jadę ich szukać. – Powiedziałam przez zaciśnięte zęby. – Za pół godziny macie być gotowi i nigdzie się stąd nie ruszać. Jak jakimś cudem nie uda mi się zdążyć to macie tutaj plan awaryjny.
Podałam im kartkę i wyszłam z pomieszczenia. Boże, Jezu, Jahwe, Allahu, Buddo czy kto tam jeszcze na portierni siedzi, proszę o pomoc! Jak na zawołanie rozszalała się burza. Normalnie spoko, luz i bąbelki. Zawrę znajomość ze wszystkimi taksówkarzami w mieście, bileterami w kinie i w zoo, obejdę wszystkie restauracje. Znajdę ich jak Bóg w niebie, obojętnie czy teraz, czy za miesiąc, czy po latach. A jak ich znajdę to niech ręka boska ma ich w opiece. Po co on wziął połowę zespołu ze sobą?
- Kana, Nimfuś! – Zawyłam na całe gardło do osób stojących na drugim końcu strasznie długiego korytarza. – Musicie mi pomóc! Macie tu przepustki i idziecie przypilnować zespołu.
Szok jakbym powiedziała, że mają wystąpić nago dziś na scenie. A świstak siedzi i zawija je w te sreberka. Fani zaczęli się mnożyć jak króliki na wiosnę robiąc niemałe zbiegowisko. Złapałam dziewczyny za ręce i wepchnęłam do garderoby chłopaków wrzeszcząc dla odmiany na nich, że one mnie zastąpią w najbliższych minutach.

Ostatnio zżarł mi 9 jajek i pół kilo konserwowej polędwicy. Jak jeden facet może tyle zjeść na jeden posiłek? Dociskam pedał gazu i mknę ulicami Seulu. „Fani już od 8 godzin czekają na koncert zespołu Super Junior, który ma się odbyć właśnie tu! W Seulu i to za pół godziny. Ciekawostką jest, że bilety zostały wyprzedane w ciągu 15 minut w całym kraju”. I przygotujcie się na to, że będziecie słuchać piosenek tylko SJM, bo resztę Heechul wyciągnął na oglądanie wystawy kotów, mruknęłam pod nosem. Dziwne, że nie udało mu się z Hangengiem. Znów zaczęłam myśleć. A to jest czynność, która w zestawieniu z moją osobą daje jak najgorsze wyniki. Ściśle rzecz biorąc, moje myślenie nie bardzo zasługiwało na tę szlachetną nazwę. Wystawa się skończyła dobrą godzinę temu. Gdzie oni mogą być? Z piskiem zatrzymałam się. Wycieraczki ledwo nadążały zbierać wodę z przedniej szyby. Kilkaset metrów przede mną stał samochód na awaryjnych światłach, a obok kilku chłopaków całkowicie przemoczonych. Niewiele myśląc wyskoczyłam z samochodu i pognałam w ich stronę.
- Ruszcie się! – Starałam się przekrzyczeć deszcz. Chłopacy jak na komendę spojrzeli na mnie i zaczęli biec w moją stronę. Leeteuk zareagował na mój widok osobliwie. Gwałtownie zwolnił, na twarzy pojawił się mu kolejno wyraz zachwytu, zaskoczenia i zdumienia. Nogi zrobiły jeszcze kilka kroków, po czym zapuściły korzenie w chodniku. Przyglądał mi się z przeraźliwym natężeniem, że wręcz powietrze nad nim stężało i jeszcze chwila i mózg by mu się przegrzał. Na serio, nie było żadnego sensownego powodu, dla którego miałby popadać w taki obłęd na moim tle. Chyba jeszcze nic mu nie zrobiłam? Chyba, że tak reaguje na osoby przemoczone do suchej nitki inne płci. Prawdopodobnie coś myślał, ale o tej porze nie można za to ręczyć. Z kolei ja zaczęłam się zastanawiać, kim mógłby być gdyby nie był sławny. Nie wiadomo, czemu nabrałam od razu pewności, że z zawodu mógłby być lekarzem. Nic innego nie pasowało. Następnie pomyślałam, że powinien mieć niezwykle piękną żonę. Szczupła, wysoka, z pięknym uśmiechem i śliczną fryzurą. Następnie wydało mi się, że ona go nie kocha albo kocha, ale niedostatecznie, za mało, egoistycznie, leci na kasę i w ogóle jest dla niego niedobra. Kompletna kretynka. Jak można nie kochać takiego faceta? Z kolei Heechul patrzył się na mnie jak zahipnotyzowana kura na kreskę nad dziobem.
- No ruszcie się! – Znowu wrzasnęłam. – Koncert za 20 minut.
- Samochód nam się zespół. – Odkrzyknął Yesung.
W tym samym czasie w garderobie Super Junior trwał chaos. Kana latała za każdym chłopakiem piszcząc i błagając o autografy aż do momentu jak przynieśli czekoladki. Złapała za talerz i zaszyła się w szafie warcząc na każdego, kto się tam zbliżył. Z kolei Ewa złapała Siwona za rękę i próbowała przekonać, że ona też może z nim się modlić za najbliższą przyszłość nie zważając na jęki protestu chłopaka. Reszta kompletnie olewała wszystko i grała w rozbieranego pokera.

- Ene due rike fake, Kibum dostał od Ciulka w czachę. Eus deu kosmateus, i Siwonek też. – Kana powoli po zrobieniu wyliczanki pakuje sobie czekoladkę do ust i się nią rozkoszuje w ciemnościach. Nimfuś siedziała z anielskim uśmiechem na twarzy obok Siwona i próbowała wyeliminować potencjalne mędrkowanie chłopaka, który już stracił siły na ciągłe wyrywanie się. To cud, że w tym momencie weszłam. Wepchłam chłopaków w ręce charakteryzatorów i zabrałam się za porządkowanie reszty zaczynając od wywalenia Nimfusi z garderoby, na co zareagowała krzykiem.
- Tu są takie brudy, że jeszcze trochę i wasze ubrania będą mogły pojechać same w trasę koncertową. – Powiedziałam podnosząc różne części ich garderoby z podłogi.
- To super! – Rozpromienił się Sungmin. – Ale jak tak, to moje spodnie chcą mieć oddzielną garderobę.
- Laska, wskakuj w kieckę! – Wrzasnął zza moich pleców Heechul wymachując kawałkiem jakiejś szmaty. Podskoczyłam na pół metra w górę, bebechy mi się zagotowały, mózg zaczął piszczeć o uwolnienie go z czachy, serce stanęło w okolicach jelita cienkiego i rąbnęłam w stolik stojący obok. Kość ogonowa zawyła dziką arię operową, zrobiło mi się słitaśnie kojojowo przed oczami i chyba zapomniałam zapłacić rachunku za prąd, bo nagle wszystko mi zgasło przed oczami. Zabrakło mi powietrza w płucach, kiedy obróciłam się gwałtownie o sto osiemdziesiąt stopni. Potrzebny grabarz od zaraz.
- Po jakiego grzyba? – Zapytałam próbując nie słuchać głupich chichotów zespołu oglądającego moje akrobacje i rozcierając swoje plecy.
- Potrzebna do mojego występu solowego jest dziewczyna. – Odpowiedział spokojnie chłopak.
- A jako, że w tej chwili mamy ograniczony wybór to ty też od biedy się nadasz. – Dokończył za niego Kangin.
Że co? Kto, do diabła, wywiózł mnie do Afryki i zostawił na pustyni, kurwa...? Nie ma nic bardziej zajebistego niż ocknąć się, mając przy tym wrażenie, że siedzisz w piekle przy kominku, a do ryja ktoś ci nasypał żwiru z kociej kuwety. Smacznego życzy firma „Udław się, a następnie poleć znajomym!”. Czyżby Al-Kaida wreszcie zaprzestała prób podesłania ci bomby, tylko po ciebie osobiście przyjechała i zabrała na wycieczkę do Pakistanu? Mało prawdopodobna, ale za to niezwykle atrakcyjna wersja. Powoli otworzyłam jedno oko i zobaczyłam nad sobą piętnaście Azjatów wpatrzonych we mnie.
- No nareszcie się obudziłaś! – Wrzasnął mi przy uchu Yesung.
Mózg stanął mi w poprzek i założył różowe okulary. Nie ma to jak szybka całkowita pobudka.
- Nigdzie nie idę! – Wrzasnęłam.
- No proszę! – Ten władca kotów o coś prosi? Giął się w pokłonach jak młoda brzózka na huraganie, kiwał się, czynił jakieś zamaszyste gesty, nogami robił takie ruchy jakby tańczył gawota, a jego głos nabierał powoli gruchających tonów. Do końca straciłam nadzieję, że kiedyś to się skończy.

- Nie wiem, co piłeś, ale to nieźle kopie. – Mówię prosto z mostu.
- Tylko aviomarin z sokiem z gumijagód. – Odpowiedział Sungmin szczerząc się od ucha do ucha.
- Taki fajny efekt uboczny jest. – Powiedział Yesung. - Jesteś taki wesoły cały dzień.
- Nawet w łazience ostatnio urządziliśmy przystanek Woodstock. – Dodał Kibum.
Objawów pomieszania zmysłów nie było jeszcze po nim widać, ale po mnie raczej tak. Jak myślę, że nic mnie już nie zadziwi to nagle „bum” i wyskakują mi z czymś. Jestem europejskim indywiduum robiącym za skretyniałą debilkę.
- Dość tego gadania. – Przerywa Heechul. – Zakładaj to.
Wcisnął mi w ręce kawałek czarnego materiału i wypchnął do łazienki zamykając starannie drzwi. On sobie żartuje? I co ja mam teraz zrobić? Patrzę bezmyślnym wzrokiem na kawałek czegoś co oni nazywają sukienką, która ledwo zakrywa strategiczne części ciała. Mam już w myślach kilka słów nienadających się do publikacji. Rozpaczliwa, beznadziejna determinacja, wzniosły obłęd, dziki, ośli upór, przekora, nieopanowany protest przeciwko przymusowi i mnóstwo różnych uczuć, niemających nic wspólnego z rozsądkiem miotało się we mnie. Chcąc nie chcąc założyłam czarne coś i delikatnie wystawiłam głowę przez drzwi.
- Ciągle uważam, że to głupi pomysł. – Powiedziałam cicho. Nim zdążyłam się zgodzić albo nie zgodzić, z czego to drugie było w 99% bardziej prawdopodobne niż opcja numer jeden, Heechul złapał mnie z całej siły za nadgarstek i wyciągnął z łazienki. Miałam na sobie tak wydekoltowaną bluzkę, że piersi prawie same z niej wyskakiwały z radosnym „avantii!”. Sama bluzka była tak obcisła, że w sumie mogła być moją drugą skórą. Sięgała ledwo nad pępek. Obcisła spódniczka też sprawiała wrażenie przyklejonej do mojego tyłka, niech to szlag. A do tego wszystkiego kozaczkowate szpile na tak niewiarygodnym obcasie, że aż podziw brał, JAK można w czymś takim chodzić i nie zabić się przy pierwszym kroku. Zespół się na mnie gapił jakbym była zielonym ludkiem i zaproponowała napad na bank nago, a ja się zastanawiałam, za jakie grzechy tu wylądowałam i czy naprawdę musze w tym chodzić.
- Wow. – Wyrwało się w końcu Siwonowi. Reszta była w jeszcze większym szoku. Tak, rozumiem, że mój fryz a’la piorun strzelił w kopę siana po tornadzie nie była najlepsza no, ale nie przesadzajmy.
- Mogę to już zdjąć i iść sobie? – Zapytałam z nadzieją w głosie. Proszę, powiedzcie TAK!
- Nie ma takiej opcji, śliczna. – Przysunął się Heechul. – Wyglądasz cudownie. I teraz skup się. Wyjdziesz przy „U” na scenę…
- Ciebie chyba pogięło! – Wrzasnęłam. Mam się w tym stroju pokazać publicznie? Na oczach tysięcy fanek? Nie ma takiej mowy.
- Będę robił ci przez miesiąc obiady. – Powiedział Ryeowook.
Gdybym postawiła warunek, że ma któryś z nich wymalować od góry do dołu w żółte kwiatki cały budynek SM, zapewne polecieliby wszyscy bez namysłu po odpowiednią farbę. Jeszcze nie wiedziałam dokładnie gdzie, po co, na co i za ile się oddam, ale zamierzałam zejść z drogi rozszalałym nosorożcom, które, jeszcze trochę a rzuciłyby się na mnie.
- Po prostu wyjdziesz na scenę, a my już się tobą zajmiemy. – Próbował pocieszyć mnie lider. Wielkie dzięki, to mi w ogóle nie pomogło.
- A teraz trzeba zrobić coś z twoimi włosami i jakiś makijaż. – Złapał mnie Hangeng i posadził na jakimś krześle. – Bez urazy, ale ta fryzura ci nie pasuje.
Zacznę gryźć i drapać i wierzgać pomyślałam jak jakaś babka dorwała się do mojej głowy.
- Czy ty musisz być taki wredny? – Pytam Heechula.
- Każdy ma jakieś hobby. – Odpowiada spokojnie rozsiadając się na krześle.
- Cieszysz się? Jesteś zaraz po małpie. – Mówię.
- Ale jak to? – Pyta zdezorientowany patrząc na Eunhyuka,
- No już nie małpa, ale jeszcze nie człowiek. – Wtrąca swoje trzy grosze Kangin głupio się śmiejąc.

- Po występie możesz pozdrowić koleżankę, chłopaka, psa sąsiada. – Zaczął wtrącać swoje trzy grosze Shindong. - Zaczęłam bez mała rwać sobie włosy z głowy.
- Ale jak to? – Krzyknęłam z rozpaczą, zgłupiawszy już widać kompletnie i uwierzywszy we wszystko, co do mnie mówili. – Naprawdę muszę występować?
- No jasne. – Heechul wepchnął się na krzesło obok zwalając z niego Henrego. – A teraz zaśpiewaj nam coś.
- Zaśpiewaj? – Zapytałam cicho. Oni chcą zabić połowę fanów?
- No tak. – Powiedział Leeteuk. – Musimy wiedzieć, w którym momencie możemy cię włączyć do występu.
Widząc na sobie spojrzenia piętnastu chłopaków, chcąc i nie chcąc otworzyłam usta: „sorry, sorry..”
- Dość! – Wrzasnął Kangin zatykając mi usta dłonią i przyduszając przy okazji po wypowiedzeniu dwóch słów. Reakcja chłopaków była zdumiewająco zgodna i niezwykle gwałtowna. Wszyscy jak jeden mąż stawili opór, mówiąc równocześnie jedno przez drugie i wykrzykując jakieś pogróżki pod moim adresem. Zdziwiłam się trochę. Przecież sami chcieli żebym zaśpiewała.
- Ty nie śpiewasz – zaczął Yesung – ty wyjesz … Jak kot …. Umierający …. W męczarniach…. Straszliwych….
- Zniszczyłaś wszystkie moje plany. – Powiedział z wyrzutem Heechul. – A teraz oddaj kota, bo ubiję jak psa ty wilku w owczej skórze!
- Nie mam żadnego kota. – Powiedziałam delikatnie się od niego odsuwając.
- Za pięć minut jest występ, a ja zrobiłem się głodny. – Powiedział Kibum. – Masz coś do jedzenia? – Zapytał Shiniego.
- Ja mam. – Powiedział Sungmin.
- A co?
- Łyżkę.
- Jak tak ciebie słucham to myślę, że ci się procesor się przegrzewa. – Powiedział Kyuhyun poprawiając bluzkę. A świstak siedzi i zawija je w te sreberka.
- W obliczu całkowitej głupoty, zatrutego pożywienia, powietrza, no czego tam jeszcze… Głodu, ognia i wojny… - Zaczął Donghae.
- Zachowaj nas Panie. – Podsumował życzliwie Siwon.
- Skończ już. – Warknęłam w przestrzeń.
Jakby eksplozja nastąpiła w atmosferze. Ani jeden z obecnych w pokoju prawdziwych mężczyzn nie zawahałby się w tym momencie przed stawieniem czoła stadu rozjuszonych fanek ze scyzorykiem, widelcem lub zgoła nawet wykałaczką żeby uniknąć mnie. Wybuch wewnętrznych mocy po chwili jednak przygasł, ale ślad po nim został.
- Wow. – Powiedział Kangin.
- No. – Dodał Ryeowook.
- Kto? – Zapytał Hangeng.
- Ona. – Odpowiedział Sungmin.
- Ona? – Zapytał Kyuhyun.
- No. – Odpowiedział Kangin.
- Wow. – Powiedział Leeteuk.
- Acha. – Skończył dyskusję Yesung.
- Wstawaj, bo zaźdgam cię sucharkiem. – Powiedział Heechul. – Czas na występ.
Ratunku!

Zza drzwi dochodziły głośne śmiechy. Już ja wam pokażę pomyślałam wchodząc do garderoby. Jak na zawołanie wszyscy zamilkli i spojrzeli na mnie. A potem wybuchneli śmiechem. Zesztywniałam i spojrzałam na nich równie ciepło, co na robactwo, które właśnie radośnie wypełzło spod kamienia. Wyglądałam jak Hannibal Lecter przed napadem na małe wioski, kobiety, bydło i dzieci.
- Jak… - Zaczęłam. – Jak mogliście mi to zrobić? – Wrzasnęłam powstrzymując łzy i wyciskając wodę z włosów.
- Przeprosinowy całus. – Powiedział Sungmin podchodząc. - A dobra, co mi tam przytulmy się.
- Nie! – Wrzasnęłam.
- Uspokój się. – Powiedział spokojnie Kyuhyun.
- Nie będę spokojna! – Krzyknęłam. - Faceci zawsze karzą nam być spokojne, a to wcale nie pomaga. Czy ja jestem spokojna?
- To chyba pytanie retoryczne. – Powiedział Aisza. Rachunki za mojego psychoterapeutę i leki będę rozdawać jak cukierki na ulicy.
- A ty co tutaj robisz? – Zapytałam z obłędem w oczach.
- Ukradli mi rower z balkonu. – Powiedziała spokojnie. - Są trzy opcje jak mogli go ukraść: ruscy ukradli go laserem, Niemcy stworzyli sztuczną mgłę i rower się rozpuścił i pojawił się na terenie Niemiec. Trzecia i najbardziej prawdopodobna to ta, że ukradł go Heechul a pomagał mu ktoś ubrany w sutannę i z niezłym abesem.
Dlaczego to wszystko zaczyna mi przypominać to posrane „Oszukać Przeznaczenie”?! Dlaczego mam wrażenie, że jestem bardziej jebnięta niż jestem?! Dlaczego oni mnie maltretują na cały etat?! I, na Boga, DLACZEGO JA PROWADZĘ MONOLOGI WEWNĘTRZNE?!
- Chwila, CHWILA! Łejt e moment, co ty pieprzysz?! – Spanikowałam. Jak nic, zaraz ogłosi, że właśnie ją wydymałam bez dymania, że jest w szóstym miesiącu ciąży ze mną i że już podpisałam papier, w którym zaświadczam, że stać mnie na płacenie kosmicznych alimentów!
– Moda na SuJu, odcinek czterdzieści tysięcy sześćset osiemdziesiąty dziewiąty! – Z lewej strony usłyszałam rechot Kangina.
- Wracając do tematu. – Zaczęłam. – Jak mogliście mnie zrzucić ze sceny?
- Tak w woli ścisłości.– powiedział Donghae – To sama zleciałaś.
- Ale przez was!
- E tam przez nas. – Mruknął Ryeowook. - Samice twojego pokroju, w ogóle wszystkie samice. Czy ktokolwiek je kiedykolwiek zrozumie?
- Masz problem? To napisz do „bravo”. – Zakończył rozmowę Kangin. – I skończmy wreszcie temat.
- Chodźmy wreszcie jeść! – Krzyknął Shindong ciągnąc Kibuma.
Ja chcę do domu!
***Trzy dni później***
Pusta garderoba Super Junior. Otwierają się drzwi do szafy i wychyla się rozczochrana głowa dziewczyny.
- Halo! Jest tu ktoś? – Pyta Kana ciszę.

[ Dodano: 2011-05-21, 20:54 ]
W środku głębokiej nocy wyrwał mnie ze snu przeraźliwy krzyk, pełen śmiertelnej grozy i mrożący w żyłach. Poważnie się zastanawiałam czy to przypadkiem znowu nie jest jakiś głupi kawał chłopaków. O nie, nie dam się nabrać. Zdążyłam opatulić się szczelnie kołdrą, gdy drzwi do mojego pokoju się otworzyły i oślepiło mnie jaskrawe światło.
- Wstawaj! – Wrzasnął mi do ucha Kangin.
- Yhym… - Mruknęłam przekręcając się do ściany i przykrywając głowę poduszką. Chwilę później leżałam na ziemi bez kołdry w kompletnym szoku ściskając najbliższą rzecz w pobliżu moich rąk, czyli lampkę nocną. – Czy ty zwariowałeś? – Wrzasnęłam na Kangina, który trzymał moją kołdrę.
- Ratuj się, kto może! – Krzyknął Ryewook. – On wrócił!
- Wrócił, wrócił. – Mruknął Heechul. – Z łazienki, ale wróciłem. Nie trzeba się tak ekscytować. – Wszedł spokojnym krokiem do pomieszczenia. – Masz strasznie mały pokój. Dlaczego tutaj nigdy nie byłem?
- Pewnie, dlatego że to jest mój pokój. – Powiedziałam wstając. – Obudziliście mnie, dlatego że on wrócił z łazienki?
- Wykazujesz się zaskakująco wysokim poziomem niekompetencji. – Powiedział Yesung. – Nie chodzi nam o tego narcyza, tylko o ducha. – Siwon się przeżegnał.
- Co roku, w noc Halloween – zaczął scenicznym szeptem Leeteuk – nawiedza nasze mieszkanie duch.
- Powiesz mi po co świecisz tą latarką sobie w twarz? – Zapytałam.
- Dla lepszego mrocznego efektu. – Odpowiedział Eunhyuk. – To logiczne.
Nagle zgasło światło.
- Co się stało? – Zapytał z strachem Sungmin.
- Ciemność. – Odpowiedział mu Ryeowook. – Ciemność widzę. - Również zamilkł. Yesung, coraz bardziej uszczęśliwiony tajemnicą, zaczął się upierać przy klątwie, bliski sugestii, że te czyny popełnił nie jakiś zwykły duch, ale wampir albo inna zgoła nadprzyrodzona postać. Ewentualnie jakiś poprzedni współlokator przemienił się w wilkołaka i załatwia teraz rozpoczęte za życia sprawy. Posępny i zdegustowany Hangeng z niechęcia przyznawał, że kiedyś coś tam się wydarzyło w mieszkaniu zaraz po jego wybudowaniu, i że pojawienie się pogromcy duchów tylko pogorszy sprawę. Donghae mający złe wspomnienia z pogromcami duchów przytakiwał gorliwie. Heechul z kolei zlekceważył zarówno duchy, wampiry, jak i nawet pogromców duchów, nie obchodziło go nic po za bezpieczeństwem kotów. Ja z kolei miałam już wszystkiego po dziurki w nosie i zastanawiałam się, dlaczego musieli mnie obudzić o trzeciej w nocy z tą historyjką. Obłąkany melanż zwiększał się z minuty na minutę. Nie sposób było nic wyjaśnić i dojść do jakiegokolwiek porozumienia, a każdy upierał się przy swoim, a wszyscy byli przeciwko mnie.
- A kto był pierwszym właścicielem tego mieszkania? – Zapytałam po chwili.
- Jeden z pierwszych zespołów SM. – Powiedział Leeteuk.
- Jeżeli zgadujemy, co mogli przed laty zrobić członkowie zespołu, musimy przyjąć ewentualność najmniej logiczną i najbardziej bez sensu. – Olśnił wszystkich Siwon. – Jest coś w znanych i popularnych zespołach, co, jak sama widzisz, przetrwało do dzisiejszego dnia, że zawsze postępowali odwrotnie niż wymagał rozsądek. Nawet w czasie, gdy wszystko się układało zespoły się rozpadały. Wszyscy zakładali nowe, a oni odchodzili. Że już nie wspomnę o innych wydarzeniach. Jeżeli cokolwiek chce ten duch nam przekazać, na pewno przeczy to zdrowemu rozsądkowi. Co prawda ta dziwna właściwość dotyczy z reguły tylko męskich zespołów.
W końcu stanęło na tym, że ktoś dokonał równocześnie kilku sprzecznych ze sobą czynów, wdał się w kryminalną aferę, nawiązał romans, uciekł dobrowolnie i został porwany. W końcu wszyscy podjeli decyzję, że trzeba dopaść tego ducha. Element grozy na nowo pojawił się w atmosferze. Tajemnice przodków dały znać o sobie znienacka i w sposób mrożący krew w żyłach, pod sufitem zadźwięczał potępieńczo chichot zza grobu. Tego już dla mnie za wiele! Kolejne wydarzenie z moim udziałem, zdałoby się wykończyć słonia-flegmatyka. Zmuszono mnie do pracy, napastowały mnie osoby różnej płci i w różnym wieku, byłam oblana wodą i zrzucona ze sceny na oczach tysięcy ludzi jeszcze w między czasie przez parę dni przeżywałam paniczne lęki bojąc się nie tego, co trzeba, potem pada na mnie podejrzenie o porwanie, policja wyraźnie mnie ostrzega, że jeśli nie oddam brylantów, to sprawa się źle skończy, potem wpada mi w ręce chłopak wszechczasów, który okazuje się być gejem. O nie, żadne takie.
- Czy wyście zwariowali? – Prawie zaczęłam krzyczeć. – Przecież mieszkacie tutaj dopiero kilka miesięcy, a te osiedle zostało zbudowane sześć lat temu!
- Powiedz coś, czego nie wiemy. – Powiedział Kangin
- Pozbawiony śluzu żołądek może zjeść sam siebie. – Mruknęłam.
- Powiedz coś, czego nie wiemy, ale nie to. – Jęknął Yesung.
Potężny, wspaniały, imponujący szlag trafił mnie natychmiastowo.
- Wynocha mi stąd! – Wrzasnęłam wypychając dwie najbliższe osoby. Że też musieli zacząć chodzić na siłownię. – Gadacie jakieś głupoty. Tak w ogóle to, kto wrzeszczał?
- To byłem ja. – Powiedział cicho Kyuhyun. – Mordercze zombi pokonały mnie.

W środku dnia przerwał mi relaks przeraźliwy, mrożący krew w żyłach krzyk. Jakiś męski głos wydawał z siebie dźwięk złożony wyłącznie z litery „A”.
- Ratuj mnie! – Wrzasnął Yesung wpadając do pokoju.
- A to niby, dlaczego? – Zerknęłam na niego znad notebooka.
- Zrobiłem kawał Heechulowi. – Powiedział z przerażeniem chłopak.
- Zrobiłeś kawał Heechulowi? – Zerwałam się z miejsca. – Czy ci życie nie miłe?
- No wiesz nie pomyślałem. – Próbował się wytłumaczyć, gdy do pokoju wkroczył Heechul.
- Może nie dopadnę cię dzisiaj, może nie jutro, ale dopadnę cię. – Powiedział spokojnie blondyn celując palcem w chłopaka kulącego się w kącie i usadowił się na fotelu w centrum pokoju. – Ale na razie będę milczał.
Popatrzyłam na niego w ciszy. On milczał? Chyba przez 15 sekund.
- Co ty mu zrobiłeś? – Zapytał z niepokojem Leeteuk.
- Zamiast odżywki do włosów delikatnych podłożyłem mu odżywkę dla psów. – Powiedział spokojnie sadowiąc się na łóżku.
- To wyjaśnia, dlaczego Heechul lata po mieszkaniu jak kot z pełnym pęcherzem. – Mówi Kangin wchodząc do pokoju i ciągnąc za sobą Kibuma.
- Jak byłem mały to sadzałem lalki siostry i przed nimi śpiewałem. – Wtrąca z kąta Yesung.
- A co na to lalki? – Pyta zaciekawiony Sungmin.
- Zamurowało je. – Uśmiecha się chłopak w kącie.
- Heechul powiedz coś. – Zaczął go trącać z jednej strony Kangin.
- Heechul, mów. – Dołączył do trącania chłopaka z drugiej strony Siwon. – Trzeba przebaczać innym.
- Powiedz.
- Mów.
- Powiedz.
- Mów.
- Powiedz.
- Mów.
Na zmianę dźgali chłopaka na fotelu. No i facet wydał z siebie głos. Potężny, triumfalny ryk zagrzmiał na prywatnym osiedlu, młody człowiek wpadł w szaleństwo, trzasnął rękami, wykonał przytup, odpracował coś pomiędzy czardaszem a kankanem, uzupełnił fragmentami zbójnickiego, zamienił grzmiący ciągły ryk na radosne okrzyki, spowodował ukazanie się w drzwiach licznych głów reszty zespołu i wreszcie, ciężko zdyszany, opanował się nieco.
- Mam genialny pomysł! – Odzywa się po chwili.
- Zarys sytuacji w trzech słowach! – Powiedział Kangin.
- No … yyy… ten…. – Odzywa się Yesung.
- No dobra to w czterech. – Poprawiam.
- Ale… ja… nie… nooo… - Zaczyna Sungmin speszony.
- No dobra w pięciu, ale przez was tracę swój cenny czas. – Powiedział Heechul poprawiając swoje włosy.
- Ale to ty wpadłeś na jakiś pomysł! – Wytknął mu Donghae. – Masz jakiś plan?
- Nie, nie mam. – Odpowiada spokojnie blondyn. – Mam za to urok osobisty. A teraz Józku* przynieś mi swoją prostownicę.
- Kto to Józek? – Odzywa sięz nieprzytomnym wzrokiem Yesung z kąta.
- Kiedyś ci ukradną głowę a ty nie będziesz o tym wiedział. – Westchnął Kibum.
- Wyjaśnisz, chociaż co to za „genialny” plan? – Pytam.
- Wystąpisz w naszym najnowszym teledysku. – Słyszę odpowiedź.
- Dlaczego uparłeś się mnie męczyć? – Siadam zrezygnowana na krześle.
- Musimy uczcić jakoś to, że już aż od trzech miesięcy jesteś naszym menadżerem. – Wtrąca Shindong.
- I dlatego będziecie mnie maltretować? – Nie odpuszczam.
- Z twoją twarzą pakistańskiego hodowcy bydła – zaczął Heechul – nikt cię nie odróżni…
- …od ciebie? – wtrącam wrednie.
W życiu nie rozbawiłam nikogo tak jak ich tym zdaniem. W najwyższym stopniu zdegustowana przyglądałam się nietaktownym atakom wesołości zastanawiając się, co, u diabła widzą takiego śmiesznego w moim życiu. Uspokoić się nie mogli. Heechul poczerwieniał na twarzy i wyglądał jakby miał zaraz wybuchnąć.
- Dobra chłopaki spokój! – Zarządził Kangin. – Trzy, cztery…
- Gładkoskóry Kim Heechul… Kochamy cię Kim Heechul… - Wszyscy równo chórkiem zanucili.
- Idę do pokoju. – Wstał blondyn. – Tam się zastanowię czy wam wybaczyć. Jak mi to się nie uda, to nieciekawy macie los.
Gdy zamknęły się drzwi Siwon zaczął po cichu się modlić, a reszta prawie całkowicie była gotowa na przyłączenie się do niego. W końcu Heechul dotrzymuje gróźb.

Heechul miał zły sen. Śniło mu się, że nie wszyscy poznają go na ulicy. Na szczęście okazało się, że to jakaś wycieczka Egipcjan. Na wszelki wypadek dał im swoje zdjęcia z autografem. Na drugi raz już go rozpoznają i będą wielbić. Poprawia swój puchaty kocyk i zaczyna się zastanawiać, dlaczego ktoś mu przerwał cenny czas odpoczynku. Nigdy jednakże nie miał anielskiego, łagodnego charakteru i nigdy nie lubił robić za pożałowania godną ofiarę. Nie wstrzymywał się zbyt długo z wyjawieniem poglądów
- Co to za obłąkańcze wrzaski? – Wypadł nagle ze swojego pokoju. - Nie mogę się skupić na ideale, który sam usposabiam. Czy jeszcze za mało zrujnowaliście mi dzień?
- Właśnie szykuję ci przeprosinową kolację. – Powiedział Ryeowook podsuwając mu pod nos talerz z parującym daniem.
- Możesz wiedzieć, że łaskawie ci przebaczam. – Powiedział blondyn odbierając posiłek i siadając na środku kanapy. Po chwili zaczął jeść.
- A więc wracając do przerwanego tematu. – Powiedziałam. – Heechul, jesteś w rankingu dziesięciu najbardziej popularnych twetterów.
- Hrrhrhrhr! – Powiedział znad jedzenia patrząc podejrzliwie na mnie.
- Cicho! – zgromił go Kangin. – Nie dław się. Udławisz się później.
- No nareszcie ktoś mnie docenił. – Powiedział Heechul prostując się na krześle i przełykając.
- Przynajmniej SNSD nie zabiorą ci tej nagrody. – Mruknął cicho Leeteuk tuląc swoją ukochaną białą poduszkę.
- Po prostu MNET znowu się wtrącił. – Westchnął Kibum.
- Ktoś się włamał do komputera z wynikami. – Powiedział Kyuhyun i uczepił się hipotezy jak rzep psiego ogona i pełen oburzenia i dezaprobaty użalał się nad losem nieszczęsnego kolegi. Heechul skończywszy jeść przypomniał sobie nagle, że powinien się przecież denerwować. Natrafił jednak na trudności przy wyborze przyczyny. Nie był w stanie podjąć decyzji czy denerwuje się z powodu początków depresji lidera zespołu czy też nieodpowiedzialnymi czynami reszty. Postanowił znowu okazać swoje dobre serce.
- Pamiętaj, w życiu najważniejsza jest miłość. – Powiedział obejmując Leeteuka ramieniem.
- Naprawdę Heechul? – Lider podniósł głowę.
- Tak, ja kocham koty. – Powiedział blondyn wstając.
- Skąd masz ten sweter? – Zapytał go nagle Donghae.
- Z szafy. – Usłyszeliśmy odpowiedź wychodzącej osoby.
_________________
Let’s all be perverts and live as happy perverts. — Kim Heechul

 
 
Vinus_Mina 
Wisiorek Yesia ^^


Ulubieniec z SJ: Wszyscy (cała 15-ka) a naj naj
Lover: Yesio, Sungmin, Wookieee...lalala
Fav Pairing: YeWook (ale kocham wszystkich naprawdę)
Grupa krwi: A Rh+
Wiek: 34
Dołączyła: 07 Maj 2011
Posty: 78
Skąd: Warsaw, Poland
Wysłany: 2011-05-21, 21:05   

Jeeeeeeesssss! Nareszcie moje ukochane opowiadanko! Uwielbiam je czytać a teraz mogę czytać od nowa! hehe. I wyłapytać smaczki na nowo. Radocha jak diabli! :):):)
_________________

I będę się nim bardzo bardzo się nim opiekowała (powiedziała Vinus trzymając Kkominga). :D
 
 
Aramena 
Tusia Podusia


Ulubieniec z SJ: cała 15 ^^
Lover: Park Jung-su
Fav Pairing: KangTeuk, Eunhae
Grupa krwi: Arh+
Kocham SuJu od: 12.2009
Wiek: 27
Dołączyła: 07 Maj 2011
Posty: 28
Skąd: Wawa (duszą Seul)
Wysłany: 2011-05-21, 21:14   

- Hej ludzie! – Wrzasnął Eunhyuk z samego rana. –Czas ubrać choinkę!
- Proszę, przestań pieprzyć, bo zacznę solić. – Powiedział Heechul trzymając się za głowę.
- I tak mamy koncert to się nie opłaca nic robić. – Powiedział Yesung rozkładając się na kanapie.
- Pójdę w Chinach do Kościoła na pasterkę! – Powiedział Siwon łapiąc za Biblię.
- Chcąc, nie chcąc przyznaję mu rację. – Mruknęłam. – Dziś Wigilia.
Siwon spojrzał się na mnie jak na człowieka z epoki kamienia łupanego. Wyglądał na szczerze zszokowanego faktem, że obok niego siedzi człowiek prehistoryczny. Fred Flinstone, miło mi. Ogłaszam nabór na mojego własnego Barneya Rubble'a. Nagle drzwi otworzyły się z hukiem i ujrzeliśmy wielką choinkę, która wkroczyła do salonu głośno sapiąc, a za nią różowe cóś.
- To najładniejsze drzewko jakie z Sungminem znaleźliśmy. – Powiedział Shindong wystawiając głowę między gałęziami przedstawiając przy okazji różową kulkę stojącą obok niego.
- Trzeba znaleźć jeszcze jakieś ozdoby do powieszenia. – Sungmin zaczął rozwijać puchaty szalik. – I ktoś mógłby nam pomóc w ozdabianiu i ustawieniu jej gdzieś.
Na te słowa nastąpił chaos. Trzeba trafu, iż wachlarz pozaprofesjonalnych umiejętności piętnastoosobowego zespołu muzycznego, zaczynając na Henrym, a kończąc na Leeteuku, był dość szeroki. W ich skład, między innymi, wchodziły takie rzeczy, jak łapanie ryb, żeglarstwo, pilotowanie, co lżejszych samolotów, strzelanie z broni, koszenie trawy, naprawa różnych urządzeń elektrycznych, jazda na rowerze, kolekcjonowanie kotów, dzierganie włóczką, granie w gry komputerowe, przemawianie do wiernych, wycieranie kurzy, podlewanie kwiatów i wiele innych. Wiedza na ten temat była najzupełniej przypadkowa i niekoniecznie ścisła. Jednak nikt nie wiedział jak postawić prosto choinkę.
- Ustawmy ją pod ścianą. – Powiedział Kangin wskazując na drzewko, którego trzymania w tej chwili zaszczycono moją skromną osobę. Yesung niewiele myśląc złapał mnie za rękę i ustawił pod ścianą, a drzewko runęło na nic niespodziewającego się Hangenga przygniatając go lekko w niewygodnej pozycji do fotela.
- Niszczysz wszystko nawet przechodząc obok. – Powiedział Donghae. Razem z Kanginem starali się podnieść choinkę. Heechul obok tarzał się po podłodze płacząc ze śmiechu.
- No dobra. – Zaczął Leeteuk. – A co z ozdobami? Z czego je zrobimy?
- Co masz na myśli? – Zapytał Kyuhyun.
- Wytłumaczę ci na przykładzie zaprawy cementowej. – Wtrącił Kangin puszczając drzewko z powrotem na Hangenga. - Można ją zapchać komuś gębę, można ją kroić na talerzu w kostkę w odpowiedniej fazie stężenia, przy czym nawet wiem po ilu takowa faza występuje. Bardzo dużo wiem.
- Już rozumiem! – Krzyknął Kyuhyun. - Można zrzucić sprzęt komuś na głowę, zawsze to parę kilo waży. Rozciągnąć druty i powiesić na nich pranie. Wiesz, tam jest strasznie dużo drutu.
- A nie prościej iść do sklepu i kupić coś gotowego? – Zapytałam wprost.
- Jesteś genialna! – Złapał mnie za rękę Heechul. – Twój pomysł jest cudowny! – Wepchnął mi w rękę kurtkę i buty i wypchnął za drzwi. – Masz kupić niebieskie i prezenty dla Heebuma! – Zatrzasnął mi drzwi przed nosem. Po co ja się odzywałam? Nie wydawałam się w pełni przekonana. W zadumie spojrzałam na ubrania w ręce, potem na miejsce drzwi, a następnie w dal. Dal widać przemówiła do mnie, bo nagle podjęłam decyzję.

- Masz. – Wepchnęłam zaskoczonemu Heechulowi mały pakunek i torebkę z ozdobami świątecznymi po powrocie do mieszkania. Potem zatrzasnęłam drzwi za sobą do pokoju.
- O co jej chodzi? – Zapytał Shindong.
- Pewnie o to, że nie stać jej było na porządny prezent dla Heebuma i dla mnie. – Powiedział Heechul trzymając w ręce opakowanie Whiskasa i malutkie lusterko.
- A więc w końcu moje nauki cię nawróciły i przyjmujesz wiarę skoro zaczynasz obchodzić święta! – Prawie krzyknął Siwon z uśmiechem na twarzy podnosząc się z fotela. – Idę dziękować z to Bogu!
- Azaliż waćpanie pozwolisz by niewiasty i inne dziewki o czystym sercu czekały na ciebie? – Zapytał Kyuhyun. – Zaiste, toż to niegodziwe!
- Zaprawdę powiadam ci! – Powiedział Heechul uderzając go w głowę. – Twoje niegodne mej osoby słowa sprowadzą na ciebie nieszczęście. A teraz ruchy zbieramy się na samolot. Kto chce dostąpić zaszczytu niesienia moich bagaży? – wskazał na górę walizek na środku pokoju.
- No, a co z menadżerem? – Zapytał cicho Sungmin. – Zostawimy ją samą w święta?
- Jako, że nie kupiła mi prezentu spełniającego moje minimalne wymagania, to owszem jedziemy bez niej. –Za rządził się Heechul.
- Powiem ci coś Heechul. – Powiedział Yesung. – Jako, że ty nie dałeś nikomu żadnego prezentu, nikt ci też nie dał. Ale jako, że nikt ci nie dał, to nie powinieneś mieć od Arameny, ale go masz. To może i my ci daliśmy i ty nam prezenty? No, ale jak ty nam nie dałeś, to dlaczego mamy my ci dawać i dlaczego dostałeś od niej? A jeśli dostałeś od niej, to dlaczego jej nie dałeś prezentu? Więc jeśli ty nic nie dałeś, to dlaczego oczekujesz czegoś w zamian? Jeżeli czegoś oczekujesz to znaczy, że dałeś komuś jakiś prezent…. – Zaczerpnął powietrza. – Tyle, że dlaczego nikt nic nie dostał? Skoro ich nie ma to nie ma o czym gadać więc dlaczego słuchasz tego co mówię? Jeżeli tych prezentów nie ma, a zarazem są, to są one sprzeczne z bytem, prawami fizyki i zasadami gry w starcrafta. A takie rzeczy nie istnieją! Więc te prezenty nie istnieją! A co gorsza, ja mówiąc o tym, a jednocześnie nie mówiąc też jestem sprzeczny z tymi zasadami. Ja też nie istnieję! Zapewne mógłbyś to przeżyć i by cię jak zwykle to nic nie obchodziło, ale skoro słuchasz nie słuchając to co mówię, nie mówiąc o tym, zatem ty także nie istniejesz! Może jeszcze o tym nie wiesz, ale TY NIE ISTNIEJESZ! Zapamiętaj sobie to do końca życia. Życia? Przecież… A, zresztą nieważne, co będę tłumaczył komuś, kto nie istnieje... – Westchnął, machnął ręką i wyszedł.
- Jakby co to nie znamy Yesunga. – Powiedział Kangin.
- Pierwszy raz go widziałem. – Zaparł się Heechul.

[ Dodano: 2011-05-21, 21:17 ]
- Na 48 godzin zniknij z miasta, nie udzielaj wywiadów ani audiencji, weź wakacje, kup parę piwek, zrelaksuj się, gdyż czeka cię ciężkie parę miesięcy pracy. – Tłumaczył chińczykowi Donghae. - Wcześniej ogłoś w telewizji porażkę, skruchę i zapowiedz pielgrzymkę na bosaka do Watykanu, Mekki, Jerozolimy, Las Vegas oraz Śródziemia po rozgrzeszenie żeby usatysfakcjonować wszystkich ludzi. To jest typowy militarno-polityczny chwyt na głupiego chrześcijanina, muzułmanina, żyda, Amerykanina oraz elfa.
- Nie jestem elfem. – Powiedział cicho Hangeng.
- Jesteś, ponieważ po odejściu z zespołu spowodowanemu chwilowym zanikiem pamięci krótkotrwałej – zaczął Heechul – byłeś ciągle moim wielbicielem. A tak na te niby powitanie urządzimy dzisiaj całkiem realną imprezę.
Chińczyk westchnął. Jak było wszystkim dookoła wiadomo z Heechulem się nie dyskutuje. Prędzej się przekona biurko do zmiany w stołek niż jego do zmiany planów. Przyjęcie składało się z kilku ciastek, wczorajszych kanapek z jakąś niezidentyfikowaną wędliną, soczku pomarańczowego oraz niewyobrażalnie wielkich ilości alkoholu. Kto pierwszy wyciągnął pierwszą butelkę nie mam pojęcia. Nie mam pojęcia też dlaczego biorę udział w tej imprezie. Zostałam wyciągnięta siłą z pokoju i postawiona przed faktem dokonanym. Przy pierwszych dwóch litrach wszyscy byli jeszcze spokojnie. Przy kolejnych dwóch zaczęliśmy dochodzić do wniosku, że nikt nas nie kocha, SNSD trzeba raz a skutecznie wybić oraz, że nie powinnam nigdy wyjeżdżać. Przy kolejnych nastrój uległ radykalnej zmianie. Donghae włączył radio, w którym akurat leciały jakieś skoczne przeboje. Równocześnie Sungmin zaczął grać na gitarze. Z początku trochę rzecznie potem coraz skoczniej. W tym momencie zadzwonił telefon. Jako, że do alkoholu mam całkowite obrzydzenie i w tym towarzystwie byłam jedyną trzeźwą, to tylko ja go usłyszałam. Gdy wróciłam impreza była w pełni rozkwitu. Eunhyuk szalał w dzikich skokach po całym salonie, obijając się o meble i ściany, co miało oznaczać, że tańczy w rytm muzyki.
– Z drogi ludzie. – Wrzasnął nagle. – Jam orzeł!
– Chyba wróbelek. – Powiedział Kangin wpychając sobie do ust całe ciastko.
Dlaczego piosenka 2pm przemieniła akurat go w orła, nie wiadomo, zwłaszcza że tej metamorfozy nie dało się dostrzec z zewnątrz. Heechul z Hangengiem tańczyli układ piosenki. Hangeng umiał, Heechul nie. Eunhyuk nagle zmienił zdanie i stwierdził, że jest umierającym łabędziem, przy czym jego dziwne wygibasy również zmieniły charakter. We wdzięcznych pokłonach wpadł do pokoju Leeteuka, gdzie skonał, przewieszony przez krzesło, wydając z siebie niesamowite skrzeczenie, które miało obrazować łabędzi śpiew. Sungmin siedział na komodzie i nie zważając na konkurencję radia, grał na gitarze. Obok Siwon wybijał mu rytm uderzając widelcami w drzwi. Leeteuk, doskonale zaprawiony, żądał, żeby zagrali mu polkę, bo on musi tańczyć. Ryeowook poparł go solidarnie, ale Siwon zaprotestował, między jednym uderzeniem a drugim wyjaśniając im, że znają oni tę piosenkę tylko z nazwy. To wyjaśnienie nie trafiło do nich.
– Grajta polkę, bo rozbiję wam to na głowie. – Wrzasnął Kangin podnosząc się z fotela i biorąc do ręki doniczkę. Sungmin z Siwonem nie przerywali, udając że nie słyszą, więc Kangin poczuł się zmuszony spełnić swoją groźbę i rzucił doniczką. Następnie poprawił wodą z butelki. Doniczka w ścianę, rozpadła się na pełno kawałeczków, a ziemia opryskała grających.
– To nie po chrześcijańsku. – Powiedział Siwon z urazą otrzepując się i dalej wystukiwał rytm. Yesung przyjrzał mu się z dużym zainteresowaniem.
– Jak on może to i ja! – Oświadczył ochoczo.
Złapał za wazon z kwiatami i chlusnął w chłopaków całą zawartością. Sungmin obraził się, zlazł z komody i wywalił gitarę na balkon trafiając w Kyuhyuna, który zaszył się by w spokoju pograć sobie w spokoju. Shindong stał przy szafce i mamrocząc jakieś przekleństwa, wydłubywał z kanapek ziemię, wyrzucając ją za siebie. Hangeng i Heechul twardo tańczyli „sorry, sorry” do wszystkich piosenek, które leciały w radiu. Leeteuk zrezygnował z polki, złapał Kibuma i zaciągnął na drugi koniec pokoju i oboje runęli w stronę drzwi wyjściowych, rycząc strasznymi głosami mazura. Donghae siedząc na środku pokoju, ocknął się nagle, pociągnął mnie i poszliśmy za ich przykładem. Wpadliśmy do pokoju Leeteuka w momencie kiedy pierwsza para zawracała już od drzwi. Równocześnie umierający łabędź, to znaczy Eunhyuk, zerwał się z krzesła i trafił w sam środek szaleńczego mazura. Zrobił się rumor i wszyscy leżeliśmy na podłodze. Heechul zrobił sobie w tym czasie przerwę i wyszedł na przed dom, a następnie zaczął ostro napastować dzwonek. Od takich czynów człowieka szlag może trafić, a jak mnie nie trafi to zostanę chyba zaźdgana wykałaczka. Czy tylko ja tutaj jestem normalna? Nadeszła chwila kiedy to trzeba było z kolei posłużyć się umysłem. U mnie ta czynność jest bardzo trudna do wykonania.
- Nie cierpię cię. – Jęknął Eunhyuk rozmasowując żebra, w które dostał od Donghae.
- Pocieszę cię. – Powiedział chłopak próbując usiąść. – Jeśli wierzyć fanfickom to ja z kolei cię szaleńczo kocham i to z wzajemnością.
- Jeśli im wierzyć to wy tutaj macie prawdziwe orgie przynajmniej raz w tygodniu. – Powiedziałam odpychając Kibuma. – Jest coś koło trzeciej nad ranem, a musimy, a raczej wy musicie być gotowi na siódmą. Więc czas zakończyć imprezkę.
Heechul jak na złość zrobił sobie akurat przerwę w maltretowaniu dzwonka i usłyszał ostatnie zdanie.
- Szopie jeden! – Wrzasnął na Kangina. – Związać ją i do szafy zanim zniweczy nasze plany!
Nie miałam ani czasu ani zbytniej ochoty na roztrząsanie moich problemów egzystencjalnych w momencie, w którym po prostu należało spierdalać. Na myślenie pozwolę sobie później. Tak jak stałam zerwałam się z podłogi i biegiem ruszyłam w stronę wyjścia. Na swoje szczęście byłam jedyną trzeźwą osobą w towarzystwie.

- Hyung, dobrze się czujesz? – Zapytał Kangin Leeteuka.
- Tak, to tylko kac. – Odpowiedział cicho lider ciągle trzymając się za głowę.
- Co znowu sobie zrobiłeś? – Prawie wrzasnęłam wskazując na jego rękę, na co połowa zespołu się skrzywiła.
- Złamałem palec. – Powiedział Leeteuk.
- Już mnie wy do grobu wpędziliście. – Westchnęłam.
- I jak ci tam? – Zapytał Yesung.
- Odpędzam się od robaków. – Odpowiedziałam z sarkazmem.
- No i dlaczego?- Zapytał z oburzeniem Sungmin. - Robak też człowiek.
Ryknęła radosna przyśpiewka mamutów w okresie godowym. Heechul ma bardzo szeroki repertuar i akurat dziś ubzdurał sobie, że poćwiczy śpiew. Bądźmy szczerzy aż do bólu. Moja szczęka wybrała się na samotny spacer po okolicy, serce zaczęło odstawiać pełną dramatyzmu scenę romantycznego omdlenia na kanapę, a mózg wył o ratunek jakiegoś specjalisty. Mam już serdecznie tego dość!
- Skupcie się! – Wrzasnęłam skupiając na sobie mordercze wzroki przepełnione bólem. – Macie odstawiać te całe show dopiero na scenie dla fanek!
- Te całe show? – Zapytał mnie Shindong. – Nie lubisz Super Show? Co z ciebie za ELF?
- Zmaltretowany. – Odpowiedziałam.
- Super show to rodzaj hucznego przedsięwzięcia, które swoim rozmachem przyćmiewa wszystkie hołdy pruskie, pochody pierwszomajowe i unijne szczyty do spraw uzależnienia od narkotyków. – Wtrącił Kibum. - Więc powiedz mi łaskawie, dlaczego tego nie lubisz?
- Normalnie. – Westchnęłam. – Wiecie ile przy tym jest pracy i ile trzeba wydać kasy, żeby łaskawie po kilkunastu dniach ślęcznia przed kompem zdobyć bilet?
- Bilet wstępu to pikuś. Po doliczeniu kosztów wydanych na lanserskie ciuchy, najmodniejsze glany, najczarniejszy spośród makijaży z Bravo, taksówki tudzież autobusu, nierówną depilację, pijanego fryzjera, zbyt mocne solarium, ozdóbek-podróbek, dezodorantów marki Domestos wyciągniętych wprost z toalety i abonamentu wydzwonionego w czasie dojazdu wychodzi niebagatelna sumka, porównywalna z rocznym PKB małego kraju afrykańskiego. – Powiedział Eunhyuk. - Doliczając koszty prądu zmarnowanego przy staniu przed lustrem, wynajmu kutra rybackiego i opłaceniu podwyżek dla górników okazuje się, iż na Super Show przeciętny ELF musi wydać równowartość hipoteki za co najmniej 50 konstancińskich willi.
- Kutra rybackiego? – Zapytałam z powątpieniem.
- Moje koty jedzą tylko świeże ryby. – Powiedział Heechul przerywając swoje ryki. – Muszę im zapewnić rozrywkę i standard, do którego przywykły podczas mojej nieobecności.
- Strugasz wariata, udajesz greka i zachowujesz się jak idiota. – Skomentowałam go krótko.
- A ty lampisz się na mnie jak świnia na kartofle. – Odpowiedział sadowiąc się na kolanach Eunhyuka, na co Donghae się zerwał z krzesła i poważnie się zastanowił czy ma jakieś szanse w tej walce. W tym momencie ktoś zapukał do drzwi. – Idź otworzyć. – Powiedział łaskawie Heechul.
Prychnęłam, ale poszłam. I tak nie miałam żadnego wyboru.
- Czy zastanę tutaj jakiegokolwiek mężczyznę w wieku 20 – 30 lat? – Zapytał facet z aparatem.
- Nie ma żadnych, nawet koty są wykastrowane. – Odpowiedziałam i zatrzasnęłam mu drzwi przed nosem. Odwróciłam się i zamarłam.
- Czy to nie był przypadkiem ten znany fotograf? – Zapytał Kangin.
UPS….

[ Dodano: 2011-05-21, 21:17 ]
Siwy dym, czarne chmury. Normalnie jesień średniowiecza. Po raz kolejny zastanawiałam się, dlaczego to mnie wszystko spotyka? Używając dobrowolnego przymusu zespół usadowił mnie na krześle. Ich wzrok nie wróżył nic dobrego.
- Trzeba jej wymyślić karę. – Powiedział Heechul z złowrogim uśmiechem. Będę mieć koszmary.
- Ty i cała twoja rodzina! 10 okrążeń dookoła parafii! – Wrzasnął uszczęśliwiony Siwon.
- To za lekkie. – Powiedział Kangin stając za mną. – Zróbmy coś co zapamięta do końca życia.
Jakby pobyt w Korei dało się zapomnieć. Ratuj się kto może! Najpierw zmaltretowani ludzie, potem kobiety i dzieci, a na koniec szurnięte zespoły. Śmierć będzie w końcu ukojeniem dla mnie. Będzie troszeczkę spokoju nawet w piekle. W tym momencie doniczka pacnęła mnie prosto w czoło aż poleciałam do tyłu na Kangina.
- Przybywam na ratunek! – Wrzasnęła Vinus wpadając do pomieszczenia.
- Czyj? – Podnosiłam się pocierając czoło.
- No twój a czyj niby? – Powiedziała blondynka. – Mam syndrom gumisia.
- Zakładasz kolorowe ubranka, pijesz niezidentyfikowane napoje, a następnie skaczesz po lesie z bandą wariatów śpiewając po pijaku piosenki? – Zapytał Donghae.
- Nie do końca. – Powiedziała Vinus. – Nie potrzebuję upijać się żeby śpiewać piosenki. A teraz panowie wybaczą. – Złapała za Yesunga.
- Cześć. – Powiedział chłopak wyrwany z transu i jej pomachał.
- Ej! – Krzyknęłam. – A to nie po mnie przyszłaś?
- Eeeeee? – Blondynka patrzy na mnie – Jesteś trochę niżej na liście moich priorytetów.
- Zostanę psychodelicznym mordercą przypadkowych pluszowych misiów. – Powiedziałam i ruszyłam do drzwi. – Przygotujcie się na występ. – Złapałam za Vinus i wyciągnęłam ją z pokoju i zostawiając zespół sam ze sobą. - Wszystko ma dzisiaj zwolnione tempo. Nawet ty ruszasz się jak lodowiec.
Zostawiłam dziewczynę na korytarzu i ruszyłam przed siebie. Chyba od nich się do końca życia nie uwolnię. Na grobie wygraweruję sobie „ja się stąd nigdzie nie ruszam!”. Katusze moralne nigdy nie były dla mnie upragnionymi doznaniami dlatego postanowiłam działać. Mam chwilkę wytchnienia nareszcie. Zacznę skakać na ulicy lub biegać jak Miyavi podczas wywiadu. Muszę w końcu się odstresować. Telefon zadzwonił mi w kieszeni.
- Wracaj tutaj natychmiast. – Usłyszałam w słuchawce. – Ktoś musi pobawić moje koty.
- Też się cieszę, że cię słyszę. – Mruknęłam do słuchawki. Heechul oczywiście już dawno się rozłączył. Po jakiego grzybka on brał koty na koncert? Muszę być twarda! Gdzie jest mój miś? Z niechęcią zaczęłam wracać. Zdecydowanie zrobię sobie jeden dzień urlopu. I to jutro. Niech się dzieje co chce, ale muszę mieć chwilę dla siebie.
- Jesteś chora? – Powitał mnie tekst. – Czy ty wiesz co oznacza zostawić moje biedne koty same?
- Tak jestem chora! – Wrzasnęłam. – A teraz wynocha na scenę. Zróbcie to co macie zrobić i mamy wolne!
Mój psychiatra ucieszy się przy następnej wizycie wypisując recepty na kilkuzerowe sumki. Na krześle zaświeciła się zabawka Yesunga na czerwono i powiedziała mocno piskliwym głosikiem „I love you!’ No jeszcze mi brakowało pluszowej miłości do szczęścia.

~~~~Aramena~~~~
Proszę niech nikt nie usłyszy! Cicho szłam przez mieszkanie o zabójczej godzinie – piątej rano. Wymarzone szczęście słuchało najpierw zdumione, potem żywo zainteresowane, a na koniec wzięło sprawy w swoje ręce. Bez problemu opuściłam cichaczem mieszkanie. Zaczynam czuć się jak włamywacz. Przekręciłam cicho klucz. Tak! Nareszcie! Niech żyje wolność, wolność i swoboda. Niech żyje zabawa…. Mój mózg przestał już całkowicie normalnie funkcjonować . Założyłam buty i ruszyłam biegiem jak najdalej. Dzień wolnego. Dzień święty. Zacznę modlić się do swojego Boga, składając wszystko w jego/jej ręce/czułki/macki/makaronowe odnóża. Jeśli bym myślała, że nie ma Boga to wymyśliłabym go. Mam czas. Odpoczynek od zespołu. Ostatnimi czasy Heechul zaszalał i przedstawił nam swoją oszołamiającą autobiografię złożoną z 10 stron pod tytułem Przed lustrem 24h. Składa się ona w 60% ze zdjęć, w 30% z podpisów pod zdjęciami i w 10% okładki. Z niewiadomych powodów nie ma tam tekstu. Na szczęście jeszcze nie chce tego oddawać do druku. Mózg mi się rozpadł na milion kawałków. Potem ułożył się w mur chiński, zaczął tańczyć czardasza i złożył się z powrotem w całość.
Następnie odmówił posłuszeństwa i wywiesił wywieszkę „Abonent jest czasowo niedostępny”. Okej. Ale co ja mam zrobić z taką ilością czasu wolnego? Hmmm… SPA, masaż, zakupy oraz pobyt w kawiarni.
~~~~Super Junior~~~~
- Gdzie ona jest? – Wrzasnął Kangin.
Eunhyuk zastygł z chlebem w ręku i z osłupiałym wyrazem twarzy. Nagle wydał z siebie dziwny dźwięk, który wszystkich przestraszył, bo nie wzięto pod uwagę, że on je i może się udławić.
- Ale o co chodzi? – Zapytał Leeteuk.
- Aramena zostawiła karteczkę. – Powiedział Kibum. – „Dzień wolny. Wracam wkrótce, jestem poza zasięgiem. Mnie tu nie ma i nie będzie!”
- Ej no! – Krzyknął Heechul wbiegając do kuchni. – Nie będę miał nad kim się pastwić przez cały dzień!
- A ty co latasz jak Żyd po sklepie? – Zapytał go Donghae. – Należy jej się chwila odpoczynku.
- Nie gadaj głupot. – Powiedział Hageng. – Od czego odpoczywać ma? Przecież praktycznie ona nic nie robi.
- Skoro mamy wolne to się poświęcę.- Powiedział Heechul. - Uwaga! Teraz będę was zabawiać. Zrobię zwierzątka. – Złapał za balonik.- To tasiemiec. Wąż. Stonoga. Larwa motyla w kokonie. Glizda pospolita. Dżdżownica… No co się tak gapicie jak bałwany na śnieg?
- Przestań, bo zadzwonię do księdza proboszcza. – Powiedział Siwon i przeżegnał się.
- Mam pomysł. – Zaczął mówić Kyuhyun. - Chodźmy do łazienki, otwórzmy drzwi do kabin i tam usiądźmy. A jak ktoś przyjdzie to będziemy mówić, że nie mam miejsc.
- Uwierzycie, że lustro ma sześć liter i pisze się przez u otwarte? – Powiedział nagle Yesung.
- Trzeba ściągnąć menadżera z powrotem. – Westchnął Sungmin. – To jest niebezpieczne zostawić nas samych.
- No ale co można zrobić? Zjeść kanapkę, pogłaskać kota, wyprowadzić się do polski? – Zapytał Shindong.
- Pozostało nam czekać aż ona wróci. – Mruknął Ryeowook. Heechul popatrzył i wyszedł z pokoju ciągnąc za sobą Hangenga. Kyuhyun wrócił do grania w Starcrafta z ZhouMi. Siwon dopadł biblię i zaczął czytać w salonie. Sungmin z Shindongiem zaczęli grać w karty. Henry włączył telewizor. Obok niego usiadł Donghae, a na jego kolanach położył głowę Eunhyuk. Na drugiej kanapie usadowił się Kangin i objął Leeteuka.
- A on nam się znowu zawiesił. – Wszedł do pokoju Hangeng i zaczął szturchać Yesunga. – Halo, panie Windows! – Uśmiechnął się głupio. – Press to reset, press, press to reset…
- Możesz trochę ściszyć? – Zapytał Kyuhyun. – Mógłbyś śpiewać u siebie w pokoju?
- Nie. – Powiedział chińczyk. – Heechul wrzeszczy na kota żeby znalazł pracę.
- Ratunku! Pająk mnie goni! – Wybiegł z kuchni Ryeowook i wpadł prosto w ramiona Yesunga.
~~~~Aramena~~~~
Ozłocić osobę, która wymyśliła masaż. Leniwie podniosłam się z łóżka. To najlepsza rzecz, jaka mnie spotkała w całym życiu. Dzisiaj leniwiec przy mnie jest pracoholikiem. Niezła imprezka zostaję do środy. Mam jeszcze sześć godzin spokoju. Potem zacznę się martwić, co zespół zmalował i jak to odkręcać. Teraz czas na relaks. Na przykład z tym przystojnym Koreańczykiem w saunie. Hehe takie wakacje to ja rozumiem.
~~~~Super Junior~~~~
Rozległ się nagły i bardzo głośny wybuch śmiechu. Henry, Kibum i Sungmin ruszyli do salonu i gwałtownie się zatrzymali w drzwiach. Jak długo tak we troje, upchnięci w ciasnych drzwiach do pokoju, osłupiałym wzrokiem wpatrzeni w zjawisko dziejące się na środku stali – tego nie wiedzą nawet najstarsi górale. Po jakimś czasie ten zbiorowy słup soli zwrócił wreszcie na siebie uwagę Kyuhyuna i ZhouMiego, którzy siedzieli przed komputerem na balkonie i przyglądali im się z zainteresowaniem. Leeteuk podszedł i rozsunął chłopaków zaglądając do pokoju. Przez krótką chwilę też stał nieruchomo, a potem nagle zareagował. Głos, który wydał z siebie, wahałabym się nazywać ludzkim. Ze straszliwym rykiem, od którego budynek zatrząsł się w posadach padł na najbliższe krzesło w stanie głębokiego szoku. Kilka następnych chwil dało Siwonowi jasny obraz tego, co się będzie działo, gdy rozlegną się trąby na Sąd Ostateczny. Krzyknął, owszem, ale nie tak przeraźliwie jak lider, następnie wykonał kilka wahnięć do przodu i tyłu, przytupując przy tym w miejscu, co sprawiło wrażenie oryginalnego tańca, zupełnie w tych okolicznościach niestosownego. Heechul dostał spazmów przy toalecie powtarzając w kółko: jestem piękny, jestem piękny, a Eunhyuk konsekwentnie przy drzwiach wejściowych. Yesung z Ryeowookiem wyrywali sobie z rąk telefon, tak jakby w całym mieszkaniu był tylko jeden. Shindong zgięty na pół opierał się tyłem o szafkę i bardzo głośno jęczał coś bardzo niewyraźnego. Widać kanapka niebyła tak świeża jak uważał. Kangin wyszedł spokojnie wraz z Donghae i Hangengiem z pokoju Heechula w sukience Lady Hee Hee.
- Nie rozumiem o co tyle hałasu. – Powiedział spokojnie. – Nie rozumiem też dlaczego nie mogę występować w takiej kiecce.
- Nie czaruj mnie tymi swoimi oczami. – Wrzasnął Heechul podnosząc się z podłogi. – Powiedziałem nie i zdania nie zmienię!
- Ale dlaczego nie? – Zapytał Kangin. – Przecież nawet nutella stoi na mój widok.
~~~~Aramena~~~~
Dzień dobroci dla zwierząt się skończył. Ze smutkiem wracałam do mieszkania. Dopadł mnie sentyment w momencie jak weszłam na ulicę. I pomyśleć, że nie było mi tylko kilka godzin. Oni przecież głównie interesują się piciem piwa, czasami jednak preferują picie piwa, a bywa i tak, że piją jeszcze jedno piwo. Ewentualnie piją kolejne piwo (a i... piwem nie pogardzą!). W ostateczności, jeśli już muszą, piją piwo. W przerwie pomiędzy łykami piwa (tak, tak, piwo również lubią) krzyczą donośnie „Super Junior” popijając po kryjomu piwo. Pewnie nawet nie zauważyli, że mnie nie ma. Upili się, napadają na siebie, ewentualnie nawet jeszcze nie wstali z łóżek. Albo uwalili się na jednym. Mam tylko nadzieję, że nie na moim. Wzdrygnęłam się na samą myśl. Nie wspominam zbyt dobrze ich ostatniego pobytu w moim pokoju. Otworzyłam drzwi. Moim oczom ukazał się straszny widok.
- Czy tu było trzęsienie ziemi, tsunami, a następnie przeszło tornado i wpadło stado dzikich zwierząt? – Zapytałam patrząc się na pobojowisko. Nie wiem czy chcę sprawdzać jak wygląda reszta domu.
- Nareszcie jesteś! – Krzyknął zespół. Sungmin z Heechulem mnie przytulili. Zaczynam się bać.
- Fajnie, że wróciłaś. – Powiedział Heechul. – Nareszcie ktoś tu posprząta.

Kolejna część lada dzień
_________________
Let’s all be perverts and live as happy perverts. — Kim Heechul

 
 
Vinus_Mina 
Wisiorek Yesia ^^


Ulubieniec z SJ: Wszyscy (cała 15-ka) a naj naj
Lover: Yesio, Sungmin, Wookieee...lalala
Fav Pairing: YeWook (ale kocham wszystkich naprawdę)
Grupa krwi: A Rh+
Wiek: 34
Dołączyła: 07 Maj 2011
Posty: 78
Skąd: Warsaw, Poland
Wysłany: 2011-05-21, 21:48   

Aramena napisał/a:
Wszystkie podobieństwa do realiów są całkowicie przypadkowe.
mtaaa...a to, że już niektóre rzeczy się z tego opo sprawdzają to insza inszość? XD
Aramena napisał/a:
Duże ilości powodują skutki uboczne: biegunkę, nudności, nienawiść do autorki, ataki niepohamowanego śmiechu, uzależnienie.

Jaką kurna nienawiść?! Chyba uwielbienie miałaś na myśli. A uzależnić się uzależniłam od opo. :P
Aramena napisał/a:
- O co cho? – patrzę na babkę wzrokiem downa patrzącego na kosmitę po przepiciu
a...jaki to wzrok? bo aż ciekawam jest. :p
Aramena napisał/a:
Babka stwierdziła uradowana jak rumun z zajebanego portfela szczerząc się jak dynia w Halloween

Twoje porównania wymiatają!
_________________

I będę się nim bardzo bardzo się nim opiekowała (powiedziała Vinus trzymając Kkominga). :D
 
 
yellow0102 
Mrs Cho-Chu-Ok


Ulubieniec z SJ: cała 15!
Lover: Kyu, Alex, Taec, DooJoon, Tei, Brian
Grupa krwi: 0 Rh -
Wiek: 31
Dołączyła: 05 Maj 2011
Posty: 58
Skąd: okolice Krakowa
Wysłany: 2011-05-21, 23:11   

Jeeeee opowiadanie Arameny wreszcie tu jest! A już się martwiłam, że nikt go tu nie przeniesie, nie wiem jak miałabym sobie z tym poradzić, nie potrafię żyć bez tej radosnej twórczości...

Cytat:
Ostatnimi czasy Heechul zaszalał i przedstawił nam swoją oszołamiającą autobiografię złożoną z 10 stron pod tytułem Przed lustrem 24h. Składa się ona w 60% ze zdjęć, w 30% z podpisów pod zdjęciami i w 10% okładki. Z niewiadomych powodów nie ma tam tekstu. Na szczęście jeszcze nie chce tego oddawać do druku. Mózg mi się rozpadł na milion kawałków. Potem ułożył się w mur chiński, zaczął tańczyć czardasza i złożył się z powrotem w całość.

Mój monitor został przy tym fragmencie radośnie oparskany z rozbryzgiem :D
_________________


na pun i feen - paola0102
 
 
 
Aramena 
Tusia Podusia


Ulubieniec z SJ: cała 15 ^^
Lover: Park Jung-su
Fav Pairing: KangTeuk, Eunhae
Grupa krwi: Arh+
Kocham SuJu od: 12.2009
Wiek: 27
Dołączyła: 07 Maj 2011
Posty: 28
Skąd: Wawa (duszą Seul)
Wysłany: 2011-05-22, 19:59   

Cieszę się, że chociaż ktoś się ucieszył, że wrzuciłam tu opowiadanie. Takie krótkie, ale jakoś nie mam humoru dziś. Wkrótce wyprawa moja i jednego z juniorów do dentysty :D dziękuję wszystkim za komentarze


Nie mając pojęcia kto zabrał mnie na zakupy, dlaczego w Korei i dlaczego robi to na o tak wczesnej godzinie, spłoszona prawie porwaniem o 7 rano, opatulona szlafrokiem z przerażającą myślą, że zostawiłam zespół samych sobie w moim pokoju, śpiesząc się jak na pożar cudem nie wybiłam sobie zębów. Nagle zyskałam pewność, że nielegalnie uciekam z Korei, ukradłszy samochód, zostawiając mieszkanie, torebkę z dokumentami, misia oraz ten nieszczęsny zespół w moim pokoju. Chłopacy w tym czasie znaleźli torebkę. Nie wiedzieć czemu pomyśleli, że muszę mieć dwa telefony – jeden przy sobie, a drugi w torebce. Na dodatek powinnam mieć zapisane do siebie numery. Co ja Yesung? Takiej sklerozy jeszcze nie mam. Zawartość torebki była dziwnie skąpa. Polski dowód osobisty, paszport, kosmetyki, portfel, długopis, notes, kalendarz, grzebień, tabletki przeciwbólowe, kilka cukierków, chusteczki higieniczne. Nic więcej. Jak na damską torebkę było tego niewiele.
– Dobra. Idziemy jej szukać. – Zarządził Kangin. -Daleko nie mogła pójść.
- A jak pojechała samochodem? – Zapytał Eunhyuk. - Wariatki przecież się nie starzeją – pouczył go. – A nawet jeśli to wariactwo im zostaje.
- I nawet się pogłębia? - Zapytał ze strachem Sungmin.
- Możliwe….
- A więc rozdzielimy się. – Powiedział Heechul.
- Jesteśmy jedną grupą. Nikt nas nie rozdzieli. – Odpowiedział mu Leeteuk.
- Dzielimy się na pięć grup po trzy osoby. – Zarządził Siwon.
Kyuhyun, Sungmin i ZhouMi zostają w mieszkaniu jakby wróciła. Reszta wychodzi i po drodze się rozejdziemy. Leeteuk, Kangin oraz Shindong weszli do sklepu przy domu i rozpoczęli promować akcję „Cały świat dokarmia SJ” jedząc darmowe próbki przy każdym stoisku. Yesung, Ryeowook i Henry odwiedzili restaurację tuż za rogiem. Przynajmniej się najedli. Siwon, Eunhyuk oraz Donghae udali się na siłownię. Natomiast Kibum, Heechul i Hangeng szli po prostu przed siebie i na swoje nieszczęście, a moje szczęście spotkali fanki. Zaczęli udawać, że oni to wcale nie oni i na dodatek ich tu nie ma. Jak nie podziałało to powiedzieli, że szukają dziewczyny. To był zdecydowanie błąd. W końcu zrobili coś mądrego i zaczęli uciekać. Krąg poszukiwań Super Junior zakończył się na 200 metrach ulicy, na której mieszkają. Nic nie zdziałali, oprócz rozrywki na godzinę. Wróciłam niedługo potem całkowicie zmęczona, zmasakrowana, bez humoru i obarczona toną pakunków. Akurat trafiłam na rozmowę Hangenga z Sungminem.
- Ja tego nie rozumiem. – Powiedział z niesmakiem Sungmin. – Jak on mógł tak głupio dać się udusić? Nawet niech będzie od tyłu, to jak?
- Zwyczajnie. – Odparł starszy. – Jak ci zarzucę sznurek od tyłu i zacisnę to co zrobisz?
- Odwrócę się i dam ci w twarz. – Odpowiedział za niego Heechul. - Możesz być pewien, że zdążę!
- Jasne zdążysz. – Powiedzieli równocześnie Sungmin i Hangeng.
- Spróbuj! – Powiedział chińczyk. -No spróbuj!
Od słowa do słowa przystąpili do odtwarzania sceny z filmu z takim zapałem, że reszta zaczęła myśleć, czy przypadkiem grupa SJ nie zmieni składu za szybko. Sungmin dusił Hangenga jego własnym szalikiem, przy czym będąc niższym od niego, zarzucał mu go nie na szyję, a na oczy, wskazując przy tym całkowitą nieudolność morderczą, natomiast chińczyk zdenerwowany tymi niedolnymi próbami, zamiast zgodnie z zapowiedzią odwrócić się i dać mu w pysk, zaczął go również dusić. Po chwili się trochę opamiętali.
- Rzeczywiście. – Przyznał z niechęcią Sungmin rozcierając szyję. – Jak on to zrobił? Bo z tego widać, że równie dobrze mógł zostać uduszony morderca.
- Nie macie nic ciekawszego do roboty? – Zapytałam ciągle stojąc w drzwiach z torbami. – Moglibyście mi pomóc.
Yesung nagle się ocknął, z determinacją odsunął wszystkich stojących mu na drodze i wylał na mnie wodę z wazonika do kwiatków. Woda stała długo i nieco już zaczęła nabierać kolorków i wyjątkowego zapachu, toteż skutek był piorunujący. Szlag mnie trafił z gatunku skamieniałych. Boże wielki, może on oszalał? Może to nie ja prezentuję wariactwo, tylko on zwyrodnienie umysłowe? Jeszcze tylko dwa miesiące. Wytrzymać te kilka tygodni i mam spokój. A tylko spokój może mnie uratować. Spokój i słone orzeszki.
- Czyś ty oszalał? – Wrzasnęłam.
- Pomogłem ci się orzeźwić. – Powiedział chłopak i usiadł na kanapie.
- Nie unoś się tak. – Powiedział spokojnie Kyuhyun.
- Nie mogę, bo mi grawitacja nie pozwala. – Warknęłam. Złapałam za torby i poszłam do swojego pokoju.
- Ona mówi swoim i zrozumiałym tylko przez koty językiem. – Wtrącił swoje trzy grosze Heechul. -Dlatego właśnie Heebum jej nie lubi.
_________________
Let’s all be perverts and live as happy perverts. — Kim Heechul

 
 
Ania 


Kocham SuJu od: 10.05.2010
Dołączyła: 06 Maj 2011
Posty: 2628
Skąd: Łódź
Wysłany: 2011-05-22, 20:16   

Jak zawsze zabawnie i za krótko.
Aramena napisał/a:
- A więc rozdzielimy się. – Powiedział Heechul.
- Jesteśmy jedną grupą. Nikt nas nie rozdzieli. – Odpowiedział mu Leeteuk.
Aramena napisał/a:
- Czyś ty oszalał? – Wrzasnęłam.
- Pomogłem ci się orzeźwić. – Powiedział chłopak i usiadł na kanapie.
- Nie unoś się tak. – Powiedział spokojnie Kyuhyun.
- Nie mogę, bo mi grawitacja nie pozwala. – Warknęłam. Złapałam za torby i poszłam do swojego pokoju.
- Ona mówi swoim i zrozumiałym tylko przez koty językiem. – Wtrącił swoje trzy grosze Heechul. -Dlatego właśnie Heebum jej nie lubi.

Najlepsze fragmenty. :D
_________________
 
 
yellow0102 
Mrs Cho-Chu-Ok


Ulubieniec z SJ: cała 15!
Lover: Kyu, Alex, Taec, DooJoon, Tei, Brian
Grupa krwi: 0 Rh -
Wiek: 31
Dołączyła: 05 Maj 2011
Posty: 58
Skąd: okolice Krakowa
Wysłany: 2011-05-22, 21:41   

Aramena napisał/a:
Cieszę się, że chociaż ktoś się ucieszył, że wrzuciłam tu opowiadanie.

Ja się cieszę jak nie wiem co!!! Nie wyobrażam sobie forum bez tego opowiadania :)
_________________


na pun i feen - paola0102
 
 
 
maggdalena 
Mad?


Ulubieniec z SJ: Hae, Tusiek, Hee, Kyu, Hyuk
Lover: Siwon
Fav Pairing: EunHae, HanChul, HeeTeuk
Grupa krwi: A Rh+
Kocham SuJu od: 10.02.2010
Wiek: 26
Dołączyła: 06 Maj 2011
Posty: 15239
Skąd: ??czyca
Wysłany: 2011-05-22, 23:20   

Aramena napisał/a:
Chłopacy

tylko to mnie drazni a poza tym bosko!
Aramena napisał/a:
Na dodatek powinnam mieć zapisane do siebie numery. Co ja Yesung?

gleba juz na samym poczatku xD
Aramena napisał/a:
Jak na damską torebkę było tego niewiele.

jak dla mnie-bardzo duzo tego bylo
Cytat:
- A więc rozdzielimy się. – Powiedział Heechul.
- Jesteśmy jedną grupą. Nikt nas nie rozdzieli. – Odpowiedział mu Leeteuk.

o jeeeeeeeeeeejuuuuuuuu T_T
Aramena napisał/a:
Siwon, Eunhyuk oraz Donghae

SiEunHae? xD
Cytat:
- Ona mówi swoim i zrozumiałym tylko przez koty językiem. – Wtrącił swoje trzy grosze Heechul. -Dlatego właśnie Heebum jej nie lubi.

buhahahahahan! o nie xD

wiecej!
_________________
"Without you, I could never see. Without you, I could never hear. Without you, I could never have happy tears in my eyes"

"Sometimes you're my hero. Sometimes you're my girlfriend. You're my sister. You're my BABY!"
 
 
 
Vinus_Mina 
Wisiorek Yesia ^^


Ulubieniec z SJ: Wszyscy (cała 15-ka) a naj naj
Lover: Yesio, Sungmin, Wookieee...lalala
Fav Pairing: YeWook (ale kocham wszystkich naprawdę)
Grupa krwi: A Rh+
Wiek: 34
Dołączyła: 07 Maj 2011
Posty: 78
Skąd: Warsaw, Poland
Wysłany: 2011-05-24, 23:34   

Cytat:
Aramena- Powiem ci coś Heechul. – Powiedział Yesung.


No i tyle pamiętam z wypowiedzi Yesia do Heechulka na temat dawania prezentów. :p
A! I jeszcze..."NIE ISTNIEJESZ!". To musiał być dla Ciulka cios. :)
Aramena napisał/a:
- Nareszcie jesteś! – Krzyknął zespół. Sungmin z Heechulem mnie przytulili. Zaczynam się bać

No tak...to nie jest normalne, gdy Heechul kogoś przytula. Można się bać.
Aramena napisał/a:
- Fajnie, że wróciłaś. – Powiedział Heechul. – Nareszcie ktoś tu posprząta.
I wszystko jasne. XD
Aramena napisał/a:
Siwon, Eunhyuk oraz Donghae udali się na siłownię.

Siwon na SIŁOWNI (powtarzajcie dzieci grzecznie...cały czas oamiętam jak nie mogłyśmy powiedzieć siłownia przez Siwona). XD
Aramena napisał/a:
A tylko spokój może mnie uratować. Spokój i słone orzeszki.
- Czyś ty oszalał? – Wrzasnęłam.

Wrzeszczeć na Yesia za pomoc? No wiesz? Lepiej już przynieś mi te słone orzeszki. :mrgreen: :mrgreen:
_________________

I będę się nim bardzo bardzo się nim opiekowała (powiedziała Vinus trzymając Kkominga). :D
 
 
natulka 


Ulubieniec z SJ: Wszyscy<3<3<3
Lover: Kangin
Grupa krwi: 0 Rh+
Wiek: 26
Dołączyła: 24 Maj 2011
Posty: 312
Skąd: Kleszczele
Wysłany: 2011-06-12, 23:35   

O ja już dawno się tak nie śmiałam...:) to było boskie cudowne zabawne... chyba się uzależniłam i czekam na więcej.... Jesteś genialna..!!!<3<3<3^^
_________________
W końcu jesteś moja mała Pało!!!!<3
 
 
 
Vinus_Mina 
Wisiorek Yesia ^^


Ulubieniec z SJ: Wszyscy (cała 15-ka) a naj naj
Lover: Yesio, Sungmin, Wookieee...lalala
Fav Pairing: YeWook (ale kocham wszystkich naprawdę)
Grupa krwi: A Rh+
Wiek: 34
Dołączyła: 07 Maj 2011
Posty: 78
Skąd: Warsaw, Poland
Wysłany: 2011-06-13, 13:51   

LUDZIE!...i inne nadistoty! Wy nie wiecie, o co prosicie! :mrgreen:
Popełniłam cud grzech, który wart jest jeszcze dziesięciu grzechów....czytałam to opo OD POCZĄTKU 3-CI RAZ I TO W ŚRODKU NOCY :mrgreen:
jestem SAMOBÓJCZYNIĄ! :mrgreen:
jedna poduszka nie wystarczyła, by stłumić mój śmiech...rano miałam "miłą" pogadankę u staruszków. :mrgreen:
_________________

I będę się nim bardzo bardzo się nim opiekowała (powiedziała Vinus trzymając Kkominga). :D
 
 
goss 


Ulubieniec z SJ: Kyuhyun, Donghae, Yesung i res
Lover: Kyu
Fav Pairing: YeShu ke ke ke
Wiek: 27
Dołączyła: 07 Maj 2011
Posty: 657
Skąd: Niesulice/Wrocław
Wysłany: 2011-06-13, 22:33   

Vinus_Mina napisał/a:
LUDZIE!...i inne nadistoty! Wy nie wiecie, o co prosicie! :mrgreen:

wiemy! ja też chcę ciąg dalszy!
_________________

 
 
Vinus_Mina 
Wisiorek Yesia ^^


Ulubieniec z SJ: Wszyscy (cała 15-ka) a naj naj
Lover: Yesio, Sungmin, Wookieee...lalala
Fav Pairing: YeWook (ale kocham wszystkich naprawdę)
Grupa krwi: A Rh+
Wiek: 34
Dołączyła: 07 Maj 2011
Posty: 78
Skąd: Warsaw, Poland
Wysłany: 2011-06-15, 10:45   

Czekam, szczekam, miauczę, hauczę,mruczę, kurcze....JA CHCE DALSZY CIĄG. XD
_________________

I będę się nim bardzo bardzo się nim opiekowała (powiedziała Vinus trzymając Kkominga). :D
 
 
Aramena 
Tusia Podusia


Ulubieniec z SJ: cała 15 ^^
Lover: Park Jung-su
Fav Pairing: KangTeuk, Eunhae
Grupa krwi: Arh+
Kocham SuJu od: 12.2009
Wiek: 27
Dołączyła: 07 Maj 2011
Posty: 28
Skąd: Wawa (duszą Seul)
Wysłany: 2011-08-01, 10:35   

Cieszę się, że wam się podoba. W moim zwariowanym życiu znalazłam w końcu czas żeby napisać kolejną część. Dość długa wyszła XD Ale to dlatego, że szczególnie mocno interesują mnie konsekwencje nieprzemyślanych i nieobliczalnych czynów, wynikających z nadmiaru nieuporządkowanej energii. Normalnie rozrywek nigdy za wiele, a spokojne życie odbiera mi inwencję i dobry humor. Po wizycie policji wiem to na pewno ^_^ A więc miłego czytania

Ania - to po prostu ania+ania, którą umieszczam w tym opowiadaniu zawzięcie od roku. Nie miałam lepszego pomysłu na imię XD

- Słuchajcie mam pomysł! – Powiedział nagle Heechul do reszty zespołu złowieszczo. – Wiem jak zrobić to o czym ostatnio rozmawialiśmy. Ara….. – Urwał nagle gdy Kangin i Eunhyuk zakryli mu usta dłońmi.
- Ciiii… - Zaszeptał Leeteuk. – Ona nie może wiedzieć.
- Czas na plan H. – Nie dał się wytrącić z równowagi władca kotów.
- Chyba B? – Zapytał ze zdziwieniem Donghae.
- Nie ponieważ plany od B do G są denne. – Odpowiedział Heechul patrząc na niego jak na idiotę i istotę niższego gatunku. – A teraz opowiem wam o moim genialnym planie.
- Musimy mieć trochę czasu i ją czymś zająć. – Powiedział Siwon.
- Da się załatwić. Aramena! – Wrzask Heechula rozległ się w całym domu zanim zdążyli go powstrzymać. – Choć tutaj natychmiast!
- Wyjaśnisz dlaczego świrujesz jak chomik nocą? – Spojrzałam na niego wzrokiem mordercy. Jeszcze kilka tygodni. Wytrzymam.
- Heebum potrzebuje kąpieli. – Powiedział spokojnym głosem chłopak. – Masz go wykąpać.
- Za jakie grzechy? – Zapytałam z rezygnacją w głosie. Kąpać kota? Przez moment miałam wielką ochotę rozbić mu na głowie jakiś ciężki przedmiot, ale nic odpowiedniego nie stało na stole, ani nie leżało w pobliżu
- Dlaczego mnie się pytasz? To on jest specem od tego typu spraw. – Wskazał leniwie na Siwona, który w tym momencie akurat czytał Biblię.
- A ja nie mam nic do powiedzenia? – Podniosłam oczy w stylu zmutowanego jelenia.
- Nie. – Usłyszałam w odpowiedzi. – Jak skończysz to zrób jedzenie na wynos dla mojego maleństwa. Zabierzesz go na piknik.
WTF? Kota na piknik? Może jeszcze do parku rozrywki i SPA? Po raz kolejny poczułam się jak punkt kontaktowy, zrujnowany grobowiec na cmentarzu, względnie inny tego rodzaju wiekowy i zaniedbany obiekt. Postanowiłam w wolnej chwili na wszelki wypadek obejrzeć się w lustrze. Heechul spojrzał na mnie z ukosa wzrokiem sugerując zbliżającą się egzekucję, a więc ruszyłam w poszukiwaniu kota.
- UUUUUU jesteś geniuszem zbrodni! – Powiedział Shindong z zachwytem.
- Hę? – Kociowładny spojrzał na niego dziwnie.
- No dobra, z tym geniuszem to minimalnie przesadziłem. – Odpowiedział cicho.
Heebuma znalazłam śpiącego na szafie. Pokićkałam chwilę, na co podniósł leniwie główkę. Zamiauczał dając do zrozumienia, że wołanie go w tej sytuacji nie jest wystarczającą formą zachęty i pomocy. Kot ma pewnie rację westchnęłam. Człowiek uwięziony na piątym piętrze płonącego budynku nie skoczy tylko, dlatego że strażacy ładnie go proszą. Mruknęłam cicho i przyniosłam krzesło. Donghae tyłem zbliżał się do krzesła, przyglądając mi się coraz bardziej zaintrygowany. Kibum grzebał w półce czegoś zawzięcie szukając, nie spuszczając ze mnie wzroku. Yesung, który poprzednio siedział oparty łokciami o stół i patrzył w okno, teraz odwrócił się i również spojrzał na mnie z dziwnym wyrazem zgrozy, zaciekawienia, podziwu i wdzięczności. Heechul na stołku, oparty o ścianę, ze skrzyżowanymi ramionami i nogami wyciągniętymi na środek pokoju przyglądał mi się z jadowitą satysfakcją. Do prawdy, na całym świecie nie ma chyba nic bardziej interesującego dla nich do oglądania niż ja! Brakuje tylko wycieczek zza granicy, czyli grubych niemieckich małżeństw po pięćdziesiątce w okularach, Japońców w szortach bermudach i z aparatami dyndającymi w okolicach krocza, Arabów pokazujących sobie wszystko wybrudzonymi paluchami i Polaków, popijających cichcem dwusetki i kurwiących na wszystko co się nawinie, a już zwłaszcza na przewodnika. Westchnęłam i podniosłam kota z szafy. Zwierzątko zareagowało dość osobliwie na przerwanie jego cennego snu. Prychnął, wyciągnął pazurki i zręcznie mi się wyrywając dał susa w głąb domu. Zespół ryknął śmiechem.
- Dotykanie tego kota ma wielką cenę. – Powiedział Heechul.
- I wliczone jest w to VAT! – Dodał z uśmiechem Sungmin.
- Leeteuk chce coś od ciebie. – Kangin oznajmił takim tonem jakby informował mnie o konieczności otrucia całej wytwórni i wymordowania się wzajemnie. – Jest w swoim pokoju.
Weszłam do pokoju i ujrzałam siedzącego osobnika o podejrzanie dobrodusznym wyrazie twarzy. Leeteuk przyglądał mi się z budzącą grozę uwagą, która niewątpliwie musiała być symptomem czegoś strasznego.
- Musisz mi pomóc. – Powiedział spokojnie.
- No o co chodzi? Daj jakieś szczegóły. – Mruknęłam opierając się o ścianę.
- Usiądź to długa historia. – Lider wskazał krzesło. – Zaczęło się od tego, że kilka miesięcy temu zjadłem jabłko. Zwykły czerwone jabłuszko. Nie kwaśne, ani nie za słodkie. Takie w sam raz….
****
Rozległ się dzwonek do drzwi.
- Przyszłam w sprawie ogłoszenia. – Powiedziała Ania do Ryeowooka zasłaniając Vinus.
- Jakie ogłoszenie? – Zapytał patrząc na nią dziwnie chłopak.
- Na te. – Odpowiedziała mu Vinus pokazując kartkę. „Opiekunka do psa super gwiazdy potrzebna od zaraz”.
- O super. Dwie chętne do pracy. – Ucieszył się Yesung wystawiając głowę zza drzwi. – Ogłaszam casting! Zawsze chciałem to zrobić. – Mruknął, klasnął w ręce i odwrócił się zastanawiając się z Kyuhyunem nad konkurencjami.
Mogli swobodnie toczyć konwersacje na dowolne tematy, bo omawiane osobniczki wydały się niezdolne do niczego. Mowę im wyraźnie odjęło, znieruchomiały, wpatrzone w nich jak w cudowny obraz, a na twarzy miały wyraz jakby ekstatycznej niewiary. Pomyślałam, że zostaną tutaj tak na wieki w charakterze pomnika lub jakiegoś mebla w pokoju i będą przeszkadzać porządnym ludziom i nieporządnym nadludziom.
****
- Pilot kierując samolotem zawahał się. – Opowiadał Leeteuk. – Jeżeli wybierze kurs do Brazylii straci raz na zawsze szansę na kupno willi w Hiszpanii. Jego narzeczona powiedziała: „O nic się nie martw. Zamieszkamy gdzieś indziej”….
****
- Okej. Czy są wszyscy? – Zapytał Henry.
- Brakuje Leeteuka, który zajmuję Aramenę i Yesunga. – Odpowiedział mu Shindong.
W tym momencie pojawiła się zguba.
- Jest tu kto? – Zapytał Yesung wchodząc do pokoju.
- Nie widać nas? – Odparł na to Kibum.
- Jesteśmy duszkami! – Uszczęśliwił się Sungmin. – Kto umie przechodzić przez ściany? – Zapytał z nadzieją w głosie.
- Robimy własną wersję „Mam talent”. – Oznajmił złowieszczo Heechul. – Trzeba wykorzystać to, że pojawił się ofiary… znaczy się osoby, które można wykorzystać w roli królików doświadczal… yyy tego w roli kandydatek. Zawsze chciałem być niemiłym prowadzącym, który wszystkim ubliża.
Zespół wymownie się na niego spojrzał.
****
- Dziewczyna z westchnieniem ulgi poprawiła kokardkę swojemu ukochanemu psu. – Ciągnął swój monolog Leeteuk. – „Już nigdy mi nie uciekaj. Dobrze?” Zapytała swoje zwierzątko. Piesek szczeknął i pomachał radośnie ogonkiem dostając całusa prosto w nos….
****
Zespół ustawił stół i za nim usiedli Heechul, Yesung oraz Eunhyuk.
- A więc powiedz nam – zaczął Yesung – czy masz jakieś doświadczenie z zwierzętami?
- Mam dwa koty w domu. – Odpowiedziała brunetka.
- A co z psami? – Zapytał Eunhyuk.
- A psów to ja nienawidzę tak samo jak kotów. – Powiedziała z uśmiechem Ania ściągając na siebie złowrogie spojrzenie Heechula. Zasłoniła oczy. – Nie ma mnie.
****
- Neandertalczycy rozpalali ogień za pomocą kamieni. O tak. – Leeteuk zaczął demonstrować. – Służył im do ogrzania siebie. No chyba, że mieszkali na pustyni to wtedy było im ciepło i nie musieli rozpalać ognisk. A na rozpałkę najlepiej nadaje się gazeta. Kładzie się ją na dnie i podpala. Buch i mamy płomień…
- Wybacz, że ci przerwę fascynująca opowieść. – Powiedziałam starając się rozbudzić. – Czy mogę się o coś zapytać?
- Jasne pytaj. – Usłyszałam w odpowiedzi. – Jak czegoś nie wiesz to pytaj.
- Czy to ma jakikolwiek związek z twoim problemem? – Zapytałam z nadzieją w głosie.
- Poczekaj zaraz do tego dojdę. – Odpowiedział lider. – A więc, na czym skończyłem?
- Na tym jak rozpalać ognisko. – Powiedziałam smętnie.
- A tak. Rybacy wypływający w morze…
****
- - A wiec dlaczego to ty powinnaś opiekować się moim psem? – Zapytał Yesung Vinus.
- Uwielbiam psy. – Powiedziała blondynka. – I będę się nim bardzo, bardzo się nim opiekowała.
- Masz jakieś zwierzęta? – Zapytał z kolei Heechul.
- Będę się nim bardzo, bardzo się nim opiekowała. – Odpowiedziała z uśmiechem Vinus.
- Czy wszystko w porządku? – Spojrzeli na nią z niepokojem.
- Będę się nim. Bardzo, bardzo się nim opiekowała. – Powiedziała dziewczyna.
****
- Warzywa kroi się w paseczki. – Ciągnął dalej Leeteuk. – Następnie dusimy przez pół godziny. W tym czasie można na spokojnie zrobić sos…
****
- Nie podoba mi się ta dziewczyna. – Hangeng wskazał na Anię. – Ona ma coś w oczach.
- Soczewki? – Zapytał Sungmin.
- Super. – Powiedziała Ania. – Tam gdzie wariaci tam i ja idę!
- Mam nowe hobby. – Oznajmił Kyuhyun. – Oglądam TV Mango.
- Jestem jajem wielkanocnym! – Wrzasnął Shindong siadając na poduszce.
****
- No i Staś z Nel idą przez pustynię. Powoli zaczęła im się kończyć woda. – Dodał smutno Leeteuk. – Ale nie martw się. Zostaną uratowani. Ich ojcowie ciągle ich szukają i też sa na pustyni…
****
- Ogłaszam, że opiekunką dla mojego ukochanego psa zostaje … - Yesung otworzył kopertę - … Vinus. Miło mi. – Podszedł i uścisnął dłoń zaskoczonej dziewczynie w tym czasie Kangin wyrzucał za drzwi Anię. – Idź wyprowadź go na dwugodzinny spacer. A! Kkoming ma rozwolnienie, więc weź więcej torebek.
Uśmiechnął się i wypchnął blondynkę za drzwi z psiakiem w rękach.
- Teraz możemy skupić się na naszym pomyśle. – Powiedział do zespołu.
- Proponuję przejść się do źródła problemu. – Zaczął Donghae.
- Postawmy się im! – Podłapał pomysł Hangeng. – Tylko pomyślcie.
- Wolałbym nie. – Powiedział Eunhyuk.
- Masz rację. – Przytaknął Ryeowook.
- Z czym ma rację? – Weszłam do pokoju.
- Z tym, że genialną historię usłyszeliśmy. – Powiedział ZhouMi.
- Nie chcę jej słuchać! – Wrzasnęłam. – Mam już za sobą jedną dwugodzinną, niekończącą się opowieść.
- A tak właściwie to, po co ci potrzebna opiekunka do psa? – Zapytał Yesunga Ryeowook kiedy zniknęłam im z oczu.
- To proste. – Odpowiedział mu chłopak. – Ona ją zna i zajmie naszą menadżerkę. A Aramena nie może jej zwolnić, ponieważ Vinus pracuje dla mnie.
- O mój Boże przenajświętszy! – Wrzasnął Siwon. – On myśli!
- Tylko się nie przyzwyczajaj. – Uspokoił go szybko Yesung. – To taka jednorazowa wpadka.
_________________
Let’s all be perverts and live as happy perverts. — Kim Heechul

 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Design by Forum Komputerowe
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group


logo
2008 – 2017 © SUPERJUNIOR.PL
Poprzednie adresy: Klik | Klik

Strona wygenerowana w 0,19 sekundy. Zapytań do SQL: 10