| FAQ | Szukaj | Użytkownicy | Grupy | Rejestracja | Zaloguj | Album | Download |


superjunior

Poprzedni temat «» Następny temat
Długoletnia Przyjaźń (4/5)
Autor Wiadomość
Naoni 
Angel N.


Ulubieniec z SJ: Leeteuk
Grupa krwi: A
Kocham SuJu od: 2010
Wiek: 25
Dołączyła: 04 Maj 2011
Posty: 1359
Skąd: Jordanów
Wysłany: 2011-07-09, 17:48   Długoletnia Przyjaźń (4/5)

Część z Was już czytała pierwsze trzy części na starym forum, jednak w końcu postanowiłam wrócić z tym tworem i codziennie będę dodawać jedną cześć, aż w końcu czwartego dnia pojawi się czwarta część, która powstawała tak długo i w niewyobrażalnych bólach. Chcę zakończyć Długoletnią Przyjaźń, bo to było moje pierwsze w życiu opowiadanie k-popowe i mam do niego duży sentyment. Pierwsza jego część powstała ponad rok temu <3 ^.^ Oczywiście motywy +18 się pojawiają. Chyba nie dziwne, prawda?
Osoby, które to już czytały... Wcale nie byłoby źle, jakby sobie odświeżyć wcześniejsze części.

Także tego...
Mam nadzieję, że się spodoba.


- Teukiee, podasz mi ryż z tej wysokiej szafki na rogu? – zapytałam, spoglądając na swojego najlepszego przyjaciela, który siedział przy stole i czytał kolejną nudną książkę z serii "ile razy byś tego nie przeczytała i tak nie zrozumiesz".
- Sama nie dam rady tego zrobić, mam ręce całe w cieście - mruknęłam.
- Już – powiedział, odkładając książkę na blat. Gdy przechodził obok, musnął delikatnie opuszkami moje plecy. Dla nas było to całkiem normalne, ale prawdopodobnie każdy "inny" uznałby to za wyjątkowo delikatną pieszczotę kochanków, którzy byli ze sobą od bardzo dawna. Nie zwracaliśmy już uwagi na to, co wielu mówiło. Wszyscy dookoła twierdzili, że powinniśmy być ze sobą. A mnie nigdy to przez głowę nie przeszło. Podejrzewam, że Leeteuk'owi też nie. Zresztą. Chyba nie chciałabym stracić najlepszego przyjaciela. W końcu, jak to mówią: od miłości do nienawiści dzieli bardzo cienka nić. A ja za bardzo chciałam go mieć przy sobie. Ponieważ Leeteuk był najwspanialszą osobą na świecie. Znam go prawie od dziesięciu lat i gdybym powiedziała, że w jakiś sposób mnie zaniedbuje, to popełniłabym chyba największy grzech wszechświata. Pomimo tego, że musi dzielić życie na dwie części - nasz, zwykły świat i świat Super Junior - to został dokładnie taki sam jak przedtem.
Już pogodziliśmy się dawno z takim trybem życia. Dla mnie może było to trochę męczące, ale nigdy tego nie okazywałam. W końcu Teukie uwielbiał życie w Super Junior i wcale mu się nie dziwię. Został sławny, dużo ludzi go docenia jako lidera, spełnia swoje marzenia. Czego chcieć więcej? Często powtarzał mi, że ma już wszystko co kocha i nic mu więcej nie potrzeba. Mogę powiedzieć, że byłam trochę zazdrosna. Nie o to, że jest sławny, ale o to, że znalazł ludzi, którymi może w każdej chwili mnie zastąpić. Taka była prawda. Super Junior to jego druga rodzina, którą kochał ponad życie i za którą skoczyłby w ogień gdyby tylko musiał. Przez to wszystko zaczęłam się zastanawiać, czy jestem mu dalej potrzebna. Nigdy nie zapytałam o to wprost. Myślę, że to dlatego, że boję się jego odpowiedzi. Co jeżeli faktycznie już mnie nie potrzebował? Co jeśli stałam się dla niego zwykłą znajomą, z którą utrzymywanie kontaktu jest bardziej z wygody niż z potrzeby? Spojrzałam na jego plecy, gdy sięgał ręką po nieduże opakowanie ryżu. Prawie widziałam oczami wyobraźni, jak uśmiecha się pod nosem. Obrócił się w moją stronę.
Dużo się nie pomyliłam. Obdarzył mnie jednym z tych swoich cudownych uśmiechów, przez które większość jego fanek wręcz mdlała na koncertach. Spojrzałam odruchowo na ten uroczy dołeczek w lewym policzku, na roziskrzone, ciemnobrązowe oczy, które tak bardzo kochałam… Widząc, że mu się przyglądam, odruchowo przeczesał palcami swoje obecnie blond włosy. Czasami, jak na niego patrzyłam, miałam wrażenie , że stoję obok mojego prywatnego anioła stróża. Może nie myliłam się wiele? Może rzeczywiście został mi zesłany przez samego Boga?
- Cieszę się, że zgodziłaś się na ich przyjście – powiedział, kładąc opakowanie na blacie tuż obok mojej ręki. Spojrzałam na niego z wymuszonym uśmiechem.
- Wiesz, że robię to tylko ze względu na ciebie – powiedziałam, spłukując z palców kleiste ciasto. Leeteuk objął mnie ramieniem.
- Wiem – mruknął, opierając brodę o moją głowę.
- Wiesz też, że od początku nie chciałam ich poznawać… Po części ze względu na to, że są sławni i mogłabym mieć problemy. I tak na szczęście mało osób wie, że lider Super Junior częściej zatrzymuje się w mieszkaniu najlepszej przyjaciółki niż we własnym. Jak myślisz, jak by to mogło wyglądać?
- Tak, że jesteśmy parą? – zapytał ironicznie, na co ja szturchnęłam go łokciem w bok. Chłopak puścił mnie od razu i jęknął cicho, patrząc na mnie z udawanym oburzeniem.
- Za co to? – zapytał, trzymając się za lewy bok. Uśmiechnęłam się.
- A za to, że gadasz głupoty – rzuciłam mu jeszcze wymowne spojrzenie.
- Pomożesz mi, czy sama mam ugotować obiad dla prawie dziesięciu osób?
- Pomogę ci – mruknął z naburmuszoną miną, po czym roześmiał się na swój „specjalny” sposób.

***

Nie wiem, o czym myślałam, gdy członkowie Super Junior przekroczyli próg mojego domu. Wydawało mi się, że znajduję się w jakimś głupim reality show. Leeteuk był dla mnie kimś normalnym, ale oni? Wydawało mi się zawsze, że nie istnieją… W końcu widziałam ich tylko na plakatach i w telewizji. Teukie czuł się przy nich tak swobodnie… A ja?
Nie mogłam rozluźnić najmniejszego mięśnia, zupełnie jakby wszystkie na raz odmówiły mi posłuszeństwa. W mieszkaniu zrobiło się małe poruszenie. Nie znałam wszystkich chłopaków z imienia, ale na pewno wiele dobrego o nich słyszałam. Opierałam się o futrynę, przyglądając się bez słowa zgromadzonym. Więc to oni. W końcu tu są… Każdy z nich witał się ze mną, jakbym była ich znajomą od bardzo, bardzo dawna. Każdy się przedstawiał, a mi aż głupio było, ponieważ nie zapamiętałam nawet połowy z tych imion. Może to miało coś wspólnego z moimi nerwami? Cholera, będę musiała prosić Teukiego, żeby mi w razie czego podpowiedział.
- Gdzie reszta? – zapytał Leeteuk, spoglądając na chłopaka, który właśnie wszedł do salonu.
Zaparło mi dech w piersiach. Rozpoznałam w nim „tego przystojnego bruneta”.
Za każdym razem, gdy tak go opisywałam , Teukie powtarzał ze złością : „To Donghae! Ile razy mam ci to mówić? Nigdy tego nie zapamiętasz?” Szczerze? Nie chciałam pamiętać… Tak dla własnego dobra.
- Heechul ma audycje w radiu, Shindong pojechał do dziewczyny, a Ryeowook wolał zostać w domu z siostrą, dopiero co wróciła z Europy – jego głos wydał mi się dziwnie poruszony. – Przyniosłem trochę przekąsek, głupio tak się wpraszać – dodał podnosząc do góry reklamówkę, którą dopiero teraz zauważyłam. Uznałam, że w tej kwestii chyba należy się odezwać.
- To żaden problem, nie trzeba było – powiedziałam. Zaczęłam się zastanawiać, dlaczego głos tak mi drżał. Nie wiedziałam z czym to się wiązało. Z moimi nerwami, czy może z tym jak Donghae na mnie spojrzał? Uśmiechnął się nieśmiało.
- Trzeba, trzeba.
- Ona ma racje. Naprawdę nie trzeba było – mruknął Leeteuk. Donghae wystawił mu język. Czyżby się z nim droczył? Wyglądało to dość uroczo. Wyciągnęłam odruchowo rękę po reklamówkę.
- Daj, rozłożę to na jakieś talerzyki – zmusiłam się do uśmiechu. Donghae wywrócił oczami i prychnął komicznie.
- Pomogę ci.
- Ok – Teukie klasnął w dłonie – to ja idę do chłopaków.
Zauważyłam w jego spojrzeniu coś nowego, coś, czego nigdy wcześniej nie widziałam.

***

- Od dawna się znacie? – zapytał Donghae, przyglądając się uważnie, jak rozkładam ciastka ryżowe na niedużym porcelanowym talerzu. Uśmiechnęłam się do niego, podając mu jedno z nich. Nie umiem sobie wytłumaczyć, dlaczego czułam się w jego towarzystwie tak normalnie, jakbym znała go od zawsze… Zupełnie jakbym rozmawiała z Leeteuk’iem.
- Och, za niedługo będzie dziesięć lat – powiedziałam, kładąc talerzyki na tacy. Donghae wyglądał jakby się nad czymś zastanawiał. Musiałam przyznać. Był cholernie przystojny. Miał czarne włosy i spoglądał na mnie ciemnobrązowymi oczami. Bardzo różnił się od Teukiego, ale gdy tylko na niego spojrzałam, wiedziałam, że ma cholernie dobre serce. Uczucia wręcz wypisane na twarzy, aż coś jęknęło głęboko we mnie. Gdy się uśmiechał, pokazywał swoje mało idealne (jak na koreańskiego gwiazdora, dla którego aparat na zęby to podstawa), białe zęby. Ciało też miał umięśnione, co było widać na pierwszy rzut oka. Ubrany był tak, jak lubiłam najbardziej. Czarne obcisłe dżinsy, szara koszula z krawatem i do tego trampki. Nagle zrobiło mi się gorąco. Miałam wrażenie, że zaraz zabraknie mi oddechu i stracę przytomność. Ostatni raz poczułam coś takiego, gdy spotkałam swojego byłego chłopaka. Niestety, nic z tamtego związku nie mogło wyjść, po prostu nic i już.
- To poznałaś go niedługo przed debiutem – podsumował, przyglądając się każdemu najmniejszemu ruchowi moich dłoni.
- A bo ja wiem, czy cztery lata to tak niedużo – odpowiedziałam pytająco, posyłając mu pewniejszy uśmiech. – W każdym razie już się przygotowywał do debiutu, prawdopodobnie wy też – uśmiechnęłam się nieśmiało, przypominając sobie, że przecież rozmawiam właśnie z chłopakiem, którego pożąda średnio co czwarta nastolatka w Korei. Na moje policzki wkradł się nieznaczny rumieniec. Nie odpowiedział. W tle słychać było głośne śmiechy reszty zespołu. Udało mi się nawet rozpoznać momentami głos Leeteuk’a i jego charakterystyczny śmiech. Donghae spojrzał za siebie, również przysłuchując się rozmowom.
- Chodźmy do nich –mruknął, jakby nie do końca z tego faktu zadowolony.
Ja oczywiście wybierałam z jego zachowania to, co mogłoby mnie dotyczyć. Udowodniłam sobie w tej chwili, jaka ja to jestem dziecinna. Przeklęłam się w duchu, że w sytuacji takiej jak ta, potrafię myśleć o takich totalnych głupotach.
- Dobrze, chodźmy.

***

Spotkanie przebiegało w bardzo sympatycznej atmosferze. Potrafiłam rozróżnić już KyuHyun’a, SungMin’a i YeSung’a. Był to zdecydowany postęp, biorąc pod uwagę fakt, że jest ich tak wielu. Oczywiście nie wliczałam w to Teukiego i DongHae, których już dawno rozróżniałam. Wiedziałam, że jeszcze jeden chłopak – ten, co wspominał coś o spotkaniu z pastorami – ma imię zaczynające się jakoś na „si”… Shikon? Shidong? Nie, Siwon… chyba… „Cholera” pomyślałam, śmiejąc się pod nosem. A ten ostatni? Ten najśmieszniejszy? Kurcze…
- EunHyuk, myślałem, że nie będziesz pić – powiedział nagle ten chłopak na „si”, zwracając się do tego śmiesznego kolesia.
„EunHyuk, EunHyuk, EunHyuk… zapamiętaj to, kobieto”
- To nie myśl więcej, bo coś ci nie wychodzi… Siwon – ha! Wiedziałam. Robię postępy.
- Myślisz, że ta małpa by sobie odmówiła? – prychnął SungMin wywracając komicznie oczami. Wypił już chyba trzy mocne drinki. – Wystarczy, że SM nakłada na nas ograniczenia. Spojrzałam na niego zdziwiona.
-Ograniczenia? Pierwsze słyszę - spojrzałam na Leeteuka, który posłał mi odruchowo zmieszany uśmiech.
- No, a co myślałaś? – zapytał YeSung, najwyraźniej rozbawiony moją niewiedzą.
- Myślisz, że dlaczego nasz Teukie nie ma jeszcze dziewczyny?
- Chciałeś chyba powiedzieć… Dlaczego żaden z nas nie ma dziewczyny…
- To SMTOWN nie pozwala wam się wiązać? – zapytałam, teraz już szczerze zdziwiona. Chłopcy pokręcili głowami z niezadowolonymi minami.
- W kontrakcie mieliśmy napisane, że do dwudziestego piątego roku życia nie wolno nam się z nikim jawnie spotykać. To była swojego rodzaju zapłata za wypromowanie… Ale tak swoją drogą, to tylko Leeteukie się tego trzymał… No i może jeszcze Siwon – podsumował zgrabnie KyuHyun, patrząc z uśmiechem na dwóch przez siebie wymienionych. Teukie prychnął, spoglądając na mnie ukradkiem.
-No tak, spotykaliście się albo jednorazowo z fankami albo z dziewczynami z SNSD… A ja nie chcę oszukiwać ani siebie, ani ich.
- Jakiś ty wielkoduszny – odezwał się DongHae pierwszy raz od kilku ładnych minut. Teukie roześmiał się.
- Taki już jestem.
Spojrzałam na każdego po kolei. Rzeczywiście nie mogli mieć dziewczyn? Przecież mają już ponad dwadzieścia pięć lat. A może nie chcieli? Pokiwałam z niedowierzeniem głową, krzyżując przez przypadek spojrzenie z DongHae. Chłopak nie przerwał kontaktu wzrokowego do tego momentu, gdy poczułam, że się czerwienie i sama odwróciłam wzrok.
- A co z wami? – zapytał KyuHyun bez jakichkolwiek ogródek. Spojrzałam na niego odruchowo.
- Z kim? - zapytałam głupio, wiedząc, że zaraz zacznie wypytywać o moje relacje z Leeteukiem. Nie pomyliłam się.
- No ty i nasz Teukie. Jesteście razem tylko nie chcecie powiedzieć, prawda? - poczułam na sobie spojrzenia wszystkich zgromadzonych. Szczególnie boleśnie odczułam spojrzenie DongHae. Na szczęście mój anioł stróż przyszedł mi z pomocą.
- Nie jesteśmy razem. To moja najlepsza przyjaciółka – westchnął tak, jakby właśnie przed chwilą bardzo się zmęczył.
- Ale przecież nasza gospodyni jest bardzo w twoim typie…. Hmmm? – wymruczał SungMin. Leeteuk prychnął rozjuszony. Z jakiegoś powodu poczułam, że został zaatakowany. Wyczytałam z jego ust tylko nieme „No i co z tego? To tylko moja przyjaciółka.”
- Widzę, że ta wódka bije wam już w dekiel – podsumował Eunhyuk. Teukie uśmiechnął się nieznacznie, zapewne tak samo jak ja, uradowany zmianą tematu. Czyli mojemu Leeteukowi podobają się dziewczyny podobne do mnie. Dlaczego dopiero teraz się o tym dowiaduje?
- Przecież to dopiero druga flaszka. Patrz ilu nas jest… - SungMin poruszył się niespokojnie, przysuwając bliżej KyuHyun’a. Tak nawiasem mówiąc, to musieli być bardzo dobrymi przyjaciółmi.
- A będziemy mogli tutaj przenocować? – Siwon spojrzał na mnie pytająco. – Tak się rozszaleliśmy z tym piciem, a nawet nie zapytaliśmy gospodarza – odruchowo pokiwałam głową.
- Jasne, tylko będziecie mieć do dyspozycji trzy duże materace dwa na dwa… Dacie radę? – zapytałam, podnosząc do ust drinka. Czułam powoli zbliżające się upojenie alkoholowe. Niedobrze…
- Damy radę – powiedział EunHyuk, posyłając mi jeden z tych swoich uroczych uśmiechów. Cholera, każdy z nich był seksowny na swój sposób. Nie mogłam się powstrzymać od tych myśli. Najgorsze jednak było to, że zaczynał nachodzić mnie mój specyficzny, tak zwany „kochliwy nastrój”, jak to zgrabnie określił któregoś dnia Leeteukkie. Miałam tak za każdym razem, gdy coś wypiłam. Powinnam pomyśleć o tym wcześniej.
- Teukie powinienem się na ciebie obrazić – mruknął YeSeung – Tyle lat się znamy, a ty nigdy jej nam nie przedstawiłeś - uśmiechnęłam się do YeSung’a chyba troszkę za bardzo zalotnie.
- Chciał ją tylko dla siebie - dorzucił Siwon, który siedział rozparty na fotelu. Dopiero teraz zauważyłam, że ma rozpiętą koszulę. Zrobiło mi się gorąco, gdy moim oczom ukazał się jego idealnie umięśniony tors.
- Wcale nie – nachmurzył się – Nie chciałem, żeby SM zaczęło koło niej węszyć.
- Ty i ta twoja szlachetność – jęknął EunHyuk.
- Taka prawda.
-Wiemy, wiemy – dorzucił SungMin, przyglądając się mi bezczelnie. Tak nawiasem… Polubiłam tego chłopaka. Westchnęłam przeciągle.
- Wiecie co, chłopcy? Chyba pójdę dorzucić resztę tych przekąsek od DongHae.
Wstałam niespiesznie, próbując ukryć, że procenty zaczynają mi uderzać do głowy. Starałam się przejść w miarę szybko do kuchni i schować na jakiś czas. Towarzystwo tylu przystojnych facetów w moim obecnym stanie jest po prostu BARDZO, BARDZO głupim pomysłem.
Oparłam się o blat, starając się nie przewrócić. Zaczęłam bardzo szybko składać sobie w głowie wszystko to, czego się dowiedziałam.
Dlaczego Leeteukowi podobają się dziewczyny takie jak ja? Poczułam niemiły skurcz w żołądku. Bynajmniej nie było to związane z moim stanem fizycznym. Nigdy nie miałam problemów z alkoholem. Nagle ktoś przerwał moje rozmyślania, kładąc rękę na moim ramieniu. Obróciłam się gwałtownie, przez co prawie upadłam. DongHae stał bardzo blisko mnie. Można by powiedzieć, że wręcz za blisko. Mogłam idealnie wyczuć jego delikatne perfumy zmieszane z odrobiną alkoholu. Zadziałało to na mnie jak afrodyzjak. Wyjątkowo mocny afrodyzjak.
- Co robisz? – zapytałam głupio, patrząc mu prosto w oczy. Zaczęłam zastanawiać się, dlaczego tak na mnie działa. Przecież był młodszy ode mnie. O trzy lata.
- Pragnę cię – wyszeptał mi do ucha lekko zdyszanym, zachrypniętym głosem. Jęknęłam cicho, czując, że blat kuchenny wbija mi się w plecy.
- Ale ja… Przecież oni… - wyszeptałam niezgrabnie.
- Niedługo pójdą spać. Ty też mnie pragniesz. Widzę to.
Nie zdążyłam powiedzieć nic więcej, ponieważ uniemożliwił mi to pocałunkiem. Był on chyba najbardziej efektownym z pocałunków, jaki kiedykolwiek przeżyłam. Jego usta były miękkie i delikatne, a za razem tak pewne i roznamiętnione, że nogi po prostu same odmówiły mi posłuszeństwa. Objął mnie pewnie, delikatnie rozsuwając swoimi ustami moje usta. Jego język wkradł się nieznacznie, drażniąc wszystkie moje nerwy. Smakował tak słodko… Objął moje pośladki, przysuwając mnie bliżej siebie. Jedyną dzielącą nas odległością były nasze ubrania. Czułam, że zaczynają mi przeszkadzać.
- Hej! Idziecie? To wy robicie te przekąski, czy co? – usłyszałam krzyk Leeteuka dobiegający z salonu. Nagle coś mnie ścisnęło gdzieś w okolicy serca. Odepchnęłam delikatnie DongHae od siebie, kręcąc głową.
- To jest chore. Nie przeszkadza ci, że poznałeś mnie dzisiaj? – zapytałam, odsuwając się od chłopaka, by nasypać resztę ciastek i galaretek do miski.
- Nie. Bo czuję, jakbym znał cię od zawsze…
- Daj spokój – mruknęłam, odwracając się do niego plecami. Ukradkiem oblizałam usta.
- Ale podobało ci się – wysapał tak seksownie, że poczułam ciarki na skórze. Przez całą sekundę miałam ochotę go całować, pieścić, zaciągnąć do sypialni, a potem…
Próbowałam uspokoić oddech.
- Nie – skłamałam bez skrupułów, ponieważ uznałam to za najlepsze dla nas obojga. – Już idziemy! – odkrzyknęłam, wymijając DongHae i nie racząc go nawet spojrzeniem.

***

Pocałunek DongHae nie dawał mi spokoju przez resztę wieczoru. Czułam cały czas na sobie jego ukradkowe spojrzenia. Byłam tak skołowana, że przestałam nawet uczestniczyć w rozmowie. W końcu uznałam, że trzeba rozłożyć materace i wykorzystałam to jako pretekst, żeby się stamtąd ulotnić. Leeteuk zaoferował swoją pomoc, ale natychmiast odmówiłam. Chciałam trochę wytrzeźwieć. Czułam się okropnie. Pod względem psychicznym oczywiście. Wolałam przestać myśleć, wyłączyć się na chwilę, poukładać myśli. Kto by pomyślał, że pocałunek pijanego znajomego może tak namieszać w głowie.
- A pieprz się… - warknęłam, rzucając ze złością na łóżko prześcieradła, które dopiero co wyciągnęłam z szafki.
- Ja mam się pieprzyć? – usłyszałam za sobą rozbawiony głos KyuHyun’a. Obróciłam się w jego stronę z przerażoną miną.
- Nie, nie, nie… Nie o to chodzi – zaśmiałam się nerwowo, spoglądając na Kyu opierającego się o futrynę.
- Przyszedłem po ręczniki. Chcielibyśmy iść się po kolei umyć.
- Ja… Jasne – mruknęłam, uśmiechając się do niego przepraszająco. Wiedziałam, że mi się przygląda.
- Chodzi o Leeteuka? – zapytał. Spojrzałam na niego ze zdziwieniem.
- Dlaczego miałoby chodzić o niego ? – odpowiedziałam pytaniem, podając mu kilka czystych białych ręczników.
- A, tak zapytałem… - mruknął wymijająco.
- Co ty wiesz? – zapytałam podejrzliwie, patrząc prosto w oczy Kyu. – Już drugi raz pytasz się o moje relacje z Teukiem - KyuHyun wyglądał na zmieszanego.
- Nie jestem pewien – mruknął wymijająco, jakby się zastanawiał nad czymś. – Wydaje mi się, że on do ciebie czuje coś więcej niż tylko zwykłą przyjaźń - otworzyłam oczy szeroko ze zdumienia.
- Skąd takie wnioski? I dlaczego ty mi to mówisz? – Kyu wzruszył ramionami.
- Bo cię lubię… a Teukie jest moim najlepszym przyjacielem i myślę, że ty byś była dla niego najodpowiedniejsza - poczułam się, jakby ktoś wylał mi na plecy kubeł zimnej wody.
- Dużo osób nam to mówi – prychnęłam.
- Ale te osoby nie wiedzą, jak się zachowuje zakochany Leeteuk – dodał, posyłając mi swój anielski uśmiech. Obrócił się zgrabnie na pięcie, zostawiając mnie samą sobie. KyuHyun, ty demonie… Chyba muszę sobie usiąść.


***

Dochodziła czwarta nad ranem, a ja dalej nie mogłam zasnąć. Myślałam, że jeśli już nie pojawię się w centrum uwagi chłopaków, to mi przejdzie. Ale za cholerę nie chciało. Uznałam, że skoro wszyscy już śpią, to powinnam pójść się wykąpać. Może woda zmyje ze mnie wszystkie brudy dzisiejszego dnia. Oczywiście słowa Kyu nie dawały mi spokoju. Czy Leeteuk rzeczywiście mógł być we mnie zakochany… Albo inaczej. Czy ja mogłabym odwzajemnić jego uczucie?
Fakt, za każdym razem, gdy się smucił, ja byłam smutna razem z nim. Gdy się cieszył, ja też byłam radosna. Zawsze wszystko robiliśmy razem, wręcz potrzebowaliśmy swojej obecności. Ale czy to była miłość? W zasadzie tak… Miłość do brata. Ale z drugiej strony medalu.
Gdy patrzyłam na jego twarz, czułam dziwne mrowienie na skórze. Kiedy mnie dotykał, przytulał, całował, czułam się najszczęśliwszą osobą na świecie. Podświadomie szukałam sobie mężczyzn do niego podobnych, chociażby w maleńkim stopniu. Cholera. Chyba przepadłam.
Pomyśleć, że spotkanie z Super Junior tak odmieni moje życie. Już nawet przestał się dla mnie liczyć pocałunek DongHae. Oboje byliśmy pijani. Można powiedzieć, że mamy dla siebie wytłumaczenie. Nie chcę i nie będę już do tego wracać. Teraz widziałam tylko Leeteuka, jego delikatne dłonie i anielski uśmiech, za który dałabym wszystko. Cholera, cholera, cholera... Przeklęty KyuHyun!
Z tego wszystkiego łzy napłynęły mi do oczu. Wyciągnęłam z szafy swoją piżamę i czysty ręcznik. Szybko otarłam łzy z policzków, poklepałam się po nich, żeby chociaż trochę się uspokoić. Wyszłam szybko z pokoju, zamykając za sobą drzwi. Wtedy wpadłam na kogoś. Pierwsze co poczułam, to znajomy zapach wody po goleniu i czyjś nagi tors.
- Łooo, uważaj, skarbie – powiedział cicho Leeteuk, obejmując mnie jedną ręką, tym samym broniąc przed upadkiem. Znieruchomiałam, podnosząc tylko głowę do góry. Teukie spojrzał na mnie, mrużąc oczy.
- Płakałaś – stwierdził.
- Ja… - zająknęłam się. – Nie, coś mi tylko do oka wpadło… - wymyśliłam szybko jakąś bezsensowną odpowiedź.
- Kłamca – mruknął. – Co się stało? – spojrzałam na jego twarz. Była poważna. Chyba muszę wykorzystać tę okazję, żeby się dowiedzieć, co on naprawdę do mnie czuje.
- A może ty mi powiesz? – zaczęłam, czując, że robi mi się coraz bardziej gorąco.
- Ale co mam ci powiedzieć? – zauważyłam, że na jego twarzy pojawiła się dezorientacja. – Przecież ja nic…
- Kim jestem dla ciebie? – zapytałam cicho. Miałam ochotę krzyczeć, płakać i tupać nogami. Leeteuk spojrzał na mnie z szeroko otwartymi oczami.
- Powiedz mi tu i teraz… Kim dla ciebie jestem? I nie owijaj w bawełnę, bo już nigdy więcej mnie nie zobaczysz - spojrzałam na niego wojowniczo. Przez chwilę wydawało mi się, że Teukie nie powie nic i będę mogła przekreślić te głupie domysły KyuHyun’a i swoją iluzję, co do nowopowstałego uczucia. Jednak chwilę później zauważyłam, że Leeteuk przygryza delikatnie wargę.
- Jesteś dla mnie najważniejszą osobą na świecie – wyszeptał cicho. W tej chwili zauważyłam, jak wiele trudu sprawiło mu wypowiedzenie tych słów. – Kocham cię od pierwszej sekundy, gdy cię poznałem. Bałem się powiedzieć co czuję, bo widziałem, że nie odwzajemniasz moich uczuć. Od zawsze byliśmy tylko przyjaciółmi. Już nawet przestało mi to przeszkadzać. Cieszyłem się tylko, że mogę spędzać z tobą tyle czasu, że kochasz mnie, chociażby jak brata – zauważyłam, że jego oczy nagle stały się bardziej szkliste. – Dotykałem cię, przytulałem, śmiałem się z tobą, wiedząc, że nigdy nie będziesz do mnie należała. Może to dobrze? Nie wiem, czy byłbym dla ciebie odpowiedni.
Stałam przed Leeteukiem kompletnie sparaliżowana. Widziałam jego twarz, jego tors i widziałam nawet tę bliznę na brzuchu, którą tak często mi pokazywał, ale wydawało mi się, że stoi przede mną całkiem inna osoba. Osoba, z którą chciałam być, osoba, którą chciałam kochać…
- Ty głupku, jesteś dla mnie więcej niż odpowiedni – wyszeptałam, unosząc się na palcach, by obdarzyć go najszczerszym wyznaniem moich uczuć. Pocałowałam go bardzo delikatnie. Była to mało znacząca pieszczota, a sprawiła mi więcej radości niż pięćdziesiąt namiętnych pocałunków DongHae. Na początku wydawało mi się, że Teukie wrósł w ziemię. Czułam jego sztywne mięśnie, gdy dotknęłam jego ramienia.
- Dlaczego? – zapytał, gdy wtuliłam się w jego ramiona.
- Podziękuj DongHae i KyuHyun’owi… Ale w szczególności temu drugiemu.
- Podziękuję – wyszeptał, obejmując moją talię. Uniósł mnie lekko nad ziemię, całując namiętnie usta, które tak bardzo go teraz pragnęły. Poczułam tylko, jak piżama razem z ręcznikiem wypada mi z rąk i ląduje na ziemi. Leeteuk otworzył drzwi do łazienki, które znajdowały się tuż za nim. Wciągnął mnie delikatnie do środka. W pomieszczeniu można było wyczuć jeszcze gorącą parę wodną. Pozostałość po jego kąpieli.
- Saranghae – wyszeptał mi do ucha, gdy całował moją szyję. Wplotłam palce w jego miękkie włosy. Cholera, ile mi to przyjemności sprawiało. Zwykła gra wstępna.
Przyparł mnie do zimnej ściany. Syknęłam cicho po jej dotknięciu, które tak się różniło od ciepła ciała Leeteuka. Poczułam, jak jego dłonie wślizgnęły się nieznacznie pod moją koszulkę. Zauważyłam w jego oczach tyle czułości, że przez chwilę myślałam, że rozpłaczę się ze szczęścia.
- Saranghaeyo – wyszeptałam, wpijając się w jego usta po raz kolejny. Pragnęłam go całym ciałem. Zaczęłam się zastanawiać, dlaczego wcześniej tego nie czułam... Rozchylił delikatnie usta, bym mogła po chwili poczuć jego spragniony język. Wydał z siebie cichy jęk rozkoszy. Zsunęłam ręce z karku, by chwilę później umieścić je na jego biodrach. Miał na sobie tylko szare dresy, które mi zdecydowanie przeszkadzały. Tak bardzo miałam ochotę je ściągnąć. Czułam jego perfumy i widziałam jak kropelki wody spływają mu po klatce piersiowej, po brzuchu... Wszystkimi zmysłami rejestrowałam najmniejszy dotyk jego ust, najmniejszy dotyk jego dłoni. Ściągnął ze mnie o wiele za szeroką koszulkę.
- Leeteuk... - wyjęczałam cicho, gdy zdecydowanym ruchem odpiął zapięcie mojego stanika. Wsunął jedną dłoń pod czarny, koronkowy materiał, doprowadzając mnie prawie do obłędu.
- Hm? - wymruczał mi do ucha, przygryzając je lekko. Uśmiechnął się pod nosem. Postanowiłam, że nie będę mu dłużna. Moja dłoń nieśmiało powędrowała w stronę jego męskości. Musnęłam ją przelotnie palcami, żeby sprawdzić jego reakcję. Zmrużył oczy, wydając z siebie ciche westchnienie. Tym razem to ja się uśmiechnęłam.
- Nie każ mi czekać - wyszeptał lekko ochrypniętym głosem tak, że nogi dosłownie odmówiły mi posłuszeństwa. Razem ze wszystkimi innymi zmysłami. Wsunęłam nieznacznie dłoń pod cienki materiał. Wiedziałam, że było mu dobrze. Czułam to bardzo wyraźnie pod palcami, gdy jego męskość stawała się coraz bardziej nabrzmiała i gorąca. Leeteuk zsunął szybko biustonosz z moich piersi, a ja - o dziwo - nie czułam się w żaden sposób skrępowana. Pocałował mój obojczyk, później schodził coraz niżej i niżej, aż dotknął językiem mojego lekko stwardniałego sutka. Zataczał wokół niego nieznaczne kółeczka. Pomyśleć, że ma tak sprawny język... Westchnęłam przeciągle.
- Dobrze ci? – zapytał, podnosząc swoją blond czuprynę i patrząc mi prosto w oczy.
- Jak diabli – wyszeptałam, przymykając powieki.
"Jeszcze z nikim nie było mi tak dobrze", pomyślałam, ale nie wypowiedziałam tego na głos. Wiedziałam, że uklęknął przede mną. Poczułam jak jego smukłe palce zsuwają dresy z moich bioder. Czułam też, jak wodził nimi po wewnętrznej stronie moich nagich ud. Drażnił się ze mną. Skąd wiedziałam? Czułam, jak zataczał opuszkami nieduże kółeczka.
- Doprowadzasz mnie do szału - wyszeptałam, obejmując jedną dłonią jego głowę. Zanurzyłam palce w blond włosach, przeczesując je delikatnie.
- Wiem – powiedział, a ja zdusiłam w sobie jęk, gdy poczułam jak wodzi językiem w miejscach, gdzie wcześniej robił to palcami. Ścisnęłam nieznacznie jego włosy, wiedząc, że zbliża się niebezpiecznie do najbardziej wrażliwego miejsca na całym moim rozgrzanym ciele.
- Teukie.... hm - jęknęłam, gdy jego język drażnił "to" miejsce. Jakie to było... och. - Teukie, ja nie wytrzymam... – wymruczałam, czując, jak sunie językiem po moim brzuchu, pomiędzy piersiami i całuje mnie łapczywie. Kątem oka mogłam też zauważyć, że zsuwa z bioder resztę swojego ubioru. Pociągnął mnie do siebie i oboje usiedliśmy na kremowym, puchowym dywaniku. Czułam jego dłonie dosłownie wszędzie, gdy kładłam się na plecach. Bez wahania rozsunęłam uda, a Leeteuk nie kazał mi długo czekać. Wszedł we mnie nieśpiesznie, jakby chciał się w ten sposób ze mną droczyć. Wiedział, jak pragnęłam być z nim jednością! Powinien to czuć! Ruchy jego bioder z każdą sekundą stawały się odważniejsze, a ja z sekundy na sekundę czułam coraz większe pragnienie, aby posiąść go w całości. Objęłam Teukiego za szyję i przyciągnęłam do siebie. Kochałam jego słodkie usta, kochałam jego twarz, włosy, nos, całe jego ciało... W takiej pozycji czułam go w sobie jeszcze intensywniej. Jego oddech przyśpieszał. Nawet nie zdawał sobie sprawy z tego, jaką przyjemność mi sprawiał.
- To takie przyjemne – wyszeptałam, próbując zsynchronizować swój przyśpieszony oddech z jego śmiałymi pchnięciami. Z każdą sekundą czułam, że spełnienie jest coraz bliżej. Zarówno moje, jak i jego.
- Ja... - jęknął. - Dla mnie... też - objął mnie, podnosząc do pozycji siedzącej. Poczułam go w sobie jeszcze głębiej. Podkurczyłam nieznacznie nogi, opierając je o zimne kafelki.
- Leeteuk, ja – wyszeptałam, czując, że spełnienie zbliża się wielkimi krokami. - Ja nie...
- Zaufaj mi... - wtedy poczułam, jak moje ciało wybuchło falą gorąca. Leeteuk zdusił mój okrzyk kolejnym pocałunkiem.
- Kocham cię - wyszeptał mi prosto do ucha, przygryzając je delikatnie.
- Ja ciebie też, ja ciebie też.
_________________

힘이 들지만 정말 행복하다.
Even though its tiring, I’m really happy.
Ostatnio zmieniony przez Naoni 2011-07-12, 22:18, w całości zmieniany 5 razy  
 
 
natulka 


Ulubieniec z SJ: Wszyscy<3<3<3
Lover: Kangin
Grupa krwi: 0 Rh+
Wiek: 26
Dołączyła: 24 Maj 2011
Posty: 312
Skąd: Kleszczele
Wysłany: 2011-07-09, 18:30   

Dziewczyno jesteś genialna.. Tyle emocji i w ogóle wszystkiego.. Czułam jakbym tam była mogła wszystko rejestrować i oglądać jak w kinie...
Czekam z niecierpliwością na więcej..:)
_________________
W końcu jesteś moja mała Pało!!!!<3
 
 
 
DreamerLady 
Mów mi Haru ^^


Ulubieniec z SJ: Kyu,Hee,Hyuk ^^
Lover: Henry, Kyuhyun !! <3
Fav Pairing: Za dużo tego ! xD
Wiek: 19
Dołączyła: 07 Lip 2011
Posty: 189
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2011-07-09, 19:46   

^
lll

Dołączam się :D
_________________
I'll wait for entire Super Junior
 
 
goss 


Ulubieniec z SJ: Kyuhyun, Donghae, Yesung i res
Lover: Kyu
Fav Pairing: YeShu ke ke ke
Wiek: 27
Dołączyła: 07 Maj 2011
Posty: 657
Skąd: Niesulice/Wrocław
Wysłany: 2011-07-09, 20:27   

ja rzadko komentuję opowiadania, ale... zdecydowanie liczę na to, że dodasz więcej! podoba mi się Twój styl pisania :) emocje zostały świetnie przedstawione, czekam na więcej :) pozdrawiam!
_________________

 
 
Naoni 
Angel N.


Ulubieniec z SJ: Leeteuk
Grupa krwi: A
Kocham SuJu od: 2010
Wiek: 25
Dołączyła: 04 Maj 2011
Posty: 1359
Skąd: Jordanów
Wysłany: 2011-07-10, 23:05   

Dziękuję za urocze komentarze. <3 Wedle obietnicy. Druga część.

- Spieprzyłeś sprawę - mruknął Kyuhyun, który przyglądał mi się uważnie. - Miałeś jej pomóc zrozumieć, a nie jeszcze bardziej komplikować sytuację.
Spojrzałem na niego z lekką kpiną w oczach.
- Kyu, daj ty mi święty spokój... – jęknąłem, czując, że głowa zaczyna mi pękać. Ułożyłem się wygodniej na siedzeniu w kuchni. Kilka godzin temu pocałowałem tutaj najlepszą przyjaciółkę Leeteuka. Czym się kierowałem? Impulsem...
Tak mi się przynajmniej wydawało.
- Idę po ręczniki. Może mi się uda, skoro tobie nie mogło - uśmiechnął się do mnie nieznacznie.
- Hej, a może to robienie za swatki to zły pomysł? – zapytałem, patrząc na rozpromienioną twarz najmłodszego. Spojrzał na mnie z politowaniem.
- Po tym, co dla nas zrobił? Nie zauważyłeś, że to dzięki niemu spotykamy się z takimi laskami?
Westchnąłem.
- I tu mnie masz.
- Ano właśnie... - rzucił tylko na odchodne. Zobaczyłem tylko, jak wślizguje się do pokoju, do którego nie pozwoliła nam wchodzić.
"Wiesz co, Kyu? Kiedyś ci łeb ukręcę." Pomyślałem, uśmiechając się pod nosem. Miałem dobry humor, ale z drugiej strony jeszcze nigdy nie czułem się tak podle. Zachowałem się nie fair, zarówno względem Leeteuka, jak i jego przyjaciółki. Fakt, faktem... W pewien sposób mnie pociągała, ale to nie jest wymówka do tego, żeby ją całować w taki sposób... Nawet w dobrej intencji.
Cholera! Co ja sobie myślałem?! Będę musiał przeprosić Teukkiego... i ją też. Zanurzyłem twarz w dłoniach. Westchnąłem przeciągle i przymknąłem oczy.
- Hej! Śpiąca królewno! Chodź do salonu - usłyszałem głos LeeTeuka. Podniosłem wzrok. Opierał się jedną ręką o futrynę. Spod blond grzywki patrzyły na mnie ciemne, roziskrzone oczy. Wyglądał tak radośnie, że moje jelita mimowolnie wykonały małe salto, wprawiając mnie w jeszcze gorszy nastrój niż ten, w którym się znajdowałem przed chwilą.
Jak ja mogłem pocałować dziewczynę, w której najprawdopodobniej jest zakochany? Nigdy sobie tego nie wybaczę.
- Idę – powiedziałem, podnosząc się z krzesła. Starałem się jak mogłem, żeby ukryć mój ból głowy i pochmurny nastrój. Ruszyłem niespiesznie za Teukkiem. Usiadłem pomiędzy Eunhyukiem a Sungminem na ogromnej kanapie. Oprócz nas dobrze pomieściłoby się z trzech kolesi rozmiarów Shindonga. Sungmin spojrzał na mnie podejrzliwie, ale nic nie powiedział. Cały on... Na kilometr potrafił wyczuć zły nastrój któregoś z członków Super Junior... a już w szczególności mój. Ciekawe skąd mu się to brało…
- Taaa... To na czym skończyliśmy? - zapytał EunHyuk, spoglądając na mnie wyraźnie nieobecnym wzrokiem.
- Na rozmawianiu o twojej słabej głowie! - mruknął Sungmin, na co Siwon roześmiał się dźwięcznie. Leeteuk pokiwał tylko głową i zaczął mi się przyglądać.
"Co do…? Jestem trędowaty czy co?" Pomyślałem, nie mogąc zrozumieć, o co mu chodzi.
- Coś się stało, Teukkie? - zapytałem wyraźnie zdezorientowany. Najstarszy przekrzywił głowę, nadal mi się przyglądając. Przez chwilę przypominał mi dużego psa, który spogląda na swojego pana z zaciekawieniem, czekając, aż da mu coś do zjedzenia. Miałem ochotę się roześmiać i naprawdę mało brakowało.
- Jesteś blady jak kreda - Teukkie zamrugał kilka razy oczami.
No pięknie... teraz wszyscy się wgapiali we mnie jak sroka w kość...
- Nic mi nie jest - powiedziałem pewnym głosem. Uśmiechnąłem się nieznacznie. Na szczęście zainteresowanie mną przerwał Kyuhyun, który właśnie wszedł do pokoju. Spojrzałem na niego. Obdarzył mnie promiennym uśmiechem.
- Kyu! Gdybym był dziewczyną, już dawno bym się w tobie zakochał. Skąd taki zaciesz? - zapytał Sungmin, chichocząc w najlepsze. No tak, był naprany jak ruski plecak. Tylko wtedy się tak dziwnie zachowywał.
- Mam wyjątkowo dobry humor – powiedział, pokazując swoje równe białe zęby w szerokim – i trzeba przyznać – urzekającym uśmiechu. Wszyscy na niego spojrzeli, odwracając swoją uwagę ode mnie. Lubiłem być zauważany, ale dzisiaj zdecydowanie mi to przeszkadzało. Każdy uśmiechał się pod nosem na widok najmłodszego. Chłopak usiadł pomiędzy mną a Sungminem.
- Czyli udało ci się właśnie odpokutować za moje grzechy... - mruknąłem pod nosem, tak, że tylko Kyu mógł mnie usłyszeć.
- Nie inaczej Hae, nie inaczej...

***

- Hae... Będę ojcem - usłyszałem podekscytowany głos Leeteuka po drugiej stronie słuchawki. Sparaliżowało mnie. Otworzyłem oczy szerzej ze zdumienia. Kyuhyun spojrzał na mnie pytająco, popijając colę z puszki. Machnąłem tylko ręką.
- Żartujesz? – zapytałem, próbując odepchnąć Kyu od słuchawki mojego telefonu komórkowego.
- Nie, nic a nic. Słyszałeś? Cholera! Będę ojcem! - usłyszałem brzęk aluminium o kafelki i poczułem coś mokrego na udzie.
- KYU! CHOLERO TY! PATRZ CO NAROBIŁEŚ! - wrzasnąłem na najmłodszego, widząc jak puszka po jego napoju turla się po ziemi. Chłopak dostał niepohamowanego ataku śmiechu, a ja czułem, że w całej tej radości rozwalę komuś łeb. Nie wiedziałem jeszcze komu...
Leeteukowi za to, że się nie zabezpieczał, czy Kyu za to, że zniszczył mi najlepsze dżinsy.
- Co się tam dzieje? - zapytał Teukkie śmiertelnie poważnym tonem.
- Nic… Kyu za bardzo zdziwiła twoja wiadomość i zdewastował mi spodnie colą – mruknąłem, próbując odkleić mokry materiał od skóry. Usłyszałem śmiech w słuchawce.
- Ale nie mówcie na razie nikomu. Chcę sam im to powiedzieć - jego głos był podekscytowany.
- Dopiero dwa miesiące od ślubu wam minęły... Widzę, że mieliście pracowity miesiąc miodowy.
- Zamknij się, Hae – powiedział Leeteuk. - Wiesz przecież, jak długo się znamy - prawie widziałem, jak spuszcza wzrok lekko zawstydzony. Wiedziałem, że pod tą maską słodkiego faceta kryje się kompletnie zdemoralizowany samiec.
- Nie no stary. Cieszę się, naprawdę... - powiedziałem, widząc już oczami wyobraźni małego chłopczyka przefarbowanego na blond, który sam sobie układa fryzurę.
- Nawet nie wiesz, jak ja się cieszę – westchnął. - Ach, zapomniałbym... Chcemy, żebyś był chrzestnym.
- Ja? – poczułem, jak coś ścisnęło mnie w żołądku. - Żartujesz?
- Ani trochę. Właściwie to był jej pomysł.
Przestałem nawet zwracać uwagę na mokre spodnie i uradowanego Kyu, który ścierał właśnie resztki coli z podłogi.
- Jasne... To znaczy ok.
Nie byłem w stanie nic więcej powiedzieć.
- To świetnie. To mamy ustalone. A co u ciebie? Jak się wam sprawy mają? - głos Leeteuka nagle spoważniał. Uśmiechnąłem się.
- Zabieram ją dzisiaj na kolację. Chcę się oświadczyć.
- Wow, widzę, że nareszcie sobie to przemyślałeś...
- Nie inaczej. Jest dokładnie taka, jaka powinna być moja żona. Jeszcze chyba nikt nie troszczył się o mnie tak jak ona. Czasami mam wyrzuty, że nie mogę jej dać tego samego.
- Z czasem się nauczysz i zobaczysz... Będzie tylko lepiej - powiedział Leeteuk z nutką zadowolenia w głosie.
- Mam nadzieję - mruknąłem.
- Tylko nie spartacz dzisiejszego wieczoru - usłyszałem w słuchawce. - Dobra, Hae, ja kończę. Powodzenia na wieczór i wiesz... trzymam za was kciuki.
- Oj, przydadzą się... Na razie - nacisnąłem czerwony przycisk i spojrzałem na Kyu. Wyglądał zabawnie z mokrą szmatą w jednej ręce i z puszką coli w drugiej.
- Nigdy wcześniej nie sprzątałeś? - zapytałem, na co chłopak uśmiechnął się uroczo. Z jego udawanej, zdezorientowanej miny można było wyczytać tylko jedno.
- Nigdy! W całym moim krótkim życiu. Śmieszne, nie? - zapytał z sarkazmem, widząc mój szeroki uśmiech.
- Jak cholera - podszedłem do niego i sprzedałem mu sójkę w bok.
- Aua! A to za co? - Kyuhyun spojrzał na mnie rozbawionym wzrokiem.
- Za moje dżinsy, które będziesz za chwilę prał własnymi rękami.

***

- A co z tobą Kyu? Jesteś z nią szczęśliwy? – zapytałem, patrząc jak najmłodszy spogląda na mnie kątem oka. Siedział przy komputerze i właśnie testował najnowszą wersję StarCrafta. Zauważyłem tylko jak rozwala jakiś wielki wojskowy samolot, który pluł na wszystkie strony niebieskim laserem. .
- Skąd to pytanie? – zapytał, uśmiechając się bardziej do monitora niż do mnie.
- Jestem ciekawy i tyle - dodałem, zapinając koszulę po samą szyję. Wyciągnąłem z szuflady szaro-czarny krawat.
- To co wyciągasz jest za smutne. Przecież nie idziesz na pogrzeb - mruknął Kyu, spoglądając na mnie tym razem bardzo uważnie.
- Nie zmieniaj tematu, głupku! - powiedziałem. - Ale masz rację, chyba ubiorę nieco żywszy kolor - sięgnąłem ręką do pudełka i wyciągnąłem różowy krawat.
- Ten może być? – zapytałem z sarkazmem, jednocześnie uchylając się przed poduszką, która mknęła w moją stronę z zawrotną prędkością.
- Nie kpij z mojego gustu! Ja mógłbym ubierać modeli samego GUCCI’ego – mruknął Kyu z naburmuszoną miną, wypinając jednocześnie pierś.
- Ho, ho, ho… a skromny jesteś na pewno. Wiesz co? Lepsze wyczucie smaku ma nawet Amber. – Kyu obdarzył mnie morderczym spojrzeniem.
- Widzisz te piękne buty? – wskazał na jeden ze swoich glanów, które stały przy drzwiach.
- Widzę – odpowiedziałem, odkładając różowy krawat do pudełka.
- A chcesz nim dostać?
- Nie – jęknąłem. – Chcę się tylko dowiedzieć, co u ciebie i twojej dziewczyny – Kyu uśmiechnął się uroczo.
- Wszystko w najlepszym porządku. Planuję zabrać ją do Europy na te dwa tygodnie, które będziemy mieć wolne – tym razem to ja się uśmiechnąłem.
- Widzę, że nie czekasz…
- Dokładnie. Nie chcę wszystkiego zniszczyć. Za bardzo ją kocham.
- Nie dziwię ci się.

***

- Powiedziałeś mu, że chcemy, żeby był chrzestnym? – spojrzała na mnie wyczekującym wzrokiem, odruchowo kładąc dłoń na swoim brzuchu. Kiwnąłem głową podchodząc do niej, by położyć swoje dłonie na jej.
- Powiedziałem.
- I co? Zgodził się? – zapytała, splatając swoje palce z moimi.
- Zgodził, co więcej… był cholernie zszokowany – uśmiechnęła się nieznacznie.
- Uwierzysz w to? Będziemy mieć dziecko… Leeteuk! Dziecko! Wyobrażasz sobie, jak wytwórnia na to zareaguje…
- Mam już prawie trzydzieści cztery lata. Jak mają zareagować? Chyba najwyższy czas, żeby sobie życie ułożyć.
- Nie boję się o konkretną reakcję twojego menadżera, czy samej wytwórni. Bardziej interesują mnie twoi fani – roześmiałem się i przytuliłem ją do siebie.
- Czy ty zawsze musisz się przejmować naszymi elfami? – zapytałem, dotykając ustami jej czoła. – Wiedzą, że w końcu musi przyjść ten czas. Przecież zareagowali całkiem spokojnie na nasz ślub – spojrzała na mnie smutno. Wtedy coś do mnie dotarło.
- Ach, boisz się, że rzadko będę w domu?
- Nie! Nie, nie o to chodzi…
- To o co? Przecież mi możesz powiedzieć – popatrzyła na mnie, przymykając powieki.
- Boje się, że będą nas nachodzić… Że nie będziemy mieć kompletnie prywatności. Chciałabym wychować nasz dziecko w spokoju.
- Będziesz miała spokój. Uwierz mi… Już ja o to zadbam – zaśmiała się dźwięcznie. Jej głos działał na mnie jak lek uspokajający, jak coś, co sprawia, że wszystkie moje smutki, żale i problemy znikają i już nie wracają. Może brzmię strasznie płytko, ale tak właśnie się czułem. Od pierwszego momentu, gdy ją poznałem. Wtedy marzyłem o tym, żeby z nią być. Nie było chwili, żebym o niej nie myślał. Oprócz niej, miałem pięć innych dziewczyn, ale w żadnym z tych związków nie czułem się tak dobrze jak teraz.
- Wynajmiemy mieszkanie gdzieś na obrzeżach Seoul’u. Nikt nawet nie będzie wiedział gdzie.
- Zobaczymy, zobaczymy – mruknęła wpijając się w moje usta. Przyciągnęła mnie do siebie tak, że aż się zdziwiłem.
- Nie uważasz, że powinniśmy już powoli układać się do spania – mruknęła mi do ucha, przygryzając je lekko.
- Oj nie, coś mi się wydaje, że jeszcze długa noc przed nami.

***

Głaskałem jej miękkie włosy i wpatrywałem się w przestrzeń gdzieś przede mną. Zacząłem się zastanawiać, co to będzie za dziesięć lat. Czy nadal będziemy tak spokojni i pełni planów na przyszłość? Czy będę mógł bez obaw patrzeć, jak moje dziecko dorasta? Nie zastanawiałem się nawet nad przyszłością Super Junior. Wiedziałem, że już za niedługo nasza kariera będzie się kończyć przez wzgląd na nasz wiek. Kto to widział? Dziesięciu czterdziestolatków skaczących po scenie i śpiewających piosenki o nastoletniej miłości. Uśmiechnąłem się sam do siebie, zsuwając dłoń na jej ramię.
- Coś się stało, Teukkie? – zapytała sennym głosem, dotykając palcami mojej ręki.
- Nic, kochanie – mruknąłem. – Śpij…
- Zastanawiam się jak poszło DongHae. Czy udało im się… - powiedziała rozbawionym tonem.
- A myślisz, że nie?
- Myślę, że tak.
- No to czym się martwisz? – zapytałem, mierzwiąc wolną ręką jej włosy. Obróciła się w moją stronę. Wyglądała tak ślicznie…
- Nie martwię się… Myślę tylko, że Hae należy się w końcu trochę szczęścia – przyglądałem się, jak odsuwa długie włosy ze swojej szyi.
- Jemu najbardziej z nas wszystkich – dodałem, z westchnieniem przypominając sobie słowa jego ojca sprzed ładnych paru lat.
„Zaopiekuj się naszym Hae, jak mnie zabraknie.”
Czasami zastanawiałem się, jak DongHae mógł odbierać moją troskę. Pewnie uważał to za wyjątkowo upierdliwe zachowanie hyung’a, który zawsze był nadopiekuńczy. Nigdy nie potrafiłem się na niego gniewać. Nawet wtedy, kiedy przyszedł nas przepraszać za to, że był w stanie pocałować moją żonę. Gdy z łamiącym się głosem powiedział, jakie miał w tym intencje, dosłownie mnie zamurowało. Nie wiedziałem, że tak bardzo pragnął mojego szczęścia. No cóż. Metodę może obrał złą, ale w gruncie rzeczy... Tak czy inaczej wyznaliśmy sobie nasze uczucia tuż po tym, więc mogę spokojnie powiedzieć, że to wszystko po części dzięki niemu.
Chciałbym, żeby był tak szczęśliwy jak ja. O nic więcej nie proszę.

***

Spojrzałam na zegarek, który wisiał w salonie. Dochodziła szósta. Miałam jeszcze dobrze ponad godzinę, żeby się przygotować na kolację z DongHae, ale jakoś nie mogłam się zebrać. To trzeba było posprzątać mieszkanie, to coś wyprasować... Cholera, gdybym wiedziała, ile jeszcze roboty mam do zrobienia, to wyszłabym wcześniej z pracy. Zaczęłam przeklinać się w duszy za swój brak zapobiegliwości. Westchnęłam odruchowo, gdy spojrzałam na swoje odbicie w lustrze. Praca tancerza zdecydowanie mi nie sprzyjała. Włosy miałam w totalnym nieładzie. Idealny, poranny makijaż w niektórych miejscach wyglądał dosłownie żałośnie. No nic, podejrzewam, że prace w domu muszę sobie zostawić na kiedy indziej. Czyżbym zaczynała się denerwować?
Cholera! Denerwowałam się i to bardzo. Zresztą, jak za każdym razem, gdy miałam się spotkać z Hae. Zawsze chciałam wyglądać przy nim idealnie, jakbym dopiero co wyszła z salonu kosmetycznego. Cóż. Może brzmi to pusto, ale nie chciałam czuć się przy nim jak szara myszka. W końcu był jednym z najprzystojniejszych mężczyzn, jakich znałam do tej pory. Był też niesamowicie czuły i kochany, a za każdym razem, gdy na niego spoglądałam, czułam się tak, jakbym patrzyła na oblicze samego anioła. Jedyne co mi w nim przeszkadzało to fakt, że czasami zachowywał się jak takie duże dziecko, którym trzeba się opiekować, któremu trzeba mówić, że jest się przy nim i trzymać za rączkę. Nie przeszkadzałoby mi to do momentu, w którym to ja mam się nim zajmować, ale bałam się o jego przyszłość. Jak on sobie poradzi, gdy wydarzy się coś takiego, że nikogo przy nim nie będzie? Gdy po prostu nie będzie miał innego wyjścia. Próbowałam za wszelką cenę pozbyć się z głowy tych dziwnych myśli. Wiedziałam, że jeśli zaraz nie zacznę czegoś ze sobą robić, to będę zamartwiać się na śmierć. Wpadłam do sypialni i wyciągnęłam z szafy najbardziej seksowną - moim zdaniem - sukienkę.
Chciałam szokować. Lubiłam to…
Wiedziałam, że działam na facetów inaczej niż inne kobiety.
Co tu dużo mówić…
Byłam seksowną, wysoką, długowłosą Koreanką…
Który by nie chciał takiej jak ja?
Byłam też ambitna i pracowita, co rzadko się zdarza osobom takim jak ja. Cóż. Jakby się tak dobrze zastanowić, to można mi tylko zazdrościć…
Zazdrościć przede wszystkim szczęścia. Jeśli dobrze pójdzie, będę żoną samego DongHae - znanego i uwielbianego członka Super Junior. Ten fakt mnie niesamowicie cieszył.
Może dzięki niemu stanę się bardziej popularna?
Nie, nie mogę tak myśleć! Przecież nie chcę wykorzystywać jego sławy dla własnej korzyści. Przynajmniej to sobie obiecałam na samym początku naszej znajomości.
Nagle usłyszałam dźwięk komórki.
Czyżby to DongHae?
Podbiegłam do telefonu, prawie potykając się o własne stopy. Czasami zastanawiam się, skąd u zawodowej tancerki takie problemy z utrzymaniem równowagi. Spojrzałam na wyświetlacz i poczułam małe rozczarowanie. Nie dzwonił DongHae, tylko mój menadżer. Odebrałam od niechcenia, przykładając słuchawkę do ucha.
- Słucham? – zapytałam, czekając co on tam znów wymyślił.
- Słuchaj, zorganizowałem ci występ razem z całą grupą taneczną na Open’Air, który organizuje fundacja na rzecz dzieci w Afryce – mój mózg zaczął bardzo szybko pracować.
- Fundacja? Czyli nie dostaniemy nic za występ... – bardziej stwierdziłam niż zapytałam, czekając tylko na potwierdzające słowa.
- Tak
- To nie będę występować – powiedziałam bez ogródek. Menadżera wyraźnie zamurowało. No cóż. Każdy szanujący się artysta chce mieć wynagrodzenie za swoją pracę, nie? Nie powinno go to dziwić.
- Żartujesz sobie?
- Nie.
- No to nie mamy o czym rozmawiać – mruknął całkiem obcym tonem. – Do usłyszenia – dodał jeszcze, po czym się rozłączył. No co w tym dziwnego, że chcę wynagrodzenie za występ? Muszę opłacać zespół! Co on sobie myśli, do cholery? Spojrzałam na elektryczny zegarek.
Szósta trzydzieści. Cholera, mam pół godziny. Pomyślałam, zrywając się na równe nogi.
„Pół godziny, a wyglądam jak koszmar”.

***

Wskaźnik na liczniku tablicy rozdzielczej mojego ukochanego Porshe wahał się pomiędzy sto dwadzieścia a sto czterdzieści. Uwielbiałem szybką jazdę, a już w szczególności wtedy, gdy byłem podenerwowany. Nie do końca wiedziałem dlaczego.
Nie, zdenerwowany to za mocne słowo… Czuję się raczej rozdrażniony. Może to przez moje zmęczenie? Sam nie wiem. Zostało mi jakieś dziesięć minut drogi, ale czułem, że ten czas cholernie się wlecze. Chciałbym mieć tę kolację już za sobą. Chciałbym już powiedzieć, że chcę ją za żonę. Chyba najwyższy czas, żeby sobie życie ułożyć. Westchnąłem przeciągle.


- Wyjdziesz za mnie? – zapytałem z wymuszonym uśmiechem, podając jej nieduże zamszowe pudełeczko. Nigdy nie byłem dobry w wybieraniu biżuterii, ale akurat ten pierścionek wyjątkowo mi się spodobał. Był tak uroczo prosty, że za każdym razem, gdy na niego spoglądałem, coś delikatnie drżało mi w sercu. Dokładnie taka powinna być moja żona. Delikatna, dobra, opiekuńcza i śliczna. Na początku wydawało mi się, że taka właśnie jest ta osoba, która siedzi przede mną. Teraz wiem tylko, że jest dla mnie odpowiednia. Czułem się w jej towarzystwie swobodnie. Wszyscy nam mówią, że pasujemy do siebie. Dlaczego więc ich nie posłuchać? W końcu chcą dla mnie jak najlepiej. Otworzyła pudełeczko i spojrzała na pierścionek. Pierwsze co mi przemknęło przez myśl to fakt, że wcale się jej nie spodobał. Zauważyłem to w grymasie jej twarzy. Czyżby oczekiwała ode mnie czegoś bardziej zjawiskowego? Mogłem się domyślić…
- Nie podoba ci się? – zapytałem, patrząc na nią, jak wyciąga błyskotkę z pudełka i zakłada sobie na palec. Na jej twarzy pojawił się nieznaczny uśmiech. Nie wiedziałem czy jest szczery, czy nie, ale miałem paskudne wrażenie, że niestety to drugie.
- Jest piękny – powiedziała, obracając go na palcu.
- Nie odpowiedziałaś mi… Wyjdziesz za mnie?
- Tak Hae, wyjdę za ciebie – odpowiedziała wstając. Pochyliła się nad stołem i pocałowała mnie w usta. O dziwo. W ogóle nie czułem smaku jej ust.


Przygotowania do ślubu trwały. Zamierzaliśmy pobrać się za dwa tygodnie. Pierwszego lipca – w urodziny Leeteuka. Data jakoś tak sama się złożyła. Sam byłem zdziwiony, że ustaliła właśnie taką. Oczywiście zajmowała się wszystkim, a ja jakoś nie mogłem się zmobilizować. Widziałem, jak z zapałem jeździ do salonów ślubnych szukać swojej wymarzonej sukni. Cholera, gdyby mnie udzielał się jej dobry humor i optymizm co to naszego wesela… Nie chodzi o to, że się nie cieszę czy coś w tym stylu. Bo w pewien sposób jestem zadowolony. Nareszcie ułożę sobie życie, tak jak wszyscy tego chcą. Czułem się chyba tylko trochę zmęczony tymi wiecznymi pytaniami…
„ A jak to zorganizujecie? Kogo będziecie zapraszać? A to, a tamto…”
Spoglądałem właśnie, jak pisała listę gości. Robiła to z uśmiechem i przez chwilę byłem na siebie zły.
Dlaczego nie potrafiłem jej pokazać, że w głębi duszy też się cieszę na to wesele?
Dlaczego, do cholery?
Westchnąłem ciężko.
- Skarbie, słuchaj ja muszę załatwić jedną rzecz. Wyjdę na chwilę, ok? – podniosła na mnie zdziwiony wzrok.
- Dobrze, ale wróć szybko. Musisz mi pomóc wybrać wystrój pomieszczeń – kiwnąłem tylko głową, zmuszając się do radosnego uśmiechu.
- Będę jak najszybciej – powiedziałem wychodząc z salonu. Wyciągnąłem szybko z szafki bluzę z kapturem i czapkę z daszkiem. Tak w razie, gdyby ktoś miał mnie rozpoznać.
Jak to zawsze Leeteuk powtarza?
„Przezorny zawsze bezpieczny.”
Mistrzem kamuflażu nigdy nie byłem, ale liczyłem bardziej na szczęście, niż swoje umiejętności. Chciałem tylko chwili spokoju. Ubrałem czapkę i zarzuciłem na nią kaptur. Wyszedłem szybko z mieszkania i nawet nie zabrałem dokumentów… Bo po co? Mam ochotę urządzić sobie tylko rundkę po parku. Nic więcej.
Jedyne co miałem w kieszeni to mój zużyty telefon komórkowy. Miałem ochotę wyciągnąć go i do kogoś zadzwonić, ale zwątpiłem, gdy pomyślałem sobie, że znów będą mnie pytać o to pieprzone wesele.
Skręciłem w alejkę tuż za rogiem i ruszyłem w stronę parku. Nagle, ku mojemu przerażeniu, usłyszałem pisk. Obróciłem się i zauważyłem grupkę dziewczyn, które przyglądały mi się uważnie. Usłyszałem tylko z daleka.
- Jun, to DongHae z Super Junior – i ruszyły w moją stronę.
Tymczasem ja wystartowałem przed siebie przyśpieszając kroku. Cholera, jeszcze tego mi brakowało, żeby mnie dorwały jakieś psycho-fanki, które zaprzytulają mnie na śmierć. Usłyszałem przyśpieszone stuki ich obcasów. Musiały biec. Ruszyłem przed siebie prawie sprintem, żeby tylko je zgubić. Skręciłem w jakąś ulicę. Nie wiedziałem jak się nazywa. Może to dlatego, że nigdy tu nie byłem? Na pewno. Wpadłem do najbliższego sklepu, próbując panicznie znaleźć miejsce, w którym mnie nie znajdą. Dopiero po chwili zorientowałem się, że znajduję się w księgarni. Wszędzie było dużo regałów z książkami, czasopismami i płytami. Schowałem się pomiędzy działami „Dla Pań” i „Języki obce”. Usłyszałem, jak jakaś grupka wchodziła właśnie do sklepu. Dzięki niedużej luce mogłem zauważyć, że zbliżają się w moją stronę. Oparłem się o regał próbując zatrzymać oddech. Ściągnąłem z siebie bluzę i czapkę, żeby w razie czego na pierwszy rzut mnie nie rozpoznały. Nagle ktoś dotknął mojego ramienia.
- W czym mogę panu pomóc? – jakiś przyjemny kobiecy głos z dziwnym akcentem zdradził moją obecność. Fanki ruszyły w naszym kierunku. Prawie widziałem oczami wyobraźni, jak łapią mnie za ramiona i wyciągają ze sklepu jak szmacianą lalkę. Nie mam innego wyjścia, muszę coś wymyśleć. Kątem oka widziałem, jak jedna z dziewczyn skręca do działu, w którym się znajdowaliśmy. Nie myśląc wiele, obróciłem się w stronę sprzedawczyni, złapałem ją za ramiona, przyciągnąłem do siebie i pocałowałem. Przy okazji schowałem między nas ubranie, które trzymałem w rękach. Dziewczyna znieruchomiała, a ja błagałem Boga i wszystkich świętych, żeby nie zwróciły na mnie uwagi.
- Hej dziewczyny, nie ma go tu – powiedziała jedna z nich zwracając się do swoich przyjaciółeczek. Usłyszałem tylko zamykające się drzwi.
Odetchnąłem z ulgą. Odsunąłem się od dziewczyny, żeby szybko jej wytłumaczyć swoje nikczemne zachowanie, ale to co stało się wtedy z moim umysłem było nie do pojęcia. Spoglądałem na śliczną młodą dziewczynę. Mogła mieć najwyżej dwadzieścia pięć lat. Nie była Azjatką. Nie wiedziałem do końca, czy pochodziła z Europy czy z Ameryki, ale spoglądała na mnie z szeroko otwartymi, szarymi oczami. Długie blond włosy upięte miała w koński ogon. Jelita w moim żołądku wykonały nieznośne salto.
- Boże, ale jesteś śliczna – wyszeptałem patrząc na tę dziewczynę z szeroko otwartymi oczami.
- Co? – zapytała mrużąc nieznacznie oczy. Chyba nie dosłyszała… i dobrze.
Tak, jej spojrzenie sprawiło, że nogi same odmówiły mi posłuszeństwa.
- Przepraszam, ja… Musiałem – odsunęła mnie od siebie. Nie zdawałem sobie nawet sprawy z tego, że tak blisko niej stałem.
- Zorientowałam się – powiedziała, wymijając mnie zgrabnym krokiem. Dopiero teraz zauważyłem, że trzyma w rękach jedną z ulubionych książek Leeteuka.
- Mogę Ci się jakoś odwdzięczyć? – zapytałem obracając się za nią. Przystanęła i popatrzyła w moją stronę. Uśmiechała się uroczo. W tym momencie serce mi dosłownie stanęło. Patrzyłem na nią tylko, jak na najpiękniejszy obrazek, namalowany najpiękniejszymi odcieniami. Poczułem jakąś taką dziwną euforię rozsadzającą mnie od środka.
- Chciałabym z tobą porozmawiać – powiedziała zalotnie obracając się lekko na pięcie. Jej szare spojrzenie mnie hipnotyzowało. W tej chwili wszystko przestało się dla mnie liczyć.
- Porozmawiać? – wydukałem, nie do końca wiedząc jak się zachować.
- Ano tak, porozmawiać. Przyjdź tutaj jutro o dziewiętnastej. Kończę wtedy pracę – wyszeptała na tyle głośno, żebym mógł to usłyszeć. Coś dziwnego eksplodowało mi w sercu. Poczułem, jak jakaś tajemnicza siła rozsadza mi wszystkie te komórki mózgu, które starały się jeszcze trzeźwo myśleć. Te, które starały się przypomnieć mi, że w domu czeka moja przyszła żona. Nie liczyła się teraz dla mnie.
- Ja… Dobrze – powiedziałem, widząc jak w jej oczach pojawia się radosny błysk.


Spotykałem się z nią codziennie. Przez cały tydzień, dzień w dzień, nie mogłem się doczekać, żeby wyjść z nią na kawę czy ciasto. Za każdym razem, gdy wychodziłem z domu, żeby się z nią spotkać, czułem się jak nowonarodzony. Każda chwila z nią dawała mi tyle radości co całe godziny spędzone z moją przyszłą żoną. Wiedziałem, że zachowuje się jak kompletny egoista, ale wiedziałem też, że potrzebuję towarzystwa tej uroczej, dobrej i delikatnej Europejki. Znalazłem w niej, w przeciągu tygodnia, wszystkie te cechy, których nie mogłem się doszukać w mojej narzeczonej od bardzo dawna. A co najważniejsze… Pierwszy raz poczułem się naprawdę szczęśliwy.
- Czym się zamartwiasz? – zapytała, patrząc na mnie uroczo znad kubka gorącej czekolady, którą sączyła powoli przez rurkę.
- Moją przyszłą żoną – powiedziałem. Nie umiałem nic przed nią ukryć. To niesamowite, jak człowiek może się nagle otworzyć. Mówiłem jej już wcześniej o tym, że za niedługo biorę ślub. Uśmiechnęła się wtedy tylko smutno i powtarzała, że życzy mi szczęścia.
W sumie… czego mogłem się spodziewać po tygodniowej znajomości. Jednak tym razem było inaczej.
- Nie kochasz jej – stwierdziła. Spojrzałem na nią zaskoczony. Minę miała poważną, jakby się nad czymś zastanawiała.
- Za każdym razem, gdy o niej wspominasz twarz ci tężeje i wydajesz się być spięty i smutny. To do ciebie nie pasuje – dodała jakby po namyśle. Uśmiechnąłem się.
- A co do mnie pasuje? –zapytałem.
- Uśmiech. Piękny, urzekający i szczery uśmiech – zarumieniła się nieznacznie.
Nie jestem pewny, co mną pokierowało w tamtej chwili, ale wiem tyle, że nigdy w życiu nie czułem takiej satysfakcji z tego, że pocałowałem kogoś pod wpływem impulsu.


- Żartujesz sobie ze mnie – wykrzyczała mi w twarz, rzucając naszym zaręczynowym pierścionkiem. – Chciałeś mnie upokorzyć, tak?! Na tym ci właśnie zależało?!
Nie mogłem znieść złości w jej oczach. To nie był smutek, tylko czysta złość. Pierwszy raz nie czułem się źle z tym, że kogoś potraktowałem nie fair.
- I tak mnie nie kochałaś! Zdajesz sobie bardzo dobrze sprawę, że ja też ciebie nie kochałem! Niestety dopiero po zaręczynach zauważyłem, że chodziło ci tylko o moje pieniądze! Nie mów, że tylko ja tu jestem winny! – krzyknąłem podnosząc biżuterię z ziemi. Była nienaruszona, na szczęście.
- No tak, ale tylko ja potrafię się do tego otwarcie przyznać, prawda? – dodałem, spoglądając z pogardą na twarz dziewczyny, na której niby kiedyś mi zależało. Prychnęła rozjuszona.
- Za odwoływanie wszystkich zamówień zapłacisz sam – wyszła zatrzaskując za sobą drzwi.
- Zapłacę – wyszeptałem. – Żebyś wiedziała.


Nie pamiętam nawet jak to się stało, że wybrałem numer do mojej europejskiej księżniczki. Nie pamiętam jak jej przekazałem, że zerwałem z moją – teraz już byłą – narzeczoną. Pamiętam tylko ledwo dosłyszalny szloch i jej trzy słowa.
- Przyjedź do mnie.

***

Ustawiłem już wszystko na stole zastanawiając się, czy czegoś nie zapomniałem. Świeczki są, szampan też, trochę wina... Hmmm... Jedzenie jeszcze w piekarniku. W końcu jakoś trzeba uczcić to, że spotykamy się już pół roku. Obiecałem sobie, że wszystko będzie idealne... Powinna być lada moment. Nigdy się nie spóźniała. Przejrzałem się jeszcze w lustrze, sprawdzając, czy wszystko wygląda tak jak należy. Cóż, ubrałem się zwyczajnie, tak jak zawsze. Dżinsy, koszula z krawatem i do tego trampki. Czułem się troszkę skołowany, ale wcale mi to nie przeszkadzało. Zawsze tak się zachowywałem, gdy miałem się z nią spotkać. Dawało mi to tyle radości, że czasami miałem po prostu ochotę skakać ze szczęścia. Wszystko wydawało mi się takie piękne i pełne światła. Zupełnie tak, jakby rozjaśniła mi umysł na to co proste i cudowne zarazem. Dlaczego wcześniej tak się nie czułem? Dlaczego żadna kobieta wcześniej nie przekazała mi tylu pozytywnych uczuć? Wystarczył mi jeden jej uśmiech, jeden pocałunek, żebym zapominał o świecie doczesnym. Leeteuk powiedział mi ostatnio, że nie wie co się ze mną dzieje. Nie mówił tego oczywiście w złym kontekście...
Po prostu! Mogłem mu nareszcie z czystym sercem powiedzieć, że jestem szczęśliwy.
- Tak, Teukie, jestem szczęśliwy - wymruczałem sam do siebie, uśmiechając się przy tym nieznacznie. Moje rozmyślania przerwał dzwonek do drzwi. Odruchowo spojrzałem na zegarek. Oczywiście! Przyszła idealnie na czas.
Podszedłem szybko do drzwi, otwierając je na oścież.
Przede mną stała ona.
Ubrana była w biały, skórzany płaszcz do kostek. Długie, blond włosy upięte miała w kok, a niesforne kosmyki gdzieniegdzie okalały jej śliczną, zarumienioną od zimna twarz. Patrzyła na mnie tymi swoimi szarymi oczami, z uśmiechem przekraczając próg mieszkania.
- Co tak smakowicie pachnie? – zapytała, ściągając buty i kładąc je tuż koło wycieraczki. Odsunąłem się nieznacznie, żeby mogła przejść dalej.
- Hmm, to niespodzianka - powiedziałem, przykładając teatralnie palec do ust. Spojrzała na mnie uważnie, ze śmiertelnie poważną miną ściągając przy tym płaszcz. Spojrzałem na jej niebieską bluzkę i białe dżinsy, które nieznacznie opinały jej idealne ciało.
- Ale nie chcesz mnie otruć? – zapytała, a ja zauważyłem, że kącik ust jej drgnął, jakby miała się za chwilę roześmiać.
- Nie, no co ty – powiedziałem, uśmiechając się szeroko. Szturchnęła mnie lekko w ramię. Popatrzyłem na nią odruchowo i zauważyłem, że wystawia mi język. Przysunąłem się do niej bliżej, objąłem w talii i pocałowałem.
Pachniała tak cudownie... a smakowała jeszcze lepiej. Przesunąłem delikatnie językiem po jej dolnej wardze. Zamruczała mi cicho w usta, aż poczułem dziwne ciarki na skórze.
- Tęskniłem za tobą – powiedziałem, przysuwając ją jeszcze bliżej siebie. Wtuliła się w mój tors i zaśmiała cicho.
- Ja za tobą też - odpowiedziała, po czym objęła moją szyję. - To co mi tam przygotowałeś? - zapytała z tym swoim uroczym akcentem. Odsunąłem się od niej nieznacznie, biorąc ją za rękę.
- Chodź – powiedziałem, ciągnąc ją za sobą do kuchni.


Czekałem, aż skończy się kąpać. Uznała, że woli spędzić ten wieczór ze mną sam na sam oglądając jakieś ciekawe filmy. Chciałem ją zaprosić do teatru, ale tylko uśmiechnęła się, pocałowała mnie czule i powiedziała, że po takim obiedzie nigdzie się nie ruszy. Ugotowałem typową potrawę z jej rodzinnego kraju. Szczerze? Oddałbym wszystko, żeby zobaczyć jeszcze raz ten uśmiech, który mi wtedy posłała. Moje rozmyślania przerwało skrzypnięcie otwieranych drzwi. Weszła do salonu z ręcznikiem na głowie. Ubrana była tylko w moją - o wiele za dużą - koszulę. Przygryzłem nieznacznie usta próbując ukryć przed nią jak się teraz czułem. Przed samym sobą chyba też chciałem to ukryć. Najmniejszy ruch jej ciała sprawiał, że miałem dreszcze. Poza tym było mi tak gorąco, że chyba bardziej się nie dało (a trzeba wziąć pod uwagę fakt, że był środek zimy i ogrzewanie włączało się co jakieś dwie godziny). Wytarła szybkim ruchem włosy, kładąc ręcznik na krześle. Uśmiechnęła się do mnie, widząc jak siedzę na wypoczynku z pilotem w ręku, czekając tylko na jej znak.
- Poczekaj rozsunę trochę tą wersalkę, żeby było nam wygodniej – powiedziałem odpychając się nogami od oparcia. Siedzenie rozsunęło się o dobre czterdzieści centymetrów.
- Włącz coś – powiedziała siadając mi na kolanach. Zdziwiłem się bo miała bardzo dużo miejsca koło mnie. Oparła się nogami wygodnie o poduszki leżące obok. Wtuliła się w mój nagi tors wsuwając dłonie pod cienki materiał rozpiętej koszuli i patrzyła, jak powoli przełączam kanały. Czułem, jak jej klatka piersiowa unosiła się i opadała w miarowym oddechu, a serce wystukuje swój własny rytm. Uśmiechnąłem się pod nosem, przełączając na kolejny kanał.
- O! Stój! To mój ukochany film! – krzyknęła nagle, łapiąc mnie za rękę. Spojrzałem odruchowo na ekran i zauważyłem Tom’a Cruise w kimonie.
- Ostatni Samuraj? – zapytałem, patrząc na nią ze zdziwieniem. – Przecież to takie stare– mruknąłem mrużąc oczy.
- Wiem – wymruczała, po czym westchnęła przeciągle, gdy zobaczyła na ekranie dwójkę chłopców siedzących przy stole. Jeden z nich wyglądał jak aniołek. Musiałem to przyznać. – To dzięki niemu pokochałam Azję. Byłam wtedy głupią nastolatką, która przyrzekła sobie, że któregoś dnia da życie takiemu uroczemu, skośnookiemu chłopcu – objęła ramiona nadal patrząc na ekran.
- Od tamtej pory nie mogłam sobie ułożyć życia. We wszystkim widziałam tylko Azję, jej zwyczaje i tradycje. Przestałam nawet szukać wśród Europejczyków kandydatów na partnerów – zaśmiała się nerwowo. – Któregoś dnia poznałam koreańską muzykę i zaczęłam się uczyć języka. Jak widać, jeszcze sporo mi brakuje – chciałem się wtrącić, ale mówiła dalej. – W końcu po studiach przyjechałam tutaj i niedługo później poznałam ciebie – obróciła się w moją stronę i znów wtuliła się w mój tors. Serce biło jej jak oszalałe.
- Zaczynasz spełniać marzenia – powiedziałem odruchowo, spoglądając na jej jasne włosy. Podniosła na mnie zdziwione spojrzenie, po czym uśmiechnęła się jak gdyby nigdy nic.
- Czasami się zastanawiam, czy zasłużyłam na taką ilość szczęścia – wyszeptała biorąc do ręki mój naszyjnik. Obróciła nieduży, drewniany krzyżyk w palcach uśmiechając się pod nosem.
- Zasłużyłaś – powiedziałem zatapiając palce w jej jedwabistych włosach. - Co do języka… Radzisz sobie całkiem nieźle, a jeśli chodzi o małego chłopca… Najpierw chyba musimy wziąć ślub, prawda? – powiedziałem obejmując jej plecy. Przyciągnąłem ją do siebie. Znieruchomiała.
- Mówisz poważnie? – odsunęła się ode mnie na długość ramion. Oczy jej błyszczały niesamowitym blaskiem.
- Tak, mówię poważnie – powiedziałem, po czym przyciągnąłem ją do siebie i pocałowałem. W tamtej chwili wiedziałem już, że chcę z nią spędzić resztę życia. Przyciągnąłem ją do siebie jeszcze bardziej, wsuwając dłonie nieznacznie pod jej uda. Podniosłem ją tak, żeby czuła się wygodniej, a żebym sam nie musiał narzekać na to, że mi niewygodnie. Zamruczała mi w usta, a mnie przeszedł dreszcz.
- Chyba najwyższy czas przejść na wyższy poziom, prawda? – zapytała podnosząc się z moich kolan, by chwilę później usiąść na nich okrakiem. Twarzą zwróciła się do mnie, objęła moją szyję i spoglądała mi w oczy.
- Na wyższy poziom? - wydyszałem patrząc na jej lekko rozchylone usta. Chwile później dotarło do mnie, co miała na myśli. Przełknąłem ślinę.
- A naprawdę jesteś gotowa? – zapytałem, obejmując jej pośladki i przysuwając bliżej siebie.
- Nigdy nie byłam bardziej – wyszeptała mi do ucha, przygryzając je lekko. Pod palcami wyczułem tylko delikatny materiał, który wręcz parzył. Spoglądałem jak jej usta formują się w nieme „Kocham cię” i dotykają mojego nosa. Dłońmi błądziła po mojej klatce piersiowej, bardzo skrupulatnie omijając podbrzusze, które zaczynało powoli odmawiać mi posłuszeństwa. Zastanawiałem się ile będzie potrzebowała, żeby zorientować się, jak szybko moje podniecenie daje o sobie znać. Jęknąłem cicho, gdy dotknęła mojej szyi swoimi spierzchniętymi ustami. Przez to całe pół roku, nigdy jej pocałunki nie były tak pewne i niezdecydowane zarazem. Ja też czułem się trochę skołowany. Nie, żebym nie wiedział co robić w takiej sytuacji, ale po prostu nie chciałem jej traktować tak jak innych. Wsunąłem dłonie pod materiał koszuli i zatrzymałem je dopiero na jej łopatkach przyciskając ją do siebie. Najpierw składałem na jej twarzy motyle pocałunki, później, nie przerywając czynności, zawędrowałem nieco niżej. Wiedziałem, że szyja to najsłabszy punkt na całym jej ciele. Odgarnęła blond włosy za siebie, mrużąc przy tym nieznacznie oczy. Zacząłem bawić się guzikami, to odpinając je to zapinając, chciałem w ten sposób się z nią podroczyć. Uśmiechnęła się nieznacznie, zsuwając z moich ramion cienką koszulę. Westchnęła przeciągle, zarysowując opuszkami palców moje mięśnie. Oczywiście pod wpływem jej dotyku pojawiła się gęsia skórka. Znów mnie pocałowała. Tym razem nie pozostałem jej dłużny. Rozchyliłem lekko usta dając się ponieść cudownemu tańcu naszych spragnionych języków. Z każdą chwilą pocałunek stawał się coraz bardziej zachłanny i naglący. Jej usta wręcz krzyczały „Weź mnie” co przez pierwsze kilka sekund tak mnie zszokowało, że pozwoliłem sobie otworzyć oczy. Odpiąłem ostatni guzik, zsuwając z jej ramion moją koszulę. Moim oczom ukazało się jej ciało w całej swojej okazałości. Znów wymruczała mi w usta coś niezrozumiałego, a ja, pozwalając sobie na kolejny ruch, dotknąłem jej jędrnych piersi. Masowałem je delikatnie widząc, że sprawiam jej tym ogromną przyjemność. Przyciągnąłem ją do siebie, obróciłem nieznacznie i położyłem na stosie poduszek. Westchnęła, gdy językiem dotknąłem jej stwardniały sutek. Przygryzłem go lekko, wsuwając powoli rękę pod jedwabny materiał ostatniej części garderoby, którą miała na sobie. Wydała z siebie cichy pisk, gdy wsunąłem dwa palce – środkowy i wskazujący – w jej mokre wnętrze. Kciukiem drażniłem jej kobiecość patrząc, jak wije się pod moim dotykiem. Widziałem, jak przygryza wargi i przymyka oczy. Poruszałem dłonią bardzo delikatnie, ale za razem pewnie, na tyle, żeby sprawić jej tym jak największą przyjemność.
- DongHae, ja… Co to za uczucie? - wyjęczała cicho, zaciskając pięści na poduszkach. Wygięła się w łuk, a jej usta wykrzywił lekki uśmiech. Spojrzałem na nią uważnie.
Czyli była dziewicą...
Przez kilka sekund naprawdę poczułem się dumny z tego, że należy tylko do mnie. Jednak z drugiej strony skarciłem się w duszy za te myśli i popatrzyłem jej prosto w oczy.
- Orgazm - powiedziałem czując, że zaczynam się czuć nieswojo. Dłonie zaczęły mi się trząść jak galareta, a oddech zdecydowanie przyspieszył.
- Czym się tak denerwujesz? – zapytała, dotykając mojego ramienia. Czy się denerwowałem? Teraz tak. Zacząłem się denerwować, że coś zrobię nie tak i się jej nie spodoba, albo co gorsze - że będzie ją boleć.
- Chcę znów zobaczyć tą zachłanność w twoich oczach, co przed chwilą - powiedziała siadając, jakby dopiero co przeżyty orgazm nie zrobił na niej dużego wrażenia. Jednak jak się tak dobrze przyjrzeć to dyszała ciężko i uśmiechała się do mnie tak uroczo, że miałem ochotę ją tylko całować, całować, całować i jeszcze raz całować. Obrzuciła mój tors delikatnymi pocałunkami. Chwilę później poczułem jej niepewną dłoń na mojej męskości. Zupełnie jakby chciała tylko coś sprawdzić lub wypróbować. Jęknąłem mimowolnie, gdy jej nieśmiałe palce wsunęły się pod materiał bokserek. Odchyliłem odruchowo głowę do tyłu, przygryzając dolną wargę, na co ona pocałowała mnie tylko w zagłębienie szyi.
- Podoba ci się? - zapytała z nieśmiałym uśmiechem na twarzy.
- Podoba - przyciągnąłem ją do siebie, ściągając jednocześnie ostatnią część jej bielizny.
- Mogę? – zapytałem, patrząc uważnie jak znów siada okrakiem na moich kolanach. Dopiero teraz uświadomiłem sobie, ile czystego piękna może być w czymś tak zwykłym jak seks. Do tej pory zawsze kojarzyło mi się to tylko z czymś nieczystym i rozpustnym. Złym! Uśmiechnąłem się sam do siebie, naprowadzając ją powoli na moją męskość. Przyciągnąłem ją do siebie, objąłem w pasie i chwilę później poczułem, że właśnie znajduję się w jej wnętrzu. Wydała z siebie zduszony okrzyk i zassała nieznacznie powietrze.
- Boli? – zapytałem, kładąc ją po raz kolejny na stosie poduszek. W ten sposób może będzie mniej to odczuwać.
- Nie tak bardzo – powiedziała, uśmiechając się nieśmiało. Jej twarz zalała się rumieńcem. Poruszyłem się w niej lekko.
- A teraz?
- Już nie, najbardziej odczułam ten moment, gdy... Ugh... - wyjęczała cicho, gdy nachyliłem się nad nią, by pocałować jej usta.
- Kocham cię – wyszeptałem, nadając naszym ciałom jeden, wspólny rytm. Objęła moje biodra nogami, ścisnęła za szyję i wyszeptała krótko.
- Ja ciebie też, Hae... - czułem jej oddech na obojczyku i dotknięcie ust, gdy poruszyłem się zbyt gwałtownie. Moje ręce błądziły po jej ciele, nie mogąc znaleźć miejsca zaczepienia. W końcu objąłem jej biodra. Jakie to było cudowne uczucie. Nie potrzebowałem spełnienia, żeby czuć się świetnie. Potrzebowałem tylko jej... Jej miękkich włosów, dotyku ust i szarego spojrzenia, które teraz przewiercało mnie na wylot.
- Dlaczego mi się tak przyglądasz? – zapytałem, przemieszczając ręce z jej bioder na brzuch, później na plecy, by w końcu objąć je i przyciągnąć ją do siebie.
- Bo nie mogę się na ciebie napatrzeć - powiedziała, obejmując moją szyję. Usiedliśmy i wiedziałem, że w tej chwili poczuła mnie w sobie tak głęboko, że z jej gardła wydarł się tylko cichy jęk. Oparłem się o poręcz i poruszałem się w niej lekko, a zarazem pewnie. Już nie bałem się, że poczuje ból. Cieszyłem się tylko, że może odczuwać samą przyjemność. Widziałem kropelki potu, spływające po jej nagim ciele. Jęknąłem, gdy poczułem, że spełnienie zbliża się wielkimi krokami. Tak mało brakowało...
- Ja, ja dochodzę... - wyszeptałem jej do ucha, przyciągając ją do siebie tak, że mogłem ją poczuć każdą, najmniejszą częścią mojego ciała.
- Zrób to w środku! Proszę - wydyszała mi do ucha. - Chcę urodzić twoje dziecko - jej słowa podziałały na mnie tak, że dosłownie chwilę później poczułem taką przyjemność, jakiej już dawno nie czułem. Fala gorąca rozlała się po moim ciele niczym słodka trucizna, a mój okrzyk zdusiła kolejnym namiętnym pocałunkiem. Wtedy zdałem sobie sprawę, że ta noc nie będzie miała końca.
_________________

힘이 들지만 정말 행복하다.
Even though its tiring, I’m really happy.
Ostatnio zmieniony przez Naoni 2011-07-11, 12:40, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
maggdalena 
Mad?


Ulubieniec z SJ: Hae, Tusiek, Hee, Kyu, Hyuk
Lover: Siwon
Fav Pairing: EunHae, HanChul, HeeTeuk
Grupa krwi: A Rh+
Kocham SuJu od: 10.02.2010
Wiek: 26
Dołączyła: 06 Maj 2011
Posty: 15239
Skąd: ??czyca
Wysłany: 2011-07-10, 23:32   

dobrze wiesz ze kocham to opowiadanie bardzo bardzo mocno! i czekam na kolejne czesci ktorych jeszcze nie czytalam :)
_________________
"Without you, I could never see. Without you, I could never hear. Without you, I could never have happy tears in my eyes"

"Sometimes you're my hero. Sometimes you're my girlfriend. You're my sister. You're my BABY!"
 
 
 
natulka 


Ulubieniec z SJ: Wszyscy<3<3<3
Lover: Kangin
Grupa krwi: 0 Rh+
Wiek: 26
Dołączyła: 24 Maj 2011
Posty: 312
Skąd: Kleszczele
Wysłany: 2011-07-11, 00:17   

Jestem zaszokowana..... Strasznie mi się podoba!:) Nie mogę wykrzesać z siebie nawet normalnego komentarza... ehh co ty robisz z ludźmi..xD:***
_________________
W końcu jesteś moja mała Pało!!!!<3
 
 
 
DreamerLady 
Mów mi Haru ^^


Ulubieniec z SJ: Kyu,Hee,Hyuk ^^
Lover: Henry, Kyuhyun !! <3
Fav Pairing: Za dużo tego ! xD
Wiek: 19
Dołączyła: 07 Lip 2011
Posty: 189
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2011-07-11, 12:44   

Właśnie kobieto,co ty robisz z ludźmi.Od przedwczoraj myślę tylko o tym czy dodałaś już kolejną część.Bardzo przyjemnie piszesz,szybko się czyta i łatwo się wciągnąć.Czekam na kolejne części.
_________________
I'll wait for entire Super Junior
 
 
patusiek 
patusiek

Ulubieniec z SJ: Donghae
Lover: Kyuhyun
Fav Pairing: EunHae,SiHae,KyuHae,EunSiHae
Wiek: 32
Dołączyła: 06 Maj 2011
Posty: 3
Skąd: Katowice
Wysłany: 2011-07-11, 22:21   

OMG!! moj pierszwy i ulubiony fanfic! The best story! Swietnie piszesz..=) latwo sie wkreca..czytalam z wielka ciekawoscia ...mimo,ze to nie 1 raz xP sceny 18+ boskie :D ahh czekam z niecierpliwoscia na ciag dalszy~~~
 
 
 
DreamerLady 
Mów mi Haru ^^


Ulubieniec z SJ: Kyu,Hee,Hyuk ^^
Lover: Henry, Kyuhyun !! <3
Fav Pairing: Za dużo tego ! xD
Wiek: 19
Dołączyła: 07 Lip 2011
Posty: 189
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2011-07-11, 22:25   

Dziewczyno,musisz zdążyć dodać następną część przed godziną zero,bo nie będę przez ciebie w nocy spać XD
_________________
I'll wait for entire Super Junior
 
 
Naoni 
Angel N.


Ulubieniec z SJ: Leeteuk
Grupa krwi: A
Kocham SuJu od: 2010
Wiek: 25
Dołączyła: 04 Maj 2011
Posty: 1359
Skąd: Jordanów
Wysłany: 2011-07-11, 22:28   

Przepraszam, że nie odpisuje na komentarze, ale obiecuję, że na każdy odpiszę, jak dodam część o Eunhyuku ^.^ Teraz trzecia część. Enjoy <3

Supermarket, w którym się właśnie znajdowałam, wydał mi się niesamowicie wielki. Szłam szybkim krokiem w stronę stoiska z grami. Zastanawiałam się, czy wykupili już najnowszą wersję StarCrafta, na którą tak długo czekałam. Może to dziwne, że dziewczyna gra w takie gry, ale ta inność mi kompletnie nie przeszkadzała. Przy komputerze spędzałam większość wolnego czasu. Grając, robiąc grafikę i rozmawiając z internetowymi znajomymi. Moi prawdziwi znajomi często powtarzają mi, że powinnam wyjść do ludzi, a nie tylko patrzeć w monitor. Może i mieli rację, ale mi było dobrze z takim życiem, jakie prowadziłam. Czasami miałam w nosie wszystko dookoła. Liczyłam się tylko ja i mój komputer. Cóż… W końcu zaczęłam nawet studia informatyczne, jak by na to nie patrzeć. Westchnęłam przeciągle, podchodząc do specjalnej gablotki z nowościami. Poczułam lekkie ukłucie w brzuchu, gdy zobaczyłam, że jest pusta.
- Kurwa! – warknęłam, rozglądając się wokół siebie. Kątem oka zobaczyłam wysokiego chłopaka. Miał na sobie dresy, szeroką bluzę z kapturem zarzuconym na głowę i okulary przeciwsłoneczne. Nie zdziwiłoby mnie to, gdyby nie fakt, że był zwrócony w moją stronę i wyglądał tak, jakby mi się przyglądał. Odchrząknęłam tylko zwracając się w stronę innego stoiska. Uparcie próbowałam nie dać po sobie poznać, że poczułam się poruszona.
- Tego szukasz? – obcy pomachał mi najnowszą wersją StarCrafta przed nosem. Dlaczego to robił? Poczułam się lekko poirytowana.
- Przepraszam… Co ty robisz? – zapytałam, odwracając się w jego stronę. Zauważyłam tylko jego pełne, malinowe usta i szeroki, pogodny uśmiech.
Skąd ja go znałam?
Gdy tak się zastanawiałam, chłopak wsunął mi do ręki płytę.
- Trzymaj, mam już tę wersję w domu – powiedział, obrzucając mnie jeszcze wymownym spojrzeniem typu „Jako prawdziwy fan StarCrafta, ściągnąłem to sobie w dzień premiery”.
- Grasz czasami online? – zapytał, niby od niechcenia szukając jakiejś innej płyty.
- Gram – odpowiedziałam bez wahania, przyglądając mu się bezczelnie. Skąd ja go znałam, do cholery? W końcu moja ciekawość nie wytrzymała.
- Czy ja cię znam? – zapytałam, podchodząc do niego bliżej. Chłopak przez kilka sekund nic nie mówił.
- Nie, raczej mnie nie znasz – powiedział cicho, cofając się o kilka kroków. Obrócił się w stronę działu z muzyką. Przyglądałam się, jak podnosi jedną z nowszych płyt Super Junior. Wtedy poczułam się, jakby ktoś wylał mi na głowę kubeł zimnej wody.
Ten uśmiech, ten głos, ta lekko zgarbiona postura…
- Ty jesteś Kyuhyun! – powiedziałam, jednocześnie zakrywając sobie usta dłonią. Chłopak odwrócił się w moją stronę. Znieruchomiał.
- Ciszej! – wyszeptał, ściągając okulary przeciwsłoneczne. Spojrzał na mnie niesamowitymi, jak na Koreańczyka, oczami. Przez chwilę zaparło mi dech w piersi. Super Junior! Tak, ten Super Junior…
Innymi słowy. Chłopak stojący przede mną jest członkiem jednego z najbardziej znanych zespołów k-popowych. Osobiście uwielbiałam ich płyty, ale to było dobre kilka lat temu. Przez kilka sekund zapomniałam języka w gębie, a on, jak gdyby nigdy nic, po prostu mi się przyglądał.
- Mam coś na twarzy – zapytałam, patrząc z szeroko otwartymi oczami, jak przeczesuje niedbale włosy. Za wszelką cenę próbowałam zachować zimną krew. Nie miał na sobie nic, co świadczyłoby o jego przynależności do zespołu. Zero makijażu, zero szpanerskiego, wyszukanego designu gwiazdki k-popu, który wręcz krzyczy: „Jestem sławny! Śpiewam! Helloł! Popatrz na mnie!”.
- Nie, po prostu dawno nie rozmawiałem z kimś spoza wytwórni – przechylił głowę, patrząc na mnie z zainteresowaniem – ale, jak na dziewczynę, to wyglądasz bardzo chłopięco.
- Ha, ha, ha. Dziękuję bardzo! Każdej dziewczynie prawisz takie komplementy? – spojrzałam na niego wymownie. W sumie miał rację. Ubierałam się jak chłopak, no ale co z tego? Lubiłam szerokie spodnie i bluzy z kapturem albo skejciarskie t-shirty.
- Dziwi mnie to. Na co dzień widzę tylko róż… Dużo różu. Ja nie wiem, ile można – wyciągnął z gablotki starą wersję Diablo. - Znasz? – zapytał, obracając pudełko w dłoni.
- No pewnie – prychnęłam, na co szeroki uśmiech zagościł na jego ślicznej twarzy.
- Cóż, coś mi się wydaje, że będziemy się dobrze dogadywać.

***

-Kyu! Ty cholero! Popatrz, przecież ten koleś zaraz ci headshota strzeli! – krzyknęłam, zatrzymując się obok Kyuhyuna, który właśnie próbował za wszelką cenę wybrnąć ze ślepego zaułka. W rękach trzymałam kubek gorącej herbaty, ale bałam się, że zaraz cała zawartość porcelany znajdzie się na podłodze, ponieważ Kyu od czasu do czasu szarpał się niespokojnie na krześle. Grał w stare GTA Vice City, które uwielbiałam. No cóż, mogę powiedzieć, że miałam słabość do fikcyjnych facetów z kilkudniowym zarostem, ubranych w hawajskie koszule. Kyu warknął przeciągle, gdy usłyszał w głośnikach strzał i jego postać padła trupem.
- Nie wkurzaj mnie – burknął, wyjmując mi z rąk herbatę. Upił łyk i spojrzał na mnie, uroczo mrużąc oczy.
- Więc co mam zrobić, panno wszechwiedząca? – zapytał, odkładając kubek na biurko. Objął mnie w pasie i przyciągnął do siebie. Oparł brodę o mój brzuch i spojrzał na mnie spod zasłony gęstych rzęs. Zamrugał nimi zalotnie.
- O nie! Męcz się sam! Skoro mi nikt nie podpowiadał, to tobie też nie będę podpowiadać.
- Chociaż troszkę? – wsunął dłonie pod materiał mojej bluzki. Zataczał opuszkami długich palców nieznaczne kółeczka.
- Nie kuś, ty demonie z piekła rodem! I tak ci nie powiem! – przesunął dłonią na brzuch podnosząc nieznacznie koszulkę do góry. Pocałował mnie lekko spierzchniętymi wargami tuż nad pępkiem.
Westchnęłam przeciągle.
- Nadal mi nie powiesz? – zapytał zachrypniętym głosem, patrząc na mnie uważnie.
- Ani mi się śni! – wyszeptałam, wysuwając język i dając mu tym samym do zrozumienia, że nie mamy o czym dyskutować.
- W takim razie nici z seksu! – powiedział z uśmiechem na ustach, odwracając się z powrotem w stronę komputera. Nachyliłam się nad jego uchem i przygryzłam je lekko.
- Zobaczymy, kto będzie mnie o to błagał za kilka godzin –wyczułam tylko, jak zadrżał. Uśmiechnęłam się pod nosem.

***

Fakt, że byłam zakochana w KyuHyunie uderzył we mnie niczym grom z jasnego nieba. Tak niespodziewanie, że sama przez kilka sekund miałam wrażenie, że świat usunął mi się spod nóg. Było to tak niesamowicie oczywiste, że aż poczułam się skołowana. Spoglądałam na jego śpiącą twarz. Oddychał miarowo i spokojnie. Jego pełne usta wykrzywiły się w delikatnym uśmiechu. Zastanawiałam się co mu się może śnić. Prawdopodobnie był teraz w trakcie niszczenia kolejnej armii wroga, która atakowała jego wojska. Cholera. Kochałam tę jego dziecinną stronę osobowości. Wtedy mogłam czuć, że jest sobą, że nie udaje kogoś, kim nie jest. Wtedy cały należał do mnie, a ja bezczelnie z tego korzystałam. Poruszyłam się nieznacznie, mając nadzieję, że go nie obudzę. Patrzyłam na jego czarne włosy, które teraz, rozsypane wokół jego ślicznej twarzy, sprawiały, że wyglądał jak anioł. Odgarnęłam delikatnie kosmyk z jego czoła. Poruszył się niespokojnie i otworzył zaspane oczy. Wstrzymałam oddech na ten widok, błagając Boga i wszystkich świętych, żeby czas się zatrzymał, a żebym ja mogła już na wieki patrzeć na ten wyraz twarzy.
- Co się stało? – zapytał zaspany. – Dlaczego jeszcze nie śpisz? – przetarł oczy ze znużeniem i objął mnie w pasie, przyciągając do siebie jeszcze bliżej. Mogłam idealnie wyczuć zapach jego skóry. Ta woń była tak wyjątkowa, że poznałabym ją wszędzie.
- Kocham cię – wyszeptałam cicho, czując jak Kyu wstrzymuje oddech.
- Nareszcie to powiedziałaś – wymruczał mi do ucha, muskając ustami mój nos. Nie trzeba było długo czekać, żeby odnalazł moje spragnione wargi. Całowaliśmy się tak, jak nigdy wcześniej.

***

- Może powinnaś rzucić tę pracę? Spędzasz przed komputerem więcej czasu ode mnie. To niedopuszczalne – Kyuhyun siedział obok mojej pufy, szturchając mnie palcem wskazującym w udo. Testowałam właśnie najnowszy produkt EA Games. Miałam później umieścić jego recenzję w najbardziej prestiżowym czasopiśmie.
- Kyu – zaśmiałam się, kładąc mu rękę na głowie. – Muszę to skończyć do jutra, a powiem szczerze, że zapowiada się ciekawie. Chyba powinieneś się sam za to zabrać – przeniosłam dłoń na jego policzek. Był niesamowicie ciepły. Jak dla mnie trochę za ciepły.
- Mam wrażenie, że pojawił się między nami dystans – Kyu przesunął się, ściągając moją rękę ze swojej twarzy i oprał się o moje plecy.
- Powiedz mi… - wyszeptał ściszonym głosem. – Masz kogoś innego?
Jego pytanie sprawiło, że z wrażenia zastopowałam grę i odwróciłam się w jego stronę.
- Dlaczego tak twierdzisz? – zapytałam szczerze zdumiona. – Przecież mam tylko ciebie i nikt więcej się dla mnie nie liczy – powiedziałam patrząc mu prosto w oczy. Taka była prawda. Uśmiechnął się nieśmiało, a na jego twarzy dostrzegłam niezdrowy rumieniec.
- To dobrze – mruknął, patrząc w całkiem innym kierunku. – Chyba nie zniósłbym, gdybyś mnie zdradziła.
- Kyu, co się stało? Dziwnie wyglądasz, jesteś chory? I w ogóle dlaczego mi mówisz takie rzeczy? – zapytałam, klękając przed nim.
Patrzyłam mu w oczy uważnie, próbując zrozumieć, co mu dolegało.
- Bo cię kocham – odpowiedział, całując mnie łapczywie. Biło od niego nienaturalne ciepło.
- Kyu… Kyu… - wyszeptałam między jego pocałunkami. – Kyu… Co jest grane? – patrzyłam na niego uważnie, odsuwając się nieznacznie. Westchnął. Pocałował mnie tylko w czubek nosa, wstał chwiejnie i ruszył do swojego pokoju bez słowa. Gdy zamykał za sobą drzwi, mruknął tylko ciche „Dobranoc”.

***

Czasami człowiek naprawdę nie zdaje sobie sprawy, ile szczęścia może przynieść mu obecność drugiej osoby. Uśmiechałem się na samą myśl, że właśnie zaczynałem urlop z moją dziewczyną u boku. Była zbyt przerażona lotem, dlatego zasnęła opierając się o moje ramię. Przyglądałem się, jak oddycha miarowo, a jej długie, czarne włosy opadają na zarumienioną twarz. Gdyby miała otwarte oczy, mógłbym ujrzeć najbardziej przenikliwe, czekoladowe spojrzenie, jakiego kiedykolwiek doświadczyłem. W słuchawkach usłyszałem melancholijną melodię. Była to jedna z naszych starszych ballad.

„Let’s not”.

Lecieliśmy właśnie nad oceanem chmur. Nigdy wcześniej czegoś takiego nie widziałem. Z jednej strony czułem lekki dyskomfort i obawę, ale z drugiej strony cieszyłem się jak cholera. Poruszyła się niespokojnie, obejmując mnie nieznacznie. Uśmiechnąłem się jeszcze szerzej.
- Tak, to będą niezapomniane dwa tygodnie – wyszeptałem, przymykając oczy.

Ktoś mi kiedyś powiedział, że Paryż jest miastem zakochanych. Zawsze się zastanawiałem, o co mogło chodzić. Czym się wyróżniało na tle innych, że dostało właśnie taką nazwę? Teraz, gdy już tu jestem i mogę zobaczyć jego urok nocą i magię, którą wokół siebie roztacza, wiem, o co tym wszystkim ludziom chodziło. Spojrzałem na moją dziewczynę, która trzymała mnie za rękę. Widziałem w jej oczach zachwyt, gdy patrzyła na cudownie oświetloną wierzę Eiffle’a.
- Jak tu pięknie – wyszeptała, spoglądając ukradkiem na parę obok nas. Całowali się w najlepsze, nie widząc świata poza sobą. Dlaczego mnie to nie dziwiło? Patrząc na tę delikatną osóbkę obok mnie, też nie widziałem niczego innego.
- Racja – przyznałem, przyciągając ją do siebie, objąłem w pasie i pocałowałem delikatnie w policzek.
- Jednak nic nie jest piękniejsze od ciebie – wyszeptałem, nachylając się do jej ucha.
- Je t'aime ma chérie* - powiedziałem cicho, muskając nieznacznie ustami jej ucho. Zachichotała, ściskając mocniej moje ramię. Podniosła się na palcach i pocałowała mnie. Był to słodki i zarazem delikatny pocałunek.
- Świetny akcent, mój mistrzu – wymruczała mi w usta, wtulając się w mój tors. Byłem szczęśliwy! Cholernie szczęśliwy.
- Może już wracajmy? – zapytałem, patrząc na jej twarz. Uśmiechnęła się tylko.
- Poczekajmy do północy.

Siedziałem na kanapie z laptopem na kolanach. Włączyłem sobie na chwilkę grę, żeby odpocząć trochę po całym dniu zwiedzania. Wiedziałem, że moja druga połowa już śpi, bo w sypialni było ciemno. Uśmiechnąłem się pod nosem. Mieliśmy za sobą cudowny dzień… Zacząłem się zastanawiać nad tym, jak się czułem w jej towarzystwie. Wiem, że na pewno przez ten czas stałem się bardziej odpowiedzialny i może trochę bardziej zapobiegliwy. Zdecydowanie mniej czas spędzałem przed komputerem. Ostatni raz grałem u Hae, gdy przygotowywał się do spotkania z tą pindą. Nigdy jej nie lubiłem, ale nie potrafiłem tego powiedzieć DongHae prosto w oczy. Starałem się cieszyć jego szczęściem. Nic więcej się nie liczyło. Uśmiechnąłem się sam do siebie, patrząc na logo włączającej się gry. Gdy pojawił się dźwięk ładujący, usłyszałem szelest i ktoś stanął w drzwiach do sypialni. Widziałem tylko sylwetkę mojej dziewczyny. Spojrzałem na nią.
- Co się stało? – zapytałem, patrząc na jej twarz. Była bez wyrazu.
- Znów siedzisz przy tym przeklętym komputerze – wysyczała przez zęby, piorunując mnie wzrokiem.
- Jak to znów? Przecież nie miałem go w rękach od ponad tygodnia! Poza tym, myślałem, że już śpisz – mruknąłem, patrząc na jej sylwetkę. Ubrana była w moją podkoszulkę. Tylko.
- No to sobie siedź! – krzyknęła, odwracając się na pięcie i trzaskając drzwiami do sypialni. Odłożyłem laptopa na stolik i podszedłem do drzwi, żeby je otworzyć, ale nie dałem rady. Zamknęła je na klucz.
- Śpij z tym laptopem na kanapie – usłyszałem zza drzwi jej zdenerwowany głos.
- Ale o co ci tak naprawdę chodzi? – zapytałem, czując, że i tak mi nie odpowie.
- Daj mi spokój!
- Jak sobie życzysz! – odwarknąłem, wracając na wypoczynek. Rozłożyłem koc i poduszki, wziąłem laptopa na kolana i uznałem, że będę tak długo rozbijał siły przeciwnika, aż cała, dziwna złość ze mnie wyparuje.


Jeszcze chyba nigdy tak brutalnie nie kroiłem pomidorów. Przygotowywałem nam śniadanie, zastanawiając się czy dzisiaj rano też wyskoczy na mnie bez powodu. Próbowałem sobie przypomnieć, czy wcześniej zrobiłem coś nie tak. No przecież nie! Cholera! To mi spokoju nie da. Gdy rozkładałem pieczywo na talerze, usłyszałem kroki i chwilę później poczułem ciepłe dłonie na brzuchu. Obejmowała mnie, opierając głowę między łopatkami.
- Przepraszam, Kyu – powiedziała zduszonym głosem. – Ja, chciałam po prostu… Mieć cię przy sobie wczorajszej nocy. Czekałam na ciebie. Zirytowałam się, gdy zobaczyłam cię z tym przeklętym komputerem.
- Czekałaś na mnie? – zapytałem głupio. – Trzeba mi było powiedzieć! – odwróciłem się w jej stronę.
Pocałowała mnie tak łapczywie, że z wrażenia wypuściłem z ręki nóż. Usłyszałem tylko, jak metal uderza z głośnym hukiem o kafelki, odbijając się od nich i lądując tuż koło mojej gołej stopy. Objęła moją szyję, zanurzając jednocześnie palce w moich, lekko kręconych włosach. Rozsunęła wargi, dając mi wyraźny znak, że chciałaby poczuć mój język między swoimi zębami. Przyznam szczerze… Spodobało mi się to zagranie. Już dawno nie była tak roznamiętniona. Patrzyłem, jak odsuwa się ode mnie nieznacznie, by zaczerpnąć powietrza. Spojrzała mi w oczy, uświadamiając tym samym, że nie chce skończyć tylko na niewinnym pocałunku.
Zaraz, moment… Czy ten pocałunek był niewinny?
Objąłem ją w pasie i przyciągnąłem do siebie. Ściskałem nieznacznie jej pośladki, z satysfakcją stwierdzając, że pod cienką warstwą materiału koszuli nocnej nie ma kompletnie nic. Musnąłem ustami jej usta, po czym zacząłem schodzić pocałunkami nieco niżej. Przez brodę, szyję, kończąc na obojczyku. Zamruczała mi cicho do ucha, na co ja automatycznie poczułem ciepło eksplodujące w najbardziej wrażliwej części mojego ciała. Nie spodziewałem się, że tak niewiele potrzeba, żebym poczuł tak szybko wzrastające podniecenie. Z jednej strony przeklinałem się, że miałem na sobie tylko bokserki, ale z drugiej strony cieszyłem się jak cholera. Przynajmniej widziała, że działa na mnie bardzo intensywnie. Oparła dłonie o mój tors, wodząc opuszkami palców po lekko zarysowanych mięśniach. Jej delikatny dotyk sprawił, że poczułem gęsią skórkę.
- Byłeś niegrzeczny, Kyu – wyszeptała cicho, zsuwając swoje dłonie z klatki piersiowej na brzuch. Jęknąłem niespodziewanie, gdy wsunęła palce pod materiał bokserek. Przygryzłem dolną wargę, opierając się całym ciężarem o blat kuchenny. Jej palce były tak wprawne, że chwilami zapominałem, jak się oddycha. Położyłem jej rękę na ramieniu, drugą natomiast zacząłem powoli zsuwać z niej cienki materiał koszuli nocnej. Za każdym razem, gdy się kochaliśmy byłem pod wrażeniem jej idealnego ciała. Zawsze wodziłem wzrokiem po idealnie płaskim brzuchu, po niedużych, kształtnych piersiach… Tak jak teraz. Uklękła przede mną, uśmiechając się diabelsko. Miała w sobie dużo z demona. W szczególności jeśli chodziło o naszą wspólną przyjemność. Nie musiałem długo czekać na jej kolejny ruch. Prawie natychmiast poczułem ciepłe wnętrze jej ust. Ssała i przygryzała moją męskość, zdając sobie sprawę, że wszystko we mnie wariowało. Wplotłem palce w jej długie włosy. Co chwilę patrzyła na mnie tymi swoimi dużymi, czekoladowymi oczami. Momentami to spojrzenie było tak świdrujące, że czułem się, jakby czytała mi w myślach. Mam nadzieję, że wyczytała z nich, jak było mi dobrze. Teraz już nie zwracałem uwagi na to, że czeka na nas śniadanie, a woda w czajniku zaczyna stygnąć.
- Nie każ mi czekać – powiedziałem nieco zachrypniętym głosem, patrząc prosto w jej oczy. Podniosła się i pocałowała mnie zachłannie. Po raz kolejny tego dnia poczułem eksplodujące we mnie podniecenie, w momencie, gdy sama dotknęła swojej kobiecości.
- Chcesz tego, prawda? – zapytała bezczelnie, patrząc, jak tracę zmysły. Chciałem jej wykrzyczeć w twarz, żeby ze mną nie pogrywała, ale nie potrafiłem wykrztusić słowa. Za to gwałtownie przyciągnąłem ją, obracając do siebie plecami. Zsunąłem dłonie z brzucha, przez biodra i umiejscowiłem je na jej udach. Jęknęła cicho, czując, jak skrzętnie omijam „tamto” miejsce.
- Kyuhyun – wyszeptała słabo. Uśmiechnąłem się z satysfakcją.
- Chciałabyś więcej, hmm? - zapytałem, starając się o najbardziej uroczy ton ze wszystkich z mojego skromnego arsenału. Poczułem, że jej plecy powoli stają się mokre. Zauważyłem pojedyncze kropelki potu.
- Mmm – wymruczała tylko, gdy zacząłem pieścić jej kobiecość. Czułem, jak drżała pod moim dotykiem. Przyznam szczerze, bardzo mi to odpowiadało. Obróciłem ją nieśpiesznie i oparłem o blat kuchenny. Uklęknąłem przed nią, wsuwając nieznacznie dwa palce w jej mokre wnętrze. Zassała łapczywie powietrze, zupełnie jakby to był ostatni oddech przed utonięciem. Moje usta wykrzywił lekki uśmieszek. Satysfakcja. Tak się nazywało to uczucie.
- Kyu… Proszę… - jej słaby głos sprawił, że coś we mnie pękło. Chęć zabawy z nią w kotka i myszkę gdzieś wyparowała. Zsunąłem z bioder bokserki i rzuciłem je gdzieś w kąt. Przygryzła dolną wargę. Objąłem jej udo i podniosłem nieznacznie. Wszedłem w nią bez pośpiechu, z delikatnym uśmiechem na twarzy. Objęła moją szyję, dysząc mi w ramie. Potrzebowałem chwili, by znaleźć nasz wspólny rytm. Nie było to trudne, zważywszy na to, ile oboje mieliśmy ze sobą doświadczenia. Moje śmiałe pchnięcia już jej nie zawstydzały i nie sprawiały, że czuła się w jakikolwiek sposób skołowana. Raz po raz wydawała z siebie krótkie jęki. Oddychałem ciężko, obdarzając jej szyję krótkimi pocałunkami. Po chwili obróciłem ją plecami do siebie. Oparła się posłusznie o blat, dając mi w ten sposób więcej możliwości. Wodziłem dłońmi po jej plecach, zatrzymując je na biodrach. Zadrżała i wydała z siebie cichy krzyk. Byłem w niej tak głęboko, że sam miałem ochotę krzyknąć. Spełnienie było blisko. Czułem to każdym najmniejszym kawałeczkiem mojego rozpalonego ciała. Spojrzałem na twarz mojej dziewczyny. Jej zamglone spojrzenie mówiło mi, że czuła to samo co ja. Objąłem ją w pasie i przyciągnąłem do siebie. Jej mokre plecy dotknęły mojej klatki piersiowej. W tej chwili poczułem narastającą przyjemność. Przesunąłem ją delikatnie w stronę ściany i przycisnąłem do niej. Wtedy podniecenie eksplodowało ze stokrotnie większą siłą. Jęknąłem mimo woli, pragnąc jednocześnie, by ta chwila trwała wiecznie.
- Kyu… - wyszeptała cicho i tak seksownie, że wiedziałem co zaraz nastąpi. Dotknąłem odruchowo jej kobiecości, z premedytacją, dokładnie w tym najczulszym miejscu.
- Nie przestawaj – wymruczała. – Nie przestawaj.


- Musicie się zjawić! Kyu! Nie dyskutuj z wujkiem Hae! – głos Donghae wydał mi się zdecydowanie za bardzo donośny. – Na mój ślub nie przyjedziecie? Jaja sobie robisz?
- Ja będę na pewno, ale nie wiem co z moim skarbem – odwróciłem głowę w jej stronę, podniosła się z poduszki i spojrzała na mnie zaspanym wzrokiem. – Chodzi o to, że ma jakieś śmieszne spotkanie z menadżerem w tym samym czasie.
- Spoko, ale tak czy inaczej… Spróbuj ją jakoś namówić – nie dawał za wygraną. Uśmiechnąłem się pod nosem.
- Hyung, zachowujesz się jak małe dziecko – stwierdziłem, wykrzywiając usta w delikatnym uśmiechu. Był szczęśliwy. Cholernie szczęśliwy. Teraz powinienem całować jego kobietę po stopach, że zjawiła się w jego życiu w odpowiednim momencie.
- Czy to coś nowego? – zapytał rozbawiony. Oczami wyobraźni mogłem zobaczyć jego promienny uśmiech.
- No racja, to nic nowego – mruknąłem z przekąsem. – Donghae, zadzwonię do ciebie jutro o bardziej przyzwoitej porze, dobrze? – usłyszałem tylko donośny śmiech w słuchawce, spojrzałem na elektroniczny zegarek stojący na szafce obok łóżka. Pomarańczowe litery układały się w dołującą trzecią w nocy.
- Ok, dobranoc, Kyu – jego głos nagle stał się dużo delikatniejszy. – Dbajcie o siebie – dodał po chwili namysłu.
- Będziemy, hyung. Dobranoc – usłyszałem długi sygnał przerwanego połączenia.


- Naprawdę nie dasz rady iść ze mną? – zapytałem, patrząc, jak ubiera się odświętnie pomimo tego, że nie wybiera się ze mną na ślub Donghae. Zapinała właśnie zamek, przeglądając się w lustrze.
- Nawet nie wiesz, ile to dla mnie znaczy. Dzięki temu spotkaniu będę mogła liczyć na awans – powiedziała, nawet na mnie nie patrząc. Nie spodobało mi się to. Bardzo mi się to nie spodobało. Ostatnio zachowywała się wyjątkowo dziwnie. Ograniczała dotyk do minimum. Patrzyła na mnie tylko wtedy, kiedy musiała. Wydawało mi się, że celowo mnie unika. Wróciłem do wiązania krawatu, próbując pozbyć się tych dziwnych myśli. Tłumaczyłem sobie, że jest zajęta awansem. Miałem nadzieję, że po dzisiejszym wieczorze wszystko wróci do normy. Nie mogłem powiedzieć przecież, że byłem pewny. Bo na świecie niczego nie można być pewnym.
Jak to się mówi? „Nadzieja matką głupich.” Z tym, że ja nie byłem głupi, tylko zakochany, a to konkretna różnica.
Chociaż? Czy miłość nie jest „głupim” uczuciem? Głupim może nie, ale za to cholernie wybrednym.
- Kiedy wrócisz? – zapytałem, widząc, jak maluje usta krwisto-czerwoną szminką. Zdziwiłem się, ponieważ normalnie nigdy takiej nie używała.
- Nie wiem Kyu, nie czekaj na mnie…

Siedziałem pomiędzy Leeteukiem a Heechulem, patrząc, jak państwo młodzi kroją tort. Nie mogłem się nadziwić uczuciu, które kumulowało się w ich oczach. Nie potrzebowali słów, bo doskonale się rozumieć. Też tak miałem. Gdy patrzyłem na jej twarz, nie istniało dla mnie nic innego. Cały mój świat obracał się wokół jej spojrzenia. Serce miękło, gdy widziałem jej uśmiech, a dusza radowała się, gdy słyszała jej melodyjny głos. Dlaczego te uczucia wydają mi się takie odległe? Przecież ją kocham! „Kocham, kurwa!” Wykrzyczałem sobie w myślach, spoglądając w prawo na Leeteuka. Siedział spokojnie, z lekkim uśmiechem na ustach, ściskając za rękę swoją żonę, która drugą ręką wprawiała w ruch niedużą kołyskę. Dziecko, które spało w środku było tak śliczne, jak jeszcze żadne inne. Gdy tylko pierwszy raz je zobaczyłem, wiedziałem, że chcę dać życie maleństwu, które będzie równie urokliwe, jak córka Leeteuka. Ta mała nie wiedziała jeszcze, co na nią czeka.
Nie wiedziała, że została poczęta w ogromnym świecie ludzkich kłamstw i niedomówień. Nie wiedziała, jak wielu ludzi będzie chciało ją zniszczyć. Nie miała o tym pojęcia, ale patrząc na szczęśliwe twarze swoich rodziców, jednego mogła być pewna. Są też tacy ludzie, którzy ją kochają i zawsze kochać będą, ponieważ jest ona owocem ich wspólnej miłości.
Jakie to wszystko było sprzeczne ze sobą. Jak ogień i woda. Zło i dobro.
„Ech, Kyu, a niech cię szlag!” Pomyślałem, patrząc na DongHae, który posłał mi promienny uśmiech. Próbowałem odpowiedzieć tym samym, ale chyba nie do końca mi się to udało.
„Przepraszam, DongHae, przepraszam, że nie umiem się cieszyć z tobą w tak szczęśliwym dla ciebie dniu.”

- Dostałam awans – siedziała przy stole kuchennym z kubkiem gorącej kawy w ręku. Wydawała się jakaś taka nieobecna. Obserwowałem ją uważnie, próbując zauważyć jakieś konkretniejsze zmiany w jej zachowaniu. Na próżno.
- Naprawdę? – zapytałem sucho, stojąc twarzą do okna. Przyglądałem się jej odbiciu w szybie. Zmarszczyła brwi i westchnęła przeciągle.
- Ale ciebie to nie interesuje, prawda? – obróciłem się odruchowo w jej stronę. Miała wojownicze spojrzenie.
- Interesuje! – powiedziałem nieco głośniej, uparcie wpatrując się w jej oczy. Były zimne. Jak dwa sople lodu.
- Gdybyś chociaż chciał mi to udowodnić – warknęła, poświęcając resztki swojej uwagi kubkowi kawy zamiast mnie.
- Gdybyś mi dała możliwość – syknąłem, wychodząc z kuchni. Miałem ochotę wyjść z mieszkania i biec przed siebie. Nie zwracałbym uwagi na nic, na żadną najmniejszą rzecz.
Byłbym tylko ja i moje wątpliwości. Zamiast tego ruszyłem do sypialni i rzuciłem się na łóżko. Leżałem krzyżem na miękkich poduszkach, głową w dół, czując, jak nerwy zaczynają we mnie pulsować. Nagle coś zawibrowało. Podniosłem automatycznie głowę i wsunąłem rękę pod poduszkę. Wyciągnąłem jej telefon. Spojrzałem odruchowo na wyświetlacz i ze zdziwieniem stwierdziłem, że dostała sms’a od swojego szefa. Jednak jeszcze większym zaskoczeniem była bardzo późna godzina. Zacząłem się zastanawiać, co ten facet od niej chce. Powstrzymałem się i pomyślałem, że to przecież jej telefon i nie powinienem w nim grzebać. Wsunąłem z powrotem komórkę pod poduszkę, nie zdążyłem jej wypuścić z ręki, a już przyszedł kolejny sms. Przygryzłem wargę. Przecież nie powinna mi nic zrobić za to, że przeczytałem jej dwa sms’y. W końcu wydało mi się to podejrzane. Zacisnąłem zęby i nacisnąłem jeden, konkretny przycisk. Usiadłem gwałtownie na krawędzi łóżka.
W jednej chwili wydawało mi się, że zabrakło dla mnie powietrza.

„Dziękuję za wspaniałą noc.
Chciałbym znów móc Cię dotykać w ten sposób.
Proszę nie każ mi czekać. „

„Seks z tobą to było niezapomniane przeżycie.
Ubóstwiam Cię, całuję
Do zobaczenia w biurze”

Telefon wypadł mi z rąk i potoczył się po panelach z głuchym łoskotem. Długo wpatrywałem się w swoje dłonie, zanim sens tych kilku zdań do mnie dotarł.
- Że co? – zapytałem sam siebie, czując, jak łzy same napływają mi do oczu. Czy powinienem płakać? Nie! Nie powinienem. Ona nie jest tego warta. Otarłem je odruchowo rękawem, zaciskając mocno zęby. Wstałem chwiejnie, podniosłem jej telefon z ziemi i ruszyłem do kuchni. Te kilka metrów wydało mi się całymi milami. Siedziała nadal przy stole, wpatrując się w okno. Złość ścisnęła mnie za gardło, gdy patrzyłem, jak palcami przeczesuje długie włosy. Podszedłem do niej bliżej i rzuciłem telefon na ławę. Wzdrygnęła się mimowolnie, patrząc na mnie ze zdziwieniem.
- Co ty robisz? – zapytała, wpatrując się we mnie uważnie.
- Co ja robię? Chyba powinnaś przeczytać wiadomości przychodzące – warknąłem, patrząc na nią z nieukrywaną nienawiścią. Otworzyła oczy szerzej ze zdumienia i sięgnęła po telefon. Zauważyłem, że ręce zaczęły się jej trząść. Gdy czytała wiadomości, jej wyraz twarzy się zmienił. Ze zdziwionego na przerażony.
- Kyu, ja… - wyszeptała, wstając. Podeszła do mnie szybkim krokiem i dotknęła mojej ręki.
- Nie dotykaj mnie – szarpnąłem się. – Nie chcę mieć z tobą nic do czynienia! Rozumiesz?! Nic!
- Ale proszę, daj mi wyjaśnić…
- Co chcesz mi wyjaśniać? Puściłaś się z własnym szefem! Kurwa!
- Kyu…
- Kyu, Kyu, Kyu… ! – ryknąłem. – Jak mogłem być taki głupi… ?! Ufałem ci. Kocham cię, jak jakiś idiota! Martwię się, że coś robię nie tak, bo już nie traktujesz mnie tak, jak wcześniej. A tu co? Moja dziewczyna, jak się okazuje, perfidnie mnie zdradza! Rzygać mi się chce na twój widok – ostatnie słowa wysyczałem. Łzy mimowolnie napłynęły mi do oczu. Nawet nie miałem siły ich wycierać.
- Kyu, błagam – złapała mnie za ramię, gdy odwracałem się w stronę drzwi. – Wysłuchaj mnie!
- Nie chcę cie znać – powiedziałem łamiącym się głosem. – Daj mi spokojnie stąd wyjść, bo mam wrażenie, że się zaraz uduszę – puściła mnie, a ja sięgnąłem ręką po klucze do mojego BMW, które wisiały tuż przy drzwiach wejściowych. Szarpnąłem je i zniknąłem za drzwiami, nawet nie zmieniając butów.

Już dawno tak nie płakałem. Dawno nie czułem się tak perfidnie bezradny. Jechałem cały czas przed siebie. Nawet mnie nie interesowało dokąd.
Jak mogła mi to zrobić?
Przecież dawałem jej wszystko, a nawet jeszcze więcej! Wyrwałbym sobie serce, gdyby tylko go potrzebowała. Zacisnąłem palce mocno na kierownicy. W radiu rozbrzmiewały stare utwory Super Junior.

„One love,
One love.
The memories are beautiful,
I never let you go ”

Przygryzłem dolną wargę. Zrobiłem to z taką siłą, że chwilę później poczułem metaliczny posmak na języku. Oblizałem odruchowo usta, krzywiąc się nieznacznie. Tak smakował mój żal. Był gorzki i wyjątkowo cierpki. Zjeżdżałem właśnie z autostrady z prędkością ponad sto dwadzieścia na godzinę. Nie miałem ochoty zwalniać, ba, miałem ochotę przycisnąć gaz do dechy. Nagle, w jednej chwili poczułem coś dziwnego. Zaczęło mi szarpać kierownicą, usłyszałem klakson, pisk opon i zobaczyłem białe, oślepiające światło. Ostatnie, co dobiegło do moich uszu, to dźwięk zgniatanego metalu i pękającego szkła.
Ogarnęła mnie ciemność.

Siedziałam na blacie w kuchni, pogrążona w swoim własnym świecie. Kyu wyszedł już ponad godzinę temu i nie dawał znaku życia.
„Co się dziwisz, głupia dziwko… Myślisz, że po tym, co mu zrobiłaś, wróci do ciebie bez słowa? Nie on… Powinnaś go znać na tyle dobrze.” Cichy głos gdzieś w mojej głowie nie dawał mi spokoju. Nie chciałam mu uwierzyć, ale koniec końców: to była prawda. Zdradziłam Kyuhyuna i nie miałam nic na swoje usprawiedliwienie. Jednak z drugiej strony, on też nie był bez winy. Ostatnimi czasy irytował mnie jak cholera. Jego zachowanie było dziwne, zupełnie jakby miał wszystko w nosie. Czasami zastanawiałam się, czy on jeszcze coś do mnie czuje. Prychnęłam głośno, zsuwając się powoli z blatu. Przeszłam do salonu, usiadłam na wypoczynku i włączyłam telewizor. Widziałam, że szef próbuje się do mnie dodzwonić, ale nie miałam ochoty odbierać. Czułam, że w kącikach oczu powoli zbierają mi się łzy. Łzy złości, upokorzenia i czegoś jeszcze, ale tego ostatniego uczucia nie umiałam dokładnie opisać słowami. Coś pomiędzy wstydem i bezradnością. Patrzyłam tępo w ekran, zmuszając się, żeby cała moja uwaga skupiła się wokół fabuły. Na próżno.
- Przerywamy film, żeby nadać ważny komunikat – nagle na ekranie pojawiła się postać kobiety, a za nią emitowane były zdjęcia z jakiejś kraksy.
- Cho Kyuhyun, wokalista legendarnego zespołu Super Junior uległ wypadkowi samochodowemu na drodze krajowej numer 126. Według świadków jego BMW zjechało na remontowany pas ruchu i uderzyło w ciężarowy samochód. Nadal badane są okoliczności wydarzeń. Cho trafił do szpitala w stanie poważnym, ale nie zagrażającym życiu. Będziemy podawać informacje na bieżąco – spikerka zniknęła z ekranu i stacja telewizyjna wróciła do emitowania filmu.
Pilot wypadł mi z ręki i potoczył się po podłodze, robiąc zdecydowanie za dużo hałasu.


Czy ja jestem w niebie? Pomyślałem, czując oślepiające światło, drażniące moje oczy. Nie chciałem ich otwierać, bojąc się, że to, co tam zobaczę, będzie za piękne .
- Wyjdzie z tego bez szwanku – usłyszałem przyjemny, kobiecy głos dochodzący z bardzo bliska. Czy w niebie ktoś mógłby tak powiedzieć? Fakty powoli zaczęły do mnie docierać. Pamiętam, że gdzieś jechałem. Pamiętam tę ciężarówkę, która pojawiła się wtedy znikąd. Przypomniałem sobie też uczucia, które mi wtedy towarzyszyły i ich przyczynę. Czyli nie byłem w niebie…
- To dobrze – głos, który odpowiedział pierwszemu, należał najprawdopodobniej do Eunhyuk’a. Otworzyłem oczy powoli, chcąc się upewnić, czy mam rację. Próbowałem przyzwyczaić wzrok do jasności tego pomieszczenia. Prawie natychmiast poczułem czyjąś dłoń na ramieniu.
- Kyu! – głos Eunhyuk’a przepełniony był wyrzutem. – Ty kretynie!
- Dziękuję, czuję się świetnie – odpowiedziałem z przekąsem, próbując podnieść się na łokciach. Poczułem przeszywający, tępy ból w okolicach lewego obojczyka.
- Niech się pan jeszcze nie podnosi – lekarka, która stała obok mnie, obrzuciła mnie współczującym spojrzeniem.
- Ma pan dość poważne złamanie – dodała, poprawiając kroplówkę.
- Złamanie? – wydukałem. – No to pięknie.
- Podam panu jeszcze leki przeciwbólowe, dobrze? – kiwnąłem głową, patrząc na Eunhyuk’a, który stał z boku i przyglądał mi się uważnie. Kobieta zmieniła woreczek i zniknęła za drzwiami pokoju, zostawiając mnie samego z moim przyjacielem.
- Słyszałem o wszystkim – powiedział bez ogródek, podchodząc do mnie i zajmując fotel naprzeciwko mojego łóżka.
- I co w związku z tym? – zapytałem, unikając jego spojrzenia.
- Chcę usłyszeć twoją wersję wydarzeń…

Od wypadku minęło już prawie pół roku, a obojczyk nadal dawał się we znaki. Było to irytujące, przede wszystkim ze względu na to, że nie mogłem uczestniczyć w ćwiczeniach, bo za każdym razem albo go nadwyrężyłem, albo zrobiłem coś takiego, że bolało mnie przez kolejny tydzień. Wytwórnia nie dawała mi spokoju, jęcząc za uchem, że zachowałem się niepoważnie i nieodpowiedzialnie jak na swój wiek. Mieli rację. Z perspektywy czasu, tak właśnie na to patrzyłem: jak na wybryk, który po prostu kosztował mnie trochę zdrowia. Po rehabilitacji żyłem swoim życiem. Zacząłem się więcej udzielać towarzysko. Poznawałem nowych ludzi. Innymi słowy, rzuciłem się w wir wydarzeń, nie patrząc na przeszłość. Chciałem wszystko zostawić w tyle i nie oglądać się za dniem wczorajszym. Tak mi się przynajmniej wydawało do czasu, gdy zacząłem się umawiać z tancerką. Była śliczna, słodka i wyjątkowo utalentowana. Miała też wyjątkowo dobre serce. Nie mogłem znieść tego, jak bardzo przypominała mi moją byłą. Przez tę tancerkę zacząłem wspominać czasy, gdy było nam naprawdę dobrze. Wspominałem wyjazd do Paryża, to jak się wtedy czuliśmy. Z jakiegoś powodu z każdym jednym wspomnieniem czułem do niej mniej żalu. Jakby fakt, że mnie zdradziła, stawał się mniej ważny. W końcu sam też nie byłem bez winy. Eunhyuk po wysłuchaniu mojej wersji wydarzeń stwierdził, że tylko duma nie pozwala mi na ułożenie sobie życia. Dzięki Małpie wiedziałem, że ona nadal czeka na mój powrót. Czeka na moment, gdy stanę w drzwiach i przeproszę za to, że ją zaniedbywałem, za to, że musiała szukać pocieszenia w ramionach innego mężczyzny. Podobno od razu, gdy się dowiedziała o moim wypadku, przekreśliła tę „znajomość”.
Jednak… Czy moja duma mi na to pozwoli? Czy będę w stanie powiedzieć „przepraszam” za to, że to ona sprawiła mi zawód. Dlaczego nie mogła ze mną rozmawiać? Dlaczego od razu mnie zdradziła w tak paskudny sposób? Tyle pytań, a tak mało odpowiedzi.

Siedziałam przy komputerze, pisząc kolejną recenzję gry dla mojego wydawnictwa. Co chwilę traciłam wątek i zmieniałam dopiero co napisane zdania. Słowem, nic mi nie wychodziło. Zapisałam to, co udało mi się z siebie wydusić i wyłączyłam maszynę. Nie miałam ochoty męczyć się z czymś, co i tak nie przyniesie większych efektów. Westchnęłam przeciągle rozciągając zasiedziane kończyny. Wstałam niespiesznie i ruszyłam w stronę kuchni z myślą o porządnej kawie. Co z tego, że było już dobrze po jedenastej wieczorem. Każdy, kto mnie znał, wiedział, że takie rzeczy to u mnie norma. No, właściwie nie każdy, tylko Kyuhyun i moja najlepsza przyjaciółka. Na samo wspomnienie Kyu poczułam potężny ucisk w żołądku. Czy tak się to wszystko musiało skończyć? Zdradziłam go, sprawiłam, że miał wypadek i przyczyniłam się do jego bólu zarówno psychicznego jak i fizycznego. Co ze mnie za człowiek? Spojrzałam przez okno na panoramę Seoul’u. To był powód, dla którego jeszcze tutaj mieszkałam. Pomimo tego, że kiedyś dzieliłam mieszkanie z Kyuhyunem, z tego nie zrezygnowałam. Jakbym czuła, jak to wszystko się skończy.
Na zewnątrz padało.
Zupełnie tak, jak w moim sercu.
Nagle usłyszałam dzwonek do drzwi. Zdziwiłam się i odruchowo spojrzałam na zegarek.
„Przecież jest tak późno.” Pomyślałam, ruszając w stronę drzwi. Zaczęłam się zastanawiać, dlaczego portier nie zatrzymał tej osoby na dole w holu i nie dał mi znać, że mam gościa. Do tej pory zawsze tak robił. Stanęłam przed drzwiami.
- Kto tam? – zapytałam, kładąc rękę na klamce. Nikt mi nie odpowiedział. Nacisnęłam ją i otworzyłam niepewnie. Stanęłam jak wryta i otworzyłam oczy szerzej ze zdumienia.
- Przepraszam – przede mną stał Kyuhyun. Był przemoczony do suchej nitki. Woda spływała mu z włosów, z ubrań… Patrzył na mnie tym spojrzeniem, po którym moje serce zawsze miękło.
- Przepraszam! Za wszystko – wyszeptał, wyciągając rękę w moją stronę.
- Och Kyu! – krzyknęłam i rzuciłam się na jego szyję. Nie przejmowałam się, że był cały mokry.
- To ja przepraszam – serce biło mi jak oszalałe i próbowałam zdusić łzy, które automatycznie zbierały mi się w kącikach oczu. – Przepraszam za wszystko.
_________________

힘이 들지만 정말 행복하다.
Even though its tiring, I’m really happy.
 
 
natulka 


Ulubieniec z SJ: Wszyscy<3<3<3
Lover: Kangin
Grupa krwi: 0 Rh+
Wiek: 26
Dołączyła: 24 Maj 2011
Posty: 312
Skąd: Kleszczele
Wysłany: 2011-07-11, 23:00   

Mam do powiedzenia tylko big WOW...!!!:)
_________________
W końcu jesteś moja mała Pało!!!!<3
 
 
 
DreamerLady 
Mów mi Haru ^^


Ulubieniec z SJ: Kyu,Hee,Hyuk ^^
Lover: Henry, Kyuhyun !! <3
Fav Pairing: Za dużo tego ! xD
Wiek: 19
Dołączyła: 07 Lip 2011
Posty: 189
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2011-07-12, 00:31   

natulka, WOW to za mało powiedziane! Jak zwykle strasznie się wkręciłam i straciłam poczucie czasu:) Mam jeszcze jedną książkę do przeczytania,muszę się umyć naładować telefon. Za mało czasu. Doprowadzisz mnie do zgonu:) Za dobrze piszesz:)
_________________
I'll wait for entire Super Junior
 
 
maggdalena 
Mad?


Ulubieniec z SJ: Hae, Tusiek, Hee, Kyu, Hyuk
Lover: Siwon
Fav Pairing: EunHae, HanChul, HeeTeuk
Grupa krwi: A Rh+
Kocham SuJu od: 10.02.2010
Wiek: 26
Dołączyła: 06 Maj 2011
Posty: 15239
Skąd: ??czyca
Wysłany: 2011-07-12, 11:56   

tej czesci nie lubie >< biedy Kyu taki skrzywdzony...ja bym dziwce nie wybaczyla! tak skrzywdzic EvilMaknae?! zabilabym golymi rekoma :O
_________________
"Without you, I could never see. Without you, I could never hear. Without you, I could never have happy tears in my eyes"

"Sometimes you're my hero. Sometimes you're my girlfriend. You're my sister. You're my BABY!"
 
 
 
Naoni 
Angel N.


Ulubieniec z SJ: Leeteuk
Grupa krwi: A
Kocham SuJu od: 2010
Wiek: 25
Dołączyła: 04 Maj 2011
Posty: 1359
Skąd: Jordanów
Wysłany: 2011-07-12, 12:23   

O. Ja to napisałam wieki temu, jak ten motyw jeszcze nie był popularny :D ^.^
Dzisiaj wieczorem będzie czwarta, jeszcze nigdzie światu nieopublikowana część. <3 Omo. Aż się dobrze czuję, kończąc to opowiadanie. ^.^
_________________

힘이 들지만 정말 행복하다.
Even though its tiring, I’m really happy.
Ostatnio zmieniony przez Naoni 2011-07-12, 12:29, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Design by Forum Komputerowe
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group


logo
2008 – 2017 © SUPERJUNIOR.PL
Poprzednie adresy: Klik | Klik

Strona wygenerowana w 0,33 sekundy. Zapytań do SQL: 10