| FAQ | Szukaj | Użytkownicy | Grupy | Rejestracja | Zaloguj | Album | Download |


superjunior

Poprzedni temat «» Następny temat
Jeśli moje serce przestanie bić
Autor Wiadomość
Archie Jowist
Prince of Paradoxes


Lover: Siwon
Fav Pairing: WonKyu
Grupa krwi: A Rh+
Kocham SuJu od: początku do końca
Wiek: 24
Dołączył: 27 Mar 2014
Posty: 0
Skąd: Poznań
Wysłany: 2014-03-31, 00:38   Jeśli moje serce przestanie bić

Bohaterowie: Choi Siwon i Cho Kyuhyun;
kilku innych chłopców z SuJu (SM, DH i EH)
Gatunek: romans, angst
Oznaczenie wiekowe: PG-15
Ostrzeżenia: może po prostu tylko przeproszę.
Długość: 2 868 słów

A/N: POV Siwona.
Mały eksperyment z narracją.
Inspirowane jak zwykle ostatnio:
piosenką Ingrid Michaelson “I’m Through”
oraz Evanescence “My Immortal”.

Pisane przy "Run" by Air (bez tego nawet nie czytajcie).




Wyczuwasz moment tej dziwnej zmiany nastroju przy stole za każdym razem, gdy o nim wspominasz. Patrzą wszędzie, tylko nie na ciebie, zapada ciężka cisza bez słów, ale za to z odchrząkiwaniem albo nad wyraz głośnym uderzaniem sztućców o talerze. Nagle okazywało się, że mają usta wypchane jedzeniem albo odczuwają pilną potrzebę przeczyszczenia sobie gardeł – głównie przy pomocy wina.

“Podobno nowa książka Zhou Mi odnosi teraz niemały sukces w Japonii”, następuje nagła zmiana tematu, zupełnie jakbyś nigdy się nie odezwał.

Wyszedłeś dzisiaj z domu pierwszy raz od długiego czasu i wydaje ci się, że coś się zmieniło, mimo że wszystko wygląda tak samo. Może to przez światło słoneczne, może to przez radosne odgłosy z ulicy, może zadowolenie na twarzach ludzi. Może to wszystko to, czego nie widzisz, będąc zamkniętym w swoich czterech ścianach z zasłoniętymi oknami, słuchając “jazzu na kwasie”. Cały dzień leżysz na kanapie, całą noc patrzysz w sufit.

Czujesz, jak drżą ci ręce? Czujesz, jak ktoś próbuje cię uspokoić, kładąc swoją rękę na twojej? Czujesz te dziwne fale przelewające się przez twoje serce? Czujesz?

To udawanie. Udawanie, że nic o Nim nie powiedziałeś. Za trzecim razem zmiana tematu cię denerwuje. Za piątym już nawet się nie dziwisz. Za ósmym jesteś zmęczony. Zmęczony byciem tutaj, z nimi. Za dziewiątym słyszysz ciche parsknięcie.

Zerkasz na sprawcę i widzisz, jak Kyuhyun przewraca oczami z głupim uśmieszkiem na twarzy. Kręcisz głową, ale on nie potrafi się opanować. Gwałtownie wstaje od stołu i czeka, aż zrobisz to samo. Nikt na niego nie patrzy i zastanawiasz się, dlaczego. Ale on patrzy na ciebie, a w jego oczach widzisz zniecierpliwienie.

“Ja…” Cała uwaga została skupiona na tobie, ale twoje usta nie chcą współpracować. Aż w końcu udaje ci się wychrypieć: “nie czuję się najlepiej, chyba wrócę do domu.”

Oni wydają się pełni zrozumienia, kiwają głowami i uśmiechają się, jakby chcieli ci dodać otuchy. Tylko Sungmin spogląda na ciebie podejrzliwie i nawet nie próbuje tego przed tobą ukryć. Jego świdrujące oczy powodują, że jest ci niedobrze. Kyuhyun na powrót splata wasze dłonie, ale wokół ciebie każda rzecz jest ostatnio tak nierealna, że ledwie czujesz jego ciepły dotyk, jego delikatną skórę, jego długie palce…

Wychodząc na zewnątrz – pod rękę z tym chłopakiem – myślisz tylko o tym, jak wszystko się zmieniło, a jednocześnie było takie same. Znajome dłonie, trochę inny uścisk. Inne odczucie. Bardziej zimne, może lżejsze, może bardziej nierzeczywiste, może mniej niezręczne. Wszystko na swoim miejscu.

“Tęskniłem za naszymi spacerami, Siwon-ah”, wyszeptał. Bałeś się na niego spojrzeć. “Dawno na żadnym nie byliśmy…”

“Od czasu wypadku”, odparłeś tylko, stwierdzając co oczywiste i ścisnąłeś jego palce. Usłyszałeś smutny śmiech i skierowałeś wzrok ku górze. “Czyste niebo wcale nie oznacza, że nie stanie się nic złego. Pochmurne niebo wcale nie oznacza, że nie stanie się nic dobrego. Szukamy znaków, ale wcale nie okazują się prawidłowe. Czujemy się uspokojeni ciepłymi promieniami słońca, zupełnie jak teraz, a jednak patrzenie prosto w to światło może zaślepić.”

Wolno, krok za krokiem, kierowaliście się ku rzece Han. Czułeś na sobie spojrzenia mijających was ludzi i pragnąłeś tylko odciąć się od nich wszystkich, zostać z nim sam, nie martwić się niczym, może zmienić temat, rozkoszować się jego towarzystwem.

“Chciałbyś przewidzieć wypadek? Myślisz, że to by w ogóle było możliwe?!”, wydawał się może nawet bardziej sfrustrowany niż ty. “Ludzie umierają! Nie żyją wiecznie, do cholery! Sam wiem o tym najlepiej, dupku, nie musisz mi ciągle przypominać!”, krzyczał, wyrywając rękę z twojego uścisku i kierując się ku lekkiemu spadowi ku wodzie. Ze złością usiadł na trawiastym brzegu i nie odezwał się więcej.

Stojąc parę kroków za nim, w milczeniu obserwowałeś jego przygarbione plecy i ukrytą w ramionach głowę.

“Zachowujesz się zupełnie jak kiedyś”, wyszeptałeś, doskonale wiedząc, że i tak cię usłyszy. “Kiedy zadzwonili do mnie, że był wypadek, że Heechul, Yesung, Kangin i… ty… zostaliście staranowani przez inne auto… myślałem, że utraciłem cię już na zawsze.”

Obejrzał się przez ramię i napotkał twój wzrok. Jego uśmiech w tym momencie ani trochę nie wydawał się chory, choć może powinien.

“Ale przecież jesteś tutaj, prawda?” Zatkałeś uszy i krzyknąłeś przeciągle, jakbyś chciał pozbyć się całego bólu, który zalegał w każdym zakamarku twojego ciała. Ugięły się pod tobą kolana, płakałeś jak dziecko.

“Jestem”, odparł, kucając tuż obok i nakrywając twoje dłonie swoimi. “Siwon-ah”, szeptał.

“Jesteś zupełnie taki, jak wcześniej.”

“Jestem.”

“Jesteś. Nie powinieneś.”

“Ale jestem.” Ujął w dłonie twoją twarz i spojrzał w załzawione oczy. “A ty wciąż mnie kochasz?”

“Kocham.”

Musnął ustami twoje wargi tak delikatnie, że prawie nierealnie. Już wcześniej rozmazany świat stał się jeszcze bardziej niewyraźny, kiedy przytuleni ułożyliście się na trawie. Ciepłe promienie słoneczne i nagrzane od nich podłoże, on w twoich objęciach i spokojny dźwięk jego oddechu – ta chwila zamykała się tylko na to, gdybyś chciał, nie mógłbyś wymyślić czegokolwiek lepszego.

Uśmiechnąłeś się, wpatrzony prosto w oślepiające słońce.

* * *


“Wiesz, co jest najpiękniejsze w tych dniach?”

“Słońce”, odparł, nawet się nie zastanawiając.

Spoglądałeś, jak w ogromnym skupieniu stara się wydobyć z maszyny największego misia. Kiedy ucho ponownie wypadło z uchwytu kierowanych joystickiem szczypiec, zdenerwowany uderzył bok urządzenia otwartą dłonią.

“Co za cholerstwo!”

W tym samym czasie jednak już przeszukiwał kieszenie pod kątem znalezienia kolejnych monet, które mógłby wrzucić do środka, ale postanowiłeś w końcu przerwać jego męki. Odsunąłeś go delikatnie od gry i zapłaciłeś za trzy następne próby. Jednak zamiast pozwolić mu na kontynuację zabawy, sam postanowiłeś zobaczyć, czy dasz radę. Jak byłeś mały, wiele razy wyciągałeś z takich urządzeń zabawki, podczas gdy twoja siostra śmiała się, że i tak przecież nie są ci potrzebne. Ale w tym chodziło tylko o to, by się sprawdzić.

Przez chwilę zastanawiałeś się, czy wciąż dasz radę, ale nie było powodów do obaw. Misiek został pewnie złapany przez szczypce i upadł dopiero nad przeznaczonym do tego otworem, zupełnie jakby sam chciał wyjść ze środka. Chłopak już kucał, by pochwycić pluszaka i natychmiast schował go w objęciach. Zaśmiewał się, obracając się z nim wokół własnej osi, a ty postanowiłeś uwiecznić ten moment na zdjęciach.

“To nie słońce. Twój uśmiech jest jaśniejszy.”


* * *


Nie czułeś się najlepiej, były momenty, kiedy uświadamiałeś sobie, że to nie jest prawdziwe szczęście, że tylko sobie to wyobrażasz. Nie wiedziałeś, co o tym myśleć. Obserwowałeś go, gdy kręcił się po twoim mieszkaniu i zastanawiałeś się, czy wszystko z tobą okay, bo przecież to nie mogła być prawda.

Jednakże ta wiara dawała ci siłę do życia.

Nawet jeśli to było chore.

* * *


Drzwi trzasnęły za osobą, która wpadła do apartamentu bez pytania. Sungmin. Twarz miał wykrzywioną gniewem, gdy rozglądał się po salonie. Domyślałeś się, dlaczego się tu znalazł, to nie była niespodziewana wizyta, właściwie spodziewałeś się go już dużo wcześniej. Już od pewnego czasu coś narastało wewnątrz ciebie, ale sam nie byłeś dokładnie pewien, co to miało oznaczać. Byłeś jednak całkowicie pewien tego, że on – ten chłopak, który się teraz tobą brzydził i który nigdy nie bał się, by powiedzieć ci wprost, co o tobie myśli – uzmysłowi ci wszystko, rzucając prosto w twarz najbrzydszą prawdę. Był twoim przyjacielem. Był twoim wrogiem. Wspierał cię. Nienawidził cię. Wasza relacja nie była może najnormalniejszą w świecie, ale jednak było w tym coś, co miało dla was sens. Choć może dla ciebie bardziej niż dla niego.

Dopadł do ciebie w paru susach, wyrwał ci poduszkę spod głowy i z krzykiem na ustach przyłożył ci nią. Dyszał ciężko w frustracji i stanął przy przeszklonej ścianie, próbując ogarnąć pomieszczenie wzrokiem.

“Tylko spójrz na siebie!”, wrzeszczał. “Kiedy stałeś się tak żałosny? Zamykasz się tu jak jakiś gryzoń w swojej ciemnej i brudnej norze! Myślisz, że dzięki temu wszystko będzie lepiej? Heechul ma metal w całym ciele, Yesung jest wciąż w śpiączce, a ONI…”

Twoja kanapa nie wydawała ci się już tak wygodna, podniosłeś się i spojrzałeś przez jego ramię. Zobaczyłeś, jak Kyuhyun stoi w drzwiach do sypialni, przytulając się do swojego nowego misia, opierając podbródek na jego głowie. Uśmiechnął się do ciebie.

“Pewien okres w naszym życiu się zakończył, Siwon-ah, dobrze o tym wiesz, choć wciąż próbujesz temu zaprzeczyć.”

Odwrócił się, by spojrzeć, na czym utrzymywałeś swój wzrok. Kyuhyuna już nie było – sam nie wiedziałeś, czy to lepiej, czy może gorzej. To, że przyszedł, dało ci w jakiś sposób odwagę, by stawić czoła tej rozmowie. W środku mogłeś się rozsypywać, kawałek po kawałku, ale on zawsze był tutaj, by utrzymywać cię w całości.

“Wszystko jest takie samo, jak było.”

Popatrzył na ciebie z jeszcze większą złością, a wcześniej nawet nie myślałeś, że to możliwe. “Co?”, warknął, stawiając krok w twoim kierunku. “Nic nie jest takie samo! Nic! A ty temu nie zapobiegniesz, to już się stało.”

“Ja i Kyuhyun…”

Ja i Kyuhyun“, spapugował cię, robiąc minę, jakby miał już dosyć tej rozmowy, jakby już żałował, że postanowił tu przyjść. “Nie ma czegoś takiego jak ty i Kyuhyun, nawet nie widzę potrzeby, by ci to tłumaczyć. Zapomnij w końcu o tym wszystkim i zacznij żyć. Zrozum, że Kyuhyun nigdy z tobą nie będzie, nie może z tobą być, to jest niemożliwe.”

“Nic nie wiesz”, wyszeptałeś.

Ale on tylko spojrzał na ciebie jak na najżałośniejsze stworzenie na ziemi i ruszył do wyjścia. Kiedy zamknął za sobą drzwi, usłyszałeś, jak na klatce schodowej rozlega się głuchy dźwięk jego szlochu. Zamknąłeś oczy i niemalże ujrzałeś pod powiekami, jak stoi na korytarzu z dłońmi zaciśniętymi na ustach i jak nie ma siły, by zrobić choć krok więcej. Także ty stałeś wciąż w tym samym miejscu, gdzie cię zostawił i nie byłeś w stanie się ruszyć. Słuchałeś, jak płacze i pomyślałeś o tym, że chociaż “ty i Kyuhyun” wciąż trwa, “Sungmin i Kangin” już na zawsze zniknęło.

* * *


Znów spoglądał na ciebie z drugiego końca pokoju.

“Tęsknię za twoim uśmiechem”, wychrypiałeś jak po kilku godzinach płakania. Bo może to właśnie robiłeś. Bo może nawet najwięksi faceci mają prawo się rozkleić jak dzieci. Bo może już zbyt długo trzymałeś to w sobie.

Jego wargi wygięły się w smutku, ale na nic więcej się nie zdobył. Westchnąłeś.

“Chodzi o słowa Sungmina?”, zapytałeś zrezygnowany.

Odwrócił od ciebie wzrok i odszedł.

“Wróć…”

* * *


“Czasami boję się, że uświadomisz sobie, jak bardzo na ciebie nie zasługuję, Kyun-ah.”

Słodki ciężar jego głowy spoczywał na twojej klatce piersiowej i była to jedna z takich rzeczy, które mogłyby trwać wiecznie, bo to wszystko, czego potrzebujesz od życia. Tylko jego.

“Przeraża mnie, że odwrócisz się do mnie plecami i odejdziesz, nie spoglądając na mnie już ani razu. Przeraża mnie, że ktokolwiek lub cokolwiek mogłoby mi ciebie odebrać. Że otworzę oczy, a ciebie już przy mnie nie będzie. Że obudzę się, ale tam, gdzie powinieneś być, zastanę tylko zimną pościel. Przeraża mnie jak cholera, że kiedyś powiesz ‘Nie kocham cię’, a ja nie będę w stanie nic na to poradzić. A moje serce zatrzymuje się na samą myśl, że coś ci się stanie i już nigdy więcej cię nie ujrzę.”

W pokoju panowała niemalże całkowita cisza, tylko twój oddech, jego oddech, tykanie zegara zza drzwi. Wszystko jednostajne, spokojne. Delikatnie głaskałeś go kciukiem po policzku, zastanawiając się, czy jest w ogóle możliwe, by być szczęśliwszym.

“Nigdy mnie nie zostawiaj, Kyun-ah”, poprosiłeś.

“Nigdzie się nie wybieram”, usłyszałeś, jak szepta sennie, wtulając się w ciebie.


* * *


Jakiś ciężar przygniatał twoją klatkę piersiową. Jakaś siła trzymała cię za gardło. Nie byłeś chory. Prawie nie mogłeś oddychać, a twoje serce biło z ogromnym wysiłkiem. Znów. Jak wcześniej. Jak co chwilę. Ale to nie prawdziwa choroba, to coś gorszego. Wydawało ci się, że ogień trawi twoje wnętrzności, w brzuchu narastało to dziwne uczucie nie do zniesienia. Jakbyś zrobił coś złego, jakbyś był czemuś winny. Czujesz? Ta żałość. Ten ból.

“Pojawiasz się coraz rzadziej”, wypowiedziałeś na głos, choć nie wiesz, jak ci się to udało.

Kiedy odpowiedź nie nadeszła, nawet się nie zdziwiłeś. Od dawna już nic nie mówił. Od dawna się nie uśmiechnął. Od dawna na ciebie nie spojrzał. Siedział zawsze w tym samym miejscu, na fotelu przy oknie, przytulał misia i wyglądał wciąż i wciąż na niebo. Obserwowałeś go ze swojego łóżka, nie mając siły, by się ruszyć, by wstać. Kiedy ostatni raz coś zjadłeś? Kiedy wypiłeś więcej niż kilka łyków wody z kranu?

Ktoś dobijał się do drzwi, ale żadne z was nie reagowało. Ktoś krzyczał. Donghae. Nie zdając sobie z tego sprawy, westchnąłeś z ulgą, gdy zamieszanie w końcu ustało.

“Co mam zrobić?”, zapytałeś zmęczony jego zachowaniem. “Co powinienem zrobić?”

Gdy w końcu na ciebie spojrzał, w jego oczach dostrzegłeś łzy.

“Powinieneś ze mną być.”

“Jestem.”

“Nie, nieprawda. Nie jesteś tak, jak tego potrzebuję.”

Obróciłeś się na plecy i krzyczałeś z bezsilności. Szlochałeś. Znów krzyczałeś. Byłeś niemalże pewien, że ból rozerwie twoją klatkę piersiową. Kiedy nie miałeś już siły nawet na płacz, leżąc z urywanym oddechem, usłyszałeś, jak ktoś ponownie dobija się do drzwi wejściowych, tym razem bardziej gwałtownie, gorączkowo.

“Siwon-ah! Błagam, otwórz! Błagam cię!”

Nie miałeś ochoty. Nie miałeś również energii.

“W tej chwili dzwonię po Eunhyuka, mam nadzieję, że masz dobre wytłumaczenie, by nie oberwać!”

Powoli podniosłeś się do pozycji siedzącej. Zakręciło ci się w głowie, a przed oczami pojawiły ci się ciemne plamy, więc odczekałeś jeszcze chwilę zanim wstałeś z łóżka całkowicie. Wiedziałeś, że nie dotarłbyś do kuchni, dlatego wybrałeś łazienkę przylegającą do sypialni. To przecież tylko parę kroków, dasz radę. Potrzebujesz wody, potrzebujesz swoich leków, potrzebujesz czegoś, by nie oszaleć. Wróciłeś z pełnym kubkiem, którego zazwyczaj używałeś podczas mycia zębów, ręce ci się trzęsły, ale niemalże nic nie rozlałeś.

“Och, więc myślisz, że jak weźmiesz kapsułkę tego swojego cudownego leku przeciwdepresyjnego, to to rozwiąże wszystkie twoje problemy, tak?”

Całkiem prawdopodobne, to w końcu nie jest żaden z tych najnowszej generacji, twój psychiatra nie dałby ci czegoś tak słabego. Stare, dobre leki trójpierścieniowe były czymś, bez czego ostatnio nie mogłeś normalnie przeżyć dnia. Co prawda zdarzało ci się przez nie czasem niewyraźnie widzieć, ale to niska cena.

“Świetnie, jak chcesz”, warknął, kiedy z szafki nocnej przy łóżku wyciągnąłeś opakowanie doksepiny i jak najszybciej przełknąłeś kapsułkę.

A jednak nie ruszył się z miejsca jeszcze przez długi czas, kiedy leżałeś na łóżku i wpatrywałeś w sufit.

“Są dni, kiedy wydaje mi się, że wszystko może się rozpaść pod najmniejszym podmuchem, a ciebie nie będzie tutaj, by mnie wesprzeć.”

“Dobrze wiesz, że nie mogę tu być”, westchnął.

“Kiedy Sungmin powiedział…”, zacząłeś, ale straciłeś wątek, kiedy obróciłeś się, by móc na niego patrzeć. Twoje wcześniej spokojne serce znów zaczęło mocniej wybijać rytm, miałeś wrażenie, jakby wszystkie złe uczucia próbowały sobie stworzyć drogę ucieczki, uderzając ogromnym młotem w twoje żebra. Każde uderzenie silniejsze od poprzedniego. Próbowałeś ręką wesprzeć klatkę piersiową, ale i tak czułeś się, jakby zaraz miała rozpęknąć się od środka.

“Ile leku zażyłeś, Siwon-ah?”, zapytał, przysiadając się obok ciebie.

“Jedną kapsułkę”, wystękałeś.

“Jesteś pewien?”

Wcześniej byłeś. Dopóki on nie sprawił, że zacząłeś w to wątpić. Powoli spojrzałeś przez ramię i ujrzałeś na pościeli sześć pustych listków, chociaż w pięciu wciąż powinno się coś znajdować.

“Ja nie…”

“Już dobrze”, pogłaskał cię delikatnie po czole. “Nie musisz okłamywać sam siebie.”

Dlaczego to zrobiłeś? Jaki miałeś powód? Całe opakowanie… całe opakowanie… całe opakowanie… Już dobrze… Całe opakowanie… Nie mogłeś się skupić, zacząłeś się pocić. Dlaczego to zrobiłeś? Jaki miałeś powód? Powinieneś ze mną być. Powinieneś ze mną być.

“Powinienem z tobą być. Powinienem z tobą być. Tak jak tego potrzebujesz. Tak jak ja tego potrzebuję.”

Płakałeś z jego imieniem na ustach, a po głowie wciąż obijały się jego słowa. Już dobrze. Już dobrze. Już dobrze. Już dobrze. Już dobrze. Już dobrze. Już dobrze. Już dobrze… A jednak dalej się bałeś, byłeś przerażony. Bo chociaż chciałeś dobrze, wciąż nie wiedziałeś, co będzie dalej. Co będzie później? Miałeś wrażenie, że serce podeszło ci do gardła, ale to nie było to. Przechyliłeś się na drugą stronę łóżka i próbowałeś zwymiotować, ale nie miałeś czym.

“Siwon-ah.”

“Muszę się napić”, wyjęczałeś, sięgając po kubek. Jednak ręce trzęsły ci się tak bardzo, że upadł na podłogę. Zbił się.

“Siwon-ah.”

Położyłeś się z powrotem na plecy, a on ułożył się tuż obok. Przytulił cię. Przez chwilę wydawało ci się, że nic się nie zmieniło. Że to jest kolejna z tych nocy, gdy spaliście razem, jeszcze przed wypadkiem. Wszystko wróciło do normy. Już dobrze.

“Kocham cię, Siwon-ah.”

Objąłeś go ramionami, ale milczałeś. Kiedy podniósł się i nachylił nad tobą z pytaniem w oczach. Czekał na odpowiedź, którą bałeś się mu dać.

“Coś nie tak?”

“Czy… Czy jeśli moje serce przestanie bić… czy wciąż będę cię kochał?”

Uśmiechnął się i pocałował, jakby chciał cię w ten sposób uspokoić. Wydawało ci się, że odpływasz, że wszystko zostaje za tobą. Miałeś ciężkie powieki i ciężko było ci utrzymać je otwarte. Chwycił twoją dłoń i przyłożył do swojej klatki piersiowej. “Czujesz?”, zapytał. Zdenerwowany pokręciłeś głową i zacząłeś płakać jak dziecko.

“Nie, Kyun-ah. Och, Boże, nic nie czuję! Nic nie czuję!”, krzyczałeś.

“I choć nie czujesz, by biło we mnie serce, ja wciąż cię kocham. Więc nawet jeśli twoje serce przestanie bić, nic się nie zmieni. Wszystko pozostanie takie samo. Będzie jak przed wypadkiem, znów będziemy razem tak, jak powinniśmy.”

Ktoś znów dobijał się do drzwi. Gwałtownie, brutalnie, jakby chciał je wyłamać. Słyszałeś przekleństwa i pośpieszanie, ale nie potrafiłeś już przypisać głosów. Miałeś ociężałą głowę i tak bardzo chciało ci się spać.

“Siwon-ah.”

“Kocham cię, słońce”, wyszeptałeś, próbując pogłaskać go po włosach tak jak kiedyś, ale twoja ręka nie znalazła oparcia. Drzwi otworzyły się z hukiem, ktoś wpadł do środka. Słyszałeś krzyki i szloch. Kyuhyun uśmiechnął się smutno i położył obok. Zamknąłeś oczy, w dziwny sposób wciąż czując go przy sobie. I ta chwila wydawała ci się nieskończona.




*INSPIRACJA*
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Design by Forum Komputerowe
Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group


logo
2008 – 2019 © SUPERJUNIOR.PL
Poprzednie adresy: Klik | Klik

Strona wygenerowana w 0,09 sekundy. Zapytań do SQL: 11