| FAQ | Szukaj | Użytkownicy | Grupy | Rejestracja | Zaloguj | Album | Download |


superjunior

Poprzedni temat «» Następny temat
S.P.Y
Autor Wiadomość
Chizuru 
Gryzę ^.^


Ulubieniec z SJ: Kyuhyun, Mi, Hee, Hyuk, Tusiu
Lover: Kyuhyun <3
Fav Pairing: ChangKyu
Grupa krwi: A Rh+
Kocham SuJu od: koniec stycznia 2013
Wiek: 23
Dołączyła: 10 Lip 2013
Posty: 275
Skąd: Poznań
Wysłany: 2014-02-02, 21:32   S.P.Y

Pomysł wpadł mi, gdy słuchałam SPY xDD Hope you'll enjoy it~

***

Na ulicy panował gwar. Ludzie mijali się, śpiesząc dokądś, umyślnie lub przypadkiem potrącając innego przechodnia. Młodzież, chcąc choć w niewielkiej mierze odciążyć swych rodziców, stała na chodniku z ulotkami, wciskając je w dłonie każdej osobie, do której mogli dosięgnąć. Pod ścianą siedział starszy mężczyzna z gitarą, usiłujący zarobić parę groszy śpiewając ballady ze swych młodzieńczych lat. Popiół z papierosa odrywał się od skręta przy gwałtowniejszych ruchach ust, ginąc w gęstwinie siwej brody. Samochody gnały po asfalcie, rozgrzewając go niemalże do czerwoności. Gdzieś na drugim końcu ulicy miał miejsce wypadek i powoli tworzył się korek. Co niecierpliwsi kierowcy trąbili na innych ze złością, jakby w nadziei, że irytująco głośny dźwięk pozwoli im na ruszenie w dalszą drogę.
Cały świat biegł, tkwił w zamkniętym kole pośpiechu za nieznanym, za celem swego istnienia. Zdawać by się mogło, że tylko ten wielki budynek, o który opierał się brzdąkający na gitarze staruszek, trwał na swoim miejscu. On i mężczyzna, który stojąc praktycznie na samym krawężniku, wpatrywał się w jego fasadę już dobre kilka minut, jakby nie mogąc się zdecydować czy wejść, czy zostać na zewnątrz.
W końcu ruszył na przód, przedzierając się umiejętnie przez gąszcz ludzkich ciał. Wyminąwszy tłum, stanął przed drzwiami. Ostatni głęboki wdech, mający za zadanie pozbawić go reszty targających nim wątpliwości. Nacisnął klamkę. Drzwi ustąpiły.
W środku oczekiwała go cisza i spokój. Nikt nie biegał nerwowo z jednego końca pomieszczenia do drugiego (może z wyjątkiem chłopców na posyłki), nikt nie krzyczał (oprócz sprzątaczki, złej na nowozatrudnioną stażystkę). Panował ład i porządek.
Tajemniczy mężczyzna podszedł wolnym krokiem do recepcji. Wbił wzrok w siedzącą za ladą brunetkę, obecnie uzupełniającą dokumentację. Oczywiście przy pomocy komputera. W końcu to bardzo nowoczesna organizacja.
- Przepraszam- odezwał się po chwili przybysz
Recepcjonistka spojrzała na niego z zaskoczeniem.
- Och, już pan wrócił?- Spytała z uśmiechem- Nie spodziewałam się pana tu zobaczyć w tym miesiącu.
Mężczyzna przeczesał palcami brązowe włosy, odwzajemniając uśmiech.
- Jakoś tak wyszło, że skończyłem wcześniej.
- Jest pan szybki- dziewczyna puściła mu oczko
- Jestem profesjonalistą, Sandaro- zaśmiał się krótko, po czym spoważniał- Szef u siebie?
Dara westchnęła.
- U siebie. Kazał sobie nie przeszkadzać, bo na kogoś czeka- spojrzała na niego nieco niepewnie-Chodziło o ciebie, prawda?
- Nic mu nie mówiłem!- Brązowowłosy podniósł dłonie w obronnym geście
- Ten człowiek wie wszystko!- Roześmiała się dziewczyna
Sandara sięgnęła do intercomu. Po naciśnięciu odpowiedniego guzika, powiedziała do mikrofonu:
- Panie dyrektorze Park, pan Cho przyszedł.
- Zaproś go.
Brunetka uśmiechnęła się do Cho, wskazując mu odpowiednią drogę. Zupełnie, jakbym nie pamiętał, którędy iść, prychnął w myślach. Jednak po chwili zastanowienia uznał, że w sumie mógłby nie pamiętać. Ile czasu minęło, odkąd nie było go w Seulu? Nie licząc sporadycznych kilkudniowych wizyt by złożyć raport ze swych działań, to z pół roku na pewno. Sześć miesięcy z dala od ukochanej stolicy, od domu. Pół roku w terenie, bez możliwości poinformowania rodziny o swoim stanie. To całkiem dużo jak na tak młodego agenta. Chociaż, jeśliby porównać nieobecność Cho do Jego zniknięcia…
Nie! złajał się w duchu, wymierzając sobie mentalny policzek. Nie wspominaj Go już! Nie myśl o tym kretynie, debilu, żmii przebrzydłej, kłamcy… DOSYĆ!
Gdy stanął przed drzwiami dyrektora, był zmuszony do wzięcia kilku głębszych wdechów by się uspokoić. Myśli o Nim działały na niego jak czerwona płachta na byka. Pomimo znaczącego upływu czasu (oraz kilku prawych sierpowych od znajomego boksera, żeby, jak tamten twierdził, „w końcu się ogarnął”) nie potrafił wyrzucić z pamięci ani swej złości, ani obiektu ową złość powodującego.
Cho poprawił czarny garnitur i zapukał dwukrotnie, po czym, usłyszawszy ciche proszę, wszedł do gabinetu.
Pokój był urządzony w nowoczesnym acz skromnym stylu. Ściany pomalowano na nieskazitelną biel, która idealnie kontrastowała z głęboką czernią szaf, półek i foteli. Szerokie na pół ściany okno wieczorami okrywały śnieżnobiałe zasłony, obecnie artystycznie związane po bokach szyby. Przy suficie kręcił się połyskujący czernią wiatraczek. Gdzieniegdzie stały czarnobiałe nowoczesne lampy. Nieco koloru wnosił stojący w roku pokoju soczyście zielony kwiatek.
- Kyuhyun! Jak miło cię widzieć, chłopcze!
Siedzący dotąd za szerokim biurkiem (prawdopodobnie jedynym białym meblem w pomieszczeniu) mężczyzna wstał z fotela by uściskać gościa. Dyrektor Park był wysoki i przystojny (według żeńskiej części pracownic… i nie tylko). Ciemne włosy opadały na czoło, tak często marszczące się ze zmartwienia i oczy, które, gdy tego chciał, przypominały ślepia biednego, skrzywdzonego szczeniaczka. Usta co chwilę wyginały się w radosnym, szczerym uśmiechu. Słowem- dobry człowiek. Lub Park Jungsu.
- Ciebie też, Teuk- odparł Kyuhyun, odwzajemniając uścisk
- Nie pozwalaj sobie, Cho!- Rzucił żartobliwie Park, w branży zwany Leeteukiem, trącając młodzieńca zaczepnie w ramię
- Dobrze, szefie- zachichotał. Zawsze czuł się komfortowo w towarzystwie starszego
- Więc- zaczął Leeteuk, gdy usiedli na sobie przeznaczonych miejscach- jak poszło?
Kyuhyun wyciągnął z torby grubą teczkę i położył ją przed dyrektorem.
- To było prostsze, niż przewidywaliśmy, hyung- oznajmił, wzruszając ramionami- A przynajmniej ostatni etap. Łatwiej mi było stamtąd uciec niż się do nich przedostać, jeśli mam być szczery.
- Zdobyłeś wszystkie informacje?- Zapytał Jungsu, biorąc do ręki dostarczone dokumenty
- Plus parę ekstra nowinek- Cho był z siebie cholernie dumny i było to po nim widać
Park zaśmiał się, widząc minę młodszego.
- Powinienem się tego spodziewać. Jesteś w końcu jednym z moich najlepszych agentów.
- Mów mi więcej.
- Żebyś mi tu spoczął na laurach, dzieciaku? Nigdy w życiu.
Kyuhyun roześmiał się radośnie, odchylając się na fotelu. Westchnął ciężko.
- Zmęczony?- Spytał Leeteuk
- Trochę- przyznał Cho- Mimo wszystko pół roku w terenie, nawet z przerwami, bywa męczące.
Park pokiwał wolno głową.
- To prawda- przyznał- jednak pamiętaj, że agenci wyjeżdżali na dłuższe misje.
- Wiem- ponownie westchnął brązowowłosy- Mimo wszystko chciałbym parę dni odpocząć… Mogę?
- Możesz- zgodził się szef- Przyda ci się urlop.
Kyuhyun podniósł się nieco. Znał ten ton. Leeteuk mówił tak do niego tylko wtedy, gdy…
- Masz dla mnie trudne zadanie, hyung?- Chciał zapytać, jednak to bardziej zabrzmiało jak stwierdzenie
Jungsu wyprostował się w fotelu, nagle poważniejąc.
- Bardzo trudne.
Cho zaświeciły się oczy. Uwielbiał adrenalinę.
- Jak bardzo?
- Bardzo- uciął szef, po chwili dodając- Otrzymacie wspólnika, agencie 013.
Brązowowłosy skrzywił się lekko. Agent 013. Na początku ta liczba niezmiernie go denerwowała. Dlaczego 13? Czemu nie 007, jak James Bond? Jednak z czasem on i jego koledzy po fachu wymyślili dla niej uzasadnienie. Bo skoro bondowe 007 oznaczało agenta z licencją na zabijanie, to 013 Kyuhyuna prawdopodobnie miało reprezentować szpiega z licencją na sianie pecha. Oczywiście u wroga. Bo prawda była taka, że gdziekolwiek by Cho nie posłano, celowi zawsze działo się coś dziwnego. Coś, w co nikt nigdy nie chciał wnikać. Na wszelki wypadek.
- Wspólnika?- Zdziwił się Kyuhyun- Kogo?
W tym momencie drzwi otworzyły się i w drzwiach stanął…
- Agencie 013, poznajcie agenta 004- Leeteuk uśmiechnął się szeroko na widok stojącego w progu bruneta
To niemożliwe, żeby On tu był…
- Ach, my już się znamy, dyrektorze- 004 uśmiechnął się delikatnie w stronę osłupiałego Cho
Yesung.
 
 
 
teitatoo 
Soonyoungie


Ulubieniec z SJ: Hae, Kui Xian, wszyscy
Lover: Kwon 'Fire' Soonyoung
Fav Pairing: QMi, SoonHoon (oni coś na serio tak)
Grupa krwi: A+
Kocham SuJu od: 01.01.2011
Dołączyła: 09 Maj 2011
Posty: 3536
Skąd: Bydgoszcz
Wysłany: 2014-02-02, 22:31   

Yyyyyy! Początek jest taki fajny! Lubie Kyu-agenta! xD Pasuje mu, natomiast co do Yesia... cóż, on wciąż kojarzy mi się z gubieniem drogi do dormów, więc... nie xD
Intryguje mnie sprawa Yesia, bo ON zniknął, tak? Na dłużej niż pół roku. I dlaczego? Mam nadzieję, że tu będzie kontynuacja, bo pomimo, że nie lubię czytać nic innego niż QMi, HanChul czy HenHae to jest to interesujące i po prostu ominę kawałki mówiące o ich miłości, jeśli takowe będą xD
Weny~

(Widzisz, kocham Cię ^____^)
_________________

My lil RUDE bub

no need to rush cause you can touch~ touch
 
 
Chizuru 
Gryzę ^.^


Ulubieniec z SJ: Kyuhyun, Mi, Hee, Hyuk, Tusiu
Lover: Kyuhyun <3
Fav Pairing: ChangKyu
Grupa krwi: A Rh+
Kocham SuJu od: koniec stycznia 2013
Wiek: 23
Dołączyła: 10 Lip 2013
Posty: 275
Skąd: Poznań
Wysłany: 2014-02-02, 23:44   

Wiesz co, Tei, ty może mnie za QMi kochać będziesz xD Przez parę części miłości nie będzie. Wolę rozwijać fabułę xd
 
 
 
Chizuru 
Gryzę ^.^


Ulubieniec z SJ: Kyuhyun, Mi, Hee, Hyuk, Tusiu
Lover: Kyuhyun <3
Fav Pairing: ChangKyu
Grupa krwi: A Rh+
Kocham SuJu od: koniec stycznia 2013
Wiek: 23
Dołączyła: 10 Lip 2013
Posty: 275
Skąd: Poznań
Wysłany: 2014-05-02, 20:28   

Wyleczyłam się z depresji po ostatniej części Gejmisji i po miesiącu udało mi się napisać to ^^
Hope you like it~

***

Część druga


Yesung.
Czy to jest jakiś żart?

Kyuhyun z niedowierzaniem wpatrywał się w ciemnowłosego, który nadal stał w progu i patrzył na niego z lekkim uśmiechem na ustach.
Uśmiechem, przez który wracały wspomnienia.
Te, które Cho desperacko pragnął wyrzucić z pamięci…

~*~
7 lat wcześniej

Młody, wyraźnie zestresowany chłopak stał przed drzwiami jednego z najlepszych uniwersytetów w kraju. Uniwersytetu, o którym marzył przez całe swoje życie. Uniwersytetu, przez który prawie wylądował w szpitalu przed egzaminami końcowymi w szkole średniej, kiedy po dziesięć razy dziennie przerabiał cały materiał, odmawiając sobie w nocy snu. Uniwersytetu, który stał się jego celem życiowym numer jeden.
Uniwersytetu, na który ostatecznie został przyjęty.
Ciemnowłosy ściskał nerwowo pasek swojej torby, w której trzymał niezbędne pierwszego dnia edukacji przedmioty. Nadal stał w miejscu, jakby w obawie, iż budynek na niego skoczy, jeśli ten spróbuje do niego podejść.
Czekał na ten moment tyle czasu, iż teraz, gdy w końcu mógł tam wejść, kiedy spełniło się jedno z jego największych marzeń, wydawało mu się to irracjonalne. Stanie w tym miejscu. Możliwość przekroczenia progu tej uczelni. Udało mu się, w co nie mógł uwierzyć.
Przełknął głośno ślinę i wymierzył sobie mentalny policzek.
- Nie bądź tchórzem, Cho Kyuhyunie- szepnął i postawił pierwsze kroki naprzód.
Zatrzymał się dopiero przed drzwiami. Nieco drżącą dłonią pociągnął za klamkę i wszedł do środka.
Wnętrze było urządzone w bardzo gustownym stylu. Czarnobiałe sofy, stoliki i fotele stały w stosownych od siebie odległościach na przypominającej szachownicę lśniącej, wypastowanej podłodze, w której Kyuhyun mógłby się spokojnie przejrzeć, gdyby nie wlepiał wzroku w pokaźnych rozmiarów żyrandole, których szklane fragmenty lśniły w porannym słońcu niczym diamenty. A może rzeczywiście nimi były…?
Młody student spojrzał na stojące pod śnieżnobiałą ścianą regały, których czarne półki niemal uginały się pod ciężarem znajdujących się na nich książek. Chłopak podszedł do nich wolnym krokiem, po drodze mierząc wzrokiem szerokie, okryte ciemnym dywanem schody prowadzące na wyższe piętra. W końcu przyjrzał się bliżej tytułom, jak się okazało, podręczników. „Jak rozpoznać szpiega”, „ABC dobrego agenta”, „Najlepsze trucizny i odtrutki świata”. Ten ostatni, nie wiedzieć, czemu, przywodził mu na myśl lekcje eliksirów u profesora Snape’a z „Harry’ego Pottera”. Spojrzał niżej. „Historia konfliktów zbrojnych świata” brzmiała co prawda nudniej, ale zdecydowanie normalniej niż „10 sposobów na zamordowanie geniusza zła”, aczkolwiek Cho sądził, że to któryś z uczniów umieścił tę książkę na tej półce, prawdopodobnie dla żartu. Wzruszył ramionami, uśmiechając się lekko. W sumie, dlaczego nie? Nie można być wiecznie śmiertelnie poważnym, to niezdrowe.
Przysięgając sobie w duchu, że jeszcze tu przyjdzie, skierował się do położonego po drugiej stronie obszernego pomieszczenia sekretariatu. Zawahał się. A może to jakaś pomyłka, pomyślał, i zaraz powiedzą mi, że mam wracać do domu i szukać innej szkoły? Przełknął ślinę, czując rosnącą w gardle gulę. Przypomniały mu się słowa ojca, twierdzącego, iż Kyuhyun na marne starał się o prawo do studiowania na tej uczelni. Starszy Cho uważał, że jego syn powinien udać się na kierunek związany z bankowością lub administracją. Chłopak pamiętał rozmowę, którą odbył z ojcem zanim złożył papiery do Seoul Agents Academy. Dyskusja szybko zmieniła się w ostrą wymianę zdań, którą ostatecznie przerwała matka Kyuhyuna, błagając męża, by przestał krzyczeć na ich syna i po prostu mu na to pozwolił, skoro jest to jego marzenie. Ojciec ostatecznie zgodził się na finansowanie jego edukacji, ale pod warunkiem, że chłopak nie zawali ani jednego egzaminu- w takim wypadku natychmiast zabrałby jego rzeczy z akademika w S.A.A., przepisując go na bankowość. Kyuhyun ochoczo przystał na takie warunki. Na dobrą sprawę nie miał innego wyboru.
Biorąc głęboki wdech, podniósł rękę i zapukał, może nieco za bardzo energicznie. Po chwili nacisnął klamkę i wszedł do środka, gdzie uprzejma kobieta za biurkiem wręczyła mu plan szkoły, rozkład zajęć i klucz do jego pokoju, informując go również, że jego rzeczy już tam na niego czekają a on sam może się spokojnie rozejrzeć, bo wykłady zaczynają się dopiero jutro rano. Podziękowawszy jej, opuścił sekretariat i wlepił wzrok w mapkę, szukając na niej biblioteki. Od zawsze lubił książki. I komputery. Tak nowoczesna akademia musiała mieć komputery w bibliotece, prawda?
Po paru minutach stanął przed masywnymi dębowymi drzwiami. Przekraczając ich próg, w jego nozdrza uderzył charakterystyczny zapach tuszu drukarskiego, kojarzący się Kyuhyunowi z najlepszymi latami jego dzieciństwa. Z delikatnym uśmiechem na ustach, kiwnął głową na powitanie wiekowej bibliotekarce, która pomimo sporej różnicy wieku oblała się soczystym rumieńcem. Chłopak poszedł dalej, w podobny sposób witając się z nielicznymi w owym pomieszczeniu studentami. Cóż, na początek musi być dla wszystkich miły, prawda? Jakieś wsparcie zawsze się przyda, a przyjaciół raczej nie znajdzie, na starcie plując jadem na lewo i prawo. Nie, żeby faktycznie to robił, ale prawdą było, że Cho Kyuhyun do najmilszych na świecie osób zdecydowanie nie należał. I to mu w żadnym wypadku nie przeszkadzało.
Uśmiech na jego twarzy poszerzył się, gdy dostrzegł na końcu pomieszczenia rządek ukochanego sprzętu elektronicznego. Podążył szybszym krokiem w tamtą stronę, jednak kątem oka dostrzegł między regałami coś, co sprawiło, że stanął jak wryty.
Na podłodze kucał chłopak. Miał ciemne włosy, grzywka opadała mu na czekoladowe oczy, przez co co chwilę musiał odgarniać ją drobną dłonią, żeby nie ograniczała mu pola widzenia. Tajemniczy osobnik, zarzuciwszy na głowę kaptur burej bluzy, który zdaniem Cho był zdecydowanie za mały dla jego głowy, kulił się pod działem z literaturą piękną, jakby w obawie przed prześladowcą. I w zasadzie Kyhyun mógłby po prostu go minąć, mając w głębokim poważaniu jego pozę, gdyby nie fakt, że chłopak w prawej dłoni dzierżył różowo niebieski pistolet na wodę. Który był, jakby to idiotycznie nie brzmiało, nabity.
Podejrzany student w końcu dostrzegł obserwującego go chłopaka. Patrząc mu w oczy, podniósł powoli palec do ust, nakazując mu ciszę. Cho uniósł brwi, coraz bardziej zdziwiony. Otworzył usta, chcąc zapytać, o co mu chodzi, jednak tamten szybko chwycił go za ramię i pociągnął na podłogę.
- Ała…- jęknął Kyu, rozcierając obite biodro- Co do diabła…
- Ciii- syknął chłopak w kapturze, wyglądając ostrożnie zza regału- bo nas namierzy…
- Kto?- Spytał skonsternowany Cho, wbijając wzrok w zabawkowy pistolet- Czemu czaisz się po kątach z pistoletem na wodę?
- Jestem agentem. A teraz łaskawie się zamknij, mam misję w terenie.
Kyuhyun spojrzał na niego jak na kompletnego debila. Pierwszy dzień w nowym miejscu, ba, pierwsza godzina, a on trafia na takie indywidua… Za jakie grzechy, jęknął w myślach.
Nagle zmarszczył brwi. Sięgnął do zabawki zakapturzonego i prawdopodobnie nie do końca normalnego studenta, chcąc jej się przyjrzeć.
- To nie woda…- stwierdził z niemałym zaskoczeniem- Czy mi się zdaje, czy to…
- KIIIISSIIIIIIEEEEEELLL!!!
Nagle zza regału wyskoczył drugi chłopak, strzelając w ciemnowłosego wspomnianą substancją w twarz. Kyuhyun odskoczył gwałtownie na bok, przy okazji obijając sobie drugie biodro. Zbulwersowany, wbił wzrok w nowoprzybyłego drobnego chłopaka o kasztanowych włosach, zaśmiewającego się w najlepsze z zaskoczonej miny swojej ofiary.
- Dopadłem cię, hyung! Nareszcie mi się udało!
Starszy podniósł się z ziemi, ściągnął za mały kaptur i otarł twarz chusteczką.
- Cytrynowy?- Zdziwił się, oblizując usta- Zawsze brałeś truskawkowy.
- Skończył mi się- chłopak wzruszył ramionami. Po chwili wyszczerzył się i z satysfakcją powiedział- Pokonałem cię, hyung!
- Tym razem ci się udało, Ryeowook- przyznał przegrany- ale tylko i wyłącznie dlatego, że ktoś mi przeszkodził- spojrzał na wciąż siedzącego na podłodze Kyu
- Kto to?- Zapytał Ryeo
- Nie wiem.- Starszy pochylił się i podał mu rękę, stawiając go na nogi. Przechylił głowę na jedną stronę, przyglądając mu się niczym zaciekawione dziecko. Naraz uśmiechnął się lekko i uznał- Ale będzie moim przyjacielem.
- Słucham?
- Jak masz na imię?
- Kyuhyun… Cho Kyuhyun.
- Jestem Jongwoon.- Odparł chłopak, potrząsając nadal trzymaną dłonią- Miło cię poznać, Kyuhyunnie.
To powiedziawszy, wyszedł z biblioteki, uprzednio poklepując Kyu po policzku.
Drugi chłopak podszedł do niego i uścisnął mu dłoń.
- Kim Ryeowook- przedstawił się uprzejmie- Nie przejmuj się tym- pomachał pistoletem na wodę. Lub na kisiel, którym, jak się okazało, też można było strzelać- To taka nasza tradycja.
- Macie jeszcze jakieś dziwaczne zwyczaje, o których powinienem wiedzieć?- Skrzywił się nieco Cho, co wywołało u Ryeowooka cichy śmiech
- Pewnie! Zresztą, sam się niedługo przekonasz.- Chłopak odwrócił się, na odchodne rzucając przez ramię- I gratuluję przyjęcia do grona przyjaciół Jongwoona hyung. To niemal zaszczyt!
Kyuhyun zmarszczył brwi, nie będąc pewnym, czy powinien z owego zaszczytu czerpać radość, czy może odczuwać rozpacz.


~*~

Kyuhyunowi w końcu udało się oderwać wzrok od mężczyzny w progu i przenieść go na nieco zdumionego szefa za biurkiem. Tak było lepiej. Nie chciał na niego patrzeć. Wolał udawać, że go tam wcale nie ma.
- Och, więc wy się znacie, tak?- Tak jak Cho lubił swego przełożonego, tak miał ochotę mu w tym momencie przywalić
- Tak- odparł Kim, podchodząc do nich bliżej i opadając na siedzenie obok Kyuhyuna- Prawda, Kyuhyun?
- Być może- głos agenta 013 był beznamiętny, a on sam wbijał wzrok w widok za oknem, uparcie odmawiając nawiązania kontaktu wzrokowego z którymkolwiek z obecnych
- Gdzie się poznaliście?- Chciał wiedzieć Leeteuk, nagle zaciekawiony
- Chodziliśmy przez pewien czas razem do szkoły.
- Naprawdę? I ty go nie pamiętasz, Kyuhyun?
- Poznałem wtedy sporo osób, nie jestem w stanie pamiętać każdego- uciął szybko Cho- To ile dostanę tego wolnego?- Chciał się stamtąd jak najszybciej ulotnić.
- Tydzień, a potem…- Kyuhyun wyrwał podawany mu dokument z ręki szefa, podpisał w wyznaczonym miejscu i położył go na biurku, natychmiast się podnosząc.
- W takim razie widzimy się za tydzień.
- Wszystko w porządku…?- Zmartwił się Jungsu.
- Tak, jestem tylko zmęczony- rzucił w stronę strapionego mężczyzny cierpki uśmiech.- Do widzenia.
Nie czekając na odpowiedź, wypadł z gabinetu i szybkim krokiem podążył w stronę wyjścia z budynku. Wbił dłonie w kieszenie i zacisnął je w pięści. Oddychał ciężko, starając się przejąć kontrolę nad powoli opanowującym jego ciało gniewem.
Nie, nie, nie, to niemożliwe, powtarzał w duchu, to nie mógł być on, przecież on zniknął, rozpłynął się w powietrzu, zostawił wszystko, co miał i przepadł. Nie było opcji, żeby tak nagle sobie wszedł do biura Leeteuka i się z nim przywitał, jakby minął co najwyżej miesiąc, nie całe trzy lata…
Ale to był on i Kyuhyun to wiedział. Wszędzie poznałby tę charakterystyczną posturę ciała, ten lekko zachrypnięty głos, te ciemne oczy o kolorze przywodzącym na myśl gorzką czekoladę…
Cho warknął pod nosem i w ostatniej chwili skręcił, zamiast w lewo do wyjścia, w prawo do piwnic. Złość aż z niego kipiała i uznał, że dla Bogu ducha winnych mieszkańców Seulu lepiej będzie, jeśli wyżyje się w bezpieczniejszy sposób.
W pośpiechu przeskakiwał po kilka schodków, zbiegając do strzelnicy. Zatrzasnął za sobą drzwi z głośnym hukiem, mając głęboko w poważaniu, czy ktoś go ochrzani za brak manier. W tym momencie liczyły się tylko ochraniacze na jego uszach, papierowe tablice przed nim i chłodna broń w dłoni. Wycelował w sam środek i już miał nacisnąć spust, gdy…
- Uciekasz przede mną?
Kyuhyun zamarł na chwilę, po czym opuścił ręce.
- Bynajmniej- odparł chłodno, nie odwracając się.
- Tęskniłeś za mną?- Spytał, a gdy nie dostał odpowiedzi, dodał- Ja za tobą bardzo…
- Czego chcesz, Jongwoon?- Przerwał mu Cho.
- Och, więc jednak mnie pamiętasz- ucieszył się Kim- A już się bałem, że o mnie zapomniałeś.
- O nieprzyjemnych znajomościach ciężko się zapomina.
- Nieprzyjemnych?- Powtórzył Jongwoon z zaskoczeniem w głosie.- Ja tam nie uważam, że nasza relacja była nieprzyjemna. Wręcz przeciwnie…
Palce Kyuhyuna zacisnęły się na nadal dzierżonej przez niego broni.
- Wynoś się stąd- oznajmił spokojnym, aczkolwiek zimnym niczym lód tonem.
- Dlaczego? Chcę porozmawiać.
- Wyjdź albo cię zastrzelę.
- Już to widzę- prychnął Kim, po chwili czując na czole chłód lufy pistoletu. Korzystając z okazji, spojrzał Kyuhyunowi w oczy. Tlił się w nich ledwo powstrzymywany gniew.
Jongwoon odsunął się nieco i zerknął na broń. Po chwili z uśmiechem na ustach przysunął się do niej z powrotem.
- Nauczyłeś się strzelać z zabezpieczonej broni czy to prototyp jakiegoś nowego modelu?- Zaśmiał się cicho.
Nie spuszczając z niego wzroku, Kyuhyun przysunął do siebie pistolet i, odbezpieczywszy go, ponownie wymierzył nim w mężczyznę przed nim. Z dziką satysfakcją odnotował błysk niepokoju w jego oczach.
- Wynoś się.- Powtórzył 013.
004 jeszcze raz rzucił okiem na broń, a potem na stojącego naprzeciw Cho.
- Nie strzelisz.- Stwierdził Kim.
- Chcesz się złożyć?- Zakpił młodszy.
W końcu Jongwoon westchnął ciężko i odsunął się. Kyuhyun obserwował uważnie, jak wolnym krokiem zmierza w stronę drzwi i naciska klamkę. Gdy opuszczał broń, Kim odwrócił się do niego ostatni raz i powiedział:
- Porozmawiamy, jak trochę ochłoniesz, Kyuhyunnie.
Kroki na schodach ucichły, a Cho osunął się wolno na ziemię. Odłożył broń, uprzednio ją zabezpieczając i schował twarz w dłoniach. Wziął głęboki wdech, chcąc się uspokoić.
Nie, nie będzie z nim rozmawiał, w żadnym razie. Poprosi Leeteuka o zmianę partnera. Albo odmówi wykonania misji. Weźmie inną, taką, która nie będzie wymagała obecności drugiej osoby, a tym bardziej pewnej konkretnej osoby.
Bo z Kimem Jongwoonem Kyuhyun nie chciał mieć nic wspólnego.
Już nie.
Ostatnio zmieniony przez Chizuru 2014-05-02, 20:29, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
 
Chizuru 
Gryzę ^.^


Ulubieniec z SJ: Kyuhyun, Mi, Hee, Hyuk, Tusiu
Lover: Kyuhyun <3
Fav Pairing: ChangKyu
Grupa krwi: A Rh+
Kocham SuJu od: koniec stycznia 2013
Wiek: 23
Dołączyła: 10 Lip 2013
Posty: 275
Skąd: Poznań
Wysłany: 2014-08-12, 18:37   

Kompletnie zapomniałam to tu wrzucić xDDD Rozdział jest na moim blogu już z miesiąc, ale cóż... Wyleciało mi to z głowy xD

Rozdział 3


~7 lat temu~


Mężczyzna, który prowadził wykład, zdecydowanie znał się na rzeczy. Sposób, w jaki omawiał różne rodzaje broni, wyjaśniając ich działanie i podpowiadając sytuacje wymagające konkretnego uzbrojenia, wywierał na studentach niesamowite wrażenie. Większość z nich siedziała wciśnięta w twarde siedzenia, na których przyszło im spędzić najbliższe kilkadziesiąt minut pozornie nudnego monologu profesora, którego sposób bycia i aparycja sugerowały, iż odbył wieloletnią służbę w terenie. Rozlewająca się z wolna pośród czerni jego kosmyków siwizna wraz z twardym wyrazem twarzy i ostrym spojrzeniem skutecznie ściągały wzrok uczniów na jego osobę. Nikt nie mógł przed tym uciec. Z jednym wyjątkiem.

Kyuhyun był wyraźnie rozproszony. Nie patrzył na emerytowanego agenta dłużej niż przez kilka sekund na raz, choć naprawdę starał się skupić na jego słowach. Zdawał sobie sprawę, iż ten wykład jest dla niego wielce istotny, może nawet bardziej niż wszystkie pozostałe. Mimo to, niemal natychmiast spoglądał w każde inne miejsce w zasięgu jego wzroku- w rogi sali, na krajobraz za oknem, na sylwetki obecnych w pomieszczeniu… Jednak myśli zaprzątało mu tylko jedno.

Co do cholery jest nie tak z tą dwójką?

Młody student od pamiętnego dnia w bibliotece wpadł na nich jeszcze kilkakrotnie.

Następnego ranka po przyjeździe ledwo zwlekł się ze swego nowego łóżka, które tak nawiasem mówiąc okazało się być o wiele wygodniejsze niż się tego spodziewał. Przecierając zaspane oczy, zdjął piżamę i wciągnął na siebie pierwsze czyste ubrania, jakie wpadły mu w ręce, dopiero po chwili orientując się, że ubrał dwie różne skarpetki, koszulkę tył na przód a spodnie na lewą stronę. Żeby było zabawniej, kolory kompletnie do siebie nie pasowały, przez co Cho wyglądał jak nieco skromniejsza wersja klauna. Naprawiwszy swój błąd, powędrował do znajdującej się w pokoju niewielkiej acz przytulnej łazienki. Obmył zimną wodą twarz i spojrzał w lustro.

- To mi się śniło, prawda?- Zastanowił się na głos- Przecież nikt normalny nie biega po bibliotece z pistoletem na wodę- skrzywił się lekko- tym bardziej wypełnionym kiślem.

Chłopak westchnął ciężko i potrząsnął głową, jakby chcąc pozbyć się dziwnych myśli.

- Nikt nie jest aż takim debilem.- Prychnął.

Pół godziny później uświadomił sobie, jak bardzo się mylił.

A pomylił się dosyć boleśnie. Dosłownie.

*

Schodził właśnie po schodach na dół, za cel obrawszy sobie stołówkę (w końcu od dziś był biednym, głodującym studentem!), gdy usłyszał jakieś wrzaski. Podszedł ostrożnie do drzwi jadalni, które po chwili wahania odważył się nieco uchylić, zaglądając do środka. Pod wpływem impulsu rozwarł je szerzej, chcąc wejść do pomieszczenia i dowiedzieć się, co się dzieje. I to był jego błąd.

Pierwszym, co dostrzegł, było latające we wszystkie strony jedzenie, lądujące na ścianach, meblach bądź uczniach, będących i strzelcami, i celami. Studenci poprzewracali stoły, tworząc z nich swego rodzaju okopy, w których mogli się schronić przed atakiem wroga. Rechoczące indywidua przemykały slalomami z jednej barykady do drugiej, przez co Cho nie mógł stwierdzić, czy była to zorganizowana bitwa, czy najzwyklejszy na świecie spontan. Nieświadomie postąpił krok naprzód i w następnej sekundzie leżał na pokrytym mąką skrawku podłogi, jęcząc cicho z bólu. Chwilę później wrzawa ucichła, a to za sprawą pełnego złości wrzasku:

- MÓWIŁEM, ŻE NIE RZUCAMY MEBLAMI, MORONY!

Kyuhyun otworzył oczy, spoglądając na leżące obok krzesło, a następnie na pochylającego się nad nim chłopaka z biblioteki.

- Nic ci nie jest, Kyuhyunnie?- Spytał Jongwoon.

Kyu przeniósł wzrok na mebel, który dosłownie zwalił go z nóg i pokręcił głową z niedowierzaniem. Czy on śnił? Dojmujący ból w lewym udzie przeczył tej tezie. To z pewnością nie był sen, tylko jakaś chora, równoległa rzeczywistość, w której poważni studenci atakowali się nawzajem produktami spożywczymi i krzesłami. Kyuhyunowi przeszło przez myśl, że może jednak wypadałoby odstawić na trochę Starcrafta. Ta gra miała na niego najwyraźniej zły wpływ.

- Kyuhyunnie?- Kim spojrzał na niego z troską w oczach.

- To twój kumpel, Jongwoon?- Zapytał stojący nieopodal chłopak, bawiący się trzymaną w dłoniach miską budyniu, prawdopodobnie chcąc go komuś wylać na głowę.

- Ni…- chciał zaprotestować Cho, w czym przeszkodziła mu dłoń Jongwoona, zasłaniająca jego usta.

- Owszem.- Potwierdził starszy.- A w moich przyjaciół się nie rzuca krzesłami.- Warknął, piorunując kulącego się pod ścianą osobnika, który pod wpływem jego spojrzenia wymamrotał ciche przeprosiny.

Po chwili studenci rozeszli się i zaczęli sprzątać jadalnię, postępując według niepisanej zasady, która mówiła, iż bajzel po wojnie sprzątają żołnierze. Jakkolwiek dziwny by nie był ten kampus, jego lokatorzy potrafili być porządnymi ludźmi. Czasami.

Kyuhyun odciągnął zawadzające mu palce od swojej twarzy, piorunując ich właściciela.

- Nie jesteśmy przyjaciółmi. Nawet się nie znamy.- Zaoponował Cho.

- Kim Jongwoon.

- Wiem, jak masz na imię, ale…

- A ty jesteś Cho Kyuhyun- uciął Kim, wzruszając ramionami lekceważąco, po czym uśmiechnął się szeroko- więc, skoro już się poznaliśmy, mogę się nazywać twoim znajomym.

- Znajomym tak- potwierdził Kyu- przyjacielem nie.

- A co to za różnica?- Zdziwił się starszy.

Młodszy chłopak miał ochotę uderzyć się dłonią w twarz, niedowierzając głupocie swego, bo wszystko na to wskazywało, hyunga. Czy można być jeszcze dziwniejszą osobą?

Parę godzin później okazało się, że owszem, można.

*

Znowu szedł do jadalni, tym razem na kolację. Chcąc uniknąć ponownego uderzenia przez latające meble, ostrożnie uchylił drzwi i przez wąska szparę zajrzał do środka. Upewniwszy się, iż bitwa się skończyła a stołówka jest bezpieczna, wszedł do środka.

Tym razem studenci siedzieli przy stolikach, zajadając się kanapkami, sałatkami oraz mniej zdrowymi potrawami, wymieniając się między sobą spostrzeżeniami z pierwszego dnia spędzonego na uczelni. Co rusz z różnych zakątków sali słychać było głośne wybuchy śmiechu, kłótnie na temat wykładowców i jęki zawodu z powodu kończących się dni wolności. Mimo wszystko większość uczniów była nastawiona entuzjastycznie do kolejnego roku pełnego wrażeń. Bądźmy szczerzy- kto chociaż raz w życiu nie zapragnął wysadzić czegoś w powietrze i obserwować rosnącej kuli ognia?

Kyuhyun odprężył się i zaczął szukać wzrokiem wolnego miejsca. Jednak pierwszego dnia wolał nie siadać koło obcych mu osób. Nie chciał się narzucać. Postanowiwszy w duchu, iż jutro na zajęciach postara się zawrzeć nowe znajomości, ruszył w stronę obleganego przez głodną młodzież szwedzkiego stołu. Nie zdążył przejść nawet połowy drogi, gdy poczuł silne pociągnięcie za łokieć i uderzenie w bolącą łydkę. Stęknął cicho.

- Co do…

- Yah, Kyuhyunnie, zjedz z nami!- Uśmiechnął się Kim Jongwoon.

Cho spojrzał na niego z niedowierzaniem.

- Niby czemu miałbym z tobą jeść?- W złości zapomniał o dodaniu „hyung”.

- Bo jesteśmy przyjaciółmi?

- Nie jesteśmy.- Warknął nowy student, próbując wstać. Bezskutecznie.

- Hyung, nie przytrzymuj go tak.- Odezwał się towarzysz Jongwoona z biblioteki, obecnie zajadający się jajecznicą.

- Właśnie.- Przytaknął Kyu.- Puść mnie.

- Czemu?- Zdziwił się starszy Kim.- Chciałem, żeby z nami zdjadł.

- A widzisz, żeby miał talerz?- Westchnął Ryeowook.

Jongwoon zamyślił się głęboko, wpatrując się gdzieś w przestrzeń. Nagle krzyknął:

- Faktycznie! Ryeowook- chłopak poderwał się i podał przyjacielowi rękę zniewolonego Cho- pilnuj go.

W następnej sekundzie Kyuhyun obserwował plecy oddalającego się od nich Kima, zagarniającego po drodze pustą tacę.

- Nie przejmuj się nim.- Odezwał się młodszy Kim, puszczając jego nadgarstek.- Przywykniesz.

- Nie wiem, czy chcę.- Skrzywił się Kyu, odwracając się do towarzysza.- On jest dziwny.

- Wiem, że jest. Słuchaj…

- Kyuhyun.

- Kyuhyun. Jongwoon hyung jest dość specyficzną osobą, ale da się go polubić.- Uśmiechnął się Ryeo, widząc niepewne spojrzenie swego dongsaenga.- Zresztą nie wydaje mi się, żebyś miał inne wyjście.- Zachochotał.

Cho zmarszczył brwi, skonsternowany.

- Niby czemu?- Chciał wiedzieć.- Do niczego mnie nie zmusi.

- Nie, ale, mówiąc wprost, nie odczepi się od ciebie.

- Nie rozumiem…

Ryeowook westchnął ciężko i odłożył widelec. Pochyliwszy się w stronę Kyuhyuna, z wymalowaną na twarzy powagą powiedział:

- Tak naprawdę on nie ma zbyt wielu przyjaciół. Jest powszechnie lubiany i szanowany, jak miałeś okazję zauważyć dziś rano, ale mało osób dopuszcza do swego bliskiego otoczenia. To nie tak, że nienawidzi ludzi czy coś w tym stylu.- Zaoponował, widząc cień obawy w oczach młodszego.- Po prostu w dzieciństwie ktoś go bardzo skrzywdził i teraz ma ograniczone zaufanie. Starannie selekcjonuje swoich znajomych. Dlatego też pogratulowałem ci wczoraj przyjęcia do grona jego przyjaciół.- Uśmiechnął się.

- Skoro tak bardzo uważa na to, z kim się zadaje- zastanowił się Cho- to dlaczego tak szybko uznał mnie za przyjaciela?

Kim wzruszył ramionami, nieco rozbawiony.

- Nie wiem. Musiał zobaczyć coś w twoich oczach, co go przekonało.

- Wiem, co w nich dojrzał.- Prychnął chłopak.- Wątpliwości względem jego zdrowia psychicznego.

Ryeowook wybuchnął gromkim śmiechem, a po chwili dołączył do niego Kyuhyun. Mimo wszystko sytuacja, w której się znalazł, była dosyć zabawna.

- Yah, z czego się cieszycie?- Zapytał Jongwoon, zaskoczony wesołością, jaką zastał przy jego stoliku.- Coś przegapiłem?

- Nie, hyung.- Zaśmiał się Ryeo, ocierając łzę rozbawienia z kącika oka.- Po prostu sobie z Kyuhyunem troszkę poplotkowaliśmy.

- O kim?

- O tobie.- Wypalił Cho, patrząc mu prosto w oczy.- Chciałem wiedzieć, kim jest osoba, która nieustannie powoduje u mnie obrażenia cielesne.

- Obrażenia?

- Obite biodra z biblioteki i noga, w którą oberwałem krzesłem.- Przypomniał najmłodszy.

- To nie ja rzuciłem ciebie tym krzesłem.- Mruknął pod nosem Jongwoon.

- Dobra- Kyu wzniósł oczy do nieba w geście rezygnacji- za to cię nie obwinię.

Ryeowook ponownie się zaśmiał, widząc przekomarzającego się z jego przyjacielem nowego kolegę. Przeniósł wzrok na speszonego, ale uradowanego Kima. Kyuhyun dowiedział się później, iż Ryeo uznał, że ta znajomość wyjdzie ich hyungowi na dobre.

- Masz, jedz.- Najstarszy podsunął Kyu pod nos tacę z talerzem kanapek i kubkiem herbaty.- Rano nic nie zjadłeś, prawda?

Cho zmierzył chłopaka podejrzliwym spojrzeniem, jakby obawiając się, iż ten dodał do jedzenia arszenik, jednak po chwili zabrał się do jedzenia.

- Nie zdążyłem.- Potwierdził, żując kanapkę z serem i szynką.- Dzięki. Ale nie spodziewaj się, że zacznę nazywać cię hyungiem, bo dałeś mi jeść.

Jongwoon zaśmiał się cicho, wywołując tym lekki uśmiech na twarzach towarzyszy.

- Zobaczymy.

*

Kyuhyun potrząsnął głową, ponownie starając się skupić uwagę na wykładowcy. Bezskutecznie. Przed oczyma stanęły mu sceny z kolejnych dni, podczas których nieustannie wpadał na poznaną dwójkę. Studenci zaproponowali mu grę w podchody (Cho zastanawiał się, dlaczego oni w tym wieku chcą się jeszcze w to bawić, ale szybko przekonał się, że nie o takie podchody im chodziło. A przynajmniej nie na zasadach, które znał.), wspólne wyskoczenie na basen (w sensie dosłownym…). Wyrazili także niepokojący Kyuhyuna entuzjazm, gdy wpadli na pomysł, żeby podarować nowemu koledze jego własny pistolet na wod… kisiel. Cho oczywiście odmówił, zarzekając się, że nigdy nie weźmie udziału w czymś tak idiotycznym.

Kilka miesięcy później przekonał się, że jego odmowa została puszczona mimo uszu.


~*~

W mieszkaniu panowała względna cisza, przerywana przez dźwięk wydobywający się ze ściszonego, starego telewizora. Zasłony na oknach zaciągnięto, nie pozwalając przedostać się nawet najmniejszemu promykowi światła słonecznego. Na beżowych ścianach raz po raz ukazywała się kolorowa smuga, rzucana przez ekran telewizora. Leciała komedia, jednak mężczyzna leżący na kanapie nie oglądał jej już od dobrej godziny. To nie tak, że ich nie lubił, wręcz przeciwnie, uwielbiał umilać sobie w ten sposób czas, a ten film był szczególnie zabawny. Jednakże zaprzątające mu od kilku dni myśli nie pozwalały skupić się na fabule, która normalnie w przeciągu kilku minut spowodowałaby bolesne od śmiechu skurcze przepony.

Nie ważne, co robił i jak bardzo się starał, nie potrafił wyrzucić go z pamięci. Wcześniej jakoś mu się to udawało. Po roku zdawania sobie i innym pytań, obwiniania siebie, jego, całego świata i ogólnie rzecz biorąc po całych dwunastu miesiącach cierpienia był w stanie skupić myśli na czymś innym. Mógł szczerze się uśmiechnąć, normalnie funkcjonować, pracować jak każdy inny agent. Ba, od większości był nawet lepszy! Czuł dumę, wspominając zakończone sukcesem misje. Odpoczywał sam lub w gronie rodzinnym, niczym się nie przejmując. Tym razem było jednak inaczej, a to za sprawą Kima-Pierdolonego-Jongwoona i jego nagłego powrotu.

Kyuhyun starał się nie zastanawiać, gdzie był, co robił a także jak i dlaczego zniknął trzy lata temu. To już nie powinno go obchodzić. Nie teraz, kiedy on zdołał zacząć życie na nowo, bez tego kretyna, pałętającego się mu pod nogami. Tak, wmawiał sobie Cho, on mi tylko cały czas przeszkadzał, a tamto wtedy się nie liczy. Nie liczy….

Podskoczył gwałtownie, gdy z rozmyślań wyrwał go niespodziewany dzwonek do drzwi. Zwlókł się z kanapy i podszedł do drzwi, wyglądając przez wizjer. Zmarszczył brwi. Nikogo nie dostrzegł. Otworzył drzwi, wychylając się na zewnątrz i spoglądając na schody, które okazały się być puste.

Cofając się do mieszkania, kątem oka zauważył coś białego, leżącego na wycieraczce. Pochylił się, by podnieść kopertę i zatrzasnął drzwi.

Przyjrzał się swemu imieniu i nazwisku, zapisanymi starannie na białym papierze, który po chwili rozerwał, chcąc wyjąć list. Jego oczy zwęziły się groźnie, a z ust wydostał się złowieszczy syk:

- Chyba sobie, kurwa, kpisz!

Kyuhyun w złości rzucił kawałkiem papieru i szybkim krokiem podążył do kuchni. Czując narastającą furię, kopnął stojący pod ścianą kosz na śmieci, przewracając go z głośnym hukiem. Starał się wyrzucić z pamięci podrzucony mu liścik.

Kyuhyunnie, porozmawiaj ze mną. Tęskniłem za Tobą, tak bardzo tęskniłem. Cieszę się, że mogłem Cię znów zobaczyć i że będziesz moim partnerem w czekającej nas misji. Modliłem się, żebyś to był Ty i moja prośba została wysłuchana. Więc może teraz mi wybaczysz? Jongwoon.

- Nigdy w życiu.- Warknął Kyuhyun, wracając do przedpokoju, by podrzeć kartkę, wyrzucić i zapomnieć, jakby nigdy jej nie dostał.

I jakby nigdy nie rozdrapała starych, wciąż otwartych, ran.
Ostatnio zmieniony przez Chizuru 2014-08-12, 18:39, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
 
Chizuru 
Gryzę ^.^


Ulubieniec z SJ: Kyuhyun, Mi, Hee, Hyuk, Tusiu
Lover: Kyuhyun <3
Fav Pairing: ChangKyu
Grupa krwi: A Rh+
Kocham SuJu od: koniec stycznia 2013
Wiek: 23
Dołączyła: 10 Lip 2013
Posty: 275
Skąd: Poznań
Wysłany: 2014-09-01, 20:41   

Gang-aji została moją betą, mimo że nie lubi yaoi! Trzymajcie za nią kciuki, by wytrwała xDDD


Niestety zamiast tekstu muszę wrzucić link na bloga. Strona odmawia mi dostępu i nie pozwala opublikować posta O.o

http://chizuru-chama.blog...-rozdzia-4.html
 
 
 
Chizuru 
Gryzę ^.^


Ulubieniec z SJ: Kyuhyun, Mi, Hee, Hyuk, Tusiu
Lover: Kyuhyun <3
Fav Pairing: ChangKyu
Grupa krwi: A Rh+
Kocham SuJu od: koniec stycznia 2013
Wiek: 23
Dołączyła: 10 Lip 2013
Posty: 275
Skąd: Poznań
Wysłany: 2014-10-26, 14:26   

Rozdział 5


Kyuhyun już od kilkunastu minut stał w bezruchu, wpatrując się w skupieniu w rząd broni wiszących przed nim na ścianie. Studiował w milczeniu każdą z nich, biorąc je po kolei do ręki, ważąc w dłoni i przywołując w pamięci sytuacje, w których sprawdzały się najlepiej. Doskonale pamiętał, który model był odpowiedniejszy w mieście, który w buszu, jaki wybrałby snajper, a jaki osoba działająca w terenie.
Przed oczyma przewijały mu się numery seryjne, długości luf, kalibry naboi. Liczby, liczby i jeszcze więcej liczb. Na przekór większości populacji pałającej szczerą nienawiścią do wszelkich nauk ścisłych z matematyką na czele, Kyuhyun czuł się pewniej widząc wykonane przez siebie obliczenia, pomagające rozwiązać niemal każdy problem. Dzięki temu wahał się o wiele rzadziej niż inni agenci.
Oczywiście, Cho zdawał sobie sprawę, że podczas akcji nie będzie miał czasu na wyciągnięcie kartki i ołówka oraz rozwiania swych wątpliwości za pomocą odpowiednio ułożonych równań, ale jego mózg był na tyle rozwinięty, że potrafił w miarę trafnie oszacować odległość, jaka dzieliła go od celu, czy też dystans, jaki musi przemierzyć by nie dać się zabić.
Tym razem nie chodziło jednak o uniknięcie śmierci, poważnego uszkodzenia ciała lub o zatrzymanie akcji serca wrogiego szpiega. W tamtym momencie Kyu chciał się jedynie skupić, przypomnieć sobie każdą broń z osobna, pragnął pozwolić zimnemu wyrachowaniu wlać się do swego serca i umysłu. Chciał w pełni stać się agentem 013, mężczyzną, który pomimo krótkiego stażu szybko stał się profesjonalistą w swym fachu.
Odetchnął głęboko, w jednej chwili stawiając gruby mur, oddzielający uczucia od rozsądku.
- Kyuhyun-ah…
Młody agent odwrócił się powoli, słysząc za sobą znajomy głos. Obdarzył intruza beznamiętnym spojrzeniem, po chwili powracając do obserwowania udostępnionego na strzelnicy uzbrojenia. Nagle zachciało mu się postrzelać.
- Dawno nie widziałem cię w koszuli, Kyuhyunnie. Do twarzy ci w niej.
013 milczał, rozważając wykorzystanie kalibru 15mm. Ten rodzaj wydawał się być odpowiedni do ćwiczeń.
- Wyglądasz dzisiaj naprawdę elegancko, Kyu.
- Może ja, w przeciwieństwie do ciebie – przerwał mu młodszy mężczyzna, biorąc do ręki średniej wielkości pistolet – lubię okazywać szefowi szacunek, ubierając się do pracy odpowiednio.
- Nie jestem odpowiednio ubrany?
- Bynajmniej. – prychnął Kyu, przeciągając spojrzeniem po sylwetce Jongwoona.
- Kiedyś podobał ci się mój styl – 004 uśmiechnął się lekko, zadowolony z faktu, iż w jakiś sposób zmusił Kyuhyuna, by na niego spojrzał
- Styl rodem z lumpeksu z lat siedemdziesiątych – odszczekał, zanim zdążył się powstrzymać. Potrząsnął głową i przeszedł do szafy, w której znajdowała się amunicja – I nie podobałeś mi się.
Jongwoon oparł się bokiem o ścianę i wbił wzrok w swego dongsaenga, ponownie się uśmiechając.
- Kłamiesz. – powiedział pewnym siebie tonem – Kłamiesz jak z nut, Kyuhyunnie. Za dobrze cię znam, żebyś mógł to przede mną ukryć.
Kyuhyun ponownie chciał mu odpyskować, ale w ostatniej chwili ugryzł się w język. Przecież przysiągł sobie, że nie pozwoli emocjom przejąć nad sobą kontroli. Nie da się wytrącić brunetowi z równowagi.
- Po co tu przyszedłeś? – spytał, wkładając magazynek ze ślepakami do broni
- Porozmawiać. – odparł Kim, podążając za młodszym agentem do jednego ze stanowisk strzelniczych.
- Nie wiem o czym mógłbym z tobą rozmawiać.
- Zignorowałeś mój liścik.
- Och, był od ciebie? Przepraszam, myślałem, że to jakiś śmieć, więc go wyrzuciłem – zakpił Kyuhyun, wkładając słuchawki. – Oczywiście wylądował w koszu na papier, trzeba dbać o środowisko.
Jongwoon zacisnął wargi w cienką linię, usiłując się uspokoić. Chwilę później roześmiał się cicho pod nosem.
- Zawsze taki byłeś, Kyuhyunnie. Prawie zapomniałem – starszy agent spojrzał na niego cieplej, jednak Kyu tego nie dostrzegł, wpatrzony w zbliżającą się ku niemu tarczę. – Co robiłeś, gdy mnie nie było?
Mógłbym cię zapytać o to samo, pomyślał Kyuhyun, jednak zamiast tego spytał:
- Przylazłeś tu na pogawędkę ze starym znajomym, Kim? Bo jeśli tak, to możesz już sobie stąd iść. Nie zamierzam z tobą dłużej rozmawiać.
004 westchnął ciężko. Odzwyczaił się od wszechobecnego w wypowiedziach młodszego sarkazmu, tak bardzo dla niego charakterystycznego. Trzy lata temu wielce go to bawiło, było wręcz powodem, dla którego Jongwoon się uśmiechał, a teraz… Teraz sprawiało mu to ból, wywoływało smutek, potęgowało wyrzuty sumienia, z którymi zmagał się przez te wszystkie lata.
- Tęskniłem – szepnął starszy agent.
Kyuhyun prawie się skrzywił, słysząc coś na kształt żalu w głosie szpiega. Prawie.
Stanął w lekkim rozkroku i skierował lufę pistoletu w kierunku tarczy. Trafi w sam środek. Wiedział, że trafi.
- A tobie?
- Co mi? – zmrużył oczy, koncentrując się na czerwonym punkcie w miejscu, gdzie znajdowałoby się serce.
- Brakowało ci mnie?
- Chciałbyś.
Jongwoon zamilknął na chwilę, lustrując wzrokiem pełną skupienia sylwetkę swego dongsaenga. Następnie powiedział cicho:
-Nie zbywaj mnie, Kyuhyunnie. Kiedyś byliśmy przyjaciółmi, pamiętasz? Byliśmy…
- Zamknij się – warknął 013, nagłym strzałem zagłuszając cichutki, irytujący głosik z tyłu swojej głowy, z jakiegoś powodu pragnący wysłuchać Kima.

~ 7 lat wcześniej ~



Młody student opierał się plecami o ścianę i ze splecionymi na piersi rękoma obserwował kłócących się ze sobą przyjaciół. Na jego twarzy malowało się niedowierzanie i rozbawienie. Jeszcze kilka miesięcy temu, znalazłszy się w podobnej sytuacji, dyskretnie by się wycofał i zwiał gdzie pieprz rośnie, byleby nie być świadkiem podobnej dyskusji i nie brać udziału w tym, co stanie się później. Jednakże w tamtym momencie żałował jedynie, że nie wziął ze sobą popcornu. To, co właśnie oglądał, było lepsze niż wysokobudżetowa drama.
- Nie zgadzam się!
- Dlaczego?
- Bo nie!
- Odpowiedź godna opóźnionego w rozwoju sześcioletniego dziecka. Zaczynam wątpić w twoją inteligencję, Ryeo.
Ryeowook spojrzał z niedowierzaniem na swego hyunga.
- No wiesz co, hyung…! – nagle przeniósł wzrok na rozbawionego Kyu – Yah! Kyuhyun ma na ciebie zły wpływ!
Najmłodszy w towarzystwie uniósł brwi, udając wielce zaskoczonego.
- Że ja? – Kyuhyun położył sobie dłoń na piersi i drżącym głosem powiedział – Ja jestem aniołkiem, Ryeowook hyung, aniołkiem! Widzisz tę aureolę? – nakreślił palcem koło nad swoją głową – Widzisz?
- Aureolę…? Chyba podtrzymywaną przez diabelskie rogi.
- Uspokójcie się, obaj – uciął Jongwoon, wyraźnie znudzony przeciągającą się kłótnią – Robimy to, czy nie?
- Nie! – zaprotestował młodszy Kim
- Tchórzysz, Ryeowook? – zakpił najmłodszy, po czym zaśmiał się, widząc oburzony wzrok starszego kolegi.
Jongwoon uśmiechnął się pod nosem, obserwując podenerwowanego Wookiego i grającego mu na nerwach Kyuhyuna. Najstarszemu studentowi nie przeszkadzał złośliwy charakterek młodego Cho. Wręcz przeciwnie, z biegiem czasu czuł do niego coraz większą sympatię. Nowy uczeń sprawił, że jego życie stało się jakby… ciekawsze. Barwniejsze. Bardziej ekscytujące. Ryeowook był łagodny, spokojny, rzadko się denerwował. Kyu natomiast, pomimo bycia tym najmłodszym w ich świętej trójcy, nie bał się im odpyskować i często to robił.
- Dobra, wystarczy tych dyskusji. – zarządził najstarszy – Idziemy.
- Taak! – Kyuhyun potarł dłonie z satysfakcją.
Ryeo jęknął.
- No nie… Dajcie sobie spokój, chłopaki, proszę was.
- Zapomnij.
Dwaj przyszli agenci wywiadu ruszyli w stronę drzwi prowadzących do auli. Młodszy Kim, po chwili wahania, pobiegł za nimi.
- Niech wam będzie – poddał się – ale jak będą nam za to grozić wydaleniem z uczelni, to wszystkiego się wyprę!
Kyu zerknął przez ramię i uśmiechnął się do hyunga.
- Raczej nas nie wyleją za parę wiader budyniu pod drzwiami.
- Też tak myślę – zgodził się Jongwoon. – W końcu to nie pierwszy raz – chłopak zaśmiał się i przybił z młodszym przyjacielem piątkę.
Ryeowook stanął nagle jak wryty i z szokiem wpatrywał się w plecy towarzyszy, którzy nie słysząc za sobą jego kroków, odwrócili się i spojrzeli na niego pytająco.
- Co? – spytali jednocześnie.
- Powiedzcie mi jedną rzecz – rzekł powoli, jakby z obawy przed odpowiedzią na swoje pytanie – Od kiedy wy się tak dobrze dogadujecie, co?
Studenci zerknęli na siebie i naraz wzruszyli ramionami lekceważąco.
- A cholera wie. – skwitował Cho.
- Jakoś tak wyszło – dopowiedział starszy Kim, uśmiechając się tajemniczo.
Wookie jeszcze przez moment lustrował ich wzrokiem, niedowierzając temu, co usłyszał. Po chwili westchnął ciężko.
- Niech wam będzie. Chodźcie już rozlewać ten budyń.
Kilka godzin później na całym uniwersytecie rozległy się piski przestraszonych, ślizgających się na substancji o czekoladowym smaku dziewcząt i donośny śmiech obserwujących je, ukontentowanych tym widokiem mężczyzn.

* * *


Kyuhyun sięgnął do znajdującego się na blacie przycisku, wprawiając w ruch kolejną tarczę. Musiał się uspokoić, a obecność znienawidzonego hyunga mu w tym nie pomagała. Był skłonny twierdzić, że zdąży wystrzelić cały magazynek ślepych naboi, jeśli ten sobie zaraz nie pójdzie. Na to się, niestety, nie zapowiadało. 004 wyraźnie miał mu coś do powiedzenia, jednak najwidoczniej nie do końca wiedział, jak to zrobić.
Tarcza strzelnicza zbliżała się powoli w jego stronę. Agent ponownie wymierzył w nią lufą pistoletu, celując w sam środek. Zdawał sobie sprawę, że mógł strzelić dobre kilka sekund temu, jednak pragnął napawać się dotykiem broni w dłoniach, oczekiwaniem na cel. Oczyszczał wtedy umysł ze zbędnych myśli, wyciszał się. Stawał się głuchy na świat zewnętrzny.
No, może nie do końca.
- Przestań zachowywać się jak rozwydrzony bachor i wysłuchaj, co mam ci do powiedzenia.
Kyuhyun opuścił ręce i z gniewem wymalowanym na twarzy odwrócił się gwałtownie do rozmówcy.
- Ja się zachowuję jak rozwydrzony bachor? Ja? – w głosie młodszego agenta słychać było ledwo powstrzymywaną furię – Ty skurwy…
- Zanim zwyzywasz mnie od najgorszych – przerwał mu w pół słowa Jongwoon – wiedz, że w tej chwili chcę z tobą omówić kwestie służbowe. Sferę prywatną poruszymy innym razem, jak trochę ochłoniesz i przestaniesz mordować mnie wzrokiem.
Agent Cho prychnął lekceważąco, wznosząc oczy ku niebu. Ten człowiek jest niemożliwy, przemknęło mu przez myśl.
- Uduszę go we śnie. – mruknął pod nosem.
Starszy szpieg pokiwał głową, jakby ze zrozumieniem.
- Jasne, nie ma sprawy. A teraz jedź do domu i się pakuj
- Dlaczego? – Kyu zmarszczył brwi, nie rozumiejąc.
- Jutro z samego rana mamy samolot do Busan.
Jongwoon sięgnął za pazuchę, wyjął białą kopertę i wyciągnął rękę w stronę Kyuhyuna, podając mu ją. W środku znajdował się bilet lotniczy, w jedną stronę.
- Tak szybko?
Kim skinął głową i podszedł do drzwi. Wychodząc, dodał:
- Nie kłamałem, Kyunnie.
Kyu spojrzał na zamykające się za starszym drzwi. Zmrużył groźne oczy.
- Szkoda, że nie złamałem ci nosa, patafianie.
Ostatnio zmieniony przez Chizuru 2014-10-26, 14:27, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
 
Chizuru 
Gryzę ^.^


Ulubieniec z SJ: Kyuhyun, Mi, Hee, Hyuk, Tusiu
Lover: Kyuhyun <3
Fav Pairing: ChangKyu
Grupa krwi: A Rh+
Kocham SuJu od: koniec stycznia 2013
Wiek: 23
Dołączyła: 10 Lip 2013
Posty: 275
Skąd: Poznań
Wysłany: 2014-10-26, 21:27   

Rozdział 6

Znowu odmawia mi dostępu, więc podaję link do bloga...

http://chizuru-chama.blog...-rozdzia-6.html
 
 
 
Chizuru 
Gryzę ^.^


Ulubieniec z SJ: Kyuhyun, Mi, Hee, Hyuk, Tusiu
Lover: Kyuhyun <3
Fav Pairing: ChangKyu
Grupa krwi: A Rh+
Kocham SuJu od: koniec stycznia 2013
Wiek: 23
Dołączyła: 10 Lip 2013
Posty: 275
Skąd: Poznań
Wysłany: 2015-02-26, 17:47   

Rozdział 7

http://chizuru-chama.blog...-rozdzia-7.html
 
 
 
Chizuru 
Gryzę ^.^


Ulubieniec z SJ: Kyuhyun, Mi, Hee, Hyuk, Tusiu
Lover: Kyuhyun <3
Fav Pairing: ChangKyu
Grupa krwi: A Rh+
Kocham SuJu od: koniec stycznia 2013
Wiek: 23
Dołączyła: 10 Lip 2013
Posty: 275
Skąd: Poznań
Wysłany: 2015-05-02, 20:53   

Rozdział 8

http://chizuru-chama.blog...-rozdzia-8.html
 
 
 
Kredeczka 
Cheonsa


Ulubieniec z SJ: Hyukki, Kyu, Heenim, Henry ^^
Fav Pairing: Guczek i jego szlafrok, KangMelon xD
Dołączyła: 10 Lis 2014
Posty: 2686
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2015-05-03, 23:09   

Chizuru, to pierwsze yaoi, które czytam z taką przyjemnością, fabuła strasznie mi się podoba ♥ ciekawa jestem, co będzie dalej... ε> no i trzymam kciuki za maturę ;-)
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Design by Forum Komputerowe
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group


logo
2008 – 2019 © SUPERJUNIOR.PL
Poprzednie adresy: Klik | Klik

Strona wygenerowana w 0,11 sekundy. Zapytań do SQL: 11